Reklama

„Czekając, pokazujemy, że potrafimy być wierni”

2013-08-13 12:39

Ze snajperem wśród wodzirejów, ojcem trójki dzieci Sylwestrem Laskowskim, o czystości przedmałżeńskiej i jej owocach rozmawia Małgorzata Godzisz
Edycja zamojsko-lubaczowska 33/2013, str. 6-7

Archiwum Exodusu Młodych

MAŁGORZATA GODZISZ: - Seks jest zbyt fajny, żeby uprawiać go przed ślubem. Dlaczego warto czekać?

SYLWESTER LASKOWSKI: - Z kilku powodów. Te powody podzieliłbym na osobiste: osobie, która czeka, opłaca się czekać i powody poza tą osobą, czyli innym się opłaca to, że ja czekam. Dlaczego mi się opłaca czekać? Po pierwsze, zachowuję swoją dziewiczość do ślubu, a ogromną wartością dziewiczości jest m.in. to, że nie ma się doświadczeń, którymi nie będziemy się mogli potem podzielić z przyszłą żoną/mężem. Przyszła żona na pewno się nie zmartwi, gdy się dowie, że jej mąż jest dziewiczy, że nigdy wcześniej nie współżył z inną kobietą, że jest dla niego po prostu pierwsza, że na nią czekał. I na odwrót - brak takiej dziewiczości bywa bolesny, nierzadko bardzo bolesny. Po drugie, czekając, gwarantujemy sobie, że nie zarazimy się żadną chorobą przenoszoną drogą płciową. A nie jest ich wcale mało. I nie są one zastrzeżone dla prostytutek, narkomanów czy niesfornych turystów w egzotycznych krajach. Czekanie czyni nas też osobami wiarygodnymi. Czekając pokazujemy, że potrafimy być wierni, czyli że potrafimy czekać, że potrafimy odmówić pokusie. W szczególności, pokazujemy to tej osobie, z którą właśnie jesteśmy. Jeśli dziewczyna widzi, że chłopak mimo pragnienia współżycia z nią potrafi się opanować, to jej zaufanie do niego radykalnie wzrośnie. Czekanie uczy nas też panowania nad sobą. Ten, kto nad sobą w sferze seksualnej nie panuje, najprawdopodobniej zdradzi swojego współmałżonka. A jeśli tego nie zrobi, to tylko dlatego, że nie będzie ku temu okazji. A jeśli nasz małżonek zobaczy, że nad sobą nie panujemy, to na pewno bardzo się postara o to, by okazji nie było i wówczas nie mniej często niż w czułych ramionach będziemy się znajdowali w szponach zazdrości. Czekając, też czynimy się bohaterami (przynajmniej w tej dziedzinie) dla swoich przyszłych dzieci. Wiadomość, że ojciec przed ślubem współżył z jakąś inną kobietą, nigdy dla dziecka nie jest miła. Wręcz przeciwnie, będzie to dla niego ciężarem. Jego wierność ich matce, nawet przed ślubem, nawet zanim ją poznał - jest dla nich przyczyną radości, wzbudza szacunek i wdzięczność w ich oczach. Czekając też ułatwiamy sobie tworzenie przyjacielskich relacji z innymi osobami - zarówno płci przeciwnej jak i tej samej. Przyjaźń osób płci przeciwnej wymaga niezwykłego porządku i przejrzystości w sferze seksualnej. Czekanie bardzo temu sprzyja. Nasze czekanie i związana z tym rosnąca w oczach innych nasza wiarygodność ułatwia i umacnia również relacje pomiędzy osobami tej samej płci. Jeśli dobrze będę traktował dziewczynę czy żonę mojego kumpla, z pewnością skorzysta na tym moja relacja z nim. Dotyczy to nie tylko tego, jak traktuję ją teraz, gdy jest jego dziewczyną, czy żoną, ale również tego, jak traktowałem ją, zanim zaczęli być razem. Nie bez znaczenia jest też to, jak traktowałem wówczas i inne dziewczęta, czyli krótko mówiąc, jaki obraz swojego podejścia do kobiet kształtowałem w jego oczach. I wreszcie, warto czekać ze względu na sam seks w małżeństwie. Czekanie, z racji na związane z nim budowane zaufanie, również z racji na brak innych doświadczeń seksualnych, które utrudniałyby późniejszą całkowitą otwartość i przejrzystość w małżeństwie, jak również z racji na rozpoczęcie współżycia w czasie, gdy nieco przycichły pierwsze romantyczne, niezwykle silne i z tego powodu zgubne emocje, czyli jednym słowem, już po ślubie - to właśnie czekanie bardzo sprzyja temu, żeby seks już po ślubie był po prostu fajny i budujący trwałą jedność pomiędzy małżonkami. Wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem to dobry fundament dla fajnego seksu po ślubie.

- W trwaniu w czystości pomaga grupa katolicka?

- Jak najbardziej. Bliskość ludzi, dobre, przyjacielskie relacje uspokajają naszą niecierpliwą seksualność. W tym sensie każda wspólnota, nie tylko katolicka, która będzie sprzyjała tworzeniu takich relacji, będzie ułatwiała czekanie. Oczywiście będzie ułatwiała tym mocniej, im bardziej jej członkowie będą sprzymierzeńcami czekania. Bliskość innych osób jest lekarstwem na naszą samotność - jest lekarstwem skutecznym i pozbawionym skutków ubocznych. Czasem seks jawi nam się również jako takie lekarstwo. Wydaje nam się, że na drodze aktywności seksualnej wyrwiemy się z tej samotności, że zapełnimy pustkę. Stać się jednak tak może wyłącznie wtedy, gdy relacja z osobą, z którą współżyjemy, jest trwała i głęboka. Wówczas współżycie jest jakąś kropką nad „i”, dopełnieniem owej pustki w nas, którą jest samotność. Dopełnienie zaś z definicji zakłada, że czegoś (bliskości, więzi) było dużo, a teraz tylko dopełniamy. Z samych kropek nad „i” jednak takiej więzi i takiej bliskości - takiej pełni - nie da się raczej stworzyć. I boleśnie przekonują się o tym ci, którzy mimo wszystko próbują tego spróbować.

- Czy mężczyznom nie grozi zniewieściałość poprzez przebywanie w grupach, gdzie przeważa liczba kobiet, np. we wspólnotach kościelnych?

- Na pewno nie jest to komfortowe środowisko, do rozwoju cech typowo męskich. Paradoks bowiem polega na tym, że komfortowym środowiskiem do rozwoju takich cech jest środowisko pozbawione właśnie owego komfortu, który zapewnia nam mężczyznom obecność kobiet. Oczywiście, błędem byłoby twierdzenie, że w takim razie mężczyzna, by się dobrze rozwijać potrzebuje unikać kobiet. Wręcz przeciwnie. Ważne jednak jest, jak sądzę, by zachowana była zdrowa proporcja, by prócz silnej obecności kobiet chłopak odczuwał również silną obecność innych mężczyzn (silnych, męskich mężczyzn), którzy mogliby być dla niego istotnym punktem odniesienia, motywacją do rozwoju (męskiego rozwoju), by przez swoje naturalne cechy zdobywcy i upodobanie do rywalizacji, kształtowali siłę jego charakteru. Problemem chłopaków, którym brak takich odniesień, którzy radykalną większość swojego czasu spędzają w gronie żeńskim, bywa to, że mają oni ogromne upodobanie jedynie w szlachetności swojego charakteru ze szkodą dla rozwoju jego siły. Pewna „szorstkość” jest zdrowym przejawem męskiego charakteru. Środowisko kobiece zaś jest jednym z ostatnich miejsc, gdzie chłopak znajdzie dobry grunt do rozwoju tej cechy (na braku której w ostateczności cierpią i kobiety). Dla lepszego zrozumienia dodam, że nie jest moim celem zniechęcanie chłopaków do bycia w takich wspólnotach. Raczej chciałbym ich zachęcić, do szukania jednocześnie dobrej i silnej przeciwwagi - męskiej drużyny, z którą narobicie trochę zamieszania w świecie.

- Jesteś w Ruchu Światło-Życie ze swoją małżonką i dziećmi. W jaki sposób ta wspólnota pomogła Ci zrozumieć wierność i trwać w czystości przed ślubem i teraz w małżeństwie żyć tą miłością?

- Moje zainteresowanie tematem związanym z seksualnością i odkrywanie na tej drodze wartości czekania odbywało się niejako obok formacji oazowej. Rzecz jasna ta formacja potwierdzała treści, które odkrywałem na drodze osobistych refleksji i studiów literaturowych, nie mniej zasadnicze „odkrycia” i zrodzone z tego przekonania pojawiły się we mnie niejako przy innej okazji. W osobistym czekaniu bardzo mi pomógł fakt, że w którymś momencie zacząłem publicznie (w pierwszej kolejności i ostatecznie najczęściej w kręgach oazowych) mówić, że postanowiłem czekać ze współżyciem do ślubu. Taka publiczna deklaracja bardzo wzmacnia osobiste postanowienie.

- Zraniona miłość. Są wśród nas osoby, które doświadczyły takiej miłości. Zostały zranione. Jak takiemu człowiekowi powiedzieć, że to nie koniec, że jeszcze dużo przed nim i że miłość czeka?

- Wiem, że w tym temacie nie ma prostych recept. Ogromnie dużo zależy od charakteru skrzywdzenia i głębokości rany, jaka została zadana. Znam osobiście ludzi tak mocno zranionych, że przez wiele lat nie potrafią sobie poradzić z kłopotami wynikającymi z jakiejś wcześniejszej krzywdy w dziedzinie seksualnej. Całkiem niedawno przeczytałem książkę Anny Salter „Trauma” o dorosłych ludziach wykorzystanych seksualnie w dzieciństwie. Po przeczytaniu tej książki czuję, że lepiej zrobię jak w tym temacie będę milczał, niż wysuwał jakieś rady zrodzone z moich domysłów czy teoretycznych rozważań. Krzywdy bywają naprawdę duże, a rany przez wiele lat nie chcą się goić. Kto wie - może nigdy się nie zagoją, a jedyne, co będzie można zrobić, to zminimalizować ból i negatywne konsekwencje doznanej krzywdy. Bardzo chciałbym uniknąć jakiegoś taniego pocieszania w stylu: „Alleluja! Bóg Cię kocha i ma dla Ciebie wspaniały plan!”. To wszystko jest prawda, nie mniej powiedzieć to osobie, która właśnie cierpi, która nie potrafi stanąć na nogi, samemu jednocześnie mając się świetnie - byłoby chyba wyrazem całkowitego braku zrozumienia dla jej sytuacji i samopoczucia. To prawda i wierzę w to, że Bóg ma dla nas (wszystkich bez wyjątku) wspaniały plan. Miał go i dla Jezusa. Nie mniej mówienie do niego w chwili konania na krzyżu: „Alleluja!” z pewnością byłoby nie na miejscu.

- Prowadzisz portal „Jaś i Małgosia”. Do kogo jest skierowany?

- Do zakochanych, kochających i czekających na miłość.

- I kurs „Jak wygrać miłość i frajdę dnia i nocy”. Jak z niego skorzystać i realizować w życiu codziennym?

- Na kurs można się zapisać na stronie: www.jim.org.pl Dzielę się w nim swoimi przemyśleniami zrodzonymi (i niejednokrotnie spisanymi) jeszcze przed moim ślubem. Zasadniczym jego celem jest zachęta do czekania ze współżyciem do ślubu. Staram się po prostu na różnorakie sposoby wykazać, że to się po prostu opłaca.

* * *

Sylwester Laskowski, mąż i ojciec trójki dzieci, inżynier telekomunikacji, muzyk i wodzirej. Gość III Exodusu Młodych - spotkania młodzieży diecezji zamojsko-lubaczowskiej w Zwierzyńcu.

Więcej o tegorocznej edycji 4.0 pod hasłem „Nowe Życie” na www.exodusmlodych.pl

* * *

Drodzy uczestnicy tegorocznego „Exodusu Młodych”!

Publikując na łamach naszej „Niedzieli” zaproszenie do wzięcia udziału w niezwykłym spotkaniu młodych naszej diecezji, tak jak przed rokiem, zachęcamy Was do podzielenia się z nami swoimi wrażeniami z „Exodusu” na stronach naszego tygodnika.

Czekamy na Wasze świadectwa pisemne (wszystkie gatunki wypowiedzi dziennikarskiej dozwolone) oraz fotografie. Z radością je opublikujemy, a ich autorzy otrzymają od nas upominek-niespodziankę.

Reklama

Czekamy do końca sierpnia na wypowiedzi o objętości do 3 tys. znaków (1 strona komputerowego wydruku), zarejestrowane w formie elektronicznej lub pisane ręcznie.

Prace, opatrzone danymi, z adresem i numerem telefonu, prosimy przesyłać drogą mailową (niedziela_zamojska@pro.onet.pl), lub na adres redakcji:
Redakcja Niedzieli Zamojsko-Lubaczowskiej
ul. Zamoyskiego 1
22-400 Zamość

Red.

Reklama

Muniek Staszczyk trafił do szpitala

2019-07-18 14:41

Muniek Staszczyk, pochodzący z Częstochowy lider zespołu T.Love podczas krótkiego pobytu w Londynie z powodu nagłej choroby trafił do miejscowego szpitala, gdzie jest poddawany leczeniu.

- Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - podał na FB Paweł Walicki z ART2 Music Management.

"Jednak z uwagi na stan zdrowia artysty jesteśmy zmuszeni do odwołania najbliższych koncertów" - dodał Walicki.

Zobacz także:
Przeczytaj także: Muniek Staszczyk: czuję, że Bóg mnie kocha
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież planuje kongres na temat zrównoważonego rozwoju

2019-07-22 13:23

ts (KAI) / Asyż

Z inicjatywy papieża Franciszka młodzi naukowcy i przedsiębiorcy będą dyskutować wiosną przyszłego roku w Asyżu na temat globalnego paktu dla zrównoważonego rozwoju. Spotkanie ok. 500 młodych poniżej 35. roku życia w dniach 24 i 25 marca będzie wstępem do trzydniowego kongresu z udziałem światowej sławy ekonomistów i działaczy społecznych.

Grzegorz Gałązka

Swój udział w kongresie w Asyżu zapowiedzieli m. in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Amartya Sen, szef amerykańskiej sieci zrównoważonego rozwoju Jeffrey Sachs i krytykująca globalizację Vandana Shiva. Potwierdzona też została obecność w tym czasie w Asyżu papieża Franciszka, powiedział rzecznik organizatorów pytany przez niemiecką agencję katolicką KNA.

Według wstępnego programu wśród referentów i dyskutantów będą też laureat Pokojowej Nagrody Nobla Muhammad Yunus, twórca idei mikrokredytów, szwajcarski ekonomista Bruno S. Frey, twórca „Slow-Foodów” Carlo Petrini, Tony Meloto z Filipin, inicjator programu walki z ubóstwem w jego kraju oraz Kate Raworth, zajmująca się badaniami nad zrównoważonym rozwojem.

Organizatorem konferencji jest zakon franciszkanów w Asyżu. W odróżnieniu od tradycyjnych kongresów, ten w mieście św. Franciszka będzie też zawierał takie elementy, jak refleksja i cisza, sztuka i duchowość, zapowiadają franciszkanie.

O swojej inicjatywie poinformował papież Franciszek już w maju w specjalnym przesłaniu. Podkreślił wówczas, że los naszej planety zależy od nowej gospodarki. W konferencji będą uczestniczyć ludzie, którzy w swoich badaniach naukowych oraz w praktyce zajmują się poszukiwaniem alternatywnych rozwiązań w gospodarce, „takiej, która nie zabija, a pozwala żyć, która włącza, a nie wyklucza”, zapowiedział papież i podkreślił, że potrzebny jest model gospodarczy oparty na zasadzie solidarności i równości.

Hasło kongresu „The Economy of Francesco” nawiązuje do założyciela wspólnoty franciszkańskiej, św. Franciszka z Asyżu (1181/82-1226), którego wielkimi cechami było ubóstwo i wielbienie dzieła stworzenia. Papież Franciszek nazwał go „wzorem do naśladowania w dziedzinie troski o słabszych oraz o całą ekologię”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem