Reklama

Św. Urszula Ledóchowska

2015-10-07 08:41

Ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 41/2015, str. 46-47

Archiwum Sióstr Urszulanek SJK

Życie tej świętej zasługuje na głęboką refleksję. Spojrzyjmy zatem w jej dobrą twarz i zauważmy mądre spojrzenie matki, nauczycielki, wychowawczyni

W swoim ciekawym życiu dotykała wielu spraw. Najbardziej leżała jej na sercu kwestia wychowania młodych dziewcząt – w ogóle wychowanie młodego pokolenia było dla niej wielkim wyzwaniem. O swojej młodości pisze tak: „Aż do 16. roku życia byłam wesołym łobuziakiem, wdrapywałam się na wszystkie drzewa w ogrodzie, a na spacerach szalałam jak głupia. Myślę, że coś mi jeszcze z tego pozostało w upodobaniu do śmiałych, hazardowych czynów. W szkole klasztornej, do której uczęszczałam przez 6 lat, byłam lubiana z powodu mej wesołości. Jestem nadal wesoła, ale bardzo spoważniałam, odkąd bardziej interesuję się życiem wewnętrznym”.Również ciekawie wspomina czas życia w rodzinie, mówi o swoich rodzicach, o tym, że w domu panowała atmosfera modlitwy i bardzo pilnowano, by zachowywane były przykazania Boże i kościelne. Rodzice wdrażali w takie życie wszystkie swoje dzieci. Mówiła również o częstym przyjmowaniu Komunii św., co w tamtych czasach było rzadką praktyką. W domu Ledóchowskich zawsze była codzienna modlitwa, również przed posiłkiem.

Z Rosji do Szwecji, Danii, Norwegii...

Przyszła święta zaczynała swoje życie zakonne u sióstr urszulanek Unii Rzymskiej.

Na skutek sytuacji w Petersburgu Urszula podjęła się tam założenia domu urszulanek czarnych. Erekcję kanoniczną otrzymała 25 lutego 1908 r. Została sama, bez żadnego wsparcia, w stolicy carów, ale papież Pius X błogosławił jej obecność w tym mieście. Mówił: „Możecie choćby w różowe suknie się ubierać, bylebyście tam pracowały”. Matka Urszula mówiła ciągle o Opatrzności, której zrządzeniem doszło do powstania urszulanek szarych, czyli Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego (USJK). Po wybuchu I wojny światowej Urszula otrzymała nakaz opuszczenia Rosji, przeniosła się więc do Szwecji i założyła szkołę języków obcych – władała przecież kilkunastoma językami, dzięki czemu mogła podjąć akcję odczytową na rzecz Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Wygłaszała odczyty na ten temat w Szwecji, Danii i Norwegii.

Reklama

Matka Urszula bardzo ciekawie określała zadania nowego zgromadzenia. Pisała: „Szczególną misją zgromadzenia w Kościele jest głoszenie Chrystusa – miłości Jego Serca, poprzez wszelkie formy działania mające na celu szerzenie i pogłębienie wiary, zwłaszcza przez nauczanie i wychowywanie młodzieży oraz przez służbę najbardziej potrzebującym i pokrzywdzonym”. Dodawała: „Przez nasze zakłady przechodzi tyle, tyle dzieci! O, warto nad nimi pracować, siostry moje w Chrystusie! Warto gdzieś w ukryciu, na głuchej wsi, daleko od oka ludzkiego, od pochwał ludzkich trawić życie, aż się strawi w tej pracy pokornej... wobec świata, ale tak wielkiej przed Bogiem – w pracy nad wychowywaniem dzieci dla Boga”. I dalej mówiła: „Zadaniem matki i wychowawczyni jest dać dziecku Boga. Jeśli mu dasz Boga, dasz mu wszystko, jeśli nie dasz Boga, nie dasz nic”. Taka intencja towarzyszyła zakładaniu domów urszulańskich w Sieradzu, Łodzi, na Polesiu, a także w Rzymie.

Jesteś nieśmiertelna, Polsko!

Drugą miłością s. Ledóchowskiej była Ojczyzna. „Mój kraj jest tak przedziwnie piękny, że czy kto chce, czy nie, musi go kochać! Może mi powiecie, że są piękniejsze okolice, ładniejsze miasta, bogatsze prowincje w innych krajach: pod lazurowym niebem Italii, w alpejskich okolicach Szwajcarii i Tyrolu. Owszem, zgadzam się z tym. Ale dla nas jest tylko jedno piękno, co może nas zadowolić i uszczęśliwić: nasza Polska, nasza Ojczyzna” – tak pisała w Kopenhadze w listopadzie 1917 r., a w roku 1920 w Rzymie powstał jej wielki tekst: „Jesteś nieśmiertelny, kraju moich przodków! Jesteś nieśmiertelna, Ojczyzno ukochana, Polsko moja! Nieśmiertelna przez swą odwieczną sławę. Nieśmiertelna przez sztukę i literaturę, której nie sposób wymazać z pamięci narodów. Nieśmiertelna przez miłość, którą żywią ku Tobie Twoje dzieci, a której nie masz równej w świecie. Śmiem to wypowiedzieć z czołem wzniesionym i z dumą w sercu! Naród nasz to naród prawdziwych bohaterów, którzy z radością przelewają krew za każdą szlachetną i wielką sprawę. Polska broni Europę przed najazdem Tatarów, Kozaków i innych wrogów. Ona uwalnia Europę spod jarzma muzułmańskiego. Ona przez szereg wieków stać będzie na straży, by niczego nie zaniedbać w pełnieniu wzniosłego obowiązku, który samo niebo jej powierzyło, a który polega na osłanianiu cywilizacji europejskiej i religii Chrystusowej przed niebezpieczeństwami idącymi ze Wschodu. Polska po niezliczone razy ocalała Europę, ocalała jej cywilizację, ocalała chrześcijaństwo. W ciągu stuleci była schronieniem dla uciśnionych, mocą dla słabych, obronicielką Chrystusa i Jego Kościoła”.

Miłość do Ojczyzny to także miłość do tego wszystkiego, co buduje i wychowuje młode pokolenie, zwłaszcza dziewczęta. Ciekawa jest wypowiedź świętej na ten temat, którą znajdujemy w „Dzwonku św. Olafa” z 1927 r. Pisała: „Wychowywać dziewczęta to znaczy wychowywać matki rodzin. Wszak wiemy, że przyszłość narodu nie tyle w ręku naszych polityków, ile w ręku matek spoczywa. Na kolanach świętej matki wychowują się świątobliwi kapłani, dzielni urzędnicy państwowi, bohaterscy obrońcy Ojczyzny. Do tej pracy wychowawczej potrzeba ludzi, ludzi dobrej woli, o wielkich ideałach... O ile kochamy Ojczyznę naszą, o tyle ta sprawa obchodzić nas powinna. Wszak tu chodzi o jej przyszłość, o jej wielkość; powiedzmy więcej – o jej wolność”.

Kochała dzieci i młodzież

Bardzo ważne jest zdanie Ojca Świętego Jana Pawła II wypowiedziane w Rzymie podczas kanonizacji Matki Urszuli. Brzmi ono: „Wszyscy możemy się uczyć od niej, jak z Chrystusem budować świat bardziej ludzki – świat, w którym coraz pełniej będą realizowane takie wartości, jak: sprawiedliwość, wolność, solidarność, pokój”. 150. rocznica urodzin św. Urszuli Ledóchowskiej, założycielki zgromadzenia sióstr urszulanek szarych, wzbudziła potrzebę podjęcia głębokiej refleksji nad życiem tej niezwykłej świętej. Jej twarz jest twarzą niewiasty rozmodlonej, a jednocześnie to twarz troskliwie patrzącej matki. Oczy – dobre, z serdecznością wpatrujące się w każdego człowieka.

Dzisiaj nade wszystko trzeba zauważyć, że św. Urszula bardzo kochała dzieci i młodzież. To dla nich podjęła wiele wysiłku, by przybliżać je do Chrystusa, zwłaszcza Chrystusa Eucharystycznego. Przez szkoły i zakłady wychowawcze pragnęła rozwijać talenty młodych ludzi. Katechizacja, kwestie nauczania wiary były dla Urszuli sprawami niezwykle istotnymi. Nic się nie zmieniło: nauczanie katechetyczne w polskich szkołach jest niezmiernie ważne. Katecheci potrzebują wsparcia modlitewnego i duchowego, bo katechizacja to dzieło ewangelizacyjne: to sprawa nie tylko nauczania wiary, ale i jej przyjęcia, przeżycia. Być może przeakcentowaliśmy sprawy organizacyjne katechezy w polskich szkołach – tak przecież potrzebnej. Ale katechizacja to także charyzmat. Gdy go brak, zamiast katechety mamy do czynienia ze zwykłym nauczycielem religii. Katecheza wymaga czegoś więcej – przeżycia modlitewnego, zbliżenia się i przylgnięcia do Boga Żywego w miłości. Katecheza nie jest zwykłą lekcją. Jest głębokim świadectwem, dlatego powinna być opasana modlitwą. Być może 150. rocznica urodzin wielkiej katechetki, którą była św. Urszula Ledóchowska, będzie przyczynkiem do tego, by nasi katecheci dostrzegli w niej swoją świętą patronkę. Po kanonizacji św. Urszula Ledóchowska pielgrzymowała w swoich relikwiach, aż dotarła do wielkopolskich Pniew, gdzie przez jej wstawiennictwo wierni upraszają dziś potrzebne dla siebie i Kościoła łaski. Pracujący tam katecheci razem ze swoimi uczniami modlą się o pomyślność, szczególnie na odcinku przekazywania wiary młodym.

Wyjątkowa lekcja

Myliłby się ten, kto by uważał lekcje religii za przedmiot nieważny – niektórzy bardzo chcieliby go zmarginalizować. Jako kapłan muszę przypomnieć, że człowiek przy końcu swoich dni może zapomnieć definicje z fizyki, matematyki, wzory chemiczne, tablicę Mendelejewa, wydarzenia historyczne, wielkie dzieła literackie, ale do ostatniej sekundy swojego życia – oczywiście jeśli tylko ma się jeszcze świadomość swego umierania – posługuje się wiedzą, którą nabył na lekcjach religii: czyni akty strzeliste, wzbudza żal za grzechy itd. Wszystko inne przestaje być istotne. Tak wygląda ostatnia prosta przed przejściem na drugą stronę czasu...

Przy okazji wspomnę o dramatach będących udziałem katechetów, z których szydzą środowiska ateistyczne i wolnomyślicielskie i trendom tym poddają się młodzi ludzie, którzy przez to stają się przykrzy dla swoich nauczycieli wiary. Dlatego nie tylko katecheza, ale też sami katecheci powinni mieć swoich świętych patronów wspierających ich w tej trudnej służbie. Urszula Ledóchowska jako święta katechetka doskonale nadaje się do tej funkcji, a jej sanktuarium w Pniewach może być miejscem, gdzie polscy katecheci znajdą siły do swojej odpowiedzialnej pracy na modlitwie i podczas rekolekcji dla swojego środowiska, ponieważ ich działalność jest w swej istocie ewangelizacją i przepowiadaniem chrześcijaństwa.

* * *

Recenzenci powyższego artykułu zwrócili mi uwagę, że św. Urszula Ledóchowska była znakomitą nauczycielką i wychowawczynią, dlatego byłaby doskonałą patronką nie tylko katechetów, ale i nauczycieli. Mają oni ważne zadanie do spełnienia wobec narodu i młodego pokolenia. Wydaje się, że to ciekawa propozycja. Siostry urszulanki szare zgadzają się z tę opinią.

Chciałbym zatem zaproponować ustanowienie św. Urszuli Ledóchowskiej patronką polskich nauczycieli.

Cytowane teksty – na podstawie albumiku wydanego w Bibliotece „Niedzieli” pt. „Jeszcze Polska nie zginęła, dopóki kochamy. Święta Urszula Ledóchowska”, Częstochowa 2009, t. 246, red. Bożena Bobowska.

Tagi:
urszulanki

Zawsze z uśmiechem

2015-04-09 11:30

Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 15/2015, str. 4-5

„O Panie, niech będę jak promyk słoneczny, co wszędzie pociechę, wesele roznosi” – ta prośba z wiersza św. Urszuli Ledóchowskiej jest ważnym drogowskazem w pracy urszulanek szarych

Andrzej Tarwid
Siostra Małgorzata Krupecka pokazuje pokój papieski przy ul. Wiślanej

Aby w dzień powszedni spotkać s. Grażynę Gajek w domu Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, trzeba mieć wiele szczęścia. Dużo łatwiej niż w budynku przy Wiślanej 2, na siostrę można się natknąć na Pradze, jak w siatkach dźwiga prasę katolicką do więzień, poprawczaków i domów dziecka. Albo na Powiślu – gdzie tak, jak siostry Maria, Bożena i Klara – dociera do ubogich, roznosząc posiłki i ubrania wśród potrzebujących.

Torby są ciężkie, s. Grażynie nie jest więc łatwo, tym bardziej, że ma już... – Raczej nie ma co pisać, ile mam lat – mówi, ale z uśmiechem – Jeśli Pan chce, to wystarczy powiedzieć, że dopiero od 65 lat jestem siostrą. A do zgromadzenia wstąpiłam dość późno, bo mając lat ponad 20. – A na poważnie, to o czym powinienem koniecznie napisać – pytam. – Na poważnie, to przede wszystkim to, że nie należy przejmować się sobą ani swoim wiekiem, tylko nieść pomoc ludziom. Bo naprawdę niewiele potrzeba, aby człowiekowi w trudnym położeniu dać tak konieczną otuchę i trochę radości.

Urszulanki z Powiśla od prawie 90 lat niosą pomoc ubogim, chorym, starszym, dzieciom i młodzieży. Ponadto pracują na uczelniach i w szkołach, gdzie uczą religii. A także w parafiach, kuriach oraz jako wolontariuszki w szpitalu. Na Wiślanej s. dr Elżbieta Woźna przyjmuje również w gabinecie lekarskim. – We wszystkich tych miejscach podążamy za wskazaniem naszej Założycielki: „Prowadzić dusze do Jezusa, dać im poznać nieskończoną dobroć Serca Jezusowego” – mówi s. Teresa Iwan. – To przekonanie o Bożej miłości do człowieka prowadzi nas wprost do radości. Staramy się tą radością dzielić z innymi ludźmi – podkreśla przełożona wspólnoty przy Wiślanej 2.

Pionierska idea św. Urszuli

Dom na Powiślu został zbudowany z inicjatywy św. Urszuli Ledóchowskiej, której 150. rocznicę urodzin będziemy obchodzić już 17 kwietnia. Założycielka zgromadzenia sama zdobywała środki na budowę. – A kiedy prace ruszyły, to także osobiście nadzorowała ich przebieg – opowiada „Niedzieli” s. Teresa.

Ten nadzór był ważny, bo w powstającym budynku miał się mieścić prowadzony przez urszulanki internat akademicki dla studentek. – Był to nowoczesny budynek, z windami i ciepłą wodą, co wówczas było bardziej wyjątkiem niż standardem. Ale przede wszystkim było to przyjazne, bezpieczne lokum dla studiujących młodych kobiet – przypomina s. Małgorzata Krupecka, rzeczniczka prasowa wspólnoty.

Pionierska idea pomocy młodym i zdolnym, lecz ubogim dziewczętom w zdobywaniu wiedzy uniwersyteckiej zrodziła się w sercu św. Urszuli już w Krakowie na początku XX wieku. Pomysł ten podjęła i rozwinęła także na warszawskim Powiślu – drobna i skromna zakonnica, która w jednym z wierszy tak napisała: „Ja pragnę, jak promyk, dać wszystkim Twą jasność/, a przy tym dla siebie niczego nie żądać”.

Dzisiaj u szarych urszulanek mieszka 38 studentek. Na Wiślaną przyjechały z różnych zakątków kraju. Część z nich uczy się na Uniwersytecie kard. Stefana Wyszyńskiego, inne na Uniwersytecie Warszawskim. A jeszcze inne na stołecznej Politechnice.

Szary Dom przy ul. Wiślanej nie tylko zapewnia dziewczętom dach nad głową, ale daje także szansę na rozwój duchowy. Studentki mają do dyspozycji kaplicę, do której mogą zaglądać, gdy zechcą pomodlić się w samotności lub uczestniczyć w sprawowanych tam nabożeństwach, rekolekcjach i konferencjach. – Raz w miesiącu w intencji studentek, które miały imieniny bądź urodziny, sprawowana jest Msza św. – mówi s. Małgorzata.

Kilkanaście lat temu, pod koniec lat 90., u urszulanek zamieszkała Beata Zawiślak. – Już wtedy wiedziałam, że chcę wstąpić do zgromadzenia. Dlatego przeniosłam się na wydział teologiczny – wspomina. Dzisiaj s. Beata jest katechetką w szkole, a w domu przy ul. Wiślanej opiekuje się studentkami. Ta „opieka” sprowadza się głównie do tego, żeby mieć czas dla dziewcząt, kiedy chcą porozmawiać. – Czasami są to sprawy trudne i poważne, bo np. dziewczyny zwierzają się ze swoich kłopotów rodzinnych czy dylematów sercowych. Ale nie brakuje też rozmów zabawnych, kiedy to ja mam powiedzieć, która sukienka jest ładniejsza – mówi śmiejąc się s. Beata.

Zabawa i modlitwa

Zdecydowanie jednak najwięcej powodów do radości w budynku przy Wiślanej 2 mają dzieci. – Lubię tutaj przychodzić, bo tu jest dużo zabawek – mówi 4-letni chłopiec. – I lalek – uzupełnia jego koleżanka z grupy.

Praca z najmłodszymi to ważna część urszulańskiego charyzmatu. Siostry nigdy nie zrezygnowały z tej pracy. Ani podczas wojny, ani nawet wtedy, kiedy komuniści na początku lat 60. XX wieku upaństwowili przedszkole.

– Przedszkole istniało nadal, ale siostry nie były do niego wpuszczane – wyjaśnia s. Teresa. – Na początku to był szok – dodaje s. Małgorzata. – Ale siostry szybko zauważyły, że prawo zezwala opiekować się dziećmi sąsiadów. Każdej z sióstr „przypisano” kilkoro dzieci jako „sąsiadce”. Dzięki temu w innym skrzydle budynku działało – jak mówiono – nielegalne przedszkole.

Mali wychowankowie sióstr z tamtego okresu na schodach i korytarzu do kaplicy mieli okazję mijać się z przyszłym Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Jak wspominały ówczesne zakonnice, dzieci z łatwością nawiązywały kontakt z dostojnym gościem. Znana jest historia z dzieckiem, które miało kłopot, bo rozwiązały się mu sznurówki w butach. Przyszły Papież musiał natychmiast przyjść przedszkolakowi z pomocą, bo chłopiec pociągnął go za sutannę i bez ogródek zakomenderował: „Księdzu! Zawiąż mi buta!”.

Obecnie do urszulańskiego przedszkola uczęszcza niemal 70 dzieci. Gdyby jednak siostry miały większe możliwości lokalowe, to nawet dwa razy więcej najmłodszych chodziłoby do ich przedszkola.

Renoma ma swoje konsekwencje. Dyrektorka przedszkola niejednokrotnie odbiera telefony od dorosłych, którzy ledwie zostali rodzicami, a już chcą zarezerwować miejsce dla swojej pociechy. Inni podczas takich rozmów nie ukrywają, że dzwonią, bo chcieliby przenieść na Wiślaną dzieci z innych przedszkoli. – Dorośli cenią bezpieczeństwo oraz to, że nasze przedszkole jest katolickie. A to oznacza, że oprócz realizowania założonego programu, uczymy dzieci także szacunku i miłości do bliźniego – mówi s. Edyta Paduch, która od kilkunastu lat pracuje z dziećmi.

Urszulanki prowadzą przedszkole tak, aby przy każdej sposobności wzmacniać relacje rodziców z dziećmi. Stąd oprócz zajęć podstawowych są również wspólne wyjazdy, festyny, dni skupienia itd. A niedawno całe rodziny brały udział w Drodze Krzyżowej.

Centrum i izba pamięci

W Szarym Domu na Powiślu funkcjonuje też Centrum Duchowości św. Urszuli Ledóchowskiej. Agenda powstała w 2003 r., a zajmuje się m.in. działalnością wydawniczą oraz rozwijaniem i dokumentowaniem kultu Świętej. Jest to praca s. Małgorzaty Krupeckiej. – Kult cały czas się rozwija – mówi s. Małgorzata. A jako przykład podaje spływające na Wiślaną informacje o łaskach wymadlanych przez ludzi za wstawiennictwem św. Urszuli. A także działania świeckich, z inicjatywy których kolejne instytucje, jak szkoły, drużyny harcerskie czy biblioteki, przyjmują za swoją patronkę świętą założycielkę Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego.

W części budynku znajduje się też infirmeria, czyli malutki szpitalik dla najbardziej schorowanych sióstr. Zakonnice, które przez lata służyły innym, teraz same potrzebują opieki albo pomocy. A wspólnota zakonna żyje jak wielopokoleniowa rodzina, w której młodsze siostry opiekują się starszymi, podczas gdy starsze wspierają modlitwą pracę młodszych.

W tym samym skrzydle co przedszkole i kaplica jest malutki pokoik, w którym w latach 1955-78 zatrzymywał się kard. Wojtyła. Jak informuje tablica na budynku, to również z Wiślanej 2 przyszły Papież wyruszył na konklawe. Mało kto wie, że w latach 30. w tym samym pokoju zatrzymywała się Matka Urszula Ledóchowska. Jej biało-czarne zdjęcie wisi tuż przy wejściu. – Proszę zwrócić uwagę, jak Matka się uśmiecha. W jej oczach widać szczęście – mówi s. Teresa.

Gdzie szukać źródeł tej radości? Siostry z Wiślanej nie mają wątpliwości, ale innych odsyłają do pism św. Urszuli Ledóchowskiej. W jednym z nich czytamy: „Bóg używa do swych dzieł małych stworzeń i akurat mnie zechciał sobie wziąć”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jego kapłaństwo to znak dla Kościoła

2019-05-28 13:07

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 7

Ks. Michał Łos FDP otrzymał święcenia diakonatu i prezbiteratu podczas jednej liturgii na sali oddziału onkologicznego. Nie musiał kłaść się krzyżem podczas uroczystości – jego krzyżem jest szpitalne łóżko

Decyzja o święceniach orionisty została podjęta błyskawicznie, bo jest on śmiertelnie chory. Za kilka tygodni jego stan może się tak pogorszyć, że przyjęcie sakramentu święceń mogłoby być niemożliwe. – Jego największym marzeniem było kapłaństwo. Chciał odprawić choć jedną Mszę św. – mówi Mariusz Talarek, przyjaciel ks. Michała.

Święcenia kapłańskie w szpitalu

30-letni kleryk o chorobie nowotworowej dowiedział się ponad miesiąc temu. Gdy jego stan okazał się bardzo ciężki, władze zgromadzenia złożyły do Ojca Świętego Franciszka prośbę o dyspensę z zapisów konstytucji Zgromadzenia Małego Dzieła Boskiej Opatrzności, a także o uchylenie wymaganego odstępu czasu między święceniami diakonatu i prezbiteratu. – To był kościelny ekspres. Dokumenty zostały złożone w Watykanie w poniedziałek 20 maja, a już w środę 22 maja mieliśmy papieski dokument – powiedział ks. Michał Szczypek, sekretarz polskiej prowincji orionistów.

Księża orioniści nie tracili czasu. W środę dostali papieską dyspensę, następnego dnia zorganizowali w szpitalu uroczystość złożenia wieczystych ślubów zakonnych, a w piątek – liturgię, podczas której biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk udzielił kl. Michałowi święceń diakonatu i prezbiteratu. – Choć nie ma przepisów, które regulują udzielanie tych święceń podczas jednej liturgii, to powołaliśmy się na bardzo jednoznaczny dokument z Watykanu. Papież Franciszek napisał, że udziela wszelkich koniecznych dyspens, aby Michał Łos przyjął święcenia kapłańskie – wyjaśnił ks. Szczypek.

Sala warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów musiała zastąpić prezbiterium świątyni. święcenia odbywały się w obecności księży orionistów, rodziny i znajomych. Michał Łos przyjął sakrament święceń na leżąco. Gdy sprawował swoją upragnioną pierwszą Mszę św., również leżał na szpitalnym łóżku. – Zawierzam Panu Bogu ciebie, Michale, i wszystko, co sakrament święceń w tobie dokona. Proszę Boga, abyś był świadkiem Jego miłości – powiedział bp Solarczyk i dodał: – Największym znakiem miłości Boga jest dar życia. W różny sposób to realizujemy, a ty dzisiaj także niesiesz to orędzie.

Boża determinacja

Ks. Michał Łos w czerwcu br. skończy 31 lat. Jest magistrem teologii. Odbywał właśnie 2-letnie praktyki zakonne w parafii księży orionistów w Kaliszu, które zakończyłby się w przyszłym roku ślubami wieczystymi. Pomagał w parafii i uczył religii w szkole. – Ciężka choroba przerwała jego formację, ale dzięki zaangażowaniu wielu osób i decyzji papieża Franciszka został kapłanem. Jego trudna historia mówi nam, że przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla przepisów – podkreślił ks. Antoni Wita FDP, proboszcz parafii Opatrzności Bożej w Kaliszu. – Michał ze swoimi święceniami, które oglądało tysiące osób, jest jakimś znakiem dla nas wszystkich. Swoim cierpieniem i pragnieniem kapłaństwa dosłownie wszedł w misję Jezusa Chrystusa. Jego postawa ma bardzo mocny wymiar ewangelizacyjny, który może zaowocować w sposób dla nas nieprzewidywalny.

Neoprezbiter jest ciężko chory na raka. Po ludzku jego stan jest tak ciężki, że lekarze praktycznie rozkładają ręce. – W swoim cierpieniu jest bardzo pokorny i ufa Bogu. Z determinacją dziecka Bożego pragnął zostać kapłanem i tak się stało – powiedział Mariusz Talarek. Oby wielu tak bardzo chciało realizować swoje kapłańskie powołanie, jak on tego pragnie.

Ornat z Panamy

Po liturgii święceń i błogosławieństwie bp Solarczyk ukląkł przy łóżku ks. Michała, ucałował ręce kapłana i poprosił go o błogosławieństwo prymicyjne. O błogosławieństwo poprosili neoprezbitera księża orioniści oraz jego rodzina. W prezencie prymicyjnym biskup ofiarował ks. Michałowi swój ornat, w którym odprawiał Mszę św. Posłania na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w 2019 r. – Jest trochę używany – zażartował.

Książa orioniści na całym świecie modlą się o łaskę zdrowia dla ks. Michała. Dziękują wszystkim, którzy towarzyszyli w tej wzruszającej uroczystości za pośrednictwem transmisji w mediach społecznościowych. Śmiertelnie chory neoprezbiter pokazał, że kapłaństwo jest darem i wielkim cudem. – On jest dla nas wszystkich świadkiem wiary. Jest też ważnym symbolem dla polskiego Kościoła w trudnych czasach, gdy nie wszyscy księża z należytym szacunkiem podchodzą do swojego kapłaństwa – podkreślił ks. Szczypek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Kazimierz Nycz odprawił Mszę św. dla członków Zakonu Maltańskiego

2019-06-24 19:57

kos / Warszawa (KAI)

Mszą św. w katedrze polowej damy i kawalerowie Zakonu Maltańskiego uczcili w poniedziałek święto swego patrona – św. Jana Chrzciciela. Eucharystii przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. W czasie Eucharystii dziękowano m.in. za piętnaście lat służby ambasadorskiej Vincenzo Manno, ambasadora Zakonu Maltańskiego w Polsce, który kończy misję dyplomatyczną w naszym kraju.

Piotr Drzewiecki

– Gromadzimy się na modlitwie w intencji całego zakonu, w intencji realizacji wszystkich dzieł, którym damy i kawalerowie służą w swej odpowiedzialności, ale równocześnie modlimy się w intencji ambasadora Vincenzo Manno w 15 rocznicę jego posługi ambasadorskiej – powiedział kard. Nycz na początku Mszy św.

Homilię wygłosił bp Andrzej Dziuba, ordynariusz diecezji łowickiej. Hierarcha nawiązując do czytań z dnia mówił o powołaniu proroków Izajasza i św. Jana Chrzciciela oraz o charytatywnej działalności Zakonu Maltańskiego w Polsce oraz osobistej misji wieloletniego ambasadora Zakonu Vincenzo Manno. – Spoglądamy na cztery piękne powołania. Powołanie Izajasza, Jana Chrzciciela, Zakonu Maltańskiego i jednego z członków tego zakonu. To były piękne i owocne lata dla Zakonu Maltańskiego w Polsce – podkreślał.

Hierarcha życzył damom i kawalerom Zakonu Maltańskiego w Polsce, aby pamiętali o swej dewizie: Tuitio Fidei et obsequium pauperum (Obrona wiary i służba ubogim).

Eucharystię koncelebrowali ks. Aleksander Seniuk, rektor kościoła Sióstr Wizytek oraz ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego w Polsce. We Mszy św. uczestniczyło liczne grono dam i kawalerów maltańskich.

Po Komunii świętej Jerzy Baehr, prezydent Związku Polskich Kawalerów Maltańskich podziękował ambasadorowi Vincenzo Manno za jego działalność na rzecz rozwoju Zakonu w Polsce i dobrą współpracę z damami i kawalerami zakonu.

Biskup polowy uhonorował ambasadora Manno medalem „W służbie Bogu i Ojczyźnie”, ustanowionymi z okazji setnej rocznicy powołania Biskupstwa Polowego w Polsce.

Głos zabrał także ambasador Vincenzo Manno, który ze wzruszeniem mówił o pracy w naszym kraju. Jak podkreślił jest jedynym przedstawicielem korpusu dyplomatycznego w Polsce, którego służba trwa nieprzerwanie od czasów przywrócenia w Polsce urzędu prezydenta w 1989 r. Powiedział, że szczególne więzi łączyły go z prezydentem Lechem Kaczyńskim, podziękował też swoim współpracownikom, biskupowi polowemu za możliwość sprawowania w katedrze polowej Mszy św. w święto patronalne Zakonu oraz swojej małżonce Elżbiecie. Manno przywołał też kilka inicjatyw, które podjął jako ambasador Zakonu Maltańskiego m.in. wizytę prezydenta Kaczyńskiego na Malcie i zorganizowanie wystawy na Zamku Królewskim w Warszawie, poświęconej historii zakonu.

Zakon Maltański jest najstarszym zakonem rycerskim wywodzącym się ze wspólnoty mniszej, która w poł. XI wieku utworzyła w Jerozolimie szpital i przytułek dla pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej.

Pierwotnie wspólnotę rycerzy nazywano Rycerzami Św. Jana od imienia patrona - Św. Jana Jerozolimskiego (stąd joannici). Następne nazwy - Zakon Rodyjski, a potem Maltański - brały się od terytoriów, jakimi dysponowali w swojej historii. Pełna nazwa jest następująca: Suwerenny Wojskowy Zakon Szpitalników św. Jana z Jerozolimy, Rodos i Malty. Powszechnie używa się nazwy Zakon Maltański. Na czele Zakonu stoi książę i wielki mistrz. Obecnie władzę tymczasową pełni Giacomo Dalla Torre del Tempio di Sanguinetto.

Działalność szpitalnicza i dobroczynna na rzecz chorych wyróżnia działania Zakonu od początku jego istnienia, aż do czasów współczesnych. Tradycja szpitalnicza i rycerska ukształtowały charakter posługi Zakonu, której dewizą stały się słowa Tuitio fidei et obsequium pauperum (z łac. Obrona Wiary i Służba Ubogim). Realizowana jest ona przez charytatywną pracę kawalerów i dam zakonu w ramach pomocy humanitarnej, medycznej i innych działań społecznych. Zakon utrzymuje stosunki dyplomatyczne z państwami – obecnie jest ich ok. 110 i ma status stałego obserwatora przy 12 organizacjach międzynarodowych, m.in. ONZ, UNESCO, FAO.

Polska wznowiła po kilkudziesięciu latach przerwy stosunki dyplomatyczne z Zakonem 6 lipca 1990 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem