Reklama

Odsłony

Naprawdę

Niedziela Ogólnopolska 45/2006, str. 24

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

„Stawajcie się tymi, co przechodzą mimo…” (słowa Jezusa z apokryficznej ewangelii).

*

Można wiele mówić i nic nie powiedzieć. Można biegać na liczne spotkania i z nikim się nigdy naprawdę nie spotkać. Można wyznawać miłość, pobierać się „z miłości” i nigdy nie pokochać. Można odmawiać wiele modlitw i nie pomodlić się ani słowem do żywego Boga. Można przeżyć wiele lat życia i ani chwili nawet nie przeżyć naprawdę… Może dlatego tak bywa, że wielu z nas nie potrafi lub boi się wyjść naprawdę ku czemuś/komuś, by się „bez siebie spotkać”. Bez bagażu swoich etykietek, teoryjek, skojarzeń; bez przejęcia się sobą samym i swym wizerunkiem; bez lęku, że może się coś takiego wydarzyć, że wszystko się przeobrazi, zmieni, wytrąci z kolein, wystawi na niewiadomą…

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

*

Na słynnym Uniwersytecie Oksfordzkim odbywał się bardzo ważny egzamin z religioznawstwa. Tematem było „religijne i duchowe znaczenie przemienienia wody w wino przez Jezusa na weselu w Kanie”. Upływała już druga godzina pracowitego zapisywania przez studentów kolejnych kartek długimi esejami, dającymi wyraz i wiedzy, i elokwencji, ale i religijności czy poziomowi duchowości piszących. Kończył się czas i jeden z profesorów zaczął zbierać pliki zapisanych kartek. Tylko jeden student nic nie napisał. Profesor stanął przy nim i po cichu nalegał, żeby napisał choć jedno zdanie. Wtedy ów student (młody lord Byron) szybko napisał: „Woda spotkała swego Mistrza i zaczerwieniła się.”

*

Może bywamy jak te stągwie wody - w znaczeniu: wodnistości, rozwodnienia tego, co mówimy i przeżywamy - czyli pozbawieni intensywnej barwy, treści, znaczenia. I może już tak nawykliśmy do tego, że przekonani jesteśmy, iż tak jest właściwie, że inaczej być nie może i że przecież tak wszyscy…
Ale jest w nas też jakiś niedosyt, zepchnięte gdzieś w głąb pragnienie, by coś się stało NAPRAWDĘ, by jakieś spotkanie, doświadczenie objęło i poruszyło cały umysł, wyobraźnię, uczucia, zmysły, duszę…By już potem nic nie było jak dawniej, by wszystko objawiło się w cudownie nowym świetle, perspektywie… Bywają takie owoce spotkań z naprawdę żywymi ludźmi i wciąż czeka na każdego z nas takie spotkanie z przechodzącym wciąż Jezusem, który chce udzielić swojego tętniącego życia jak pucharu czerwonego jak krew wina, by już nic nie było nieważkie, nijakie czy byle jakie…

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wierność Jezusowi może kosztować

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pixabay.com

Dz 16 przenosi misję Pawła w głąb Azji Mniejszej, do Derbe i Listry. W tych miastach wcześniej powstały wspólnoty złożone z wierzących pochodzenia pogańskiego. Wtedy pojawia się Tymoteusz. Jego matka jest Żydówką, która przyjęła wiarę. Ojciec jest Grekiem. Ten szczegół odsłania realia diaspory i rodzin mieszanych. Tymoteusz zna wiarę Izraela przez matkę. Miejscowi Żydzi wiedzą jednak, że nie został obrzezany.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna o pokój za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej

[ TEMATY ]

nowenna

Matka Boża Fatimska

Karol Porwich/Niedziela

Nowenna do odmawiania między 4 a 12 maja lub w dowolnym terminie.

CZYTAJ DALEJ

Szpital zaproponował śmierć - zamiast leczenia

2026-05-09 11:08

[ TEMATY ]

felieton

Milena Kindziuk

Red.

Milena Kindziuk

Milena Kindziuk

Historia ks. Larry’ego Hollanda z Vancouver nie jest jedynie szokującym epizodem ze szpitalnego korytarza. To znak groźnego przesunięcia granicy: od medycyny, która ma ratować i towarzyszyć, do systemu, który człowiekowi starszemu, osłabionemu i zależnemu od innych, podsuwa śmierć jako jedną z dostępnych możliwości. Właśnie dlatego tej sprawy nie wolno czytać jak sensacji, lecz jak ostrzeżenie.

Jak przeczytałam w portalu Zenith, w kanadyjskim szpitalu 79-letni ks. Larry Holland, człowiek po złamaniu biodra, usłyszał, że „opcją” może być także medycznie wspomagana śmierć. Szok jest tym większy, że nie chodziło o człowieka, który wyraził wolę umierania. Ks. Holland, powtórzę: miał złamane biodro. Potrzebował leczenia, rehabilitacji i zwyczajnej ludzkiej troski. Tymczasem w szpitalu usłyszał nie tylko diagnozę i zalecenia, ale również sugestię, że „opcją” może być MAiD, czyli Medical Assistance in Dying. Jak relacjonował, taka propozycja padła dwa razy: najpierw ze strony lekarza, a po kilku tygodniach wróciła w rozmowie z pielęgniarką. Nie jest to już więc opowieść o jednym niefortunnym zdaniu, jednym lekarzu czy jednej pielęgniarce.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję