Reklama

Widziane z Brukseli

Widziane z Brukseli

Prokuratura europejska

Niedziela Ogólnopolska 43/2014, str. 41

[ TEMATY ]

parlament

Europa

Iwona Sztajner

Prokuratura Europejska – to świeży pomysł. W intencji twórców ma przede wszystkim odstraszać. Zadaniem Prokuratury Europejskiej będzie kontrola, a także ochrona budżetu Unii Europejskiej, sama zaś kontrolowana ma być wyłącznie przez Parlament Europejski, Radę i Komisję. Jej powołanie zainicjowała Komisja Europejska w lipcu ubiegłego roku, a największymi zwolennikami tego pomysłu są Niemcy i Francja. Już dziś sprzeciwiają się temu Dania, Wielka Brytania, a zastrzeżenia zgłasza Irlandia. W założeniu Prokuratura ma zacząć funkcjonować od stycznia przyszłego roku. Każdy siedmioletni budżet Unii Europejskiej, na który składają się wszystkie państwa członkowskie, w tym Polska, to ok. 1 bilion euro. Obliczono, że dotychczas w wyniku nadużyć finansowych Unia traci rocznie około 500 milionów euro. Dotąd nadużycia w sferze funduszy unijnych tropił i wykrywał OLAF, czyli Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych. Wyniki śledztw przekazywał on prokuraturom poszczególnych krajów członkowskich. Wiele spraw na poziomie krajowym jednak umarzano bądź nie zapadały wyroki skazujące. Dlatego, na podstawie art. 86 Traktatu Lizbońskiego, postanowiono powołać nowy byt pod przewodnictwem Prokuratora Europejskiego. Ma on prowadzić ponadnarodowe dochodzenia i stawiać przed sądem sprawców przestępstw w każdym kraju członkowskim. Polska oficjalnie jest największym beneficjentem unijnych funduszy, a zgodnie z prawem wielkich liczb, zachodzi tu największe prawdopodobieństwo malwersacji. Stąd też Prokurator Europejski będzie mógł, z pominięciem polskiego systemu prawnego, występować o np. założenie podsłuchu telefonicznego, konfiskatę mienia, przeszukanie mieszkań itd. Istnieją poważne wątpliwości, czy jest to zgodne z polską konstytucją, szczególnie że kompetencje Prokuratury Europejskiej w przyszłości będzie można rozszerzyć poza obszar finansowy. Niewykluczone, że kolejnym krokiem będzie budowa ponadnarodowych europejskich więzień bądź też dodatkowa kontrola unijnych skazańców w krajach członkowskich. Unia nadal stawia na pogłębianie integracji oraz budowę zaufania krajów członkowskich, ale, jak twierdził Józef Stalin, najwyższą formą zaufania jest kontrola.

2014-10-21 15:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kwarantanna nie może nas oddzielić od Boga

2020-03-25 12:49

Niedziela Ogólnopolska 13/2020, str. 13-14

[ TEMATY ]

Europa

kościoły

koronawirus

Parafia św. Katarzyny w Nowym Targu

Jak Kościół w Europie radzi sobie z koronawirusem?

Zamykane są kościoły, biskupi udzielają dyspensy od uczestnictwa w niedzielnej Mszy św., dostosowując się do zaleceń władz państwowych. Nie chcą jednak efektu oblężonej twierdzy pełnej spanikowanych ludzi.

„Starajcie się szerzyć spokój, nie panikę. Obecny czas przypomina o kruchości ludzkiego życia i o naszej zależności od siebie i od Boga. Trzeba przezwyciężyć pokusy rozpaczy, by szerzyć pogodę ducha, a nie zamieszanie, solidarność – nie egoizm” – wskazał prymas Irlandii abp Eamon Martin. Hierarcha odprawił Mszę św. w dniu św. Patryka w pustej katedrze. Jak się wtedy czuł, możemy się tylko domyślać, ale to on napisał słowa, które powinny się stać mottem dla chrześcijan doświadczonych koronawirusem: nie siejcie paniki, siejcie nadzieję”.

Wszędzie sytuacja wygląda podobnie, tylko ludzie reagują inaczej. W Czechach wprowadzono ogólnokrajową kwarantannę, a publiczne liturgie zostały zakazane przez państwo. Dopiero interwencja kard. Dominika Duki sprawiła, że władze pozwoliły na odprawianie Eucharystii, ale tylko w obecności maksymalnie 10 osób.

„Apeluję, by nie ulegać epidemii strachu i tchórzostwa. Największą ochroną przed zachorowaniem są odwaga, wytrwałość i cierpliwość” – napisał metropolita Pragi.

„Kwarantanna nie może nas oddzielić od Boga. Koronawirus nie może doprowadzić do zerwania łączących nas więzi wiary. Na obecny kryzys trzeba odpowiadać intensywną modlitwą” – woła abp Światosław Szewczuk, zwierzchnik ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego, którego najbardziej niepokoi los ludzi z regionów objętych konfliktem z Rosją. „Cierpiący na skutek wojny są też najbardziej narażeni ze względu na niski poziom służby zdrowia. Oni potrzebują teraz nadzwyczajnego wsparcia. Bo ci, którzy pozostali w strefie wojennej, to w zdecydowanej większości ludzie starsi”.

Na drugim końcu Europy, w Hiszpanii, gdzie tylko w Madrycie jest ponad 2 tys. chorych, nawet muzułmanie zamknęli meczety. „Prewencja przed zakażeniem jest w obecnej chwili odpowiedzialnością obywatelską i chrześcijańską najwyższej wagi” – napisali w specjalnym komunikacie hiszpańscy biskupi i udzielili wiernym dyspensy od obowiązku uczestniczenia w niedzielnej Eucharystii. Kościołów jednak nie zamknięto, by ludzie pojedynczo mogli wejść na chwilę modlitwy. Wyjątkiem jest diecezja Vitoria w Kraju Basków, gdzie epidemia zbiera tak ogromne żniwo, że tamtejszy biskup zdecydował się w końcu na ten drastyczny krok.

We włoskim Asyżu franciszkanie rozkołysali dzwony, które mają przypominać ludziom o modlitwie za wstawiennictwem św. Franciszka i św. Klary. Dzwony biją też na znak solidarności z osobami dotkniętymi koronawirusem, z pracownikami medycznymi i wolontariuszami, których we Włoszech powszechnie określa się mianem bohaterów.

Swoistym znakiem czasu jest też sytuacja we francuskim Lourdes. Po raz pierwszy od czasu objawień zamknięto słynne sanktuarium, a przy grocie objawień zostało jedynie trzydziestu kapelanów, którzy odmawiają – transmitowaną przez internet – specjalną nowennę o uwolnienie od epidemii.

W Anglii kard. Vincent Nichols zwrócił się do wiernych ze specjalnym apelem: „Myślę, że mamy dwie zasady głęboko zakorzenione w naszej kulturze, wywodzące się z tradycji judeochrześcijańskiej: jedna to «czcij ojca i matkę», a druga – «kochaj bliźniego jak siebie samego». Myślę, że ludzie w tym kraju są dojrzali na tyle, by nie stracić z oczu tych zasad”.

Kardynał John Dew z Nowej Zelandii radzi swoim rodakom, by czas tego niezwykłego Wielkiego Postu potraktować jako czas rekolekcji w samotności. „Na całym świecie są tysiące ludzi, którzy obecnie są w samoizolacji, boją się zarazić. To dobry czas, żeby lepiej wykorzystać Wielki Post, znaleźć czas na modlitwę, czytanie Pisma Świętego, skorzystać z aplikacji modlitewnych, których w internecie jest niemało, przeżyć ten czas w duchu rekolekcji, nauczyć się być samemu ze swoimi myślami. To nie tak, że nic od nas nie zależy. Jest całe mnóstwo rzeczy, które ludzie mogą zrobić, żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa”.

W całej Europie istnieje możliwość uczestniczenia w liturgii bez wychodzenia z domu. Swoistym znakiem czasu jest postawa nawet krytycznych wobec Kościoła mediów, które wprowadziły do swoich ramówek transmisje niedzielnych Mszy św.

CZYTAJ DALEJ

Premier: Spodziewamy się, że szczyt zachorowań jest przed nami - gdzieś w maju, czerwcu

2020-04-06 10:41

[ TEMATY ]

premier

youtube.com

Spodziewamy się, że szczyt zachorowań jest przed nami - gdzieś w maju, czerwcu; na tym etapie rozwoju koronawirusa wiemy, że musimy być cały czas poddani ogromnej dyscyplinie - mówił w poniedziałek w Sejmie premier Mateusz Morawiecki.

Szef rządu podczas poniedziałkowego posiedzenia Sejmu przedstawił informację na temat sytuacji epidemiologicznej związanej z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Polsce.

Podkreślał, że rząd robi wszystko, co służy ograniczaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa. W tym kontekście wskazał na sytuację w Europie Zachodniej, gdzie przyrosty zachorowań są bardzo szybkie. Jak dodał powodują one, że nieuzasadniony optymizm nie jest właściwym podejściem. "Dzisiaj, na tym etapie rozwoju koronawirusa wiemy, że musimy być cały czas poddani ogromnej dyscyplinie, ogromnym dodatkowym wysiłkom, rygorom, obostrzeniom dotyczącym dystansowania społecznego, że musimy przestrzegać wielu zasad, procedur. Jesteśmy w dużym stopniu cały czas na początku walki z koronawirusem" - mówił Morawiecki.

Ocenił, że jeśli nadal będziemy podchodzili z żelazną dyscypliną do przestrzegania ograniczeń, to "jestem przekonany, że będziemy w stanie poradzić sobie lepiej niż wiele innych krajów z pandemią koronawirusa".

"Spodziewamy się że szczyt zachorowań jest przed nami - gdzieś w maju, czerwcu. Chcemy do tego czasu ograniczyć liczbę zachorowań, a w szczególności wypłaszczać krzywą zachorowań" - oświadczył premier.

W tym kontekście szef rządu podkreślił, że sprzęt ochrony osobistej jest bardzo ważnym aspektem walki z koronawirusem. "Dzisiaj mamy tego sprzętu cały czas jeszcze za mało, ale staramy się pozyskać go ze wszystkich kierunków świata i staramy się odtworzyć produkcję krajową" - powiedział.

"Jesteśmy przekonani, że odtworzenie produkcji krajowej maseczek, fartuchów ochronnych, w przyszłości może także bardziej zaawansowanych sprzętów, pomoże także w przyszłości w walce z koronawirusem" - dodał.

Morawiecki poinformował, że rozdysponowano już blisko 3 mln rękawiczek i pół miliona litrów płynów dezynfekcyjnych dla szpitali. "Gotowe są zapasy na kolejne tygodnie: 31 milionó maseczek medycznych, rozdysponowano również siedem milionów maseczek medycznych dla szpitali" - dodał.

"Przede wszystkim pozyskujemy nowe dostawy maseczek, fartuchów ochronnych, kombinezonów, gogli i respiratorów" - poinformował. "Do Polski przyjechał transport 165 respiratorów z 1000 nowych zamówionych" - przekazał.

"Staramy się, jak widzicie szanowni państwo, uprzedzać bieg wydarzeń. To dlatego też tworzymy nowe miejsca na oddziałach zakaźnych, tworzymy nowe oddziały zakaźnego, to dlatego utworzonych zostało 20 szpitali jednoimiennych" - wyliczał premier.

Poinformował też, że obecnie przeprowadzanych jest dziennie ok. 6-7 tys. testów na obecność koronawirusa. Za parę dni - jak dodał powołując się na ekspertów - będzie to 8-9 tys. testów.

Zaznaczył, że Polska ma zakontraktowanych 800 tys. testów na obecność koronawirusa. "150 tysięcy dostępnych, 150 tysięcy testów już jest w drodze, w ciągu najbliższych paru dni będzie w Polsce" - poinformował oceniając, że zapas testów jest "ogromny".

"Testujemy w tych miejscach, w których epidemiolodzy, eksperci wskazują nam, że należy testować, czyli różnego rodzaju miejsca podwyższonego ryzyka, miejsca kwarantanny, szpitale, miejsca gdzie pracuje służba zdrowia" - zaznaczył szef rządu.

W trakcie wystąpienia premier Morawiecki mówił też, że Polska wysłała specjalistów - misję ratowników wojskowych - do Włoch. "Stamtąd płyną ogromne podziękowania. Szykujemy również taką misję do innych krajów" - zapowiedział Mateusz Morawiecki. Jak tłumaczył dzięki takim misjom Polska zyskuje doświadczenie w walce z wirusem. "Wiemy, w jaki sposób budować szpitale polowe; gdzie je tworzyć, czy powinny być w wielkich halach czy raczej w odosobnionych, mniejszych gabarytowo budynkach" - mówił Morawiecki.

Premier zwracał uwagę, że Polska "skutecznie choć z pokorą" realizuje jedną zasadniczą strategię - spowalnia przyrost zachorowań. "Jednocześnie tworzymy nowe mechanizmy finasowania gospodarki, nowe, wzmocnione mechanizmy ochrony zdrowia, które mają na celu w dalszej pespektywie - ale ta dalsza perspektywa to tygodnie raczej niż miesiące - przywracać w możliwie szerokim zakresie życie gospodarcze, życie społeczne, życie publiczne do kształtu, który nazwałbym (...) +nową normalnością+" - powiedział.

Jak zaznaczył, mówi o "nowej normalności, bo świat nie wróci do tego stanu, w jakim był jeszcze kilka miesięcy temu". "Ale musimy odszukać ten nowy punkt równowagi, nowe equilibrium po to, żeby rzeczywiście starać się żyć i pracować oraz jednocześnie zapewnić najlepszą służbę zdrowia dla wszystkich pacjentów, którzy zachorowali w Polsce w tych okolicznościach rozwoju (epidemii) koronawirusa, w których się znajdziemy" - stwierdził.

Morawiecki zapewnił, że aby tak się stało konieczne jest przestrzeganie "podstawowej zasady, co do której niemal wszyscy eksperci na całym świecie są zgodni: dystansowania społecznego i zasady higieny".

CZYTAJ DALEJ

Więzień Jezus i Jego uczeń, Stefan – Wielki Tydzień z kard. Wyszyńskim

2020-04-07 13:07

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja

Prymas Tysiąclecia

z arch. Biura Prasowego Archidiecezji Warszawskiej

W 33 r. zgraja mężczyzn, dowodzona przez Judasza, która chciała aresztować Jezusa, wtargnęła w nocy do ogrodu za potokiem Cedron. Z kijami i mieczami rzucili się na Niego, aby Go pojmać i uwięzić.

W ciemności nocy odwaga tanieje, liczba świadków zdarzenia redukuje się do minimum, a więzień nie ma dość siły, by się bronić. Zło czuje się bezkarne. Oprawcy nie muszą patrzeć ofiarom w oczy.

Późnym wieczorem 25 września 1953r. zgraja mężczyzn w czarnych płaszczach „z ceraty” dobijała się do bramy domu przy ul. Miodowej w Warszawie. Wtargnęli do domu oburzeni faktem, że drzwi nie zostały natychmiast otwarte państwowym urzędnikom. Byli uzbrojeni. Odczytali dokument aresztowania i zabrali kard. Stefana Wyszyńskiego w nieznane.

Rywałd – pierwsza stacja Więźnia

Od północy, po nagłym aresztowaniu, Prymas jechał w nieznane. Po drodze nie mógł odczytać żadnych drogowskazów, orientował się tylko, że wiozą go w kierunku Grudziądza. Czuł, że grozi mu ogromne niebezpieczeństwo, miał prawo spodziewać się wszystkiego. Rankiem, 26 września 1953 r. wprowadzono go do pokoju franciszkańskiego klasztoru w Rywałdzie. Zobaczył miskę z wodą po myciu, niepościelone łóżko, otwartą na pół walizkę i stos książek na podłodze. Władze działały w pośpiechu, wyrzuciły poprzedniego lokatora nie dbając o detale. Dwa okna, które wychodziły na podwórze, zaklejono gazetą. Na ścianie Prymas dostrzegł obraz z podpisem: „Matko Boża Rywałdzka, pociesz strapionych”. „Był to pierwszy głos przyjazny, który wywołał wielką radość. (…) „Sprawa Chrystusowa” trwa blisko dwa tysiące lat i za tę sprawę ludzie siedzą do dziś w więzieniach” – zanotował w „Zapiskach więziennych” pod datą 4 października.

W tym samym dniu „erygował” na ścianie Drogę Krzyżową. Napisał ołówkiem nazwy stacji Męki Pańskiej i każdą oznaczył krzyżykiem. 25 września 1953 r. rozpoczęła się jego droga krzyżowa i od razu włączył ją w Drogę Jezusa. Nie skupił się na niebezpieczeństwie i sytuacji, w której się znalazł. Skupił się na Tym, który pierwszy został pojmany bez procesu i wyroku. Rozpoczęło się Jego „zanurzanie” w Bogu.

W Rywałdzie spędził siedemnaście dni. Dzień i noc pilnowało go około 20 funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Wieczorem 12 października dostał pół godziny na spakowanie rzeczy i znów powieziono go w nieznane. Więzień na Drodze Krzyżowej nie ma żadnych praw.

Stoczek Warmiński – stacja druga

Prymas całą drogę modlił się i próbował odczytywać kierunek podróży. W Stoczku Warmińskim, w opuszczonym klasztorze Księży Marianów, zastał księdza i siostrę zakonną, którzy mieli służyć mu pomocą. W rzeczywistości – jak potwierdziły dokumenty zgromadzone przez IPN – byli tajnymi współpracownikami UB. W trójkę spędzili tu rok z trzyletniego uwięzienia Prymasa. Rok w twierdzy, którą funkcjonariusze MBP zrobili z klasztoru. Pilnowali go wewnątrz i na zewnątrz budynku. Aby zagwarantować brak kontaktu z otoczeniem z sąsiedztwa wysiedlono proboszcza i mieszkańców dwóch domów. Budynek ogrodzono wysoką siatką a w nocy oświetlono reflektorami. Wybudowano 12,7 km płotu uzbrojonego w materiały wybuchowe. W sumie pilnowało Prymasa 90 żołnierzy.

Sygnały świetle w tzw. pokoju techniki meldowały o najmniejszym poruszeniu się Więźnia. Podsłuchy były umieszczone w kaloryferze, lampie i drzewie w ogrodzie.

Zima 1954 r. w Stoczku była dla Kardynała bardzo trudna. W domu panował ziąb. Stare piece zatykały się, dymiły od sadzy, szybko stygły i nie dawały ciepła. Prymas zanotował w „Zapiskach więziennych”, że przez całą zimę w Stoczku miał zmarznięte ręce i nogi, nie mógł pracować przy stole, bo mimo otulenia pledem był zziębnięty do kości. W łazience w piecu w ogóle nie dało się rozpalić, więc mycie odbywało się w całkowitym zimnie. Pokoje na dole nie były w ogóle ogrzewane. Co kilka dni z ich wnętrza wyrąbywano sterty lodu. Ściany korytarzy pokrywała gruba warstwa mrozu. Prymas zanotował, że noce były tak zimne, że nogi nie rozgrzewały się pod kołdrą. Puchły mu ręce i oczy. Bolała głowa, brzuch i plecy w okolicach nerek. Przetrwał zimę wciąż chorując, pozbawiony właściwych leków. W kwietniu komendant wyraził zgodę na komisję lekarską, ale lekarze zjawili się dopiero miesiąc później.

„W końcu alei grabowej, w grupie lip, w większości podpiłowanych i odrutowanych, wznieśliśmy krzyż, złożony z dwóch kijów przewiązanych drutem kolczastym. Powstała w ten sposób „kalwaria”, jako cel naszych wędrówek, ogrodzona kamieniami i cegłami” – pisał Prymas w „Zapiskach więziennych”.

Wielkanoc 1954 r. - przygotowania

Pierwsza Wielkanoc w więzieniu wypadała 19 kwietnia. Dla więźniów, zdanych tylko na swoje towarzystwo i nękania „opiekunów” nie był to jednak czas beznadziei, Prymas dbał o dyscyplinę duchową. „W naszej kapliczce odprawiliśmy sobie we troje rekolekcje przed uroczystością wielkanocną. Rozważania były osnute na tle Tomasza à Kempis „O naśladowaniu”. Myślą przewodnią była ascetyka więzienia jako nadzwyczajnego środka stosowanego przez Opatrzność do uświęcenia ludzi od początków chrześcijaństwa. Chrześcijanie zaczęli „karierę” więźniów bardzo wcześnie, bo od czasów pierwszych kazań świętego Piotra Apostoła w Jerozolimie” – zanotował Prymas. W Stoczku powstały też cztery teksty Drogi Krzyżowej, które ukazały się drukiem pt. „Via crucis. Szkice więzienne” w 2011 r. To tam wołał Więzień – Prymas rozważając pomoc Szymona w niesieniu krzyża: „Wszystkie Szymony Chrystusa to: Ojciec Święty, biskupi i kapłani, zakonnicy, wierni katolicy, wspierający Chrystusa”.

Tęsknota za tymi, których Pan powierzył

Pod datą 15 kwietnia 1954 r., kard. Wyszyński zanotował wzruszające wyznanie tęsknoty pasterza za powierzonymi mu owcami: „Wielki Czwartek. Sercem i myślą jestem w archikatedrze, wśród duchowieństwa i wiernych. Modlę się o to, by mój następca przy ołtarzu, przy konsekracji olejów i przy mandatum, czynił to lepiej niż ja; by obdzielał kapłanów Ciałem Chrystusa, wszczepiając w nich ducha jedności diecezjalnej”. Modlitwa o jedność dość często pojawia się w intencjach Prymasa. On wiedział, na jakie naciski narażeni są jego najbliżsi współpracownicy i hierarchowie Kościoła w Polsce po jego aresztowaniu i uwięzieniu. Rozumiał jak wielkiego wsparcia modlitewnego potrzebują. Przeczuwał, choć nie dostawał żadnych wiadomości. Nie czytał gazet, nikt go nie odwiedzał i nie otrzymywał listów. Modlił się za „opiekunów” więziennych i nieprzyjaciół tak, jak Jego Mistrz przed laty: „Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Prudnik Śląski – stacja trzecia

W październiku 1954 r. samolotem przewieziono Prymasa do Prudnika, gdzie klasztor Franciszkanów zamieniono na nowy „obóz izolacyjny”. Tu Prymas spędził cały rok, zanim, na mocy rządowego rozporządzenia, przeniesiono go do Komańczy. Tu również był strzeżony przez wojsko i UB, inwigilowany i podsłuchiwany. W marcu 1955 r. w grzejniku centralnego ogrzewania sam znalazł podsłuch.

3 kwietnia 1955 r. zapisał: „Niedziela Palmowa. Serce i myśl wyrywają się do archikatedry Świętego Jana, by stanąć na progu i doznać radości wspólnej modlitwy. Trzeba jednak powstrzymać serce i myśl. Niech będzie tu, gdzie Bóg pozwala więzić ciało. Nie chcę, Ojcze, nawet przez to dążenie do najlepszych uczuć być przeciwny woli Twojej. Pozwoliłeś zamknąć mnie wśród tych drutów, pozwoliłeś, by moja Katedra pozostałą i dziś bez mojej służby – Fiat voluntas Tua. Serce, wróć i nie przekraczaj granic murów, pozostań wierne Bogu, jak ciało jest uległe i spogląda tylko ku niebu, gdyż ono nie jest odrutowane”.

W Wielki Czwartek znów, jak rok wcześniej w Stoczku, tęsknił: „Dzień Ostatniej Wieczerzy, dzień ustanowienia Eucharystii, pierwszej Mszy świętej, pierwszej Komunii świętej i pierwszych święceń kapłańskich – najbardziej kapłański dzień, całą duszę kapłańską bierze w soje ramiona i upomina się o czyny, do których jest powołany. Chrystus chciał być dziś z uczniami swoimi. Jak wielką męką dla biskupa jest być z dala od swoich kapłanów, od swojej katedry i diecezji. Żaden z tych dni niewoli nie udręczy tak, jak ten dzień. Jak wielkiego wysiłku pokory i uległości potrzeba, by przeżyć ten dzień w duchu, jakiego ojciec ode mnie ma prawo oczekiwać. Jak bardzo niegodny się czuję tej łaski ołtarza, do którego tak śmiało przystępowałem… Dziś to czuję”. Zanotował też czułe, szczere, a jednak rozdzierające serce wyznanie Chrystusowi:

„Najdroższy Nauczycielu i Wodzu, nie mogę spełnić powinności mojej, gdyż nie mogę na klęczkach omywać nogi tych dzieci moich, które mi dałeś… (…)Pozwól mi przejść na kolanach przez Krakowskie Przedmieście, a uczynię to bez zwłoki”. W zeznaniach księdza – współwięźnia możemy przeczytać, że Prymas walczył ze smutkiem i zgryzotą, nie poddawał się naciskom, dbał o dyscyplinę dnia – wstawał codziennie o godz. 5.00 – kilka godzin modlił się, pracował, ale zdarzało się też, że płakał.

„Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i w Komańczy…” – stacja czwarta

W Komańczy zamieszkał na pierwszym piętrze klasztoru sióstr nazaretanek, na końcu lewej części korytarza. Tu przeżył ostatnie Triduum i Wielkanoc jako więzień. Tu był otoczony życzliwością i troską sióstr, ale jednak wciąż cierpiał. Od momentu aresztowania schudł 20 kg, był blady, wycieńczony i obolały. Nosił w sercu jakąś ranę. Próbował leczyć doświadczenie opuszczenia miłością i modlitwą, ale na jego twarzy wciąż obecny był ten cień smutku, o którym mówiła później jego siostra Julia Wyszyńska. W Wielki Czwartek 1956 r. pisał: „Wieczysty Kapłanie – gorąco pragnąłeś pożywać Twoją Paschę z uczniami. Twoje gorące pragnienie jest tak bardzo kapłańskie, wyrasta ze wspólnoty rodziny kapłaństwa, którego jesteś Początkiem i Źródłem. I ja „pragnę pragnieniem” męki kapłana, któremu też dałeś uczniów. Ale pomimo tak gorącego pragnienia, nie jest dana memu sercu kapłańskiemu ta pociecha, której z woli Ojca doznałeś w wieczerniku. Tyś doznał ulgi, rozdając Eucharystię uczniom swoim. Moja męka kapłańska nie skończy się tak radośnie. Muszę ją przeżyć sam, bez współdziałania moich uczniów”.

***

Więziono go przez trzy lata – bez procesu, śledztwa a nawet aktu oskarżenia. 26 października 1954 r. napisał list do Bieruta z prośbą o zwolnienie go ze względu na stan zdrowia. Nie otrzymał odpowiedzi. Do końca życia modlił się w intencji Bieruta, nosił kartkę z modlitwą w brewiarzu. Kulisy aresztowania Prymasa Tysiąclecia ujawnił na antenie Rozgłośni Polskiej RWE zbiegły na Zachód wysoki funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, ppłk. Józef Światło: „Jak wszystkie decyzje w sprawie polityki kościelnej w Polsce, tak i ta decyzja zapadła w Moskwie. Bierut i Franciszek Mazur odpowiedzialny w Biurze Politycznym za walkę z kościołem pojechali jeszcze za życia Stalina po instrukcje. W rozmowie Bierut nalegał na natychmiastowe aresztowanie kardynała, ale Stalin stwierdził, że czas jeszcze na to nie nadszedł.” – relacjonował Józef Światło.

Kard. Wyszyński „Zanurzony” w Bogu przeszedł swoją trzyletnią Drogę Krzyżową. Czy spotkał na niej Weronikę? Szymona? Płaczące niewiasty? Z całą pewnością wciąż spotykał Matkę. 8 grudnia 1953 r. w Stoczku dokonał Aktu Osobistego Oddania się Matce Bożej i „wszystko postawił na Maryję”.

„Cóż mi pozostaje? Tracić nadzieję w sens mojej ofiary? Raczej przeciwnie: bardziej świadomie oddawać swoje cierpienie Kościołowi, by przez ofiarę wyjednać u Boga miłosierdzie i odrobinę odpocznienia dla utrudzonych ludzi”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję