Reklama

Pamięć Kresów w Białej

2012-11-19 12:01

Stanisława Kot
Edycja wrocławska 43/2009

Jest 20 września. Liczna grupa zajmuje miejsca w autokarze, wyjeżdżamy do Białej, gdzie odbędzie się Msza św. i uroczystość inauguracyjna. Większość pasażerów to ludzie, którzy do niedawna mieli w dowodach osobistych wpisane miejsce urodzenia ZSRR, a teraz cieszą się, że ich korzenie to przeróżne tkwiące głęboko w pamięci nazwy miast, miasteczek i wiosek kresowych. W chwilach tęsknoty wracają myślami do pozostawionych domów rodzinnych, kościołów, szkół, do grobów swoich przodków, do utraconego dzieciństwa. Dni Kultury Kresowej to nagroda za trudne lata PRL, kiedy nie należało mówić o Kresach, a najlepiej byłoby zapomnieć o Katyniu, o wywózkach w głąb Rosji, o ludobójstwie. Nadzieja o zwycięstwie prawdy pojawiła się z chwilą zgody władz na zarejestrowanie 22 września 1988 r. Towarzystwa Miłośników Lwowa. Powstawały nowe stowarzyszenia kresowe, budził się entuzjazm, a później nawet radość, że powstanie Muzeum Kresów we Wrocławiu. Muzeum niestety nie powstało, ale dzięki ofiarności wielu wspaniałych ludzi pojawiły się książki, czasopisma, publikacje prasowe, dokumentujące ten trudny czas, który zgotowany był ludności kresowej przez nazistów niemieckich, komunistów sowieckich i nacjonalistów ukraińskich.

Kresowiana po raz siódmy

Od sześciu lat w niedużej miejscowości Biała k. Chojnowa odbywają się „Wrześniowe Kresowiana”, które skupiają coraz liczniejszą grupę rodaków z Dolnego Śląska, którzy pragną razem modlić się, cieszyć się pięknem kultury kresowej i wspólnym przebywaniem. Każdego roku spotkanie jest poświęcone innej tematyce. W tym okazją do świętowania jest 200. rocznica urodzin i 160. rocznica śmierci Juliusza Słowackiego. W ubiegłym roku wspominano 210. rocznicę urodzin Adama Mickiewicza. W 2007 r. obchodzono rocznicę koronacji Obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej i 140. rocznicę urodzin Marszałka Piłsudskiego. Gościem honorowym był wówczas kard. Henryk Gulbinowicz. Każdego roku w spotkaniu uczestniczą rodacy z Kresów. W ubiegłych latach byli goście z Wilna i Kowna, w tym roku Polacy z Krzemieńca, miejsca urodzin Juliusza Słowackiego. Przyjazd ich jest możliwy dzięki pomocy Fundacji „Polska Miedź” oraz wielu instytucji i ludzi dobrej woli. W pierwszych „Kresowianach” przed siedmiu laty wzięło udział 300 osób, w ubiegłym roku już ponad 3000.

Tablice pamięci Kresów

Pierwszy raz jestem w Białej, w starym parku wszystko dopięte „na ostatni guzik”. Nawet pnie drzew udekorowane dorodnymi kolbami kukurydzy, ozdobnymi dyniami, kolorowymi kwiatami. Niezwykle imponująco wygląda wzgórze, którego zbocza są obsadzone obficie kwitnącymi aksamitkami, a na szczycie znajduje się ołtarz, gotowy do złożenia ofiary Mszy św. w intencji Kresowian. Jest jeszcze wolny czas, który poświęcamy na prześledzenie prezentowanych na tzw. antyramach stowarzyszeń. Obszerne informacje w opisach i fotografiach przekazuje Stowarzyszenie Przyjaciół Wilna i Ziemi Wileńskiej. Na tablicy pt. „Ludzie Wilna”, znajdują się fotografie, lata życia, zasługi, twórczość, m. In. takich postaci jak: kard. Henryk Gulbinowicz, marszałek Józef Piłsudski, św. Rafał Kalinowski, św. s. Faustyna Kowalska, św. Andrzej Bobola, Adam Mickiewicz. Jest oczywiście bogato ilustrowana strona poświęcona poecie Juliuszowi Słowackiemu (1809-1849). Jest wymieniona twórczość poety, są zdjęcia z Krzemieńca i okolic, fotografie rodziców i dworku Słowackiego. Na innej planszy pokazano miasto Wilno, piękne kościoły, kolej wileńską, cmentarz na Rossie, kwaterę AK i wiele innych ciekawych fotografii miasta, w którym spoczywają królowie Kazimierz Jagiellończyk i Barbara Radziwiłłówna, miasta obojga narodów. Wystawę przygotowało Bielskie Stowarzyszenie Promocji Kultury. Następna tablica prezentuje przedwojenną mapę Kresów i skalę utraconego terytorium, szczególnie najbogatszej części - zagłębia naftowego w Borysławiu, niezwykle atrakcyjnego kurortu w Truskawcu i Drohobycza. Prezentowane są osoby szczególnie zasłużone dla tego regionu na czele z Ignacym Łukasiewiczem, odkrywcą polskiej nafty. Tablice przygotował prezes Roman Lorenz ze Stowarzyszenia Drohobyczan.

Reklama

Msza św. z homilią

Głos dużego dzwonu oznajmia przygotowanie do Mszy św. U podnóża ołtarza widzimy ładnie prezentujące się panie z chóru, po prawej stronie licznie zgromadzonych wiernych w zwartym szyku z proporczykiem stoją harcerze z drużynowym Arturem Konradem Torbickim z 71. Drużyny Wędrowniczej KEDYW. Po lewej mamy orkiestrę strażacką w strojach galowych. Do ołtarza podchodzą celebransi na czele z abp. Mieczysławem Mokrzyckim, metropolitą lwowskim, bp. Stefan Cichy, ks. Bojko, kapelan kresowiaków i inni księża.
Abp M. Mokrzycki wypowiedział wiele ciepłych słów o zachowaniu wiary ojców w narodzie, który tu na ziemi dolnośląskiej zamieszkał, nie z własnej chęci, pozostawiając swoje domy, dobytek wypracowany przez wiele pokoleń na utraconych terenach, zabierając ze sobą niewielki ręczny bagaż, uratowane cudem życie. Tak zaczęła się podróż w nieznane strony w bydlęcych wagonach, na zachód. Rolę Kościoła w życiu każdego człowieka, tego utraconego tam na Kresach i tego obecnego należy cenić, bo tu spotykamy Chrystusa. Wielu ludzi po latach wstępuje do Kościoła i powraca do Boga, powraca do wiary. Podziękował także za zaproszenie na tę piękną uroczystość, za inicjatywę tego święta.
Ks. K. Bojko zaprosił do dalszego radosnego przyjęcia występów dzieci z miejscowej szkoły, które przygotowały przedstawienie o twórczości Juliusza Słowackiego, a także zaprosił do spożywania potraw kuchni kresowych, przygotowanych przez gospodynie z Białej. Dużym powodzeniem cieszyły się serwowane pierogi, kołduny litewskie, pajda chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym, ciasta, różne napoje. Była też możliwość zakupienia miodu i wyrobów z wosku. Można było kupić różne książki o tematyce kresowej, śpiewniki. Dzieci korzystały z przejażdżki konnej. A na scenie rozpoczynały się występy, prezentowały się zespoły śpiewacze, dzieci i młodzież deklamowała poezję J. Słowackiego, później wystąpił Chór Madrygał z Legnicy. Piosenki kresowe w wykonaniu chórzystów z Chojnowa cieszyły się dużym powodzeniem, po wykonaniu trzech utworów rozpoczęły się prezentacje stowarzyszeń kresowych.

Sprawozdania prezesów

Jako pierwszy wystąpił prezes TML iKPW Wojciech Szydłowski. Poinformował o 20-letniej działalności, o siedzibie i częstotliwości spotkań, o wyjazdach na Kresy, pomocy finansowej przy odbudowie kościołów (w Kowlu, Nadwórnej), a także składek na pokrycie kosztów tablic upamiętniających ludobójstwo. Takie tablice znajdują się w kościele św. Jana w Legnicy i w katedrze. Poinformował także o śmierci seniora Towarzystwa Józefa Wojciechowskiego, zmarłego nagle w dniu 19.09, wymienił w kilku zdaniach niezwykle cenne zasługi tego człowieka w działalności na rzecz nie tylko naszego Towarzystwa, należał do Zrzeszenia Kombatantów Armii Krajowej, był Honorowym Obywatelem Miasta Legnica.
Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej prezentował prezes Tadeusz Kisiel, podkreślił, że przez okres ostatnich 20 lat prezesował Towarzystwu p. Zbigniew Kisielewski, wielce zasłużony działacz kresowy, który nadal jest czynnie zaangażowanym członkiem, pełni dyżury w siedzibie przy ul. Zielonej 13. Pokrótce omówił przekazane na planszach informacje o ludziach Wilna i Ziemi Wileńskiej. Wspomniał o wydarzeniach z 1927 r., kiedy to z Paryża sprowadzono trumnę J. Słowackiego i złożono w krypcie Królewskiej na Wawelu. Podczas uroczystości Józef Piłsudski powiedział m.in.: „królom był równy”. Za działalność na rzecz środowisk kresowych dokonał dekoracji Srebrnym Krzyżem Zasługi ks. Krzysztofa Bojko. Zebrani odśpiewali księdzu Sto lat!
Prezentacji Stowarzyszenia Drohobyczan dokonał prezes Roman Lorenz. W działalności swojej wiele uwagi poświęcają odnowieniu życia kulturalnego w miastach Drohobycz, Borysław i Truskawiec. W Drohobyczu działają dwie polskie parafie i wokół nich gromadzi się tamtejsza Polonia, szerząc oświatę i kulturę. Istnieje tam również Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Zostało zawarte partnerstwo miast Legnica-Drohobycz. Duże zasługi w tym zakresie należą się prof. Dąbrowskiemu z PWSZ w Legnicy.
Prezentowane były także Stowarzyszenia Zbarażan i Ziemi Trembowelskiej. W swojej pracy skupiają się na organizowaniu pomocy finansowej ludności polskiej, organizacją wyjazdów na Kresy.
Na zakończenie uroczystości w Białej ks. K. Bojko jeszcze raz podziękował wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji tego Święta. Ten dzień zostanie w naszej wdzięcznej pamięci. Niech Bóg wynagrodzi wszystkim, którzy podjęli się organizacji uroczystości w Białej. Mam nadzieję, że za rok będzie jeszcze lepiej. Może uroczystości będą poświęcone twórczości Marii Konopnickiej, przy grobie której na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie Polacy śpiewają Rotę, a może Harcerzom, w okrągłą rocznicę powstania.

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka pielgrzymka tarnowska

2019-08-25 21:19

BPJG

37. Piesza Pielgrzymka Tarnowska dotarła niedzielnym popołudniem, 25 sierpnia przed jasnogórski Szczyt. W tym roku pielgrzymowało w niej aż 8 tys. 130 pątników - to najliczniejsza dziś grupa pielgrzymkowa, a całym sezonie druga co do wielkości (po Pielgrzymce Krakowskiej, liczącej 8 tys. 500 osób). Pielgrzymka Tarnowska pochwalić się może także większą niż w ubiegłym roku liczbą pielgrzymów - aż o tysiąc osób.

BPJG

W całej pielgrzymce szło aż 164 księży, 50 kleryków i 44 siostry zakonnych. Razem z pątnikami wędrował w tym roku bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy diec. tarnowskiej. Ks. biskup, razem z ordynariuszem tarnowskim bpem Andrzejem Jeżem, wprowadzili całą pielgrzymkę na Jasną Górę. „Dziękujemy za każdą pielgrzymkę, pielgrzymów przybywa, ponad 8 tys., cieszy, że są to przede wszystkim bardzo młodzi ludzie - mówi bp Andrzej Jeż - W kontekście naszego 5. Synodu Diecezji Tarnowskiej koncentrowaliśmy się na znaczeniu Kościoła w naszym codziennym życiu i myślę, że te rekolekcje bardzo zmieniły spojrzenie na Kościół, zwłaszcza wśród młodych ludzi”.

„Chciałem podziękować im, ponieważ modlili się w intencji Kościoła lokalnego, diecezjalnego, w mojej także intencji. Chciałem prosić ich, żeby ta pielgrzymka przedłużała się w ich codziennym życiu, aby te wszystkie doświadczenia, które tutaj podjęli, Boże doświadczenie miłości, przedłużało się w ich codzienności, gdy wrócą do swoich zajęć, do swoich domów” – mówił bp Andrzej Jeż.

Hasłem rekolekcji w drodze były słowa: „Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa”. „Hasło to także program związany w Synodem, który przeżywamy w naszej diecezji, i w ten sposób łącząc się w modlitwie, w rekolekcjach w drodze, chcieliśmy rozważać także nasze miejsce w parafii. Ale też na pielgrzymce staliśmy się taką wielką parafią wspólnoty pielgrzymów w liczbie 8 tys. 130” - mówi ks. Roman Majoch, kierownik trasy PP Tarnowskiej i rzecznik prasowy.

„Tegoroczne pielgrzymowanie upływało nam pod hasłem ‘Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa’. Zastanawialiśmy się nad rolą każdego z nas we wspólnocie, jaką stanowi parafia. Każdy z nas starał się odpowiedzieć na pytanie, jakie jest jego zadanie w parafii, jak mógłby się bardziej zaangażować, ale przede wszystkim prosić o światło Ducha Świętego w tym natchnieniu, odszukiwaniu głębi wspólnoty z Chrystusem poprzez niedzielną Eucharystię - opowiada ks. Kamil Kopyt, wikariusz parafii św. Mateusza, Ewangelisty i Apostoła w Mielcu, przewodnik grupy 16. - Motywy pielgrzymowania są przeróżne, jedni proszą o zdrowie, inni o zdane egzaminy, jeszcze inni, aby Maryja rozwiązała ich problemy rodzinne, jeszcze inni proszą o uleczenie z chorób czy uzależnień, jeszcze inni proszą o wskazanie drogi życiowej, powołania życiowego, każdy z pielgrzymów idzie z inną intencją”.

Pielgrzymi pokonali ok. 236 km w dziewięć dni. Nad przebiegiem pielgrzymowania czuwał ks. Zbigniew Szostak, dyrektor Pielgrzymki Tarnowskiej. Najmłodsze dzieci na pielgrzymce miały 4 i 5 miesięcy, a najstarszy pątnik - 86 lat.

Podczas Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej na Jasną Górę cztery pary wypowiedziały sakramentalne „tak”. Ich gośćmi i świadkami były tysiące pielgrzymów. Dwa śluby odbyły się w Zabawie, gdzie znajduje się sanktuarium bł. Karoliny. Związek małżeński zawarli tam Krzysztof i Anna z grupy nr 14 oraz Kinga i Łukasz z grupy nr 19. Dwa śluby miały też miejsce w sanktuarium w Okulicach. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli tam Paweł i Małgorzata z grupy nr 7 oraz Adrian i Katarzyna z grupy nr 12. „Drugi dzień naszej pielgrzymki to taki szczególny znak, kiedy spoglądamy na rodzinę, i modlimy się za rodzinę, i w naszej wspólnocie jest takie wydarzenie, jak śluby na pielgrzymce. To są ci pielgrzymi, którzy poznali się na pielgrzymce, i chcieli wobec wszystkich pielgrzymów powiedzieć o swojej miłości” - opowiada ks. Roman Majoch.

Jedną z par, która wzięła sakrament małżeństwa drugiego dnia pielgrzymki, byli Katarzyna i Adrian z grupy 12: „Poznaliśmy się cztery lata temu na pielgrzymce, więc postanowiliśmy, że chcemy wrócić na trasę jako małżeństwo. Ślub na pielgrzymce przebiega bardzo tradycyjnie. Pogoda nam dopisywała, a z mężem u boku pielgrzymowało się zdecydowanie lepiej” – mówi Katarzyna.

„Pielgrzymowanie wciąga, droga do Matki Bożej, która nas później prowadzi przez cały rok, atmosfera, która jest na pielgrzymce jest niepowtarzalna i do tego chce się wrócić” – podkreśla Katarzyna. „Naszą główną intencją jest opieka nad naszym nowo zawartym małżeństwem” – dodaje Adrian.

W 37. Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej szło ok. 700 dzieci. „Jest to takim znakiem naszego pielgrzymowania, że w czasie każdej pielgrzymki mamy dość dużą ilość dzieci, które wędrują ze swoimi rodzicami. Więc to nie tylko dzieci, ale całe rodziny, które wędrują na Jasną Górę. I to jest też taki szczególny znak na dzisiejsze czasy – że te rekolekcje w drodze nie przeżywają tylko osoby dorosłe, czy młodzież, ale całe rodziny” - podkreśla ks. kierownik trasy.

Na szlaku Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej obecni byli także misjonarze diecezjalni i zakonni pracujący w Afryce, Ameryce Południowej i Rosji. Pielgrzymi także w tym roku materialnie wspierali misje. Pielgrzymów odwiedzał na trasie bp Mirosław Gucwa z Republiki Środkowoafrykańskiej, który modlił się szczególnie o pokój na świecie.

Jedną z intencji pielgrzymki była intencja wynagradzająca za zniewagi wobec Obrazu Matki Bożej jasnogórskiej, z tej okazji pielgrzymi nieśli cała drogę obraz Matki Bożej Jasnogórskiej: „Z tego, co się dzieje w Polsce, wiadomo jak pokazywany jest Obraz (Matki Bożej jasnogórskiej przyp. red.), więc my od samego Tarnowa niesiemy Ikonę Matki Bożej cały czas. Były modlitwy wynagradzające i przepraszające za to, co się dzieje” - opowiada Elżbieta Czernik, która pielgrzymuje 31. raz na Jasną Górę.

„Po raz pierwszy kiedy poszłam na pielgrzymkę i miałam okazję leżeć krzyżem przed Jasną Górą, to mnie urzekło, i od tej pory co roku wracam. Wydaje mi się, że to jest jakaś siła, która powraca co roku - opowiada Maria Barnaś, po raz 5. na pielgrzymce – Modlitwa jest czymś takim na pielgrzymim szlaku, dzięki czemu możemy się oderwać od rzeczywistości. Według mnie pielgrzymka jest czymś, co nas zamyka od tego świata zewnętrznego, czymś, co nam pozwala znaleźć swój środek”.

„Dużą motywacją dla mnie są pielgrzymi, którzy nie tylko w czasie pielgrzymki, ale przez cały rok się przygotowują, organizują, pytają kiedy, jak, spotkania, są motorem napędowym całej pielgrzymki – podkreśla ks. Kamil Kopyt – Zawsze, kiedy wchodzimy do Częstochowy i widzimy wieżę klasztorną, to nasza grupa oddaje pierwszy pokłon Maryi poprzez uklęknięcie, a tutaj to już tylko łzy, wzruszenie, radość, najbliżsi, którzy nas witają”.

Piesza Pielgrzymka Tarnowska składa się z dwóch części, które podążają co Częstochowy dwoma różnymi trasami. Trasy te niejednokrotnie się przecinają i pokrywają, mimo to w dość znaczący różnią się od siebie. W skład części „A” wchodzą grupy od 1 do 13. W skład części „B” wchodzą grupy od 14 do 25.

Jak co roku na trasie pielgrzymki towarzyszyło pątnikom diecezjalne Radio RDN Małopolska i Radio RDN Nowy Sącz.

Pielgrzymi z Tarnowa spotkali się na wspólnej Mszy św. o godz. 17.00 na jasnogórskim Szczycie. Eucharystii przewodniczył bp Andrzej Jeż, ordynariusz tarnowski, a koncelebrował bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy, który wędrował pieszo, a w czasie pielgrzymki głosił nauki rekolekcyjne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem