Reklama

Dobro jest zaraźliwe

- Kto jest blisko Pana Boga, ten po ziemi roznosi niebo. Taki był i taki jest Jan Paweł II - mówi ceremoniarz papieski, który przez siedem lat towarzyszył przy ołtarzu Papieżowi Polakowi, a teraz jest obecny przy Benedykcie XVI podczas celebracji liturgicznych

Niedziela Ogólnopolska 14/2012, str. 16-17

Adam Bujak, Arturo Marii „Pokolenie J.P.II”/Biały Kruk

Ks. Konrad Krajewski, ceremoniarz papieski

ŁUKASZ GŁOWACKI: - Czy pamięta Ksiądz swoje pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II? Jakie zrobił wtedy wrażenie?

KS. PRAŁ. KONRAD KRAJEWSKI: - Miałem nogi jak z waty. To było 13 czerwca 1987 r. na łódzkim Lublinku. Kiedy się z nami witał, ręką wskazał na moją czuprynę. Miałem wtedy krucze włosy, a do tego było ich bardzo dużo. Poczułem się trochę nieswojo, bo pomyślałem, że są za długie! Ale pewnie chodziło po prostu o to, że choć taki młody, to już odpowiadam za liturgię!

- Ćwierć wieku temu na Lublinku kilkaset tysięcy osób uczestniczyło w papieskiej Mszy św. Większość stała daleko, ale Ksiądz pełnił służbę przy ołtarzu. Jak Ksiądz wspomina to wydarzenie?

- Byłem tak pochłonięty przygotowaniami, że niewiele wtedy o tym myślałem. Jeśli już, to tylko o jednym: żeby wszystko jakoś wyszło. Tak jak nasze mamy, kiedy jest jakieś przyjęcie: oby się nic nie przypaliło i nie rozlało… Stres był tym większy, że ja byłem wtedy diakonem, a mój biskup powierzył mi troskę o liturgię. Gdy Papież powiedział, że chce sobie zrobić zdjęcie ze wszystkimi dziećmi - a było ich 1500 - pomyślałem, że to żart! Ale to się stało naprawdę, udało się i nawet ładnie wyszło. Do dziś przy różnych spotkaniach wspomina o tym abp Piero Marini (ówczesny ceremoniarz Ojca Świętego), mówiąc, że zachowaliśmy zimną krew i profesjonalizm. A było o to naprawdę trudno.

- Wiele lat później Papież wezwał Księdza do Watykanu jako ceremoniarza. O czym wtedy Ksiądz pomyślał?

- Bezpośrednio wezwał mnie abp Piero Marini, mistrz ceremonii papieskich, ale na pewno ta decyzja była wcześniej konsultowana. Nie obawiałem się pracy przy celebracjach papieskich, ponieważ przedtem, jeszcze podczas studiów w Rzymie odbyłem taką praktykę. Obawiałem się przede wszystkim pracy w biurze. Abp. Mariniego znałem jeszcze jako księdza, był moim wykładowcą. Wiedziałem więc, że jest bardzo wymagającym człowiekiem, który jednak najpierw wymaga od siebie, a dopiero później od innych. Nie dorównywałem mu pod żadnym względem: ani językowym (włada biegle 5 językami), ani pod względem kultury osobistej, a przede wszystkim świętości. Czułem od samego początku, że to „zbyt duży wiatr na moją wełnę”. Pocieszała mnie jedynie informacja umieszczona w prośbie do mojego Biskupa: że zostałem „wypożyczony” tylko na 3 lata - na Wielki Jubileusz Roku 2000. Obaw było naprawdę wiele, było jednak coś, co dodawało mi odwagi - już na Lublinku, podczas przygotowań do pielgrzymki Papieża w Łodzi, doskonale rozumieliśmy się z ks. Marinim, choć nie znałem nawet jednego słowa po włosku. No może tylko poza jednym: pizza!

- W takiej sytuacji chyba nietrudno o błędy. Popełniamy je przecież wszyscy. Czy pamięta Ksiądz jakąś swoją pomyłkę z czasów spędzonych w otoczeniu Jana Pawła II?

- Bp Marini wyjechał na kilka dni. Papież miał w tym czasie wizytację w jednej z rzymskich parafii. Pojechałem więc sam jako ceremoniarz. Nie było też wtedy bp. Dziwisza. Tylko ks. Mokrzycki i ja byliśmy przy Ojcu Świętym i odpowiadaliśmy za cały przebieg spotkania z wiernymi. Do Mszy św. posługiwali mali chłopcy z parafii. Jak to Włosi, pełni fantazji i rozpierającej energii. Do Papieża np. mówili na dzień dobry: „Ciao, Papa!”. Kiedy z Papieżem znaleźliśmy się już w prezbiterium, zorientowałem się, że jeden z ministrantów, który miał pięknie złożone ręce i urocze włoskie spojrzenie, gdzieś zapodział mszał. Wydawało się to wręcz nieprawdopodobne, bo przecież sam mu go dawałem. Nogi się pode mną ugięły. Papież miał za chwilę wygłosić powitanie, wszystkie kamery skierowane były już na Ojca Świętego - a ja nachylam się do Papieża i proszę, by rozpoczął i… improwizował, bo zginęły przygotowane teksty. Poprosiłem osoby z watykańskiej ochrony, by odszukały mszał, i to najlepiej ten właściwy. Ojciec Święty niczego nie dał po sobie poznać. Mszał dostarczono tuż przed czytaniami. Ministrant zostawił go po drodze na parapecie w korytarzu, bo był dla niego zbyt ciężki i przeszkadzał mu w patrzeniu na Papieża. I jak tu nie kochać Włochów!

- W tej sytuacji Papież nie dał po sobie nic poznać, ale został zapamiętany jako człowiek wrażliwy na potrzeby innych. Czy zdarzały się momenty, gdy owe potrzeby zauważał niejako przy okazji - na obrzeżach spotkań czy na marginesie rozmów?

- Bardzo często, gdy byliśmy w jakimś kraju, nie wspominając już o Polsce, wypytywał o poszczególne osoby: jak sobie radzą, co z chorobami, o których wiedział; prosił o przekazywanie pozdrowień; zapewniał o modlitwie. Sekretarze prawie każdego dnia kładli Papieżowi na klęczniku karteczki z prośbą o modlitwę. Kiedyś na ten klęcznik trafiła prośba o udaną operację dla mojej mamy. Gdy mnie później spotkał, powiedział: modliłem się! To była bardzo ważna pomoc.

- Modlitwa, więź z Chrystusem jest dla każdego księdza sprawą fundamentalną. Czego w tej kwestii nauczył się Ksiądz od Jana Pawła II?

- Ojciec Święty zanim wyszedł do ludzi, najpierw rozmawiał z Bogiem. Widziałem, jak klęczał w zakrystii, choć miliony głośno skandowały, przywołując go do siebie. Gdy do nich wychodził, czuło się, że reprezentował Chrystusa. On Go sobą nie zasłaniał. Podobnie po zakończonym spotkaniu czy celebracji - znowu klękał i wtedy nic go nie interesowało, nawet to, że czas gonił. Musiał porozmawiać z Bogiem, podziękować Mu, przytulić się do Niego. Staram się go w tym naśladować, żeby do świętych czynności, do sprawowania sakramentów nigdy nie przystępować bez przygotowania. Idąc codziennie na godz.15 do konfesjonału, modlę się za tych, którzy przyjdą i wyspowiadają się, a potem wypełniam tę samą pokutę, którą zadałem penitentom. Często w drodze modlę się słowami ks. Jana Twardowskiego:

Aniele Boży, Stróżu mój,
spowiednik ze mnie lichy,
więc gdy spowiadam, wspomóż mnie,
jak na obrazkach cichy.

Jeśli przypadkiem która z dusz
przy stule mej uklęknie -
anielskie swoje ręce złóż,
modląc się przy nas pięknie.

I uproś, bym jej w końcu dał
to, co najbardziej drogie -
tak odszedł, aby mogła być
sam na sam z Panem Bogiem.

- Zapytam jeszcze o kulisy przygotowań papieskich pielgrzymek. Kiedy Papież odwiedził Łódź, ówczesne władze nie były do tej wizyty nastawione przyjaźnie. Ale i Jan Paweł II, i papież Benedykt XVI pojawiali się w różnych miejscach, które nie były im przychylne. Pamięta Ksiądz szczególnie wrogą atmosferę wokół pielgrzymki?

- Liturgiczne przygotowania rozpoczynamy wówczas, kiedy cały program pod względem dyplomatycznym i logistycznym jest już zatwierdzony, a więc ustalony jest czas, miejsce i sposób pobytu Papieża w danym kraju. Przyjeżdżając kilka tygodni wcześniej przed wizytą Ojca Świętego, wszędzie spotykamy miłą, ujmującą wręcz atmosferę i niesamowitą życzliwość. Tak było i nadal jest w każdym kraju. Nawet w krajach arabskich czy w Turcji. O sytuacjach, o które Pan pyta, dowiadujemy się najczęściej z doniesień prasowych. Nie dotyczy to jednak bezpośrednich przygotowań do wizyty papieża.

- Każdy z nas szuka wspólnoty - zakładamy rodziny, spotykamy się z przyjaciółmi, rozwijamy w grupach religijnych. Jak to wygląda w Księdza przypadku? Obecna praca to życie na obczyźnie, w dodatku niemal stale „na walizkach”...

- Moja rodzina jest teraz tutaj - w biurze, gdzie przygotowujemy celebracje papieskie. Stanowią ją także ci, którzy spowiadają się u mnie każdego dnia w godz. od 15 do 16; należą do niej uczestnicy czwartkowych Mszy św. przy grobie Jana Pawła II. W każdy czwartek są u mnie w domu Nieszpory, a potem kolacja, na które przychodzą księża i świeccy pracujący czy studiujący w Rzymie, siostry zakonne, osoby przyjezdne… To moja „czwartkowa rodzina”. To prawda - walizkę mam zawsze przygotowaną, ale choć muszę sporo podróżować, to i tak żyję sprawami naszego kraju; interesuje mnie nawet, jaka jest dzisiaj pogoda w Łodzi, czy w Suwałkach zakwitły już przebiśniegi… Bardzo często dostaję prośby o modlitwę za kogoś z Polski przy grobie Jana Pawła II. Wtedy szybko biegnę, by o tym wszystkim powiedzieć Bogu za przyczyną bł. Papieża. Moja „rodzina” ciągle się więc powiększa. Inna sprawa, że często ktoś mnie poznaje dzięki temu, że przez długich siedem lat byłem przy Janie Pawle II, a i teraz widać mnie przy Benedykcie XVI. Uśmiechają się do mnie, proszą o modlitwę… Są to ludzie z wielu zakątków świata. Czasem te spotkania mają miejsce w Bazylice św. Piotra: proszą, bym pomodlił się przy grobie Jana Pawła II, a przecież jesteśmy w jego pobliżu. Aż mnie ciarki nieraz przechodzą, bo ja jestem przecież tylko łodzianinem, członkiem świętego „Kościoła grzeszników”, zwykłym księdzem… Ale ci ludzie są pewni, że bł. Jan Paweł II „lepiej” wysłucha tego, kto był przy jego śmierci.

- Czy Jan Paweł II wspominał czasem swoją wizytę w Łodzi w 1987 r.?

- To raczej bp Marini przy różnych okazjach przypominał o tym Papieżowi, zwłaszcza o tym wyjątkowym zdjęciu z dziećmi pierwszokomunijnymi na Lublinku. Do dzisiaj jest to jedyna na świecie taka celebracja, podczas której 1500 dzieci w obecności Ojca Świętego przyjęło Pierwszą Komunię św. Papież przy tych okazjach zawsze - we właściwy sobie sposób - potwierdzał: „Tak, tak, pamiętam”.

- To było ćwierć wieku temu, a Papież zmarł siedem lat temu. Dzieci, które dzisiaj są w najmłodszych klasach szkół podstawowych, już Jana Pawła II nie pamiętają. Co powiedziałby im Ksiądz o Papieżu Polaku? Jakim był człowiekiem?

- Najpierw w każdym z nas starzeje się ciało (odmawia nam posłuszeństwa), potem rozum (zapominamy nawet, jaki dzisiaj jest dzień) - ale serce nigdy się nie starzeje! Jan Paweł II był piękny, bo w jego sercu zawsze była wiosna. Choć coraz bardziej niedomagał, przestawał chodzić i mówić, to jednak wszyscy do niego nadal ciągnęli i chcieli się z nim spotkać. Dlaczego? Bo on reprezentował Pana Boga. Promieniował Nim. Nie zasłaniał Go - nawet swoją chorobą. Jego serce było ukształtowane na wzór Serca Jezusowego. Było po prostu piękne. Kto jest blisko Pana Boga, ten po ziemi roznosi niebo. Taki był i taki jest Jan Paweł II.

- Następca Jana Pawła II, papież Benedykt XVI ogłosi Rok Wiary. W motu proprio „Porta fidei” zauważył, że Kościół otoczony jest dzisiaj przez ludzi w dużej mierze obojętnych wobec nauczania Chrystusa. Co w Roku Wiary możemy zrobić, żeby do nich dotrzeć?

- Dla Kościoła i dla Polski jesteśmy najbardziej pożyteczni wtedy, kiedy jesteśmy święci, gdy swoją osobą, swoim zachowaniem, swoim stylem życia, nie zasłaniamy Boga, a wręcz Go „objawiamy” i odsłaniamy! Gdy Dziesięcioro Bożych przykazań staje się moim życiem, to wtedy Pan Bóg we mnie „oddycha”, i to się udziela także wszystkim wokół. Dobro jest zaraźliwe - potrafi uczynić nie tylko mnie samego pięknym człowiekiem, ale również przemienić wszystko wokół mnie. Stańmy się więc ludźmi świętymi - dzięki temu po życiu razem tu, na ziemi, będziemy zawsze razem także w niebie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Minister spraw zagranicznych uczcił w Madrycie 100-lecie urodzin Jana Pawła II

2020-07-10 15:21

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

PAP/EPA/Luca Piergiovanni

Przebywający w Hiszpanii minister spraw zagranicznych Polski Jacek Czaputowicz, złożył kwiaty pod pomnikiem Jana Pawła II, a następnie odbył rozmowę z arcybiskupem Madrytu kard. Carlosem Osoro.

„To wyjątkowa okazja, ponieważ w tym roku obchodzimy rocznicę bliską sercu wszystkich Polaków - 100-lecie urodzin polskiego papieża” - powiedział. „Jesteśmy dumni, że największa świątynia w Madrycie jest jedyną hiszpańską katedrą konsekrowaną przez Jana Pawła II i miejscem przechowywania Jego relikwii” - dodał.

W rozmowie z arcybiskupem Madrytu minister podziękował za duchową opiekę nad hiszpańską Polonią, a także za bardzo dobrą współpracę z polskimi księżmi pracującymi w madryckich parafiach oraz studiującymi na Uniwersytecie św. Damazego.

Podczas zwiedzania katedry rozmówcy wspominali postać Jana Pawła II i jego ogromną sympatię do Hiszpanii, którą podczas swojego pontyfikatu odwiedzał aż pięciokrotnie. W Madrycie był m.in. podczas ostatniej pielgrzymki w 2003 r., kiedy to w bazie lotniczej Cuatro Vientos witał go prawie milion młodych ludzi. W stulecie urodzin Papieża Polaka, który odegrał kluczową rolę w przemianach demokratycznych i zmienił losy nie tylko Polski, ale i Europy, przypominali również jego słynne słowa z 1982 r., tak zwany Akt Europejski, wypowiedziane w Santiago de Compostela, na Szlaku Jakubowym łączącym Wschód i Zachód: „Ja, Jan Paweł, syn polskiego narodu, który zawsze uważał się za naród europejski, syn narodu słowiańskiego wśród Latynów i łacińskiego pośród Słowian, z Santiago kieruję do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! bądź sobą! Odkryj swoje początki. Tchnij życie w swoje korzenie”.

Minister Czaputowicz przebywa w Madrycie z jednodniową wizytą na zaproszenie hiszpańskiej minister spraw zagranicznych, europejskich i kooperacji Aranchy González Laya. Po zakończeniu spotkań polski szef dyplomacji podkreślił, że oba kraje są zainteresowane dalszym pogłębianiem dialogu zarówno w wymiarze dwustronnym, jak i europejskim. „Polska i Hiszpania to dwa duże europejskie państwa, które pomimo oddalenia geograficznego wiele łączy - zauważył. - Dostrzegamy możliwość wzmocnienia współpracy zarówno w dziedzinie politycznej jak gospodarczej, turystycznej i kulturalno-naukowej”.

CZYTAJ DALEJ

Abp Stanisław Nowak obchodzi 85. rocznicę urodzin

2020-07-11 08:23

[ TEMATY ]

Częstochowa

jubileusz

abp Stanisław Nowak

B.M.Sztajner/Niedziela

Abp senior Stanisław Nowak, były metropolita częstochowski dzisiaj obchodzi 85. rocznicę swoich urodzin. W rozmowie z "Niedzielą"  podzielił się swoimi wspomnieniami.

– Można powiedzieć, że w Jeziorzanach wszystko się zaczęło. Tam się urodziłem. To piękna miejscowość. Była ona u stóp klasztorów eremickich: kamedułów na Bielanach i starego opactwa tynieckiego. Blisko była również Kalwaria Zebrzydowska. Właśnie opactwo w Tyńcu było naszą parafią. Później nas przyłączono do wielkiej rodziny parafialnej w Liszkach – mówił abp Nowak.

– Czas mojego dzieciństwa to straszliwa II wojna światowa. Pamiętam ucieczkę z Jeziorzan za Kraków. Ojciec wiózł nas na wozie. Pamiętam pierwsze wrażenia. Widziałem lotnisko na Rakowicach w Krakowie jak samoloty płonęły. Mama została, bo musiała zająć się krową, która się zaparła i nie chciała iść. Mama pilnowała domu. Byłem najmłodszy spośród piątki rodzeństwa i bardzo płakałem pewnej nocy, kiedy niedaleko nas był potężny pożar. Witałem wojnę wielkim płaczem – wspominał abp Nowak i dodał: „Później, kiedy byłem już biskupem częstochowskim i odprawiałem Msze św. w Wieluniu, to często powtarzałem, że dziecko płaczem witało wybuch II wojny światowej. A tym dzieckiem to ja byłem”.

Arcybiskup senior wspominał również, że jego rodzina w czasie okupacji udzieliła schronienia młodym Żydówkom. – W naszym domu na strychu co pewien czas ukrywały się dwie młode Żydówki. Jedna z nich miała na imię Rywka. Po wojnie przyszła podziękować naszemu ojcu za uratowanie jej życia. Za pomoc Żydom przecież groziła śmierć – kontynuował arcybiskup senior.

Wspominając swoją drogę do kapłaństwa były metropolita częstochowski podkreślił: „Jeśli chodzi o moją drogę do kapłaństwa, to powiem, że moje powołanie kapłańskie jest w powołaniu chrzcielnym”. – Moi rodzice, bliscy byli religijni. Kochaliśmy Kościół. U mnie w domu z ogrodu zawsze widziałem dominujący biały klasztor Kamedułów. Była widoczna święta Kalwaria Zebrzydowska. Żyliśmy w cieniu tej kalwarii. Jako dziecko miałem pragnienie, by zostać księdzem. – mówił.

– Jak już byłem klerykiem, to taką postacią, u stóp której się wychowywałem do kapłaństwa, był kapelan prezydenta Ignacego Mościckiego. Wśród moich wychowawców był sługa Boży bp Jan Pietraszko, wykładowcą etyki był Karol Wojtyła. Na dzień moich święceń, których udzielił mi abp Eugeniusz Baziak, wybrałem słowa ze św. Pawła Apostoła: „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5, 14), ale miałem te słowa jeszcze w tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka: „Miłość Chrystusa przyciska nas” – wspominał abp Nowak.

– Po święceniach przyszła praca duszpasterska w Choczni k. Wadowic, Ludźmierzu i Rogoźniku. Będąc wychowawcą kleryków, zostałem posłany na studia do Paryża. W czasie studiów zgłębiałem duchowość kapłańską. W czasie studiów byłem świadkiem rewolucji obyczajowej 1968 r. – kontynuował abp Nowak.

– Z całym dziedzictwem mojego życia przeszedłem jako biskup do Częstochowy. Jestem kalwariarzem. Dlatego wybrałem słowa Iuxta Crucem Tecum stare (Chcę pod Krzyżem stać przy Tobie) jako motto mojej posługi biskupiej. Nieraz ludzie mówią: „Umrzeć w Panu”. To jest dla mnie najważniejsze. „Tobie, Panie, zaufałem”. – podkreślił arcybiskup senior.


Abp Stanisław Nowak urodził się 11 lipca 1935 r. w Jeziorzanach. Ukończył II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie. Następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej i rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Święcenia kapłańskie otrzymał 22 czerwca 1958 r. z rąk abp. Eugeniusza Baziaka. Jako motto swojej posługi kapłańskiej obrał słowa św. Pawła Apostoła „Miłość Chrystusa przyciska nas”.

Posługę duszpasterską rozpoczął w archidiecezji krakowskiej jako wikariusz w Choczni k. Wadowic, w Ludźmierzu i Rogoźniku na Podhalu. W latach 1963-79 był ojcem duchownym w Krakowskim Seminarium Duchownym, z przerwą na studia specjalistyczne z teologii w latach 1967-71 w Instytucie Katolickim w Paryżu, uwieńczone doktoratem. Od 1971 r. kierował katedrą teologii życia wewnętrznego Papieskiego Wydziału Teologicznego w Krakowie, a od 1981 r. - Wydziału Teologicznego Papieskiej Akademii Teologicznej.

Jest autorem wielu publikacji z zakresu teologii życia wewnętrznego. W 1979 r. objął funkcję rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Ojciec Święty Jan Paweł II mianował go biskupem częstochowskim 8 września 1984 r. Uroczystość święceń biskupich odbyła się 25 listopada 1984 r. w częstochowskiej bazylice katedralnej. Święceń biskupich udzielił kard. Józef Glemp Prymas Polski. Bp Stanisław Nowak objął kanonicznie diecezję 26 listopada 1984 r. a uroczystego ingresu do bazyliki katedralnej dokonał 8 grudnia 1984 r. Jako motto swojej posługi biskupiej obrał słowa: „Iuxta crucem Tecum stare” (Chcę pod krzyżem stać przy Tobie).

W ramach prac Episkopatu Polski był w latach 1989–1996 przewodniczącym Komisji Maryjnej. W 1990 i 1994 brał udział w Synodach Biskupów w Rzymie. W latach 1994–2001 był stałym współpracownikiem Sekretariatu Synodu Biskupów. 24 czerwca 2004 papież Jan Paweł II ustanowił go drugim wiceprzewodniczącym Papieskiej Akademii Niepokalanej.

W lipcu 2010, po ukończeniu 75 lat złożył rezygnację z urzędu. Papież rozpatrzył ją formułą nunc pro tunc, prosząc metropolitę o kontynuowanie posługi do końca 2011. 29 grudnia 2011 papież Benedykt XVI zwolnił go z funkcji arcybiskupa metropolity częstochowskiego i mianował na ten urząd biskupa Wacława Depo.

Obszerną rozmowę telewizyjną z abp. Stanisławem Nowakiem będzie można zobaczyć TUTAJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję