Reklama

Nie ma prawdziwego życia bez miłości

2012-12-07 11:50

Rozmowa Małgorzaty Godzisz
Edycja zamojsko-lubaczowska 50/2012, str. 4-5

exodusmlodych.pl
Bp Marian Rojek podczas Exodusu Młodych

Samemu miłować. Przede wszystkim odkrywać miłość Boga, mieć świadomość, że jest się kochanym przez Niego. Potem także tę miłość otrzymaną od Pana Boga przekładać na miłość do drugiego człowieka - mówi Ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej bp Marian Rojek.

MAŁGORZATA GODZISZ: - Nie ma prawdziwego życia bez miłości. To słowa Księdza Biskupa skierowane do młodych w Zwierzyńcu. Jakie jest to życie, gdy nie ma miłości?

BP MARIAN ROJEK: - Myślę, że nie mnie o to pytać. Można zapytać tych, którzy rzeczywiście na co dzień doświadczają tych kłopotów i trudności. Kapłani często mają możliwość dotknięcia dramatu takiego życia u osób na różny sposób doświadczonych brakiem miłości rodzinnej, ojcowskiej, matczynej, przyjacielskiej czy społecznej, poprzez różnego rodzaju rozmowy, spotkania, potem duszpasterskie posługi sakramentalne, kierownictwo duchowe. Od tej strony wiedzą i rozumieją tę bolesną tajemnicę, ale chyba najbardziej kompetentnymi osobami w tym temacie byłyby te, które rzeczywiście pozbawione są miłości od dziecka. Wystarczy zajrzeć do domów dziecka, do domów poprawczych, do więzień, odwiedzić ludzi samotnych, opuszczonych, chorych, cierpiących. Na różny sposób doświadczonych - czy to bezpośrednią krzywdą drugiego człowieka, czy czasem losem, katastrofą, wypadkiem, brakiem pracy. Te osoby mogłyby powiedzieć, jak wygląda życie, w którym nie ma miłości.

- „Wielu młodych ludzi nie zna Bożej miłości lub próbuje wypełnić swe serce nic nieznaczącymi namiastkami” (Benedykt XVI, ŚDM Madryt 2011). Jak pokazać młodemu człowiekowi, że warto wybrać miłość?

- Pokazywanie polega przede wszystkim na świadectwie. Autentycznie żyć miłością i wtedy nie trzeba się martwić o jakiekolwiek sposoby ukazywania miłości. Samemu miłować. Przede wszystkim odkrywać miłość Boga, mieć świadomość, że jest się kochanym przez Niego. Potem także tę miłość otrzymaną od Pana Boga przekładać na miłość do drugiego człowieka. Nie trzeba poza tym żadnych wyszukanych sposobów. To jest naturalna droga do tego, żeby innych pociągnąć do miłości.

- Sięgnijmy do historii. 11 sierpnia br. Ksiądz Biskup otrzymał klucze do katedry zamojskiej, ale też klucze do serca każdego wiernego diecezji, w tym młodego człowieka. Jakiego klucza Jego Ekscelencja użyje, by otworzyć mocno zamknięte serce?

- Mówiłem o tym, że są takie sytuacje, gdzie trzeba się mocno natrudzić, żeby zamknięte drzwi otworzyć, kiedy tych kluczy jest wiele, kiedy ten zamek jakoś się nie poddaje. Myślę, że gdy chodzi o młodego człowieka, to trzeba dopiero szukać takiego klucza. Chociaż wiemy, że takim zasadniczym kluczem jest Jezus Chrystus i Jego miłość, ale potem jakby bezpośrednie przełożenie, dostosowanie tego klucza do tego skomplikowanego zamka życiowego młodego człowieka nie jest prostą sprawą. To nie jest tak, że się przychodzi, wkłada klucz i otwiera się drzwi. Trzeba się niekiedy namęczyć, zastanowić, jak to zrobić, żeby współpraca tego młodego człowieka przyniosła spodziewane owoce. Każde porównanie kuleje, także i to, bo gdy chodzi o klucz - to jest to rzecz materialna; nie ma swojej własnej woli. Natomiast człowiek to jest istota wolna, żywa, kochająca, mogąca także powiedzieć - nie! względem tej propozycji, jaką daje Pan Bóg. To nie jest tylko czysta sprawa mechanicznego, zewnętrznego otwarcia kluczem, ale to jest także pewna propozycja, która zawarta jest w tym symbolu, a która musi jakby otworzyć wnętrze tego człowieka, by on chciał przyjąć do siebie tego, kto do niego przychodzi z tym symbolicznym kluczem.

- Taką pierwszą próbą otwarcia, tym pierwszym kluczem była obecność Księdza Biskupa podczas III Exodusu Młodych w Zwierzyńcu. Będą kolejne próby otwierania serc. Może już są pomysły?

- Dla mnie to jest fantastyczna rzecz, że organizatorzy od razu poprowadzili mnie do szczególnego miejsca. Nie na scenę, nie do kuchni, nie do miejsca odpoczynku czy zabaw, ale do Namiotu Spotkania, gdzie wystawiony jest Najświętszy Sakrament, do adoracji. Zauważyłem tam obraz młodej dziewczyny (bł. Karoliny Kózkówny), która była gotowa poświęcić swoje życie, by ochronić i obronić cnotę czystości. Ona jest tym wzorem gotowości, że człowiek ze względu na miłość, dla miłości do Boga i miłości do drugiego człowieka, tej prawdziwej, jest gotowy nawet oddać samego siebie. I tam widziałem osoby, które się modlą, rozważają tekst Pisma Świętego. One - tak jak ślusarz - wypracowują ten klucz do każdego szczególiku, żeby pasował do ich serca, żeby to Boże Słowo trafiło do nich, a przez nich do każdego człowieka. Pytałem organizatorów. Mówią: nie ma nigdy takiej sytuacji, żeby ten namiot był pusty. Zawsze ktoś tam jest - dyspozycyjny kapłan, ktoś, z kim można porozmawiać, gdzie można dokonać pewnej refleksji nad swoim własnym życiem, usłyszeć pomocne słowo, które jest podpowiadane przez Ducha Świętego. Bardzo mnie cieszy, że tam jakby dopracowuje się te szczególne klucze do zamków, które są najważniejsze.

- „Wybieram miłość”. Ta decyzja została podjęta też przez Księdza Biskupa. Jak zmienia życie?

- Przede wszystkim, gdy chodzi o tajemnicę miłości, to najpierw odkrycie tej miłości, jaką Pan Bóg ma do człowieka. Jeżeli jej nie odkryjemy, nie damy sobie rady w życiu, bo przychodzą różne trudności, kłopoty, zniechęcenia, konflikty, sytuacje, których nie potrafimy sami udźwignąć. Dopiero ta głębia zaufania, że Pan Bóg jest wierny słowu, które powiedział, że jest wierny miłości. Jak powiedział, że kocha, to znaczy, że tej miłości nigdy nie odbierze, nie cofnie, nie zatrzyma. Zawsze ta miłość jest do człowieka skierowana. To jest charakterystyczne i ważne w pokonywaniu różnych trudności, w wyborze miłości. To Bóg najpierw wybrał miłość i w oparciu o ten wybór miłości stworzył człowieka. Każdemu dał jego zadanie życiowe, dał mu jego misję, dał mu odpowiednie środki, by to życie przeżył.

- Ojciec spotyka się ze swoimi dziećmi w Zwierzyńcu, z dziećmi z całej diecezji. Ojcze, jak wygrać miłość Bożą?

- Jak św. Paweł mówi, tego nie dokonuje się raz i ma się na zawsze. Miłości trzeba ciągle pragnąć, szukać jej, doświadczać, wzrastać w każdym momencie. Gdy chodzi o młodego człowieka - on jest po to, żeby zobaczył, że stoi przed nim życie, jakieś zadanie. Ta miłość, która została mu ofiarowana, wzywa go do odpowiedzi, do tego, by ją podjął i realizował przez całe życie. Dzisiaj młody człowiek jest kuszony okazyjnością, przelotnością, rozumieniem miłości jako uczucia. Dzisiaj cię kocham, bo mi się podobasz, ale jutro mi się nie będziesz podobać - już nie pamiętam o swojej miłości. Tego się młody człowiek boi, bo on jest gotowy kochać i pozwolić się kochać, ale pod tym warunkiem, że ta miłość na każdą chwilę będzie wierna oraz wytrwała. Tego szukamy i pragniemy, ale owej kruchości miłości się obawiamy. To są sprawy, z którymi przychodzą także młodzi ludzie, gdy chodzi o temat miłości proponowany na Exodusie Młodych.

- Dziękuję za rozmowę i Bożą miłość skierowaną do każdego z nas.

- Dziękuję i życzę każdemu z tych, którzy przeżywają to spotkanie, te dni, tę radość, na sposób dostosowany do młodego człowieka, by odkrywali, starali się zrozumieć, czym jest ta miłość, gdzie jest jej prawdziwe źródło i że oni są powołani do tego, by być świadkami tej miłości w dzisiejszym świecie. Szczęść Boże. Wszelkiego dobra i Bożego błogosławieństwa.

Tagi:
młodzi miłość

Reklama

Młodzi wiosną Kościoła

2019-10-16 12:31

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 42/2019, str. III

Karolina Krasowska

Wy jesteście moją nadzieją – pod takim hasłem w dniach od 11 do 13 października w parafii św. Mikołaja w Skwierzynie i parafii św. Wojciecha Biskupa i Męczennika w Trzcielu odbywał się Ogólnopolski Zjazd Młodzieży Wincentyńskiej. Uczestniczyło w nim ok. 150 osób z różnych części Polski. – Jako parafie wincentyńskie chcemy przede wszystkim integrować się, inspirować i budować nie tylko świadectwem św. Wincentego a Paulo, ale również wielkiego Polaka, patrioty św. Jana Pawła II. Myślą przewodnią naszego spotkania są słowa „Wy jesteście moją nadzieją”, bo to młodzi są wiosną Kościoła, mają nieść całemu światu z wielką radością orędzie Dobrej Nowiny – mówił ks. Daniel Frąc CM, współorganizator spotkania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czym jest doświadczenie „nocy ciemnej” w życiu duchowym?

2019-10-16 15:25

mp, ps / Kraków (KAI)

- Dogłębne wewnętrzne nawrócenie to proces a zarazem jedno z ważniejszych zadań „nocy ciemnej”. Wymaga on gotowości do poświęcenia, zaparcia się samego siebie, ofiary – mówi KAI Piotr Słabek, współorganizator sesji „Kiedy nastaje mrok. Doświadczenie nocy ciemnej w życiu codziennym”, organizowanej w świetle duchowości św. Jana od Krzyża, która odbędzie się od 22 do 24 listopada br. w Lubogoszczy. Słabek wyjaśnia przy okazji jaka jest różnica pomiędzy duchową „ciemną nocą” – która jest okazją do wzrostu, a depresją, wymagającą specjalistycznego leczenia.

©Alex Motrenko/fotolia.com

A oto tekst rozmowy:

- Kogo dotyczy „noc ciemna” w życiu duchowym?

Piotr Słabek: Zaproszenie dotyczy wszystkich, którzy zakochali się w Bogu i chcą się z nim jak najściślej zjednoczyć. „Noc ciemna” pomoże im w oderwaniu się od rzeczy tego świata, które rozpraszają i oddalają od Stwórcy.

Bo przecież noc ułatwia zwrócenie wzroku jedynie w kierunku Boga. Paradoksalnie to bliskość i intensywność światłości sprawia, że nic nie widzimy i postrzegamy nieskończoną jasność jako nieprzeniknioną ciemność.

Natomiast każde szczere pragnienie bliskości Boga, wcześniej czy później nieodłącznie wiąże się z oczyszczeniem, odsunięciem od siebie wewnętrznych i zewnętrznych rzeczy, spraw, które rozpraszają i oddalają od Boga.

Oczyszczanie jest głównie skierowane przeciw korzeniom namiętności, pożądań. Według Ewagriusza z Pontu są nim egoizm i miłość własna. Doświadczenie „nocy” pomaga pokonywać egoizm, lenistwo, niecierpliwość, zazdrość, osądzanie bliźnich, obmowę, szukanie siebie we wszelkich praktykach pobożnych. W procesie tym dokonuje się oczyszczenie z uzależnień, wyzwolenie się z ciasnych schematów myślowych oraz różnorakich przywiązań, przyzwyczajeń, uprzedzeń.

- Czy w życiu codziennym można przeżywać „noc ciemną”?

- W jakimś stopniu ”noc ciemna” wpisuje się w życie każdego chrześcijanina, a szczególnie w życie codzienne. Dlaczego tak jest? Przede wszystkim z tego powodu, że podczas nocy sam Bóg oczyszcza nas i przemienia na głębokim poziomie naszego serca. To poziom, do którego sami nie jesteśmy w stanie dotrzeć.

To zasadnicza różnica między tzw. oczyszczeniem czynnym, (tym którego dokonujemy naszymi siłami) a biernym (którego dokonuje Bóg). Oczyszczenie bierne dotyczy głębi serca, podświadomości.

W najskrytszych zakamarkach naszego serca - jak wyjaśniał św. Jan od Krzyża - jest „tron”. A na nim wygodnie siedzi nasze „ja” i nie zamierza nikomu ustąpić miejsca. Jeśli zaprosimy tam Boga, to doświadczenie Jego miłości zintegruje nas wewnętrznie i stopniowo pozwoli zdetronizować nasze „ja”. Jeśli Bóg jest na swoim miejscu tzn. na tronie naszego serca i życia, to wszystko inne jest również na swoim miejscu.

Trzeba więc pozwolić „dać się przemieniać” przez Boga na Jego obraz. I to jest trudne bo nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Człowiek podświadomie nie chce oddać inicjatywy Bogu. Nie chce, by Bóg działał w jego wnętrzu i przemieniał go. Nasze "ja" chce wyznaczyć kierunek naszemu życiu, chce zawsze mieć inicjatywę.

Dogłębne wewnętrzne nawrócenie to proces a zarazem jedno z ważniejszych zadań „nocy ciemnej”. Wymaga on gotowości do poświęcenia, zaparcia się samego siebie, ofiary.

- W jaki sposób możemy kroczyć poprzez „noc ciemną”? Kto jest naszym przewodnikiem na tej drodze?

- Przewodnikami jest pragnienie, tęsknota za Bogiem i przede wszystkich wiara, ciągle oczyszczana w „nocy ciemnej”.

Droga pozornej ciemności, pustki i nicości jest w istocie drogą poznania Boga. Jest to droga przebóstwienia dokonującego się w życiu codziennym - tu i teraz.

Paradoksalnie noc ciemna jest jakąś formą kontemplacji Boga, można by powiedzieć „kontemplacji ciemnej”. Rozwinięta szczególnie w tradycji wschodniej teologia negatywna tzw. teologia apofatyczna, ciągle wskazuje na to, że Bóg jest nieskończoną tajemnicą, jest nieskończenie inny od nas i od tego co nas otacza. O wiele więcej o Nim nie wiemy niż wiemy. Na drogę modlitwy kontemplacyjnej wkraczamy przez zachwyt i zauroczenie się Bogiem.

- Jak rozeznać czym jest „noc ciemna” a czym nie jest?

- Doświadczeniu „nocy” towarzyszy oschłość, bezradność, brak pewności, pokusy, załamania. By przetrwać ten rodzaj biernego oczyszczenia, konieczna jest stałość, ufność, zawierzenie Bogu, cierpliwość, wytrwałość, pokorna nadzieja.

Każdy człowiek przeżywa swój rodzaj nocy. Jest ona wcześniej czy później doświadczeniem każdego, kto pragnie pójść za Bogiem i prowadzić głębokie życie duchowe. Kto szuka bliskich relacji z Bogiem i tęskni za Nim, ten jej doświadczy.

Człowieka wtedy otacza niezmierzona światłość, którą odbiera się jako nieprzenikniętą ciemność. Jest to czas, gdy trudno odczuć obecność Boga, która naznaczona jest przede wszystkim milczeniem. Mamy wówczas doświadczenie nieobecności Boga.

- Czy istnieją różnice miedzy doświadczaniem „nocy ciemnej” a doświadczeniem depresji?

- Zarówno w depresji jak i w „ciemnej nocy” ludzie doświadczają własnej bezsilności, bezbronności, samotności, opuszczenia i wyobcowania. Czują się bezwartościowi, wewnętrznie odwróceni, winni i grzeszni. Przeżycie to jest przesycone lękiem, beznadziejnością i bezsensownością. Na tym jednak kończą się podobieństwa.

Lekką depresję można często pomylić z „acedią” (duchową depresją), nie z „nocą ciemną”. Istnieje zasadnicza różnica między depresją zwłaszcza głęboką, a „nocą ciemną”.

„Noc ciemna” jest poprzedzona duchowym doświadczeniem. Jest to przede wszystkim religijne doświadczenie ludzi pragnących Boga, którzy idą w Jego kierunku. Ból i cierpienie jest spowodowane brakiem odczuwalnego doświadczenia Bożej obecności. Tam gdzie jest autentyczna „noc ciemna”, tam jest prawdziwe doświadczenia duchowe. W sytuacji tej, mimo bólu, cierpienia, człowiek stawia czoła swojemu codziennemu życiu, nie zaniedbuje swoich obowiązków. Głęboka depresja, często ze względu na swój przebieg jest w stanie tak osłabić cały organizm człowieka, że jakakolwiek aktywność zawodowa czy rodzinna jest w zasadzie wykluczona.

Doświadczenie „nocy ciemnej” może osłabiać naszą aktywność zawodową, ale jej zupełnie nie wyklucza, jest to bowiem doświadczenie duchowe a nie choroba łącząca objawy psychiczne z fizjologicznymi.

Przykładem tego zjawiska było długotrwałe przeżywanie „nocy ciemnej” św. Matki Teresy, przy jednoczesnym, mocnym zaangażowaniu w pomoc potrzebującym i niezwykłą aktywność dotyczącą akcji charytatywnych jak i kierowania zgromadzeniem zakonnym.

Duchowe doświadczenie ma psychologiczne podstawy. Depresja wpływa na ludzką psychikę, podobnie jak szereg innych chorób np. cukrzyca, niedoczynność tarczycy itp. Nie ma jednak powodu by przeakcentować jej wymiar duchowy. Na depresję mogą cierpieć osoby religijne, podobnie jak chorują na inne różne choroby w tym i choroby psychiczne.

Depresję trzeba leczyć farmakologicznie i psychoterapeutycznie, bo prowadzi do zrujnowania psychiki i ciała, wyniszcza cały organizm, uniemożliwia radzenie sobie z codziennością.

Natomiast „Noc ciemna” poddaje w wątpliwość obraz własnej osoby, obraz Boga. Oczyszcza duchowo z różnych iluzji religijnych, jednak nie eliminuje z życia codziennego i nie prowadzi do długiej hospitalizacji.

Jednym z elementów, pozwalających odróżnić czy ktoś cierpi na depresję, czy przeżywa noc ciemną jest wewnętrzna wolność. Ciężkiej depresji towarzyszy apatia i wyczerpanie organizmu, pacjent opada z sił, czuje się wewnętrznie przymuszony czy zniewolony swym psychicznym stanem do smutku i beznadziei. Najbardziej niebezpieczny moment jest przy leczeniu farmakologicznym wtedy, gdy pacjent nabiera więcej sił fizycznych – pozostawiony bez opieki może zrealizować często występujące w tej chorobie myśli samobójcze.

W „nocy ciemnej” cierpienie wiąże się z wewnętrzną pustką i brakiem doświadczenia Boga. Jest to noc próby wiary czy nawet jej okresowej utraty. Nie czuje się, że Bóg w ogóle istnieje. Z braku doświadczania Boga wynika doświadczenie małości, grzeszności i słabości. Ma ono jednak inny wymiar niż postawy depresyjne, gdzie człowiek całkowicie widzi wszystko w czarnych kolorach, jest odcięty od siebie i od obecności drugiego człowieka, pełen rozpaczy.

Nawet pośrodku ciemnej nocy, można się czuć mimo wszystko wolnym. Pragnienie i tęsknota Boga są jednocześnie powodem olbrzymiego cierpienia jak i większej miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Dec: świętość jest dla wszystkich

2019-10-17 08:50

ako / Targoszyn (KAI)

- Świętość jest dla wszystkich. Nie tylko dla osób duchownych, także dla świeckich, małżonków - mówił bp Ignacy Dec, przypominając życiorys św. Jadwigi Śląskiej. Ordynariusz świdnicki przewodniczył Mszy św. odpustowej w kościele pw. św. Jadwigi Śląskiej w Targoszynie w parafii Rogoźnica. W homilii zwrócił uwagę, że św. Jadwiga Śląska jest patronką dnia wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

W homilii bp Dec przypomniał życiorys patronki Śląska. - Wraz z jej wspomnieniem wracamy do dwunastego wieku. Przybyła do Wrocławia w trzynastym roku życia z Bawarii, by poślubić księcia śląskiego Henryka Brodatego. Urodziła w małżeństwie kilkoro dzieci. Jedni mówią, że pięcioro, inni, że siedmioro, dokładnie nie wiemy, bo wśród historyków zdania są podzielone. Oprócz jednego dziecka pochowała wszystkie. Możemy sobie wyobrazić, co przeżywa matka uczestnicząca w pogrzebie swojego dziecka... - mówił.

Podkreślił, że św. Jadwiga była człowiekiem modlitwy, codziennie uczestniczyła we Mszy św., starała się pełnić wolę Bożą i służyć ludziom.

Ordynariusz diecezji świdnickiej przypomniał też, że posługa papieska Jana Pawła II związana była ze św. Jadwigą Śląską przez to, że został wybrany na biskupa Rzymu właśnie 16 października.- Św. Jadwiga, patronka dnia wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża, to apostołka pokoju, miłosierdzia i pełnienia woli Bożej. Bądźmy jej naśladowcami - zachęcał biskup.

Podczas Eucharystii bp Dec poświecił nowy dzwon ufundowany z okazji 15-lecia diecezji świdnickiej i 50-lecia kapłaństwa Pierwszego Biskupa Świdnickiego oraz poświecił nową kropielnicę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem