Reklama

Niedziela Wrocławska

Raz Dwa Trzy... Wrocław!

Wywiadów nie udziela zbyt często, ale na scenie między piosenkami dzieli się przemyśleniami na różnorakie tematy. Podczas pobytu we Wrocławiu w trakcie „Nocy Kościołów” opowiedział jednak o tym, jak to jest być ojcem czwórki dzieci, jaką wizję rodziny miał ponad 20 lat temu. Opowiedział także o historii powstania zespołu Raz Dwa Trzy oraz o sposobie na stworzenie głębokiego tekstu. Z wokalistą zespołu Raz Dwa Trzy Adamem Nowakiem rozmawia Janusz Gajdamowicz

Niedziela wrocławska 30/2014, str. 6-7

[ TEMATY ]

zespół

Janusz Gajdamowicz

Adam Nowak z zespołu Raz Dwa Trzy

Adam Nowak z zespołu Raz Dwa Trzy

JANUSZ GAJDAMOWICZ: – Uczestniczyliście w „Nocy Kościołów”, projekcie o szczególnym znaczeniu dla Wrocławia...

ADAM NOWAK: – Myślę, że nie tylko dla Wrocławia. To jest taka symbolika jednoczenia ludzi i świętowania tych wszystkich talentów, które spowodowały nie tylko powstanie niezwykłych budowli, co przetrwały setki lat, ale również takiej wspólnoty ludzi zjednoczonej wokół czegoś dla mnie najgłębszego i najważniejszego, czyli relacji między człowiekiem a Panem Bogiem i odwrotnie.

– Zespół Raz Dwa Trzy uświetnił tegoroczną edycję „Nocy Kościołów”, grając koncert na scenie przed katedrą w jedną z najkrótszych nocy w roku.

– To jest zdarzenie niezwykłe, bo dawniej, przed setkami lat, świętowano to wydarzenie zupełnie inaczej. Dziś mamy to wszystko pod kontrolą. Koncert będzie taki jedyny, jaki może się odbyć w tym miejscu: będzie część piosenek, które bardzo pasują do tego miejsca, niektórych nie będzie, bo nie pasują do tego miejsca i do tych okoliczności. Ja się nie lubię nastawiać przed koncertem, dlatego że doświadczenie dwudziestu czterech lat pracy nauczyło mnie, że jak człowiek się podpala przed koncertem, to potem te emocje nie chcą być podobne na scenie, więc myślę, że na scenę należy wychodzić z taką wielką równowagą wewnętrzną i cierpliwie poczekać na to, co się wydarzy.

– Wróćmy na chwilę do historii: w jakich okolicznościach zawiązał się zespół, który koncertuje do dziś ze znakomitym powodzeniem?

– Studiowaliśmy wszyscy w Zielonej Górze i każdy z nas miał jakieś doświadczenia. Próbowałem swoich sił w kabarecie, zdawałem do szkoły teatralnej, pracowałem w teatrze jako garderobiany, kopałem rowy, roznosiłem mleko, pracowałem jako kelner, przeróżne rzeczy robiłem. Będąc na studiach, spotkałem niezwykłych ludzi, przyjechałem do Zielonej Góry z dużego miasta, z Poznania, nikogo tam nie znałem i okazało się, że ta spontaniczność, która drzemie w ludziach z mniejszych miejscowości i z okolicznych wsi, daje takiego niezwykłego kopa i że ci ludzie mają w sobie jakąś niezwykłą pokorę i chęć poznania świata. Nie są zmanierowani tym, że wszędzie byli i wszystko widzieli, chyba z wyjątkiem wieloryba, jak głosi wiersz („Pan Maluśkiewicz i wieloryb” Juliana Tuwima – przyp. autora), każdy człowiek był dla nich ciekawy. Nauczyłem się wtedy i pracować z ludźmi, i występować, i zacząłem tam pisać piosenki już tak na poważnie. Spotkaliśmy się w akademiku na próbie, zaczęliśmy wspólnie grać, po kilku próbach pojechaliśmy do Krakowa. Brałem prywatne lekcje ekspresji, śpiewu, żeby być jak najbardziej wiarygodnym i jak najmniej zakłócać to, co sobie sam wymyślam. Pojechaliśmy do Krakowa w 90. roku z nastawieniem, że chcemy poznać ludzi i w ogóle nie myśleliśmy o tym, czy będziemy coś wygrywać, bo nie jechaliśmy na zawody. Jednak obsypano nas nagrodami, uznano nas za jakiś dziwny twór, który ma więcej do powiedzenia, niż sam miał do powiedzenia (śmiech). Ale to był bardzo ważny moment, który zmienił nasze życie, obrócił je o 180 stopni i od tego czasu żyjemy wszyscy z tego, co kochamy robić – z grania muzyki i śpiewania piosenek. I to trwa od 24 lat. Uważam, że mieliśmy i mamy niezwykłe szczęście i jeżeli dalej mogłoby nam się szczęścić podobnie jak do tej pory przy zachowaniu uczciwości wykonawczej i naszych dobrych relacji, to mam wrażenie, że możemy jeszcze jakiś czas pograć razem.

– Utwory zespołu Raz Dwa Trzy mają bardzo bogate, głębokie teksty. Jak wygląda proces ich powstawania?

– Na to nie ma metody i trudno tutaj o jakiś sposób postępowania. Jedyną receptą jest taka codzienna, systematyczna praca. Być może wielu osobom bycie tekściarzem kojarzy się z tym, że nagle się siada i pisze – oczywiście, są tacy zdolni ludzie, którzy mają przebłyski i spada na nich więcej niż to, o co proszą, ale większość twórców po prostu pracuje, poświęca temu czas. Bo samo komponowanie czy pisanie tekstów nie polega na tym, żeby napisać tekst, ale żeby powiedzieć w tym tekście to, co by się chciało powiedzieć, co najuczciwiej chciałoby się powiedzieć komuś, kto nam stawia pytania, i co zawierałoby to, co powinno tylko zawierać w tekście, bez specjalnych ozdobników i popisywania się talentem. A słowo poetyckie, literackie czy filozoficzne potrafi bardzo zwodzić i prowadzić tam, gdzie ono samo chce, więc trzeba zachować dyscyplinę i koncentrację. To wszystko brzmi bardzo poważnie, ale jeżeli chce się dotrzeć do kogoś tak, żeby poruszyć w nim jakieś głębsze uczucia i emocje, to jest potrzebne wielkie skupienie nad tym.

– Dużo się dziś mówi o rodzinie, niekoniecznie pozytywnie. A co z rodziną w życiu pana Adama Nowaka?

– Gdyby mnie ktoś zapytał w wieku 25 lat, czy planuję rodzinę, to bym powiedział, że nie, że ja się chcę poświęcić temu, co kocham. I jakoś tak się złożyło, że ożeniłem się z kobietą, którą bardzo kochałem. Najpierw pojawiło się jedno dziecko, potem drugie, potem była chwila przerwy, potem pojawiło się trzecie dziecko i wreszcie czwarte – i pomyślałem sobie, że Pan Bóg jest łaskawszy, niż myślałem. Bo to, że mi pozwolił robić to, co robię, to przy odrobinie pracowitości jest do osiągnięcia jakieś zadowolenie z tego, co człowiek ma do wykonania. Natomiast nie każdy jest szczęściarzem otrzymującym czwórkę dzieci od Pana Boga. Bo jak się rodzą, to człowiek by pomyślał, że zostało spełnione to, co miało być spełnione. Panu Bogu należą się podziękowania i już. Ale to jest taki proces i taka ciągłość, polegające na tym, że jeżeli się otrzymało ten dar, to wszystko, co dobre i niedobre w naszym życiu, trzeba zaakceptować. Bo dobre jest po to, żebyśmy zbudowali siły na przyszłość, a niedobre jest po to, żebyśmy wyciągnęli wnioski z tego, dlaczego spotkało nas tzw. niedobre i czego się można z tego zdarzenia nauczyć. Jestem zwolennikiem takiego powiedzenia, że nie tyle możemy wybierać, co jesteśmy zmuszeni do wyboru. Jak mówi chińskie powiedzenie, osoba, która ucieka od wyborów, prędzej czy później napotka wszystko to, przed czym uciekała, w najmniej odpowiednim momencie bez żadnej możliwości obrony.

– Zespół Raz Dwa Trzy jest częstym gościem we Wrocławiu, jakie wspomnienia wiążą się z tym miastem?

– Pamiętam, że jak miałem 6 albo 7 lat, tato mnie zabierał w góry i nocowaliśmy u rodziny we Wrocławiu. Mój tato w ogóle spędził sporo czasu we Wrocławiu, bo chciał tutaj studiować architekturę po wojnie, to mu się nie udało, studiował weterynarię. Był bardzo długo związany z Wrocławiem. Potem się okazało, że ja też z Wrocławiem byłem związany w taki sposób, że przyjechałem tu za sympatią, później poznałem we Wrocławiu moją żonę. Mieszkają we Wrocławiu nasz gitarzysta Jarek Treliński, Grzesiu Szwałek – nasz menadżer i klawiszowiec. Wszyscy jesteśmy z Wrocławiem zakolegowani. Tadziu Kulas – nasz trębacz – mieszka we Wrocławiu. To jest miasto nam bardzo przyjazne, tutaj pierwsi organizatorzy zaprosili nas po występie w Krakowie, przyjechaliśmy do Wrocławia właściwie na pierwszy poważny występ. Zorganizowano festiwal piosenki studenckiej, tutaj były tłumy. Myśmy zagrali na Politechnice pierwszy taki wielki koncert. Ludzie, którzy nas nie znali, witali nas, jakbyśmy się znali od 20 lat. Byliśmy bardzo wzruszeni tym powitaniem, gościną i te relacje z wieloma osobami, które poznaliśmy we Wrocławiu, trwają do dzisiaj.

Oprac. Adrianna Nawrot

2014-07-23 14:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trudne zadanie West Ham United Fabiańskiego

[ TEMATY ]

piłka nożna

zespół

mecz

AnnRos/pixabay.com

West Ham United, którego bramkarzem jest Łukasz Fabiański, broni się przed spadkiem z angielskiej ekstraklasy piłkarskiej. W 31. kolejce "Młotom" trudno będzie się oddalić od strefy spadkowej, bo we wtorek w derbach Londynu zmierzą się na wyjeździe z Tottenhamem Hotspur.

West Ham zajmuje w tabeli 17. miejsce, czyli pierwsze dające utrzymanie. 18. AFC Bournemouth ma jednak tyle samo punktów, a 19. Aston Villa tylko o jeden mniej.

"Młoty" w Premier League występują nieprzerwanie od sezonu 2012/13. W sobotę uległy u siebie Wolverhampton Wanderers 0:2.

"Zapomnieliśmy już o tym spotkaniu. Wróciliśmy do treningów, aby jak najlepiej przygotować się do meczu z Tottenhamem" - powiedział trener David Moyes.

"Koguty" w tabeli zajmują ósmą pozycję. W piątek zremisowały na własnym obiekcie z Manchesterem United 1:1. Zdrowi są już najlepsi ofensywni piłkarze Tottenhamu - Harry Kane i Koreańczyk Son Heung-min.

Szlagierowo zapowiada się ostatnie w tej kolejce spotkanie. W czwartek czwarta w tabeli Chelsea Londyn podejmie zajmujący drugie miejsce Manchester City.

Ekipa gości to wciąż aktualni mistrzowie kraju, jednak na obronę tytułu mają tylko matematyczne szanse. Do zdobycia w tym sezonie pozostały 24 punkty, a prowadzący Liverpool wyprzedza ich o 20.

"The Reds" czeka mecz z Crystal Palace. "Obywatele" w poniedziałek rozbili u siebie Burnley 5:0, ale zwycięstwo okupili stratą Sergio Aguero.

Argentyńczyk z powodu kontuzji lewego kolana musiał opuścić boisko już w pierwszej połowie. "Musimy zaczekać na szczegółowe badania, na razie nie wygląda to dobrze. Sergio problemy z tym kolanem miał już wcześniej. Myślę, że nie będzie mógł zagrać w co najmniej kilku meczach" - powiedział po spotkaniu trener Josep Guardiola.

Chelsea natomiast walczy o miejsce w najlepszej czwórce i tym samym prawo gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Na razie "The Blues" nad piątym Manchesterem United i szóstym Wolverhampton mają pięć punktów przewagi.

W środę "Czerwone Diabły" podejmą rewelacyjnie spisującego się beniaminka Sheffield United, który jest siódmy, a "Wilki", także na własnym stadionie, zmierzą się z Bournemouth.

W czwartek Southampton, którego piłkarzem jest Jan Bednarek, na własnym stadionie zagra z Arsenalem Londyn.

"Święci" po przerwie spowodowanej pandemią wrócili w dobrym stylu, pokonując Norwich City 3:0.

"Kanonierzy" natomiast mają już na koncie dwie porażki: najpierw spodziewaną - w zaległym meczu z Manchesterem City 0:3, a następnie - z broniącym się przed spadkiem Brighton & Hove Albion 1:2.(PAP)

wkp/ cegl/

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

25 lat SSE - spotkanie robocze zarządzających obszarami Polskiej Strefy Inwestycji

2020-09-28 18:10

[ TEMATY ]

Polska

Polska

minister rozwoju

materiały prasowe

Spotkanie zarządzających obszarami Polskiej Strefy Inwestycyjnej z przedstawicielami Ministerstwa Rozwoju

Spotkanie zarządzających obszarami Polskiej Strefy Inwestycyjnej z przedstawicielami Ministerstwa Rozwoju

25 lat SSE - spotkanie robocze zarządzających obszarami Polskiej Strefy Inwestycji

28 września br. odbyło się spotkanie robocze zarządzających obszarami Polskiej Strefy Inwestycji z przedstawicielami Ministerstwa Rozwoju, Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. i Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu S.A. Podsumowano osiągnięcia Specjalnych Stref Ekonomicznych na przestrzeni ostatnich 25 lat oraz efekty powołania Polskiej Strefy Inwestycji. Omówiona została również strategia działania ARP S.A. obejmująca wykorzystanie narzędzi antykryzysowych, których operatorem jest spółka w ramach Tarczy Antykryzysowej i Polityki Nowej Szansy. Specjalnym gościem wydarzenia była Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju Jadwiga Emilewicz.

materiały prasowe

Spotkanie zarządzających obszarami PSI odbyło się w zamku w Baranowie Sandomierskim, którego właścicielem jest ARP S.A.. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele 14 Specjalnych Stref Ekonomicznych z całej Polski. Wśród zaproszonych gości znaleźli się Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju Jadwiga Emilewicz za pośrednictwem mostu telekonferencyjnego, obecni na miejscu przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju Olga Semeniuk i Artur Wycech, oraz Prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu S.A. Grażyna Ciurzyńska.

W trakcie spotkania podsumowano 25 lat osiągnięć funkcjonowania polskich SSE i zmian, jakie w ich pracy zaszły dzięki powołaniu Polskiej Strefy Inwestycji. Możliwość ubiegania się o wsparcie dla inwestycji również poza granicami SSE, otwarcie na mikro i małe firmy, a także nacisk na realizację projektów innowacyjnych generujących stabilne i jednocześnie wysokojakościowe miejsca pracy - nowe zasady funkcjonowania PSI sprawiły, że z narzędzi wsparcia może skorzystać zdecydowanie więcej firm.

Minister Rozwoju, Jadwiga Emilewicz dziękując przedstawicielom SSE za efektywną współpracę i podkreślając wagę dotychczasowych osiągnięć zwracała uwagę na szczególne znaczenie pracy zarządzających SSE w nadchodzących miesiącach.

„Mam nadzieję, że przyszły rok upłynie pod znakiem inwestycji, ale by tak się stało wiele pracy przed zarządzającymi SSE” - zaznaczyła Wicepremier Emilewicz.

materiały prasowe

25 lat działalności SSE zarządzanych przez ARP S.A. przełożyło się na ponad 900 zezwoleń i decyzji o wsparciu. Przedsiębiorcy współpracujący z ARP S.A. zainwestowali w tym czasie ponad 20 mld zł, co pozwoliło stworzyć ponad 75 tys. nowych miejsc pracy.

„Te liczby nie pozostawiają wątpliwości co do znaczenia działalności ARP S.A. dla polskiej gospodarki. Nasza obecność w regionach, w których zarządzamy SSE niejednokrotnie oznaczała całkowitą transformację społeczno-gospodarczą danego obszaru. Udało się nie tylko ograniczyć bezrobocie, ale przede wszystkim stworzyć perspektywy rozwoju na kolejne lata” - podkreślał Zbigniew Bednarski, Dyrektor Biura Koordynacji Oddziałów w ARP S.A.

Najważniejszą determinantą rozwoju polskiej gospodarki w najbliższych miesiącach i latach będzie kryzys COVID-19 i sposób, w jaki na niego odpowiemy. ARP S.A. jako operator programów w ramach Tarczy Antykryzysowej i Polityki Nowej Szansy będzie kluczowym partnerem dla polskich przedsiębiorców w procesie odbudowy gospodarczej - mówił Paweł Kolczyński, Wiceprezes Zarządu ARP S.A.

Poszerzony zestaw instrumentów finansowych, jakimi dysponuje ARP S.A. zaprezentowali Marzena Zalewska, Dyrektor Biura Zarządzania i Restrukturyzacji Majątku Skarbu Państwa i Prof. Konrad Trzonkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Rozwoju Biznesu.

Zamek w Baranowie Sandomierskim to jedna najcenniejszych dawnych rezydencji magnackich w Polsce i jeden z najlepiej zachowanych obiektów renesansowych w Europie. Odrestaurowany zamek stanowi atrakcję turystyczną, znajduje się w nim muzeum, a także hotel i restauracja. ARP S.A. jako właściciel obiektu, dba o jego utrzymanie oraz zagospodarowanie, a także czuwa nad jego odpowiednie zachowanie.

Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. (ARP S.A.) to spółka Skarbu Państwa, działająca w ramach Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju. Od początku swojej działalności (1991 r.) odpowiada na najważniejsze potrzeby polskiej gospodarki. W okresie transformacji ARP S.A. uratowała tysiące miejsc pracy, unowocześniając duże i średnie przedsiębiorstwa. Dziś ARP S.A. jest dynamiczną spółką, której strategia opiera się na trzech równorzędnych filarach: innowacjach, restrukturyzacji i inwestycjach. Portfel spółek ARP S.A. obejmuje m.in. przedsiębiorstwa produkcyjne działające w sektorach: budowlanym, energetycznym, elektromaszynowym, a także w obszarze wzornictwa przemysłowego czy innowacji. ARP zarządza dwiema specjalnymi strefami ekonomicznymi: SSE EURO-PARK MIELEC oraz TSSE EURO-PARK WISŁOSAN. Siedziba główna ARP S.A. znajduje się w Warszawie. Agencja ma również oddziały w Katowicach, Mielcu oraz Tarnobrzegu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję