Reklama

Polska

Trzecia rocznica śmierci abp. Józefa Życińskiego

[ TEMATY ]

abp Józef Życiński

Wydawnictwo „Gaudium"

10 lutego przypada trzecia rocznica śmierci abp. Józefa Życińskiego. Jego działalność – jako intelektualisty i duszpasterza - koncertowała się wokół dialogu Kościoła z wyzwaniami współczesności oraz budowania modelu działania Kościoła we współczesnym świecie.

1. Ortodoksja i otwartość

Najbardziej charakterystycznym rysem postawy abp. Życińskiego była absolutna wierność katolickiej ortodoksji, a zarazem wielka otwartość wobec świata. Głosząc prawdę nie unikał bynajmniej niepopularnych opinii i potrafił wypowiadać zdecydowane „non possumus”. Uważał przy tym, że najlepszą formą ewangelizacji współczesnego świata jest dialog.

2. Kościół otwarty – styl Wieczernika

Reklama

„Kościół zamknięty” był dlań karykaturą Kościoła Chrystusowego. „Ileż jest takich naszych środowisk - ubolewał w jednym z wywiadów - które swoje przesłanie do świata zaczęłyby od słów: Chrześcijanie drżyjcie, wszystko przegrane, nic nie da się zrobić!”.

Taka postawę oceniał jako „prywatną teologię, w której nie ma nic z optymizmu Jana Pawła II, w której nie ma nic z wiary w działanie Bożej łaski” . Podkreślał, że Kościół przeżywany w głębi teologicznej będzie zawsze Kościołem otwartym, gdyż jest to Kościół Wieczernika, gdzie obowiązują Chrystusowe słowa: „Idźcie na cały świat!”.

Stąd jego ulubionym wezwaniem był apel o realizację „stylu Wieczernika”. Uważał, że gdyby apostołom zabrakło odwagi, to do dziś nie wyszliby w świat i pozostali gdzieś w zamknięciu, a historia świata potoczyłaby się zupełnie inaczej. A więc, „jeśli zamknie się Wieczernik – przestrzegał - to można wyprodukować co najwyżej kapliczkę: grono adoracyjne uwielbiające siebie, unikające krytycyzmu, tak pełne zadowolenia, że już praktykujące pewną formę pelagianizmu, gdzie łaska jest czynnikiem mało istotnym”. Był do końca przekonany, że „otwartość Kościoła” należy do istoty misji chrześcijańskiej. Zasady tej bronił jak lew.

Reklama

3. Budowniczy mostów

Abp Życiński był człowiekiem dialogu umiejącym nawiązywać i podtrzymywać kontakty z ludźmi różnych wyznań i religii, a przede wszystkim z wyznawcami rozmaitych poglądów. Można go nazwać budowniczym mostów pomiędzy Bogiem a człowiekiem, pomiędzy wiarą a rozumem, między nauką a religią. Podkreślał, że Chrystus uczy nas trudnej sztuki ewangelicznego łączenia niebios z ziemią, zespolenia odległych czy pozornie przeciwstawnych wartości.

Uważał, że dialog jest istotnym, wręcz nieodzownym elementem ewangelizacji. Prowadził zatem dialog z niemal wszystkimi liczącymi się środowiskami intelektualnymi czy środowiskami kultury i to nie tylko w Polsce. Uważał, że jednym z podstawowych obowiązków Kościoła jest prowadzenie dialogu z ludźmi poszukującymi oraz niewierzącymi. Zakładał, że w każdym człowieku są przestrzenie dobra, do których można dotrzeć – właśnie poprzez dialog. Osiągniemy wtedy wspólną płaszczyznę, na której można będzie coś pozytywnego budować. Jako ewangeliczny wzór ukazywał dialog Jezusa z Samarytanką przy studni, kiedy to kobieta o pokomplikowanym życiu odnalazła w tamtym dialogu perspektywę nowego życia.

Podkreślał, że mistrzem dlań w tej sferze jest ks. Józef Tischner, z którym łączyła go przyjaźń. Doskonale zdawał sobie sprawę, że w dzisiejszej Polsce postawy dialogu budzą niezrozumienie i narażają na krytykę tych, którzy im są wierni. Mówił o tym wyraźnie w kazaniu na pogrzebie ks. Tischnera. Słowa te doskonale pasują do sytuacji, jakie dane było przeżywać także ich Autorowi.

4. Dialog w Kościele

Abp Życiński opowiadał się za wewnętrznym pluralizmem w Kościele: nie w sensie doktrynalnym, lecz w zakresie poszukiwania różnych odpowiedzi wobec współczesnych „znaków czasu”. Apelował więc o kulturę dialogu różnorodnych środowisk chrześcijańskich w Polsce.

Stwierdzał, że czymś priorytetowym na dziś winien być dialog „ katolicko-katolicki”. „Istnieje pewna dziedzina tolerancji, gdzie musimy kochać się wzajemnie i podkreślać wspólnotę tego samego Kościoła, nie wymagając identycznych upodobań” – mówił. „Ze smutkiem przyjmuję próbę absolutyzowania jednego rytu czy podnoszenie specyfiki jednej z grup do rangi najwyższego przeżycia.

5. Fides et Ratio

Uważał, że postawa chrześcijańska opiera się na dwóch filarach: „fides” i „ratio” (wiara i rozum). Pomagał Janowi Pawłowi II przy redagowaniu jednej z jego programowych encyklik pod tym właśnie tytułem (Fides et ratio). Apelował więc o harmonię wiary i rozumu: o taki kształt wiary, która jest zdolna przemawiać w kategoriach rozumowych oraz o taki kształt rozumu, który odkrywa najgłębsze pokłady ludzkiej egzystencji, nie uciekając od pytań, na które odpowiedź zdolna jest przynieść tylko wiara. Uważał, że wartość europejskiej kultury polega na zdolności do syntezy, budowania harmonii tych dwóch wymiarów. Dlatego ostrzegał przed religijnym fundamentalizmem, ubierającym się w kształt takiej czy innej agresywnej ideologii, jak i przed takim typem racjonalnego myślenia, które pozostaje zamknięte na najgłębsze pytania ludzkiej duszy.

Zdaniem arcybiskupa zagrożenie ze strony „zamkniętego umysłu” nie zostało bynajmniej zażegnane w dzisiejszej cywilizacji i wciąż stanowi olbrzymie niebezpieczeństwo i wyzwanie. Dodawał, że i w Polsce jest ono wciąż obecne. Drąży bowiem nie tylko pewne kręgi radykalnie ateistyczne, ale i daje o sobie znać w ramach samego Kościoła. „Dziś - wyjaśniał - zniewolenie to może przyjmować różne formy. Tam gdzie kończy się gruntowna refleksja, odpowiedzialność za słowo, troska o związki logiczne, powstaje pokusa uproszczonych wizji, co grozi niestety także wielu środowiskom katolickim w dzisiejszej Polsce”.

6. Dialog z kulturą

Był miłośnikiem literatury, smakoszem poezji, zaś w swoich książkach – także tych poświęconych nauce czy filozofii przyrody – bardzo często odwoływał się do literatury i sztuki przywołując kanon myśli humanistycznej. Miał doskonałe relacje ze światem kultury, w tym także z twórcami, którzy nie deklarowali się jako wierzący. Był jednym z najbardziej aktywnych członków Papieskiej Rady ds. Kultury, pomysłodawcą i organizatorem trzech edycji Międzynarodowego Kongresu Kultury w Lublinie, zasiadał w Europejskiej Akademii Nauki i Sztuki w Wiedniu.

Lubił muzykę Mozarta i Vivaldiego, poezję Herberta, ks. Twardowskiego i ks. Pasierba. Z nimi wszystkimi łączyła go przyjaźń.

Ideałem dlań była „synteza trzech kultur”. Ubolewał, że świat nowożytny cechuje rozchodzenie się dróg religii i nauki, izolacja nauk przyrodniczych i humanistyki. Rozdarcie pomiędzy tymi dziedzinami kultury – zdaniem Życińskiego - prowadzi do poszukiwania na skróty dróg ludzkiej samorealizacji. Ubolewał, że rygorystyczna nauka pozytywistyczna zakreśla wąski horyzont przedmiotów swego zainteresowania, w rezultacie prowadzi do „bałkanizacji” czy „parkinsonizacji” (terminy używane przez Życińskiego) różnych dyscyplin nauki, niezdolnych do przedsięwzięć interdyscyplinarnych. Z kolei irracjonalny, chrześcijański estetyzm oparty na założeniu szkodliwości nauki dla duchowości i pokoju społecznego prowadzi do utopizmu. Według abp. Życińskiego w poszukiwaniu sensu ludzkiego życia należy wyjść poza naukę, ale bez porzucania postawy racjonalności, której humanistyczna wartość została potwierdzona przez nowożytne myślenie.

Był autorem wielu książek eseistycznych o kulturze i społeczeństwie, m.in. „Medytacje sokratejskie”, „Bóg postmodernistów. Wielkie pytania filozofii we współczesnej krytyce moderny”, "Sacrum i kultura", "Elementy filozofii nauki", "Ziarno samotności", "Uczestnicy Bożych tajemnic", "Na zachód od domu niewoli". Abp Życiński miał także bogaty dorobek publicystyczny; przez lata systematycznie publikował eseje w „Rzeczpospolitej” (wydania książkowe obejmują pięć zbiorów), co tydzień pisał refleksje biblijne dla „Tygodnika Powszechnego”.

Całe jego życie w przestrzeni publicznej - także w wymiarze europejskim i światowym - było skoncentrowane na obronie nowoczesnego humanizmu, którego podstawę stanowi antropologia, zakorzeniana w wizji osoby wynikającej z Objawienia. Zatem – analogicznie jak Jan Paweł II, którego był wiernym współpracownikiem i uczniem – był przekonany, że realizacja misji Kościoła w świecie będzie zawsze walką o zagrożone człowieczeństwo i prawa przysługujące osobie ludzkiej.

Dlatego był nieugięty w obronie nauczania Kościoła w tych kwestiach, jakie są obecnie najbardziej kontestowane: ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci, w tym życia embrionalnego zagrożonego przez najnowsze osiągnięcia biomedycyny, niechęć do kary śmierci, itp. Przypominał i uświadamiał, że życie ludzkie jest wartością, której trzeba bronić – w porę i nie w porę - w imię Ewangelii życia. Tłumaczył konsekwentnie, że osoba ludzka jest wartością najwyższą w tym świecie, wobec czego nie może być kompromisów. Pozostawał więc w sporze z demokracją pojmowaną relatywistycznie, która szacunek dla wartości uzależnia od wyniku głosowania. Zdecydowanie występował przeciwko „dyktaturze relatywizmu” Przypominał, że nauczanie Benedykta XVI daje nam siłę i argumenty, by otaczającej nas dyktaturze relatywizmu przeciwstawić pozytywne świadectwo wartości - znajdując alternatywę wobec nihilizmu, konsumpcji i pustki dzisiejszej cywilizacji.

Pisał bez ogródek, że „najgorszym rodzajem fanatyzmu jest fanatyzm, który traktuje instrumentalnie godność osoby ludzkiej i uzależnia jej prawo do życia od opinii środowisk rezerwujących dla siebie monopol na nowoczesność i postęp. Postawę taką reprezentują od lat środowiska lewicy, dla których interesy partyjne były w polskich dziejach z reguły ważniejsze od szacunku dla praw człowieka. Agresywne i emocjonalne nawiązywanie do tej tradycji stanowi niepokojący znak stanu polskich sumień, niosąc zaprzeczenie ideałów społeczeństwa obywatelskiego”.

Wyrażał sprzeciw wobec sztucznego zapłodnienia. Przypominał, że embrion jest człowiekiem we wczesnej fazie życia, a wiec nie można traktować go w sposób przedmiotowy. Był przy tym pragmatykiem i stąd wyraził publicznie poparcie dla projektu ustawy bioetycznej, promowanej przez Jarosława Gowina. Żywił przekonanie, że zapewnia ona maksymalną ochronę ludzkiego embrionu, jaką można osiągnąć w obecnych warunkach pluralizmu poglądów. Uważał jednak, że proponowane tam rozwiązania należy szybko wprowadzić, gdyż inaczej Polsce brakować będzie jakiegokolwiek ustawodawstwa w tej dziedzinie, co grozi zabijaniem tysięcy istnień ludzkich w okresie embrionalnym, co jest dokonywane dziś bez żadnych przeszkód i poza jakąkolwiek kontrolą.

Wyrażał również zdecydowany sprzeciw wobec kary śmierci. „Chrześcijańska kultura życia nie może łączyć się ze zgodą na karę śmierci” – przypomniał na kilkanaście dni przed śmiercią. Mówił, iż patrzy „z bólem i niepokojem” na tych polityków i publicystów, którzy bronią kary śmierci, zapominając o tym, że Jan Paweł II w całym swoim pontyfikacie konsekwentnie podkreślał zadanie głoszenia kultury życia.

7. Dialog z niewierzącymi

Niezwykle ważnym rysem osobowości abp. Życińskiego było wyczulenie na to, co w istocie czują osoby niewierzące, ale formułujące pytania o sens istnienia. Po śmierci Leszka Kołakowskiego, w lipcu 2009 r., wspominał spacer z tym słynnym filozofem po ogrodach papieskiej rezydencji w Castel Gandolfo. „Z tamtej rozmowy, która szczególnie zapadła mi w pamięć, mogłem wyprowadzić wniosek, że właściwie różni nas tylko odmienność doświadczenia religijnego. Pod względem szacunku dla racjonalności czy nawet afirmacji Absolutu, prof. Kołakowski miał poglądy bardzo bliskie moim, poglądom katolickiego biskupa. Różniło nas to, że on wzrastał w środowisku, w którym nie było poczucia wspólnoty modlitwy, podczas gdy mnie dana była łaska zjednoczenia, więzi ze wspólnotą modlącego się Kościoła”.

Przy tym jasno zakreślał warunki tego dialogu w imię prostej zasady uczciwości. Mimo charakteryzującej go dialogicznej postawy wobec „Gazety Wyborczej”, gdy dochodziło do pryncypiów zdecydowanie polemizował z Adamem Michnikiem. Kiedy ten ostatni nazwał gen. Czesława Kiszczaka „człowiekiem honoru”, to abp Życiński stwierdził natychmiast, że „mówimy z Michnikiem odmiennymi językami. Rozumiemy zgoła inaczej takie pojęcia jak honor czy pojednanie”.

8. Współpraca z mediami

„Za najbardziej fascynującą przemianę ostatnich dekad uważam rewolucję informacyjną - mówił abp Życiński - która zburzyła mury, zniszczyła żelazne kurtyny i w naturalny sposób prowadzi do zjawiska nazwanego przez Ojca Świętego globalizacją solidarności. (...) Jest ona kulturą globalnej wioski, w której chrześcijaństwo ma do odegrania ważną rolę, wzbogacając ją o wartości uniwersalne, bliskie Ewangelii”.

Stąd na początku lat 90. aktywnie zaangażował się w stworzenie Katolickiej Agencji Informacyjnej, której był opiekunem ze strony Konferencji Episkopatu do końca życia. Uważał, że trzeba stworzyć profesjonalny ośrodek wiarygodnej informacji ze strony Kościoła, który byłby zarazem ośrodkiem dialogu z mediami. W tworzeniu agencji wykorzystywał znane mu i sprawdzone w warunkach demokracji wzorce katolickich agencji amerykańskiej, austriackiej czy niemieckiej. Dlatego za niezbędne uważał powierzenie jej ludziom świeckim, sprawdzonym zarówno na płaszczyźnie działalności apostolskiej jak i znającym dobrze naturę mediów.

Sam przy tym przejawiał olbrzymią aktywność na polu mediów, pisząc i publikując wiele i nigdy nie odmawiając swego szybkiego i zarazem „ciętego” komentarza. Zjednywało mu to równie wielu przyjaciół jak i wrogów.

Ubolewał często nad stanem polskiego dziennikarstwa. Bronił ludzi, wobec których – jego zdaniem – media przekroczyły elementarne granice przyzwoitości. Tak było w przypadku Krzysztofa Piesiewicza. Pisał, że w ten sposób „środowisko dziennikarskie, tak zasłużone dla rozwijania polskiej kultury, zmienia radykalnie swoją tożsamość, przemawiając językiem przestępców, identyfikując się z szantażystami”. Widział w tym „zasadniczy krok świadczący o odejściu od etosu dziennikarskiego”.

Dodawał, że „obowiązują nas minimalne zasady humanizmu, które jeśli zlekceważymy w naszej prasie, to nie będzie ona godna miana nawet tabloidu”.

9. Promotor laikatu

Całą swą postawą dążył do upodmiotowienia laikatu. Świeckich traktował zawsze jako partnerów, darzył olbrzymim zaufaniem i dążył do powierzenia im istotnego współudziału w misji apostolskiej Kościoła. Sam doświadczałem tego przez lata, współpracując z arcybiskupem na polu Katolickiej Agencji Informacyjnej. Powołał tez przy Episkopacie Krajową Radę Katolików Świeckich, jako rodzaj głosu doradczego z tej strony.

10. Kościół wobec polityki

Abp Życiński był zdecydowanym zwolennikiem soborowej zasady autonomii Kościoła od polityki, potwierdzonej także przez polski konkordat. Uważał, że partykularne zaangażowanie Kościoła po stronie tej czy innej partii zagraża chrześcijańskiemu uniwersalizmowi. Przekonywał, że głos Kościoła musi być „ponadpolityczny”, co oczywiście nie oznacza, że należy milczeć, gdy dzieje się zło. Rolę Kościoła wobec polityki definiował przywołując sformułowanie Jana Pawła II o Kościele, jako „krytycznym sumieniu demokracji”.

Przed każdą z kampanii wyborczych przypominał – nieraz nawet w ostrych słowach – że kapłanom nie wolno głosić haseł politycznych. Podczas kampanii wyborczej do Parlamentu w 2007 r. stwierdził, że „nie da się pogodzić z katolicką etyką praktyki, kiedy z ust kapłańskich padają hasła polityczne typu: «zatopić Platformę»”. „Zadaniem kapłana – tłumaczył - który ceni wyżej swe kapłaństwo niż sukces polityczny, nie jest zatapianie jakichkolwiek partii, ale głoszenie Jezusa Chrystusa i ukazywanie ideałów Królestwa Niebieskiego”.

Zdecydowanie krytykował „partyjniactwo” pozbawione autentycznej troski o dobro wspólne. „Przyjaciele skaczą sobie do oczu, znikają normalne więzi łączące ludzi po to, ażeby interes partii okazał się naczelną wartością. Tak nie można. To nie jest chrześcijańskie podejście do kultury życia” – komentował.

11. Ekumenista i uczestnik dialogu religijnego

Abp Życiński był też niezwykle aktywnym uczestnikiem dialogu ekumenicznego oraz dialogu z innymi religiami. Z nominacji Stolicy Apostolskiej uczestniczył w pracach Wspólnej Grupy Roboczej Światowej Rady Kościołów i Kościoła Rzymskokatolickiego. Na terenie lokalnym utrzymywał bliską więź z prawosławnym arcybiskupem lubelskim Ablem.

Należał do grona pomysłodawców, ustanowionego przez Konferencję Episkopatu Polski w 1997 r. corocznego Dnia Judaizmu w Kościele Katolickim w Polsce. Każdego roku organizował też wspólne modlitwy katolików i Żydów na terenie obozu zagłady na Majdanku. Uczestnikiem pierwszego Kongresu Kultury Chrześcijańskiej w Lublinie w 2000 r. był zaproszony przezeń główny rabin Rzymu prof. Elio Toaff, który przyjmował Jana Pawła II w rzymskiej synagodze.

12. Europejczyk z krwi i kości

Był zdecydowanym orędownikiem integracji Polski z Unią Europejską. Wielokrotnie wspomniał apel Jana Pawła II, gdy przed wejściem Polski do Unii Europejskiej użył on w swoim przesłaniu sformułowania „od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. Katolikom zgorszonym tymi słowami tłumaczył, że nie był to bynajmniej wyraz politycznego zaangażowania papieża. „To była wizja Europy kształtowana przez świętych i męczenników, która potrzebuje polskiej duchowości, polskiego świadectwa wiary, tych wartości, jakie kształtowały naszą tradycję i nie mogą pozostać na marginesach Europy. Mówiąc to myślał o zadaniu, które rodacy w ojczyźnie Solidarności powinni uczynić swoim wyzwaniem, by Duch Święty mógł przemieniać oblicze współczesnej Europy” – dowodził.

W 1999 r. był jednym z sekretarzy zwołanego przez Jana Pawła II Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Europy. Z tej racji należał do grona autorów znakomitej, posynodalnej adhortacji „Ecclesia in Europa”, ogłoszonej później przez Jana Pawła II. Ukazywała ona chrześcijaństwo jako wciąż nową nadzieję dla Europy.

W ostatnich miesiącach życia ukazywał szansę, jaka stwarza polska prezydencja w Unii Europejskiej. „Jest to zadanie tym ważniejsze, że kiedy Polska będzie przewodniczyć w UE i wtedy oczy całej Europy skierują się z zainteresowaniem w stronę Polski, czy my potrafimy wnieść te wartości, o których mówił nam Jan Paweł II, czy też będziemy patrzeć, czym tu się zgorszyć i co skrytykować?” – pytał retorycznie.

Jeśli chodzi o stosunki z naszymi wschodnimi sąsiadami, abp Życiński był przekonany o potrzebie równie intensywnego dialogu, jak np. dialog polsko-niemiecki. Uważał, że inspiracją ku temu mogą być „wielkie karty naszej historii”, która gwarantowała pokojowe współistnienie narodów i kultur. „W świecie, w którym łatwo „globalizuje się” nienawiść, agresję i bezmyślność, ważnym zadaniem jest refleksja nad doświadczeniem wielkich kart naszej historii, by można było dzisiejszą rzeczywistość kształtować w papieskim duchu „globalizacji solidarności” - przekonywał.

Bardzo aktywny był na polu dialogu polsko-ukraińskiego, którego wyrazem był m.in. dialog między Kościołem rzymskokatolickim w Polsce i Ukraińskim Kościołem Greckokatolickim. W Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie kształcił kapłanów greckokatolickich z Ukrainy. Przestrzegał przed „licytacją ran” w stosunkach polsko-ukraińskich. Przypominał przesłanie Jana Pawła II z czasu wizyty we Lwowie w 2001 roku, kiedy papież zwrócił się do zebranych ze słowami: „Czas już oderwać się od bolesnej przeszłości” i wzywał do przebaczenia.

Abp Życiński zaangażowany był także w dialog polsko-rosyjski. Współpracował z polsko-rosyjską grupą do zagadnień trudnych. Twierdził jednak, że jest to wyzwanie trudniejsze niż w relacjach polsko-niemieckich, gdzie adresat był bardziej określony i jego postawa była łatwiejsza do rozpoznania. Nadzieje wiązał w tej dziedzinie z rolą dialogu między Kościołami oraz przemianami w kierunku prób rozliczenia się z totalitaryzmem, jakie wykazuje obecnie poważna część rosyjskich intelektualistów.

2014-02-10 08:02

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Józef Życiński – człowiek słowa

Niedziela lubelska 6/2019, str. VI

[ TEMATY ]

abp Józef Życiński

Katarzyna Link

Książka była ważnym narzędziem w przekazie myśli i słowa

Tuż po śmierci i pogrzebie Księdza Arcybiskupa wiele środowisk zrozumiało, że zamilkł ważny głos zarówno w Kościele, jak i przestrzeni publicznej. Przez ponad 20 lat, szczególnie od czasu objęcia biskupstwa w Tarnowie i w okresie posługi w archidiecezji lubelskiej, jego myśli, słowa i głos docierały do setek tysięcy ludzi. On sam zdawał sobie sprawę z roli mediów, ich siły i zasięgu, dlatego z życzliwością traktował dziennikarzy, starając się znaleźć czas na wywiady czy komentarze. Rozumiał, że szpalty gazet, fale radiowe i przekazy telewizyjne stanowią współczesny Areopag, na którym głos Kościoła powinien być obecny. Przekonany był także o doniosłej roli mediów katolickich.

Pierwszym narzędziem w przekazie myśli i słowa abp. Życińskiego była książka, zresztą pozostała do końca jego życia i twórczości. Debiutował jako autor rozpraw naukowych w trudnych latach stanu wojennego, wtedy pojawiły się m.in. „Drogi myślących”, napisane wspólnie z ks. prof. Michałem Hellerem oraz „Język i metoda”, jedna z pierwszych pozycji na polskim rynku dotykających styku nauki i wiary. Paradoksalnie tematyka naukowa zamyka także twórczość Życińskiego. Tuż po jego śmierci wyszła książka „Bóg i stworzenie. Zarys teorii ewolucji”, adresowana głównie do katechetów stających przed trudnymi pytaniami ze strony młodzieży. „Oczekują oni od katechety odpowiedzi zadowalających z religijnego punktu widzenia, a jednocześnie uwzględniających odkrycia nauk przyrodniczych” – pisał Ksiądz Arcybiskup, dodając: „Z myślą o tych, którzy pragną zespolić prawdę wiary z refleksją przyrodniczą, przygotowałem tę książkę”. W 3 lata po śmierci autora, z odnalezionych w komputerze abp. Życińskiego plików będących treścią wykładów akademickich na KUL, krakowskie wydawnictwo „Copernicus Center” opublikowało „Świat matematyki i jej materialnych cieni” oraz dwie inne pozycje z tego samego zakresu.

W kręgu książek

Szerszemu gronu czytelników Życiński dał się poznać dzięki trzem książkom, napisanych językiem popularnym. Z felietonów drukowanych w czasie stanu wojennego w „Tygodniku Powszechnym”, w części skonfiskowanych przez ówczesną cenzurę, powstały „Listy do Nikodema”. Pierwotnie zostały wydane przez podziemną oficynę „Constans” z Wrocławia. Również w drugim obiegu (wyd. „Nowa”) zostały opublikowane „Pisma z kraju Ubu”, z tekstami krytykującymi system totalitarny, z tytułową aluzją do „UB”, czyli Urzędu Bezpieczeństwa, organu ścigającego wszelkie przejawy niezależności myśli czy działania. Największą popularność zdobyły kilkukrotnie wznawiane „Medytacje sokratejskie”, które w zamiarze autora miały „ułatwić zarówno wędrówkę w stronę harmonii ducha, jak i przekład naszej tęsknoty za pięknem na język konkretnych działań”.

Po konsekracji biskupiej i objęciu diecezji w Tarnowie (1990) aktywność w sferze przekazu już biskupa Życińskiego zdecydowanie wzrosła. Jednym z pierwszych jego dzieł było powołanie wydawnictwa diecezjalnego „Biblos”, w którym do dzisiaj ukazuje się wiele znakomitych dzieł o tematyce biblijnej, duchowej i pastoralnej. 9 lat później z inicjatywy abp. Życińskiego następuje reorganizacja wydawnictwa archidiecezji lubelskiej „Gaudium”, chyba najbardziej prężnej oficyny na rynku książek w Lublinie. Episkopat Polski powierzył mu w 1992 r. zadanie stworzenia kościelnego serwisu na wzór przedwojennej Katolickiej Agencji Prasowej. Punktem odniesienia była działająca od 100 lat przy amerykańskim episkopacie agencja CNS. Przy wsparciu Kościoła z USA zaczęła funkcjonować Katolicka Agencja Informacyjna (KAI), z abp. Życińskim jako szefem Rady Programowej. Obecnie funkcję przewodniczącego tego gremium sprawuje abp Stanisław Budzik.

W dorobku piśmienniczym abp. Życińskiego znajdziemy wiele książek w duchu dialogu pomiędzy wiarą i kulturą współczesną. Autor świadom nowych wyzwań stających przed wierzącymi próbował ogarniać je refleksją i wskazywać rozwiązania zgodne z duchem Ewangelii. Po jego teksty chętnie sięgały wydawnictwa kościelne i religijne, ale i świeckie. Drukowały go wspomniane już „Biblos” i „Gaudium”, akademickie redakcje UMCS i KUL, dominikańskie „W Drodze”, krakowski „Znak”, Biblioteka Więzi i Wydawnictwo Literackie. Nakłady sięgały nawet kilkunastu tysięcy egzemplarzy, znajdując coraz to nowych czytelników. Bardzo wymowne są tytuły książek o charakterze refleksyjnym i krytycznym. Znajdziemy wśród nich „Bruderszaft z Kainem. Medytacje nad moralnym spadkiem po PRL”, „Odyseusz czy playboy? Kulturowa odyseja człowieka” i „Pan Cogito czy Mister Tarzan”. Ciekawą, choć mniej znaną pozycją w dorobku abp. Życińskiego, są jego rozmowy z Gustawem Herling-Grudzińskim, polskim pisarzem emigracyjnym. Ukazały się jako „Pięć dialogów”, były wzorowane na rozmowach włoskiego myśliciela Umberto Eco i kard. Carlo Martiniego i zawierały wymianę poglądów pomiędzy wierzącym i poszukującym. Z kolei dwa wywiady rzeki: „Niewidzialne światło” (rozmówcą był m.in. Jarosław Gowin) oraz „Świat musi mieć sens” pozwalają poznać bliżej cały życiorys hierarchy.

W eterze i na wizji

Talent publicystyczny abp. Józefa Życińskiego został dostrzeżony przez redakcje prasowe. Kiedy na polskim rynku pojawił się tygodnik „Newsweek”, zamieszczał w nim cotygodniowe felietony, ale po kilku miesiącach zrezygnował ze względu na liberalną linię przyjętą przez pismo. Jego teksty ukazywały się w „Rzeczpospolitej” i „Tygodniku Powszechnym”. W czasie posługiwania w Lublinie nasz tygodnik drukował co tydzień jego refleksje. Należał również do zespołu redakcyjnego Tygodnika Katolickiego „Niedziela” w pierwszym okresie po wznowieniu pisma w 1981 r.

Abp Życiński doceniał także rolę radia, telewizji i Internetu, traktował je jako nośniki dobrego słowa. W Tarnowie z jego inicjatywy powstało Radio Dobra Nowina. W katolickiej rozgłośni w Lublinie dużą popularność zyskały „Kwadranse pasterskie”, emitowane w każdą sobotę i odnoszące się do aktualnych tematów ważnych dla lokalnego Kościoła. Metropolita Lubelski samodzielnie nagrywał swoje wystąpienia. Przez kilka lat głos arcybiskupa mogli odbierać słuchacze radiowej Jedynki oraz Radia Lublin, cyklicznie pojawiał się również na ekranach Telewizji Lublin. Osobną kategorię posługi słowa stanowiły konferencje prasowe, krótkie wywiady czy komentarze, o które był proszony przy okazji istotnych wydarzeń w życiu Kościoła czy społeczeństwa. Z jego inspiracji dużą rolę w życiu archidiecezji zaczęły odgrywać strony internetowe kurii biskupiej, jej instytucji i parafii.

Książki, prasa, radio i inne media abp Życiński traktował jako współczesne ambony, będące przedłużeniem nauczania w kościołach. Jego myśl, słowo i głos docierały do wielu ludzi, przede wszystkim wierzących, ale także oddalonych od wiary czy Kościoła. Te zapisane i utrwalone nadal niosą światło, pokrzepienie i mądrość.

CZYTAJ DALEJ

Kananejka – wysłuchana i pochwalona

2020-08-12 08:35

Niedziela Ogólnopolska 33/2020, str. IV

[ TEMATY ]

Ewangelia

wikipedia.org

Matka córki ciężko dręczonej przez złego ducha ma wciąż przed oczyma własne cierpiące dziecko, dlatego woła: „Ulituj się nade mną, Panie!”.

Czyż można się nie ulitować? Uczniowie Jezusa, patrząc na zachowanie kobiety i tajemnicze milczenie Mistrza, proszą Go, by ją odprawił. Jej żarliwą prośbę nazywają dość pogardliwie „krzyczeniem za nimi”. Ktoś powie: to tylko uczniowie! Oni dopiero się uczą... Gorszące zachowanie zdaje się, tym razem, prezentować sam Jezus. Najpierw milczy, zda się nazbyt długo, a gdy zabiera głos, wyraźnie faworyzuje swoich ziomków, Izraelitów. I jeszcze ten źle kojarzący się język obrazów i porównań: że chleb jest dla dzieci, a nie dla psów...

Są kompetentne komentarze, które wszystko wyjaśniają i nie musimy się czuć zakłopotani czy zgorszeni. Pomińmy jednak „niewygodne” kwestie i skoncentrujmy się na szczęśliwym finale. Po pierwsze – jej córka została uzdrowiona. Po drugie – nie możemy nie zauważyć wielkiej pochwały: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!”. To w świetle faktycznego uzdrowienia i jednoznacznej pochwały warto czytać dzisiejszą perykopę. W ogóle to niezbyt mądre uparcie utykać na tym, czego w Ewangelii (na razie) nie pojmujemy, i wyniosłym gestem odsuwać na bok bezmiar jasnej i wspaniałej nauki Jezusa!

Kananejka, kochająca swą córkę i z nią współcierpiąca, postąpiła bardzo mądrze i wzorcowo. Nikomu, ani uczniom, ani... próbującemu ją Jezusowi, nie dała się zbić z tropu. Jej serce wiedziało swoje. Co tam przeszkody i trudności wobec jej miłości do córki i, jak się okazało, wielkiej wiary w Jezusa! Była najwyraźniej pewna nie tylko Jego mocy, ale i dobroci, emanujących z Jego wspaniałych nauk i czynów. Ona nie miała wątpliwości ani zawahań. Nie dała się zniechęcić ani ponieść urażonej ambicji. To dopiero byłby fałszywy trop, ślepa uliczka i żadnej odmiany losu ich obu – córki i matki! Tak, mogła się żachnąć... i odejść, złorzecząc (jak to podobno bywało w zwyczaju nieusatysfakcjonowanych żebraków z tamtych stron).

Zdumiewające jest to, że ta mało religijnie oświecona poganka trafnie czytała rzeczywistość i z właściwego kierunku spodziewała się pomocy. Naśladujmy ją, pamiętając, że my tu, na ziemi, wszyscy bez wyjątku, jesteśmy ubodzy, bezbrzeżnie i po królewsku ubodzy. Tylko od Boga przychodzą dogłębna pomoc i ubogacenie we wszystko. Tak, „człowiek jest istotą wspomaganą” (Czesław Miłosz). Z ufną wiarą przychodźmy na spotkania z Jezusem, który w Eucharystii chce nas otaczać i nasycać najdelikatniejszą miłością. Chciejmy mieć swój wkład – może i heroiczny – w odbudowywanie „wielkiej wiary” w absolutnie wierną miłość Ojca i Syna.

CZYTAJ DALEJ

„Bezcelowa” pielgrzymka. Częstochowianie w grupie błękitno-białej

2020-08-13 21:33

[ TEMATY ]

pielgrzymka warszawska

ks. Marek Olejniczak

Pallotti FM

– To był dzień pełen słońca i modlitwy – podsumowuje krótko ks. Marek Olejniczak, proboszcz parafii św. Melchiora Grodzieckiego w Częstochowie i wieloletni przewodnik grupy błękitno-białej, idącej w Warszawskiej Pielgrzymce Pieszej Akademickich Grup „17” na Jasną Górę.

Dla „błękitno-białych” i nie tylko tegoroczne pielgrzymowanie było wyjątkowe, bo ograniczone tylko do jednego dnia.

Zobacz zdjęcia: „Bezcelowa” pielgrzymka. Częstochowianie w grupie błękitno-białej

9 sierpnia pątnicy rozpoczęli dzień w najlepszy możliwy sposób – od uczestnictwa we Mszy św. w kościele św. Wojciecha Biskupa i Męczennika w Krzętowie. Do pokonania mieli następnie 37 km. Marsz zakończyli w malowniczym Dąbku, 30 km od Częstochowy.

– Dla nas to nie problem, że nie dotrzemy z pielgrzymką na Jasną Górę, bo mieszkamy blisko i w każdej chwili możemy tam pójść, ale dla pątników, którzy przyjechali z Pomorza i musieli wrócić po jednym dniu do domu, to jest przykre – mówi ks. Olejniczak.

Na trasę po raz drugi wyruszyła Katarzyna Sobieraj z Częstochowy. – Jest nam bardzo przykro, że mogliśmy iść tylko przez jeden dzień, szczególnie teraz, kiedy jesteśmy już po apelu i trzeba się rozjechać do domów – przyznaje. Podczas pielgrzymki dziękowała Matce Bożej za otrzymane łaski. – Warto wziąć w niej udział, bo życie to pielgrzymka – kwituje.

Pytam, kto jeszcze z pątników odważy się podzielić świadectwem przeżycia jednodniowej pielgrzymki. Pątnicy jednogłośnie wskazują na Małgorzatę. Czekam chwilę, aż spokojnie przełknie ostatni kęs zasłużonej kanapki. – Małgonia gotowa jest powiedzieć ciekawe rzeczy między jednym kotletem a drugim – dopowiada w swoim stylu ks. Olejniczak.

Do wyruszenia w trasę Małgorzatę mobilizują intencja i ludzie. – Trzeba podziękować Bogu za to, co się otrzymało. Modliłam się o dar rodzicielstwa dla córki i zięcia, a teraz będę babcią – opowiada szczęśliwa. Przyznaje, że podczas «normalnej» pielgrzymki idzie z nadzieją, że spotka tych samych ludzi, u których co roku nocuje, że są zdrowi i że wszystko u nich w porządku. Podkreśla również wielką hojność osób spotykanych na pielgrzymim szlaku. – Czasami przez 3-4 dni możemy iść bez prowiantu, bo ludzie dają nam napoje, ciasta czy owoce, a przecież jeszcze idziemy przez zagłębie jabłkowe – podkreśla.

Na jeden dzień do grupy błękitno-białej przyłączyli się Jerzy i Krzysztof, którzy resztę trasy pokonują tylko we dwóch. Jerzy dołączył do kolegi idącego ze stolicy w Nowym Mieście. – Niesiemy różne intencje. Idziemy, by chwalić Matkę Bożą. Nie boimy się. Mamy wszystko, co potrzeba – mówi Jerzy, który z grupą pielgrzymuje od 16 lat. Jego syn jest księdzem. Jerzy pokazuje więc na smartfonie nagranie, które wysłał mu arcybiskup senior Stanisław Nowak. „Pozdrawiam księdza Tomka. Na pewno się cieszy, że tata idzie wierny swojej pielgrzymce” – mówi pasterz.

Kompan Jerzego, Krzysztof, idzie na Jasną Górę po raz 18. Bez wahania odpowiada, że niej jest mu szkoda tracić urlopu na pielgrzymkę. – Tutaj nawiązuje się kontakt z Bogiem, a to jest jedyny sens życia, nadzieja, prawda i droga. Tym żyjemy. Nie ma alternatywy.

Skoro pielgrzymuje 18. raz, to chyba nie ma go już co zaskoczyć? – Ciągle mnie coś zaskakuje. Miłość Boga jest nieprzewidywalna. Spotykam się z nią w każdej chwili. Dajemy się zaskoczyć – i to jest właśnie piękne! – zaznacza.

Krzysztof nie spotkał się z negatywnymi reakcjami podczas pielgrzymki. Wręcz przeciwnie. Jak mówi, ludzie z życzliwością zatrzymywali się i częstowali wodą. – Pomagali nam wszędzie i w każdej chwili. Nie moglibyśmy sobie nawet wyobrazić tego, co nas spotkało. Mieliśmy też niespotykaną łaskę. Znaleźliśmy bardzo głęboką studnię z zimną wodą, która gasiła pragnienie – opowiada.

– Za nami kolejny dzień. Dobra nowina jest taka, że jesteśmy jeden dzień bliżej królestwa niebieskiego – powiedział podczas wieczornego apelu o. Beniamin Kuczała, augustianin. Niby oczywiste, a jednak. Może warto było spotkać się z pielgrzymami w Dąbku, żeby przynajmniej usłyszeć te słowa?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję