Reklama

Chcą korespondować

Aby nawiązać kontakt z osobami ogłaszającymi się w tej rubryce, należy napisać do nich list, zaznaczyć numer ogłoszenia i przesłać pod adresem Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, a redakcja przekaże go wskazanej osobie.

5634. Jurek

Jestem samotny, mam 18-letniego syna, pracuję. Jestem katolikiem. Pragnę poznać osobę ceniącą szczerość i prawdomówność. Wierzę, że najlepiej iść przez życie we dwoje, a serce ludzkie potrzebuje miłości, dobroci, szacunku i wzajemnego zrozumienia.

5635. Katarzyna z Podkarpacia

Mam 31 lat, choruję na SM. Szukam bratniej duszy, jestem taka samotna... Proszę, aby ktoś do mnie napisał. Jestem osobą, którą los trochę doświadcza. Cierpienie uczy wielkiej pokory, ale trzeba mieć nadzieję. Mogę korespondować elektronicznie, proszę o adres w liście.

5636. Stanisław z Małopolski Zachodniej

Jestem wdowcem, mam 60 lat. Są chwile, że jest mi bardzo ciężko w samotności. Jeśli jest ktoś w podobnej sytuacji, to chętnie podzielę się swoimi odczuciami. Radio czy telewizor nie są w stanie zastąpić kontaktu z człowiekiem.

Reklama

5637. Aleksandra, l. 41, z woj. śląskiego

„O, ty (…) wskaż mi, gdzie pasiesz swe stada, gdzie dajesz im spocząć w południe, abym się nie błąkała wśród stad twych towarzyszy” (Pieśń nad Pieśniami 1, 7).

5638. Agata z Legnicy

Mam 36 lat, jestem praktykującą katoliczką. Zajmuję się domem i wychowaniem synów. Bardzo lubię czytać religijne książki i pisma, słucham muzyki religijnej. Mam w ogródku figurę Matki Bożej Fatimskiej. Chciałabym nawiązać korespondencję TYLKO ze starszymi paniami o podobnych zainteresowaniach, które tak jak ja zawierzyły swoje życie Panu Bogu.

5639. Bogdan z Malborka

58-letni magister geografii po przejściach, przewodnik turystyczny, członek katolickiej wspólnoty religijnej, marzący o życiu w sakramentalnym związku, pozna osobę zdolną do prawdziwej miłości.

Reklama

5640. Czytelniczka z Małopolski

Mam 58 lat, jestem wdową, pracuję zawodowo. Lubię spacery, jazdę na rowerze. Chętnie nawiążę kontakt z osobą ceniącą dobro. Jestem praktykującą katoliczką, wrażliwą na dobro drugiego człowieka.

5641. Danuta

Mieszkam w gm. Siemień (woj. lubelskie), jestem praktykującą katoliczką, osobą wrażliwą. Lubię czytać książki i podróżować, kocham przyrodę i zwierzęta. Pragnę poznać kogoś wierzącego, uczciwego i odpowiedzialnego. Proszę tylko o poważne odpowiedzi.

5642. Marta z Łodzi

Jestem panną ze średnim wykształceniem, mam 35 lat. Lubię dobrą literaturę i film. Poznam osoby szczere, uczciwe, odpowiedzialne. A może poznam też tę swoją drugą połówkę i prawdziwych przyjaciół? Czekam na listy od osób w podobnym wieku.

5643. Bożena

Mam 52 lata, jestem wdową. Lubię dzieci, chętnie pomagam ludziom, ponadto jeżdżę na wycieczki, czytam książki. Jestem wierząca i kogoś takiego szukam.

5644. Czytelnik z Podkarpacia

Mam 30 lat, jestem miłym i spokojnym kawalerem, prowadzę małą działalność gospodarczą. Chciałbym poznać kogoś w zbliżonym wieku.

5645. Jadwiga

Jestem samotna. Bardzo bym chciała poznać jakąś miłą osobę z okolic Chrzanowa, kogoś, z kim mogłabym się zaprzyjaźnić. Wiele jest takich samotnych osób jak ja, w wieku ok. 70 lat.

5646. Barbara

Małżeństwo ze Śląska, głęboko wierzące, w wieku 65 i 67 lat, pragnie poznać osobę wierzącą, samotną, chorą, potrzebującą pomocy we wszystkim. Ale tylko z Małopolski, chętnie w górach lub obok uzdrowisk. Pragniemy zamieszkać razem, jako wierząca, praktykująca rodzina.

5647. Czytelniczka z Połańca

Jestem wdową po pięćdziesiątce, praktykującą katoliczką, czynną zawodowo. Lubię przyrodę, książkę, podróże. Dokucza mi samotność. Pragnę poznać bratnią duszę.

5648. Czytelnik spod Warszawy

Mam 58 lat, od 4 lat jestem wdowcem. Dzieci są usamodzielnione. Pracuję w Warszawie. Jestem osobą wierzącą i praktykującą. Należę do kółka Żywego Różańca i Asysty Kościelnej. Chciałbym poznać odpowiednią osobę w zbliżonym wieku, wierzącą, z okolic Warszawy lub z Mazowsza.

5649. Marzena z Małopolski

Mam 44 lata, męża i dzieci. A mimo to brak mi prawdziwych przyjaciół. Kocham zwierzęta i kwiaty, lubię pisać listy. Chciałabym poznać osoby, na które mogłabym liczyć, szukam szczerych przyjaciół na dobre i na złe.

5650. Magdalena z woj. śląskiego

Jestem 30-letnią religijną kobietą, której doskwiera samotność. Moje zainteresowania to przede wszystkim literatura, czytanie książek, zgłębianie tajemnic wiary, muzyka, spacery. Lubię także poezję i teatr, wszystko, co jest związane z pięknem. Pragnę poznać osobę, która wniesie do mojego życia wartość i rozjaśni samotne dni.

5651. Czytelniczka z okolic Rzeszowa

Jestem wdową po sześćdziesiątce, osobą uczciwą, szczerą, wierzącą, praktykującą nie tylko od święta. Pana Boga stawiam na pierwszym miejscu. Czuję, że mogłabym kogoś obdarzyć przyjaźnią i sympatią. Jeśli czujesz podobnie, to zapraszam do korespondencji.

5652. Paweł z Częstochowy

Mam 38 lat i jestem jeszcze samotnym mężczyzną, z wyższym wykształceniem. Pragnę poznać osobę w wieku 30-45 lat, najchętniej z Częstochowy lub okolic. Najważniejsze, żebyśmy się rozumieli, bo jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne też jest na właściwym.

5653. Jarek z woj. świętokrzyskiego

Mam 53 lata. Jestem samotnym kawalerem, szczerym i uczciwym. Pracuję oraz prowadzę nieduże gospodarstwo rolne. Tą drogą chciałbym nawiązać przyjaźń, a może i coś więcej, na resztę życia. Oczekuję przyjaźni i zaufania, a także otwartości.

5654. Krystyna z woj. kujawsko-pomorskiego

Samotna 66-latka na emeryturze, z wykształceniem medycznym i poczuciem humoru, pozna kulturalną, niepalącą osobę w odpowiednim wieku, też cierpiącą na samotność. Proszę o listy z numerem telefonu, najchętniej od osób z Włocławka i okolic.

5655. Samotny z Wrocławia

Mam 60 lat, jestem kawalerem. Ponieważ jestem samotny, chciałbym poznać osoby, z którymi mógłbym korespondować, wymieniać poglądy i zaprzyjaźnić się. Miło mi będzie poznać zwłaszcza panie. Moje zainteresowania są różne, cenię dobre książki. Wśród nich geograficzne, historyczne, podróżnicze i naukowe. Czekam na poważne listy.

Uwaga! Czytelnicy nawiązują kontakty z osobami ogłaszającymi się na własną odpowiedzialność.
PS Prośba do P.T. Korespondentów, aby pisali wyraźnie i starannie, a szczególnie własne adresy. Moje oczy są już coraz słabsze, proszę o zrozumienie... Aleksandra

Oczekujemy na listy pod adresem:
„Niedziela”, ul. 3 Maja 12
42-200 Częstochowa.
Na kopercie należy napisać: „Listy”
e-mail: redakcja@niedziela.pl

2014-07-22 12:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Idę po śmierć, idę po życie

Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

[ TEMATY ]

rekolekcje

youtube

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Polscy lekarze rozpoczynają arcytrudną misję we Włoszech

2020-03-30 12:26

[ TEMATY ]

lekarz

PAP

15-osobowy zespół polskich lekarzy wylatuje w poniedziałek do Włoch. Przez dziesięć dni będą pracowali we włoskim mieście Brescia w Lombardii, gdzie sytuacja w związku z epidemią koronawirusa jest najtrudniejsza.

Misję we Włoszech prowadzić będą lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego z Warszawy oraz medycy z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Prezes PCPM Wojciech Wilk powiedział w rozmowie z Polskim Radiem, że polski zespół zostanie przetransportowany na miejsce wojskowym samolotem i spędzi tam dziesięć dni.

Polscy lekarze i ratownicy medyczni lecą na dziesięć dni do Brescii w północnych Włoszech, aby tam wesprzeć pracę jednego ze szpitali polowych, zbudowanych do leczenia osób zakażonych koronawirusem. Mam nadzieję, że misja polskich lekarzy będzie wyrazem solidarności, jak i konkretną pomocą dla zmagającego się z epidemią koronawirusa włoskiego systemu ochrony zdrowia — mówił Wojciech Wilk.

Wszyscy jadący na misję do Włoch lekarze zostali przebadani na obecność koronawirusa i wynik testów był ujemny, są zatem zdrowi. Do Włoch jadą wyposażeni w dodatkowy sprzęt ochronny. Po powrocie do kraju spędzą dwa tygodnie w kwarantannie.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję