Reklama

Prymas Polak: Kościół dzieli radość i nadzieje ludzi współczesnych

2014-05-17 12:17

Rozmawiali: Rafał Łączny i Marcin Przeciszewski / Warszawa / KAI

BOŻENA SZTAJNER

Głos prymasa winien być głosem wyrażającym i scalającym przesłanie Kościoła w Polsce - mówi KAI abp Wojciech Polak, mianowany dziś metropolitą gnieźnieńskim i Prymasem Polski. Dodaje, że wskazaniem dlań są pierwsze słowa „Gaudium et Spes” mówiące o tym, że radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, są także udziałem Kościoła.

KAI: Z woli Ojca Świętego papieża Franciszka został Ksiądz Arcybiskup mianowany metropolitą gnieźnieńskim i Prymasem Polski. Znamy historyczną funkcję prymasa, ale jak ją można zdefiniować dzisiaj?

BP Wojciech Polak - Myślę, że trzeba dzisiaj widzieć rolę prymasa przede wszystkim jako pewien głos scalający przesłanie Kościoła w Polsce. Musi on uwzględniać te wartości, o których Kościół wciąż przypomina. Chodzi o to, byśmy nie odcinali się od korzeni, z których wyrastamy, a jednocześnie, abyśmy byli otwarci na wciąż nowe wyzwania, jakie stawia przed nami współczesny świat.
Potrzebny jest głos prymasa, który będzie przypominać o podstawowych priorytetach duszpasterskich zarówno Kościoła w Polsce jak i archidiecezji gnieźnieńskiej. Wyzwania te odczytuję dziś w kontekście przesłania, które przywieźliśmy ze spotkania z papieżem Franciszkiem podczas wizyty ad limina apostolorum. Jest to zobowiązanie dla całego Kościoła w Polsce. A chodzi tu o skupienie się wokół takich priorytetów jak: młodzież, rodzina, troska o ubogich (w różnych wymiarach ubóstwa fizycznego i duchowego) czy wreszcie o obecność Kościoła w rzeczywistości społecznej. Nie możemy się też bać wejścia w te rzeczywistości, które dla Kościoła są trudne. Kościół zachowuje zawsze prawo do moralnej oceny, do spojrzenia, również na nowe zjawiska, oczami wiary.
Innym wymiarem działania Prymasa Polski jest jego udział w pracach Konferencji Episkopatu, co dokonuje się m. in. poprzez obecność w Radzie Stałej.

- A czy poza wskazanymi przez papieża priorytetami, tę listę można by jeszcze jakoś rozszerzyć?

- Wciąż najważniejszym priorytetem jest sposób ukazywania ludziom drogi do Chrystusa w Kościele. A dokonuje się to poprzez życie i pracę osób świeckich, osób życia konsekrowanego i kapłanów. Ważne jest otwieranie się na siebie nawzajem. Papież Franciszek w ostatnią niedzielę mówił o roli pasterza w Kościele. Podkreślił, że wzorem pasterza jest Jezus Chrystus. Do tego wzoru każdy i każda z nas powinien dorastać.

- Jaki więc powinien być pasterz, współczesny biskup?

- Pasterz zawsze powinien być wrażliwy na Pana Boga. Z tej wrażliwości i z jego związku z Chrystusem rodzi się potem wrażliwość na człowieka. Oczywiście, ludzie mają różne wrażliwości, jedni są bardziej empatyczni, drudzy mniej. Natomiast zjednoczenie z Jezusem każdego wierzącego, w tym wypadku pasterza, owocuje szczególną wrażliwością na drugiego człowieka. A zwłaszcza tego, który cierpi z różnych powodów: od braków duchowych poczynając, poprzez niewiarę, aż po cierpienia z powodu trudnych doświadczeń życiowych.
Kościół nigdy nie może się utożsamiać z organizacją charytatywną i podejmować tylko dzieł społecznych. Jest rzeczywistością o wiele głębszą. Nie oznacza to, że troska o człowieka będącego w potrzebie powinna być Kościołowi obojętna. Dla mnie wskazaniem są pierwsze słowa „Gaudium et Spes” Soboru Watykańskiego II: "Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych". A więc radość i nadzieja, ale także trwoga i cierpienie są radościami, nadzieją i trwogą Kościoła.
Z kolei w konstytucji „Lumen Gentium” mówi się, że "Kościół jest znakiem jedności z Bogiem i ludźmi między sobą". Kościół wiąże ludzi z Bogiem, ale również między sobą. Przełamuje ludzkie uprzedzenia, bariery - tworzy wspólnotę.
Myślę, że ta wspólnototwórcza rola Kościoła - zresztą Sobór Watykański II, oprócz wielu innych obrazów, wyraża to w pojęciu „communio” - pokazuje, że z komunii z Bogiem rodzi się komunia z drugim człowiekiem. To nie chodzi o jakiś komunitaryzm. Kościół naucza, że z jedności z Bogiem rodzi się nawrócenie, przebaczenie, pojednanie wewnątrz Kościoła i innych wspólnot.

- Ksiądz Arcybiskup z racji wyboru na stolicę gnieźnieńską, zakończy niebawem posługę sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski. Jak Ksiądz Biskup podsumowałby ten okres, choć trwał on zaledwie 2, 5 roku?

- Dla mnie osobiście był to bardzo twórczy okres. Ważne doświadczenie pracy dla Kościoła w wymiarze ogólnopolskim. Z kolei Kościół powszechny poznawałem wcześniej poprzez pryzmat posługi na rzecz emigracji polskiej.

- Praca sekretarza generalnego to także kontakty z rządem czy mediami. Jak można sprecyzować wyzwania na tych polach?

- Są to owszem wyzwania, ale także cenne doświadczenia. Generalnie były one dobre. Niezbędna jest do tego zdolność do współpracy, słuchania innych i dialogu. Takiego cierpliwego dialogu uczyłem się choćby podczas spotkań Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, czy w komisji pracującej nad przekształceniem Funduszu Kościelnego, czy też podczas konferencji prasowych i spotkań z dziennikarzami.
Tak szeroko zakrojony dialog wiąże się co prawda z pokonaniem różnych lęków wobec "innego świata", ale też jest możliwością zobaczenia, że w gruncie rzeczy chodzi nam o wspólne dobro, przede wszystkim dobro człowieka, który - jak wierzymy - jest także drogą Kościoła.
Dane mi było również nieco zakosztować wymiaru ekumenicznego poprzez kontakty z Polską Radą Ekumeniczną. Także dzięki ważnym wydarzeniom związanym z dialogiem między Kościołami i narodami jakimi były np. Wspólne Przesłanie do Narodów Polski i Rosji czy deklaracje o pojednaniu między Kościołem w Polsce a Ukraińskim Kościołem Greckokatolickim. Przebija z nich zdolność do spotkania, wzajemnego słuchania i wsłuchania się w to, co możemy przekazać współczesnemu światu.

- A jakie są obecnie największe niebezpieczeństwa dla Kościoła?

- Największym niebezpieczeństwem jest zawsze odwracanie się od tego, co jest wolą Chrystusa. Od tego o czym On sam nam przypomina: „Abyśmy byli jedno. Aby świat uwierzył żeś Ty mnie posłał”. Najważniejsze jest świadectwo, że jesteśmy uczniami Chrystusa. Trzeba wracać do tego, czym przyciągali do siebie pierwsi chrześcijanie - do świadectwa życia. Mówiono o nich: „Patrzcie jak oni się miłują”.
Jest to wezwanie również dla nas, a zagrożeniem jest wszystko to, co temu przeczy: partykularyzmy, pogoń za własną popularnością i sensacją, za zdobywaniem zwolenników dla siebie przeciwko innym. To są te największe zagrożenia, które mogłyby rozbijać to, co jest jednością pożądaną przez samego Jezusa.
Na to oczywiście nakładają się także zewnętrzne wyzwania naszej kultury i cywilizacji, która często jest cywilizacją - jak mówił św. Jan Paweł II: „człowieka sytego, człowieka, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”. Zadaniem Kościoła jest więc umożliwianie doświadczenia obecności Boga ludziom, którzy w tym świecie nie potrafią już odkryć Jego obecności.
Trudne jest zderzenie ze współczesną kulturą, która jest kulturą wolności człowieka, ale wolności często oderwanej od zasad i wartości. Wolności, która opiera się jedynie na dążeniu do samorealizacji, a nie jest wsparta odpowiedzialnością. Jan Paweł II mówiąc o miłości i odpowiedzialności oraz o wolności, która jest darem i zadaniem, uczył tej niezbędnej równowagi.
Innym z zagrożeń jest wielki wzrost technicznych możliwości współczesnego człowieka, za którym nie idzie, niestety, wzrost jego świadomości i odpowiedzialności moralnej. Prowadzi to często do zagrożenia człowieka przez niego samego. Czesław Miłosz w wierszu "Oeconomia divina" wskazywał, że chodzi o taką sytuację, w której Bóg najdotkliwiej upokorzy ludzi, pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną, im pozostawiając wnioski i nie mówiąc nic. Nazywał to życiem w tak osobliwej chwili. Dodałbym, że pewnie często w dramatycznym i tragicznym w smutne konsekwencje dla samego człowieka, czasie.

- Wraca Ksiądz Arcybiskup do archidiecezji gnieźnieńskiej z radością, czy pewną dozą lęku?

- Mam mieszane uczucia. Wracam do diecezji, w której wyrosłem, do diecezji która jest moją macierzystą diecezją - z racji urodzenia na jej terenie. Tam doświadczyłem Kościoła jako ministrant, lektor, kleryk, ksiądz, a później biskup.
Natomiast pewnym duchowym lękiem napawa mnie świadomość, że będę teraz dźwigał odpowiedzialność za zbawienie moich sióstr i braci - także tych, z którymi wzrastałem w wierze i którzy dla mnie byli jej świadkami. Dochodzi do tego poczucie odpowiedzialności, wynikające z relacji biskupa do swego ludu.
W adhortacji "Evangelii gaudium" papież Franciszek mówi o roli pasterza. Pasterz może iść na czele swej owczarni, może iść pośród niej, a czasami idzie za nią, aby wspomagać tych, którzy są najsłabsi i którym trzeba dopomóc. Są to trzy podstawowe wymiary posługi biskupiej, które papież w tym obrazie pomaga nam zrozumieć.

- Papież mówi, że sama wspólnota wierzących ma swój węch. Jak to należy rozumieć?

- Od strony teologicznej należy to rozumieć jako zmysł wiary (sensus fidei) Ludu Bożego. Natomiast od strony duszpasterskiej chodzi tu o wsłuchiwanie się przez pasterzy w głos swego Kościoła. Jeśli Jan Paweł II jeżdżąc na Jasną Górę mówił, że należy przykładać ucho do serca Matki, żeby zobaczyć czym żyje Kościół w Polsce, to można powiedzieć, że to samo dzieje się w każdej diecezji. Biskup musi przykładać ucho do swojego Kościoła (Ludu Bożego), żeby usłyszeć jakimi odgłosami, sprawami, ten Kościół żyje. Biskup ze światłem Ducha Świętego winien wychodzić na przeciw potrzebom ludu, któremu przewodzi.
Pasterz nosi na sobie zapach tej owczarni, ale nosi i zapach Chrystusa. Owczarnia powinna pasterza rozpoznawać po owym zapachu Chrystusa.

- Abp Henryk Muszyński mówił, że Gniezno posiada swój "genius loci". W czym się on wyraża?

- "Genius loci" to szczególne, duchowe nacechowanie danego miejsca. W Gnieźnie wiąże się to najpierw z początkami naszej wiary, ze chrztem i posługą św. Wojciecha, a następnie z przesłaniem jakie z tego wynika. Św. Wojciech uznawany jest za patrona jeszcze nie podzielonej Europy, a jego szlak misyjny odcisnął się szczególnie na terenie Europy środkowo-wschodniej. Dziś "genius loci" Gniezna, w nawiązaniu do tego dziedzictwa zdefiniować można jako pełnienie roli duchowego pomostu między Wschodem a Zachodem.
Mamy w Gnieźnie Kolegium Europejskie, które ma ambicje bycia takim właśnie pomostem. Trzeba też wspomnieć nasze kontakty z niemieckim Magdeburgiem, ze Speyer, z miastami, z którymi zarówno miasto Gniezno jak i diecezja są złączone partnerskimi więziami. Nie chodzi o budowanie mostów tylko w rzeczywistości kościelnej, ale także wobec ludzi nauki, kultury i polityki. Taki właśnie sens mają obecne Zjazdy Gnieźnieńskie: mostów łączących ludzi wielu kultur, narodów, wyznań i religii.

- Czy za dwa lata Ksiądz Prymas będzie witać w Gnieźnie papieża?

- Taką mam nadzieję. Jeśli w 2016 r. papież przybędzie do Wielkopolski z racji 1050-rocznicy Chrztu Polski, to również zatrzyma się w Gnieźnie. W czasie ostatniej wizyty ad limina usłyszeliśmy od papieża Franciszka, że drzwi ku temu są otwarte. Drzwi Gnieźnieńskie są też szeroko otwarte dla takiego Gościa.

- Ksiądz Arcybiskup wiele zrobił dla prawidłowego ustawienia kwestii walki z pedofilią w Kościele w Polsce. Na jakim etapie jesteśmy w tej chwili?

- Faktem jest, że współtworzyłem pewne sprawy, ale była to wspólna praca całej Konferencji Episkopatu i wielu współpracowników. Praca ta realizuje się na trzech płaszczyznach, komplementarnych wobec siebie.
Pierwsza związana była z pracą nad wytycznymi i aneksami, określającymi procedury jakie winien stosować Kościół w zderzeniu z tym problemem, które zostały już przesłane do zatwierdzenia (recognitio) przez Stolicę Apostolską. Watykan niedawno zgłosił do nich pewne uwagi, z prośbą o uzupełnienia. Teraz właśnie dokonywane są poprawki. Mam nadzieję, że zostaną zatwierdzone na czerwcowym zebraniu plenarnym Episkopatu i z powrotem zostaną przekazane Stolicy Apostolskiej. Spodziewam się ich szybkiego zatwierdzenia, po czym nastąpi ich oficjalna publikacja i w ten sposób ich treść zostanie przekazana opinii publicznej.
Drugi krąg naszej pracy polega na wcielaniu w życie Kościoła w Polsce rygorystycznych zasad ustalonych przez Stolicę Apostolską. Chodzi o przyjmowanie zgłoszeń o przestępstwa przez biskupów, o odpowiednie ich badanie i rozeznawanie oraz otoczenie troską ofiar. Oczywiście każdy biskup w tego rodzaju sprawach nie odpowiada przed Konferencją Episkopatu, ale przed papieżem i Kongregacja Nauki Wiary. Mam jednak przekonanie, że postawa wszystkich polskich biskupów jest tu jednoznaczna: aby rozwiązywać te sprawy ściśle tak jak przewidują wytyczne Stolicy Apostolskiej.
Trzeci krąg wiąże się z powołaniem koordynatora Konferencji Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży. Jest nim od roku o. Adam Żak SI. Prowadzi on olbrzymią akcję edukacyjną i wychowawczą w zakresie prewencji. Pomaga mu w tym założone przezeń Centrum Ochrony dzieci i Młodzieży przy Ignacjanum. Najbliższym wydarzeniem dużej rangi jest międzynarodowa konferencja na ten temat w Krakowie pod koniec czerwca. Nasza działalność zbiega się z działalnością, jaką w tej sferze będzie prowadzić specjalna komisja powołana przez Ojca Świętego.
W tych sprawach musimy iść do przodu. Jasno mówimy, że pedofilia jest złem moralnym, jest przestępstwem i ciężkim grzechem. Stąd zasada „zero tolerancji”. Konieczne jest w tej sferze radykalnie pojmowane oczyszczenie - dla dobra Kościoła i z racji naszej wierności Chrystusowi.

- Kiedy odbędzie się ingres Księdza Arcybiskupa?

- Na ingres zapraszam w sobotę 7 czerwca o godz. 12. Jest to także dzień spotkania młodych nad Lednicą. Mój ingres poprzedzi jutrznia legnicka w katedrze gnieźnieńskiej, a z kolei wieczorem będę sprawować Mszę św. dla młodzieży na polach lednickich. Mam nadzieję, że o. Jan Góra podtrzyma zaproszenie, jakie wcześniej mi przesłał do udziału w lednickim spotkaniu młodych.

- Prymas Polski ma prawo noszenia purpury. Czy Ksiądz Arcybiskup z niego skorzysta?

- Na obecnym etapie nie mam takich myśli. Funkcja prymasa jest rodzajem honorowego pierwszeństwa wśród biskupów, co już samo w sobie bardzo zobowiązuje. Natomiast z tego rodzaju zewnętrznych atrybutów, myślę, że można również zrezygnować. Mój poprzednik, Ksiądz Prymas Józef Kowalczyk mówił w tym wypadku o pewnym przywileju, który można podjąć lub z niego zrezygnować.

Tagi:
bp Ryczan

Reklama

Biskup stróżem Tajemnic miłości Boga i godności człowieka

2017-10-04 10:52

Abp Józef Michalik
Edycja przemyska 41/2017, str. 4

W katedrze kieleckiej 19 września odbyły się uroczystości pogrzebowe śp. biskupa seniora kieleckiego Kazimierza Ryczana, syna ziemi przemyskiej. Mszy św. przewodniczył abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, homilię wygłosił arcybiskup senior Józef Michalik. Bp Kazimierz Ryczan został pochowany w krypcie biskupów kieleckich. W tym numerze „Niedzieli Przemyskiej” zamieszczamy tekst homilii abp. Józefa Michalika

Bożena Sztajner/Niedziela
Bp Kazimierz Ryczan. Rekolekcje Bożogrobców na Jasnej Górze, 2015 r.

Życie człowieka jest wędrówką poprzez różne sytuacje i wydarzenia, wśród których nieustannie czegoś się uczymy i jednocześnie zdajemy nasz ludzki egzamin. Św. Paweł przypomniał nam, że „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie” (Rz 14,7), a chrześcijanin dopowie z wiarą, że żyjemy dla Pana… i umieramy dla Pana, bo w życiu i śmierci należymy do Pana.

Życie człowieka wierzącego to radość i nadzieja poruszania się w obecności Bożej; stąd, z tego niezwykłego źródła każdy człowiek ma szansę czerpać mądrość i moc, odwagę i optymizm w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Jakże inaczej wyglądałyby relacje ludzkie i życie narodów, gdybyśmy tak naprawdę, realnie aż do końca żyli w obecności Bożej i pamiętali, że „Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga… i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu” (Rz 14,10).

Przyjął zaproszenie Chrystusa

Wiem, że mówienie o odpowiedzialności sumienia i o tym, że będziemy musieli zdać sprawę Bogu z myśli i czynów, z pragnień i dokonań naszego życia, nie należy do tematów popularnych. Ale czy można pominąć rzeczywistość śmierci, gdy otaczamy trumnę kogoś bliskiego, komu dziś ofiarujemy nasz czas, nasz trud obecności i naszą modlitwę?

Dobrze, że tu dziś jesteśmy, bo Pan Jezus chce nam, żyjącym, powiedzieć coś szczególnie ważnego. Jak słyszeliśmy przed chwilą, chce odkryć pewną tajemnicę „zakrytą przed mądrymi i roztropnymi, a objawi ją prostaczkom”, ludziom prostego serca (por. Mt. 11,25). Tą tajemnicą jest wiedza o Bogu, którego nie zna nikt tylko Boży Syn. On chce nam powiedzieć, że Bóg jest Ojcem, owszem, osądza nas i czyny nasze, ale z wyrozumiałością Ojca. Jakże ufnie brzmi Chrystusowa zachęta: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię… uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie…” (tamże). To zaproszenie Chrystusa dociera do wszystkich, ale w szczególny sposób przyjmuje je kapłan, traktując je jako osobiste zadanie. Fascynacja Ojcostwem Boga i nieustanne szukanie z Nim kontaktu, to chyba największa radość kapłańskiego życia. Odczuć bliskość tej Miłości i dzielić się nią z ludźmi, to wprowadzać nowy porządek w świecie oparty o trwały fundament nadprzyrodzoności wpisanej w doczesność.

Śp. bp Kazimierz Ryczan wiedział, że zostać uczniem Chrystusa, oznacza przyjąć zaproszenie do przynależenia do rodziny Bożej, do życia zgodnego z Jego sposobem życia, bo „Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest mi bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50). Przez całe życie budował Boży dom, a drzwi tego domu; domu jego serca były szeroko otwarte dla kapłanów i wszystkich ludzi, braci i sióstr, którym służył swoją dyspozycyjnością, posługą słowa i posługą sakramentów. Budować wspólnotę było przecież hasłem jego pasterskiego posługiwania: „In vinculo communionis”.

Ziemia patriotów

Ks. prof. Kazimierz Ryczan przyszedł do posługi biskupa kieleckiego z żywego środowiska nauki i kultury chrześcijańskiej, jakim jest w Polsce od stu lat KUL. Święcenia biskupie przyjął w katedrze kieleckiej i umocniony modlitwą i opieką tutejszej Pani Łaskawej podjął dziedzictwo posługi swoich wielkich poprzedników: biskupa Stanisława Szymeckiego i biskupa męczennika Czesława Kaczmarka, który stał się na wieki przestrogą i demaskatorem zafałszowania ateistycznej ideologii komunizmu, a każda ideologia nie wie, że prawda o niewinności i męczeństwie człowieka przebije się przez największe zakłamania, manipulacje i przemoc propagandy.

Ziemia kielecka to zresztą „pars maior et melior Polski” i chrześcijaństwa w Ojczyźnie naszej. Tu przecież leży prastara Wiślica z uśmiechniętą Łokietkową figurą Matki i Królowej Maryi, to przecież ziemia Jana Długosza, błogosławionych biskupów Wincentego Kadłubka i  Jerzego Matulewicza, ziemia Tadeusza Kościuszki, Sienkiewicza i Żeromskiego. To przecież środowisko kieleckie wydało wybitnych naukowców, z których wielu ciągle twórczo ubogaca rodzimą kulturę, a spośród zmarłych wymienię wybitnego sprzed wojny jeszcze prekursora naukowej i owocnej duszpastersko homiletyki ks. Zygmunta Pilcha – twórcy „Przeglądu Homiletycznego”.

Ks. Prof. Kazimierz Ryczan przyszedł do Kielc z KUL-u, gdzie pracował naukowo, pełniąc też z oddaniem funkcje służebne, jako dyrektor konwiktu księży studentów oraz dziekan Wydziału Teologicznego, ale wyrastał w środowisku przemyskim, które od dawna żyło atmosferą umiłowania Kościoła i Ojczyzny, ożywianą w trudnych czasach przez św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara i przez wychowawczą pracę rektora Seminarium bł. ks. Jana Balickiego czy też niezłomnego budowniczego kościołów abp. Ignacego Tokarczuka.

Naukowiec

Kazimierz Ryczan urodził się w Żurawicy k. Przemyśla (10 lutego 1939 r.), jako drugi z trzech synów Stanisława i Joanny. Jego śp. matka wyznała kiedyś: „Od jego poczęcia wiedziałam, że Bóg chce go mieć dla siebie”, bo lekarz uważał, z racji na poważną chorobę, że Kazimierz nie powinien się urodzić. Tak się złożyło, że w tej pobożnej, żurawickiej rodzinie Pan Bóg upatrzył sobie i powołał do kapłaństwa także jego drugiego brata, Józefa.

Życiorys Kazimierza jest prosty, charakterystyczny dla jego czasu: matura i wstąpienie do Seminarium Duchownego w Przemyślu, potem 2-letnia przerwa na służbę wojskową (jednostka artyleryjska w Morągu); 16 kwietnia 1963 r. święcenia kapłańskie w katedrze przemyskiej z rąk bp. Franciszka Bardy, wikariaty w dwóch parafiach, studia na KUL (teologia pastoralna). Następnie przez pięć lat jest duszpasterzem akademickim w Rzeszowie i profesorem w WSD w Przemyślu, a potem znów wraca na KUL jako asystent w Instytucie Pastoralnym i równocześnie kontynuuje pracę naukową (doktorat, stypendia naukowe w Instytucie Katolickim w Paryżu i w Belgii, w Leuven), uwieńczoną habilitacją. Nominacja na biskupa nie przerwie pracy profesorskiej. Wykaz jego publikacji jest imponujący. Widać też, że wiele czasu, sił i serca poświęcał młodym adeptom nauki. Dla studentów i szukających naukowej rady i pomocy miał zawsze czas.

Duch odwagi

Imponujący jest też kielecki dorobek kaznodziejski biskupa Kazimierza. Także jako biskupi czekaliśmy na jego mądre, przemyślane i pełne treści słowo. Przewodniczył naszym rekolekcjom, chociaż wiązało się to z niemałym trudem. Przewodniczył ogólnopolskim pielgrzymkom ludzi Świata Pracy, jako ich duszpasterz. Przez wiele lat był też przewodniczącym Rady Episkopatu ds. Społecznych, członkiem Rady Stałej oraz innych gremiów. We współpracy ten mocny człowiek odznaczał się wielkim taktem, kulturą bycia i gotowością do pomocy. W trudnym okresie zdecydowanie bronił Radia Maryja i Telewizji Trwam, doceniając potrzebę wolnego głosu o pełnej niezależności i ortodoksji katolickiej. Często przychodziliśmy do niego po słowo mądre, treściwe i uczciwie, zgodne z prawdą. Niejednokrotnie cała Polska wsłuchiwała się w to słowo bp. Kazimierza Ryczana i była mu wdzięczna za ducha odwagi.

A przecież „wygaszanie Polski” to nie tylko wspomnienie okresu powojennego. Przecież i w ostatnich 30 latach niejednokrotnie słuchaliśmy z ust niektórych współczesnych „luminarzy”, że trzeba wygasić polskość jako przywiązanie do tradycji, że trzeba zerwać z chrześcijańską kulturą narodu. Ze zgrozą czytaliśmy w pewnych, zdawałoby się uczciwych pismach, że „Polska to nienormalność”, że „polskość to polskie piekło”, które zresztą sami autorzy gorliwie rozpętywali. Bólem napełniały nas manipulacje i walki z krzyżem, a także kłamstwa i antyklerykalna propaganda, za wszelką cenę próbująca usunąć obecność Boga i Bożego prawa z życia społecznego w Europie i w Ojczyźnie naszej. Potrzebny był wtedy i potrzebny jest zawsze – ludziom i narodom – proroczy głos św. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, potrzebny i cenny był głos społecznika i pasterza bp. Kazimierza Ryczana.

W spuściźnie homiletycznej biskupa Kazimierza uderzyły mnie jednak szczególnie kazania na pogrzebach księży i ich rodziców, których jest bardzo dużo, bo tworzenie „więzów wspólnoty” (vincula communionis) biskup Kazimierz zaczynał od swoich księży. To była prawdziwa potrzeba jego serca. I nie zawiódł się na swoich kapłanach. Przekonałem się o tym i budowałem widokiem ponad setki księży kieleckich, którzy stanęli przy swoim biskupie w dniu pogrzebu jego matki w Żurawicy, a także w dniu jego Złotego Jubileuszu kapłaństwa w rodzinnej parafii.

Pod opiekę Pani Łaskawej

Tradycja i mądrość ludzkości kazała szczególnie cenne skarby chronić przed wrogiem – najbezpieczniej zakopywano je w ziemi. Ciało człowieka, które było mieszkaniem duszy, więcej, mieszkaniem Ducha Świętego, także składamy do ziemi. Ono nie przepadnie, oczekuje zmartwychwstania. Ciało biskupa Kazimierza, który żył i umarł dla Pana, przynieśliśmy do katedry, „jego kościoła” pod opiekę Pani Łaskawej, którą tak czcił, tak chętnie odwiedzał i głosił Jej chwałę. Niech mu wyprasza łaskawość miłosierdzia Zbawiciela, niech w nim rozpozna miłość swego Syna, do którego upodabniał się całym życiem, a przecież i Pan Jezus chciał go do siebie upodobnić przez krzyż choroby i cierpienia, zwłaszcza ostatnich lat i dni.

Razem ze śp. biskupem Kazimierzem módlmy się do Matki Najświętszej:
Gdy kres dni przede mną stanie,
Przez Twą Matkę dojść mi Panie,
Do zwycięstwa palmy daj.

Matko Syna zrodzonego,
Co dla dobra cierpiał mego,
Ze mną się podzielić chciej.

W ogniu Panno niech nie płonę,
Ty mnie w swoją weź obronę,
Gdy nadejdzie sądu gniew.

Krzyż Chrystusa niech mnie broni,
Niech mnie Jego śmierć osłoni,
I otworzy łaski zdrój.

Kiedy umrze moje ciało,
Obleczona wieczną chwałą,
Dusza niech osiągnie raj. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Brygida Szwedzka

Aleksandra Szafirska
Edycja szczecińsko-kamieńska 42/2002

http://dziennikparafialny.pl/

Jan Paweł II ogłosił święte: Brygidę Szwedzką, Edytę Stein i Katarzynę Sieneńską współpatronkami Europy. Dołączą one w ten sposób do świętych: Benedykta z Nursji oraz Cyryla i Metodego, którzy już wcześniej, na mocy decyzji Pawła VI i obecnego Ojca Świętego zostali obdarzeni tytułem patronów naszego kontynentu.

Św. Brygida Szwedzka (1302-73) była jedną z najwybitniejszych postaci Kościoła, świętych i mistyczek swoich czasów. Urodziła się około 1302 r. w Finstad (niedaleko Uppsali) w spokrewnionej z królami szwedzkimi rodzinie lagmana (rządcy) prowincji Uppland. Od najmłodszych lat odznaczała się głęboką wiarą i marzyła, aby wstąpić do klasztoru. Jednak zgodnie z wolą rodziców, ok. 15. roku życia wyszła za 18-letniego syna gubernatora, Ulfa Gudmarssona. Małżeństwo okazało się nadspodziewanie dobre, a małżonkowie doczekali się ośmiorga dzieci. Jedną z ich córek była późniejsza wybitna święta średniowiecza - Katarzyna Szwedzka. Z wzorowym wypełnianiem obowiązków swego stanu łączyli oni uczynki miłosierdzia. Brygida poświęcała wiele czasu modlitwie. Razem z mężem utrzymywała żywe kontakty z duchownymi z pobliskich kościołów i klasztorów, zwłaszcza z cystersami w Alvestra i duchowieństwem z Linkoping. Już wówczas cieszyła się niezwykłymi darami nadprzyrodzonymi, zwłaszcza darem wizji. W 1332 r. została powołana jako ochmistrzyni na dwór Magnusa II. Czas pobytu na dworze Brygida wykorzystywała m.in. dla wspierania ubogich. W 1339 r. po śmierci nieletniego syna udała się z pielgrzymką do grobu św. Olafa do Trondheim, natomiast w 2 lata później razem z mężem pielgrzymowali do Santiago de Compostella. Po powrocie stamtąd mąż wstąpił do cystersów w Alvastra i wkrótce potem (1344 r.) właśnie tam umarł. Brygida osiadła wówczas w domu zakonnym, związanym z cystersami, gdzie prowadziła bardzo surowe życie ascetyczne. Wtedy także otrzymała wizję, która wytyczyła jej nowe ścieżki życiowe i zapoczątkowała długą serię dalszych wizji. Swoje prorocze wizje niosła do ludów, panujących i papieży. Pisała listy do poszczególnych osób, w których przepowiadała ich dalsze losy. Pierwszą misję spełniła w Sztokholmie, upominając Magnusa II i wieszcząc rodzinie królewskiej straszne klęski, które ją rzeczywiście wkrótce potem nawiedziły. Znane są także jej ostrzeżenia i surowe napomnienia pod adresem Krzyżaków, którym przepowiedziała upadek. Ale największą sławę i trwałe miejsce w historii Kościoła zapewniły jej listy z 1352 r. do papieża Innocentego VI (1352-62), przebywającego wówczas w Awinionie, aby jak najszybciej wracał do Rzymu. Gdy nie odniosło to skutku, Brygida nie zrażona tym, kontynuowała swą korespondencję z jego następcą, Urbanem V (1362-70), późniejszym błogosławionym. Ten ostatni, właśnie pod wpływem listów szwedzkiej mistyczki, wrócił do Rzymu w 1367 r., ale z powodu zamieszek w tym mieście znów je opuścił - Brygida przepowiedziała mu wtedy rychłą śmierć, co istotnie niebawem nastąpiło. Jej nalegania i wezwania kierowane do papieży przyczyniły się w wielkim stopniu do położenia kresu niewoli awiniońskiej, choć ona sama już tego nie doczekała.

Innym trwałym śladem działalności Świętej było założenie przez nią w Yadstenie (Szwecja) Zakonu św. Brygidy (Najświętszego Zbawiciela). Siostry zakonne z tego zakony nazywane były potocznie brygidkami. Pierwszą opatką klasztoru została jej córka, św. Katarzyna. W związku z powstaniem zakonu Brygida udała się w 1349 r. do Rzymu. Nawiązała tam kontakty z wybitnymi rodami włoskimi, a równocześnie kontynuowała działalność charytatywną. Zabiegała teraz o zatwierdzenie reguły nowego zakonu, który miał nosić nazwę zakonu Najświętszego Zbawiciela. Starania jej osiągnęły skutek połowiczny, ponieważ papież Urban V wrócił do Awinionu (1370 r.), gdzie zgodnie z przepowiednią Brygidy wkrótce zmarł. Święta nie zaprzestała swych starań, biorąc równocześnie żywy udział w życiu zakonnym. Wiele pielgrzymowała, nawiedziła w tym czasie niemal wszystkie miejsca pielgrzymkowe Italii. Natomiast w 1371 r. z dwoma synami i córką Katarzyną udała się do Ziemi Świętej. Przebywała tam przez 4 miesiące, doznając nieustannie wizji i przepowiadając rozmaite wydarzenia (np. przyszłość Cypru). Wiosną 1373 r. była znów w Rzymie, gdzie podjęła starania o powrót Grzegorza XI. Umarła 23 lipca tego roku, w dniu przez siebie zapowiedzianym, w czasie Mszy św. odprawianej w jej pokoju. Zwłoki wystawiano przez tydzień w kościele św. Wawrzyńca, w grudniu zaś rozpoczęto ich przeniesienie do ojczyzny. Poprzez Karyntię, Styrię, Morawy, Polskę i Gdańsk, a potem morzem dotarły do Soderkoping, a stamtąd w uroczystej procesji sprowadzone zostały do Vadsteny. W 3 lata później Grzegorz XI wrócił do Rzymu, a w r. 1378 zatwierdził ostatecznie regułę "brygidek". Jest to pośmiertne osiągnięcie Brygidy, której dzieło kontynuowała z energią jej córka, św. Katarzyna. Św. Brygidę kanonizowano w 1391 r.

Warto przypomnieć historię sławnych Objawień św. Brygidy, bowiem ich losy oddają charakter i skoplikowane dzieje myśli Kościoła. Pierwsze 8 ksiąg aprobował Grzegorz XI oraz Urban VI. Mimo to od początku wzbudzały one zastrzeżenia u wielu poważnych ludzi i spotykały się z żywymi sprzeciwami. Źródła podają, że szczególnie ostro zaatakowano je na soborach w Konstancji i Bazylei. Usiłowano nawet doprowadzić do ich formalnego potępienia, którego uniknęły jedynie dzięki obronie światłego dominikanina, kardynała Jana de Torquemada. Brygida była świadoma tego, iż do autentycznych wizji wkraść się mogło niejedno z tego, co zasłyszała i co poddawała jej niezwykle bogata wyobraźnia. Swe Revelationes poddawała kontroli teologów, gotowa zawsze do przyjęcia kościelnej cenzury. Decydującą aprobatę znalazły one u Benedykta XIV, który kompetentnie określił ich prawowierność oraz stopień zaufania, jakim je należy darzyć. W tym miejscu należy nadmienić, iż później pod imieniem Brygidy pojawiły się pisma i formy pobożności nie mające z nią nic lub prawie nic wspólnego. Dlatego też władze kościelne aż po współczesność odnosiły się do nich z dużą ostrożnością i rezerwą. Nie umniejszyło to znaczenia Świętej i jej pism w historii chrześcijańskiej pobożności, w której odegrała rolę ogromną, w dużej mierze prekursorską, by wspomnieć tylko o nabożeństwie do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Już w 1391 r. papież Bonifacy IX ogłosił Brygidę Szwedzką świętą. Wspomnienie św. Brygidy wpisano do kalendarza rzymskiego najpierw (1623 r.) 7 października, a w 1628 r. przesunięto na 8 października, co było nawiązaniem do kanonizacji ogłoszonej w przeddzień. Od 1969 r. widnieje ona pod właściwą datą, odpowiadającą dacie śmierci (23 lipca).

Opracowano na podstawie H. Fros SI, F. Sowa, Twoje imię, Kraków 1975 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież do francuskich skautów: nie ograniczajcie się do kontaktów wirtualnych

2019-07-23 19:18

pb (KAI/famillechretienne.fr) / Jambville

Nie ograniczajcie się do kontaktów wirtualnych - zaapelował papież Franciszek do 22 tys. francuskich skautów, zgromadzonych w Jambville koło Paryża na „wielkim jamboree” (zlocie) pod hasłem „Connecte!” (Połącz się!).

Grzegorz Gałązka

Za pośrednictwem telegramu wysłanego przez sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolina papież przekonuje, że łączność z Chrystusem poprzez modlitwę, słuchanie słowa Bożego i sakramenty pozwala odkryć „źródło radości”, ale także „drogę prawdziwego spotkania” z innymi ludźmi.

Życzy młodym, by nie ograniczając się spotkań wirtualnych, coraz bardziej byli „budowniczymi mostów”. W ten sposób wezmą udział w budowie społeczeństwa „bardziej sprawiedliwego i bardziej ludzkiego”, zauważającego małych i ubogich.

W spotkaniu w Jambville bierze udział 22 tys. spośród 85 tys. członków głównej organizacji harcerskiej we Francji Scouts et Guides de France (SGDF).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem