Reklama

Zgromadzenie Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim w Miechowie

Aby brat Albert się nie powstydził

2013-04-26 15:20

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 18/2013, str. 4-5

TER

Pierwsze hospicjum z prawdziwego zdarzenia stworzyła Angielka Cicley Saunders. W 1967 r. w Londynie otworzyła specjalistyczny ośrodek opieki nad umierającymi chorymi. Za patrona hospicjum obrała św. Krzysztofa. W Polsce pierwsze hospicjum powstało w 1981 r. Idea hospicjów rozwija się i nowe ośrodki dla terminalnie chorych powstają w kolejnych miastach. Już wkrótce taki ośrodek powstanie w Kielcach, buduje je Caritas Kielecka. W większości hospicjów chorymi opiekują się siostry. Tak też jest w Miechowie, gdzie w hospicjum posługują siostry albertynki

Siostry przybyły do Miechowa w 1998 r., w chwili gdy powstało tu hospicjum. Burmistrz Jerzy Muszyński chciał stworzyć centrum pomocy potrzebującym: chorym, ubogim, starszym, niezaradnym życiowo ludziom. Postanowił, że wszystkie instytucje będą znajdować się w blisko centrum, aby ludzie potrzebujący pomocy nie szukali jej po całym mieście. W skad placówek opiekuńczo-leczniczych wchodzi: Stacja Opieki Caritas, Środowiskowy Dom Samopomocy, Stołówka dla ubogich, Dom Kombatanta, Hospicjum Stacjonarne i Domowe. Niedaleko jest też ośrodek zdrowia i szpital. Pod Miechowem w bitwie z Rosjanami brał udział Adam Chmielowski, późniejszy Brat Albert - założyciel Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim. Kewna ze strony żony ówczesnego burmistrza wstąpiła do Zgromadzenia Albertynek i stąd znajomość charyzmatu i pomysł, aby w Hospicjum pracowały siostry albertynki. - Do pracy w hospicjum trzeba czegoś więcej niż tylko rąk, trzeba dużo serca. Chodziło o stworzenie domu, a nie kolejnego zakładu - mówi s. Kinga. Hospicjum jest wybudowane na miejscu starego szpitala. Wcześniej mieszkały tu siostry szarytki. Z czasem dom podupadł, na „drugą młodość” czekał do przybycia sióstr albertynek.

Wspólnota

Obecnie w Miechowie pracują cztery siostry. Mają dobre warunki, ale żyją skromnie. Mieszkają na pierwszym piętrze nad hospicjum, są na każde zawołanie chorych, a ich dzień pracy nie kończy się o godz. 15. S. Joanna Zielińska uczy katechezy w liceum, s. Alicja Brenkus prowadzi hospicjum domowe, s. Irena Zyzak pracuje w hospicjum stacjonarnym, a s. Kinga Mrozek - przełożona jest kierownikiem hospicjum. Wszystkie mają nienormowany czas pracy, a swoje zajęcia traktują nie jak pracę, lecz posługę potrzebującym. - W służbie Bożej nie ma urlopu - mówi s. Kinga, śmiejąc się i zaraz dodaje, że w hospicjum często się uśmiechają, mimo iż wiele osób na samo słowo „hospicjum” reaguje nerwowo. Słowo hospicjum ma złe konotacje. Siostry starają się przełamywać te lęki. Do hospicjum przylega kaplica, w której prawie codziennie odprawiane są Msze święte. Drzwi kaplicy są otwarte dla wszystkich chętnych i wiele osób korzysta z możliwości uczestniczenia w Eucharystii sprawowanej przez kapelana ks. Andrzeja Satro.

Hospicjum Domowe

Początki hospicjum sięgają 1998 r. Najpierw działało w strukturze Stacji Opieki Caritas. Pod opieką pielęgniarek środowiskowych było trzech pacjentów. W 2007 r. Hospicjum Domowym zajęły się siostry i pielęgniarki z Hospicjum Stacjonarnego. Z czasem wyodrębniło się Hospicjum Domowe. Zwiększyło się zapotrzebowanie na tę formę opieki, która jest bardziej wymagająca niż praca pielęgniarki środowiskowej. Praca w hospicjum to nie tylko opieka nad osobami chorymi i starszymi, to także wsparcie dla rodzin, edukacja, rozmowy, pomoc w organizowaniu opieki i rozwiązywaniu problemów. Z czasem zwiększył się kontrakt i Hospicjum Domowe mogło zaopiekować się dziesięcioma chorymi. Hospicjum Domowe uzupełnia się z Hospicjum Stacjonarnym. Jeśli trzeba, pożyczany jest odpowiedni sprzęt medyczny czy wyposażenie, np. odpowiednie łóżka.

Reklama

Hospicjum Stacjonarne

- Warunkiem przyjęcia do Hospicjum Domowego czy Stacjonarnego jest zakończenie leczenia przyczynowego u pacjenta z chorobą nowotworową. Pacjent nie kwalifikuje się do radioterapii czy hemoterapii, pozostaje już leczenie zachowawcze - mówi s. Kinga. Osoba pracująca w hospicjum musi mieć szersze spojrzenie, trzeba przeprowadzić wywiad, rozeznać sytuację, sprawdzić, kto może choremu pomóc i jakie są jego potrzeby. Oprócz pomocy choremu zdarza się, że trzeba pomóc jego rodzinie. Krewni często są załamani chorobą bliskich, nie wiedzą, co robić, trzeba im zwyczajnie po ludzku pomóc odnaleźć się w tej sytuacji. Podpowiedzieć, gdzie szukać pomocy, jak zorganizować dzień i skąd wziąć potrzebny sprzęt medyczny, a przede wszystkim wesprzeć na duchu. To trudne doświadczenie pomaga im przeżyć psycholog albo kapłan, pielęgniarka czy siostra. W Hospicjum Stacjonarnym siostry wraz z personelem świeckim opiekują się dziewiętnastoma chorymi. Docelowo mają mieć pod swoją opieką czterdzieści osób.

Bardziej wymagać od siebie

Nie każdy może pracować w hospicjum. Słowo Caritas zobowiązuje, słowo hospicjum to oddawanie siebie przechodzącym na drugi brzeg życia. Nie każda pielęgniarka, nie każdy lekarz może pracować w hospicjum. Siostra mówi bez ogródek: - To nie jest zwykła praca. Obok czynności leczniczo-pielęgnacyjnych nacisk kładzie się na sferę duchową. Pracownik, który nie ma „przepracowanego tematu” śmierci, przechodzenia do wieczności, nie będzie umiał tego przekazać umierającemu - mówi. Można realizować się w tej pracy, czerpać z niej satysfakcję, mimo tego że parę razy w tygodniu ktoś umiera. Siostry muszą mieć oczy skierowane na chorego. Wiedzą, że lekarz nie wyleczy, że lekarstwa nie pomogą, że nawet najnowocześniejszy sprzęt nie przywróci chorym sił. Siostra zamyśla się i opowiada, jak w ciągu kilkudziesięciu lat zmieniło się postrzeganie śmierci. Dawniej na studiach medycznych mówiono, że śmierć to porażka, to strata, niepowodzenie. - Dziś jeżeli człowiek odchodzi z tego świata pogodzony z Bogiem i ludźmi, to sukces. To daje dużo radości. Umieranie nie musi być ciężkie, trudne i bolesne. Śmierć może być tratowana jako wyzwolenie od cierpień, przejście, w co mocno wierzymy, do lepszego świata.

Pomagają pomagać

Oprócz sióstr i personelu świeckiego, w opiece nad chorymi pomagają wolontariusze. Najwięcej młodych ludzi przychodzi z Liceum Ogólnokształcącego. Młodzi bardzo angażują się w wolontariat, współorganizują akcje: Pola Nadziei, Hospicjum to też życie czy Dni Hospicyjne. Do hospicjum przyjeżdżają czasem młodzi ludzie ze Słomnik i z Jędrzejowa. Są też stali wolontariusze, jest krawcowa, która pomaga szyć bieliznę, pościel, jest elektryk oraz lekarz. Jednak ostatnio zmieniło się prawo i lekarz nie może opiekować się chorymi jako wolontariusz. Musi mieć podpisaną umowę o pracę. Wszyscy wolontariusze muszą być przeszkoleni - zarówno młodzi, jak i starsi. Opieka nad osobami chorymi terminalnie to specyficzna posługa, wiele trzeba się nauczyć i wiele zrozumieć. Przede wszystkim tego, że osoba, którą się opiekuje, wkrótce odejdzie do wieczności. Trzeba być delikatnym i znać psychikę chorego. - Nasz dom jest otwarty dla wszystkich chętnych, którzy chcą nam pomóc, którzy mają chwilę czasu, by spotkać się z chorymi, oni często nie potrzebują wyszukanej opieki, ale tego, aby z nimi być, aby coś im przeczytać, opowiedzieć albo zwyczajnie potrzymać za rękę, okazując czułość i zainteresowanie.

W tym roku w Książu Wielkim odbył się bal charytatywny, z którego dochód został przeznaczony na wyposażenie hospicjum. Za kwotę 14 400 zł zakupione zostały meble dla chorych. Był to pierwszy tego typu bal, jednak wszystko wskazuje na to, że nie ostatni. Uczestnicy zabawy już pytają o kolejny. Jak widać, można się dobrze bawić, a jednocześnie pomagać potrzebującym.

Hospicjum to też życie

Siostra jest przełożoną już trzecią kadencję. Zżyła się z ludźmi, z którymi pracuje, i polubiła pracę w hospicjum. To fakt, że jest to specyficzna praca, ale dla niej jest całym życiem, chociaż co dzień spotyka się ze śmiercią. - Pokutuje w społeczeństwie przekonanie, że w hospicjum się umiera, ale na dobą sprawę my nie mamy wpływu na długość życia, może tylko na jakość. Tak jak nie mamy wpływu na chwilę narodzin, tak też nie mamy wpływu na czas umierania. - mówi. Przebywanie wśród ludzi chorych i cierpiących, ludzi, których życie gaśnie, powoduje, że siostry dużo czasu poświęcają na modlitwę i rozważania, na zastanawianie się, jaki jest sens istnienia. - Umieranie to konsekwencja grzechu pierworodnego. Każdy z nas ma swoje życie i każdy ma swoją śmierć w planie Bożym. To nie miejsce przyczynia się do śmierci, ale czas, który był człowiekowi dany i zadany, z którego każdy człowiek musi się rozliczyć - podkreśla. Opiekując się chorymi, siostry mówią im prawdę o ich stanie zdrowia, o chorobie o koniecznych zabiegach. Prawdę jednak trzeba dozować, chorych trzeba oswajać z tym, co ich czeka. Często zdarzają się osoby nie mogące pogodzić się z przemijaniem i ze śmiercią, szanując ich wrażliwość, przygotowuje się ich na przejście na drugą stronę życia.

Całe życie przygotowujemy się na śmierć

Praca z chorymi daje siostrom dużo radości i pokoju. - Oswoiłyśmy się ze śmiercią, staramy się oswajać z nią chorych oraz ich rodziny. Śmierć nie musi być łączona z bólem i cierpieniem. Podczas swojej posługi Siostra widziała wiele osób umierających, pogodzonych ze światem, rodziną i z faktem, że odchodzą do wieczności. Czasem choroba, którą dopuszcza Bóg, może być jedyną rzeczywistością, która wśród zgiełku tego świata jeszcze dochodzi do uszu i świadomości współczesnego człowieka. To może być trudny akt miłości Pana Boga do człowieka. Do hospicjum trafiają różne osoby, wierzący, ateiści, Świadkowie Jehowy. Wszyscy cierpią, dla wszystkich choroba jest taka sama, dla wszystkich cierpienie jest podobne. Nikt ani gestem, ani słowem nie różnicuje chorych i nie robi przykrości, wręcz przeciwnie, stara się jak najlepiej pomóc, ulżyć w cierpieniu. - Jesteśmy posłane do wszystkich, dla wszystkich mamy otwarte serca i dłonie. Mam nadzieję, że jak pójdziemy do wieczności, do Nieba, to Brat Albert się nas nie powstydzi.

W następnym numerze zaprezentujemy Dom Sióstr Służebniczek Starowiejskich w Łopusznie

Tagi:
zgromadzenie

Reklama

Złowione przez Boga

2019-05-11 18:47

Niedziela TV

O rozeznawaniu i realizowaniu powołania z okazji Światowego Dnia Modlitw o Powołania opowiadają siostry józefitki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zaatakowano księdza z Najświętszym Sakramentem!

2019-09-15 20:34

Red.

Ksiądz idący do chorego w pierwszy piątek września został zelżony i uderzony – wynika ze słów metropolity częstochowskiego księdza arcybiskupa Wacława Depo. Hierarcha opowiedział o tym fatalnym wydarzeniu w rozmowie z „Niedziela TV”.

Bożena Sztajner/Niedziela

W wywiadzie metropolita częstochowski opisał wydarzenie, do jakiego doszło w pierwszy piątek września. Wtedy też siedzący na ławce pijany mężczyzna zaatakował księdza idącego do chorego z Ciałem Pańskim. Atak najpierw miał wymiar słowny, a następnie fizyczny (uderzenie w twarz). Pierwszy z ciosów napastnika dotarł do duchowego, zaś przed drugim ksiądz zdołał się zasłonić. Następnie na pomoc kapłanowi przyszli przechodnie. W trakcie interwencji policji ksiądz zdecydował, że nie wniesie oskarżenia.

Jednak zdaniem arcybiskupa Wacława Depo zapisanie nazwiska sprawcy byłoby zasadne, gdyż jest on mieszkańcem konkretnej parafii i powinny zostać wobec niego wyciągnięte społeczne konsekwencje. Hierarcha przywołał tutaj przykład papieża Jana Pawła II, który miłosiernie przebaczył Mehmetowi Ali Ağcy, jednak wymiar sprawiedliwości podejmował działania, a terrorysta znalazł się w więzieniu.

„Takie sytuacje kiedyś się nie zdarzały, a teraz w #Częstochowa kapłan idący z Komunią Świętą do chorego został pobity” – napisał na Twitterze dziennikarz tygodnika „Niedziela” Artur Stelmasiak, który opublikował także fragment rozmowy z arcybiskupem Depo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Parlament Ekwadoru odrzucił legalizację aborcji!

2019-09-18 14:36

We wtorek 17 września 2019 r. Zgromadzenie Narodowe odmówiło przyjęcia poprawek do Zintegrowanego Kodeksu Karnego (COIP), pomiędzy którymi była legalizacja aborcji eugenicznej oraz na skutek przemocy. Za zmianami opowiedziało się jedynie 65 deputowanych, a 6. wstrzymało się od głosu. Ekwadorskie Zgromadzenie Narodowe liczy 137 członków. Dla przyjęcia zmian koniecznych było 70 głosów.

Wynik był dla wielu dużym zaskoczeniem, ponieważ wcześniej wydawało się, że zmiany te zostaną zaaprobowane z przewagą ok. 20 głosów. Za odrzuceniem tych zamian głosowali niektórzy posłowie z prawie wszystkich ugrupowań, co było wielkim zaskoczeniem.

Ostatecznie do ich przyjęcia zabrakło 5 głosów! Prawo zabraniające aborcji w Ekwadorze pozostało nie zmienione!

Mobilizacja obrońców życia była bardzo duża. Bardzo stanowczo wypowiadali się ekwadorscy biskupi, mobilizując wiernych. Obrońcy życia z Guayaquil, największego miasta Ekwadoru, gdzie obecnie wędruje Ikona Częstochowska „Od Oceanu do Oceanu” postanowili z wielką modlitwą zabrać Ją ze sobą przed Zgromadzenie Narodowe do stolicy Quito. Ludzie byli przeciwni tym zmianom, ale w większości przekonani, że zostaną wprowadzone, więc prosili Matkę Boża o cud. Towarzyszył im ks. Leon Juchniewicz, polski misjonarz od ponad 30 lat pracujący w Ekwadorze, a obecnie kustosz wędrującej Ikony.

Ikona Częstochowska „Od Oceanu do Oceanu” została bezpiecznie ustawiona za barierkami, tuż koło wejścia do Parlamentu. Wszyscy wchodzący do środka patrzyli Jej w Oczy. Trwała wielka modlitwa na całym świecie.

Niepokonane Zwycięstwo, jak nazywają tę Ikonę prawosławni, znowu zwyciężyło! Aborcja w Ekwadorze pozostała nielegalna, uratowanych zostało tysiące, najczęściej bardzo ubogich dzieci.

Na plac przed Parlamentem przyjechały tłumy. Krzykliwa grupa feministek została zamknięta w osobnym sektorze, a i tak po ogłoszeniu wyniku głosowania stały się tak agresywne, że musiała interweniować policja.

Ks. Leon prosi, aby podziękować Polakom, którzy przyłączyli się do modlitwy w intencji Ekwadoru oraz wszystkim agencjom prasowym, które upowszechniły nasz apel. Przede wszystkim Jasnej Górze, która modliła się przed Cudownym Wizerunkiem w czasie Różańca i Apelu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem