Reklama

Kapłan u źródła bólu

Bogdan Słyś, franciszkanin, kapelan w szpitalu przy Hirszfelda we Wrocławiu. Anna Orońska - lekarz, konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny paliatywnej i ks. Józef Gruszka, salezjanin, przez 27 lat kapelan szpitalny wrocławskich klinik opowiadają o trudnej posłudze kapłana przy chorym

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

O posługiwaniu chorym ojciec Bogdan opowiada jak o zdaniu specjalnym, szczególnym. Nie boi się trudu. I choć w szpitalu pracuje od półtora roku, nie był wcześniej kapelanem, wie, że jak w każdej kapłańskiej posłudze, najpierw jest modlitwa. W szpitalu na Hirszfelda jest 350 łóżek. Oddział onkologiczny ma swoją specyfikę, wielu chorych wie, że to wyrok, dlatego łatwiej jest tam wejść z dobrą nowiną. Ojciec przychodzi do szpitala codziennie oprócz sobót. Codziennie jest okazja do sakramentu pokuty i pojednania, codziennie jest Msza św. i codziennie też roznosi Pana Jezusa w Komunii św. dla chorych w salach. Codziennie też długo prosi za chorych, za szpital i jego pracowników. Modli się z grupą Odnowy w Duchu Świętym, którą opiekuje się w parafii ojców franciszkanów przy ul. Kruczej.
A chorzy reagują różnie. Są tacy, którzy się cieszą, są nawet przygotowani na cierpienie, którego nagle doświadczają. Ich świadectwo jest wsparciem. Zdarzają się przypadki, że kapłan wchodzący do sali jest wyrzutem sumienia dla chorego. Zdarzają się i takie, że gdy wchodzę do sali - mówi o. Bogdan - na moje chrześcijańskie pozdrowienie nikt nie odwraca głowy od telewizora.

Przełomowe rozmowy

Reklama

Zdarzają się wcale nierzadko. Z moich obserwacji wynika, że ok. trzy czwarte pacjentów ma nieuregulowane jakieś sprawy życiowe - żyją w grzechu, w związkach niesakramentalnych. Widzę, że grzech robi swoje. Tam dostrzegam, że ludzie wierzący nie zdają sobie sprawy z tego, że grzech robi swoje: po prostu niszczy. Czym jest rak dla ciała, tym grzech jest dla ducha. Jeżeli ktoś zgadza się na życie w grzechu ciężkim, jednocześnie zgadza się na życie z rakiem ducha. Ponieważ jesteśmy jednością, cierpi cały człowiek - tłumaczy franciszkanin.
Ja przypominam sobie przełomowe rozmowy jako dowód na istnienie Pana Boga - mówi ks. Józef Gruszka. Jedną z nich zapamiętałem z detalami. Do zakrystii szpitalnej po nabożeństwie majowym przyszedł starszy mężczyzna. Chciałem się wyspowiadać - mówi. Dobrze, a możemy jutro? Możemy. Na drugi dzień przyszedł. Szedłem spod Lenino aż po Berlin, po trupach. Nic mnie nie zgięło - mówił - a tu, w czasie nabożeństwa, szedłem obok kaplicy i słowa tej litanii złamały mi kolana. Wyspowiadał się jak dzieciak, po 50 latach.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Szpitalna codzienność

O. Bogdan mówi, że dużą pomocą w pracy są codzienne kazania. Nieraz to słowo jest trudne, budzi emocje, ale tylko prawda powiedziana z miłością może wyzwolić człowieka. Przecież są takie preparaty, które przed użyciem trzeba wstrząsnąć. Czasem trzeba poruszyć, zaboli, i dopiero wtedy można iść dalej.
Dziś plagą w szpitalu jest telewizja. Nieraz jest tak, że nikt nie ogląda, ale telewizor gra. Gdy wchodzę, proszę o wyłączenie telewizora. Potem mówię, kim jestem, z czym przychodzę, modlimy się wspólnie, udzielam Komunii św. i idę dalej. Zdarza się tak, że ledwie wyjdę, telewizor znów gra. Ale zdarza się też tak, że wchodzę z Panem Jezusem i nikt nie zwraca na mnie uwagi. Często tak się dzieje na męskich salach. Mężczyźni trudniej radzą sobie z chorobą - do tej pory to oni trzymali życie w garści, a teraz muszą zmierzyć się ze słabością. Ich bunt jest widoczny. Odpowiadają mi, że jeszcze nie teraz. Jednak przez półtora roku udzieliłem sakramentu chorych kilku setkom osób.

Kapelan od serca

Reklama

Nie trzeba się zrażać - mówi ks. Gruszka. Chory ma trudniej, a kapłan jest w szpitalu po to, aby mu pomóc dojść ze sobą do ładu. I z Panem Bogiem. Kapelan szpitalny powinien być kapłanem i w stroju, i w duszy. Tam patrzy się na księdza inaczej niż w świecie. Ważny jest strój - a więc sutanna, komeżka, stuła. Chorzy chcą w szpitalu widzieć księdza gotowego nieść pomoc. I nie tylko chorym, ale czasem najpierw ich rodzinom. Często jest tak, że to rodziny cierpią bardziej, bo zostają żony, dzieci. Kapłan w szpitalu musi być otwarty na potrzeby innych, musi być cierpliwy i umieć słuchać. Zły jest pogląd biskupów i episkopatu, że kapelanem może być każdy kapłan. To nie jest prawdą - mówi ks. Gruszka. Miejsce księdza jest zawsze u źródła bólu. Trzeba kochać swoją posługę kapłańską, a kapłan to tylko sakramentologia i bycie z ludźmi. Nie trzeba się martwić o budowanie, gromadzenie. Trzeba się oddać całkowicie służbie Bożej - dodaje. Wspomina zdarzenie ze swojego życia, gdy powiedziano mu: Przecież ty nie możesz być kapelanem, bo kapelanem może być każdy. Tobie szykujemy parafię dziekańską w Lubiniu. Powiedział wtedy: na dziekana każdy chce iść, a na kapelana nie każdy. I został. Zajeździł trzy i pół roweru. To pół to ten, który mu ukradli.

Rodzina - ratunkowe koło

Reklama

Gdy chory widzi, że przy nim jest i rodzina i kapłan, że mówimy jednym językiem - wtedy można pożartować, porozmawiać. Z chorych schodzi napięcie, znów mogą mierzyć się z trudnościami - tłumaczy o. Bogdan. Choroba jest czasem tak trudnym doświadczeniem, że dobrze jest działać wspólnie. Ksiądz sam nie da rady - dodaje doktor Anna Orońska. Posługa kapelana w szpitalu jest niezwykle trudną pracą, zwłaszcza, gdy ośrodek jest duży. Obserwuję, że ludziom chorym ksiądz z posługą sakramentalną wciąż kojarzy się z nieuchronną śmiercią. I tu zmiana nazwy tego sakramentu niewiele dała. Ludzie chętnie idą przyjąć sakrament chorych w czasie rekolekcji w parafii, albo na wrocławskiej pielgrzymce. Natomiast z bardzo dużymi oporami proszą do księdza sami chorzy i rodziny chorych do osób, które tego naprawdę potrzebują. To jest zadanie dla osób zdrowych: Mówienie o tym, że przyjście księdza nie oznacza umierania. Wizyta księdza to realna pomoc w powracaniu do zdrowia. Widzę to zwłaszcza u chorych, którymi opiekuję się w domowych hospicjach.
Żeby być dobrym kapelanem, kapłan nie musi mieszkać w szpitalu. Jeśli ośrodek jest duży - potrzeba tam dwóch osób. Ale to już kwestia organizacji - mówi pani doktor. - Ja mieszkałem tu, przy Moście. Zawsze dochodziłem do szpitala albo dojeżdżałem rowerem. Przychodziłem na szóstą, bo siostry zakonne tak chciały Mszę w szpitalu. Rektor Seminarium, ks. Majka, zgodził się na to, aby diakoni pomagali mi w szpitalnej posłudze. Ja szedłem przez sale pierwszy i spowiadałem, rozmawiałem z chorymi, udzielałem sakramentu chorych, a oni szli za mną, rozdawali Komunię św. i uczyli się, jak należy chorych obsługiwać - wspomina ks. Gruszka - dawaliśmy radę.
O. Bogdan też daje radę. Wszędzie nosi ze sobą komórkę. Gdy trzeba, biegnie do szpitala w nocy. Jest na dyżurze. Chciał skorzystać z pomocy grupy wolontariatu - przez kilka miesięcy pracowali wspólnie. Pewnego dnia jednak ktoś z kurii zabronił i dziś wolontariusze nie mogą pomagać w szpitalu. Szkoda, bo ta współpraca przynosiła owoce.

Kapłan narażony

Reklama

Ks. Józef Gruszka przez 27 lat posługiwał w klinikach wrocławskich, dodatkowo pracował w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym przy ul. Piwnej - bo tam kapelani nie chcieli chodzić w obawie przed zakażeniem. Ale zaraził się nie tam, a na pulmunologii, gdzie leżeli ludzie z gruźlicą, a on spowiadał na łóżku, wdychając ich oddechy. Okazało się potem, że to gruźlica kości. Ale mówi, że to były dobre czasy. Nie miał nigdy zastrzeżeń do żadnego z lekarzy. Zresztą - on ich lubił. Gdy szedł przy akademikach Akademii Medycznej, często stały tam grupki studentów. Podchodził do nich, rozmawiał, opowiadał jakiś kawał. Wielkie było moje zdziwienie, gdy wiele lat potem byłem na badaniach w szpitalu przy Kamieńskiego i mówię: Panie dyrektorze, skąd ta życzliwość dla mnie, starego? A on na to, że mnie zna i pamięta, gdy był studentem ostatniego roku, a ja jako kapelan podchodziłem do ich grupek. To był prof. Witkiewicz.
Współpraca księdza z lekarzami i pielęgniarkami powinna być dużo większa. Przecież działamy w tej samej sprawie - mówi ks. Bogdan - to chory jest naszym centrum. Ja radziłem sobie tak - dodaje ks. Józef - że gdy zaczynałem pracę zawsze najpierw szedłem do dyżurki pielęgniarek. Mówiłem: Szczęść Boże, składałem życzenia na Dzień Matki, Babci. Pytałem o nocne dyżury, trudności. Pytałem o to, czy z którymś chorym nie trzeba się zająć szczególnie. I one podpowiadały, pomagały. To ułatwiało sprawę, a ja byłem skuteczniejszy. Jednak to nie jest łatwa współpraca. Lekarze boją się księdza, a ksiądz boi się lekarzy - mówi doktor Orońska. Potrzebna jest współpraca: kapelan powinien ustalić z lekarzami najlepszą porę dla Mszy św., bo jednak szpital ma swój rytm. Ważny jest czas odwiedzin księdza na oddziale. Nie może ta wizyta kolidować z planowymi zabiegami, co nie umniejsza jej ważności.

Ciągła formacja

Doktor Orońska wie, że kapelan musi wciąż się formować, bo praca z chorymi szybko wypala. Ucieszyłam się, że na KUL utworzono podyplomowe studia dla kapelanów - mówi. Pytanie: kto z Wrocławia tam pojedzie? Czy to nie powinno działać w każdej diecezji? Księża posłani do posługi w szpitalach potrzebują przygotowania. Muszą wiedzieć, że na ciężkich oddziałach czeka na nich zbuntowany, samotny chory, nie można zacząć z nim rozmowy od propozycji spowiedzi. Trzeba czasu, zwykłej rozmowy, zainteresowania. Dla ludzi, którym „zarosła dróżka do kościoła”, może być trudno w pierwszym spotkaniu z kapłanem, bo każdy z nas boi się oceny. Kapłan ma pokazać człowiekowi, że jego grzech nie jest przeszkodą w kontakcie z Panem Bogiem, że jest z tego wyjście. Ksiądz musi mieć czas na zaprzyjaźnienie się z pacjentem. Osobowość kapelana ma znaczenie. Jeśli w szpitalu jest psycholog to warto, aby istniała współpraca między kapelanem a psychologiem - to wszystko powinno się przekazywać kandydatom na kapelanów - tłumaczy doktor Orońska.

Ksiądz jest dowodem na to, że Bóg istnieje

Posługa szpitalnego kapelana obfituje w trudne spotkania i on musi się z tym liczyć. Najtrudniej było z ciężko chorymi księżmi - wspomina ks. Gruszka. Kiedyś zawołała mnie pielęgniarka. Nigdy nie widziałam takiej śmierci, niech ksiądz przyjdzie - mówi. Poszedłem, a tam na łóżku wijący się z bólu kapłan. Prawdą jest, że człowiek im więcej wie o życiu eschatologicznym, tym bardziej się boi spotkania z Panem Bogiem. Ksiądz krzyczał, że nie chce umierać. Pogłaskałem go po rękach, odmówiłem głośno pacierze i zapadła cisza.
Był kiedyś w separatce młody pacjent. Wszystko gryzł, łamał żelazne łóżko, wybijał szyby w oknach. Przybiegła pielęgniarka, opowiedziała te zdarzenia. To opętany - mówię i zacząłem się ubierać w strój duchowny. Gdy przyszedłem skoczył na mnie. Odmówiłem egzorcyzmy, użyłem święconej wody, pocałowałem krzyż, on, zupełnie spokojnie, zrobił to również.
Sporo leżało sióstr zakonnych, ale się nie zdarzało, aby matka przełożona zapytała się mnie, kapelana, czy siostry są zaopatrzone na życie wieczne - smuciło mnie to bardzo - zamyśla się ks. Józef.
Często w chorym jest grzech, jest wina - to są sytuacje, które - zwłaszcza w stanach terminalnych - są ogromnym obciążeniem. Psycholog stara się pomóc, ale on nie może dać przebaczenia. Tu jest przestrzeń dla kapelana - tłumaczy pani doktor. A kapelan musi budzić zaufanie. Musi przekazać czytelny sygnał, że chory nie zostanie potępiony, jeśli odsłoni przed nim swoje życie. Chorzy są skarbem Kościoła. Czy możemy pozwolić, aby ten depozyt nie był zabezpieczony? Kapłan dociera do źródła bólu. Powinien wiedzieć, że to zobowiązuje.

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szkaplerz „kołem ratunkowym”

Szkaplerz to najpopularniejsza obok Różańca świętego forma pobożności maryjnej. Historia szkaplerza sięga góry Karmel w Ziemi Świętej, kiedy to duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili tam życie modlitewne. Było to w XII wieku. Z powodu prześladowań ze strony Saracenów bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel przenieśli się do Europy i dali początek zakonowi zwanemu karmelitańskim. W południowej Anglii w Cambridge mieszkał pewien bogobojny człowiek - Szymon Stock, generał zakonu, który dostrzegając grożące zakonowi niebezpieczeństwa, modlił się gorliwie i błagał Maryję, Najświętszą Dziewicę, o pomoc. Pewnej nocy, z 15 na 16 lipca 1251 r., ukazała mu się Najświętsza Panienka w otoczeniu aniołów. Szymon otrzymał od Maryi brązowy szkaplerz i usłyszał słowa: „Przyjmij, Synu najmilszy, szkaplerz Twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla Ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Od tamtej pory karmelici noszą szkaplerz, czyli dwa prostokątne skrawki wełnianego sukna z naszytymi wyobrażeniami Matki Bożej Szkaplerznej i Najświętszego Serca Pana Jezusa, połączone tasiemkami. Słowo „szkaplerz” pochodzi od łacińskiego słowa „scapulae” (plecy, barki) i oznacza szatę, która okrywa plecy i piersi. Papież Pius X w 1910 r. zezwolił na zastąpienie szkaplerza medalikiem szkaplerznym. Do wielkiej Rodziny Karmelitańskiej chcieli przynależeć wielcy tego świata - królowie, książęta, możnowładcy, ale i zwykli, prości ludzie. Dzięki papieżowi Janowi XXII - temu samemu, który wprowadził święto Trójcy Świętej i wyraził zgodę na koronację Władysława Łokietka - szkaplerz stał się powszechny. Papież miał objawienia. Matka Boża przyrzekła szczególne łaski noszącym pobożnie szkaplerz karmelitański. A Ojciec Święty ogłosił te łaski światu chrześcijańskiemu bullą „Sabbatina” z dnia 3 marca 1322 r. Bulla mówiła o tzw. przywileju sobotnim. Szczególne prawo do pomocy ze strony Maryi w życiu, śmierci i po śmierci mają ci, którzy noszą szkaplerz. Jest to niejako suknia Maryi, czyli znak i nieomylne zapewnienie macierzyńskiej opieki Matki Bożej. Kto nosi szkaplerz karmelitański, ten otrzymuje obietnicę, że dusza jego wkrótce po śmierci będzie wyzwolona z czyśćca. Stanie się to w pierwszą sobotę miesiąca po śmierci. Oczywiście, pod warunkiem, że ta osoba nosiła szkaplerz w należytym duchu i żyła prawdziwie po chrześcijańsku, zachowała czystość według stanu i modliła się modlitwą Kościoła. Jan Paweł II pisał do przełożonych generalnych Zakonu Braci NMP z Góry Karmel i Zakonu Braci Bosych NMP z Góry Karmel, że w znaku szkaplerza zawiera się sugestywna synteza maryjnej duchowości, która ożywia pobożność ludzi wierzących, pobudzając ich wrażliwość na pełną miłości obecność Maryi Panny Matki w ich życiu. „Szkaplerz w istocie jest «habitem» - podkreślał Ojciec Święty. - Ten, kto go przyjmuje, zostaje włączony lub stowarzyszony w mniej lub więcej ścisłym stopniu z zakonem Karmelu, poświęconym służbie Matki Najświętszej dla dobra całego Kościoła. Ten, kto przywdziewa szkaplerz, zostaje wprowadzony do ziemi Karmelu, aby «spożywać jej owoce i jej zasoby» (por. Jr 2, 7) oraz doświadczać słodkiej i macierzyńskiej obecności Maryi w codziennym trudzie, by wewnętrznie się przyoblekać w Jezusa Chrystusa i ukazywać Jego życie w samym sobie dla dobra Kościoła i całej ludzkości” (por. Formuła nałożenia szkaplerza). Papież Polak od wczesnych lat młodości nosił ten znak Maryi. I zawsze zaznaczał, jak ważny w jego życiu był czas, gdy uczęszczał do kościoła na Górce (Karmelitów) w Wadowicach. Szkaplerz przyjęty z rąk o. Sylwestra nosił do końca życia. (Szkaplerz św. Jana Pawła II znajduje się w klasztorze Karmelitów w Wadowicach.) W orędziu z okazji jubileuszu 750-lecia szkaplerza karmelitańskiego pisał, że szkaplerz „staje się znakiem przymierza i wzajemnej komunii między Maryją i wiernymi, a w rezultacie konkretnym sposobem zrozumienia słów Jezusa na krzyżu do Jana, któremu powierzył swą Matkę i naszą duchową Matkę”. Matka Boża, kończąc swe objawienia w Lourdes i w Fatimie, ukazała się w szatach karmelitańskich jako Matka Boża Szkaplerzna. Wszystkie osoby noszące szkaplerz karmelitański mają udział w duchowych dobrach zakonu karmelitańskiego. Ten, kto go przyjmuje, zostaje na mocy jego przyjęcia związany mniej lub bardziej ściśle z zakonem karmelitańskim. Rodzinę Karmelu tworzą następujące kręgi osób: zakonnicy i zakonnice, Karmelitańskie Instytuty Życia Konsekrowanego, Świecki Zakon Karmelitów Bosych (dawniej zwany Trzecim Zakonem), Bractwa Szkaplerzne (erygowane), osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością w różnych formach zrzeszania się (wspólnoty lub grupy szkaplerzne) oraz osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością, ale bez żadnej formy zrzeszania się. Do obowiązków należących do Bractwa Szkaplerznego należy: przyjąć szkaplerz karmelitański z rąk kapłana; wpisać się do księgi Bractwa Szkaplerznego; w dzień i w nocy nosić na sobie szkaplerz; odmawiać codziennie modlitwę zaznaczoną w dniu przyjęcia do Bractwa; naśladować cnoty Matki Najświętszej i szerzyć Jej cześć. Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej O najwspanialsza Królowo nieba i ziemi! Orędowniczko Szkaplerza świętego! Matko Boga! Oto ja, Twoje dziecko, wznoszę do Ciebie błagalne ręce i z głębi serca wołam do Ciebie: Królowo Szkaplerza, ratuj mnie, bo w Tobie cała moja nadzieja. Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, do kogóż mam się udać? Wiem, o dobra Matko, że Serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich potrzebach, gdyż Wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach, a użyć jej możesz według upodobania. Od wieków tak czczona, najszlachetniejsza Pocieszycielko utrapionych, powstań i swą potężną mocą rozprosz cierpienie, ulecz, uspokój mą zbolałą duszę, o Matko pełna litości! Ja wdzięcznym sercem wielbić Cię będę aż do śmierci. Na twoją chwałę w Szkaplerzu świętym żyć i umierać pragnę. Amen.
CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: 46. Przemyska Piesza Pielgrzymka

2026-07-15 15:24

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymka

Przemyśl

Julia Czernik

„Z Maryją Uczniowie - Misjonarze” pod tym hasłem na Jasną Górę dotarła 46. Przemyska Piesza Pielgrzymka. W dziesięciu grupach przyszło ponad tysiąc pątników. Wśród nich był abp Adam Szal, metropolita przemyski i bp Leon Mały, biskup pomocniczy arch. lwowskiej. W drodze pielgrzymom towarzyszył szkaplerz św. Jana Pawła II. To już tradycja, że przychodzą na odpust, NMP z Góry Karmel - 16 VII.

Rekolekcje w drodze po raz pierwszy podjęło ponad 200 osób. Każdej grupie patronowali inni święci. Ania z Bieszczad szła w grupie św. Andrzeja Boboli. W sposób szczególny ona i pątnicy przynieśli w sercach intencje Ojczyzny. Jak mówiła pątniczka każdy w życiu niesie swój krzyż i warto zawierzyć go Matce Bożej. - Ona jest najlepszą pocieszycielką i Tą, Która dodaje sił, aby przezwyciężyć wszystkie trudności - podkreśliła.
CZYTAJ DALEJ

20 lat więzienia dla sprawcy wypadku Łukasza Żaka. Sędzia: tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem

2026-07-16 13:39

[ TEMATY ]

społeczeństwo

wyrok

sędzia

20 lat więzienia

sprawca wypadku

Łukasz Żak

PAP

Sędzia Maciej Mitera oraz oskarżony Łukasz Żak

Sędzia Maciej Mitera oraz oskarżony Łukasz Żak

Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem - powiedział w czwartek sędzia Maciej Mitera, uzasadniając wyrok 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie z września 2024 r.

Śródmiejski sąd rejonowy w Warszawie skazał w czwartek na 20 lat więzienia Łukasza Żaka, sprawcę śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej z września 2024 r. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Mitera podkreślił, że do wypadku doprowadziło działanie z premedytacją Żaka.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję