Reklama

Jaki jesteś, żaku

2012-10-08 11:46

Monika Górska
Niedziela Ogólnopolska 41/2012, str. 32-33

TOMASZ LEWANDOWSKI

W kraju jest ich ok. 2 mln. Studiują dziennie, zaocznie, wieczorowo. Studenci. Szukają mieszkania i pieniędzy na życie. Najbardziej boją się o przyszłą pracę. Mało mają czasu na rozwój duchowy, kulturę, wolontariat

Rozpoczyna się kolejny rok akademicki, a wraz z nim wracają problemy studentów: gdzie mieszkać, jak zapracować na siebie. Pojawia się też pytanie: A co z Panem Bogiem?

Trzeba gdzieś mieszkać

Oczywiście, najlepiej u siebie. Ci z miast akademickich najczęściej, zwłaszcza w pierwszych latach studiów, mieszkają z rodzicami. To naturalne, siła przyzwyczajenia i, oczywiście, brak kosztów codziennego utrzymania.
Ci, którzy studiują poza miejscem zamieszkania, mają trzy wyjścia: akademik, mieszkanie, które kupią rodzice, lub wynajem lokum na wolnym rynku.
- Co roku jest grupa studentów pierwszego roku, którym rodzice kupują mieszkanie w mieście akademickim. Zazwyczaj kalkulują, że to w sumie bardziej się opłaca niż kilkuletni wynajem - mówi prezes portalu Tabela Ofert Maciej Dymkowski. Dodaje, że często rodzice biorą nawet kredyt na pierwsze małe mieszkanie dla swojego młodego studenta - na dobry start.
Ale, oczywiście, nie wszystkich na taki luksus stać. Nadal największą popularnością cieszą się akademiki, których, niestety, nie wystarcza dla wszystkich.
- Mamy ok. 3 tys. miejsc. A ostatnio akademiki przeżywają renesans. Brakuje miejsc - przyznaje rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego Anna Korzekwa. Koszt miesięczny jest atrakcyjny: 300-400 zł. - Na pewno dodatkową wygodą dla studentów jest to, że akademik ma administrację, więc jak np. kran przecieka, to ktoś go naprawi, a w wynajętym mieszkaniu trzeba o to zadbać samemu - dodaje rzecznik.
Podobnie duże jest zainteresowanie akademikami na warszawskiej SGGW. - Nasze akademiki na campusie są bardzo dobrze wyposażone, standard może konkurować z mieszkaniami na wolnym rynku - mówi rzecznik SGGW Krzysztof Szwejk. - Są pokoje jedno- i dwuosobowe, wyposażone. Przykładowo za pokój dwuosobowy trzeba zapłacić 380 zł miesięcznie od osoby.
Rzecznik przyznaje, że nie wszyscy studenci dostają mieszkania w akademikach. - Jest komisja, która je przydziela. Jednym z kryteriów jest np. odległość od campusu - 100 km - mówi rzecznik.
Ok. 5 tys. miejsc w akademikach ma Politechnika Warszawska. - Miejsc w zasadzie w miarę wystarcza. Ale ważne jest też to, że na uczelni istnieje bank danych dotyczących nie tylko miejsc w akademikach, ale także tych na wolnym rynku - mówi rzecznik uczelni Ewa Chybińska. Koszt np. dwuosobowego pokoju w akademiku Riviera przy ul. Waryńskiego w Warszawie to ok. 300 zł od osoby. - No i jak to w akademiku, nie trzeba się martwić o koszt np. wywozu śmieci. I jest internet - zachwala pani rzecznik.
W stolicy jednak miejsc w akademikach dla prawie 318 tys. studentów nie wystarczy. Dla wielu pozostaje więc wynajem. Najważniejsze kryteria, jak przyznają agenci firm pośredniczących w wynajmie nieruchomości, to cena i lokalizacja. Im bliżej centrum miasta albo akademickiego campusu - tym popyt na mieszkania większy. Ale rośnie i cena. Według ankiety internetowej przeprowadzonej wśród studentów w ramach akcji „Wynajmuj bezpiecznie”, koszty wynajmu lokum na czas studiów pochłaniają ponad 50 proc. studenckiego budżetu. Wbrew obiegowym opiniom studenci to stosunkowo solidni płatnicy. Głównie dlatego, że stoją za nimi rodzice.
61 proc. ankietowanych przyznało, że koszty mieszkaniowe pokrywają rodzice lub opiekunowie, którzy zazwyczaj dodatkowo kontrolują te wydatki. 31 proc. pokrywa koszty zakwaterowania, pracując, a tylko 9 proc. - z niewysokich zazwyczaj stypendiów i kredytów studenckich. - Jak wynika z naszych obserwacji, coraz częściej, studenci to zapobiegliwe osoby - mówi Marcin Jańczuk, specjalista z portalu nieruchomościowego Metrohouse, który współorganizował internetowe badania. - 43 proc. z nich deklaruje, że już pod koniec roku akademickiego decyduje się na przedłużenie umowy z dotychczasowym wynajmującym. 13 proc. szuka lokum na nowy rok akdemicki już w czerwcu, a po 16 proc. w lipcu i sierpniu. Choć, oczywiście, są i tacy, którzy decydują się na poszukiwania w ostatniej chwili, tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego. Ceny są wówczas zazwyczaj wyższe, choć trafiają się okazje.
Tylko 15 proc. żaków decyduje się na wynajem samodzielnego mieszkania (najczęściej niewielkiego pokoju z kuchnią). W stolicy to koszt co najmniej 1,5 tys. zł, ale raczej 1,7-2 tys. zł. 27 proc. studentów szuka pokoju w mieszkaniu już wynajmowanym przez starszych kolegów, a 37 proc. organizuje się w kilkuosobowe grupy i szuka lokum wspólnie. Koszt to, w zależności od liczby osób wynajmujących, 500-700 zł od każdej. Coraz częściej studenci szukają mieszkań 3-pokojowych (w stolicy to koszt 2-2,5 tys. zł miesięcznie, w zależności od lokalizacji). Mieszka w nich docelowo nawet 6 osób.
Jak wynika z ankiety, tylko 7 proc. decyduje się na stancję. - Może wynika to z chęci większej samodzielności, której nie gwarantuje mieszkanie przy obcej rodzinie czy samotnej osobie - przypuszcza Marcin Dymkowski z Tabeli Ofert. - Choć dla studentów I roku, zwłaszcza z mniejszych miejcowości, to nadal aktualna i atrakcyja oferta, jeśli nie uda się pozyskać miejsca w akademiku.

Czy student jest dobrym najemcą?

- Aż 80 proc. agentów firm pośredniczących w wynajmie mieszkań odpowiada twierdząco na pytanie, czy w pracy zdarzyła się im sytuacja, że właściciel mieszkania zastrzega, iż nie życzy sobie oferowania lokalu studentom. - Ale ten stereotyp studenta, który będzie balował i zdemoluje mieszkanie, już się zmienia - twierdzi Marcin Jańczuk. - Po pierwsze, często umowę najmu zawiera się z rodzicami studentów, którzy są gwarantami płatności, ale też uczciwości swojego dziecka. A po drugie, czym różni się student od młodego przyjezdnego samotnego pracownika?

Reklama

Trzeba pracować

Studenci studiów humanistycznych zazwyczaj pracują tylko po to, żeby zarobić. Nie wiążą zarobków z przyszłą pracą. - Z moich znajomych ponad ¾ osób tak funkcjonowało - mówi student socjologii na SGGW. - Mieliśmy świadomość, że dopiero np. po licencjacie trzeba będzie starać się gdzieś o płatny staż, a potem o pracę w zawodzie.
Z badań przeprowadzonych na UW wynika, że 80 proc. studentów pracuje zarobkowo. - Ale spektrum jest szerokie, bo studia uniwersyteckie to nie są kierunkowe szkoły zawodowe - wyjaśnia rzecznik UW Anna Korzekwa. I dodaje, że często trudno mówić o pracy związanej z kierunkiem studiów. - Bo przecież np. po historii można wykonywać mnóstwo zawodów. Więc nasi studenci próbują różnych form zarobkowania. Zarówno zupełnie dorywczych, jak i jakoś pośrednio związanych z kierunkiem studiów - stwierdza.
Specjaliści przyznają jednak, że praca zarobkowa jest często przeszkodą w rzetelnym studiowaniu. Młodzi ludzie nie mają czasu na wykłady (nie chodzą na nie, jeśli nie ma listy obecności, a jeśli nawet jest, to jakiś „dobry” kolega ją za nas podpisze). Ćwiczenia też są uznawane za ważne, jeśli są obowiązkowe. Lepiej zarobić parę złotych i utrzymać podjętą pracę. - Przecież trzeba się utrzymać. A jeśli praca jest perspektywiczna, to warto o nią dbać. Na uczelni jakoś człowiek sobie poradzi - mówi jeden z żaków. Pracuje dorywczo w znanej firmie ubezpieczeniowej. Zarabia coraz lepiej. Egzaminy i kolokwia zalicza.
- Dobrze chociaż, że różne stypendia, staże i praktyki cieszą się jeszcze powodzeniem - mówi rzecznik UW.
Choć są tacy, którzy twierdzą, że wyjazd na pół roku na stypendium to właściwie wycieczka. - Nic tam się nie robi - przyznaje jedna ze studentek, która wyjechała do Turcji. Wyjazd jednak wspomina miło. - Naukowo to nędza, ale wartościowe jest doświadczenie życiowe. Może więc warto było - zastanawia się z perspektywy czasu.
Nieco inaczej patrzą na pracę podczas studiów akademicy z uczelni postrzeganych jako techniczne. Na warszawskiej SGGW na 32 kierunki aż 27 to wydziały specjalistyczne. - Nie mamy wprawdzie twardych danych, ale wiemy, że studenci już w trakcie studiów szukają pracy w branży np. spożywczej, związanej z technologią drewna. Z rolnictwem są kłopoty, bo to praca raczej poza Warszawą - mówi rzecznik SGGW Krzysztof Szwejk. Dodaje, że na uczelni działa biuro karier, które pomaga w zdobyciu pracy. Jest specjalna wyszukiwarka, zgłaszają się firmy. Jak twierdzi rzecznik, zapotrzebowanie jest na ok. 1,5 tys. osób.
Wicedyrektor warszawskiego Urzędu Statystycznego Krzysztof Kowalski zauważa, że z badań wynika, iż coraz większe jest zainteresowanie studiami zawodowymi. - Wymusza to rynek pracy i pragmatyzm studentów - przyznaje. Ale dodaje, że coraz więcej studentów po licencjackich czy inżynierskich studiach zawodowych decyduje się na kontynuację na kierunkach magisterskich. Jak wynika ze statystyk, już ponad 25 proc. robi po licencjacie tzw. magisterkę. - Młodzi ludzie zdają sobie sprawę, że bez wykształcenia wyższego magisterskiego wiele stanowisk, np. w szeroko pojętej administracji publicznej, będzie dla nich nieosiągalnych - mówi dyrektor Kowalski.
Może dlatego nawet studenci kierunków technicznych starają się być bardziej elastyczni. Wprawdzie Stowarzyszenie Studentów BEST, działające w 6 polskich miastach, w stolicy przy Politechnice Warszawskiej, skupia się przede wszystkim na organizowaniu Inżynierskich Targów Pracy, praktyk, spotkaniach z pracodawcami, ułatwia znalezienie zatrudnienia w zawodzie. - Jednak z naszych obserwacji wynika, że studenci coraz częściej po studiach technicznych wybierają ścieżkę kariery niezwiązaną z kierunkiem studiów - mówi Dariusz Banaś ze stowarzyszenia. - Coraz większa grupa młodych ludzi docenia, jak ważne w życiu zawodowym są umiejętności tzw. miękkie. Stąd duże zainteresowanie warsztatami, podczas których studenci rozwijają swoje umiejętności leaderskie, uczą się pracy w grupie. Później często sprawdzają się nie tylko jako specjaliści w swoim zawodzie, ale też w pracy, która wymaga analitycznego myślenia, zarządzania ryzykiem. Coraz częściej to właśnie specjaliści kierunków technicznych są rekrutowani przez firmy consultingowe.

A co z Panem Bogiem?

- Jedna koleżanka chodziła na spotkania Duszpasterstwa Akademickiego - przyznaje studentka z Akademii Pedagogiki Specjalnej.
- Jakoś nikt mnie nie zachęcił, choć do kościoła sytematycznie chodzę - mówi student SGGW.
Liczba studentów uczęszczających na spotkania Duszpasterstw Akademickich maleje.
- Nie mają czasu na rozwój duchowy. Studia stają się dodatkiem do pracy. Trzeba się utrzymać, życie pędzi - mówi proboszcz archikatedry warszawskiej, były rektor kościoła akademickiego św. Anny ks. Bogdan Bartołd. Przyznaje, że duszpasterstwo przyciąga raczej studentów przyjezdnych. - A może przydałaby się praca w małych parafialnych grupach formacyjnych? Ale duszpasterzy brak... - zauważa ks. Bartołd. I dodaje, że jest tu jakaś luka, bo młodzi ludzie mają jednak potrzeby duchowe, wewnętrznie poszukują drogi do Boga. - Dowodem na to są akademickie rekolekcje. Gdzie by się nie odbywały, nawet w mniej znanych akademickich ośrodkach, przyciągają dużo młodych ludzi. Duszpasterz musi mieć dla nich czas. Zawsze. Wtedy łatwiej będzie młodemu człowiekowi znaleźć drogę do Boga - podkreśla ks. Bartołd.

Tagi:
studenci

Reklama

Bp Josep Ha: jestem przerażony brutalnością policji w Hongkongu

2019-11-14 17:47

Łukasz Sośniak SJ/vaticannews.va / Hongkong (KAI)

„Wzywam policję do zachowania powściągliwości. Wraz ze wszystkimi mieszkańcami naszego miasta jestem przerażony jej brutalnością wobec studentów” – powiedział bp Joseph Ha. Tak hierarcha skomentował ostatnie ataki sił porządkowych na członków społeczności akademickiej w Hongkongu.

Vatican News
Brutalność policji w Hongkongu

Od czerwca w Hongkongu trwają prodemokratyczne protesty. Według agencji Asia News, po niezwykle brutalnej interwencji policji na Uniwersytecie Chińskim, zamieszki rozprzestrzeniają się po całym mieście. „Brutalność policji nakręca tylko kolejne protesty, przemoc przekroczyła już granice zdrowego rozsądku” – napisał na Facebooku jeden z wykładowców uniwersytetu. Nic nie wskazuje na to, żeby miała ustać. Wczoraj Sąd Najwyższy w Hongkongu odrzucił wniosek uczelni, które prosiły o orzeczenie zakazu wstępu policji na teren miasteczka akademickiego bez zgody władz uniwersyteckich.

Jak do tej pory podczas starć rannych zostało ponad 80 osób, kilka bardzo poważnie. Protestujący rzucali koktajle Mołotowa, a funkcjonariusze odpowiadali gazem łzawiącym, gumowymi kulami i armatkami wodnymi. „Życie to najcenniejszy dar, drodzy studenci, niech wasze bezpieczeństwo będzie dla was priorytetem” – napisał biskup pomocniczy tego miasta Joseph Ha.

Na kryzys w Hongkongu zareagował też arcybiskup stolicy Japonii. Zaapelował on do wszystkich o powściągliwość. „Wiadomości o ostatnich incydentach – napisał na Facebooku abp Tarcisio Isao Kikuchi – są szokujące i jest mi bardzo przykro, że przeciwko młodzieży została użyta tak gwałtowna przemoc. Błagam rząd Hongkongu, aby nie używał nadmiernej siły do tłumienia demonstracji”.

Zdaniem społeczności akademickiej nic nie usprawiedliwia brutalności sił porządkowych. „Nie było żadnych zamieszek, ataków na funkcjonariuszy, żadnych zakłóceń porządku ani masowych zgromadzeń przed przybyciem policji. To właśnie z powodu jej inwazji zebraliśmy się, aby bronić kampusu” – twierdzą studenci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykła historia Wyrwanych Z Niewoli

2019-12-05 09:09

Red.

Było to chyba w 2012 r. jakoś jesienią. Jechaliśmy na koncert do Wielkopolski. Było nas czterech, każdy dresy, niektórzy łyse głowy i tatuaże. Każdy z historią uzależnień, jeden po poprawczaku, inny swego czasu należący do czołówki polskich zawodników MMA, każdy z „popapraną” przeszłością lecz wszyscy dotknięci przemieniającą i wyzwalającą mocą Jezusa - tak swoją niezwykłą historię opisuje grupa ewangelizacyjna "Wyrwani Z Niewoli"

Wyrwani Z Niewoli

Jak piszą dalej:

Środkiem naszego transportu był wtedy pociąg i jak to w tamtym czasie bywało gdziekolwiek nie jechaliśmy, zabieraliśmy ze sobą ponad metrową figurę Matki Bożej. Nie mogło być inaczej tamtego dnia. Z Białegostoku w tamte strony mieliśmy dobre parę godzin, więc była świetna okazja na ewangelizację.

Po zakupie biletów gdy dotarliśmy na peron, zauważyliśmy grupę kilkuset kibiców Jagielloni Białystok, jadących na mecz do Warszawy. Z wyglądu niczym się od nich nie różniliśmy prócz szalika klubowego, którego nie mieliśmy i dużej figury Maryi, której nie mieli oni. W jednym momencie spotkaliśmy się ze spojrzeniem całego peronu „łysoli”, którzy ze zdziwieniem odprowadzali nas wzrokiem.

W końcu nadjechał pociąg i zajęliśmy miejsce w przedziale. Gdy pociąg ruszył czuliśmy potrzebę wyjścia do kibiców i w jakikolwiek sposób podzielenia się naszą Miłością do Boga. Jednak na samą myśl o tym czuliśmy ogromny strach. Postanowiliśmy modlić się w tej intencji, za kibiców. Jednak teraz z perspektywy czasu możemy przyznać, że modlitwą chcieliśmy zyskać czas, żeby droga jak najszybciej się skończyła i w ten sposób uniknąć działania. Modlitwa trwała i trwała, minuty uciekały i żaden z nas nie kwapił się żeby wyjść z naszego bezpiecznego przedziału do „kiboli”.

W pewnym momencie dostrzegliśmy przez okienko w naszym przedziale kibiców uciekających po korytarzu od „kanarów” i policji. Biegali w tę i z powrotem jak się potem okazało z powodu braku biletów i mało kulturalnego zachowania. W jednym momencie pewna grupka uciekających „kiboli” nieoczekiwanie wpadła do naszego przedziału. Zobaczyli nas, zobaczyli figurę. Szybko zaczęli nam zadawać pytania o co chodzi, czy robimy sobie jaja itp.

To było niezwykłe, bo sami zaczęli nas dopytywać o powód jeżdżenia z tą figurą. Zaczęliśmy dzielić się świadectwem i opowiadać o Jezusie, oni słuchali z otwartymi „gębami”. Było widać ich poruszenie. Nie chcieli wychodzić z naszego przedziału, chcieli więcej. Przyszli również kolejni. Na końcu przyszedł główny szef całej grupy kibiców i chciał z nami pogadać, również otworzył się na nasze słowa, otworzył się na ewangelizację.

Było to niezwykłe doświadczenie, które zapadło nam w pamięci do dnia dzisiejszego.

Nie musieliśmy nic robić, nic wymyślać. Po prostu mieliśmy ze sobą Maryję w znaku figury i uciekliśmy w modlitwę czując potrzebę opowiadania innym o Jezusie, przez co Bóg sam ich do nas przyprowadził. Czujemy się Jego Apostołami – Apostołami w dresach, choć czasem nosimy dżinsy.

_____________________________________________

Tekst artykułu jest przedmową grupy Wyrwani z Niewoli do książki Damiana Krawczykowskiego "Apostołowie w dresach. Jezus potrzebuje właśnie ciebie!", wyd. Święty Wojciech. Więcej o książce: ksiegarnia.niedziela.pl

Więcej o grupie Wyrwani Z Niewoli: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hiszpania: eksperci katoliccy przestrzegają przed separatyzmem baskijskim

2019-12-05 20:28

mz (KAI/AyO) / Madryt

Separatyzm baskijski w dalszym ciągu podsyca nienawiść w Hiszpanii – uważają eksperci z uniwersytetów katolickich w tym kraju. Podczas konferencji zorganizowane na uniwersytecie katolickim w Walencji wskazali, że dzieje się tam pomimo faktu, iż 4 maja 2018 r. w trakcie zorganizowanej we francuskiej miejscowości Cambo-les-Bains uroczystości władze baskijskiej organizacji terrorystycznej ETA oficjalnie ją rozwiązały.

wikipedia

Zdaniem uczestników spotkania utrzymującej się nienawiści w Kraju Basków sprzyja regularne wychwalanie przez separatystów działań ETA, która zabiła łącznie 539 osób.

Tylko w tym roku do prokuratury generalnej w Madrycie wpłynęło kilka skarg na tego rodzaju postawy ekstremistów baskijskich, podejmujących z honorami bojowników ETA wychodzących na wolność. Jeden z takich wniosków złożył rząd Pedro Sancheza.

Główne zadanie w swoich 60-letnich działaniach zbrojnych ETA widziała w utworzeniu niezależnego państwa Basków na pograniczu północn0-zachodniej Hiszpanii i południowo-zachodniej Francji. Mimo samorozwiązania się organizacji władze w Madrycie twierdzą, że pociągną do odpowiedzialności wszystkich ukrywających się przed wymiarem ścigania baskijskich terrorystów.

Z szacunków hiszpańskich służb specjalnych wynika, że policja poszukuje nadal co najmniej 50 baskijskich separatystów. Jedynie około dziesięciu z nich mieszka w Hiszpanii. Pozostali ukrywają się głównie w Ameryce Łacińskiej.

Według Pedra Ontoso, historyka ETA, tamtejszych separatystów przez wiele lat popierało wielu duchownych baskijskich, chociaż episkopat hiszpański jednoznacznie potępiał te działania. W wydanej w maju 2019 r. książce “Z Biblią i parabellum” Ontoso wymienił przypadki współpracy baskijskich duchownych z bojownikami ETA. Wskazał, że niektóre zamachy, w tym pierwszy z 2 sierpnia 1968, terroryści zaplanowali w budynkach należących do miejscowych parafii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem