Reklama

„Sprawiedliwy z wiary żyje”


Edycja zamojsko-lubaczowska 32/2011

Był kołem ratunkowym dla wielu. Bł. Stanisław Starowieyski powiedział, że „chrześcijanin nie może ograniczać swojej odpowiedzialności jedynie do kręgu najbliższych osób”. W tym roku mija 70. rocznica jego męczeńskiej śmierci. Zginął zamęczony przez Niemców w wigilię Wielkanocy 13 kwietnia 1941 r. Spośród sześciorga dzieci bł. Stanisława Starowieyskiego i Marii Szeptyckiej żyje dwoje: Elżbieta i najmłodszy Andrzej. Ten ostatni dał świadectwo o świętości swojego ojca

MAŁGORZATA GODZISZ: - 70 lat temu w obozie w Dachau miłość okazała się silniejsza niż śmierć. W tym miejscu zginął Pana ojciec - Stanisław Starowieyski, dziś błogosławiony. Jak to się stało, że trafił tam i poniósł męczeńską śmierć?

ANDRZEJ STAROWIEYSKI: - Męczeńską śmierć poniósł, bo był wierny Bogu i Ojczyźnie. Został aresztowany w 1940 r., tam gdzie mieszkaliśmy, w Łaszczowie. Pamiętam, zaglądaliśmy przez okno, czy jadą już gestapowcy, czy nie jadą. Ojciec spodziewał się, że będzie aresztowany. Później mama zawsze mówiła, że nie chciał podjąć decyzji, by uciec gdzieś i zostawić nas samych. Bał się represji. Tak szybko go zabrali, że nie mieliśmy nawet czasu się pożegnać.

- Przez świadków był określany „Apostołem Dachau”. Dla wielu był tam jedynym kołem ratunkowym. Pomagał każdemu - bez względu na wyznawaną wiarę, poglądy. Jak wspominają go ludzie, którzy z nim przebywali?

- Najbardziej znane opinie o moim ojcu wyszły z ust ks. Maja, naszego proboszcza z Łabuń, który spowiadał go przed samą śmiercią. Uważał, że był to człowiek święty, który pobudzał ducha, pobudzał wiarę w obozie. Najlepszym przykładem jest to, że niewierzący człowiek, z którym zaprzyjaźnił się ojciec, zaczął być wierzący, do tego stopnia, że na jednym łóżku razem się modlili. Później ten mężczyzna w swoich wspomnieniach - bo przeżył Dachau - napisał, że poznał człowieka świętego.

- Po każdym pozostają jakieś pamiątki, ślady jego obecności tutaj na ziemi. Tych pamiątek po Pana ojcu jest niewiele. Wśród nich jest list, świadectwo Adama Sarbinowskiego, naocznego świadka śmierci bł. Stanisława. Ojciec pisał listy do rodziny, bo rodzina była dla niego najważniejsza. O czym pisał?

- Nie do rodziny, tylko do mojej mamy. Pisał w listach, że ma ograniczoną możliwość i nie może pisać do swojej mamy, więc przekazywał pozdrowienia. Mam ich trzynaście. Te listy były uspokajające, mówiące o takich szczegółach, które wykazywały, że cały czas o nas myślał, o dzieciach, o sprawach, które obiecał. Obiecał ludziom dużo rozmaitych dobrych uczynków. Nie wolno mu było pisać, że źle się czuje, co się z nim dzieje. Teraz jak czytam te listy, a wiem, co to było za miejsce i koszmar, to się nigdy nie mogę nadziwić.

- Pomimo tej męki i wszystkich tortur, jakie przechodził, pamiętał o swoich dzieciach. W jednym z listów dopytywał o Pana, o co dopytywał?

- Tak. Pytał, czy Jędrek, bo tak mnie w domu nazywali, czy Jędrek z Izią, to jest moja siostra, stale się kłócą. Byliśmy dosyć energiczni w swoim obcowaniu i bardzo często się kłóciliśmy.

- Świętości bł. Stanisław Starowieyski uczył się od swoich rodziców. Trzeba wspomnieć o bogactwie, które wyniósł ze swojego domu. Jak dziadkowie włączali się w życie rodzinne i społeczne?

- Babcia włączała się szczególnie w życie katolickie, bo dziadek raczej był politykiem, doktorem praw. W świeckich sprawach dosyć dużo się angażował. W Bratkówce, tam gdzie mieszkali, do dzisiejszego dnia jest w domu kaplica. Była udostępniona dla wszystkich osób z zewnątrz. To było normalne.

- Syn miał dobre świadectwo od rodziców. Później sam włączył się w działalność przedwojenną jako prezes Akcji Katolickiej. Jak zaznacza się jego obecność w tym ruchu?

- Mój ojciec zaczął działać jeszcze przed Akcją Katolicką. Tworzył taki ruch katolicko-szkoleniowy dla młodzieży. Później to się ukształtowało, po decyzjach Ojca Świętego, po ustaleniu programu Akcji Katolickiej. Przed wojną liczyła ona między 600 a 700 tys. członków. Mój ojciec organizował rozmaite rekolekcje czy szkolenia, np. z uprawy buraka cukrowego. Moja mama była przewodniczącą Koła Gospodyń Wiejskich. Młode dziewczyny uczyły się szyć na maszynach i robić ciastka. Doskonale pamiętam jak w parku powstawały ławy, stoły na śniadania. Organizowane były spotkania. Sekretarz mojego ojca, który był instruktorem Akcji Katolickiej, opowiadał, że kiedyś przy pierwszej organizacji śniadania pobrał od każdego po 10 czy 15 groszy. Zaniósł to mojemu ojcu, uszczęśliwiony, że zrobił dobry uczynek. Ojciec go wyrzucił za drzwi szybciej niż on wszedł. Powiedział mu, żeby oddał to natychmiast i więcej takich historii nie powtarzał. Mnie zawsze ciekawiło jak to wszystko było finansowane. Przez nasz dom w czasie tych szkoleń, rekolekcji i dni skupienia przechodziło chyba 1000 osób rocznie.

- Dopełnieniem tych słów, które Pan wypowiedział, będą słowa bł. Stanisława Starowieyskiego, które odczytałam na cmentarzu Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi w Łabuniach, gdzie znajduje się grób Pana ojca: „Miarą hojności nie jest częste dawanie gdy o to proszą, lecz czujność wobec potrzeb, które nie wzywają pomocy”. A jak Pan odczuł, jako syn, wyniesienie ojca na ołtarze przez Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. w Warszawie?

- Odczułem, że stało się coś nadzwyczajnego, że normalny człowiek nagle został beatyfikowanym, czyli świętym. Nie ma lepszego i gorszego świętego. Kanonizacja nie jest zmianą hierarchii świętości. To było oszałamiające. Chociaż mama po śmierci ojca zawsze mówiła, że to był człowiek święty i jak o coś prosicie Pana Boga, to proście przez swojego ojca.

- Bł. Starowieyski, sprawiedliwy, który żył z wiary i wygrał tą wiarę, bo był wierny do końca. Czego powinien uczyć nas, wiernych diecezji zamojsko-lubaczowskiej?

- Nie tylko tej diecezji, ale wszystkich. Przyjaznego podejścia do ludzi. Nierozsiewania nienawiści. Po prostu każdego należy tak samo traktować; jest człowiekiem, ma być naszym przyjacielem. Można go specjalnie nie lubić, ale nie można mu tego okazywać. Nigdy nie słyszałem, żeby mój ojciec kogoś generalnie skrytykował czy „zmieszał z błotem”. Moja mama na człowieka, który w naszym pojęciu był łobuzem, nie powiedziała inaczej, jak: poczciwy.

- Zwieńczeniem tej rozmowy niech będą słowa, które zapamiętałam z tablicy nagrobnej Pana ojca: „Cóż gdy miłość silniejsza jest od nienawiści”. Niech nam towarzyszą w życiu.

[red. Wywiad został przeprowadzony 16 kwietnia br. w Domu Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi w Łabuniach. Tytuł tekstu został zaczerpnięty z książki ks. Marka Starowieyskiego „Sprawiedliwy z wiary żyje. Życie i męczeństwo Stanisława Starowieyskiego”, Kraków 1999 r.]

Reklama

Watykan: obraduje Rada Kardynałów

2019-06-25 12:45

st (KAI) / Watykan

Pod przewodnictwem Ojca Świętego obraduje na swoim 30. posiedzeniu Rada Kardynałów - poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Jednocześnie przypomniano, że w związku z tym wydarzeniem 27 czerwca o godz. 13.00 zaplanowano briefing, który poprowadzi tymczasowy dyrektor watykańskiej Sala Stampa, Alessandro Gisotti.

Grzegorz Gałązka

Jak zauważają dziennikarze specjalizujący się w tematyce watykańskiej, obecne posiedzenie Rady Kardynałów dokona zapewne podsumowania procesu konsultacji projektu nowej konstytucji apostolskiej o Kurii Rzymskiej, która będzie najprawdopodobniej nosiła tytuł „Predicate Evangelium”. Pomimo, że większość konsultowanych wyraziła opinię pozytywną, nie oznacza to zakończenia prac. Ponadto należy pamiętać, że organ ten ma także pomagać Ojcu Świętemu w zarządzaniu Kościołem powszechnym, a zatem funkcja Rady Kardynałów nie skończy się wraz z opublikowaniem konstytucji apostolskiej.

Do ustanowionej 13 kwietnia 2013 roku Rady Kardynałów należy obecnie 6 purpuratów (kardynałowie Óscar Andrés Rodríguez Maradiaga (Honduras); Giuseppe Bertello (Watykan/Włochy), Oswald Gracias (Indie); Reinhard Marx (Niemcy); Sean O’Malley (USA); Pietro Parolin (Watykan/Włochy). Ponadto sekretarzem Rady, nie będącym jednak jej członkiem, jest bp Marcello Semeraro (Włochy), a jego zastępcą bp Marco Mellino (Włochy).

Pod koniec ubiegłego Radę Kardynałów roku opuściło trzech kardynałów: George Pell (Australia), Francisco Javier Errázuriz (Chile) i Laurent Monsengwo Pasinya (Demokratyczna Republika Konga).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzeszów: wyruszyła piesza pielgrzymka do Lwowa

2019-06-25 21:18

tn / Rzeszów (KAI)

Pod hasłem „Miłość żyje w rodzinie” wyruszyła dziś 11. Rzeszowska Pielgrzymka Piesza do Lwowa. Grupa liczącą 258 osób zamierza pokonać 184 kilometrową trasę i 30 czerwca stanąć przed obliczem Matki Bożej Łaskawej w katedrze lwowskiej.

Krzysztof Świertok

Tegoroczne hasło pielgrzymki nawiązuje do trwającego w archidiecezji lwowskiej Roku Świętości Małżeństwa. „Nasze rozważania, konferencje i modlitwy w dużej mierze będą się koncentrować na darze rodziny, która jest wspólnotą przekazywania miłości i wiary. Codziennie będziemy rozważać historię innych rodzin: Józefa i Wiktorii Ulmów, Karola i Emilii Wojtyłów, Juliusza i Marianny Kolbe, świętych Ludwika i Zelii Martin oraz błogosławionych Luigiego i Marii Beltrame Quattrocchi” – wyjaśnia ks. Władysław Jagustyn, proboszcz parafii św. Krzyża w Rzeszowie i dyrektor pielgrzymki.

Pielgrzymka rozpoczęła się Mszą św. w kościele św. Krzyża w Rzeszowie. Eucharystii przewodniczył bp Jan Wątroba. W homilii biskup mówił o trudzie pielgrzymowania. „Chrystus zaprasza nas na drogę pośród trudów, drogę wąską i bramę wąską, ale to jedyna szansa, byśmy nie tylko w wieczności odnaleźli szczęście, ale już tu na ziemi otrzymali dobra duchowe, o które się modlimy dla siebie i innych” – mówił biskup.

W pielgrzymce uczestniczy dwie siostry zakonne: Terezitta i Zachariasza ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej (Służebniczki Dębickie) pracujące w Tarnowie i trzech kleryków z Wyższego Seminarium Duchownego w Rzeszowie.

Wśród pątników są osoby z całej Polski, m.in. z Białegostoku, Gorzowa Wlk., Gdyni Inowrocławia, Kielc, Krakowa, Lublina, Olkusza, Stalowej Woli, Szczecina, Torunia, Warszawy, Złotoryi. Grupa jest również zróżnicowana wiekowo. Najmłodszy pielgrzym ma 11 lat, a najstarszy 78.

Pielgrzymi codziennie będą pokonywać około 30 kilometrową trasę. Po stronie polskiej zaplanowano dwa noclegi: w Kańczudze i Żurawicy. W czwartek, 27 czerwca pielgrzymi przekroczą granicę. Po stronie ukraińskiej zaplanowano trzy noclegi: w Gródku, Mościskach i Hodowicji.

W niedzielę, 30 czerwca pielgrzymi po pokonaniu najkrótszego, liczącego 20 kilometrów odcinka, dojdą do Lwowa. Po Eucharystii i modlitwie przed obrazem Matki Bożej Łaskawej w lwowskiej katedrze pątnicy i goście, którzy przyjadą do Lwowa autokarami, odwiedzą Cmentarz Łyczakowski oraz Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie odprawią Drogę Krzyżową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem