Reklama

Jaki jesteś, żaku

2012-10-08 11:46

Monika Górska
Niedziela Ogólnopolska 41/2012, str. 32-33

TOMASZ LEWANDOWSKI

W kraju jest ich ok. 2 mln. Studiują dziennie, zaocznie, wieczorowo. Studenci. Szukają mieszkania i pieniędzy na życie. Najbardziej boją się o przyszłą pracę. Mało mają czasu na rozwój duchowy, kulturę, wolontariat

Rozpoczyna się kolejny rok akademicki, a wraz z nim wracają problemy studentów: gdzie mieszkać, jak zapracować na siebie. Pojawia się też pytanie: A co z Panem Bogiem?

Trzeba gdzieś mieszkać

Oczywiście, najlepiej u siebie. Ci z miast akademickich najczęściej, zwłaszcza w pierwszych latach studiów, mieszkają z rodzicami. To naturalne, siła przyzwyczajenia i, oczywiście, brak kosztów codziennego utrzymania.
Ci, którzy studiują poza miejscem zamieszkania, mają trzy wyjścia: akademik, mieszkanie, które kupią rodzice, lub wynajem lokum na wolnym rynku.
- Co roku jest grupa studentów pierwszego roku, którym rodzice kupują mieszkanie w mieście akademickim. Zazwyczaj kalkulują, że to w sumie bardziej się opłaca niż kilkuletni wynajem - mówi prezes portalu Tabela Ofert Maciej Dymkowski. Dodaje, że często rodzice biorą nawet kredyt na pierwsze małe mieszkanie dla swojego młodego studenta - na dobry start.
Ale, oczywiście, nie wszystkich na taki luksus stać. Nadal największą popularnością cieszą się akademiki, których, niestety, nie wystarcza dla wszystkich.
- Mamy ok. 3 tys. miejsc. A ostatnio akademiki przeżywają renesans. Brakuje miejsc - przyznaje rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego Anna Korzekwa. Koszt miesięczny jest atrakcyjny: 300-400 zł. - Na pewno dodatkową wygodą dla studentów jest to, że akademik ma administrację, więc jak np. kran przecieka, to ktoś go naprawi, a w wynajętym mieszkaniu trzeba o to zadbać samemu - dodaje rzecznik.
Podobnie duże jest zainteresowanie akademikami na warszawskiej SGGW. - Nasze akademiki na campusie są bardzo dobrze wyposażone, standard może konkurować z mieszkaniami na wolnym rynku - mówi rzecznik SGGW Krzysztof Szwejk. - Są pokoje jedno- i dwuosobowe, wyposażone. Przykładowo za pokój dwuosobowy trzeba zapłacić 380 zł miesięcznie od osoby.
Rzecznik przyznaje, że nie wszyscy studenci dostają mieszkania w akademikach. - Jest komisja, która je przydziela. Jednym z kryteriów jest np. odległość od campusu - 100 km - mówi rzecznik.
Ok. 5 tys. miejsc w akademikach ma Politechnika Warszawska. - Miejsc w zasadzie w miarę wystarcza. Ale ważne jest też to, że na uczelni istnieje bank danych dotyczących nie tylko miejsc w akademikach, ale także tych na wolnym rynku - mówi rzecznik uczelni Ewa Chybińska. Koszt np. dwuosobowego pokoju w akademiku Riviera przy ul. Waryńskiego w Warszawie to ok. 300 zł od osoby. - No i jak to w akademiku, nie trzeba się martwić o koszt np. wywozu śmieci. I jest internet - zachwala pani rzecznik.
W stolicy jednak miejsc w akademikach dla prawie 318 tys. studentów nie wystarczy. Dla wielu pozostaje więc wynajem. Najważniejsze kryteria, jak przyznają agenci firm pośredniczących w wynajmie nieruchomości, to cena i lokalizacja. Im bliżej centrum miasta albo akademickiego campusu - tym popyt na mieszkania większy. Ale rośnie i cena. Według ankiety internetowej przeprowadzonej wśród studentów w ramach akcji „Wynajmuj bezpiecznie”, koszty wynajmu lokum na czas studiów pochłaniają ponad 50 proc. studenckiego budżetu. Wbrew obiegowym opiniom studenci to stosunkowo solidni płatnicy. Głównie dlatego, że stoją za nimi rodzice.
61 proc. ankietowanych przyznało, że koszty mieszkaniowe pokrywają rodzice lub opiekunowie, którzy zazwyczaj dodatkowo kontrolują te wydatki. 31 proc. pokrywa koszty zakwaterowania, pracując, a tylko 9 proc. - z niewysokich zazwyczaj stypendiów i kredytów studenckich. - Jak wynika z naszych obserwacji, coraz częściej, studenci to zapobiegliwe osoby - mówi Marcin Jańczuk, specjalista z portalu nieruchomościowego Metrohouse, który współorganizował internetowe badania. - 43 proc. z nich deklaruje, że już pod koniec roku akademickiego decyduje się na przedłużenie umowy z dotychczasowym wynajmującym. 13 proc. szuka lokum na nowy rok akdemicki już w czerwcu, a po 16 proc. w lipcu i sierpniu. Choć, oczywiście, są i tacy, którzy decydują się na poszukiwania w ostatniej chwili, tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego. Ceny są wówczas zazwyczaj wyższe, choć trafiają się okazje.
Tylko 15 proc. żaków decyduje się na wynajem samodzielnego mieszkania (najczęściej niewielkiego pokoju z kuchnią). W stolicy to koszt co najmniej 1,5 tys. zł, ale raczej 1,7-2 tys. zł. 27 proc. studentów szuka pokoju w mieszkaniu już wynajmowanym przez starszych kolegów, a 37 proc. organizuje się w kilkuosobowe grupy i szuka lokum wspólnie. Koszt to, w zależności od liczby osób wynajmujących, 500-700 zł od każdej. Coraz częściej studenci szukają mieszkań 3-pokojowych (w stolicy to koszt 2-2,5 tys. zł miesięcznie, w zależności od lokalizacji). Mieszka w nich docelowo nawet 6 osób.
Jak wynika z ankiety, tylko 7 proc. decyduje się na stancję. - Może wynika to z chęci większej samodzielności, której nie gwarantuje mieszkanie przy obcej rodzinie czy samotnej osobie - przypuszcza Marcin Dymkowski z Tabeli Ofert. - Choć dla studentów I roku, zwłaszcza z mniejszych miejcowości, to nadal aktualna i atrakcyja oferta, jeśli nie uda się pozyskać miejsca w akademiku.

Czy student jest dobrym najemcą?

- Aż 80 proc. agentów firm pośredniczących w wynajmie mieszkań odpowiada twierdząco na pytanie, czy w pracy zdarzyła się im sytuacja, że właściciel mieszkania zastrzega, iż nie życzy sobie oferowania lokalu studentom. - Ale ten stereotyp studenta, który będzie balował i zdemoluje mieszkanie, już się zmienia - twierdzi Marcin Jańczuk. - Po pierwsze, często umowę najmu zawiera się z rodzicami studentów, którzy są gwarantami płatności, ale też uczciwości swojego dziecka. A po drugie, czym różni się student od młodego przyjezdnego samotnego pracownika?

Reklama

Trzeba pracować

Studenci studiów humanistycznych zazwyczaj pracują tylko po to, żeby zarobić. Nie wiążą zarobków z przyszłą pracą. - Z moich znajomych ponad ¾ osób tak funkcjonowało - mówi student socjologii na SGGW. - Mieliśmy świadomość, że dopiero np. po licencjacie trzeba będzie starać się gdzieś o płatny staż, a potem o pracę w zawodzie.
Z badań przeprowadzonych na UW wynika, że 80 proc. studentów pracuje zarobkowo. - Ale spektrum jest szerokie, bo studia uniwersyteckie to nie są kierunkowe szkoły zawodowe - wyjaśnia rzecznik UW Anna Korzekwa. I dodaje, że często trudno mówić o pracy związanej z kierunkiem studiów. - Bo przecież np. po historii można wykonywać mnóstwo zawodów. Więc nasi studenci próbują różnych form zarobkowania. Zarówno zupełnie dorywczych, jak i jakoś pośrednio związanych z kierunkiem studiów - stwierdza.
Specjaliści przyznają jednak, że praca zarobkowa jest często przeszkodą w rzetelnym studiowaniu. Młodzi ludzie nie mają czasu na wykłady (nie chodzą na nie, jeśli nie ma listy obecności, a jeśli nawet jest, to jakiś „dobry” kolega ją za nas podpisze). Ćwiczenia też są uznawane za ważne, jeśli są obowiązkowe. Lepiej zarobić parę złotych i utrzymać podjętą pracę. - Przecież trzeba się utrzymać. A jeśli praca jest perspektywiczna, to warto o nią dbać. Na uczelni jakoś człowiek sobie poradzi - mówi jeden z żaków. Pracuje dorywczo w znanej firmie ubezpieczeniowej. Zarabia coraz lepiej. Egzaminy i kolokwia zalicza.
- Dobrze chociaż, że różne stypendia, staże i praktyki cieszą się jeszcze powodzeniem - mówi rzecznik UW.
Choć są tacy, którzy twierdzą, że wyjazd na pół roku na stypendium to właściwie wycieczka. - Nic tam się nie robi - przyznaje jedna ze studentek, która wyjechała do Turcji. Wyjazd jednak wspomina miło. - Naukowo to nędza, ale wartościowe jest doświadczenie życiowe. Może więc warto było - zastanawia się z perspektywy czasu.
Nieco inaczej patrzą na pracę podczas studiów akademicy z uczelni postrzeganych jako techniczne. Na warszawskiej SGGW na 32 kierunki aż 27 to wydziały specjalistyczne. - Nie mamy wprawdzie twardych danych, ale wiemy, że studenci już w trakcie studiów szukają pracy w branży np. spożywczej, związanej z technologią drewna. Z rolnictwem są kłopoty, bo to praca raczej poza Warszawą - mówi rzecznik SGGW Krzysztof Szwejk. Dodaje, że na uczelni działa biuro karier, które pomaga w zdobyciu pracy. Jest specjalna wyszukiwarka, zgłaszają się firmy. Jak twierdzi rzecznik, zapotrzebowanie jest na ok. 1,5 tys. osób.
Wicedyrektor warszawskiego Urzędu Statystycznego Krzysztof Kowalski zauważa, że z badań wynika, iż coraz większe jest zainteresowanie studiami zawodowymi. - Wymusza to rynek pracy i pragmatyzm studentów - przyznaje. Ale dodaje, że coraz więcej studentów po licencjackich czy inżynierskich studiach zawodowych decyduje się na kontynuację na kierunkach magisterskich. Jak wynika ze statystyk, już ponad 25 proc. robi po licencjacie tzw. magisterkę. - Młodzi ludzie zdają sobie sprawę, że bez wykształcenia wyższego magisterskiego wiele stanowisk, np. w szeroko pojętej administracji publicznej, będzie dla nich nieosiągalnych - mówi dyrektor Kowalski.
Może dlatego nawet studenci kierunków technicznych starają się być bardziej elastyczni. Wprawdzie Stowarzyszenie Studentów BEST, działające w 6 polskich miastach, w stolicy przy Politechnice Warszawskiej, skupia się przede wszystkim na organizowaniu Inżynierskich Targów Pracy, praktyk, spotkaniach z pracodawcami, ułatwia znalezienie zatrudnienia w zawodzie. - Jednak z naszych obserwacji wynika, że studenci coraz częściej po studiach technicznych wybierają ścieżkę kariery niezwiązaną z kierunkiem studiów - mówi Dariusz Banaś ze stowarzyszenia. - Coraz większa grupa młodych ludzi docenia, jak ważne w życiu zawodowym są umiejętności tzw. miękkie. Stąd duże zainteresowanie warsztatami, podczas których studenci rozwijają swoje umiejętności leaderskie, uczą się pracy w grupie. Później często sprawdzają się nie tylko jako specjaliści w swoim zawodzie, ale też w pracy, która wymaga analitycznego myślenia, zarządzania ryzykiem. Coraz częściej to właśnie specjaliści kierunków technicznych są rekrutowani przez firmy consultingowe.

A co z Panem Bogiem?

- Jedna koleżanka chodziła na spotkania Duszpasterstwa Akademickiego - przyznaje studentka z Akademii Pedagogiki Specjalnej.
- Jakoś nikt mnie nie zachęcił, choć do kościoła sytematycznie chodzę - mówi student SGGW.
Liczba studentów uczęszczających na spotkania Duszpasterstw Akademickich maleje.
- Nie mają czasu na rozwój duchowy. Studia stają się dodatkiem do pracy. Trzeba się utrzymać, życie pędzi - mówi proboszcz archikatedry warszawskiej, były rektor kościoła akademickiego św. Anny ks. Bogdan Bartołd. Przyznaje, że duszpasterstwo przyciąga raczej studentów przyjezdnych. - A może przydałaby się praca w małych parafialnych grupach formacyjnych? Ale duszpasterzy brak... - zauważa ks. Bartołd. I dodaje, że jest tu jakaś luka, bo młodzi ludzie mają jednak potrzeby duchowe, wewnętrznie poszukują drogi do Boga. - Dowodem na to są akademickie rekolekcje. Gdzie by się nie odbywały, nawet w mniej znanych akademickich ośrodkach, przyciągają dużo młodych ludzi. Duszpasterz musi mieć dla nich czas. Zawsze. Wtedy łatwiej będzie młodemu człowiekowi znaleźć drogę do Boga - podkreśla ks. Bartołd.

Tagi:
studenci

Ewangelizują na warszawskich uczelniach

2019-02-20 11:36

Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 8/2019, str. VI-VII

Uśmiechnięci, nie wstydzący się wiary i zawsze gotowi do działania – tacy są członkowie Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego Soli Deo. Obecnie jest ich 150, ale w organizowanych przez nich wydarzeniach rocznie uczestniczy tysiące studentów

Archiwum ASK SD
Konferencja z o. Adamem Szustakiem z cyklu „Sympatia Miłość Małżeństwo” na Uniwersytecie Warszawskim, maj 2018 r.

Powiedzieć, że na spotkaniu z aktorem Dariuszem Kowalskim jedna z największych sal Audytorium Maximum na Uniwersytecie Warszawskim była zapełniona do ostatniego miejsca, to nic nie powiedzieć. Choć na aulę wpuszczono o 100 osób więcej niż było siedzących miejsc, to i tak wielu studentów zostało przed drzwiami.

Część szczęśliwców, która dostała się do środka, przeżyła na wstępie mały wstrząs. – Kiedy na początku spotkania Dariusz Kowalski wyciągnął Pismo Święte i powiedział, że właśnie w tej Księdze znajdziemy wszystko, co jest potrzebne do dobrego życia, to wśród słuchaczy zapanowała kompletna cisza – opowiada „Niedzieli” Dominika Meller z Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego Soli Deo (AKS SD), które zorganizowało spotkanie. – Wiele osób spodziewało się, że będzie to anegdotyczne wystąpienie serialowego Janusza Tracza z „Plebanii”. Tymczasem usłyszeli na tyle poruszające świadectwo wiary i miłości, że nikt nie wyszedł przed czasem – wspomina Meller. A prezes stowarzyszenia Piotr Ziemecki dodaje, że podobnych konferencji Soli Deo organizuje kilka rocznie.

Rok przełomu

Jeszcze więcej studentów warszawskich uczelni niż na spotkanie z Dariuszem Kowalskim przyszło na konferencje z ks. Piotrem Pawlukiewiczem czy na sympozjum ze znanym m.in. z łam „Niedzieli” ks. Markiem Dziewieckim. A kiedy w 2018 r. do Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego miał przyjechać o. Adam Szustak, to członkowie Soli Deo – wiedząc jak dużo osób chce posłuchać dominikanina – zarezerwowali aż cztery sale. W dwóch z nich wstawili telewizory, aby przeprowadzić internetową transmisję na żywo.

– Z naszych obliczeń wynika, że każdego roku co najmniej 6 tys. studentów bierze udział w organizowanych przez Soli Deo konferencjach, warsztatach, Mszach św. i nabożeństwach – mówi Ziemecki i podkreśla. – Gdyby nie Soli Deo takich spotkań w ogóle by nie było. Od 30 lat jesteśmy bowiem jedyną organizacją katolicką działającą na wyższych uczelniach.

ASK SD powstało w roku przełomu ustrojowego. 28 lutego 1989 r. odbyło się spotkanie studentów na Politechnice Warszawskiej, w trakcie którego podjęto decyzję o złożeniu wniosku o rejestrację katolickiego stowarzyszenia. Formalności prawne w Sądzie Rejonowym udało się dopełnić w lipcu. Zaś pierwsze walne zgromadzenie odbyło się w październiku’89. Tak przedstawia się geneza historyczno-prawna powstania stowarzyszenia, jednak korzeni Soli Deo trzeba szukać wiele lat wcześniej w akademickim kościele św. Anny.

Samemu Bogu

Lata 80. XX wieku to był bardzo ponury czas w naszym kraju. Na wyższych uczelniach nie mogły działać organizacje studenckie autonomiczne od komunistycznych władz. Jedynymi wyspami wolności były katolickie świątynie. U św. Anny w Warszawie duszpasterzem akademickim był ks. Józef Maj. Jedną z jego inicjatyw były konwersatoria zatytułowane „Jak być chrześcijaninem dzisiaj?”. Przychodziło na nie regularnie ok. 40. studentek i studentów. Część z nich – gdy stary reżim zaczął rozluźniać totalitarny gorset – stała się potem działaczami Niezależnego Stowarzyszenia Studentów. Inna grupa uczestników konwersatorium wyszła z pomysłem stworzenia Soli Deo.

– Pamiętam, że w tej sprawie przyszli do mnie Wojtek Matyjasik i Piotrek Gryca. Powiedzieli, że reprezentują grupę kilkudziesięciu osób zdecydowanych powołać studenckie stowarzyszenie o wyraźnym profilu katolickim. A więc takie, które nie będzie zajmowało się działalnością polityczną, tylko skupi się na prezentowaniu zasad wiary i moralności wypływających z nauczania Kościoła – opowiada „Niedzieli” ks. prał. Maj i dodaje. – Młodzi ci byli zafascynowani osobą prymasa Wyszyńskiego, stąd w nazwie organizacji znalazły się słowa z jego herbu „Soli Deo” (Samemu Bogu – przyp. at).

Kapłan pomysł studentów przedstawił kard. Józefowi Glempowi i bp. Alojzemu Orszulikowi. Episkopat zgodził się na powstanie stowarzyszenia, a ks. Józef Maj został jego pierwszym kapelanem, dzisiaj jest kapelanem honorowym.

Koła, sekcje i zespoły

Rola księdza w stowarzyszeniu ograniczała się do bycia jedynie łącznikiem z Kościołem. Natomiast odpowiedzialność za wszelkie inicjatywy podejmowane przez Soli Deo brali na siebie jego członkowie. – Studenci od początku mocno się tego domagali – wspomina ks. Maj i wyjaśnia. – Dzięki temu Soli Deo wyraźnie odróżnia się od akademickich duszpasterstw. Ale moim zdaniem spowodowało to również to, że nie są organizacją ogólnopolską.

Obecnie Soli Deo działa na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu oraz na sześciu największych warszawskich uczelniach: Politechnice Warszawskiej, Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Szkole Głównej Handlowej, Uniwersytecie Warszawskim, Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. – Na każdej z tych uczelni są nasze koła terenowe – mówi Piotr Ziemecki i wyjaśnia, że działalność stowarzyszenia opiera się na sekcjach i zespołach. – To w tych miejscach, bez względu na swoją przynależność do kół, członkowie Soli Deo mogą realizować swoje pomysły oraz rozwijać się duchowo i osobiście – mówi prezes AKS SD.

Do najbardziej znanych wydarzeń organizowanych przez stowarzyszenie na stołecznych uczelniach należą m.in.: Laboratorium Miłości, Droga Wojownika, Boska Ty czy Chrześcijańskie Forum Młodych, którego gośćmi ostatnio byli: Maciej Koper – twórca witryny Przeznaczeni.pl, Maciej Gnyszka – założyciel Towarzystw Biznesowych i biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk.

Poza dużymi konferencjami ze znanymi ludźmi Soli Deo organizuje też szereg innych spotkań. Formacji osobistej służą np. „Reflektory”. Są to cotygodniowe spotkania, które od dwóch lat odbywają się w bazylice Świętego Krzyża. Wcześniej spotykano się w św. Annie i Res Sacra Miser.

W tym roku akademickim gośćmi „Reflektorów” są siostry i bracia zakonni z różnych zgromadzeń. Stowarzyszenie pomaga także w oprawie Mszy św. i nabożeństw. W Adwencie i Wielkim Poście organizuje rekolekcje wyjazdowe, a w wakacje np. wyjazdy na Lednicę. Organizacją tych wydarzeń zajmuje się sekcja formacyjna. Do zadań sekcji organizacyjnej należy zaś przygotowywanie m.in. wyjazdów do innych miast, obozów i balów.

– Choć nasze spotkania są bezalkoholowe, to bawimy się na nich znakomicie – mówi Aleksandra Plucińska, która do Soli Deo wstąpiła w październiku 2015 r., a już pół roku później współorganizowała Chrześcijańskie Forum Młodych. – Jestem typem społecznika. Przychodząc na studia chciałam działać. Lecz chciałam też robić to w gronie ludzi, dla których ważne są wartości chrześcijańskie. Znalazłam ich w Soli Deo. Dzisiaj oni są moją drugą rodziną i wiem, że będą to przyjaźnie na całe życie – mówi. Skąd taka pewność? – Przykładem są nasi poprzednicy – odpowiada Plucińska.

Perłowy jubileusz

Przez 30 lat działalności przez szeregi Soli Deo przewinęło się ok. 5 tys. osób. Wielu z nich jest dzisiaj powszechnie znanych. Dariusz Figura, który w 1989 r. brał udział w pracach komitetu założycielskiego na politechnice, jest radnym Warszawy. Do stowarzyszenia należeli też obecny minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński oraz jeden z najbardziej znanych ekonomistów w kraju Dariusz Winek. Pisarz katolicki i publicysta Zbigniew Kaliszuk był prezesem Soli Deo. W stowarzyszeniu poznał swoją przyszłą żonę Małgorzatę Korzekwę-Kaliszuk, która teraz działa w CitizenGo.

Lista osób znanych, które w przeszłości działały w katolickim stowarzyszeniu, złożyłaby się na ciekawą książkę. Ale dla obecnych członków nie tzw. kariery poprzedników są najważniejsze. – Spotykamy się z nimi i widzimy, że ich przyjaźnie przetrwały, że udało im się zbudować wspaniałe rodziny – mówi Aleksandra Plucińska.

Najbliższą okazją do wspólnego spotkania byłych i obecnych członków Soli Deo będą obchody 30. rocznicy powstania stowarzyszenia (2 marca br.) – Zaczniemy Mszą św. w archikatedrze św. Jana Chrzciciela, a potem odbędzie się bal na Politechnice Warszawskiej – mówi prezes Piotr Ziemecki i na koniec dodaje. – Papież Franciszek zachęcał młodych, aby zeszli z kanapy. Wszystkich studentów, którzy nie chcą dalej spędzać czasu na kanapie tylko działać zapraszam do Soli Deo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawska radna nie zna prawa? Religijne odniesienia w szkole są zgodne z Konstytucją RP

2019-06-25 16:22

Ordo Iuris

Szkolna gazetka na temat Wielkanocy była prawdopodobnie przyczyną zapytania przez warszawską radną Agatę Diduszko-Zyglewską dyrektora jednej ze szkół podstawowych o przestrzeganie „zasady neutralności religijnej publicznej jednostki edukacyjnej”. Tymczasem konstytucyjna zasada bezstronności nie wyklucza religijnych odniesień w szkołach. Dyrektor placówki zwrócił się o pomoc w tej sprawie do Instytutu Ordo Iuris, który przygotował analizę wykazującą bezzasadność postulatów radnej Diduszko-Zyglewskiej.

Kzenon/Fotolia.com
Zdaniem ks. prof. Krzysztofa Pawliny, współczesna młodzież bardziej „koncentruje się na własnym życiu, a mniej zajmuje się przyszłością swojego kraju”

Do dyrektora Szkoły Podstawowej nr 11 w Warszawie wpłynęło zapytanie od radnej Agaty Diduszko-Zyglewskiej, przewodniczącej Komisji Kultury i Promocji Miasta Rady Warszawy, o to, czy szkoła przestrzega „zasady neutralności religijnej publicznej jednostki edukacyjnej”. Prawdopodobnie powodem interpelacji radnej była znajdująca się na szkolnym korytarzu gazetka poświęcona Wielkanocy. Dyrektor zwrócił się do Instytutu Ordo Iuris o pomoc, czego owocem jest przygotowana przez ekspertów analiza.

Zasady wspomnianej przez radną Diduszko-Zyglewską, ani innej, zbliżonej treściowo, nie zawiera żaden przepis polskiego prawa. Co więcej, zasada ta stoi w sprzeczności z obowiązującym w Polsce porządkiem prawnym. Prawo oświatowe jednoznacznie zobowiązuje szkoły do respektowania chrześcijańskiego systemu wartości oraz rozwijania wśród uczniów poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego. Z kolei Konstytucja RP przypomina, że polska kultura jest zakorzeniona w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu. Obowiązkiem szkoły jest zatem uczyć o polskiej kulturze, a nie ją redefiniować. Ponadto, przepisy prawa oświatowego zobowiązują szkołę, aby umożliwiała uczniom podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej i religijnej. Jednym ze sposobów realizacji tego obowiązku jest informowanie o zwyczajach, tradycjach i znaczeniu Świąt Wielkanocnych.

Zwolennicy tzw. świeckiej szkoły bardzo często powołują się na zasadę „neutralności światopoglądowej” państwa, która rzekomo miałaby być zapisana w art. 25 ust. 2 Konstytucji. Tymczasem przepis ten brzmi: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”. W tym kontekście „bezstronność” oznacza jednak coś zupełnie innego niż „neutralność” i nie przypadkiem w trakcie prac legislacyjnych nad projektem konstytucji w Zgromadzeniu Narodowym nastąpiła zamiana tych słów. Bardzo trafnie te różnicę uchwycił Sąd Apelacyjny w Szczecinie, który w jednym z wyroków stwierdził, że bezstronność światopoglądowa oznacza „życzliwe zainteresowanie” i „życzliwe podejście” do religijności. Rozwinięciem tej konstytucyjnej zasady są m.in. przepisy rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej potwierdzające, że w szkole może znajdować się krzyż, jak i może być odmawiana modlitwa.

„Trzeba wyraźnie podkreślić, że Konstytucja RP oraz przepisy prawa oświatowego nie tylko nie zakazują obecności symboli religijnych ani nie rugują religijności z przestrzeni szkolnej, lecz potwierdzają, że szkoła jest miejscem otwartym na ekspresję religijną uczniów oraz zobowiązują do edukacji o polskiej kulturze zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu. Świeckość szkoły była standardem w PRL, ale Trybunał Konstytucyjny orzekł w 1991 r., że jest sprzeczna z zasadą demokratycznego państwa prawnego, która nadal obowiązuje. Dlatego werdykt Trybunału pozostaje aktualny do dziś” – tłumaczy dr Marcin Olszówka, ekspert Instytut Ordo Iuris.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zaproszenie na pielgrzymkę

2019-06-26 23:44

Anna Majowicz

W ostatnią sobotę sierpnia odbędzie się jubileuszowa, 10. Pielgrzymka Osób Niepełnosprawnych, ich Rodzin i Przyjaciół do Henrykowa.

mat. prasowe

Każdego roku do Opactwa Cystersów przybywa ok. 1000 pątników. Pielgrzymka umożliwia integrację osób starszych i niepełnosprawnych, zwłaszcza tych przebywających na co dzień w Warsztatach Terapii Zajęciowej, Domach Pomocy Społecznej, ośrodkach Caritas i szkołach integracyjnych. Podobnie jak w latach ubiegłych w trakcie pikniku po Mszy św. na scenie wystąpią niepełnosprawni artyści oraz zespoły muzyczne i teatralne. Występy przed licznym gronem uczestników są zawsze dla artystów powodem do dumy oraz okazją do wspólnej zabawy, jednocześnie przypominając wszystkim, jak produktywne może być życie mimo choroby. Podobne wydarzenia są organizowane również w innych diecezjach, ale jedynie w Archidiecezji Wrocławskiej chęć udział zgłasza ponad setka wolontariuszy z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, która dzieli się uśmiechem i radością z uczestnikami pielgrzymki. 

Serdecznie zachęcamy do uczestnictwa w jubileuszowej 10. Pielgrzymce Osób Niepełnosprawnych Archidiecezji Wrocławskiej. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem