Reklama

Spór o pamięć

2016-07-13 09:00

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 29/2016, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Michał Dworczyk

O polityce historycznej i trudnych relacjach polsko-ukraińskich z Michałem Dworczykiem rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mści się poprawność polityczna stosowana przez lata w relacjach polsko-ukraińskich – tak m.in. skomentował Pan protesty strony ukraińskiej w związku z kolejną polską próbą upamiętnienia ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskie formacje nacjonalistyczne w czasie II wojny światowej. Uważa Pan, że najnowsza historia stosunków polsko-ukraińskich opiera się na nieszczerości, na rezygnacji z przypominania przykrej prawdy historycznej?

MICHAŁ DWORCZYK: – Tak można by to dziś – po wymianie opinii na temat ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej – opisać. To przykre, bo przecież Polska była pierwszym krajem, który uznał niepodległość Ukrainy. Kibicowaliśmy Ukrainie w ciągu dwudziestu kilku lat jej burzliwej historii; podziwialiśmy i wspieraliśmy dwa „majdany”, które wyrażały demokratyczne aspiracje Ukraińców. Jednakże na naszych relacjach kładzie się wielkim cieniem sprawa mordów dokonanych na obywatelach II RP w latach 1939-45, dla Polaków wciąż bolesna. Szkoda, że polskie elity polityczne w imię źle rozumianej poprawności i traktowania Ukrainy jak niedojrzałego dziecka, niezdolnego do szczerości i poważnej rozmowy, przez lata unikały poruszania tego trudnego tematu. Nie próbowano dokonywać żadnych ocen rzezi wołyńskiej, nawet moralnych i etycznych... Tym bardziej nie robiono tego na Ukrainie.

– A zatem można powiedzieć, że to, iż w III RP unikano szczerego dialogu ze strony polskiej, odcisnęło się na jakości ukraińskiej polityki historycznej?

– Zapewne w jakimś stopniu tak. To polskie milczenie można potraktować jako przyzwolenie na taki, a nie inny jej kierunek. Momentem przełomowym w ukraińskiej polityce historycznej – której ostrości dziś doświadczamy – był rok 2005, Pomarańczowa Rewolucja, gdy prezydent Juszczenko zaczął odwoływać się do „heroizmu” UPA i jej „bohaterów”. Ale to był jeszcze umiarkowany etap rozwoju tejże polityki; gwałtowne przyspieszenie nastąpiło po Rewolucji Godności, czyli po tzw. Euromajdanie w 2014 r.

– Na czym ono polegało?

– W sytuacji wojny z Rosją ukraińscy politycy zaczęli na gwałt szukać mitów, wokół których mogliby zjednoczyć społeczeństwo do walki z wrogiem; zaczęto mitologizować UPA, gloryfikować głównych dowódców tej formacji, stawiać im pomniki. Faktem jest, że dziś ukraińscy ideolodzy skupiają się jedynie na walce UPA z Sowietami w drugiej połowie lat 40. i pierwszej połowie lat 50. ub. wieku i omijają skrzętnie wątek wymordowania stu kilkudziesięciu tysięcy Polaków w czasie II wojny światowej.

– Wielu Polaków, których rodziny ucierpiały na Wołyniu w 1943 r., dziś boi się powtórki z historii...

– Dość dobrze znam Ukrainę, Ukraińców i Polaków mieszkających tam od lat i takich zagrożeń nie widzę. Zresztą ostatnie wybory na Ukrainie pokazały, że nacjonaliści nie mają tam praktycznie żadnego poparcia; ani Swoboda, ani Prawy Sektor, czyli partie najbardziej nacjonalistyczne, nie weszły do parlamentu, a ich kandydaci na prezydenta zyskali poparcie w granicach błędu statystycznego. A w dodatku – trzeba to uczciwie powiedzieć – w narracji prowadzonej dziś na Ukrainie nie ma wątków antypolskich, nie ma antypolskiej nagonki. Wręcz odwrotnie, niezależne amerykańskie badania wskazują na olbrzymią sympatię społeczeństwa ukraińskiego wobec Polaków.

– Czy nie najprościej by było – co sugerują także polskie autorytety duchowe – żeby Polacy po chrześcijańsku wybaczyli?

– Dzisiejszy problem w relacjach z Ukrainą nie dotyczy wybaczania lub przeprosin, lecz tego, jakie będą za kilka lat konsekwencje prowadzonej dziś przez Ukrainę polityki historycznej. Jeżeli w tej sprawie nic się nie zmieni, wkrótce wyrośnie nowe pokolenie Ukraińców ze zmanipulowaną wiedzą historyczną, dla którego ludobójcy będą bohaterami. Ci młodzi ludzie nie będą rozumieli, dlaczego Polacy nie mogą zaakceptować ich bohaterów i wciąż mają jakieś pretensje. Na gloryfikacji zła, na kłamstwie nie da się zbudować niczego trwałego, zwłaszcza partnerstwa i przyjaźni. A zatem dwa największe państwa Europy Środkowej: Polska i Ukraina będą trwać w stanie permanentnej kłótni i żadne z osobna nie będzie traktowane podmiotowo przez wielkich sąsiadów ze Wschodu i z Zachodu.

– Prawo i Sprawiedliwość zawsze podkreślało wagę dobrych stosunków z Ukrainą, ale zarazem nalegało na prowadzenie uczciwej polityki historycznej. Teraz to godzenie ognia z wodą okazuje się chyba coraz trudniejsze?

– Wspieraliśmy i nadal wspieramy Ukrainę w jej proeuropejskim kursie, tym bardziej że chodzi nam o zabezpieczenie interesów Polski. Mówiąc obrazowo – im krótsza granica z Federacją Rosyjską, tym dla nas lepiej, a niepodległa Ukraina to oczywisty wzrost bezpieczeństwa Polski. Mimo to pryncypialnie podchodzimy do spraw historycznych i konsekwentnie zwracamy uwagę na zagrożenia wynikające z lekceważenia prawdy historycznej. Dlatego jako pierwsza formacja polityczna przygotowaliśmy w 2013 r. – w 70. rocznicę ludobójstwa na Wołyniu – projekt uchwały odnoszącej się wprost do tych wydarzeń. Tamta uchwała została odrzucona głosami PO i Ruchu Palikota; przyjęto wtedy projekt autorstwa PO, który de facto rozmydlił problem, nie było tam m.in. słowa „ludobójstwo”. W tym roku parlamentarzyści grupy bilateralnej polsko-ukraińskiej odbyli cykl spotkań w Kijowie. Bardzo szczerze i otwarcie rozmawialiśmy z przewodniczącym Werchownej Rady i jego zastępcami, z przedstawicielami wszystkich frakcji politycznych, przedstawicielami ukraińskiego MSZ, prokuratorem generalnym.

– Polskie racje zostały przyjęte ze zrozumieniem?

– Reakcją było zaskoczenie i jednak niezrozumienie, dlaczego polscy politycy dzisiaj o tym mówią. Byli zdumieni...

– ...że ktoś wciąż tak uparcie i ostro wraca do problemu, o którym dawno powinno się zapomnieć?

– Właśnie tak. Ale nie tylko ukraińcy się dziwili – po jednym z takich spotkań usłyszałem od naszego dyplomaty, że jestem pierwszym polskim politykiem, który tak asertywnie dyskutował z Ukraińcami o tych sprawach.

– To był zarzut?

– Nie sądzę... Można, oczywiście, uznać, że taka asertywność jest zła, bo nie uwzględnia wrażliwości naszych partnerów, albo że jest dobra, bo w końcu jesteśmy szczerzy wobec siebie.

– Są wciąż naciski na łagodzenie problemu?

– Są raczej wewnętrzne dyskusje, które zresztą od kilku już lat z roku na rok się nasilają. W tym roku PiS przygotował projekt uchwały, który niezmiennie jednoznacznie opisuje tę kwestię historyczną, zawiera też projekt święta – Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP.

– W tym roku pojawił się szczególny urodzaj projektów... Czy nie mamy przypadkiem do czynienia z politycznym wykorzystywaniem tragedii wołyńskiej?

– Z żalem muszę przyznać, że sprawa wołyńska została w tym roku szczególnie instrumentalnie potraktowana przez polityków... Niemal tuż przed 73. rocznicą wołyńskiej „krwawej niedzieli” w Sejmie pojawiło się aż pięć różnych propozycji jej uczczenia! PiS już 10 lutego – w 80. rocznicę deportacji Polaków do Kazachstanu – złożył swój projekt ustawy, w którym próbowaliśmy opisać martyrologię narodu polskiego na kresach I i II Rzeczypospolitej. Tak naprawdę nikt nie podjął dyskusji nad tą ustawą. Niecałe dwa miesiące później klub Kukiz’15 złożył swój projekt ustawy, a potem pojawiły się kolejne projekty.

– Dlaczego PiS zrezygnował z ustawowej regulacji?

– Po wysypie projektów przed 73. rocznicą rzezi wołyńskiej, aby opanować sytuację, należało połączyć dwa projekty ustaw – PiS i Kukiz’15 – i stworzyć jedną ustawę, ale proces legislacyjny nie dawał szans, żeby zdążyć jeszcze przed rocznicą „krwawej niedzieli”, czyli przed 11 lipca. Byliśmy więc zmuszeni wrócić do projektu naszej uchwały z 2013 r. i wzbogacić go o propozycję ustanowienia stałego święta, żeby wreszcie w tym roku zamknąć skutecznie problem od strony politycznej, na poziomie Sejmu.

– Polska dyskusja sprowokowała ukraińskich polityków do reakcji – na początku czerwca pojawił się skierowany do Polaków list byłych prezydentów Ukrainy i ukraińskich intelektualistów.

– Po naszych rozmowach w Kijowie bardzo uaktywniła się ukraińska dyplomacja oraz politycy obawiający się przyjęcia przez polski parlament antyukraińskich – ich zdaniem – uchwał, co może doprowadzić do pogorszenia dobrych dwustronnych relacji. PiS jako jedyna formacja zdecydował się na ten list odpowiedzieć, właśnie dlatego, że bardzo nam zależy na dobrych relacjach z Ukrainą. Tę odpowiedź podpisało ponad 200 naszych parlamentarzystów.

– Co jednak nie załagodziło sytuacji. Na list PiS dość ostro odpowiedział szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz. Mamy eskalację problemu zamiast wyciszenia?

– Wołodymyr Wiatrowycz to dzisiaj główny ukraiński ideolog, który – niestety, przykro mi to mówić – jak w wielu wcześniejszych wystąpieniach, także w tym liście miesza fakty z nieprawdziwymi informacjami. Krytyczną ocenę polityki historycznej prowadzonej przez pana Wiatrowycza w swoim raporcie umieścił Foreign Office, podobnie opisuje ją polski Ośrodek Studiów Wschodnich.

– Niemniej jako ukraiński autorytet w dziedzinie historii Wiatrowycz stawia zarzut, że Polacy gloryfikują np. Żołnierzy Wyklętych, którzy mieli także na sumieniu zabijanie ludności cywilnej...

– To wyjątkowo cyniczne. Nie było w Polsce żadnej organizacji cywilnej ani wojskowej, która by zakładała wymordowanie ludności cywilnej dla osiągnięcia celu politycznego. Wprawdzie mamy w historii tak dramatyczne postaci, jak „Wołyniak”, autentyczny bohater podziemia niepodległościowego, który walczył bohatersko z Niemcami, a potem z Sowietami, ale niestety w 1945 r. splamił się wymordowaniem stu kilkudziesięciu Ukraińców w miejscowości Piskorowice. Możemy doceniać jego wcześniejsze zasługi, możemy rozumieć dramatyzm sytuacji, w jakiej wówczas działał, ale nie słyszałem, żeby ktokolwiek w Polsce chciał mu stawiać pomnik lub przedstawiać go w podręcznikach jako wzór do naśladowania dla młodzieży... Natomiast na Ukrainie na porządku dziennym jest dziś upamiętnianie osób bezpośrednio odpowiedzialnych za ludobójstwo.

– Zbliżone do PO polskie elity również niezmiennie uważają, że nie tylko nie należy rozdrapywać bolesnych ran, ale też trzeba uderzyć się we własne piersi...

– Na pewno powinniśmy oddać hołd cywilnej ludności ukraińskiej, która była mordowana w ramach polskich akcji odwetowych. Ale to nie u nas, lecz na Ukrainie powstała ideologia, zgodnie z którą metodycznie mordowano tam ludzi nieukraińskiej narodowości, przede wszystkim Polaków i Żydów. Jeden z ideologów przygotowujących akcję ludobójstwa, Mychajło Kołodziński, autor „Ukraińskiej doktryny wojskowej”, pisał wprost, że to działanie musi być na tyle okrutne, żeby wystraszyć tych innych, żeby nawet za sto lat bali się spojrzeć w kierunku Ukrainy. Wyciągając rękę do pojednania, też warto o tym wiedzieć...

– Na takiej pamięci historycznej trudno jest budować dobre stosunki sąsiedzkie.

– Oczywiście, trudno. Ale Polska ma w tej chwili tak dużo wspólnych spraw z Ukrainą, że w moim przekonaniu mimo wszystko można realizować bardzo wiele projektów i prowadzić normalną współpracę. Ale w tej konkretnej historycznej sprawie należy zachować pryncypialną postawę. To wymaga wysiłku ze strony polskiej i dobrej woli ze strony ukraińskiej.

– I chyba nie tylko...

– Jest wiele osób i krajów, którym zależy na tym, żeby Polacy z Ukraińcami za dobrze się nie porozumiewali, żeby za dobrze nam się nie układało. Dlatego zrobią wszystko, żeby ten problem był wciąż zaogniany.

– Wraz z wymianą polsko-ukraińskich listów trwała wewnętrzna dyskusja w Polsce – także wewnątrz partii rządzącej. Pojawiły się rozbieżności co do ustalenia daty dnia pamięci ofiar rzezi wołyńskiej, odbierane jako próby łagodzenia, rozbrajania napiętej sytuacji polsko-ukraińskiej.

– Tu, według mnie, doszło do pewnego nieporozumienia w interpretacji wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który zasugerował, że 17 września byłby bardzo dobrym dniem, aby upamiętnić całą spuściznę Kresów. Dziś rozmawiamy tylko o ludobójstwie na Wołyniu, ale przecież mamy jeszcze inne tragiczne wydarzenia na Kresach. I mamy też do upamiętnienia wielką pozytywną spuściznę Kresów. Cały historyczny wkład Kresów w historię, kulturę, politykę, o którym często nie pamiętamy, a jest on jednym z fundamentów naszej tożsamości narodowej. 17 września byłby najlepszą datą do upamiętnienia tej spuścizny, jako klamra spinająca okres od pierwszego rozbioru, kiedy straciliśmy pierwsze wschodnie tereny, po początek końca Kresów w dniu ataku sowieckiego – 17 września 1939 r.

– A więc powinniśmy mieć co najmniej dwa kresowe święta?

– Moim zdaniem, dobrze by było, gdyby jedno przypominało cały dorobek Kresów, a drugie było poświęcone wyłącznie dramatowi wołyńskiemu. To wynika z naszych spotkań i dyskusji ze środowiskami Kresowiaków, nie tylko tych z terenów południowo-wschodnich, ale także z Nowogródczyzny, z Grodzieńszczyzny i Wileńszczyzny.

* * *

Michał Dworczyk
polityk, historyk, instruktor harcerski, samorządowiec, poseł na Sejm VII i VIII kadencji, przewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą oraz Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej

Tagi:
wywiad polityka społeczeństwo rozmowa

Reklama

Spotkanie i modlitwa

2019-11-26 12:50

Rozmawia Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska (Aspekty) 48/2019, str. 5

– To modlitewne spotkanie, które młodzieży naszej diecezji ma dać impuls do właściwego przeżycia Adwentu i przygotowania się do świąt Bożego Narodzenia – mówi o Adwentowych Wieczorach Młodych diecezjalny duszpasterz dzieci i młodzieży ks. Łukasz Malec

Karolina Krasowska
Tegoroczne AWM odbędą się tradycyjnie w dwóch maryjnych sanktuariach – Rokitnie i Grodowcu

KAMIL KRASOWSKI: – Wraz z nastaniem grudnia rozpoczęliśmy w Kościele katolickim Adwent, czyli czas radosnego oczekiwania na narodziny Pana. Jak jako wierzący młodzi ludzie powinniśmy przeżywać ten czas?

KS. ŁUKASZ MALEC: – Najlepiej tak jak podpowiada nam Kościół. Słowem, które jest kluczowe w dobrym przeżyciu Adwentu, jest tęsknota. Kiedy kogoś się kocha i przez jakiś czas tej osoby się nie widzi, to naturalnie pojawia się w człowieku tęsknota za nią.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Msza Święta jubileuszowa u sióstr Bernardynek w Wieluniu

2019-12-06 18:52

Zofia Białas / Niedziela

Zofia Białas / Niedziela
bp. Andrzej Przybylski oraz bp. Jan Wątroba
Wieluńskie Bernardynki w dniu 6 grudnia, w patronalne święto kościoła św. Mikołaja, zaprosiły wielunian na uroczystą Eucharystię. Eucharystia była uwielbieniem Boga za 200 lat pobytu i trwania sióstr w obecnym klasztorze, do którego przybyły w 1819 roku ze swojego pierwotnego klasztoru i kościoła po zamknięciu klasztoru Paulinów. Uroczystej Mszy Świętej koncelebrowanej przewodniczył ks. bp Jan Wątroba. W koncelebrze ks. bp Andrzej Przybylski, kapłani z Wielunia i spoza Wielunia. Swoim śpiewem ubogacił liturgię Chór Parafialny z parafii św. Józefa w Wieluniu pod kierownictwem organisty Szymona Blajera. Okolicznościowe kazanie wygłosił ks. bp Andrzej Przybylski. Rozpoczynając kazanie przywołał słowa ks. kapelana Andrzeja Walaszczyka przypominające trzy powody, które przyprowadziły wiernych na tą szczególną Eucharystię, a były to: jubileusz 200-lecia pobytu sióstr w obecnym klasztorze, wspomnienie świętego Mikołaja – patrona kościoła klasztornego i poświęcenie nowego domu sióstr z nowicjatu. Myślą przewodnią kazania były słowa „powołani do świętości”. Do świętości, mówił kaznodzieja, jest powołany każdy z nas, ale świętym zostanie ten, kto nie utraci kontaktu z Bogiem. Tylko człowiek trwający w kontakcie z Bogiem, będzie swoim życiem zachęcał innych do świętości, do bycia dobrym człowiekiem, bo święty, to człowiek dobry. Przykładem, święci, święty Mikołaj, święty Franciszek z Asyżu, święci, którzy nieśli współbraciom w wierze pokój i dobro. Tym, co pozwala utrzymać kontakt z Bogiem, kontynuował, jest modlitwa i Eucharystia. Dziś dziękujemy siostrom Bernardynkom za ich trwanie na modlitwie i omadlanie tych, co na modlitwę i na Eucharystię nie znajdują czasu. Po uroczystym „Ciebie Boga wysławiamy” i litanii do św. Mikołaja ks. bp Jan Wątroba pobłogosławił wszystkich obecnych na Eucharystii Najświętszym Sakramentem. Uroczystości zakończyły się poświęceniem nowego domu sióstr z nowicjatu. Poświęcili go ks. bp Jan Wątroba i ks. bp Andrzej Przybylski.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem