Reklama

Walczący z wiatrakami

2014-02-05 12:12

Z Anną Zalewską rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 6/2014, str. 36-37

Dominik Różański

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Walczy Pani z wiatrakami, Pani Poseł, niczym Don Kichot?

ANNA ZALEWSKA: – Walczę z wiatrakami, nie jestem jednak powieściowym bohaterem, który jest nieskuteczny i coś mu się roi. Mam w tej walce już sześcioletnie doświadczenie oraz odpowiednią wiedzę fachową (studia podyplomowe z ochrony środowiska), odbyłam ponad 120 spotkań w całej Polsce, w miejscowościach, gdzie doszło do protestów w związku z lokalizowaniem tam turbin wiatrowych.

– Można powiedzieć, że jest Pani koordynatorką tego obywatelskiego protestu?

– Ja tylko zadbałam o to, żeby ludzie, których warunki życia zostały drastycznie zakłócone, nie byli bezradni, by połączyli się w stowarzyszenia mogące być stroną w konflikcie z niezwykle silnym lobby wiatrakowym, by mogli korzystać ze wsparcia specjalistów. Powstało już ogólnopolskie stowarzyszenie, które w ramach tzw. konsultacji społecznych musi być informowane o poczynaniach rządu w tej sprawie.

– A te poczynania z jakichś dziwnych powodów są raczej nijakie…

– Strategiczna ustawa o odnawialnych źródłach energii od dwóch lat jest przesuwana w czasie (miała obowiązywać już w styczniu 2013 r.!). Odpowiedzialne za nią Ministerstwo Gospodarki co miesiąc zapowiada, że za miesiąc dojdzie do jej przedstawienia. Nie dochodzi jednak… Można przypuszczać, że to pod naciskiem lobbystów, którzy dążą do tego, żeby to właśnie energetyka wiatrowa była najlepiej dofinansowana.

– A może rząd uważa, że to energetyka wiatrowa powinna zdominować wszystkie inne źródła energii odnawialnej (OZE) w Polsce, że to ona zapewni nam wymagany przez UE tzw. mix energetyczny?

– Moim zdaniem, w tej sprawie nie widać żadnej koncepcji polskiego rządu. Widać za to agresywne działania lobbystów firm wiatrowych. Odbyły się np. „konsultacje” w Sheratonie, na które firmy zaprosiły przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki oraz posłów. Nie słyszałam natomiast, by w ciągu ostatnich lat jakiekolwiek rzeczowe dyskusje na ten temat toczyły się na forum rządowym. Tak jakby nikomu tu nie zależało na sensownym uporządkowaniu przepisów.

– Jak się zdaje, lobby wiatrowe prowadzi też bardzo intensywną „kampanię promocyjną” w terenie...

– To prawda. To lobby jest bardzo bogate, płaci duże pieniądze za opinie prawne, za przygotowanie pozwów przeciw tym mieszkańcom gmin, którzy „nie dopuścili do osiągnięcia przewidywanych dochodów” przez firmy wiatrowe. Stosowane jest zastraszanie oraz prowadzona jest bardzo obłudna promocja farm wiatrowych. Firmy wiatrowe różnymi sposobami docierają do samorządowców; wszystkie opinie sejmików są pisane wyłącznie językiem lobbystów.

– Nie językiem polityki rządu?

– No właśnie nie! Zaniechania rządu sprzyjają lobbystom. Jak dotąd rząd nie zlecił żadnych badań, żaden ośrodek naukowy nie pracuje nad określeniem, jaki miks energii odnawialnej byłby najbardziej korzystny i możliwy w polskich warunkach. W przestrzeni medialnej pojawiają się natomiast ekspertyzy ciężko opłacone przez lobbystów, zachwalające Polskę jako kraj wprost wymarzony dla rozwoju energetyki wiatrowej.

– Polska została oceniona jako 10. najbardziej odpowiednie miejsce na świecie do lokowania projektów z zakresu energetyki wiatrowej (Ernst & Young)!

– Rzeczywiście, są tego rodzaju ekspertyzy i są one bardzo na rękę nadmiernie już rozbudowanemu w UE sektorowi energetyki wiatrowej. Na Zachodzie przekonano się już, że energia wiatrowa wcale nie jest najtańsza i najefektywniejsza. Wiele krajów od niej odchodzi i w związku z tym Polska po prostu staje się rynkiem zbytu dla urządzeń, które tam już zdążyły się zamortyzować. W dodatku także w Europie Zachodniej nasilają się protesty przeciwko szkodliwości farm wiatrowych.

– Dlaczego energetyka wiatrowa nie jest dla nas dobra? Dlaczego ludzie protestują?

– Chodzi o dyskomfort mieszkania w pobliżu choćby jednej tylko turbiny wiatrowej (hałas, infradźwięki). Tymczasem lobbyści w Polsce szydzą sobie, że bardziej szkodliwy jest odkurzacz i płacz dziecka… A niektórzy naukowcy wydają ekspertyzy o nieszkodliwości, zasiadając jednocześnie w radach nadzorczych firm wiatrowych! Prosta ustawa PiS – projekt nowelizacji prawa budowlanego i ustawy o planowaniu oraz zagospodarowaniu przestrzennym, złożony w Sejmie w lecie 2012 r., a na początku 2014 r. skierowany do ponownego rozpatrzenia w komisjach sejmowych – oddala elektrownie wiatrowe od siedlisk ludzkich o 3 km.

– To zupełnie wykluczy energetykę wiatrową – mówią jej obrońcy.

– Nieprawda. Podobne standardy obowiązują w innych krajach, a w dodatku zaczyna się tam już przechodzić na bezpieczniejsze, tzw. mikroinstalacje (turbiny o mocy do 40 kW). O tym powinna też mówić polska ustawa o odnawialnych źródłach energii, niestety, z niewyjaśnionych powodów wciąż jej nie ma…

– Obecne protesty przeciw wielkim turbinom wiatrowym nie muszą zatem oznaczać wykluczenia ekologicznej energetyki wiatrowej...

– Oczywiście! Po pierwsze – wielkie farmy wiatrowe niewiele mają wspólnego z ekologią. A po drugie – w perspektywie najbliższych 7 lat mamy do wydania 60 mld zł na energię odnawialną (z tzw. funduszy spójnościowych). Godząc się na wielkie farmy wiatrowe, sprawiamy, że większość tej sumy wróci do krajów starej piętnastki jako zapłata za niechciane tam już wiatraki. W Polsce potrzebna jest całkiem nowa technologia oraz przepisy pozwalające bezpośrednio mieszkańcom korzystać z funduszy strukturalnych, po to właśnie, aby sami mogli rozwijać energię odnawialną, np. montować małe turbiny wiatrowe albo baterie słoneczne, a przy okazji… likwidować szkodliwe dla zdrowia dachy z eternitu. Niestety, przygotowywana przez rząd ustawa o OZE nie przewiduje preferencji dla małych instalacji. Przeciwnie, proponuje się system aukcji, co oznacza, że wygrywać będą najwięksi inwestorzy, z pewnością nie polscy. Trudno jednak z tym pomysłem nawet dyskutować, gdyż nie został przedłożony do jakiejkolwiek konstruktywnej debaty. Rządowi jakby wcale na tym nie zależało…

– Ponoć eksperci stwierdzili, że w Polsce są dobre warunki klimatyczne do rozwoju energetyki wiatrowej.

– Tak mówią specjaliści często osobiście powiązani z interesami firm wiatrowych, a wystarczy zasięgnąć opinii meteorologów, by się dowiedzieć, że w Polsce wieje zaledwie przez jedną trzecią roku, i to niekoniecznie zgodnie z parametrami wymaganymi w energetyce wiatrowej. Dziś w Rymanowie urywają się kolejne śmigła… Zdecydowanie nie mamy takich warunków, jak w Niemczech czy w Danii – ani wietrznych, ani odległościowych. Polska jest krajem dość równomiernie zasiedlonym, brakuje wielkich bezludnych przestrzeni.

– Dlatego turbiny wiatrowe mogą się dziś pojawiać niemal w każdym dowolnym miejscu?

– I to w najpiękniejszych krajobrazach (Warmia i Mazury, Bieszczady)! Jak najpilniej potrzebna jest zdecydowana polityka państwa. Tymczasem nasze ministerstwa unikają tych ograniczeń, jakie obowiązują przecież w innych krajach UE: u nas każdy może sobie postawić wiatrak choćby na podwórku!

– A może to sposób na wypełnienie unijnych zobowiązań – 15 proc. energii ze źródeł odnawialnych do 2020 r.? Może dlatego rząd nie robi nic, by okiełznać ten niekontrolowany rozwój?

– I może dlatego, jak przystało na unijnego prymusa, zadeklarował w swojej polityce energetycznej aż 19,9 proc. z OZE...? Tymczasem warto by się zastanowić, w jaki sposób te dzisiejsze wielkie inwestycje wiatrowe będą współfinansowane po 2020 r. Patrząc w przyszłość energetyczną Polski, należałoby już dziś wybrać takie rozwiązania – mówię o tym od 6 lat – które nie powodowałyby konfliktów społecznych, nie dewastowałyby krajobrazu, nie uszczuplałyby areału dobrej ziemi uprawnej (którą Ministerstwo Rolnictwa beztrosko dziś poddaje odrolnieniu). I wreszcie – by nie gromadziły się góry potencjalnego złomu, z którym kiedyś będą musieli sobie poradzić właściciele działek podpisujący dziś umowy z firmami o posadowieniu wiatraków.

– Mimo protestów, jak Polska długa i szeroka, wieść gminna niesie, że farmy wiatrowe to jednak przede wszystkim złoty interes.

– Rzeczywiście, lobbyści firm wiatrowych są już w każdej polskiej gminie. Sypią groszem, a to na rozmaite imprezy, a to na kawałek drogi, chodnika – aż do momentu uzyskania pożądanych lokalizacji. I wcale nie tak trudno im przekonać ludzi do podpisywania umów na wydzierżawienie terenu, zwłaszcza gdy uda im się – można tu podejrzewać nawet ciężką korupcję – pozyskać wójta, radnych gminy, sołtysa, którzy ignorują obywatelskie sprzeciwy. Protestujących uważa się w takich gminach za ekoterrorystów, a przecież to tylko ludzie walczący o swoje ojcowizny, niedający się przekupić; jednemu ze stowarzyszeń na Kaszubach oferowano milion złotych za odstąpienie od protestu!

– Czy wydzierżawienie terenu firmie wiatrowej rzeczywiście jest tak bardzo opłacalne?

– Lobbyści pokazują same zyski – średnio 2 tys. zł miesięcznie za dzierżawę – a ludzie nie zwracają uwagi na to, że podpisują umowę pełną gwiazdek, różnego rodzaju niejasnych sformułowań, nie zabezpieczają się przed bankructwem firmy i nie wiedzą, że będą dostawać swe wypłaty w zależności od tego, jak będzie wiało… Często nie wiedzą też, że jako właściciele działki karnie i cywilnie odpowiadają za to, co się może wydarzyć, np. urwane śmigło poczyni gdzieś zniszczenia, zdarzy się jakikolwiek wypadek.

– Jednak niełatwo dziś ich przekonać, że to nie jest najlepszy interes…

– To prawda. Często zgłaszają się do mnie ci, którzy czują się oszukani, bo w ich wsi miało być 50 umów, a okazało się, że będą tylko 3… Nie rozumieją, że w tym jednym miejscu nie da się postawić aż 50 wiatraków. I co gorsza, nie rozumieją też tego, że przez nich cała wieś będzie miała wielki problem, że ludzie będą się wyprowadzać, a turyści przestaną przyjeżdżać nawet z powodu tych 3 wiatraków. W takim rejonie nie ma już mowy o żadnej agroturystyce.

– Co zyskują gminy?

– Raczej niewiele. Okazuje się, że także dla gmin nie jest to najlepszy interes, np. gminom na Warmii i Mazurach, gdzie ulokowano po kilkanaście wiatraków, zabrano subwencję wyrównawczą i ledwie zdołały wyjść na zero, a w najlepszym razie osiągnęły zaledwie ok. 100 tys. zł dochodu… W Kobylnicy (na Pomorzu) i w Margoninie (w Wielkopolsce), gdzie powstały gigantyczne farmy wiatrowe, ludzie opuszczają swe siedliska, próbują je sprzedać, tyle że teraz za bezcen… Jest to już dziś problem ogólnopolski, obejmuje 500 gmin i dotyczy ok. 2,5 mln ludzi. Lobbyści jednak są niestrudzeni, dobrze wiedzą, że Polska ze swoim chaosem legislacyjnym jest dla nich prawdziwym eldorado.

– Dlaczego PiS występuje dziś tak zdecydowanie przeciwko energetyce wiatrowej, skoro – przypominają polityczni konkurenci – w programie wyborczym z 2005 r. opowiada się za promowaniem i wykorzystywaniem odnawialnych źródeł energii w Polsce?

– Powtarzam: nigdy nie byliśmy i nie jesteśmy przeciwni energetyce wiatrowej. Przypominam też, że ustawa o promocji energii odnawialnej w Polsce weszła w życie za rządów SLD, jesienią 2005 r. A następnie, przez półtora roku rządów PiS, problem energii wiatrowej jeszcze niemal nie istniał, nie było na ten temat dyskusji! Dziś uważamy, że Polska powinna sama sobie układać ten wymagany przez UE miks energetyczny, zgodnie z własnym interesem. Jest to o tyle istotne, że w dobie kryzysu kraje UE zaczęły wracać do energetyki węglowej; myśli się o wysokoenergetycznych kotłach, o zabezpieczeniach i technologiach, które pozwolą wychwytywać lub przerabiać szkodliwe substancje. Energia wiatrowa powszechnie została już uznana za zbyt drogą. Tymczasem u nas jest wszystko odwrotnie. PiS sprzeciwia się tak absurdalnej i niezrozumiałej polityce rządu.

– Premier wypowiedział się jednak chyba dość pochlebnie o PiS-owskim pomyśle wprowadzenia ograniczeń lokalizacji turbin wiatrowych… To dobry znak?

– Obawiam się, że ma to związek nie tyle z dobrą wolą, co z tegorocznymi wyborami do PE i samorządowymi. W końcu chodzi o poparcie ok. 2,5 mln protestujących, którzy od kilku lat walczą z rządowymi i samorządowymi urzędnikami… Wydaje się, że zarówno ta przychylność premiera, jak i powolność rządowych prac w tej sprawie jest właśnie taką wyborczą pułapką, obietnicą, że kiedyś nastąpią rozsądne regulacje.

– A nie nastąpią?

– Muszą nastąpić, ale raczej nie dzięki temu rządowi, lecz dzięki ludziom walczącym z wiatrakami. To się musi udać, bo Polacy nie są przecież donkiszotami.

* * *

Anna Zalewska – polityk, samorządowiec, posłanka na Sejm VI i VII kadencji (PiS)

Tagi:
wywiad polityka

Reklama

Ks. Studnicki: kryzys Kościoła powinniśmy przeżywać we wspólnocie

2019-05-22 10:28

rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, to mnie nie dotyczy – podkreśla ks. Piotr Studnicki, koordynator medialny Centrum Ochrony Dziecka w rozmowie z KAI. Odnosząc się do problemu wykorzystywania małoletnich przez duchownych podkreśla, że czyny przestępców w sutannach rzucają cień na całą wspólnotę, dlatego wiernym tak bardzo potrzebne jest wyjaśnienie i głos ze strony duszpasterzy. Zwraca też uwagę, że potężny kryzys, w jakim znalazł się Kościół, to szansa na wspólnotowe i osobiste nawrócenie.

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

Ks. Piotr Studnicki: – To bardzo trudny film. Bolesne są świadectwa ofiar, a sceny konfrontacji głęboko przeszywające. Jest on także zawstydzający ponieważ sprawcami tych przestępstw są księża, a wszystko działo się we wspólnocie Kościoła. Zawstydza również odpowiedź Kościoła, która - jak boleśnie obnaża film - jest niewystarczająca.

W filmie widzimy np. jak są przyjmowane przez delegatów osoby pokrzywdzone. Chociaż zgodnie z kościelnymi procedurami osoba pokrzywdzona ma prawo, aby podczas rozmowy z delegatem towarzyszył jej ktoś bliski, członek rodziny, psycholog lub prawnik, osoba towarzysząca zostaje wyproszona. Widać więc, jaki ogrom pracy przed nami, przede wszystkim, aby zmieniać świadomość i wrażliwość, i to zaczynając od pierwszego kroku, jakim jest wysłuchiwanie ofiar.

- Film wywołał ogromną dyskusję. Czy będzie ona miała przełożenie na konkretne działania Kościoła?

- – Mam wielką nadzieję, że okażą się elementami mobilizującymi nas i przyspieszającymi nasze działania na rzecz ochrony dzieci i młodzieży. Liczę, że publiczna debata wywołana filmem braci Sekielskich uwrażliwi nas na temat wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele i społeczeństwie.
Dyskusja wokół filmu ma ogromną wartość. Czasem pojawiają się głosy, że pokazanie zła w Kościele jest atakiem na Kościół. Przeciwnie. W kontekście skandalu wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych papież Benedykt XVI powiedział, że największe prześladowania i cierpienia Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z wnętrza Kościoła. Atakiem na Kościół są przede wszystkim grzechy i przestępstwa ludzi Kościoła. Moment ujawnienia tego zła jest jakimś rodzajem błogosławieństwa. Gdy to straszne zło zostaje nazwane i potępione, mamy szanse się z nim zmierzyć i je odrzucić.
Zdaję sobie równocześnie sprawę, jak niełatwy jest to czas dla wielu osób w ten sposób skrzywdzonych. Tocząca się debata na ten temat – choć tak bardzo potrzebna – u wielu z nich boleśnie otwiera głębokie rany, które w sobie noszą. Musimy mieć tego świadomość i szukać takiego języka, by nie dodawać bólu osobom poranionym.

- Czy film i debata nie jest też szansą, pozytywnym bodźcem dla tych osób?

- – Osobom pokrzywdzonym, które swej historii nie zgłosiły jeszcze organom ścigania lub Kościołowi, może dodać odwagi, aby to uczyniły. Z wyników kwerendy przeprowadzonej przez ISKK jasno widać, że z roku na rok tych zgłoszeń jest więcej, ale dotychczas nie odnotowano jakiejś fali ujawnień, charakterystycznej przy przebiegu tego kryzysu w Kościele w innych krajach. Możemy się spodziewać, że taka bolesna fala jest dopiero przed nami.
Dlatego bardzo potrzebujemy uczyć się słuchać pokrzywdzonych, przyjmować z wdzięcznością i wspierać tych, którzy odważają się mówić o swoim cierpieniu. To wyzwanie dotyczy każdego. Szczególna odpowiedzialność spoczywa na spowiednikach, którzy są często powiernikami najgłębszych i najboleśniejszych ludzkich tajemnic. Choć sami są związani tajemnicą spowiedzi, powinni robić wszystko aby poprzez posługę sakramentalną wzmocnić i zachęcić osobę pokrzywdzoną do zgłaszania swojej krzywdy organom ścigania i Kościołowi. Przykładem może być ks. Jan Kaczkowski. Umiał dostrzec cierpienie osoby, która początkowo wcale nie miała zamiaru ujawniać swojej historii i pomógł jej opowiedzieć o swoim cierpieniu. To jest często konieczne dla rozpoczęcia procesu wewnętrznego uzdrowienia, podobnie zresztą jak fakt ukarania sprawcy.
Myślę, że w tym kontekście konieczne jest rozliczenie tych przypadków, w których pokrzywdzeni nie czuli się wysłuchani. Zgłaszali nadużycie, ale nie zostali przyjęci lub też przełożeni kościelni nie zareagowali w sposób właściwy. W filmie padają też takie zarzuty i wszystkie te sprawy muszą zostać wyjaśnione.

- Przełożeni kościelni będą musieli ponieść konsekwencje?

- – Już w 2002 r. papież Jan Paweł II wskazał, że kryzys ma dwie przyczyny. Pierwszą są przestępcze czyny duchownych względem małoletnich, a drugą – zaniedbania lub błędne decyzje przełożonych. Za opatrznościowy można uznać fakt, że ukazanie się filmu zbiega się w czasie z „Motu Proprio” papieża Franciszka. Dokument ten ustanawia precyzyjne procedury pociągania do odpowiedzialności przełożonych kościelnych, którzy wykazali się rażącymi zaniedbaniami w sprawie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Papież dał więc całemu Kościołowi odpowiednie narzędzia do rozwiązania tego problemu. To będzie wymagało wielkiej mobilizacji, ale Kościół – także w Polsce – będzie się musiał do tego zastosować.

- Co myśli Ksiądz o projekcie powołania niezależnej komisji, która mogłaby się zająć zbadaniem zjawiska wykorzystywania seksualnego dzieci w Kościele?

- – Nie mam wątpliwości, że potrzebne jest otwarcie na kompetentnych ludzi świeckich, do czego zresztą zobowiązuje papież Franciszek w najnowszym dokumencie. Konieczne są też badania historyczne, wyjaśnienie spraw z przeszłości, które do dziś bulwersują opinie publiczną. To wyjaśnianie powinno być maksymalnie transparentne. Trzeba się na to zdobyć ze względu na ewentualnych pokrzywdzonych lub, jeśli oskarżenia są bezpodstawne, z uwagi na dobre imię oskarżanego. Jeśli nie zmierzymy się z niewyjaśnioną przeszłością, będzie ona rzucała cień na teraźniejszość i konsekwentnie podważała naszą wiarygodność.

- Jak wygląda obecnie w Polsce pomoc dla ofiar wykorzystania seksualnego przez duchownych? Czy Kościół ma w tym względzie jakieś systemowe rozwiązania?

- – Wytyczne przyjęte przez Kościół przewidują pomoc prawną, psychologiczna i, o ile osoba sobie tego życzy, także duchową. Musimy jednak uderzyć się w pierś i przyznać, że z realizacją bywa bardzo różnie. Są diecezje, które są lepiej do tego przygotowane, inne zdecydowanie słabiej. Nie mam wątpliwości, że potrzeba w tym względzie o wiele więcej naszej inicjatywy i zbudowania systemu bardziej kompleksowej pomocy.

- Czy możemy mówić, że Kościół znalazł się w kryzysie?

- – Zdecydowanie tak i bardzo ważne, abyśmy w Kościele nauczyli się na ten temat rozmawiać, na różnych poziomach – począwszy od hierarchii, poprzez szeregowych księży i zgromadzenia zakonne, po wiernych świeckich, których przecież obecny kryzys głęboko dotyka. Duszpasterze nie mogą ich zostawić samych. Musimy się zastanawiać, jak przejść to doświadczenie razem, we wspólnocie Kościoła. Widzę tu też rolę do odegrania dla mediów katolickich.
Prowadzone są cykle szkoleń dla księży, kleryków, katechetów, które uwrażliwiają na problem wykorzystania seksualnego nieletnich. Ta tematyka powinna być też podejmowana w parafiach, tak, by wierni mieli szansę usłyszeć podczas kazania w kościele, na czym polega problem, jak należy właściwie reagować i na czym naprawdę polega w tym kontekście dobro wspólnoty.
Otwarta rozmowa jest szczególnie potrzebna, wręcz niezbędna, w parafiach, w których doszło do dramatu wykorzystania nieletnich. Nie może być tak, że wszyscy o tym wiedzą ale panuje milczenie. Transparentna komunikacja jest niezbędna na odbudowanie zaufania. W przeciwnym przypadku ojcowie i matki będą się słusznie obawiać powierzać swe dzieci duszpasterstwu parafialnemu. I to będzie w pełni zrozumiałe. Rodzice musza wiedzieć, że ich dziecko jest bezpieczne.

- Jak my, chrześcijanie, powinniśmy przeżywać ten kryzys?

- – W obecnym kryzysie powinniśmy widzieć szansę na spotkanie z Jezusem. W historii każdego pokrzywdzonego człowiek wierzący winien dostrzec cierpienie samego Jezusa. Chrystus utożsamia się ze skrzywdzonym dzieckiem, mówiąc: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Papież Franciszek wzywa nas, abyśmy w gniewie osób pokrzywdzonych dostrzegali gniew samego Boga – zranionego i sprofanowanego. Takie spojrzenie wiary służy naszemu nawróceniu.
Ten kryzys jest również szansą na oczyszczenie i umocnienie wspólnoty Kościoła. Przestępcze czyny niektórych rzuciły cień na całą wspólnotę. Nie ma się co dziwić, że to nas wszystkich dotyka i zawstydza. Nikt w Kościele nie może powiedzieć: to nie moja sprawa, mnie to nie dotyczy. W ten sposób z całym realizmem i bólem odczuwamy jak bardzo jesteśmy jednym organizmem.
W tym także powinniśmy widzieć możliwość naśladowanie Jezusa. Przecież on nie cierpiał za własne grzechy ale za grzechy nas wszystkich. Każdy uczeń Jezusa jest też powołany do takiego noszenia grzechów innych. „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe”. Do pokutowania za grzechy innych wzywa nas też Matka Boża z Fatimy. Przyjmując i nosząc z godnością osobiście niezasłużone cierpienie wstydu, mam szansę spotkać i naśladować Chrystusa.
Wreszcie, ten kryzys jest też szansą na powszechne przeoranie świadomości i wrażliwości ludzi w kwestii wykorzystania seksualnego małoletnich. Jeśli nie zwyciężą w nas mechanizmy wyparcia i nauczymy się otwarcie rozmawiać na te tematy i odważnie i bezkompromisowo zwalczać wszelkie tego rodzaju patologie, to nasze wspólnoty staną się bardziej bezpieczne dla dzieci i młodzieży. Jeśli nie zabraknie zdrowego rozsądku i dobrej woli do współpracy, to te zmiany będą dotyczyły nie tylko Kościoła, ale także całego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Ojciec Pio – czciciel Maryi

2018-05-09 10:18

Biuro Prasowe Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów Prowincja Krakowska
Niedziela Ogólnopolska 19/2018, str. 8-9

Synowskie oddanie św. Ojca Pio Matce Bożej jest znane. Święty Stygmatyk już w dzieciństwie codziennie odwiedzał „Matkę Bożej Wolności”, Patronkę Pietrelciny – miasta jego urodzenia. Tkliwą pamięć o Matce Bożej pielęgnował aż do czasu swojego odejścia do domu Ojca. 23 września 2018 r. przypada 50. rocznica jego śmierci

Biuro Prasowe OFMCap-Krka
Ojciec Pio miał swoje osobiste, pełne czułości zwroty, którymi odnosił się do swojej „Mateczki”, „Mateńki”, „Kochanej Matki”, „Pięknej Matki”, „Najbardziej Świętej Matki”

Ojciec Pio miał swoje osobiste, pełne czułości zwroty, którymi odnosił się do swojej „Mateczki” , „Mateńki”, „Kochanej Matki”, „Pięknej Matki”, „Najbardziej Świętej Matki”. Wspaniałym przykładem przeżywania bliskiej zażyłości z Matką Bożą jest ekstaza 30 listopada 1911 r., zanotowana przez o. Agostino, w której św. Ojciec Pio zwraca się do niebieskiej Matki: „Twoje oczy są wspanialsze od słońca..., jesteś piękna, kochana Matko, jestem dumny, że Cię kocham..., a więc pomóż mi...”. Nieco później w tym samym uniesieniu duchowym dodaje: „Och, jesteś piękna... śmiejesz się? Nie szkodzi... Jesteś piękna!...”.

Miłość do Maryi – drogowskaz, siła i lek

Być może trudno nam sobie wyobrazić śmiejącą się Matkę Bożą, lecz Jej uśmiech był wyrazem szczęścia i radości ze spotkania z kochającym synem. Jak wielka to była miłość i jakże pokorna, świadczą słowa świętego: „Chciałbym kochać Maryję tak, jak na to zasługuje. Pamiętajmy jednak i o tym, że wszyscy święci i Aniołowie razem wzięci nie potrafią godnie kochać i czcić Matki Bożej”.

Miłość Ojca Pio do Maryi naznaczyła jego duchowość – zarówno kapłańską, jak i zakonną, była wtopiona w całe życie świętego, była jego drogowskazem, siłą, radością, wsparciem, lekiem i uzdrowieniem w chorobie, a także Towarzyszką w umieraniu. Św. Ojciec Pio zachęcał wszystkich, aby podążali za Matką Kościoła, dlatego radził: „Niech Najświętsza Dziewica, która była pierwsza w zachowaniu Ewangelii w całej jej doskonałości i w całej jej surowości, zanim została napisana, otrzyma dla nas tę łaskę i pobudzi nas, abyśmy chodzili w Jej bezpośredniej bliskości. Musimy czynić wielki wysiłek, aby naśladować niezmiennie tę błogosławioną Matkę, aby iść blisko Niej, od czasu gdy nie ma innej drogi życia, z wyjątkiem drogi, którą szła nasza Matka. Nie odmawiajmy przyjęcia tej drogi my, którzy chcemy dojść do jej końca”.

Biuro Prasowe OFMCap-Krka

Miłosierdzie dla dusz czyśćcowych

Doświadczenia bliskości Maryi i zażyłości z Nią znajdujemy w świadectwach spisanych przez współbraci Ojca Pio z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Brat Carmelo da San Giovanni in Galdo wspominał: „Podczas wieczornego oficjum, gdy czytał modlitwę do Matki Bożej, wzruszał się do łez. Tego wieczoru jego głos, w czasie przerywanej wciąż modlitwy, był niezwykły. Był tak wyraźnie poruszony, że z trudem kontynuował modlitwę, a jego wzruszenie udzieliło się obecnym na uroczystości. Na nic się zdały jego starania, by rzekomymi atakami kaszlu ukryć swoją żarliwą miłość do Matki Bożej, która wiele razy, jak twierdził, «ratowała go od piekła, na które zasługiwał».

Wieczorem 15 lipca 1959 r. św. Ojciec Pio był chory i znajdował się w swojej celi klasztornej, podczas gdy w kościele zgromadzili się jego synowie i córki duchowe. Przemówił do nich przez megafon: «Pamiętajmy o tym, że jutro jest święto Matki Bożej Szkaplerznej, będącej szczególną opiekunką dusz czyśćcowych. Polecajmy tej drogiej Matce święte dusze w czyśćcu. Któż z nas nie ma tam swoich bliskich i kto wie, jak wielu z nich cierpi tam może – a nawet z pewnością – także przez nas... Prośmy Mamę, aby przyszła im z pomocą, łagodząc ich cierpienia i chłodząc dręczący ich płomień. Jeżeli my będziemy miłosierni w stosunku do nich, jeżeli – nie daj Bóg! – i my będziemy musieli pójść do czyśćca, Pan Bóg sprawi, iż pojawią się inni, którzy pomogą z kolei nam»”.

Matka, która nigdy nie opuszcza

Jest wiele opowieści, w których widzimy potęgę orędownictwa Matki Bożej oraz powierzania Jej macierzyńskiej opiece wszystkich proszących Ojca Pio o wstawiennictwo. Święty Stygmatyk zawsze pukał do Serca Maryi, aby otrzymać łaskę, o którą prosił. Zwykle też odpowiadał tym, którzy prosili go o modlitwę: „Będę prosić Matkę Bożą” i zachęcał: „Módlmy się żarliwie, zgodnie i ufnie, cierpliwie czekając, aby Pan Bóg i Najświętsza Panna, Jego Matka, odpowiedzieli na nasze modlitwy (...). Bądźmy wierni i wytrwali, a Najświętsza Panienka nie będzie mogła pozostać głucha na modlitwy swoich dzieci (...). Jeśli wytrwamy, to Matka nie pozostanie nieczuła na nasze lamenty”.

Doświadczenie orędownictwa Matki Bożej starał się przekazywać wszystkim, którzy stali się jego duchowymi synami i córkami. Do Józefiny Morgery napisał: „Pamiętaj, że oprócz tego nieodłącznego towarzysza jest również Ta, która kształtuje całą radość naszego serca. Jest Maryja, Matka Jezusa i Matka nasza. Pan Bóg dobroci zechciał dać nam – w porządku duchowym – tak bardzo czułą Matkę, która ciągle czuwa nad naszym zbawieniem. Tak, moja dobra Córko, rozszerzaj coraz bardziej Twe serce na zaufanie tej najukochańszej Matce, która służy nam nie tylko jako więź zjednoczenia z Panem Bogiem, jako więź dobroci, ale także jeszcze jako Pośredniczka, która stała się jakby Środkiem obrony przed wrogami naszego zbawienia. Odwagi więc i ciągle do przodu, ponieważ jeśli wróg nie śpi, aby nas zgubić, to ta błogosławiona Matka nie opuszcza nas ani na moment”.

Święty od Różańców

We fragmencie dziennika z 1929 r. św. Ojciec Pio wymienia swoje codzienne pacierze. W zapisie o medytacjach i nowennach jest także taka notatka: „Codziennie nie mniej niż całych pięć Różańców”. Św. Ojciec Pio wyrażał swoją wielką, czułą miłość do Matki Bożej przez odmawianie Różańca. Z różańcem w dłoniach i z imieniem Maryi na ustach odszedł po wiekuistą nagrodę. Był określany jako „żyjący różaniec”, to znaczy, że każdy dzień jego życia oplatało niekończące się odmawianie „Zdrowaś Maryjo”. Na pytanie swego przełożonego, ile Różańców odmówił w ciągu dnia, odpowiedział: „Muszę powiedzieć prawdę mojemu superiorowi. Odmówiłem mniej więcej trzydzieści; raczej więcej”.

Ktoś zwrócił się do świętego z prośbą: „Ojcze, daj nam jakąś radę, podaj wskazania”. Św. Ojciec Pio odpowiedział: „Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej Różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.

Dwa dni przed śmiercią św. Ojciec Pio powtórzył jeszcze raz tę myśl: „Kochajcie Matkę Najświętszą; czyńcie wszystko, by Ją kochano. Odmawiajcie Różaniec, odmawiajcie go zawsze, róbcie to tak często, jak tylko to jest możliwe”.

Ojciec Pio podjął zaproszenie Pana Jezusa, by być człowiekiem nieustannej modlitwy, dlatego jego Różaniec nigdy nie ustawał. Święty od Różańców, święty naznaczony stygmatami, święty od cudów, święty naszych czasów, święty przez krew, święty, dla którego Msza św. była największym przeżyciem: oto Ojciec Pio.

To dlatego posiał Różaniec w sercach swoich dzieci duchowych, a tym, którzy go dziś szukają, ukazuje się z różańcem w ręku. Takiego zapamiętali go najbliżsi: siedzącego w chórze zakonnym naprzeciw mozaiki głównego ołtarza sanktuarium, niezmiennie z różańcem w ręku; lekko się kołysząc, przesuwał jego paciorki palcami. Jeśli zaś chodzi o czas potrzebny do odmówienia tylu Różańców dziennie, to odpowiedź jest prosta. Ojciec Pio nieraz się zwierzał, że może wykonywać trzy czynności naraz: modlić się, spowiadać i odbywać podróże.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marsz dla życia i rodziny w Radomsku

2019-05-27 07:25

Elżbieta Saj

Z udziałem rodzin, osób życia konsekrowanego, kapłanów ulicami Radomska, w niedzielę 26 maja przeszedł Marsz dla życia i rodziny. Odbył się on w ramach XX Radomszczańskich Dni Rodziny, które pod hasłem : „Rodzina Sercem Cywilizacji Miłości” potrwają w Radomsku do 9 czerwca.

Aleksandra Saj

Marsz a zarazem Radomszczańskie Dni Rodziny rozpoczęły się Mszą św. w Kolegiacie pw. Św. Lamberta w Radomsku. Liturgii przewodniczył i homilię wygłosił ks. Robert Grohs, kierownik Archidiecezjalnego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin „Nazaret”.

Mszę św. w intencji rodzin koncelebrowali: ks. Antoni Arkit, proboszcz parafii pw. św. Lamberta w Radomsku i dziekan regionu radomszczańskiego i o. Edward Wróbel z klasztoru ojców franciszkanów w Radomsku. Oprawę liturgiczną przygotował krąg Domowego Kościoła działający przy radomszczańskiej kolegiacie.

W homilii ks. Robert Grohs odwołał się m. in. do treści listu do Rodzin św. Jana Pawła II. – Dokument ten jest aktualny w dzisiejszych czasach. Stanowi on bowiem przypomnienie i zachętę do otwarcia się na nadzieję zmartwychwstania. Pochylenie się nad nim w okresie wielkanocnym to czas zdania egzaminu z otwarcia się na łaskę nadziei, którą przynosi Zmartwychwstały Chrystus – mówił ks. Grohs.

- Św. Jan Paweł II obserwując dzisiejszy świat przewidział, że kryzys dotknie także rodziny. Dlatego we wspomnianym dziele odwołał się do listu Św. Pawła do Efezjan :„Zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelkie rodzicielstwo” – kontynuował ks. Grohs.

Za św. Janem Pawłem II kapłan przypomniał jak bardzo ważna jest modlitwa w rodzinie za otaczający świat i za rodziny - Kluczem do właściwego funkcjonowania rodziny, całych społeczeństw jest trzymanie się prawdy. Jeśli chcemy odnowy rodzin, właściwego patrzenia na rodzinę, trzeba byśmy mieli znajomość prawdy o wolności i komunii osób. Tylko wolny człowiek , który stał się uczniem Chrystusa może oddać siebie, gdyż poznał Prawdę , a Prawda go wyzwoli”- podkreślił ks. Robert Grohs.

Po Mszy Świętej, przy dźwiękach orkiestry dętej z Kamieńska, przeszedł ulicami miasta Marsz dla życia i rodziny, podczas którego jego uczestnicy mogli wysłuchać fragmentów z nauczania św. Jana Pawła II na temat wartości i ochrony życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Niesione transparenty przypominały o świętości ludzkiego życia i rodziny. Nad organizacją marszu czuwał ks. Marcin Szczypiór, wikariusz z parafii pw. św. Lamberta. Marsz zakończył się w parku Solidarności, gdzie miał miejsce piknik rodzinny.

Zdjęcia: Aleksandra Saj

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem