Reklama

Efekt synergii

2016-05-11 08:32


Niedziela Ogólnopolska 20/2016, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Zbigniew Kuźmiuk

O kołach zamachowych rozwoju polskiej gospodarki i hamulcach stosowanych przez opozycję z dr. Zbigniewem Kuźmiukiem rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Po blisko 2 latach pełnienia funkcji eurodeputowanego w czasie tak burzliwym dla Europy i Polski pewnie z łezką w oku wspomina Pan swoją pierwszą i zarazem pierwszą polską kadencję w Parlamencie Europejskim...

DR ZBIGNIEW KUŹMIUK: – Pamiętam tamten entuzjazm kolegów parlamentarzystów z innych krajów i przekonanie, że razem z nowo przyjętymi zdecydowanie popchniemy Europę do przodu. Gdy wróciłem do PE po 5 latach, zastałem już poważne zwątpienie w sens projektu europejskiego. Jedynie europejska lewica wciąż powtarza, że lekarstwem na wszystkie problemy Europy jest „więcej Europy w Europie”.

– A lekarstwo nie działa...

– Otóż to! Fundamenty Unii drżą w posadach. Mamy ciągnący się od lat problem grecki, narastające zwątpienie i tendencje odśrodkowe, czego dowodem jest tzw. Brexit, czyli możliwe opuszczenie Unii przez Wielką Brytanię, która zresztą już wcześniej wynegocjowała sobie pewien pakiet odstępstw od prawa unijnego – uzyskała więcej kompetencji dla siebie. A więc jednak nie więcej, lecz mniej Europy!

– Mniej Europy to także mniej solidarności, np. w sprawie rozwiązania gigantycznego problemu z napływem nieeuropejskich uchodźców.

– W tej sprawie sytuacja jest dramatycznie trudna. Pod znakiem zapytania staje funkcjonowanie strefy Schengen, czyli swobodne przemieszczanie się ludzi w ramach UE. Na naszych oczach kruszą się fundamenty wspólnej Europy.

– Ze strony unijnych gremiów politycznych nie słychać jednak przesadnego zaniepokojenia tą sytuacją. Czy gdy obserwuje się dziś europejską debatę, nie można odnieść wrażenia, że większym zagrożeniem dla Europy jest niepoprawny, nieprzychylny Unii polski rząd?

– Mamy rzeczywiście próbę zajmowania się sprawami mniej istotnymi, tylko po to, by sprawić wrażenie, że jednak w Brukseli pilnuje się europejskich rygorów. Dlatego próbuje się chwytać Polskę za gardło, pilnuje niepokornych Węgier. A przecież dziś już widać, że to błędy Angeli Merkel, skutkujące nieokiełznanym napływem milionów imigrantów, mogą doprowadzić do dezintegracji Unii Europejskiej. Należy się spodziewać, że wszystkie kraje UE będą stawiać płoty na swoich granicach, zresztą część z nich już te płoty postawiła. Widać, że w poszczególnych krajach coraz większym poparciem cieszą się frakcje eurosceptyczne. A być może do głosu zaczną dochodzić także siły antyeuropejskie.

– Już dochodzą, i to bardziej chyba w krajach zachodnich niż w Polsce!

– Z pewnością to właśnie na Zachodzie wyraźniej widać to zwątpienie w trwałość wspólnej Europy. Do tej pory społeczeństwa europejskie solidaryzowały się ze społeczeństwami, wobec których dokonywano agresji. W niedawnym referendum Holendrzy zdecydowanie wypowiedzieli się przeciw podpisanej już umowie stowarzyszeniowej z Ukrainą, która jest wciąż obiektem rosyjskiej agresji (tak naprawdę było to wotum nieufności wobec holenderskiego rządu). Coś takiego jeszcze kilka lat temu nie miałoby prawa się zdarzyć.

– Europejczyków ogarnia strach, zwycięża egoizm zamiast solidarności?

– Najwyraźniej tak. Obawiam się, że to dopiero początek odwrotu od europejskiej solidarności, który wcale nie zaczyna się w Polsce – jak twierdzi nasza opozycja – lecz w krajach najbogatszych.

– Polska opozycja straszy możliwością ograniczenia praw członkowskich naszego kraju w Unii Europejskiej w związku z – jak przekonuje rodzimą i europejską opinię – łamaniem zasad demokracji przez polski rząd. Przesadza?

– Tego rodzaju restrykcje mogłyby być zastosowane dopiero w oparciu o konkretne podstawy prawne. Tymczasem gdy grupa polskich posłów z ECR (europosłowie Jadwiga Wiśniewska, Stanisław Ożóg, Janusz Wojciechowski i moja skromna osoba) już 3 miesiące temu zadała Komisji Europejskiej pytanie o wskazanie tychże podstaw prawnych, to do tej pory nie uzyskaliśmy odpowiedzi, mimo obowiązku jej udzielenia w ciągu 6 tygodni! A zatem są trudności we wskazaniu, które to artykuły traktatowe zostały przez Polskę naruszone.

– Uważa Pan, że mimo starań polskiej opozycji sprawa Polski zostanie jednak na forum europejskim w jakiś sposób wygaszona?

– Mam nadzieję, że tak naprawdę – wobec wątpliwych oskarżeń o łamanie demokracji – dla instytucji europejskich ważna jest przede wszystkim stabilność gospodarcza Polski; zaplanowano przesłanie do końca kwietnia do Brukseli nowelizacji tzw. planu konwergencji, pokazującej trwałość fundamentów naszej gospodarki, wyraźne przyspieszenie wzrostu gospodarczego, wzrost inwestycji, spadek bezrobocia, trzymanie długu publicznego w ryzach.

– Tymczasem proopozycyjne media nad Wisłą przekonują, że Polsce grozi międzynarodowy izolacjonizm, który uniemożliwi realizację „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” wicepremiera Mateusza Morawieckiego...

– Gdy chodzi o to wymarzone przez polityków podupadającej PO międzynarodowe izolowanie Polski, to jak dotąd mieliśmy tylko jeden przypadek obniżenia ratingu Polski – przez agencję S&P. Doszło wtedy tylko do chwilowego wahnięcia kursu walutowego i innych parametrów makroekonomicznych, po czym wszystko szybko wróciło do normy.

– Teraz agencja Moody’s grozi nam obniżeniem ratingu z powodu – jak podają polskie media – lekceważenia Trybunału Konstytucyjnego przez polski rząd.

– Teraz kładziemy na stole twarde dane – wkrótce osiągniemy 4-procentowy wzrost gospodarczy, deficyt sektora finansów publicznych swoje apogeum osiągnie w przyszłym roku (ale będzie to ciągle poniżej 3 proc. PKB, podczas gdy większość krajów UE ma ten wskaźnik powyżej 3 proc. PKB). Tak więc jasno widać, że wszystkie wskaźniki o charakterze rozwojowym wyglądają optymistycznie, a finanse publiczne są pod kontrolą. Jeśli więc ktoś nam z jakichś pozaekonomicznych powodów obniży rating, to zapewne nie odbije się to mocno na stanie naszej gospodarki. Polska gospodarka sobie z tym poradzi.

– I naprawdę nie grozi nam poważniejsze zahamowanie napływu inwestycji zagranicznych?

– Tego rodzaju obawy pojawiały się też w czasie poprzednich rządów PiS, w latach 2005-07, a mimo to inwestycje zagraniczne sięgnęły aż 18 mld dolarów rocznie! Oczywiście, teraz takiego „zalewu” raczej nie będzie, ale wiemy już, że dla inwestorów zagranicznych oprócz stabilnych fundamentów gospodarki liczy się poprawa przejrzystości gospodarowania, czyli zdjęcie tzw. garbu korupcyjnego. Za naszych rządów ten garb wyraźnie maleje.

– W kraju zarzuca się wam wręcz przesadne upodobanie do wszelkich kontroli, co też może odstraszać inwestorów.

– Przestępcom to się nie podoba, a kapitał zagraniczny właśnie to ceni. I na pewno nie zrezygnuje z inwestowania w Polsce. Mało tego, mam nadzieję, że wielkie koncerny zagraniczne wkrótce przyzwyczają się też do tego, że w Polsce także trzeba płacić podatki...

– Oprócz międzynarodowego izolowania Polski, grzmi opozycja, gospodarce zagraża przede wszystkim wewnętrzny nieład – dualizm i nihilizm – prawny.

– Tyle że ten jakoby uniemożliwiający wszystko, także blokujący gospodarkę, dualizm prawny jest rzeczą wymyśloną i rozdmuchiwaną na użytek polityczny bezradnej opozycji, która za wszelką cenę chce nastawić opinię publiczną przeciw rządowi PiS. Nie ma żadnego dualizmu prawnego, a podejmowane przez niektóre samorządy uchwały w tej sprawie są niezgodne z prawem i są natychmiast uchylane przez wojewodów.

– Opozycyjni ekonomiści wieszczą, że z powodu coraz większego zamieszania oraz nadmiernej restrykcyjności rządów PiS wkrótce zaczną podupadać inwestycje krajowe, bo Polacy będą coraz ostrożniejsi w długoterminowym planowaniu. Albo Ziobro, albo Morawiecki! – ostrzega opozycja.

– I Morawiecki, i Ziobro! Tylko odpowiednia przejrzystość mechanizmów gospodarczych i zapewniające ją egzekwowanie jasnych przepisów prawa daje uczciwym inwestorom pewność i poczucie bezpieczeństwa.

– Krytycy planu Morawieckiego martwią się, że na jego realizację zabraknie pieniędzy, że np. o innowacyjności polskiej gospodarki możemy tylko pomarzyć.

– Tyle że do tej pory nie mieliśmy nawet tej najprostszej innowacyjności, ponieważ z błogosławieństwem poprzedniego rządu realizowano strategię niskich wynagrodzeń; przedsiębiorcy mieli pod dostatkiem taniej siły roboczej, nie musieli myśleć o innowacjach. Właśnie z tym chcemy skończyć, proponując dziś ścieżkę dochodzenia do płacy minimalnej przekraczającej 50 proc. średniej (już w 2017 r. sięgnie ona 2 tys. zł brutto, a więc znacznie zbliży się do tej granicy). Stąd też projekt ustawy o minimalnej płacy 12 zł/godz. za pracę na umowę-zlecenie, który wejdzie w życie 1 września tego roku. Uważamy, że tylko presja płacowa przymusi przedsiębiorców do innowacyjności, do wprowadzania nowych rozwiązań organizacyjnych, technologicznych itd. Ponadto, podnoszenie płac zwiększa siłę nabywczą, co będzie też kolejnym kołem zamachowym gospodarki. Państwo musi wreszcie zacząć korzystać z instrumentu wymuszania płacy minimalnej na pracodawcach (w tym także na sobie).

– Kołem zamachowym gospodarki ma być też program „Rodzina 500+”. Kiedy można liczyć na pierwsze efekty?

– Już je widać. Pracodawcy zaczynają się bardziej liczyć z pracownicami, które otrzymawszy pieniądze na dzieci, mogą odchodzić z pracy. Niektóre koncerny handlowe już im zaproponowały wyraźne podwyżki płac, bo jednak niełatwo dziś znaleźć na polskim rynku wykwalifikowanych pracowników. Uważamy – wbrew temu, co się działo przez ostatnie lata – że państwo nie musi być bezradne i nieobecne, że może skutecznie interweniować, by poprawić sytuację w różnych dziedzinach gospodarki.

– Jakie konkretnie działania już podjęto, by poprawić kiepską ściągalność podatków?

– Proponowana przez nas nowelizacja ustaw podatkowych już w tym roku powinna doprowadzić do poważnego ograniczenia wyłudzeń podatku VAT, a także zaniżania obciążeń podatkiem CIT. Do polskiego systemu podatkowego zostanie wprowadzona tzw. klauzula obejścia prawa, obecna od dawna w przepisach podatkowych wielu europejskich krajów, a u nas kilka lat ociągano się z jej wprowadzeniem. Nowelizacja ustawy o VAT zawiera przepis o tzw. Jednolitym Pliku Kontrolnym (JPK), co w zasadniczy sposób ograniczy wyłudzanie tego podatku w tzw. karuzelach podatkowych. A więc już na koniec tego roku do budżetu może wpłynąć o parę miliardów zł więcej, niż zaplanowano, co może być nawet sygnałem do obniżania stawki VAT.

– Jednak o tzw. planie Morawieckiego wciąż mówi się, że jest zbyt teoretyczny, mgławicowy...

– „Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” Mateusza Morawieckiego już jest realizowany, zaczęło się uruchamianie kolejnych kół zamachowych gospodarki, a jest ich wiele. Kluczowe wydaje się to, że na bazie niewydolnych Polskich Inwestycji Rozwojowych powstaje Polski Fundusz Rozwoju, któremu podporządkowuje się wszystkie instytucje i urzędy związane z rozwojem – chodzi tu o takie instytucje, jak: Agencja Rozwoju Przemysłu, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, Bank Gospodarstwa Krajowego, wreszcie nawet Urząd Zamówień Publicznych – co skuteczniej będzie służyło wspieraniu przedsiębiorczości. Nastąpi nieobecny do tej pory w polskiej gospodarce efekt synergii.

– Rząd zakłada optymistycznie pomyślny rozwój Polski. Są chyba także jakieś obawy i zagrożenia?

– Nie ulega wątpliwości, że gdyby rozsypała się strefa Schengen, gdyby Wielka Brytania wyszła z UE, gdyby doszło do wypchnięcia Grecji ze strefy euro, gdyby trwała wojna na Ukrainie, to oczywiście może dojść do pogorszenia warunków gospodarowania także w Polsce. W naszej gospodarce wewnętrznych zagrożeń raczej nie widzę. Ma bardzo mocne fundamenty.

– Opozycja twierdzi, że to poprzedni rząd je wypracował.

– Podwyższył dług publiczny o 500 mld zł do astronomicznej kwoty biliona zł, co nieźle wiąże nam ręce. Niech poprzednicy nie przypisują sobie zasług w gospodarce, bo ich naprawdę nie mają!

– Za to mają prawo do krytyki i organizowania czarnego PR przeciw rządowi PiS – także gospodarczego – i to nie tylko w Polsce... Wydaje się, że rząd z trudem radzi sobie z tak silną krytyką.

– Mimo wszystko nie zastosujemy „metody Grasia” i nie zwrócimy się do Amerykanów o zmianę kierownictwa TVN, jak to zrobili nasi poprzednicy wobec zbyt krytycznego dla nich dziennika „Fakt” i jego naczelnego, interweniując u niemieckich właścicieli tej gazety. Ponoć w tej sprawie nawet uruchomiono specjalne europejskie kanały, w tym samą kanclerz Angelę Merkel. My tak nie robimy i robić nie będziemy. Merytoryczna opozycja i patrzące nam na ręce media są nam potrzebne, bo na bieżąco pozwalają korygować błędy w rządzeniu.

* * *

Zbigniew Kuźmiuk
Ekonomista, były wojewoda radomski, minister-prezes Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, marszałek województwa mazowieckiego, poseł na Sejm IV i VII kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego (2004-09 i 2014-19)

Tagi:
gospodarka

Reklama

Rusza Forum Ekonomiczne w Krynicy

2019-09-03 17:13

wpolityce.pl

Przy założeniu utrzymania wzrostu gospodarczego, polskie PKB na mieszkańca będzie takie jakie w krajach starej piętnastki UE za 14 lat, a Niemiec za 21 lat – wskazuje raport SGH przygotowany na XXIX Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju.

Prof. Hanna Godlewska-Majkowska mówiła we wtorek, że w latach 1990-2018 Polska była liderem wzrostu gospodarczego w Europie Środkowo-Wschodniej. Średnia stopa wzrostu wyniosła rocznie 3,2 proc. Eksperci SGH dodali, że polski wzrost gospodarczy był trzykrotnie wyższy niż w krajach tzw. starej piętnastki.

W raporcie czytamy, że Polska pod względem wysokości PKB per capita całkowicie zamknęła lukę rozwojową w stosunku do Grecji w 2015 roku, a pod koniec tego roku prawdopodobnie wyprzedzi Portugalię.

Przy założeniu utrzymania się przeciętnych tendencji wzrostowych, Polska będzie potrzebowała 14 lat do osiągnięcia średniego poziomu dochodu na mieszkańca starej piętnastki oraz 21 lat, aby doścignąć Niemcy - powiedziała Godlewska-Majkowska. Zastrzegła jednak, że problemy z podażą pracy, czyli brakiem pracowników na rynku, mogą spowodować zatrzymanie wzrostu polskiej gospodarki na poziomie ok. 75 proc. krajów starej piętnastki.

Prof. Elżbieta Adamowicz podkreśliła, że od połowy ub.r. spowolnienie gospodarcze całej UE, jak i Europy Środkowo-Wschodniej stało się faktem. Dodała, że niebezpiecznym jest to, że wzrost gospodarczy opiera się głównie na konsumpcji, spada za to produkcja przemysłowa, inwestycje; pogarszają się nastroje uczestników rynku.

O wyzwaniach związanych z rynkiem pracy mówiła natomiast prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak. Wskazała, że zatrudnienie w krajach naszego regionu rośnie, ale słabiej niż przeciętnie w Unii Europejskiej. Co prawda poprawia się sytuacja kobiet na rynku pracy, ale wskaźniki ich zatrudnienia i płace są niższe niż w przypadku mężczyzn.

Profesor zauważyła, że zmiany technologiczne i globalizacja prowadzą do szybkich zmian poszukiwanych na rynku pracy umiejętności.

Około 50 proc. miejsc pracy jest zagrożone przez komputeryzację - zauważyła. Dodała, że problemem jest też niski poziom umiejętności matematycznych uczniów. Dlatego - jak wskazała - warto inwestować w poprawę umiejętności wykorzystania komputerów, ale także tworzenie zachęt do uczenia się przez całe życie. Należy także wspierać kompleksowe polityki rynku pracy sprzyjające aktywności zawodowej.

Prof. Dominik Gajewski zwrócił uwagę, że w krajach naszego regionu w sposób niebezpieczny rozwija się szkodliwa konkurencja podatkowa między państwami.

Przyznał, że w latach 2017-2018 w Polsce miał miejsce dynamiczny wzrost dochodów z VAT, ale – jak zauważył – częściowo wynikał on z poprawy koniunktury, a częściowo tylko był efektem ograniczenia luki VAT.

Poinformował, że w latach 2017-2018 nastąpił ewidentny wzrost dochodów z CIT, ale w odniesieniu do skali wzrostu PKB okazuje się, że „było to głównie zahamowanie niepokojących tendencji”.

Jeżeli analizujemy to przez pryzmat PKB, to osiągamy w 2018 r. poziom z 2011 r. - powiedział.

Polska w dalszym ciągu sobie nie radzi jeśli chodzi o szkodliwą konkurencję sąsiadów - ocenił.

Dodał, że w latach 2018-2017 nie odnotowano znacznego spadku szarej strefy; można więc przyjąć, że wzrost dochodów nie wynika z ograniczenia szarej strefy.

Na problemy związane z ekologią i ekoinnowacjami – zwłaszcza te, które przeciwdziałają zmianom klimatu - zwrócił uwagę dr Krzysztof Księżopolski. Zauważył, że bardzo niewiele takich technologii opatentowano w krajach naszego regionu.

Przed Europą Środkowo-Wschodnią stoją takie same wyzwania, jak przed innymi państwami - wskazał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przewodniczący Episkopatu: Aborcja ze względu na ryzyko choroby dziecka to dyskryminacja

2019-11-13 08:36

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Brak decyzji Trybunału Konstytucyjnego sprawia, że w kolejnych latach zabijane będą setki dzieci, tylko dlatego, że są bezbronne i poszkodowane przez los” – podkreśla abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w wydanym dziś komunikacie.

episkopat.pl

Publikujemy treść przekazanego KAI Komunikatu Przewodniczącego KEP

Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” (Łk 9,48).

Ze smutkiem przyjęliśmy odmowę rozpatrzenia wniosku poselskiego odnoszącego się do kwestii konstytucyjności tzw. aborcji eugenicznej przez Trybunał Konstytucyjny. W przeszłości Trybunał Konstytucyjny zapisał się chwalebnie w polskiej debacie na temat prawnej ochrony dziecka poczętego. W wydanym pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla w 1997 roku orzeczeniu (K. 26/96) uznał on, że: „Demokratyczne państwo prawa jako naczelną wartość stawia człowieka i dobra dla niego najcenniejsze. Dobrem takim jest życie, które w demokratycznym państwie prawa musi pozostawać pod ochroną konstytucyjną w każdym stadium jego rozwoju. Wartość konstytucyjnie chronionego dobra prawnego jakim jest życie ludzkie, w tym życie rozwijające się w fazie prenatalnej, nie może być różnicowana. (…) Od momentu powstania życie ludzkie staje się więc wartością chronioną konstytucyjnie. Dotyczy to także fazy prenatalnej”.

Obowiązujące w Polsce przepisy o prawnej ochronie życia ludzkiego, za sprawą zamieszczonych w ustawie tzw. wyjątków, wciąż naruszają wspomnianą zasadę demokratycznego państwa prawnego. W szczególny sposób jest to prawdziwe w stosunku do tzw. aborcji eugenicznej dopuszczonej prawnie na podstawie dużego prawdopodobieństwa upośledzenia lub choroby. Nie chodzi tutaj o fakt choroby, a jedynie o poważne ryzyko ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. W obu przypadkach mamy do czynienia z dopuszczeniem przerwania ciąży – jak podkreślają posłowie wnioskodawcy – „bez dostatecznego usprawiedliwienia koniecznością ochrony innej wartości, prawa lub wolności konstytucyjnej” (zob. Wniosek do TK sygn. K. 13/17) w oparciu o niekreślone kryteria legalizacji takiego działania.

Aborcja z powodu ciężkiego lub nieodwracalnego upośledzenia płodu jest odmową prawa do życia dzieciom zdolnym do życia, a często zdolnym także do wykonywania w dorosłym życiu np. zawodów zaufania publicznego. Posłowie zaskarżający ten przepis przywołują przykład kobiet z zespołem Turnera, które wykonują w Polsce zawód lekarza. W przypadku nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu dziecka mamy prawne przyzwolenie na selekcję z uwagi na stan zdrowia nieurodzonego jeszcze dziecka, co stanowi bezpośrednią dyskryminację.

Jako katolicy na początku każdej Mszy św. wypowiadamy słowa spowiedzi powszechnej. Mówimy o grzechach popełnionych myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem…. Zaniedbanie powoduje często nieodwracalną krzywdę w stopniu nie mniejszym niż złe działanie. Brak decyzji Trybunału Konstytucyjnego sprawia, że w kolejnych latach zabijane będą setki dzieci, tylko dlatego, że są bezbronne i poszkodowane przez los.

Oczekujemy beatyfikacji ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, niestrudzonego obrońcy życia. „Przeszedł czas – mówił Ksiądz Prymas - ażeby wstrząsnąć sumieniami, ażeby każdy wyzwolił się z kłamstwa, jakim jest określanie zabójstwa słowem ‘zabieg’. To nie jest zabieg, ale morderstwo, przerywające dzieje człowieka, które zapoczątkował Ojciec przed wiekami” (09.03.1975). „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia - jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…” (11.01.1976).

Wyrażam jednocześnie moje rozczarowanie z powodu niedotrzymania jak dotąd obietnicy wyborczej złożonej kiedyś przez partię rządzącą o ochronie życia od poczęcia (por. Program Prawa i Sprawiedliwości 2014 r., s. 7).

W biblijnym dialogu Boga z Abrahamem pada pytanie o dziesięciu sprawiedliwych, których obecność może uratować miasto. Polska pyta dzisiaj o tych dziesięciu sprawiedliwych, których potrzebuje nasza Ojczyzna, aby móc się prawidłowo rozwijać, chroniąc sprawiedliwie życie wszystkich swoich obywateli.

+ Stanisław Gądecki Arcybiskup Metropolita Poznański Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatów Europy

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jubileusz na Manhattanie

2019-11-13 20:31

ks. Adrian Put

W parafii pw. Pierwszych Męczenników Polskich w Gorzowie dziękowano Bogu za 30 lat istnienia parafii. Jubileuszowej Eucharystii przewodniczył bp Tadeusz Lityński, który jednocześnie wizytował dekanat Gorzów-Katedra.

Ks. Adrian Put
Jubileuszowej Eucharystii przewodniczył bp Tadeusz Lityński, który jednocześnie wizytował dekanat Gorzów-Katedra.

Parafia pw. Pierwszych Męczenników Polskich powstała w 1989 roku. Utworzył ją bp Józef Michalik. Początkowo ośrodek duszpasterski powstał w szczerym polu. Dziś jest to największe osiedle Gorzowa i jednocześnie największa parafia w diecezji zielonogórskio-gorzowskiej. Pierwszym proboszczem i budowniczym kościoła oraz całego kompleksu duszpasterskiego był ks. prał. Władysław Pawlik. Po nim parafią kierował ks. Jan Mikołajewicz, a dziś przewodzi jej ks. Bogusław Kaczmarek.

Zobacz zdjęcia: Jubileusz parafii pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie.

Jubileuszowa Msza święta zgromadziła wielu dawnych wikariuszy, którzy przez lata pracowali na gorzowskim Manhattanie.

W homilii bp Tadeusz przypomniał znaczenie męczeńskiej śmierci dla współcześnie żyjących na terenie naszej diecezji. Biskup podkreślił ogrom pracy, którą wykonali kapłani pracujący w tej części Gorzowa. - Męczennicy przypominają nam, że Bóg nie jest daleki, ale chce być blisko każdego i każdej z nas. Gdy dziś wspominany w liturgii Pierwszych Męczenników Polskich to chcemy pamiętać że to oni przynieśli na naszą ziemię Chrystusa. Bóg stał się dla nas bliski także dzięki ich życiu, posłudze i męczeńskiej śmierci. - podkreślił bp Lityński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem