Reklama

Odsłony

I kamień ożyje...

Niedziela Ogólnopolska 8/2006, str. 23


Graziako

<br>Graziako

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Beznadziejność jest skałą, która nie chce mieć szczeliny… Największą bowiem skałę zwycięży maleńkie ziarno, jeśli znajdzie w niej dla siebie szczelinę, bo jest w nim moc nadziei. Stanowczo za dużo jest takich beznadziejnych istot, co do których inni, jak i one same, nie mają nadziei. Tę rozpacz ducha częstokroć niesłusznie nazywa się depresją, usiłując ją leczyć całkiem nie tak jak trzeba, z daleka od Siewcy ziaren…

Kiedy się stamtąd patrzy na morze, to wzrok zahacza o wyspę z górą pokrytą młodym lasem, zza którego wynurza się gmach więzienia. Kilkadziesiąt lat wstecz góra była naga i skalista, nawet bez mchu. Były tam same szare kamienie i pracujący przy nich skamieniali z wyglądu więźniowie. Jeden z nich zdawał się bardziej od innych kamienny, zamknięty tam dożywotnio za zabicie człowieka. Zimą i latem kruszył kamienie, spoglądając ku przystani w dole i lipom rosnącym tam, gdzie siadywał, będąc dzieckiem. Tam, gdzie przebywał nie było żadnego drzewa i dlatego przeklinał to miejsce, ziemię i niebo, swój los i okrucieństwo ludzi. Rok po roku przeklinał je z innymi. Mimo że po nastaniu nowej władzy los więźniów się poprawił, to oni przeklinali dalej, bo brak nadziei zamienił serca tych nieszczęśników w kamienie. Rozmawiali wciąż o ucieczce i zabiciu strażników oraz o zemście na tych, co są na wolności. A ów więzień chodził po brzegu, który omijały nawet ryby i ptaki. Rozpamiętywał na tym pustkowiu swój los - że nie ma nazwiska, tylko numer, i nie wie nawet, ile ma lat. Jakby nie żył już, ale przecież nie umarł jeszcze. Kiedy słońce paliło mu głowę, rozpamiętywał dzieje Jonasza, ale kpiąc z niego, bo już nie wierzył w żadne dobro. W żadne! I wtedy ujrzał przyniesiony przez fale czubek brzozowego drzewka. Wsadził je w ziemię, obłożył kamieniami, usiadł, słuchając wiatru w listkach. I tak zasnął. Śnił, że wzgórze jest zielonym lasem, ogrodem z ptakami, pszczołami, motylami. Ale jedno drzewo, piękniejsze od reszty, rosło osobno. W jego gałęziach uwijał się biało-czarny ptaszek, który śpiewał coś takiego: „Tam błoto, błoto masz i tu je, tu je dasz. W nim zemrzesz i - z błota wstaniesz nowy ty”. Wiedział, że koledzy go przeklęli i teraz pędzili go w górę, obrzucając kamieniami. Uciekając, napotkał mur, którego nie mógł przeskoczyć, więc straciwszy ostatnią nadzieję, chciał walnąć weń głową, by się zabić… a wtedy otworzyła się brama do ogrodu i… obudził się. Następnego dnia brzoza uschła. Przeklął ją, zgrzytając zębami.
Potem zagnano ich do oczyszczania ujścia rzeki z wszelkich nieczystości. Unurzani w śmierdzącym szlamie, czuli się jak w piekle. Wydobywane góry tego błota rozkładano na skalistych zboczach, a ono przemieniało się w glebę.
Mijały lata. Kiedyś przyszedł do starego więźnia ksiądz i powiedział, że mógłby skończyć karę, gdyby uznał to, co zrobił, za niesprawiedliwe. Wtedy więzień powiedział, że owszem, ale jeśli spotka kogoś, kto zrobi coś więcej niż tylko to, co sprawiedliwe - czyli miłosierne, ale to nigdy nie nastąpi. Ksiądz mu jednak życzył tego. I oto w letni dzień ruszył ku zboczu, które wyglądało jak wtedy we śnie. Przeklęte wzgórze zmieniło się w błogosławione drzewami, ptactwem, kwiatami. „Oto jest miłosierdzie” - szepnęło w nim coś… Z przepływającego parostatku ktoś mu pomachał, a on szedł ku murowi, za którym słychać było głosy dzieci. Ujrzał kwitnący bez, nakryty stół, usłyszał muzykę i śpiew. „To raj” - odezwało się coś. I wtedy wyszła ku niemu dziewczynka, niosąc na tacy kieliszek najczerwieńszego wina. Wziął i wypił. To było drogie wino i smakowało jak słodycz życia. „Oto miłosierdzie - usłyszał swój łamiący się głos - ale gdybyś wiedziała, dziecko, kim jestem…”. Mała powiedziała, że wie. „A więc wiedziałaś i mimo to… Oto miłosierdzie!” - powiedział i szedł z powrotem. I nie był już z kamienia, bo coś w nim zakiełkowało. I wtedy ujrzał tamto drzewo ze snu, i tego ptaszka, który śpiewał smutno i łagodnie: „W błocie, w błocie zmarłeś i… z błota wstaniesz nowy ty”.

Optymizm ponoć człowiek sam z siebie „produkuje”, ale on jest za słaby, by zwyciężyć głaz, jaki w człowieku czasem zalega. Nadzieja przychodzi raczej spoza człowieka, a tym bardziej miłosierdzie, które z nocy rodzi gwiazdę, z błota - kwiaty, z kamienia - serce. Byleby otworzyć dla niego szczelinę…

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ośmioletni ministrant z Polski wymienił piuskę z papieżem Leonem XIV!

2026-02-14 11:11

[ TEMATY ]

ministrant

Rzym

Parafia pw. Odkupiciela Świata we Wrocławiu

8-letni Mateusz Siewiera, ministrant z Wrocławia podczas audiencji w Watykanie wymienił piuskę z papieżem Leonem XIV

8-letni Mateusz Siewiera, ministrant z Wrocławia podczas audiencji w Watykanie wymienił piuskę z papieżem Leonem XIV

„Krzyczałem «Ojcze Święty» po włosku i machałem. Nagle mnie zauważył” - opowiada 8-letni Mateusz Siewiera, ministrant z Wrocławia, który podczas audiencji w Watykanie wymienił piuskę z papieżem Leonem XIV. Do spotkania doszło w czasie pielgrzymki ministrantów z parafii pw. Odkupiciela Świata do Rzymu. Wydarzenie było kulminacyjnym momentem wyjazdu formacyjnego.

Ministranci z parafii pw. Odkupiciela Świata we Wrocławiu udali się do Rzymu jako nagroda za wierną służbę liturgiczną. Dla wielu z nich była to pierwsza wizyta w Wiecznym Mieście. W programie pielgrzymki znalazła się modlitwa przy grobach papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka oraz zwiedzanie podziemi Bazyliki św. Piotra, tzw. Scavi Vaticani, gdzie znajduje się grób Apostoła.
CZYTAJ DALEJ

Watykan: kard. Ryś nadal członkiem Dykasterii do spraw Biskupów

2026-02-14 12:58

[ TEMATY ]

Kard. Grzegorz Ryś

Ks. Paweł Kłys

Ojciec Święty Leon XIV mianował członkiem Dykasterii do spraw Biskupów czcigodną siostrę Simonę Brambilla, MC, prefekt Dykasterii do spraw Instytutów życia konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego - poinformowało watykańskie Biuro Prasowe.

W komunikacie zaznaczono, iż Ojciec Święty potwierdził również członkostwo w wyżej wymienionej instytucji kurialnej wielu kardynałów, w tym metropolity krakowskiego, kardynała Grzegorza Rysia, mianowanego do tej funkcji 21 listopada przez papieża Franciszka. Wśród członków wspomnianej dykasterii papież potwierdził też niektórych biskupów, a także opata klasztoru św. Pawła za Murami, o. Donato Ogliari, OSB oraz dwie kobiety, siostrę Raffaellę Petrini, FSE, przewodniczącą Papieskiej Komisji ds. Państwa Watykańskiego i Maríę Líę Zervino, była przewodniczącą Światowej Unii Organizacji Kobiet Katolickich.
CZYTAJ DALEJ

Fulton Sheen: Teleewangelista czy prorok zza oceanu?

2026-02-14 20:15

[ TEMATY ]

Abp Fulton J. Sheen

pl.wikipedia.org

Abp Fulton Sheen

Abp Fulton Sheen

„Spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i Szatanem. Nacierał uszu demokratom za lekceważenie demokracji, ganił kapitalistów za chciwość, a cały Zachód za to, że dawał komunizmowi szansę na rozwój przez lekceważenie własnej wiary chrześcijańskiej” – tak Fultona Johna Sheena scharakteryzowano w magazynie Time.

Na początku lat 50. XX wieku amerykańska telewizja wchodziła w swój złoty wiek, który trwał kolejne dwie dekady. Nigdy wcześniej ani nigdy później telewizja nie wpływała tak znacząco na kulturę i sposób życia zwykłego Amerykanina. Srebrny ekran kształtował to, jak społeczeństwo postrzegało rodzinę, miłość, politykę i inne aspekty życia – nawet normy społeczne. Telewizja stała się w pewnym sensie medium „totalnym”, formując amerykańskie umysły bardziej, niż współcześnie czyni to internet. Powstające wówczas seriale i programy były starannie produkowane, miały dobrze napisane scenariusze, wybitnych aktorów i reżyserów, dominowała jednak wśród nich tematyka rozrywkowa – z jednym wyjątkiem. Nowojorski biskup, który wytykał Amerykanom grzech, mówił im o obowiązkach wobec Boga i rodziny, ganił komunistów i z chrześcijańską miłością modlił się na antenie za Hitlera i Stalina, gromadził każdego tygodnia przed odbiornikami miliony widzów. Był to paradoks tamtych czasów, że z najpopularniejszymi programami rozrywkowymi mógł konkurować pod względem oglądalności tylko katolicki biskup. Fulton John Sheen stał się swego rodzaju telewizyjnym celebrytą, a w 1952 r. otrzymał nawet Nagrodę Emmy – telewizyjnego Oscara – dla „Najbardziej Wybitnej Osobowości” srebrnego ekranu. Jego audycje i książki były rozchwytywane nie tylko przez katolików. Również dziś, ponad cztery dekady od jego śmierci, książki bp. Sheena błyskawicznie znikają z księgarskich regałów. Jak osoba ta zdobyła rozgłos? Dlaczego bp Sheen nadal jest tak popularny, również w Polsce?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję