Niedziela, 21 grudnia
22. dzień - "Bóg z nami po imieniu"
• Iz 7, 10-14 • Rz 1, 1-7 • Mt 1, 18-24
Słowo dnia: „Nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud z jego grzechów” (Mt 1, 21).
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Refleksja: Ten, którego imię brzmi „Bóg zbawia”, przychodzi przede wszystkim po nasze grzechy, nie po nasze problemy zewnętrzne. Paweł przypomina, że w Nim zostaliśmy nazwani „umiłowanymi i powołanymi świętymi”. Emmanuel nie jest hasłem, ale Osobą, która wchodzi w historię konkretnej rodziny: Maryi i Józefa.
Modlitwa: Jezu, którego imię znaczy „Pan zbawia”, przyjdź do mojej historii z mocą Twojego miłosierdzia. Dotknij wszystkiego, co we mnie potrzebuje zbawienia bardziej niż naprawy okoliczności. Dziękuję, że wzywasz mnie dziś po imieniu jako umiłowanego.
Krok do Betlejem: Wypowiedz dziś spokojnie kilka razy imię „Jezus”, prosząc: „Zbaw mnie tam, gdzie najbardziej siebie ratuję po swojemu”.
Pierwsze czytanie - Iz 7, 10-14
Achaz stoi w centrum politycznej burzy. Dwie armie naciskają na Judę. Zamiast szukać Pana, szuka sojuszu z Asyrią. Bóg wychodzi naprzeciw: „Proś dla siebie o znak”. To niezwykłe. Nie człowiek prosi o cud. Bóg sam proponuje wsparcie wiary.
Reklama
Odpowiedź Achaza brzmi pobożnie: „Nie będę kusił Pana”. W rzeczywistości to ucieczka. Król już zdecydował, że zaufa ludzkim układom. Izajasz demaskuje tę pozorną religijność. Skoro nie chcesz znaku, Bóg i tak go da – nie tylko tobie, ale „domowi Dawida”.
„Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”. Hebrajskie ‘alma to młoda kobieta w wieku do małżeństwa. Greckie tłumaczenie (Septuaginta) oddało je słowem parthenos – dziewica. W sensie bliskim Achazowi mógł chodzić o królewskiego potomka, który dożyje czasu pokoju. Kościół rozszerza perspektywę. Widzi tu Maryję i Jezusa.
Najważniejsze jest imię: „Bóg z nami”. Nie Bóg „gdzieś obok” ani Bóg „po naszej stronie” przeciw innym. Bóg zamieszkujący pośród lęków, sporów, w samym sercu historii. Znakiem nie jest błyskawica na niebie, ale Dziecko. Kruchość, w której ukrywa się wszechmoc.
Ta perykopa uderzająco pasuje do końcówki Adwentu. Bóg i dziś proponuje znak. Proponuje nie magiczne rozwiązanie wszystkich problemów, lecz obecność Syna. Można odpowiedzieć jak Achaz – ładnymi słowami, ale sercem w innym miejscu. Można też uczyć się od Maryi, która ten sam znak przyjmie z pełnym „tak”.
Drugie czytanie - Rz 1, 1-7
Paweł zaczyna List do Rzymian jak uroczyste przedstawienie osoby Jezusa. Nazywa siebie „sługą Chrystusa Jezusa”, czyli dosłownie „niewolnikiem”. To tytuł dumy, nie poniżenia. Należeć do Chrystusa znaczy być włączonym w Jego misję.
Reklama
Ewangelia, którą głosi, „zapowiedziana została przez proroków w Pismach”. Paweł od razu łączy Jezusa z obietnicami Izraela. To nie nowa religia znikąd. To wypełnienie tego, o czym mówili Izajasz, Jeremiasz, psalmy.
Chrystus – „według ciała” potomek Dawida, „według Ducha uświęcenia” ustanowiony Synem Bożym w mocy przez zmartwychwstanie. Dwa poziomy jednej osoby. On naprawdę należy do historii Dawidowego rodu, o którym słyszeliśmy u proroków. A jednocześnie Jego głęboka tożsamość wyraża się w zmartwychwstaniu: jest Synem Ojca, w którym działa Duch Święty.
„Przez Niego otrzymaliśmy łaskę i urząd apostolski, aby przywieść wszystkie narody do posłuszeństwa wierze”. Wiara nie jest tylko uczuciem. Jest wejściem w posłuszeństwo Temu, który jest Panem zarówno Dawida, jak i pogan. Dobra nowina wychodzi poza granice Izraela, ale nie przeciw Izraelowi. Wypełnia dane obietnice.
Adresaci listu są nazwani „umiłowanymi przez Boga, powołanymi świętymi”. To nie jest tytuł dla elity. To podstawowa tożsamość chrześcijanina. Umiłowany, powołany, uświęcany. U proroka słyszeliśmy o Emmanuele – Bogu z nami. Teraz Paweł mówi: Ten Emmanuel ma imię, historię, krzyż i pusty grób. I właśnie Jego łaska nazywa cię po imieniu: „ukochany, powołany do świętości”.
Ewangelia - Mt 1, 18-24
Reklama
Mateusz opowiada tajemnicę Wcielenia z perspektywy Józefa. W kulturze tamtych czasów „zaślubienie” oznaczało już prawne małżeństwo. Małżonkowie jeszcze nie mieszkają razem, ale są sobie całkowicie powierzeni. Właśnie wtedy „okazuje się”, że Maryja jest brzemienna „z Ducha Świętego”. W tym jednym zdaniu krzyżują się plan Boga i lęk człowieka.
Józef jest nazwany „człowiekiem sprawiedliwym”. To znaczy: żyjącym z Boga, wrażliwym na Prawo, ale i na osobę. Nie chce „narazić Maryi na zniesławienie”. Postanawia oddalić ją potajemnie. Egzegeza widzi tu dwie tradycje odczytania. Jedna mówi, że podejrzewał zdradę, lecz z miłości wybiera najłagodniejsze rozwiązanie. Druga, że przeczuwał tajemnicę Boga w Maryi i czuł się niegodny, więc chciał się usunąć. W obu wypadkach widzimy serce delikatne, nieosądzające.
Wtedy Bóg przemawia we śnie. „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi”. Anioł przypomina mu jego miejsce w historii zbawienia. Jest „synem Dawida”, ogniwem obietnicy mesjańskiej. Nie jest przypadkowym statystą. Ma przyjąć Maryję i dziecko, które „jest z Ducha Świętego”. Jego ojcostwo nie będzie biologiczne, ale prawdziwe. Da Dziecku imię i miejsce w rodzie Dawida.
Imię jest programem. „Nadasz Mu imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud z jego grzechów”. Jeszua – „Bóg zbawia”. W świetle Jeremiasza można powiedzieć, że On jest, „Pan naszą sprawiedliwością”. Nie zrzuci Rzymian, ale zdejmie z ludzi ciężar grzechu. Mateusz od razu cytuje Izajasza: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel – Bóg z nami”. To, co było znakiem dla lękliwego Achaza, teraz staje się żywą osobą w domu Maryi i Józefa.
Reklama
„Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł”. Bez komentarza, bez wielkich słów. Jego „fiat” brzmi czynem. Przyjmuje Maryję, przyjmuje Dziecko, przyjmuje swoje miejsce w planie Boga, którego do końca nie rozumie. Ojcowie Kościoła widzieli w nim „strażnika tajemnicy Wcielenia”.
Ewangelia ta bardzo konkretnie domyka Adwent. Bóg spełnia obietnicę Emmanuela nie w abstrakcji, lecz w historii rodziny. Wchodzi w lęk mężczyzny, który boi się zranić i boi się nie udźwignąć. Nie obiecuje mu łatwego życia. Daje mu coś większego: pewność, że w tej historii On sam jest „z nimi”.
Ile w nas jest Achaza, który chowa brak wiary za ładnymi słowami, a ile Józefa, który w milczeniu robi krok zaufania. To pytanie dobre na ostatnie dni Adwentu. Dobra Nowina jest taka: Emmanuel przychodzi do jednego i drugiego. Tylko w sercu Józefa znajduje dom. I właśnie tak chce zamieszkać dziś. Nie w idealnej przyszłości, ale w naszym bardzo konkretnym „nie bój się wziąć do siebie” teraz.
