Reklama

Matko Boża, obroń nas raz jeszcze!

2015-03-31 12:51

Z o. Mariuszem Tabulskim – definitorem generalnym Zakonu Paulinów – rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 14/2015, str. 28-29

Bożena Sztajner/Niedziela
O. Mariusz Tabulski OSPPE, definitor generalny Zakonu Paulinów

Z o. Mariuszem Tabulskim – definitorem generalnym Zakonu Paulinów – rozmawia Anna Wyszyńska

ANNA WYSZYŃSKA: – Trwa w Polsce peregrynacja kopii Cudownego Wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, obecnie podejmują go parafie archidiecezji warszawskiej. Jak przyjmowany jest Obraz?

O. MARIUSZ TABULSKI OSPPE: – Historycznie jest to druga peregrynacja Obrazu Nawiedzenia. W archidiecezji warszawskiej będzie trwała do 7 czerwca br., zakończy się w Święto Dziękczynienia przy Świątyni Opatrzności Bożej. Miałem okazję w marcu uczestniczyć w nawiedzeniu Matki Bożej w parafii św. Jakuba w Warszawie i widziałem, jak wiele osób przybyło na tę uroczystość.Mówię świadomie: nawiedzenie Matki Bożej, bo Cudowny Wizerunek Nawiedzenia uobecnia osobę Matki Zbawiciela. W całym dekanacie kościoły nie mogły pomieścić wiernych, którzy przybywali na spotkanie z Maryją. Jest bardzo wiele świadectw, że Maryja, która w Obrazie Nawiedzenia wędruje po Polsce od 1957 r., jest „skuteczna” i „działa”, że zawsze jest tą Matką, która przemienia serca, która szuka i odnajduje ludzi, nawet tych najbardziej oddalonych od wspólnoty Kościoła.

– Być może młode pokolenie nie pamięta, jak powstała idea peregrynacji, wędrówki kopii Cudownego Obrazu do wszystkich polskich parafii.

– Kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski, był w czasie swojego internowania w latach 1953-56 bardzo mocno związany z Matką Bożą. Jeszcze przed uwięzieniem „wszystko postawił na Maryję”. A 8 grudnia 1953 r., uwięziony w Stoczku Warmińskim, oddał się osobiście Maryi w macierzyńską niewolę miłości. Krótko po uwolnieniu przedstawił program przygotowania do Jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski, z którym ściśle związana była idea peregrynacji. Ksiądz Prymas miał głębokie przekonanie, że dla realizacji Jasnogórskich Ślubów Narodu, złożonych w 1956 r., wszyscy Polacy powinni się spotkać z Matką Bożą na Jasnej Górze, ale też wiedział, że nie każdy będzie mógł tu przybyć. Dlatego 26 sierpnia 1957 r. Matka Boża w kopii Obrazu Jasnogórskiego ruszyła w drogę z Jasnej Góry do archidiecezji warszawskiej, aby potem nawiedzać kolejne diecezje.
Prymas Tysiąclecia miał ogromną intuicję i wiedział, że Matka Boża, która tak wiele razy nas uratowała, nie tylko w okresie wojen szwedzkich, ale i w czasach protestantyzmu, zaborów, II wojny światowej, jest w stanie to uczynić także w tych bardzo mrocznych dla Polski czasach. Owoce peregrynacji przerosły najśmielsze oczekiwania. Okazało się, że Matka Boża wyzwala niezwykłe przeżycia i siły religijne, pomaga zagubionym przybliżyć się do Kościoła, umożliwia kapłanom realizowanie programu moralnej odnowy narodu, którym była Wielka Nowenna poprzedzająca Millennium Chrztu Polski.

– Szczególnym fenomenem był fakt, że nawet „aresztowanie” Obrazu Matki Bożej nie przeszkodziło Jej w pielgrzymowaniu do ludzkich serc.

– We wrześniu 1966 r. funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej „zaaresztowali” Obraz i w ten sposób uniemożliwili na 6 lat dalszą jego peregrynację. Ku zaskoczeniu władz komunistycznych okazało się, że uwięzienie Obrazu nie przeszkodziło Matce Bożej kontynuować nawiedzania polskich parafii. W symbolu pustych ram, ewangeliarza i świecy Maryja nadal wędrowała przez Polskę, a owocność Jej oddziaływania była jeszcze większa niż dotąd. Księża stwierdzali, że żadne misje ani rekolekcje nie osiągnęły tego, co sprawiła w parafiach Królowa Polski.

– Czy obecna peregrynacja, tak jak poprzednia, wpisuje się w realizację ślubów jasnogórskich?

– W archidiecezji warszawskiej hasłem, które towarzyszy i w przygotowaniach, i w czasie Doby Nawiedzenia, są słowa: „Odnawiamy śluby ojców naszych” – a więc wszystkie dotychczas złożone Maryi zawierzenia, oddania się w niewolę, śluby Jana Kazimierza, a szczególnie Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego. Ich treścią była m.in. wierność Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, życie w łasce uświęcającej, obrona życia, zwłaszcza dzieci nienarodzonych, wierność małżeńska, katolickie wychowanie młodzieży, walka z wadami narodowymi. Program oparty na jasnogórskich ślubach przygotowywał Polaków na Millennium Chrztu Polski. Obecnie, gdy przygotowujemy się do 1050. rocznicy chrztu Polski, w archidiecezji warszawskiej nawiedzanie parafii przebiega pod hasłem, które przypomina, jak ważną rolę w naszej historii odegrało Millennium i związane z nim śluby.

– Także nauczanie Księdza Prymasa nie straciło na aktualności.

– Jeszcze podczas internowania w Komańczy 13 września 1956 r. w referacie do duchowieństwa na temat wprowadzenia w życie ślubów jasnogórskich Prymas pisał: „Dziś wszystko w Polsce woła, by zmobilizować duchowe siły narodu do obrony życia nienarodzonych, wierności ślubom małżeńskim, do podniesienia moralności współżycia małżeńskiego, do cnoty męstwa i wstrzemięźliwości, do czujności nad wychowaniem moralnym młodzieży i dziatwy, aby z rodzin katolickich nie wyrastali ateiści i poganie”. A w maju 1961 r. wobec potęgującej się walki z Kościołem mówił: „Patrzymy, jak powstaje potężna organizacja, jak się mobilizuje środki i siły, jak wiele pieniędzy idzie tylko na to, aby wam odebrać wiarę w Boga, aby odłączyć was od Chrystusa, aby wam serca wystudzić i pozbawić was religijnej pobożności. W takiej chwili, gdy widzimy bezpośrednie zagrożenie wiary, zdając sobie sprawę z odpowiedzialności za wasze dusze, za dzieci i młodzież (...), naśladujemy Bożą linię postępowania i nadzieje nasze pokładamy w Zwycięskiej Matce Boga Żywego, której Bóg Ojciec i Syn Boży oddali, co mieli najdroższego”.

– Te słowa brzmią jak proroctwo.

– Te słowa brzmią mocno i jednoznacznie w obecnej sytuacji, kiedy zaczynają nas dotykać prawa unijne, które usiłują niszczyć największe wartości narodu polskiego. I tzw. ustawa antyprzemocowa, i nowy projekt wprowadzania in vitro – nie tylko dla małżonków, ale dla wszystkich, którzy będą chcieli – i wiele innych propozycji prawnych to nieszczęście dla Polaków. Czytając kazania Prymasa, uświadamiamy sobie, że wracamy do równie trudnego jak wtedy momentu dziejów. Byliśmy świadkami wielkich znaków: odzyskanie niepodległości, osoba św. Jana Pawła II i wszystkie przemiany w świecie z nim związane. Obecnie, kiedy z niedowierzaniem i lękiem patrzymy na dokonywane zmiany, wiele osób pyta z bólem: Czy Matka Boża jeszcze raz nas obroni?

– A nasza ufność?

– Wraz ze sługą Bożym Prymasem Tysiąclecia, inicjatorem wędrówki Maryi po Polsce, wierzymy, że „Matka Boża w Polsce słabszą nie będzie, chociażby ludzie się zmieniali”. Mamy też świadomość, że tu, „w Polsce rozpoczyna się walka o cały Kościół powszechny”, jak mówił na łożu śmierci kard. Wyszyński. Ufamy, że również modlitwy i prace księży, wspaniale przygotowujących parafie, organizujących misje i rekolekcje, proponujących składanie darów duchowych, wpisywanie ich do ksiąg parafialnych, podejmujących wiele inicjatyw duszpasterskich, które pozostaną również po zakończeniu nawiedzenia, będą ożywiać nasze relacje z Matką Bożą i umacniać wiarę. Nawiedzenie w parafiach powoduje ogromne poruszenie i oby tak pozostało. Teraz, kiedy Obraz Matki Bożej wędruje przez centrum stolicy, przemieszczając się ulicami, ale też między budynkami ministerstw rządowych, nawiedzając kaplicę prezydenta, niepokoi obserwacja, że tak wielu decydentów pozostawia wiarę przed drzwiami swoich gabinetów. Proponują ustawy czy też głosują za takimi, które są sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

– Dokąd następnie powędruje Obraz Matki Bożej?

– Obraz będą przyjmować diecezje: płocka, łowicka, warszawsko-praska i kolejne, według ustalonego porządku. W programie obecnej peregrynacji jest jeszcze ok. 10 diecezji. Warto także pamiętać, że w tym roku przypada 90. rocznica nadania Matce Bożej tytułu Królowej Polski; w 1925 r. papież Pius XII wydał oficjalny dekret w tej sprawie i tytuł ten został dołączony do Litanii Loretańskiej. W 2017 r. minie natomiast 300 lat od pierwszej koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. To także jest moment, który będziemy chcieli podkreślić na Jasnej Górze, jak również w parafiach pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski i związanych z Jasnogórskim Obrazem. Chcemy zaprosić wszystkich wiernych, abyśmy mogli być żywym klejnotem w koronie Maryi i umieli odpowiedzieć na łaskę chrztu św., bo w nim otrzymaliśmy zjednoczenie z Jezusem, który jest Królem, Prorokiem i Kapłanem. Dlatego chcemy prosić o pomoc Maryję, byśmy tak jak Ona odpowiedzieli Chrystusowi pięknym, świętym życiem. Ona przychodzi nie tylko po to, aby nas obronić, ale także po to, aby pokazać drogę. Wobec panującego zamętu, subiektywizmu i indywidualizmu, który obserwujemy również wśród wierzących, śluby jasnogórskie są bardzo ważne, bo ukazują, czego człowiek wierzący ma się w swoim życiu trzymać, żeby dojść do pełni życia chrześcijańskiego.

Bł. ks. Michał Sopoćko
Wierzę, że on do mnie mówi

2019-04-10 10:24

Z aktorem Maciejem Małysą rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 20-21

Mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję – mówi „Niedzieli” Maciej Małysa aktor filmowy i teatralny – odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”

Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”
Maciej Małys, Janusz Chabior i Kamila Kamińska – odtwórcy postaci ks. Michała Sopoćki, malarza Eugeniusza Kazimirowskiego i s. Faustyny Kowalskiej

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Proszę powiedzieć, w jaki sposób został Pan zaangażowany do roli ks. Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”?

MACIEJ MAŁYSA: – Mojego bohatera miał zagrać inny aktor, ale z jakiegoś powodu zrezygnował. Okazało się, że trzeba dosyć szybko znaleźć odtwórcę ks. Sopoćki. To zadanie otrzymała moja koleżanka, która zastanawiała się, kogo do tej roli polecić. Przyznała, że szukała aktora, jak to nazwała, z wnętrzem. I jakoś tak się stało, że pomyślała o mnie. Późnym wieczorem napisała na messengerze, że ma dla mnie propozycję. Oddzwoniłem. Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jestem zainteresowany rolą. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. To był dzień imienin Michała – a więc i ks. Sopoćki, i reżysera Michała Kondrata. A na dodatek w tym dniu mijała 10. rocznica ogłoszenia spowiednika s. Faustyny błogosławionym...

– Znał Pan wcześniej historię jego życia?

– Na początku wiedziałem, że był spowiednikiem s. Faustyny. Zresztą odnoszę wrażenie, że większość osób wie na temat ks. Sopoćki niewiele. Znają św. Faustynę, św. Jana Pawła II, ale o bł. ks. Michale Sopoćce wiedzą mniej. Tymczasem to postać niesamowita. Dużo tracimy, nie znając jego życia, w które zostało wpisanych wiele niezwykłych, wręcz cudownych wydarzeń...

– Z Pana słów i gestów łatwo odczytać, że teraz może Pan długo i barwnie mówić o swym bohaterze. Jak się Pan przygotowywał do zagrania tej roli?

– Gdy już wiedziałem, że zagram spowiednika s. Faustyny, to kupiłem „Dziennik” ks. Michała Sopoćki. Zresztą nadal do niego wracam. Tam są takie myśli, których nie sposób przeczytać na raz. Sięgnąłem także po „Dzienniczek” św. Faustyny. Oczywiście, wcześniej o nim wiedziałem, ale znałem tylko fragmenty, zwłaszcza te zasłyszane przy różnych okazjach. W „Dzienniczku” odszukałem wszystkie zapiski odnoszące się do ks. Sopoćki. Poznałem, co pisała o nim św. Faustyna i co mówił jej na temat spowiednika Pan Jezus. Czytałem to wszystko z wypiekami na twarzy. Myślałem: – To o mnie! (śmiech). Wracałem do tych fragmentów i krok po kroku poznawałem niezwykłego człowieka. I powoli budowałem rolę. Pomogły także rozmowy z reżyserem, ale też z moim bratem, dla którego bł. ks. Sopoćko jest osobą bliską. Dziś mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję.

– Jaki obraz człowieka, kapłana wyłania się z „Dziennika” ks. Sopoćki?

– To poważny kapłan – chociaż osoba pracująca przy filmie przekonywała mnie, że był człowiekiem pogodnym, radosnym. Z moich spostrzeżeń wynika, że miał dystans do siebie, że dużo od siebie wymagał. Przykładem mogą być uwagi zapisane, gdy skończył 79 lat i stwierdził: „...drżę na myśl, że mogę stanąć przed sądem Bożym z pustymi rękami...”. A przecież tyle zrobił! Proszę zobaczyć, jaka pokora. My z reguły jesteśmy surowi, ale dla innych, a sobie raczej pobłażamy. U niego było na odwrót – siebie widział w bardzo krytycznym świetle. Poza tym, aby zrealizować zamierzenie, nie ustawał w działaniu. Był niezwykle pracowity. Z notatek wynika, że bardzo mu zależało na ludziach. W tym, co robił, był bardzo uczciwy. Nigdy nie stwarzał wokół siebie jakiejś otoczki niezwykłości, jakiegoś szczególnego powołania. Wiemy np., że s. Faustyna pisała „Dzienniczek” na polecenie ks. Sopoćki. Już po jej śmierci ks. Michał przyznał, że polecił jej robić notatki, ponieważ był bardzo zajęty i nie zawsze miał czas, aby jej słuchać. Łatwiej mu było w wolnej chwili czytać to, co napisała. Ale ks. Sopoćko nigdy nie przypisał sobie szczególnej roli w powstaniu „Dzienniczka”. Warto przypomnieć, że wiedział, iż kult nie od razu zostanie wprowadzony, ale konsekwentnie realizował powierzone mu dzieło. Nie zrażał się przeciwnościami. Miał świadomość, że im jest trudniej, tym bardziej jego misja ma sens. Myślę, że mieć zaprzyjaźnionego takiego świętego – to supersprawa. Zresztą Jan Paweł II mówił, że warto się przyjaźnić ze świętymi, bo to jest przyjaźń na zawsze. Dlatego cieszę się, że się zaprzyjaźniłem z bł. Michałem Sopoćką. Wierzę, że on do mnie mówi.

– Jak?

– Dam przykład. Ks. Sopoćko pyta Faustynę o pewną sprawę i ona zapewnia go, że zapyta o to Pana Jezusa. Ale podczas Eucharystii, którą ks. Sopoćko odprawia, przychodzi odpowiedź. Jednak ks. Michał nie odbiera tego jako słów Jezusa, wraca do tematu w rozmowie z Faustyną, która stwierdza, że przecież Pan Jezus już mu na to pytanie odpowiedział... I stąd refleksja, że my jesteśmy tak blisko Pana Jezusa, przyjmujemy Go w czasie Eucharystii, a wciąż o Nim zapominamy. On jest, a my Go nie widzimy, nie uświadamiamy sobie Jego obecności.

– Uczestniczył Pan w watykańskiej premierze filmu. Jakie wrażenia?

– Była ekscytacja. W Watykanie widziałem film po raz pierwszy. To była wersja angielska z włoskimi napisami. Pokaz zorganizowano w sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. Myślałem, że to będzie większa sala, ale siedzący obok mnie dziennikarz wyjaśnił, iż od pewnego czasu premiery odbywają się właśnie w tym miejscu, które jest bardziej kameralne. Zauważyłem tam wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i od razu pomyślałem, że to zapewne ślad po Janie Pawle II. A w premierze uczestniczyli m.in. dostojnicy Kurii Rzymskiej, a także wikariusz generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Joseph G. Roesch i były arcybiskup Palermo kard. Salvatore De Giorgi, który bardzo starannie przygotował wprowadzenie do filmu – widać było, że włożył w to wystąpienie wiele energii. Niesamowite było to, że watykańska premiera filmu odbyła się w przeddzień 60. rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji s. Faustyny. Był to więc symboliczny moment, takie domknięcie tematu. W każdym razie dla nas, twórców filmu, ta premiera to wielkie szczęście i radość, że odbyła się właśnie w Watykanie. Bardzo chciałem tam być.

– A reakcje?

– Było dużo emocji. Zapamiętałem m.in. reakcję siedzącego obok mnie dziennikarza, który zaśmiał się głośno, gdy zobaczył, jak malarz reaguje na ciągłe uwagi Faustyny na temat powstającego obrazu. Dla mnie to było potwierdzenie, że film pokazuje w sposób naturalny to, co się wydarzyło, że nie ma w nim patosu, że wyeksponowano w nim ludzką naturę.

– Komu poleciłby Pan prawdziwą historię Miłości i Miłosierdzia?

– Jako pierwsze przychodzą mi do głowy osoby, które tej historii nie znają. Marzeniem by było, żeby ten film stał się przyczynkiem do nawrócenia. By Miłosierdzie „zadziałało” w taki sposób, że po obejrzeniu filmu jego poruszony odbiorca zaczyna na własną rękę szukać kolejnych informacji o Miłosierdziu i jego apostołach. Kolejną grupę mogą stanowić osoby, o których wspominaliśmy na początku rozmowy. To ludzie, którzy wiedzą, że ks. Sopoćko był spowiednikiem Faustyny. Być może po obejrzeniu filmu tacy widzowie zechcą bliżej poznać ks. Michała. Myślę, że na pewno ich ubogaci, jeśli wejdą w duchowość błogosławionego kapłana. Film ukazuje wiele wątków, wydarzeń, faktów, które warto poznać. Przykładem może być historia powstania pierwszego obrazu, jego niezwykłe losy. Ale warto pamiętać, co Pan Jezus powiedział na ten temat Faustynie: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). Myślę, że o tym trzeba pamiętać, kiedy modlimy się przed obrazem Jezusa Miłosiernego czy to w Wilnie, czy w Łagiewnikach, czy w wielu innych zakątkach świata. Upowszechnieniu tej prawdy o Bożej łasce służy ten film.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odpowiedź Naczelnego Rabina Polski na oświadczenie Kościoła ws. Pruchnika

2019-04-24 18:45

BP KEP / Warszawa (KAI)

Dziękujemy Konferencji Biskupiej za ich jasną, jednoznaczną oraz błyskawiczną odpowiedź na antysemickie pobicie oraz spalenie podobizny Żyda w miejscowości Pruchnik – napisał Michael Schudrich, Naczelny Rabin Polski, do Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego oraz do Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka w odpowiedzi na oświadczenie bp. Rafała Markowskiego ws. Pruchnika.

pl.wikipedia.org
Michael Schudrich

Publikujemy pełną treść odpowiedzi:

Warszawa, 24 kwietnia 2019 r.

Dziękujemy Konferencji Biskupiej za ich jasną, jednoznaczną oraz błyskawiczną odpowiedź na antysemickie pobicie oraz spalenie podobizny Żyda w miejscowości Pruchnik.

Będziemy nadal ściśle współpracować z naszymi braćmi z Konferencji Biskupów w walce z nienawiścią, czy to na Sri Lance, czy w naszej ukochanej Polsce.

Michael Schudrich

Naczelny Rabin Polski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem