Reklama

Niedziela Wrocławska

Raz Dwa Trzy... Wrocław!

Wywiadów nie udziela zbyt często, ale na scenie między piosenkami dzieli się przemyśleniami na różnorakie tematy. Podczas pobytu we Wrocławiu w trakcie „Nocy Kościołów” opowiedział jednak o tym, jak to jest być ojcem czwórki dzieci, jaką wizję rodziny miał ponad 20 lat temu. Opowiedział także o historii powstania zespołu Raz Dwa Trzy oraz o sposobie na stworzenie głębokiego tekstu. Z wokalistą zespołu Raz Dwa Trzy Adamem Nowakiem rozmawia Janusz Gajdamowicz

Niedziela wrocławska 30/2014, str. 6-7

[ TEMATY ]

zespół

Janusz Gajdamowicz

Adam Nowak z zespołu Raz Dwa Trzy

JANUSZ GAJDAMOWICZ: – Uczestniczyliście w „Nocy Kościołów”, projekcie o szczególnym znaczeniu dla Wrocławia...

ADAM NOWAK: – Myślę, że nie tylko dla Wrocławia. To jest taka symbolika jednoczenia ludzi i świętowania tych wszystkich talentów, które spowodowały nie tylko powstanie niezwykłych budowli, co przetrwały setki lat, ale również takiej wspólnoty ludzi zjednoczonej wokół czegoś dla mnie najgłębszego i najważniejszego, czyli relacji między człowiekiem a Panem Bogiem i odwrotnie.

– Zespół Raz Dwa Trzy uświetnił tegoroczną edycję „Nocy Kościołów”, grając koncert na scenie przed katedrą w jedną z najkrótszych nocy w roku.

– To jest zdarzenie niezwykłe, bo dawniej, przed setkami lat, świętowano to wydarzenie zupełnie inaczej. Dziś mamy to wszystko pod kontrolą. Koncert będzie taki jedyny, jaki może się odbyć w tym miejscu: będzie część piosenek, które bardzo pasują do tego miejsca, niektórych nie będzie, bo nie pasują do tego miejsca i do tych okoliczności. Ja się nie lubię nastawiać przed koncertem, dlatego że doświadczenie dwudziestu czterech lat pracy nauczyło mnie, że jak człowiek się podpala przed koncertem, to potem te emocje nie chcą być podobne na scenie, więc myślę, że na scenę należy wychodzić z taką wielką równowagą wewnętrzną i cierpliwie poczekać na to, co się wydarzy.

– Wróćmy na chwilę do historii: w jakich okolicznościach zawiązał się zespół, który koncertuje do dziś ze znakomitym powodzeniem?

– Studiowaliśmy wszyscy w Zielonej Górze i każdy z nas miał jakieś doświadczenia. Próbowałem swoich sił w kabarecie, zdawałem do szkoły teatralnej, pracowałem w teatrze jako garderobiany, kopałem rowy, roznosiłem mleko, pracowałem jako kelner, przeróżne rzeczy robiłem. Będąc na studiach, spotkałem niezwykłych ludzi, przyjechałem do Zielonej Góry z dużego miasta, z Poznania, nikogo tam nie znałem i okazało się, że ta spontaniczność, która drzemie w ludziach z mniejszych miejscowości i z okolicznych wsi, daje takiego niezwykłego kopa i że ci ludzie mają w sobie jakąś niezwykłą pokorę i chęć poznania świata. Nie są zmanierowani tym, że wszędzie byli i wszystko widzieli, chyba z wyjątkiem wieloryba, jak głosi wiersz („Pan Maluśkiewicz i wieloryb” Juliana Tuwima – przyp. autora), każdy człowiek był dla nich ciekawy. Nauczyłem się wtedy i pracować z ludźmi, i występować, i zacząłem tam pisać piosenki już tak na poważnie. Spotkaliśmy się w akademiku na próbie, zaczęliśmy wspólnie grać, po kilku próbach pojechaliśmy do Krakowa. Brałem prywatne lekcje ekspresji, śpiewu, żeby być jak najbardziej wiarygodnym i jak najmniej zakłócać to, co sobie sam wymyślam. Pojechaliśmy do Krakowa w 90. roku z nastawieniem, że chcemy poznać ludzi i w ogóle nie myśleliśmy o tym, czy będziemy coś wygrywać, bo nie jechaliśmy na zawody. Jednak obsypano nas nagrodami, uznano nas za jakiś dziwny twór, który ma więcej do powiedzenia, niż sam miał do powiedzenia (śmiech). Ale to był bardzo ważny moment, który zmienił nasze życie, obrócił je o 180 stopni i od tego czasu żyjemy wszyscy z tego, co kochamy robić – z grania muzyki i śpiewania piosenek. I to trwa od 24 lat. Uważam, że mieliśmy i mamy niezwykłe szczęście i jeżeli dalej mogłoby nam się szczęścić podobnie jak do tej pory przy zachowaniu uczciwości wykonawczej i naszych dobrych relacji, to mam wrażenie, że możemy jeszcze jakiś czas pograć razem.

– Utwory zespołu Raz Dwa Trzy mają bardzo bogate, głębokie teksty. Jak wygląda proces ich powstawania?

– Na to nie ma metody i trudno tutaj o jakiś sposób postępowania. Jedyną receptą jest taka codzienna, systematyczna praca. Być może wielu osobom bycie tekściarzem kojarzy się z tym, że nagle się siada i pisze – oczywiście, są tacy zdolni ludzie, którzy mają przebłyski i spada na nich więcej niż to, o co proszą, ale większość twórców po prostu pracuje, poświęca temu czas. Bo samo komponowanie czy pisanie tekstów nie polega na tym, żeby napisać tekst, ale żeby powiedzieć w tym tekście to, co by się chciało powiedzieć, co najuczciwiej chciałoby się powiedzieć komuś, kto nam stawia pytania, i co zawierałoby to, co powinno tylko zawierać w tekście, bez specjalnych ozdobników i popisywania się talentem. A słowo poetyckie, literackie czy filozoficzne potrafi bardzo zwodzić i prowadzić tam, gdzie ono samo chce, więc trzeba zachować dyscyplinę i koncentrację. To wszystko brzmi bardzo poważnie, ale jeżeli chce się dotrzeć do kogoś tak, żeby poruszyć w nim jakieś głębsze uczucia i emocje, to jest potrzebne wielkie skupienie nad tym.

– Dużo się dziś mówi o rodzinie, niekoniecznie pozytywnie. A co z rodziną w życiu pana Adama Nowaka?

– Gdyby mnie ktoś zapytał w wieku 25 lat, czy planuję rodzinę, to bym powiedział, że nie, że ja się chcę poświęcić temu, co kocham. I jakoś tak się złożyło, że ożeniłem się z kobietą, którą bardzo kochałem. Najpierw pojawiło się jedno dziecko, potem drugie, potem była chwila przerwy, potem pojawiło się trzecie dziecko i wreszcie czwarte – i pomyślałem sobie, że Pan Bóg jest łaskawszy, niż myślałem. Bo to, że mi pozwolił robić to, co robię, to przy odrobinie pracowitości jest do osiągnięcia jakieś zadowolenie z tego, co człowiek ma do wykonania. Natomiast nie każdy jest szczęściarzem otrzymującym czwórkę dzieci od Pana Boga. Bo jak się rodzą, to człowiek by pomyślał, że zostało spełnione to, co miało być spełnione. Panu Bogu należą się podziękowania i już. Ale to jest taki proces i taka ciągłość, polegające na tym, że jeżeli się otrzymało ten dar, to wszystko, co dobre i niedobre w naszym życiu, trzeba zaakceptować. Bo dobre jest po to, żebyśmy zbudowali siły na przyszłość, a niedobre jest po to, żebyśmy wyciągnęli wnioski z tego, dlaczego spotkało nas tzw. niedobre i czego się można z tego zdarzenia nauczyć. Jestem zwolennikiem takiego powiedzenia, że nie tyle możemy wybierać, co jesteśmy zmuszeni do wyboru. Jak mówi chińskie powiedzenie, osoba, która ucieka od wyborów, prędzej czy później napotka wszystko to, przed czym uciekała, w najmniej odpowiednim momencie bez żadnej możliwości obrony.

– Zespół Raz Dwa Trzy jest częstym gościem we Wrocławiu, jakie wspomnienia wiążą się z tym miastem?

– Pamiętam, że jak miałem 6 albo 7 lat, tato mnie zabierał w góry i nocowaliśmy u rodziny we Wrocławiu. Mój tato w ogóle spędził sporo czasu we Wrocławiu, bo chciał tutaj studiować architekturę po wojnie, to mu się nie udało, studiował weterynarię. Był bardzo długo związany z Wrocławiem. Potem się okazało, że ja też z Wrocławiem byłem związany w taki sposób, że przyjechałem tu za sympatią, później poznałem we Wrocławiu moją żonę. Mieszkają we Wrocławiu nasz gitarzysta Jarek Treliński, Grzesiu Szwałek – nasz menadżer i klawiszowiec. Wszyscy jesteśmy z Wrocławiem zakolegowani. Tadziu Kulas – nasz trębacz – mieszka we Wrocławiu. To jest miasto nam bardzo przyjazne, tutaj pierwsi organizatorzy zaprosili nas po występie w Krakowie, przyjechaliśmy do Wrocławia właściwie na pierwszy poważny występ. Zorganizowano festiwal piosenki studenckiej, tutaj były tłumy. Myśmy zagrali na Politechnice pierwszy taki wielki koncert. Ludzie, którzy nas nie znali, witali nas, jakbyśmy się znali od 20 lat. Byliśmy bardzo wzruszeni tym powitaniem, gościną i te relacje z wieloma osobami, które poznaliśmy we Wrocławiu, trwają do dzisiaj.

Oprac. Adrianna Nawrot

2014-07-23 14:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Więcej niż występ

Niedziela częstochowska 11/2020, str. VI

[ TEMATY ]

Częstochowa

Śląsk

występ

zespół

filharmonia

Bożena Sztajner/Niedziela

Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”

Artyści Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” oraz widzowie uczcili 8 marca w Filharmonii Częstochowskiej Żołnierzy Niezłomnych. Koncert A to Polska właśnie zgromadził przedstawicieli instytucji państwowych i samorządowych, NSZZ „Solidarność”, duchownych, przedsiębiorców, częstochowian i gości spoza miasta.

Wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Szymon Giżyński, przywołując na początku koncertu Danutę Siedzikówną „Inkę” i jej ostatnie słowa, które wypowiedziała przed śmiercią, że „zachowała się jak trzeba”, trafnie określił charakter spotkania jako wydarzenia przekraczającego ramy okolicznościowego występu. Wielobarwny program koszęcińskich artystów A to Polska właśnie poruszył najczulsze patriotyczne struny widowni, szczelnie wypełniającej widownię częstochowskiej filharmonii.

Widowisko zostało oparte na kompozycjach i opracowaniach muzycznych Stanisława Hadyny oraz układach choreograficznych Elwiry Kamińskiej – duetu twórców potęgi zespołu „Śląsk” i dopełnione m.in. popularnymi pieśniami legionowymi. Publiczność mogła oklaskiwać takie popularne utwory jak: Karolinka, Szła dzieweczka, Hej, te nasze góry, Ondraszek czy tańce, jak: Trojak, Taniec chustkowy, Kujawiak-Oberek, Krakowiak, Tańce górali podhalańskich, Dwa Michały oraz spoza klasycznego repertuaru: My, Pierwsza Brygada, Jak długo w sercach naszych i Czerwone maki. Koncert składał się z dwóch części. Pierwszą rozpoczęło odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego, a drugą utwór funkcjonujący od samego powstania na zasadach narodowego skarbu muzycznego – Polonez Wojciecha Kilara z filmu Pan Tadeusz. Ponieważ koncert wypadł w dniu Międzynarodowego Dnia Kobiet, nie zabrakło też muzycznych życzeń dla wszystkich pań.

Bohaterowie, którzy zostali uczczeni widowiskiem A to Polska właśnie, byli żołnierzami polskiego powojennego podziemia antykomunistycznego, żołnierzami niepodległości. Mordowani, torturowani, więzieni i prześladowani stali się wzorem postawy obywatelskiej. Ostatni członek ruchu oporu Józef Franczak ps. Lalek zginął 18 lat po wojnie – 21 października 1963 r. Żołnierze Wyklęci byli tymi, którzy etos polskiego umiłowania wolności przenieśli w czasy powojenne. Ich spadkobiercami stali się członkowie Solidarności – ruchu obywatelskiego nieposłuszeństwa i czynnego oporu wobec komunistycznej władzy.

Organizatorem koncertu honorującego Żołnierzy Niezłomnych było Stowarzyszenie Wspólnota Gaude Mater. Jego przedstawiciele – Roman Kryst i Jan Szyma, w podziękowaniu za wspaniały występ, obdarowali artystów Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” pokaźnym koszem kwiatów. Ogromne brawa otrzymał też dyrektor „Śląska” Zbigniew Cierniak, którego niewątpliwą zasługą jest twórcze kontynuowanie dzieła legendarnego Stanisława Hadyny.

Koncert odbył się pod patronatem wiceministra rolnictwa i rozwoju wsi Szymona Giżyńskiego. Patronat medialny nad wydarzeniem objęli Niedziela i Gazeta Częstochowska.

CZYTAJ DALEJ

Polka zażyła pigułki aborcyjne i urodziła ciężko niepełnosprawną córkę

2020-05-21 14:46

[ TEMATY ]

aborcja

Fundacja Pro – Prawo do Życia

źródło: stronazycia.pl

Na jednej z grup dyskusyjnych należących do aborcjonistów pośredniczących w handlu nielegalnymi pigułkami poronnymi pojawiło się świadectwo kobiety, w przypadku której pigułka nie zadziałała. W konsekwencji, urodziła ciężko niepełnosprawną córkę po czym porzuciła ją w szpitalu. O sprawie informuje Fundacja Pro-Prawo do życia.

Od kilku lat działa w Polsce zorganizowana grupa przestępcza, która pośredniczy w handlu nielegalnymi pigułkami poronnymi i namawia kobiety do wykonywania aborcji za ich pomocą. Na jednej z grup dyskusyjnych należących do tego środowiska padło pytanie, co zrobić gdy nie uda się aborcja za pomocą pigułek i czy może to mieć wpływ na dziecko. "Czy można wtedy spróbować jeszcze raz? Co wtedy zrobić?" pytano.

Do dyskusji włączyła się kobieta, która wcześniej połknęła aborcyjne pigułki:

"[Pigułkowa aborcja] zawiodła. Córce przestały rosnąć kończyny. Z USG główka wskazywała na wyższy tydzień ciąży, niż długość kości udowej. Wody płodowe zaczęły odchodzić w 28 tyg. ciąży. Przetrzymano mnie w szpitalu do 31 tyg. i wykonano cesarkę. Mała urodziła się z wagą 1600 i licznymi wadami. Zostawiłam ją tam… Zrzekłam się praw… Wiem, że trafiła do ośrodka adopcyjnego… To było prawie dwa lata temu…„

Kobieta dała się namówić na aborcję pigułkową, której celem miało być szybkie i beztroskie pozbycie się nienarodzonego dziecka. Jednak jej córka urodziła się zamiast umrzeć. Próba pigułkowej aborcji doprowadziła dziewczynkę do ciężkiego kalectwa a matka porzuciła niepełnosprawnego maluszka w szpitalu.

"W tak makabryczny sposób może zakończyć się aborcja farmakologiczna z użyciem pigułek poronnych, w sprzedaży których pośredniczy aborcyjna grupa przestępcza. Jej członkowie namawiająPolki do tego typu pigułkowych aborcji. Według prawdopodobnych szacunków, każdego roku dokonuje się w naszym kraju tysięcy takich aborcji" - mówi Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do życia, której wolontariusze ujawnili ten wstrząsający przypadek.

Z inicjatywy Fundacji w całym kraju trwa kampania społeczna "Stop biznesowi śmierci", której celem jest pokazywanie prawdy o aborcjach pigułkowych i ostrzeganie Polaków przed tym procederem. Działacze Fundacji domagają się także natychmiastowego wszczęcia działań śledczych przeciwko aborcyjnym przestępcom.

W ostatnim czasie głośno było również o postawie wolontariuszki Fundacji Zuzanny Wiewiórki, która zaoferowała wsparcie psychiczne i materialne młodej dziewczynie chcącej połknąć pigułki. Ostatecznie do aborcji nie doszło za co Zuzanna Wiewiórka otrzymała tysiące gróźb od zwolenników aborcji.

CZYTAJ DALEJ

Poczta Polska ostrzega klientów przed cyberprzestępcami

2020-05-25 10:21

[ TEMATY ]

poczta polska

cyberprzestępcy

źródło: https://media.poczta-polska.pl

W pierwszym kwartale tego roku, od początku trwającej epidemii, Poczta Polska odnotowała niepokojący wzrost informacji od klientów o cyberprzestępstwach opartych na phishingu, czyli podszywaniu się pod markę w celu wyłudzenia danych lub kradzieży pieniędzy. Celem ataku byli klienci Spółki, dlatego Poczta apeluje o zachowanie szczególnej ostrożności w sieci i informowanie organów ścigania o każdym tego tupu przypadku.

Poczta Polska w szczególności ostrzega przed trzema najpopularniejszymi formami ataku na klientów. Pierwszym z nich jest sytuacja, w której cyberprzestępcy, podszywając się pod Pocztę Polską, wysyłają fałszywe SMSy o zatrzymaniu przesyłki do dezynfekcji. W wiadomości podany jest link, który przekierowuje do stworzonej na potrzeby przestępstwa nieprawdziwej strony internetowej, rzekomo śledzącej przesyłkę wraz zawartą w niej również nieprawdziwą informacją o wstrzymaniu przesyłki. Aby przesyłka mogła trafić do odbiorcy, ofiara ataku jest zachęcana do dopłaty. Po kliknięciu w przycisk PŁACĘ, system przekierowuje do sfałszowanej strony pośrednika w płatnościach, a następnie – po wyborze banku – klient jest kierowany na fałszywą stronę pozornie swojego banku.

Atak przygotowany jest tak dobrze, że klient jest przekonany, że loguje się na stronę swojego banku, jednak ta strona również jest fałszywa (link w adresie jest inny niż adres banku – warto sprawdzać literówki w adresie).

Klient definiuje osobę, do której ma zostać przelana kwota – zatwierdza przelew kodem, jaki otrzymał smsem (kod jest widoczny dla złodzieja, ponieważ strona jest sfałszowana i każda operacja wykonywana na stronie jest monitorowana w czasie rzeczywistym). W otrzymanym SMSie kwota, którą Klient miał zapłacić nie jest równoważna z kwotą znajdującą się w otrzymanym SMSie (1,00 zł), tak naprawdę może być nawet kilkaset razy wyższa.

– Szczególnie w okresie pandemii obserwujemy wzrost cyberprzestępczości. Dlatego apelujemy o ostrożność do wszystkich, którzy spotkali się z próbą podszywania się pod Pocztę Polską, a także o każdorazowe powiadamianie policji oraz przesyłanie odpowiednich informacji na nasz adres email: cyberbezpieczenstwo@poczta-polska.pl. Pozwoli nam to na ostrzeżenie innych użytkowników sieci i spowodowanie zablokowania fałszywej strony – mówi Prezes Zarządu Poczty Polskiej Tomasz Zdzikot.

Jednocześnie Poczta Polska przypomina, że przesyłki, jakie obsługuje są bezpieczne i nie ma potrzeby ich dezynfekcji.

Kolejną formą oszustwa opartego na podszywaniu się pod Pocztę Polską są fałszywe maile, które mogą zawierać złośliwe oprogramowanie lub przekierowują do fałszywej strony. W takiej sytuacji należy zignorować wiadomość, nie klikać w załączniki i linki oraz powiadomić odpowiednie organy.

Spółka ostrzega także przed cyberprzestępcami, którzy próbują ukraść dane lub pieniądze klientów podszywając się pod Pocztę i zachęcając do udziału w fałszywych konkursach, w których nagrodą może być np. telefon komórkowy. Także w takich sytuacjach należy nie reagować na podejrzane wiadomości, ignorować załączniki i linki, gdyż mogą one zawierać szkodliwe oprogramowanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję