Reklama

Na krawędzi

Europa, Polska, Białoruś

Przemysław Fenrych
Edycja szczecińsko-kamieńska 1/2003

Był piątkowy wieczór, 13 grudnia, rocznica stanu wojennego i kopenhaskie zaproszenie Polski do Unii Europejskiej. Na opłatkowym spotkaniu w Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej spotkali się nauczyciele z Grodzieńszczyzny i ze Szczecina. Następnego dnia Białorusini wyjeżdżali, już się z nimi przed świętami nie spotkaliśmy... Więc śpiewaliśmy kolędy, dzieliliśmy się opłatkiem, składaliśmy sobie życzenia świąteczne. To nas ogromnie ucieszyło - bo kiedy rok temu rozpoczęliśmy pracę z nimi, wydawało się, że jest to środowisko całkowicie zlaicyzowane, że sowiecki system wychowawczy odniósł tu trwały skutek. Tymczasem teraz w bardzo wielu ich wypowiedziach i życzeniach słyszeliśmy odwoływanie się do Pana Boga, słyszeliśmy potrzebę troski o Boże błogosławieństwo w ich nauczycielskiej pracy. Krótko mówiąc - przekonaliśmy się, że na Grodzieńszczyźnie zyskaliśmy dobrych przyjaciół: mamy wspólny system wartości oparty na chrześcijaństwie, mamy wolę dalszej współpracy w wychowaniu człowieka, mamy przekonanie, że wielkie dzieła muszą mieć fundamenty w mrówczej, benedyktyńskiej pracy jednostek. Razem wiemy też, że ta benedyktyńska, mało widoczna praca ma wielki sens. Tak jak wielki sens miały drobne wysiłki tak wielu środowisk w Polsce stanu wojennego. Ich efektem jest niepodległość naszego kraju.
W ten właśnie wieczór do nich i do nas dotarła wiadomość: w Kopenhadze zakończyły się negocjacje i Polska wraz z innymi środkowoeuropejskimi krajami została zaproszona do pełnego współtworzenia Europy przyszłości. My, Polacy, zostaliśmy zaproszeni, oni, Białorusini, nie. Ich prezydent usłyszał, że nie otrzyma wizy do krajów europejskich, oni wiedzą, że po ostatecznym wejściu Polski do Unii pomiędzy nami i nimi wyrośnie trudna do przejścia granica. Potrzebne będą wizy, trzeba będzie załatwiać wiele formalności. Wiedzą też, że Polacy będą dalej dążyć w stronę Europy, ich siłą rzeczy ciągnąć do siebie będzie Rosja. W spojrzeniach naszych przyjaciół był smutek, było też oczekiwanie. Co my, Polacy, będziemy robili, by nasza przyjaźń trwała i rozwijała się? Co zrobimy (i czy cokolwiek zrobimy), by nie odwrócić się od nich całkowicie?
Rozpoczyna się Nowy Rok, rok 2003. Z całą pewnością dla Polski będzie to rok stojący pod znakiem budowania nowego kształtu Europy. W połowie roku będzie zapewne referendum, w którym powiemy, czy chcemy wejścia do Unii, czy nie. Z pewnością to referendum będzie poprzedzone burzliwą dyskusją. Marzę o tym, by przedmiotem tej dyskusji nie był wyłącznie nasz materialny interes. Chciałbym, by dyskusja dotyczyła przede wszystkim tego, co będziemy robili w przyszłej Europie, w jaki sposób będziemy uczestniczyli w budowaniu europejskiej cywilizacji, na ile dzięki nam stanie się ona bardziej chrześcijańska. Ale także: co zrobimy, my, Polacy, potomkowie twórców Unii Polsko-Litewskiej, by nie oddalić się od dawnych partnerów i przyjaciół, od potomków Wielkiego Księstwa Litewskiego? Czyż także nie po to będziemy wchodzić do Europy, by - jak uczy Jan Paweł II - łączyć zachodnią i wschodnią część kontynentu? By pokazywać całej Europie, po Irlandię i Portugalię, jak ważne dla całości europejskiej cywilizacji są doświadczenia białoruskie i ukraińskie? O tym, jak robić to w konkretach, co mogą robić w przyszłości polscy i białoruscy nauczyciele, rozmawialiśmy podczas naszego spotkania.

Nabierzcie ducha!

2019-11-13 08:09

O. Krzysztof Osuch SJ
Niedziela Ogólnopolska 46/2019, str. 31

stock.adobe.com

Zapowiedź zburzenia świątyni i podboju Jerozolimy przez pogan już dawno się spełniła. Czekamy na spełnienie obietnicy co do powtórnego przyjścia Chrystusa. To dla nas intrygujące, jak dużo mówi Pan o tym, co poprzedzi Jego powrót i jakie „zjawiska” będą się intensyfikować w końcu dziejów. Znaki zwiastujące koniec dopełniających się „czasów ostatecznych” trudno jest interpretować. Obserwując to, co się dzieje w kilku ostatnich dekadach (czy paru wiekach), możemy twierdzić, że liczne są znaki końca i bliskiej Paruzji. Nikt jednak nie wie – i wiedzieć nie może – jakie zamiary ma jeszcze Bóg wobec świata i ludzkiej historii. Znamy rzecz najważniejszą – historia ludzkości nie jest linią biegnącą z nieskończoności w nieskończoność. Ma ona swój początek i kres. Nie jest też zamkniętym kręgiem z cyklicznymi powrotami...

Życie człowieka kończy się śmiercią. Koniec mieć będzie też ludzkość jako całość. Także ziemia, mimo osadzenia w potężnym i genialnym akcie stwórczym Boga, jest tylko czasowa (nie wieczna). Bezpowrotnie przeminie. Niezależnie od naszej woli (wyobrażeń czy oczekiwań) nadchodzi ostatnia godzina ludzkich dziejów. Stoimy przed kurtyną, która w każdej chwili może zostać podniesiona! Ukaże się wtedy wspaniałość naszego Zbawiciela!

Tak, jeszcze jesteśmy tu, unoszeni wartkim strumieniem zdarzeń... Uczniowie Jezusa liczą się z tym, że zanim powróci Pan „z wielką mocą i chwałą”, będą musieli wiele wycierpieć. Owszem, bywały dla wierzących okresy spokojniejsze, ale w czasach ostatecznych nic nie będzie im oszczędzone. Pojawią się fałszywi prorocy i religijni szarlatani. Będą wojny, rewolucje, trzęsienia ziemi, głód i zarazy, prześladowania i więzienia, rozdarcia i zdrady, także ze strony bliskich. Blisko końca „ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie” (Łk 21, 11). Wierzący w Chrystusa już doświadczają tego wszystkiego w nadmiarze! Co za ból i współczucie!

Ale pociechą i ostoją są słowa Jezusa: „(...) nie trwóżcie się (...). To najpierw musi się stać” (Łk 21, 9). „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 28).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież zjadł obiad z 1,5 tys. ubogich

2019-11-17 20:05

kg (KAI/ACI/Vaticannews) / Watykan

W niedzielę 17 listopada - w III Światowym Dniu Ubogich - Franciszek zjadł obiad z półtora tysiącem biednych w Auli Pawła VI w Watykanie. Po Mszy św., odprawionej z okazji tego Dnia w bazylice św. Piotra i po odmówieniu modlitwy Anioł Pański Ojciec Święty udał się do Auli, gdzie czekali na niego potrzebujący i towarzyszący im wolontariusze.

Vatican News

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej podało, że na obiad składały się specjalność kuchni śródziemnomorsiej - lasagna oraz udka z kurczaka w sosie pieczarkowym z ziemniakami, deser, owoce i kawa. Uczestnicy tego niezwykłego spotkania z papieżem, odbywającego się już zresztą po raz trzeci, reprezentowali wszystkie diecezje włoskie i organizacje charytatywne.

Franciszek nazwał to wydarzenie „obiadem w gronie przyjaciół”, a dziękując im za przybycie modlił się o błogosławieństwo dla swych gości oraz ich rodzin.

Obecny na obiedzie jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski wskazał na ewangeliczne znaczenie tej inicjatywy. „Papież chce przy wspólnym stole zjednoczyć tych, którzy cierpią, z tymi, którym się udało i mogą innym ofiarować posiłek, czy konkretną pomoc” – powiedział w Radiu Watykańskim.

Vatican News

"Jezus mówi do Zacheusza: zejdź z drzewa, idę do twojego domu m.in. po to, by spożyć z tobą posiłek. Jezus jadał z ubogimi i my robimy to samo, naśladujemy Jezusa. A oprócz tego Eucharystia, czyli największy skarb, jaki mamy, powstała podczas posiłku" – przypomniał kardynał. Zwrócił uwagę, że "podczas posiłku dzieją się cuda, bo patrzymy sobie w oczy, dzielimy się sobą, rozmawiamy". Dodał, że jeśli "w rodzinie jesteśmy skłóceni, to pierwsza rzecz, jaką robimy, to nie chcemy wspólnie zasiąść do stołu, bo stół jednoczy. W dzisiejszą niedzielę Papież chce właśnie tego wielkiego zjednoczenia - tych, którym się nie udało, którzy cierpią i tych, którym się udało, bo mogą ofiarować innym posiłek”.

Polski purpurat kurialny zaznaczył, że Światowy Dzień Ubogich to wezwanie dla każdego do dostrzeżenia ubogich i potrzebujących, których Bóg stawia na naszej drodze. „To też sposobna okazja, by przypomnieć sobie, że wszystko, co mam, zawdzięczam łaskawości Boga” – stwierdził jałmużnik papieski.

Przywołał przykład Łazarza, który spał pod domem bogatego. "I ten Łazarz był tylko dla tego bogatego, a on się nie spostrzegł. Ubodzy są dla nas, dla każdego z nas. Ci, którzy śpią pod bazyliką św. Piotra, są dla mnie, ci, którzy śpią w Warszawie na Dworcu Centralnym, są dla tych, którzy przechodzą" – powiedział kard. Krajewski. Zauważył, że jest to więc "dzień także mój, żebym się zastanowił, dla kogo żyję, komu posługuję, bo przecież wszystko co mam, to dlatego, że Bóg jest łaskawy i otrzymałem po to, żeby się dzielić. Jeśli się nie dzielę tym, co mam, to wszystko, co mam jest przeciw mnie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem