Reklama

Ksiądz na spowiedzi

2015-03-26 11:43

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 13/2015, str. 4-5

Artur Stelmasiak

Kapłan, jak każdy grzesznik, też musi iść do spowiedzi. Trudniej samemu się spowiadać czy spowiadać innych?

Za kilka dni będziemy obchodzili Wielki Czwartek, czyli liturgiczny dzień ustanowienia sakramentu kapłaństwa i święto wszystkich księży. Bez prezbiterów nie mielibyśmy Eucharystii, ale także sakramentu pokuty. Kapłani spowiadają także siebie nawzajem. Postanowiliśmy więc zapytać: Jak postrzegają ten wyjątkowy sakrament przez pryzmat własnych doświadczeń?

– Osobiście wolę samemu przystępować do sakramentu pokuty, niż spowiadać innych – mówi „Niedzieli” ks. Sławomir Abramowski, wieloletni misjonarz, a obecnie rektor ośrodka duszpasterskiego na Bemowie. – Jeśli sam idę klękać do konfesjonału, to jestem odpowiedzialny tylko za siebie. Mówię swoje grzechy i słabości, a o całą resztę martwi się mój spowiednik. O wiele trudniejsze jest wysłuchiwanie i rozgrzeszanie penitentów, bo wówczas ponoszę odpowiedzialność za drugą osobę.

Dwie strony konfesjonału

Ks. Kamil Falkowski jest młodym kapłanem. Zaledwie od 10 miesięcy sprawuje Eucharystię i spowiada wiernych. Jednak zdarzało mu się, że o sakrament pokuty prosili go starsi i bardziej doświadczeni księża. – Pierwsza taka spowiedź przytrafiła mi się kilka tygodni po święceniach. Próbowałem się wymigać, ale się nie udało – wspomina ks. Falkowski.

Reklama

Choć kapłanów i świeckich obowiązuje ten sam Dekalog, to jednak ksiądz, który spowiada innego kapłana trochę inaczej patrzy na penitenta po drugiej stronie kratki konfesjonału. – Staram się zawsze coś powiedzieć od siebie. Z jednej strony są to słowa kapłana do penitenta, a z drugiej księdza do księdza. Takie sakramentalne spotkanie jest dla mnie świadectwem, które buduje wiarę po obydwu stronach konfesjonału – mówi ks. Falkowski.

Podczas wielkopostnego dnia skupienia proboszczów z archidiecezji warszawskiej wykład wygłosił o. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap ze szkoły spowiedników. Mówił zarówno o tym jak rozmawiać ze świeckimi w konfesjonale, ale także zwrócił uwagę na spowiedź kapłanów. Okazuje się, że księża także miewają kłopoty z tym sakramentem. – Tak jak świecy zatrzymują się na etapie Pierwszej Komunii św., tak księża potrafią tkwić mentalnie i duchowo na etapie formacji seminaryjnej – mówił o. Śliwiński.

Z perspektywy ludzi świeckich może wydawać się to dziwne, ale kapłani także zmagają się z trudnościami duchowymi. Tak jak każdy chrześcijanin są grzeszni i dlatego potrzebują konfesjonału. Zaleca się nawet, by każdy prezbiter spowiadał się co dwa tygodnie. Historia wielu kapłanów pokazuje, że duchowe wsparcie spowiedników i regularne korzystanie z sakramentu pokuty, pomaga w drodze do świętości.

– Za kształtowanie sumienia każdy ksiądz odpowiada osobiście. Na tej drodze może pojawić się lęk o siebie i o ludzką opinię, pokusa nieszczerości i zamknięcia. Czyhają na nas także inne zagrożenia, dlatego formacja dokonuje się w ogniu wewnętrznych zmagań – pisze na łamach „Pastores” ks. Mirosław Cholewa, redaktor naczelny kwartalnika dla kapłanów.

Spowiedź u zakonników

Proboszcz archikatedry warszawskiej ks. Bogdan Bartołd z sakramentu pokuty korzysta dwa razy w miesiącu. Stałych spowiedników szuka najczęściej wśród ojców zakonnych. Nie jest on osamotniony w wędrówkach po warszawskich klasztorach, bo księża diecezjalni często korzystają z posługi sakramentu pokuty wśród zakonników.

– To prawda do naszych klasztorów przychodzi sporo księży – mówi o. Michał Paluch, dominikanin z kościoła św. Jacka. – Ja też najczęściej korzystam z sakramentu pokuty poza murami rodzimego klasztoru. Często spowiadam się u księży misjonarzy, kapucynów, a także jezuitów.

Spowiedź w klasztorach nie jest jednak regułą. Ks. Sławomir Abramowski regularnie umawia się na spowiedź do swojego przyjaciela kapłana diecezjalnego. – Teraz mam bardzo komfortową sytuację, bo jak byłem na misji w Izraelu, to najbliższy konfesjonał był oddalony o ponad 300 kilometrów. Często „łapałem” przypadkowych spowiedników, a z sakramentu korzystałem tylko raz w miesiącu – wspomina ks. Abramowski. Jego zdaniem przełożeni, którzy wysyłają kapłana na misję, powinni zadbać także o to, aby prezbiter mógł regularnie korzystać z sakramentu pojednania. Misjonarze, którzy posługują np. na Syberii, muszą lecieć samolotem tysiące kilometrów, aby uklęknąć i wyznać swoje grzechy.

Księża bardzo sobie chwalą posługę stałych spowiedników, którzy z boku przyglądają się ich życiu duchowemu. – To ważne, aby inny kapłan mógł spojrzeć na mnie bardziej obiektywnie – mówi ks. Kamili Falkowski. I choć na co dzień posługuje on w parafii św. Mikołaja w Grójcu, to regularnie spowiada się u swojego ojca duchownego z seminarium.

– On jest kapłanem, który mnie bardzo dobrze zna. Spowiedzi mają w sobie coś z relacji ucznia i mistrza. Jest więc dla mnie przewodnikiem i towarzyszem życia duchowego. Stały spowiednik, to ktoś do kogo ma się bardzo duże zaufanie – podkreśla ks. Falkowski.

Lekcja pokory

Regularne korzystanie z sakramentu pokuty jest ważne w życiu każdego chrześcijanina. Wszyscy go potrzebują i każdy może się sakramentalnie zaniedbać. Dotyczy to zarówno świeckich, jak i księży.

Kapłaństwo można porównać do sakramentu małżeństwa. – Jeżeli ktoś się nie spowiada lub robi to pobieżnie, to sam sprowadza na siebie problemy. Małżeństwo, które razem się modli i żyje sakramentami Kościoła jest silne i nigdy się nie rozpadnie. Kapłani czerpią swoją duchową siłę dokładnie w ten sam sposób – uważa ks. Abramowski.

Duszpasterze zgodnie mówią, że konfesjonał jest uniwersalny dla wszystkich – świeckich i duchownych. Tu każdy jest równy w majestacie miłosiernego i kochającego Boga. Jedyną różnicą jest fakt, że kapłani dobrze znają zasady moralne. Nie potrzebują tylu wyjaśnień i pouczeń.

– Dla każdego człowieka spowiedź, to czas wyjątkowego spotkania z Bogiem. Tu nawet najmądrzejszy ksiądz przychodzi z pokorą i skruszonym sercem. Nie ma miejsca na pychę, nikt nie jest zarozumiały – podkreśla o. prof. Michał Paluch.

Dominikanin często zmienia miejsce zamieszkania. Do tej pory w Warszawie nie znalazł stałego spowiednika. – Ale to nie jest konieczne, gdy tylko dobrze przygotowujemy się do spowiedzi. Poza tym stanie razem ze świeckimi w tej samej kolejce do spowiedzi, to też ważna lekcja kapłaństwa. To pokazuje mi, że przed kratką konfesjonału nie ma podziału na świeckich i duchownych. Wszyscy jesteśmy takimi samymi grzesznymi chrześcijanami.

Tagi:
kapłan spowiedź

Reklama

Może być trudniej. Wytrzymamy

2019-06-17 13:27

Rozmawiała Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 25/2019, str. 14-16

W tygodniu, w którym Kościół modli się o uświęcenie kapłanów, rozmawiamy z kilkoma księżmi, głównie proboszczami z wieloletnim doświadczeniem. O to, jak wygląda dziś ich duszpasterstwo, z jakimi przeciwnościami muszą się mierzyć, co ich najbardziej niepokoi – pyta Katarzyna Woynarowska

Bożena Sztajner/Niedziela

Porównują siebie do samolotów. Codziennie tysiące tych maszyn służy ludziom. Nikt ich tam, wysoko, nie widzi, nie interesuje się ciężką pracą pilotów czy służb naziemnych. Ale gdy spadnie jeden samolot, trąbi o tym cały świat. Pewnie, że jest to o jeden raz za dużo, ale w proporcji? Czy uważamy, że samoloty są wyjątkowo niebezpieczne, należy ich unikać i najlepiej wszystkie uziemić? Tak samo jest z księżmi. – My wszyscy staramy się uczciwie pracować, być możliwie najlepszymi duszpasterzami, ale gdy jeden upadnie, podnosi się raban i rykoszetem dostają wszyscy – mówią.

Krajobraz po filmie

– Inaczej się teraz pracuje Księżom w parafiach?

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Częstochowie: – W mojej parafii film braci Sekielskich raczej nie narozrabiał. Mam poczucie, że nawet bardziej niż świeckim dał do myślenia nam, kapłanom. Moi wikarzy uczą w okolicznych szkołach i oni najbardziej byli dopytywani, słyszeli jakieś nieprzyjemne uwagi za plecami. Oczywiście, ja już trochę lat na świecie żyję i wiem, że ten film nieprzypadkowo został puszczony przed wyborami. Obejrzałem go i wstrząsnął mną do głębi. Krzywda dzieciaków zawsze mnie boli. Jednak, przepraszam, ale mam takie niejasne wrażenie, że w jego głębszej warstwie chodziło nie tyle o obronę dzieciaków, ile o to, by dowalić „czarnym”. A najbardziej biskupom.
No, dobra, pomyślałem, najpierw przyjrzano się księżom, a teraz kolej na innych. Bo przecież uczciwie byłoby przyjrzeć się kolejnym środowiskom, prawda? Tymczasem słyszę, że powstanie kolejny film o złych księżach! Irytuje mnie, że nie tyka się środowisk: lekarskiego, adwokackiego, sędziowskiego, sportowego... To fundamentalna niesprawiedliwość!

KS. JANUSZ CHYŁA, proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach: – Film mną wstrząsnął. Wieloma kwestiami byłem zaskoczony, chociaż wydawało mi się, że dobrze znam ludzkie upadki. Jeśli natomiast chodzi o realia parafialne, to nie zauważyłem różnicy w podejściu do mnie parafian. Chyba nawet spotykam się z większą życzliwością, co tłumaczę tym, że ludzie zdają sobie sprawę, iż w filmie nie został przedstawiony pełny obraz Kościoła. Ludzie znają swoich księży i wiedzą, że zdecydowana większość z nich dobrze pracuje, jest oddana parafii i parafianom. Ale trzech moich wikariuszy zasygnalizowało mi, że po tym filmie w szkole zrobił się wokół nich nieprzyjemny klimat. Są słowne prowokacje, słyszą za plecami komentarze, że każdy ksiądz to pedofil...

KS. ROMAN CHOWANIEC, proboszcz parafii św. Doroty w Markowej: – Gdy zastanawiam się nad odpowiedzią na pytanie o obecne realia pracy duszpasterskiej na parafii, przychodzi mi na myśl to jedno stwierdzenie: po prostu nie jest łatwo. Jednakże natychmiast pojawiają się kolejne pytania, z którymi trzeba się zmierzyć: pierwsze – czy kiedykolwiek, na przestrzeni lat i wieków, było łatwo? oraz drugie – o co chodzi w kapłańskiej posłudze: czy o łatwe życie, czy raczej o wierność powołaniu? Nie ma bowiem ani czasu, ani epok, w których głoszenie Ewangelii przebiegałoby bez przeszkód czy trudności.

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI, dyrektor Centrum Informacji Diecezji Drohiczyńskiej: – W moim odczuciu nie ma wielkiej różnicy. Przede wszystkim temat ucichł po wyborach, teraz mamy sprawę prezesa fundacji „Nie lękajcie się”, która go w pewien sposób skompromitowała i trochę na ten film rzutuje, na jego wiarygodność. U ludzi myślących, nieidących jedynie za emocjami, za wiele w ich światopoglądzie to nie zmieniło. Podobnie było po filmie „Kler”. Zapewne w szkołach katecheci w sutannach musieli stawić czoła pytaniom, na Twitterze pojawiło się sporo niesmacznych komentarzy, krzywdzących dla większości kapłanów. W tego typu sytuacjach uspokaja mnie bp Tadeusz Pikus, który mawia, że to nic nowego, bo Pana Jezusa też prześladowali. I On nam zapowiedział, że podobnie będzie z nami, prawda? My, jako kapłani, być może przyzwyczailiśmy się do dobrego traktowania. Jednak rzeczywistość wokół się zmienia. Otwarcie granic, migracje za pracą sprawiają, że ludzie wracają z innym obrazem Kościoła, Polski, polskości. To powoduje, że ksiądz nie jest już traktowany jak dawniej. Nie bałbym się natomiast, że o nas gadają czy niesłusznie nas posądzają. Bo to jest wpisane w powołanie. Z drugiej strony – obawiam się niepotrzebnego robienia z siebie męczenników, przekonania, że na każdym kroku nas dręczą... Chociaż wydaje mi się, że inaczej traktuje się ataki na Kościół spowodowane tym, iż głosimy Ewangelię, a inaczej, gdy ten atak jest spowodowany grzechami czy nadużyciami duchownych – to jest zupełnie inna kategoria.

Inny kraj

– Czy atak na księdza we Wrocławiu zmienił trochę Polskę?

KS. ANDRZEJ SOBOTA, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Częstochowie: – To efekt tego, z czym mamy do czynienia obecnie w Polsce. Nic się nie bierze z powietrza. Będzie się księży atakować, bo to jest działanie ideologiczne, a ta ideologia nie jest racjonalna, jest antychrześcijańska. Stanowi kontynuację rewolucji obyczajowej z 1968 r.

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest to walka systemowa, zaplanowana. Wiele za tym przemawia, choćby czas pojawienia się filmu „Kler” czy dokumentu „Tylko nie mów nikomu”. Potem – sprawa profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej albo naśmiewanie się z procesji Bożego Ciała. To ma się przekładać na obraz Kościoła w Polsce i podważanie autorytetu duchownych. Nie ulega wątpliwości, że na tle innych krajów europejskich wyróżniamy się religijnością. Chociaż... Moim zdaniem, w porównaniu z innymi krajami antyklerykalizm w Polsce jest silniejszy niż np. we Włoszech. Tam w mediach czy w rozmowie z ludźmi – nawet tymi mniej pobożnymi – spotkałem się z większym szacunkiem wobec kapłanów niż u nas. To paradoksalne, że w kraju, gdzie zdeklarowanych katolików jest ponad 80 proc., ataki na księży mają taki „życzliwy” społeczny odbiór. Jak jest okazja, to co szkodzi przywalić... Wrocław jest tego przykładem – szokującym!

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK: – Niedawno modlono się w naszym kościele, by wynagrodzić za grzechy Kościoła. Spotkanie przygotował Domowy Kościół. Modlitwa trwała prawie dwie godziny. Widziałem, jakie to emocje budziło wśród ludzi. I wtedy przyszło mi na myśl, że zakres zła pedofilii polega nie tylko na traumie dziecka, któremu zniszczono życie, ale także na tym, że od Kościoła odchodzi wtedy cała rodzina. Krąg się rozszerza. To działa trochę jak kręgi na wodzie...

– Czy Księża odczuwają wpływ mediów społecznościowych na swoich parafian, na ich sposób obecności w Kościele?

KS. JANUSZ CHYŁA: – Na Twitterze, gdzie jestem dość aktywny, dostrzegam sporą polaryzację stanowisk. Jest wiele osób, które zawsze były niechętne Kościołowi i kapłanom – i ich stanowisko się bardzo wyostrzyło. To taki bezmyślny hejt, bez żadnego racjonalnego uzasadnienia. Ten rodzaj reakcji nasilił się po filmie. Ale jest też niemało osób życzliwych – i chwała im za to. Część z nich jednak, zapewne w dobrych intencjach, broni nas, księży, w sposób nieco irracjonalny. Bo zaprzeczanie oczywistym faktom też jest niebezpieczne. Bardzo mądry i potrzebny był, moim zdaniem, komunikat Rady Stałej Episkopatu. Postrzegam tę trudną sytuację również jako wielką szansę dla Kościoła. Ale oczyszczenie musi przyjść przez krzyż, to oczywiste.

Na linii ognia

– Czy księża zaczynają się teraz dystansować wobec wiernych? Nowo wyświęcony ksiądz opowiadał niedawno w redakcji, jak to bezpośrednio po emisji filmu Sekielskich rodzice nie pozwolili dzieciom podejść do ołtarza do zwyczajowego coniedzielnego błogosławieństwa. Stali obaj z proboszczem na środku kościoła sami. Sytuacja wróciła do normalności w kolejną niedzielę, ale ten obraz pewnie zostanie w tym młodziutkim kapłanie na zawsze.

KS. JANUSZ CHYŁA: – Istnieje takie niebezpieczeństwo. Opowiem pewną historię: kilkanaście lat temu jechaliśmy dużą grupą z pielgrzymką do Rzymu i po drodze nocowaliśmy w jednej z parafii w austriackim Salzburgu. Tamtejszy proboszcz nie mógł się nadziwić, że rodzice oddali swoje dzieci pod opiekę księżom. Trochę mnie to zdumiało i rozbawiło. W naszej grupie byli przecież także świeccy opiekunowie, ale jego zdziwienie dotyczyło tylko duchownych. Teraz dostrzegam podobne niebezpieczeństwo oddzielenia kapłanów od świeckich również w naszych realiach... A odnośnie do tego, co powiedział cytowany wcześniej młody ksiądz: W mojej parafii też jest zwyczaj podchodzenia dzieci do ołtarza po błogosławieństwo. U nas jest odwrotnie – teraz więcej rodziców przyprowadza dzieci... Pierwszy raz zaobserwowałem to zjawisko po filmie „Kler”. Przyszło więcej ludzi – większa była kolekta (śmiech). Żartowałem, że jeszcze jeden taki film, a w kościele zrobi się naprawdę tłoczno...

KS. ANDRZEJ SOBOTA: – Sposób reagowania na ostatnie wydarzenia, a w konsekwencji stosunek do kapłanów zależą od wychowania. Obecnie także tego dokonywanego przez media. Zwłaszcza gdy ktoś jest ideologicznie nastawiony. Przez 16 lat katechizowałem w szkołach średnich i nie spotkałem się z jakąś trudną sytuacją. Młodzi są ciekawi świata, prowokują, zadają czasem trudne pytania, ale taka jest przecież młodość. Niestety, dziś włączyły się w wychowanie media antychrześcijańskie, w tym internetowe. I młodzi dają się nieść tej fali, wmawia im się, że wolny człowiek może wierzyć, w co chce, i robić, co chce i kiedy chce... To taka etyka sytuacyjna.

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK: – Zawiniły jednostki, ci nasi bracia, którzy dopuścili się przestępstw i muszą za nie odpowiedzieć – to kwestia poza dyskusją. Myślę jednak, że coś złego pojawiło się na linii duszpasterze – wierni. I nie chodzi mi o stosunek ludzi do nas, ale raczej o ostrożność, którą teraz musimy wykazywać każdego dnia. Rodzaj czujności, która niszczy spontaniczność, życzliwe gesty wobec sobie czy w ogóle jakiekolwiek gesty. Ja sam bardziej siebie kontroluję – np. kreślę dzieciom znak krzyża na czole i na cały głos wypowiadam błogosławieństwo, żeby wszyscy wokoło słyszeli. Wiem, wiem – nie dajmy się zwariować, ale każdy z nas, jak sądzę, działa teraz trochę na zasadzie: byle jakimś dawniej dopuszczalnym, a dziś traktowanym jako niepoprawne zachowaniem nie dolać oliwy do ognia…

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Po to ksiądz ma namaszczone ręce podczas świecęń kapłańskich, żeby nimi błogosławił. Skutkiem tego, co się obecnie dzieje, może się stać pewna ostrożność księży, którzy wolą dmuchać na zimne. Gdy ksiądz idzie przez kościół i kładzie rękę na głowach dzieci, to jest to czynność kapłańska i kiedy odbiera nam się prawo do takich gestów, to jakby ucinano nam ręce. Oddziela się pasterzy od owiec. Nasz egzorcysta powiada, że w walce duchowej odbieranie kapłanom prawa do błogosławienia to jakby odbieranie im istotnej części posłania...

KS. ROMAN CHOWANIEC: – Według mnie, naiwnością ze strony kapłanów byłoby myślenie, że wszyscy w parafii będą nas kochać, będą się cieszyć z tego, co robimy. Bogu dzięki, że większość parafian w taki właśnie sposób odbiera naszą posługę – i to powinno nas utwierdzać w przekonaniu, że warto wspólnie z parafianami podejmować inicjatywy dla pomnożenia wiary w ludziach, o których zbawienie mamy się troszczyć jako duszpasterze. Gdy celem naszego działania jest zbawienie dusz – tak przynajmniej powinno być – a nie tylko nasze ludzkie satysfakcje, to łatwiej przychodzi rozumieć tych parafian, którym wszystko przeszkadza – nawet to, że jesteśmy kapłanami – i się za nich modlić. Po prostu trzeba robić swoje i robić wszystko „ad maiorem Dei gloriam”.

KS. ANDRZEJ SOBOTA: – To brak zaangażowania stworzy ten dystans. Jeśli człowiek nie pojmuje Kościoła jako wspólnoty – że to jest jego przestrzeń – to stawia się w sytuacji nieporozumienia. Nie rozumie, że skoro Kościół jest wspólnotą, to wymaga zaangażowania. Diabeł się już przyzwyczaił, że jest odprawiana Msza św., nawet ta codzienna. I niech sobie chodzą, myśli, byle nie zrobili kroku dalej – byle nie było zaangażowania w Liturgię, w wiarę, w Kościół.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Benedykt XVI zaproponował kard. Bergoglio ważne stanowisko. Jednak on odmówił

2019-07-22 15:03

pb (KAI/cruxnow.com) / Watykan

Amerykański portal katolicki Crux twierdzi, że po swym wyborze w 2005 r. papież Benedykt XVI zaproponował ówczesnemu arcybiskupowi Buenos Aires kard. Jorge Mario Bergoglio stanowisko sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej. Jednak przyszły papież Franciszek odmówił. Według tej informacji Benedykt XVI chciał, aby kard. Bergoglio pomógł mu w oczyszczeniu kurii rzymskiej.

Grzegorz Gałązka

Crux powołuje się na znajomego Franciszka z czasów, gdy był arcybiskupem Buenos Aires. Ks. Fernando Miguens, były rektor seminarium duchownego w San Miguel na przedmieściach stolicy Argentyny przypomina, że już „Paweł VI bardzo cierpiał z powodu zepsucia w Stolicy Apostolskiej”. - Wiem, że Jana Paweł II także bardzo cierpiał z tego powodu, ale postanowił, że jego priorytetem będzie misja. Biedny Benedykt [XVI] próbował stawić temu czoła i aby to zrobić, zaproponował Bergoglio, że mianuje go sekretarzem stanu, ale Jorge mu odmówił - twierdzi duchowny.

Według portalu pogłoska o oferowaniu kard. Bergoglio stanowiska sekretarza stanu pojawia się po raz pierwszy. Jednak - jak przypomina watykańska korespondentka Cruxa, Inés San Martín - już „pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II mówiło się, że argentyński kardynał mógłby otrzymać wysokie stanowisko w Watykanie”. Weteran włoskich watykanistów Sandro Magister pisał 2002 r., że po jego zaangażowaniu w prace zgromadzenia Synodu Biskupów w 2001 r. niektórzy dostojnicy kościelni chcieli powołania kard. Bergoglio do pracy w Rzymie, na co on sam miał wówczas odpowiedzieć: „Umarłbym w kurii”.

Mimo odmowy, zdaniem źródeł portalu Crux, relacje Benedykta XVI z kard. Bergoglio miały charakter osobisty i naznaczone były głębokim szacunkiem. Niewymieniony z nazwiska były współpracownik kardynała twierdzi, że kiedykolwiek Bergoglio jechał do Rzymu, „mógł pójść do papieża niemal bez proszenia o audiencję”. Obydwaj mieli też „regularnie, czasem nawet raz w miesiącu”, rozmawiać przez telefon.

Brytyjski pisarz Austen Ivereigh, autor m.in. książki „Prorok. Biografia Franciszka, papieża radykalnego”, powiedział portalowi Crux, że „kard. Bergoglio miał w Rzymie reputację krzyżowca walczącego z zepsuciem i papież Benedykt bardzo wysoko go cenił, dlatego pomysł poproszenia go o to, by był sekretarzem stanu wydaje się prawdopodobny”. A jeśli tak było, to „Bergoglio bardzo mądrze zrobił, że tę propozycję odrzucił”, gdyż „bez autorytetu papieskiego stojącego za oczyszczającą reformą, nie można jej dokonać”.

Crux uważa za „dobrze udokumentowany” fakt to, że kard. Bergoglio był kandydatem na papieża już w 2005 r., lecz tym, którzy proponowali jego kandydaturę miał powiedzieć, by popierali kard. Ratzingera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: Netflix stracił na aborcyjnym szantażu

2019-07-22 18:40

Vaticannews.com

Netfilix stracił w minionym kwartale 126 tys. subskrybentów w USA. Obrońcy życia wiążą te wyniki z bojkotem amerykańskiego giganta show biznesu, po tym, jak podjął się on bezpardonowej walki o aborcję w stanie Georgia.

W minionym kwartale Netflix odnotował najgorsze wyniki w swej historii. Po raz pierwszy od ośmiu lat ubyło mu subskrybentów, podczas gdy prognozy przewidywały wzrost o 352 tys.

Warto pamiętać, że pod koniec maja do bojkotu Netflixa wezwali obrońcy życia. Amerykańska firma szantażowała bowiem władze stanu Georgia, który przyjął nowe antyaborcyjne prawo. Ogranicza ono aborcję do momentu, w którym wykrywalne jest bicie serca dziecka, czyli do ok. 6 tygodnia ciąży. Netflix zapowiedział, że jeśli prawo wejdzie w życie, to zaprzestanie tam swoich produkcji i wycofa inwestycje. Przemysł filmowy ma tymczasem wielkie znaczenie dla stanu Georgia. Zatrudnia on 92 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem