Reklama

Grzechy ambasadora?

2016-06-08 11:27

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 24/2016, str. 35

Włodzimierz Rędzioch

To dobrze, że funkcja ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej wzbudza tak duże zainteresowanie opinii publicznej i mediów, niedobrze, gdy w dyskusji o zasadności powołania Janusza Kotańskiego na tę funkcję pojawiają się argumenty niemerytoryczne.

Największą „winą” naszego nowego ambasadora przy Ojcu Świętym jest to, że nie należy do grona osób powszechnie znanych, tak jak jego (niektórzy) poprzednicy, nie ma doświadczenia dyplomatycznego, pisze niesłuszne politycznie wiersze i – grzech najcięższy – otrzymał nominację z PiS-owskiego rozdania.

Pojawiają się też obawy, że nie wiadomo, czy zdąży złożyć listy uwierzytelniające przed Światowymi Dniami Młodzieży (dziś już wiadomo, że zdąży). Nie brak także głosów, że to poważny afront wobec Stolicy Apostolskiej, aby ambasadora mianować właśnie teraz. Już widzę oczyma wyobraźni, jak na wiadomość o zmianie przedstawiciela RP w Watykanie papież Franciszek zaczyna krzywym okiem patrzeć na swego jałmużnika, abp. Konrada Krajewskiego, watykański Sekretariat Stanu wysyła notę protestacyjną do rządu pani premier Beaty Szydło, a wielomilionowy tłum uczestników ŚDM skanduje: „Kotański do domu, my chcemy Nowinę-Konopkę!”.

Reklama

Nie wpadajmy, proszę, w histerię, nic takiego nie nastąpi!

Mógłbym wymienić dziesiątki przykładów na to, że ludzie stawali się znani dzięki temu, że zaczęli pełnić jakieś ważne funkcje. Mianowanie osoby nieznanej, a kompetentnej (a tak jest w przypadku Kotańskiego) wcale nie uwłacza prestiżowi Stolicy Apostolskiej. Czy prof. Henryk Kupiszewski, pierwszy ambasador RP w Watykanie, albo jego znakomity następca Stefan Frankiewicz, skądinąd też redaktor jak Kotański, to były osoby z pierwszych stron gazet?

Brak doświadczenia dyplomatycznego nie przeszkadza, aby być dobrym ambasadorem. Często przytaczam przykład dziennikarza Grzegorza Łubczyka, byłego ambasadora RP na Węgrzech, chyba najlepszego naszego przedstawiciela w kraju przyjaciół. Dlaczego? Bo nikt przed nim i po nim na tym stanowisku nie znał i nie kochał Węgry i Węgrów tak jak on. Podobnie jest z Kotańskim, dla którego Rzym to stolica duchowa.

Jeżeli już atakuje się człowieka z powyższych powodów, to proszę mi powiedzieć, jakie doświadczenie dyplomatyczne miał tak hołubiony przez poprzednią władzę min. Tomasz Arabski, były ambasador RP w Hiszpanii?

Żeby przyłożyć nominatowi z wrażego obozu politycznego, sięga się nawet do jego poezji, bardzo zresztą społecznie zaangażowanej. Oto kolega, zasłużony redaktor, nader krytycznie, żeby nie powiedzieć, złośliwie, wypowiada się o twórczości poetyckiej Kotańskiego, choć w swojej długoletniej działalności publicystycznej nie zacytował chyba ani jednego poety. Zapewne nie wie, że Kotańskiego jako twórcę niezwykle ceni ks. prof. Jan Sochoń, także poeta i krytyk literacki.

Janusz Kotański jest historykiem, erudytą, wybitnym humanistą wyrosłym na dziedzictwie śródziemnomorskiej kultury chrześcijańskiej, globtrotterem, a przy tym człowiekiem nieprzeciętnej wiedzy o Kościele. Zwiedzający w niedalekiej przyszłości Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego na warszawskim Wilanowie powinni mieć świadomość, że w dużej mierze jest ono zasługą historyka Kotańskiego, jako jednego z trzech autorów scenariusza tej ekspozycji.

Ale kto o tym wszystkim ma wiedzieć, skoro nawet media katolickie nie są także w tym przypadku sprzymierzeńcem rządu. Gdy piszę te słowa (1 czerwca) w żadnym piśmie katolickim ani na portalu internetowym nie przeczytałem, w radiu katolickim nie usłyszałem ani w katolickim programie telewizyjnym nie zobaczyłem nawet krótkiej wypowiedzi Kotańskiego.

Do świadomości publicznej nie przedostała się także informacja, że przeszedł on z wynikiem pozytywnym przesłuchanie w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, gdzie aż roi się od wrogów partii rządzącej i etatowych krytyków, a właściwie krytykantów, Kościoła.

Tymczasem nowy ambasador jeździ po Polsce, odwiedza hierarchów i prezentuje im swoją wizję pracy przy Stolicy Apostolskiej. Chociaż dla wielu złośliwców będzie to kolejnym grzechem Janusza Kotańskiego, uznanym za przejaw lizusostwa wobec „czarnych”.

Tagi:
Watykan ambasador

Reklama

Polacy ze wschodu wracają do Ojczyzny

2019-09-25 09:51

Rozmawia Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 16-17

Jesteśmy wielkim, dumnym 60-milionowym narodem, a ponad 22 mln Polaków żyje poza Polską. Oni często są ambasadorami polskości – mówi Anna Schmidt-Rodziewicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnik Premiera ds. dialogu międzynarodowego

Artur Stelmasiak/Niedziela
Min. Anna Schmidt-Rodziewicz

ARTUR STELMASIAK: – Pani Minister zajmuje się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów m. in. sprawami Polonii. Który kierunek jest Pani najbliższy?

MIN. ANNA SCHMIDT-RODZIEWICZ: – Wschód, oczywiście. To jednak nie jest Polonia, ale Polacy na Wschodzie, którym zabrano ojczyznę. Często jeżdżę na Wschód, a szczególnie na Ukrainę, Litwę, Białoruś i do Rosji.

– To ma Pani wspólną pasję z min. Michałem Dworczykiem, który od lat zajmuje się wspieraniem Polaków.

– Dokładnie. Zanim objęłam funkcję w KPRM, byłam przewodniczącą sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, której wcześniej szefował min. Dworczyk, a w poprzedniej kadencji – min. Adam Lipiński. Poruszam się więc po ich śladach. W tamtym roku wybrałam się w daleką podróż, na spotkanie wielkanocne z Polakami na Syberii – do Irkucka i Władywostoku, to 50 km od granicy z Koreą Północną. Według danych konsularnych, przez 90 lat nie było tam żadnego przedstawiciela Rzeczypospolitej. W tym roku podczas wielkanocnej Mszy św. modliliśmy się wspólnie z Polakami w Pietropawłowsku na Kamczatce. Byłam pierwszym polskim politykiem, który tam dotarł. To było bardzo poruszające spotkanie.

– Odnoszę wrażenie, że jest Pani właściwą osobą na właściwym miejscu. Czy mam rację?

– Panie Redaktorze. Mój zawód – bycie posłem, a także angażowanie się w sprawy rodaków poza granicami naszego kraju są moją pasją i jestem w to emocjonalnie zaangażowana. Myślę, że to wielkie szczęście mieć możliwość łączenia pasji z pracą, szczególnie jeśli się jest członkiem rządu i ma się skuteczne narzędzia do realizacji tych celów. Czy można chcieć więcej?

– Gdzie obecnie jest najtrudniejsza sytuacja Polaków na Wschodzie?

– Wszędzie są różne problemy, ale chyba najgorzej mają Polacy na Białorusi. W ostatnim czasie odbyłam tam kolejną podróż, ale pierwszą jako członek rządu. Zaprosiłam swojego odpowiednika z rządu białoruskiego do Polski, by zobaczył, jak u nas traktuje się mniejszości narodowe, w tym białoruską. My nie robimy problemów ze szkołami czy nauką języka białoruskiego. Na Białorusi natomiast ciągle napotykamy ograniczenia w tej materii. O tym trzeba głośno mówić.

– Sytuacja na Białorusi się poprawia, pogarsza czy w ogóle się nie zmienia?

– Największy Związek Polaków na Białorusi, na czele z p. Angeliką Borys, od 2005 r. ciągle jest uznawany przez władze za nielegalny, choć strona polska – bez względu na opcję polityczną – przy każdej okazji podkreśla, że Warszawa uznaje właśnie tę organizację. Od pewnego czasu obserwujemy jednak delikatną odwilż, ustały represje wobec związku i pani prezes. Wcześniej dochodziło do zatrzymań, przesłuchań i rozpraw sądowych pod pretekstem łamania prawa białoruskiego, którego przecież nikt nie łamie. Teraz władze białoruskie „przymykają oko”.

– Pamiętam, jak rząd PO-PSL przesunął środki na Polaków i Polonię z Senatu do MSZ. Na tę zmianę bardzo narzekali Polacy z Białorusi, Ukrainy i Litwy. Czy teraz udało się ten błąd naprawić?

– Tak, te pieniądze wróciły do Senatu i została podniesiona kwota z 75 mln do 100 mln zł. Ale tych środków jest ciągle mało. Na pewno jednak jest lepiej, niż było, i mam nadzieję, że w kolejnych latach uda się te kwotę zwiększać. Jest wiele potrzeb.

– W Polsce widzimy bardzo dużą falę emigracji zarobkowej z Ukrainy. Czy z tą falą przyjeżdżają także Polacy?

– Polacy przyjeżdżają do nas głównie w ramach programu repatriacji. My ten proces odblokowaliśmy i staramy się jeszcze bardziej go udrażniać. Przypomnę miażdżący raport NIK z 2015 r., który wskazywał, że jeżeli mechanizm nie zostanie zmieniony, repatriacja nie skończy się w ciągu najbliższych 25 lat. Dane z MSZ mówią, że na Wschodzie może być ok. 10 tys. chętnych, ale im trzeba pomóc, stosując odpowiednie instrumenty finansowe. Nie wystarczy powiedzieć: przyjeżdżajcie, bo my tu na was czekamy. To za mało.

– To jak pomagamy?

– Musimy tworzyć narzędzia finansowe, bo stopa życia na Wschodzie jest dużo niższa niż w Polsce. Dla naszych rodaków problemem był fakt, za co i gdzie przyjechać. Osoby pracujące, w tzw. wieku produkcyjnym, były zapraszane przez samorządy, ale w o wiele trudniejszej sytuacji znaleźli się starsi Polacy. Im trzeba pomagać, bo trudniej się aklimatyzują. To dla nich stworzyliśmy już 2 ośrodki repatriacyjne i powstaje trzeci. Pierwszy taki ośrodek działa w Domu Polonii w Pułtusku, drugi – w Środzie Wielkopolskiej. Przyjmujemy tam ludzi, którzy nie mają się gdzie podziać. Nie mają zaproszenia od samorządu ani od rodziny, nie mają gotowego miejsca pracy ani mieszkania. Jest też duży pakiet pomocy finansowej na start. Czteroosobowa rodzina Polaków może otrzymać nawet 125 tys. zł, ponadto dach nad głową i pomoc w adaptacji przez pierwszych kilka miesięcy pobytu w Polsce. To bardzo dużo.

– A jaka sytuacja była za poprzednich rządów?

– Całe instrumentarium finansowe, zmiany ułatwiające przyjazd, przyspieszenie wydawania wiz repatriacyjnych oraz tworzenie ośrodków – to zmiany, które my wprowadziliśmy, w tej kadencji Sejmu.

– Ilu Polaków sprowadzamy do Polski?

– W 2018 r. sprowadziliśmy ok. 1000 osób – w tym będzie pewnie więcej. Cały czas jest przyrost, bo wreszcie są narzędzia finansowe na repatriację. Powołaliśmy specjalne stanowisko w MSWiA – pełnomocnika rządu ds. repatriacji w randze ministra, który osobiście odpowiada za ten proces.

– A zatem te 10 tys. uda się zapewne szybciej sprowadzić niż jak za PO, w ciągu 25 lat. A czy zmieniło się także nastawienie władzy wobec Polonii na Zachodzie?

– Oczywiście, że tak. Wszystkie najważniejsze ośrodki władzy mają specjalne stanowiska ds. Polonii i Polaków. Znowelizowaliśmy ustawę Karta Polaka, dzięki której stworzyliśmy most między Polską a Polonią na całym świecie. Wcześniej Karta Polaka dotyczyła tylko osób ze Wschodu, z terenu byłych republik Związku Radzieckiego, teraz mogą się o nią starać także przedstawiciele Polonii na Zachodzie. Do tej pory niewiele osób wie, że druga co do wielkości – po Polonii amerykańskiej – jest Polonia w Brazylii, która liczy aż 3 mln Polaków i osób polskiego pochodzenia. Obecnie w Brazylii jest bardzo duże zainteresowanie Kartą Polaka.

– Teraz zadam banalne pytanie, ale niestety, niektórzy je sobie stawiają: Dlaczego powinno nam zależeć na Polonii?

– Jesteśmy wielkim, dumnym 60-milionowym narodem, a ponad 22 mln Polaków żyje poza Polską. Z tego wielu naszych obywateli tu, w Polsce, nie zdaje sobie sprawy. Rodacy poza granicami są naszym dobrem narodowym i bezwzględnie musimy się o nich upominać. Oni często są ambasadorami polskości, a czasem wystarczy jedynie wzmocnić tę ich więź z ojczyzną, by się takimi ambasadorami stali.

– A jeśli chodzi o naszych rodaków na Wschodzie, to chyba mamy moralny obowiązek, naprawiamy winy naszych zaborców i okupantów. Wiele tych rodzin trafiło tam przecież za to, że kochali Polskę...

– Dokładnie tak. Część Polaków trafiło tam w wyniku zsyłek i rozłąki z ojczyzną za bycie Polakami, a druga część to ofiary zmiany granic po II wojnie światowej. Oni zostali z dnia na dzień pozbawieni swojej matki ojczyzny i dlatego, jak każda dobra matka, Polska musi się o swoje dzieci troszczyć, a także się o nie upominać.

– Zmieńmy temat. Pani Minister jest też posłem z Podkarpacia. A media ostatnio donoszą, że jako poseł zbyt często poróżuje Pani w rodzinne strony.

– To są nie tylko moje rodzinne strony, ale także mój okręg wyborczy. A przecież taka jest rola posła, by słuchał ludzi ze swojego terenu i był ambasadorem ich spraw tu, w parlamencie. Po to zostałam wybrana, aby wypełniać wolę suwerena – zabiegać o sprawy Podkarpacia i stale być z moimi wyborcami.

– Czyli dostało się Pani za to, że jest Pani gorliwym posłem i ministrem.

– Odnoszę wrażenie, że moja aktywność nie została uwzględniona przy opisywaniu moich podróży między Podkarpaciem a Warszawą. Najlepiej siedzieć w domu i nic nie robić. Nie jestem typem polityka, który na dwa tygodnie przed wyborami przypomina sobie o swoich wyborcach. Ja tam mam swoje biura poselskie i muszę spotykać się z ludźmi. Muszę też pracować w Warszawie. Za to mi płacą – wyborcy i polski rząd.

– To co się Pani udało zrobić dla Podkarpacia?

– Tę kadencję zamykam wynikiem ponad 250 mln zł. To kwota środków pozyskanych dla mojego okręgu wyborczego. Nic jednak nie dzieje się samo. Trzeba słuchać potrzeb mieszkańców Podkarpacia, a potem skutecznie w tych sprawach pukać do drzwi członków rządu.

– Jakiś przykład tych inwestycji...

– To długo tu posiedzimy... (śmiech). Rok temu premier Mateusz Morawiecki ogłosił program „Mosty+” i pierwszą inwestycją w ramach tego projektu będzie budowa mostu na rzece San w moim rodzinnym Jarosławiu. Wyborcy prosili mnie także o interwencję ws. remontu zniszczonej drogi krajowej 77, biegnącej przez powiat jarosławski. Gdy 1,5 roku temu odbyłam pierwszą rozmowę w tej sprawie z ministrem infrastruktury, inwestycja znajdowała się na 625. pozycji listy rezerwowej. Teraz jest w trakcie realizacji. To koszt ponad 50 mln zł. Na moją prośbę minister kultury objął finansowaniem utworzenie państwowej szkoły muzycznej II stopnia, aby zdolna młodzież mogła się kształcić za darmo. Za kilka dni Polska Spółka Gazownictwa otwiera w Jarosławiu nową placówkę, o którą zabiegałam ponad 2 lata. To 80 nowych miejsc pracy. Tego naprawdę jest dużo i trzeba za tym chodzić, bo z Warszawy nie widać, czego potrzebują mieszkańcy na południowo-wschodnich rubieżach Polski. Od tego są posłowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adwent 2019: Rekolekcje z o. Szustakiem w Warszawie

2019-12-09 12:11

ar / Warszawa (KAI)

Rekolekcje z o. Szustakiem, rekolekcje akademickie, rekolekcje o modlitwie czy biblijne – propozycji na owocne przeżycie Adwentu w Warszawie nie brakuje. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Archiwum ASK SD
Konferencja z o. Adamem Szustakiem z cyklu „Sympatia Miłość Małżeństwo” na Uniwersytecie Warszawskim, maj 2018 r.

Duszpasterstwo Akademickie ARKA zaprasza do udziału w rekolekcjach adwentowych, prowadzonych przez o. Adama Szustaka OP. Nauki odbędą się w terminie 11, 12, 13 grudnia 2019 roku w parafii Nawrócenia św. Pawła Apostoła (ul. Kobielska 10) o 19:30. Pierwszego dnia dominikanin poprowadzi konferencję dla chłopców i mężczyzn, drugiego dla dziewcząt i kobiet, a trzeciego dla narzeczonych i małżeństw.

Z kolei rekolekcje pt. "Kardynał Stefan Wyszyński w służbie Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie" poprowadzi ks. dr Jarosław Wąsowicz SDB, w terminie 9-11 grudnia o 18:00 w Auli Schumana na kampusie UKSW przy ul. Wóycickiego 1/3 w Warszawie. Każdego dnia zaplanowano inny temat wykładu, a są nimi kolejno: „Przez Maryję do Jezusa – miejsce Maryi w życiu i posłudze kard. Wyszyńskiego”, „Kardynał Wyszyński wychowawca narodu”, ”Kardynał Wyszyński wychowawca młodzieży”.

Na "Adwentowe Rekolekcje o Miłości", w dniach 8-10 grudnia o 20:30, do kościoła Najświętszego Zbawiciela zaprasza o. Janusz Pyda, duszpasterz akademicki krakowskiej "Beczki". - O miłości powiedziano już chyba wszystko. A mimo tego wciąż tak bardzo jej pragniemy i tak wiele osób doświadcza jej braku. Gdzie popełniliśmy błąd? Przyjdź, przekonaj się i kochaj! Nie ma piękniejszego czasu do refleksji nad miłością niż Adwent! – czytamy w zapowiedzi.

Natomiast "Rekolekcje o modlitwie jako relacji" wygłosi jezuita, o. Tadeusz Hajduk SJ w parafii św. Dominika na warszawskim Służewie. Początek rekolekcji – w niedzielę, 15 grudnia, podczas Mszy o godz. 7.00, 8.00, 9.30, 11.00 (Msza dla rodzin), 12.30, 14.00, 17.00 i 18.30. Kolejne nauki zaplanowano od poniedziałku do środy (16-18 grudnia) podczas Mszy o godz. 6.00 (roraty), 12.00, 18.00 i 19.30.

Nagrania rekolekcji będą dostępne na stronie http://www.sluzew.dominikanie.pl/nagrania/

- Zapraszamy na rekolekcje adwentowe, tym razem biblijne. Razem przygotujmy się na nowe przyjęcie rodzącego się w Betlejem Słowa – do Bazyliki Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście zaprasza ks. Maciej Jaszczołt. Rekolekcje odbędą się one w dniach 15-18 grudnia. W niedzielę zaplanowano naukę rekolekcyjną w czasie Mszy św. o godz. 9.30, 11.00, 12.30, 18.00, 19.00 i 21.00, natomiast od poniedziałku do środy o godz. 19:00.

- Kiedy masz się spotkać z osobą, której dawno nie widziałeś, a bardzo ją kochasz - serce chce wyskoczyć z radości. Warto więc powiedzieć sobie wprost: Adwent NIE JEST czasem pokuty i umartwienia! Adwent to radosne oczekiwanie na przyjście Pana Jezusa – zachęcają warszawscy franciszkanie z kościoła św. Antoniego przy ul. Senatorskiej 31, gdzie w dniach 8-10 grudnia o 8:00 i 22:00 odbywają się rekolekcje, które prowadzi ks. Radosław Rafał MSF - charyzmatyczny kapłan ze Zgromadzenia Świętej Rodziny, pasterz wspólnoty “Poznanie Jezusa”, redaktor naczelny pisma „Posłaniec Świętej Rodziny”, który jak sam przyznaje - „kocha Pana Jezusa jak wariat”. - Przyjdź! Niech nam wszystkim serca walą jak szalone – zachęca kapłan.

"Jak spotkać Boga w modlitwie?" - to tytuł rekolekcji, które odbędą się w dniach 15-18 grudnia o 19:30 w klasztorze ojców dominikanów na Freta. Wygłosi je o. Maksymilian Nawara OSB, benedyktyn mieszkający na co dzień w Lubiniu.

Podobnie jak w poprzednich latach parafia Matki Bożej z Lourdes (ul. Wileńska 69) oraz Siostry Uczennice Krzyża zapraszają chętnych do wspólnej modlitwy słowami Akatystu we wszystkie niedziele Adwentu. Hymn będzie śpiewany jeszcze 15 i 22 grudnia w Kaplicy Krzyża Świętego (kaplica Adoracji). Rozpoczęcie modlitwy - godz. 20.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na wystawie „100 żłóbków”

2019-12-09 21:45

pb / Rzym (KAI)

Papież Franciszek obejrzał dziś po południu wystawę „100 żłóbków”, otwartą 8 grudnia w Sali Piusa X w pobliżu Watykanu. Po podpisaniu 1 grudnia w Greccio listu apostolskiego „Admirabile signum” dał w ten sposób kolejny znak swej dbałości o tę tradycję wiary.

BOŻENA SZTAJNER

Papieżowi towarzyszył przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji abp Rino Fisichella, który przedstawiał Ojcu Świętemu kolejne dzieła. Franciszek indywidualnie witał się z twórcami żłóbków, towarzyszącymi im artystami i ich rodzinami. Na koniec wspólnie z nimi odmówił modlitwę i udzielił im błogosławieństwa.

W czasie trwającej 45 minut papieskiej wizyty chór kameralny Kodály z Budapesztu śpiewał pieśni bożonarodzeniowe.

Wystawa powstała z inicjatywy Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Jest na niej ponad 130 szopek z 30 krajów. Współorganizatorem ekspozycji, którą można zwiedzać za darmo do 12 stycznia, jest ambasada Węgier przy Stolicy Apostolskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem