Nie jest łatwo być lekarzem, który chroni zdrowie i życie swoich
pacjentów. Przekonał się o tym na własnej skórze doktor Jacek Demidziuk,
warszawski lekarz, który za wyraźnie wyartykułowany sprzeciw wobec
antykoncepcji jako metody nie przynależnej medycynie oraz za krótki
komentarz wobec kolegów medyków, którzy zalecają antykoncepcję, został
ukarany karą nagany przez Okręgowy Sąd Lekarski. Ta niewiarygodna
- z punktu widzenia etyki zawodu i zwykłej logiki - sytuacja mogła
zaistnieć tylko w epoce deformacji medycyny i żałosnych zmian w pojmowaniu
głównego jej zadania - służby człowiekowi. Coraz więcej osób z cenzusami
staje się ofiarami bądź świadomymi uczestnikami - częściej to drugie
- wielkiego światowego procederu walki z życiem. Trwa wielki handel
nazwiskami i tytułami naukowymi. Ideologia walki z życiem wsparta
przez jedne z najbardziej dochodowych biznesów: antykoncepcyjny i
aborcyjny, przynosi coraz większe żniwo wśród osobistości, które
dawno już zapomniały, czym jest prawdziwa medycyna i oddały się na
usługi technologii, które z ciała człowieka czynią narzędzie podejrzanych
eksperymentów na masową skalę albo źródło tanich uciech, godząc zarazem
w całą sferę osobowości ludzkiej. Oczywiście, świat medycyny ma też
swoich wielkich obrońców człowieka, jak zmarły niedawno profesor
JeroQme Lejeune, który walczył o ochronę poczętego życia także ludzkich
istot dotkniętych trwałym kalectwem, jak wielu wspaniałych polskich
profesorów: Wanda Półtawska, Włodzimierz Fijałkowski i inni. Teraz,
w związku z przemyślnie skonstruowaną intrygą, głos zabrał zwykły
warszawski lekarz. Intrygę rozpoczęła rozjuszona kobieta, której
nie udało się, wbrew usilnym namowom, uzyskać od doktora Demidziuka
recepty na środek antykoncepcyjny. W zamian otrzymała stosowną porcję
wiedzy, jak hormonalne środki antykoncepcyjne niszczą zdrowie kobiety
i że mogą na zawsze zniszczyć możliwość przekazywania życia. Pani
ta udała się zatem do Gazety Wyborczej - a gdzieżby indziej - po
pociechę. Dziennikarka Gazety zadzwoniła do doktora Demidziuka, podpytując
go o przyczyny odprawienia pacjentki z kwitkiem, a nade wszystko
o ocenę kolegów lekarzy, którzy nie mają podobnych obiekcji. "Co
pan myśli o tych lekarzach?". "Słyszała pani o dr. Mengele? On też
´leczył´ w Oświęcimiu" - usłyszała w odpowiedzi. To wystarczyło.
Donos trafił do Sądu Lekarskiego. Naturalnie doktora Demidziuka nikt
nie poinformował, że zamierza się z nim przeprowadzić wywiad do prasy.
Ludzie pochłonięci pracą nie muszą wiedzieć, że zadawanie się z Gazetą
może być niebezpieczne, toteż doktor rąbnął ostro. Na siebie ściągnął
wyrok grona zapewne czcigodnych i zasłużonych strażników politycznej
poprawności w służbie zdrowia. Dla opinii publicznej skutek był jednak
zbawienny. Dla ludzi ufających, że propaganda antykoncepcji jest
prowadzona jedynie dla szczęścia kobiety i ludzkości (hasło o "piekle
kobiet" Boya wciąż jest reanimowane), był to sygnał, że coś tu może
jest nie tak. Dla licznych w Polsce normalnych, dobrze wykształconych
lekarzy - wyzwanie, by okazać solidarność z kolegą, którego upokorzono
za to, że jest prawdziwym lekarzem i odważnym człowiekiem.
Skojarzenia z okresem najczarniejszego PRL-u nasuwają
się same. Propaganda aborcji, począwszy od lat 50., w pierwszym rzędzie
obejmowała środowisko lekarskie. Na niektórych uczelniach celowo
fałszowano wiedzę medyczną, by ugruntować przekonanie, że zabijanie
poczętego dziecka, to "takie nic", jak usunięcie zęba. Zmuszano stażystów
do wykonywania tzw. zabiegów i asystowania przy nich. Nie informowano
rzetelnie o naturalnych metodach regulowania płodności. To wtedy
zaczęła się akcja planowanego dezinformowania studentów medycyny,
a przede wszystkim milionów kobiet, czytelniczek pism kobiecych,
o całkowitej nieskuteczności tych metod. Kłamstwo to powielają dzisiejsi
lekarze, prowadząc w tego typu prasie porady zdrowotne. Nie trzeba
dodawać, że na żadnej, bodaj, uczelni PRL-owskiej nie informowano
nigdy oficjalnie o istnieniu konkretnej jednostki chorobowej, jaką
jest syndrom postaborcyjny. Propagandę aborcji, która jest ustawowo
zakazana - przynajmniej częściowo - zastępuje się dziś - z powodzeniem
- propagandą antykoncepcji o niespotykanych dotąd rozmiarach. Dlaczego
się zastępuje? Jest statystycznie i psychologicznie dowiedzione,
że antykoncepcja zawsze prowadzi do aborcji. "Nigdy nie położymy
kresu aborcji, jeśli nie położymy kresu antykoncepcji" - mówiła prof.
Janet E. Smith, działaczka jednej z organizacji pro life ze Stanów
Zjednoczonych, na XVIII Międzynarodowym Kongresie Rodziny w Warszawie,
w 1994 r. - "Kiedy bierze się pigułkę? Kiedy człowiek jest chory.
Czy płodność jest chorobą? Kobieta nigdy nie wie, w jaki sposób hormony
zawarte w pigułce działają na jej ciało. Dlaczego akt miłości między
kobietą a mężczyzną miałby być zamieniony w akt wrogości?". A Valerie
Riches z Anglii dodawała: "Celem programów edukacyjnych tworzonych
przez IPPF - Międzynarodową Fundację Planowanego Rodzicielstwa -
jest, by ´archaiczne´ zachowania seksualne zostały wyrugowane, największym
złem jest tu poczęcie człowieka, nie ma natomiast nic zdrożnego -
także w kazirodztwie, w homoseksualizmie - jeśli celem jest przyjemność".
W tym samym czasie, gdy w Warszawie Sąd Lekarski rozprawiał
się z niepoprawnym doktorem Demidziukiem, francuska młodzież szkolna
otrzymała od pani minister oświaty Selegne Royal prezent w postaci
darmowych środków wczesnoporonnych, na każde żądanie. To, co zaszyfrowane
jest pod hasłem antykoncepcji, jest w istocie machiną śmierci. Wyrok
warszawskiego Sądu Lekarskiego godzi w jednoznaczny sąd na temat
aborcji i antykoncepcji, "jaki niesie rzetelna wiedza o człowieku,
wiedza medyczna. A także w osąd, jakiego dokonał Kościół. Jan Paweł
II przy każdej okazji próbuje odwoływać się do sumień sprawców tej
zbrodni, wołając wielkim głosem, jak można propagować aborcję po
epoce pieców i komór gazowych, masowego ludobójstwa, z którego ludzkość
zdała już rachunek.
Dr Demidziuk widzi tę sprawę w tych samych kategoriach.
Przywołanie nazwiska dr Mengele nie jest przesadą ani nieporozumieniem.
Jest ukazaniem precedensu antykoncepcji w świetle prawdy o jej naturze.
Jest próbą obrony medycyny przed jej wykorzystaniem przez siewców
śmierci. A także przed ośmieszeniem jej, gdy usiłuje się dorobić
kryteria zdrowotne do deformujących mechanizm płodności trucizn.
Ten głos powinien wielu ludzi zachęcić do odważnego świadectwa w
tej sprawie. Do przeciwstawienia się lawinie kłamstwa na temat antykoncepcji
w mediach i w placówkach medycznych. "Jesteście normalni, zdrowi
i wasza obecność jest pomyślnym znakiem dla ludzkości. Nie jesteście
wyrzutkami ani przestępcami" - w taki sposób zwracał się przed sześcioma
laty na Kongresie Rodziny do zgromadzonych w Warszawie obrońców życia
Amerykanin Michel Medved, podsumowując przepaść, jaka dzieli rzeczywistość
od jej obrazu w mediach - "Media sugerują, że nie ma czegoś takiego,
jak normalne życie". I na koniec dodawał: "Bóg nie robi błędów, tworząc
historię. Nie zapominajcie, że znajdujecie się w przełomowym momencie
historii, na centralnej scenie świata". Tą sceną jest walka o życie.
Jednym z aktorów jest dziś dr Jacek Demidziuk.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
