Reklama

Spór o pamięć

2016-07-13 09:00

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 29/2016, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Michał Dworczyk

O polityce historycznej i trudnych relacjach polsko-ukraińskich z Michałem Dworczykiem rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mści się poprawność polityczna stosowana przez lata w relacjach polsko-ukraińskich – tak m.in. skomentował Pan protesty strony ukraińskiej w związku z kolejną polską próbą upamiętnienia ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskie formacje nacjonalistyczne w czasie II wojny światowej. Uważa Pan, że najnowsza historia stosunków polsko-ukraińskich opiera się na nieszczerości, na rezygnacji z przypominania przykrej prawdy historycznej?

MICHAŁ DWORCZYK: – Tak można by to dziś – po wymianie opinii na temat ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej – opisać. To przykre, bo przecież Polska była pierwszym krajem, który uznał niepodległość Ukrainy. Kibicowaliśmy Ukrainie w ciągu dwudziestu kilku lat jej burzliwej historii; podziwialiśmy i wspieraliśmy dwa „majdany”, które wyrażały demokratyczne aspiracje Ukraińców. Jednakże na naszych relacjach kładzie się wielkim cieniem sprawa mordów dokonanych na obywatelach II RP w latach 1939-45, dla Polaków wciąż bolesna. Szkoda, że polskie elity polityczne w imię źle rozumianej poprawności i traktowania Ukrainy jak niedojrzałego dziecka, niezdolnego do szczerości i poważnej rozmowy, przez lata unikały poruszania tego trudnego tematu. Nie próbowano dokonywać żadnych ocen rzezi wołyńskiej, nawet moralnych i etycznych... Tym bardziej nie robiono tego na Ukrainie.

– A zatem można powiedzieć, że to, iż w III RP unikano szczerego dialogu ze strony polskiej, odcisnęło się na jakości ukraińskiej polityki historycznej?

– Zapewne w jakimś stopniu tak. To polskie milczenie można potraktować jako przyzwolenie na taki, a nie inny jej kierunek. Momentem przełomowym w ukraińskiej polityce historycznej – której ostrości dziś doświadczamy – był rok 2005, Pomarańczowa Rewolucja, gdy prezydent Juszczenko zaczął odwoływać się do „heroizmu” UPA i jej „bohaterów”. Ale to był jeszcze umiarkowany etap rozwoju tejże polityki; gwałtowne przyspieszenie nastąpiło po Rewolucji Godności, czyli po tzw. Euromajdanie w 2014 r.

– Na czym ono polegało?

– W sytuacji wojny z Rosją ukraińscy politycy zaczęli na gwałt szukać mitów, wokół których mogliby zjednoczyć społeczeństwo do walki z wrogiem; zaczęto mitologizować UPA, gloryfikować głównych dowódców tej formacji, stawiać im pomniki. Faktem jest, że dziś ukraińscy ideolodzy skupiają się jedynie na walce UPA z Sowietami w drugiej połowie lat 40. i pierwszej połowie lat 50. ub. wieku i omijają skrzętnie wątek wymordowania stu kilkudziesięciu tysięcy Polaków w czasie II wojny światowej.

– Wielu Polaków, których rodziny ucierpiały na Wołyniu w 1943 r., dziś boi się powtórki z historii...

– Dość dobrze znam Ukrainę, Ukraińców i Polaków mieszkających tam od lat i takich zagrożeń nie widzę. Zresztą ostatnie wybory na Ukrainie pokazały, że nacjonaliści nie mają tam praktycznie żadnego poparcia; ani Swoboda, ani Prawy Sektor, czyli partie najbardziej nacjonalistyczne, nie weszły do parlamentu, a ich kandydaci na prezydenta zyskali poparcie w granicach błędu statystycznego. A w dodatku – trzeba to uczciwie powiedzieć – w narracji prowadzonej dziś na Ukrainie nie ma wątków antypolskich, nie ma antypolskiej nagonki. Wręcz odwrotnie, niezależne amerykańskie badania wskazują na olbrzymią sympatię społeczeństwa ukraińskiego wobec Polaków.

– Czy nie najprościej by było – co sugerują także polskie autorytety duchowe – żeby Polacy po chrześcijańsku wybaczyli?

– Dzisiejszy problem w relacjach z Ukrainą nie dotyczy wybaczania lub przeprosin, lecz tego, jakie będą za kilka lat konsekwencje prowadzonej dziś przez Ukrainę polityki historycznej. Jeżeli w tej sprawie nic się nie zmieni, wkrótce wyrośnie nowe pokolenie Ukraińców ze zmanipulowaną wiedzą historyczną, dla którego ludobójcy będą bohaterami. Ci młodzi ludzie nie będą rozumieli, dlaczego Polacy nie mogą zaakceptować ich bohaterów i wciąż mają jakieś pretensje. Na gloryfikacji zła, na kłamstwie nie da się zbudować niczego trwałego, zwłaszcza partnerstwa i przyjaźni. A zatem dwa największe państwa Europy Środkowej: Polska i Ukraina będą trwać w stanie permanentnej kłótni i żadne z osobna nie będzie traktowane podmiotowo przez wielkich sąsiadów ze Wschodu i z Zachodu.

– Prawo i Sprawiedliwość zawsze podkreślało wagę dobrych stosunków z Ukrainą, ale zarazem nalegało na prowadzenie uczciwej polityki historycznej. Teraz to godzenie ognia z wodą okazuje się chyba coraz trudniejsze?

– Wspieraliśmy i nadal wspieramy Ukrainę w jej proeuropejskim kursie, tym bardziej że chodzi nam o zabezpieczenie interesów Polski. Mówiąc obrazowo – im krótsza granica z Federacją Rosyjską, tym dla nas lepiej, a niepodległa Ukraina to oczywisty wzrost bezpieczeństwa Polski. Mimo to pryncypialnie podchodzimy do spraw historycznych i konsekwentnie zwracamy uwagę na zagrożenia wynikające z lekceważenia prawdy historycznej. Dlatego jako pierwsza formacja polityczna przygotowaliśmy w 2013 r. – w 70. rocznicę ludobójstwa na Wołyniu – projekt uchwały odnoszącej się wprost do tych wydarzeń. Tamta uchwała została odrzucona głosami PO i Ruchu Palikota; przyjęto wtedy projekt autorstwa PO, który de facto rozmydlił problem, nie było tam m.in. słowa „ludobójstwo”. W tym roku parlamentarzyści grupy bilateralnej polsko-ukraińskiej odbyli cykl spotkań w Kijowie. Bardzo szczerze i otwarcie rozmawialiśmy z przewodniczącym Werchownej Rady i jego zastępcami, z przedstawicielami wszystkich frakcji politycznych, przedstawicielami ukraińskiego MSZ, prokuratorem generalnym.

– Polskie racje zostały przyjęte ze zrozumieniem?

– Reakcją było zaskoczenie i jednak niezrozumienie, dlaczego polscy politycy dzisiaj o tym mówią. Byli zdumieni...

– ...że ktoś wciąż tak uparcie i ostro wraca do problemu, o którym dawno powinno się zapomnieć?

– Właśnie tak. Ale nie tylko ukraińcy się dziwili – po jednym z takich spotkań usłyszałem od naszego dyplomaty, że jestem pierwszym polskim politykiem, który tak asertywnie dyskutował z Ukraińcami o tych sprawach.

– To był zarzut?

– Nie sądzę... Można, oczywiście, uznać, że taka asertywność jest zła, bo nie uwzględnia wrażliwości naszych partnerów, albo że jest dobra, bo w końcu jesteśmy szczerzy wobec siebie.

– Są wciąż naciski na łagodzenie problemu?

– Są raczej wewnętrzne dyskusje, które zresztą od kilku już lat z roku na rok się nasilają. W tym roku PiS przygotował projekt uchwały, który niezmiennie jednoznacznie opisuje tę kwestię historyczną, zawiera też projekt święta – Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP.

– W tym roku pojawił się szczególny urodzaj projektów... Czy nie mamy przypadkiem do czynienia z politycznym wykorzystywaniem tragedii wołyńskiej?

– Z żalem muszę przyznać, że sprawa wołyńska została w tym roku szczególnie instrumentalnie potraktowana przez polityków... Niemal tuż przed 73. rocznicą wołyńskiej „krwawej niedzieli” w Sejmie pojawiło się aż pięć różnych propozycji jej uczczenia! PiS już 10 lutego – w 80. rocznicę deportacji Polaków do Kazachstanu – złożył swój projekt ustawy, w którym próbowaliśmy opisać martyrologię narodu polskiego na kresach I i II Rzeczypospolitej. Tak naprawdę nikt nie podjął dyskusji nad tą ustawą. Niecałe dwa miesiące później klub Kukiz’15 złożył swój projekt ustawy, a potem pojawiły się kolejne projekty.

– Dlaczego PiS zrezygnował z ustawowej regulacji?

– Po wysypie projektów przed 73. rocznicą rzezi wołyńskiej, aby opanować sytuację, należało połączyć dwa projekty ustaw – PiS i Kukiz’15 – i stworzyć jedną ustawę, ale proces legislacyjny nie dawał szans, żeby zdążyć jeszcze przed rocznicą „krwawej niedzieli”, czyli przed 11 lipca. Byliśmy więc zmuszeni wrócić do projektu naszej uchwały z 2013 r. i wzbogacić go o propozycję ustanowienia stałego święta, żeby wreszcie w tym roku zamknąć skutecznie problem od strony politycznej, na poziomie Sejmu.

– Polska dyskusja sprowokowała ukraińskich polityków do reakcji – na początku czerwca pojawił się skierowany do Polaków list byłych prezydentów Ukrainy i ukraińskich intelektualistów.

– Po naszych rozmowach w Kijowie bardzo uaktywniła się ukraińska dyplomacja oraz politycy obawiający się przyjęcia przez polski parlament antyukraińskich – ich zdaniem – uchwał, co może doprowadzić do pogorszenia dobrych dwustronnych relacji. PiS jako jedyna formacja zdecydował się na ten list odpowiedzieć, właśnie dlatego, że bardzo nam zależy na dobrych relacjach z Ukrainą. Tę odpowiedź podpisało ponad 200 naszych parlamentarzystów.

– Co jednak nie załagodziło sytuacji. Na list PiS dość ostro odpowiedział szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz. Mamy eskalację problemu zamiast wyciszenia?

– Wołodymyr Wiatrowycz to dzisiaj główny ukraiński ideolog, który – niestety, przykro mi to mówić – jak w wielu wcześniejszych wystąpieniach, także w tym liście miesza fakty z nieprawdziwymi informacjami. Krytyczną ocenę polityki historycznej prowadzonej przez pana Wiatrowycza w swoim raporcie umieścił Foreign Office, podobnie opisuje ją polski Ośrodek Studiów Wschodnich.

– Niemniej jako ukraiński autorytet w dziedzinie historii Wiatrowycz stawia zarzut, że Polacy gloryfikują np. Żołnierzy Wyklętych, którzy mieli także na sumieniu zabijanie ludności cywilnej...

– To wyjątkowo cyniczne. Nie było w Polsce żadnej organizacji cywilnej ani wojskowej, która by zakładała wymordowanie ludności cywilnej dla osiągnięcia celu politycznego. Wprawdzie mamy w historii tak dramatyczne postaci, jak „Wołyniak”, autentyczny bohater podziemia niepodległościowego, który walczył bohatersko z Niemcami, a potem z Sowietami, ale niestety w 1945 r. splamił się wymordowaniem stu kilkudziesięciu Ukraińców w miejscowości Piskorowice. Możemy doceniać jego wcześniejsze zasługi, możemy rozumieć dramatyzm sytuacji, w jakiej wówczas działał, ale nie słyszałem, żeby ktokolwiek w Polsce chciał mu stawiać pomnik lub przedstawiać go w podręcznikach jako wzór do naśladowania dla młodzieży... Natomiast na Ukrainie na porządku dziennym jest dziś upamiętnianie osób bezpośrednio odpowiedzialnych za ludobójstwo.

– Zbliżone do PO polskie elity również niezmiennie uważają, że nie tylko nie należy rozdrapywać bolesnych ran, ale też trzeba uderzyć się we własne piersi...

– Na pewno powinniśmy oddać hołd cywilnej ludności ukraińskiej, która była mordowana w ramach polskich akcji odwetowych. Ale to nie u nas, lecz na Ukrainie powstała ideologia, zgodnie z którą metodycznie mordowano tam ludzi nieukraińskiej narodowości, przede wszystkim Polaków i Żydów. Jeden z ideologów przygotowujących akcję ludobójstwa, Mychajło Kołodziński, autor „Ukraińskiej doktryny wojskowej”, pisał wprost, że to działanie musi być na tyle okrutne, żeby wystraszyć tych innych, żeby nawet za sto lat bali się spojrzeć w kierunku Ukrainy. Wyciągając rękę do pojednania, też warto o tym wiedzieć...

– Na takiej pamięci historycznej trudno jest budować dobre stosunki sąsiedzkie.

– Oczywiście, trudno. Ale Polska ma w tej chwili tak dużo wspólnych spraw z Ukrainą, że w moim przekonaniu mimo wszystko można realizować bardzo wiele projektów i prowadzić normalną współpracę. Ale w tej konkretnej historycznej sprawie należy zachować pryncypialną postawę. To wymaga wysiłku ze strony polskiej i dobrej woli ze strony ukraińskiej.

– I chyba nie tylko...

– Jest wiele osób i krajów, którym zależy na tym, żeby Polacy z Ukraińcami za dobrze się nie porozumiewali, żeby za dobrze nam się nie układało. Dlatego zrobią wszystko, żeby ten problem był wciąż zaogniany.

– Wraz z wymianą polsko-ukraińskich listów trwała wewnętrzna dyskusja w Polsce – także wewnątrz partii rządzącej. Pojawiły się rozbieżności co do ustalenia daty dnia pamięci ofiar rzezi wołyńskiej, odbierane jako próby łagodzenia, rozbrajania napiętej sytuacji polsko-ukraińskiej.

– Tu, według mnie, doszło do pewnego nieporozumienia w interpretacji wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który zasugerował, że 17 września byłby bardzo dobrym dniem, aby upamiętnić całą spuściznę Kresów. Dziś rozmawiamy tylko o ludobójstwie na Wołyniu, ale przecież mamy jeszcze inne tragiczne wydarzenia na Kresach. I mamy też do upamiętnienia wielką pozytywną spuściznę Kresów. Cały historyczny wkład Kresów w historię, kulturę, politykę, o którym często nie pamiętamy, a jest on jednym z fundamentów naszej tożsamości narodowej. 17 września byłby najlepszą datą do upamiętnienia tej spuścizny, jako klamra spinająca okres od pierwszego rozbioru, kiedy straciliśmy pierwsze wschodnie tereny, po początek końca Kresów w dniu ataku sowieckiego – 17 września 1939 r.

– A więc powinniśmy mieć co najmniej dwa kresowe święta?

– Moim zdaniem, dobrze by było, gdyby jedno przypominało cały dorobek Kresów, a drugie było poświęcone wyłącznie dramatowi wołyńskiemu. To wynika z naszych spotkań i dyskusji ze środowiskami Kresowiaków, nie tylko tych z terenów południowo-wschodnich, ale także z Nowogródczyzny, z Grodzieńszczyzny i Wileńszczyzny.

* * *

Michał Dworczyk
polityk, historyk, instruktor harcerski, samorządowiec, poseł na Sejm VII i VIII kadencji, przewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą oraz Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej

Tagi:
wywiad polityka społeczeństwo rozmowa

Bp Mering: szaleństwo ideologii LGBT staje się rodzajem terroru intelektualnego

2019-09-13 14:34

ks. an / Włocławek (KAI)

„Kiedy dowiedziałem się o decyzji Rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu o zawieszeniu Pana Profesora w obowiązkach nauczyciela akademickiego, poczułem się bardzo niedobrze: szaleństwo ideologii LGBT staje się rodzajem terroru intelektualnego, skierowanego przeciw wszystkim, którzy posługują się zdrowym rozsądkiem” – napisał w liście otwartym do prof. Aleksandra Nalaskowskiego biskup włocławski Wiesław Mering. Jest to reakcja na decyzję o zawieszeniu profesora w obowiązkach nauczyciela akademickiego za felieton krytykujący ideologię LGBT, zatytułowany „Wędrowni gwałciciele”, który ukazał się w jednym z tygodników.

Kolanin/ pl.wikipedia.org

Zwracając się wprost do Adresata, bp Mering stwierdza: „staje się Pan kolejnym symbolem Uczonego wiernego Prawdzie, czyli tej wartości, która (przynajmniej teoretycznie) powinna służyć Uniwersytetowi”. 10 września br. Rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zawiesił prof. dr. hab. Aleksandra Nalaskowskiego w obowiązkach nauczyciela akademickiego na trzy miesiące za felieton krytykujący ideologię LGBT zatytułowany „Wędrowni gwałciciele”, który ukazał się w jednym z tygodników.

Prof. Andrzej Nalaskowski jest profesorem zwyczajnym pedagogiki na UMK w Toruniu. Przez dwie kadencje był dziekanem Wydziału Nauk Pedagogicznych na tej uczelni. Jest twórcą toruńskiej Szkoły Laboratorium oraz autorem ponad 20 książek o edukacji. Wypromował 16 doktorów. Jest członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP Andrzeju Dudzie oraz Rady Programowej Narodowego Kongresu Nauki.

Oto pełna treść listu:

Włocławek, dnia 11 września 2019 r.

L.dz. 736/2019/Bp Szanowny Pan prof. dr hab. Aleksander NALASKOWSKI Wydział Nauk Pedagogicznych ul. Lwowska 1 87-100 TORUŃ

Wielce Szanowny Panie Profesorze!

Od lat czytam z największą uwagą i sympatią Pańskie teksty zamieszczane w tygodniku „Sieci”. Zgadzam się z nimi zupełnie i cieszę się wnikliwą oceną rzeczywistości, głęboko chrześcijańską, pozbawioną wszelkiego rodzaju koniunkturalizmu.

Dlatego, kiedy dowiedziałem się, o decyzji Rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu o zawieszeniu Pana Profesora w obowiązkach nauczyciela akademickiego, poczułem się bardzo niedobrze: szaleństwo ideologii LGBT staje się rodzajem terroru intelektualnego, skierowanego przeciw wszystkim, którzy posługują się zdrowym rozsądkiem. Nie jestem w stanie zrozumieć jak Uczelnia, ciesząca się do tej pory dobrą sławą, może autoryzować decyzję swojego Rektora?

Wobec powyższego faktu, chcę zapewnić Pana Profesora o moim prawdziwym podziwie. Staje się Pan kolejnym symbolem Uczonego wiernego Prawdzie, czyli tej wartości, która (przynajmniej teoretycznie) powinna służyć Uniwersytetowi. Jakże bolesny i smutny jest fakt, że political correctness potrafi stać się ważniejsza od normalności.

Proszę Pana Profesora, aby przyjął zapewnienie o moim najgłębszym szacunku.

+ Wiesław Alojzy Mering BISKUP WŁOCŁAWSKI

P.S. List niniejszy traktuję jako otwarty, dlatego jego kopię przesyłam do prof. dr. hab. Andrzeja Tretyna, rektora UMK, oraz Redakcji „Sieci”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykańskie zastrzeżenia do niemieckiej drogi synodalnej

2019-09-18 17:20

vaticannews / Berlin (KAI)

Kościół w Niemczech wchodzi na własną drogę synodalną. Budzi to niepokój w innych Kościołach lokalnych oraz w samym Watykanie, czego świadectwem był najpierw list Papieża do Niemców, a ostatnio list kard. Marca Ouelleta do niemieckiego episkopatu.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH

Jak podaje Tomasz Kycia, berliński korespondent Radia Watykańskiego, list do Niemców, w którym Franciszek apeluje o jedność niemieckich katolików z Kościołem powszechnym, to nie tylko inicjatywa Ojca Świętego, ale i trzech kardynałów, szefów watykańskich dykasterii. Według czasopisma „Herder Korrespondenz”, które powołuje się na trzy niezależne od siebie rzymskie źródła, o reakcję Papieża na kontrowersyjną „drogę synodalną” poprosili wspólnie kardynałowie Luis Ladaria SJ (prefekt Kongregacji Nauki Wiary), Marc Ouellet (prefekt Kongregacji ds. Biskupów) oraz Pietro Parolin (Sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej). Franciszek poprosił o radę także niemieckiego kardynała Waltera Kaspera.

„Herder Korrespondenz” podaje, że „do co najmniej jednego roboczego spotkania trzech kardynałów doszło w maju” tego roku. Spotkanie zainicjował kard. Ouellet, zaniepokojony relacjami nuncjusza apostolskiego w Niemczech i stanem przygotowań do tzw. „drogi synodalnej”, na której niemieccy biskupi wraz z Komitetem Centralnym Katolików Niemieckich chcą zająć się m.in. takimi kwestiami jak kapłaństwo kobiet, możliwość zniesienia celibatu i zmiana katolickiej etyki seksualnej.

„Herder Korrespondenz” twierdzi, że z grona uczestniczących w roboczym spotkaniu hierarchów wybrany został kard. Luis Ladaria SJ, Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, który przedstawił Papieżowi projekt odpowiedniego listu do biskupów niemieckich. Potwierdziło to również Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Franciszek skonsultował treść listu z kard. Walterem Kasperem i zaadresował go w końcu do wszystkich katolików w Niemczech.

W rozmowie z „Herder Korrespondenz” kard. Walter Kasper wyraził swoje zdziwienie, w jaki sposób przez niektórych niemieckich biskupów został przyjęty ów list papieski. „W Niemczech list przyjęto co prawda z dużym uznaniem, ale następnie odłożono go na bok i robiono dalej po swojemu. Ale bez odnowy w wierze wszystkie, nawet dobrze przemyślane reformy strukturalne pójdą na marne” - stwierdził kard. Kasper i dodał, że Franciszek w centrum uwagi postawił ewangelizację i w ten sposób kontynuuje linię pontyfikatów od Pawła VI.

„Oszukujemy się, twierdząc, że samymi tylko reformami strukturalnymi można rozbudzić na nowo radość wiary. Ostatecznie może to doprowadzić do nowego, jeszcze głębszego rozczarowania” - mówił kard. Kasper. Na początku września w liście do przewodniczącego niemieckiego episkopatu kard. Ouellet potwierdził zaniepokojenie Watykanu rozwojem sytuacji w Kościele w Niemczech i dołączył list Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych. W dokumencie stwierdzono, że plany biskupów niemieckich naruszają normy kanoniczne i faktycznie zmierzają do zmiany powszechnych norm i nauki Kościoła. Przewodniczący niemieckiego episkopatu kard. Marx odpisał kard. Ouelletowi, że niemiecka „droga synodalna to proces sui generis”, a jego postanowienia nie powinny być odczytywane w świetle prawa kanonicznego. „Mamy nadzieję”, napisał kard. Marx, „że wyniki kształtowania opinii publicznej w naszym kraju będą pomocne również całemu Kościołowi powszechnemu i innym episkopatom.”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Brazylia: katedra Indian współfinansowana przez Watykan

2019-09-19 17:29

ks. ak (KAI/vaticannews) / Rio de Janeiro

Budowa pierwszej "katedry" Indian Amazonii powstanie na ziemiach należących do szczepu Yanomami i będzie finansowana przez Watykan. Koszt jej budowy jest szacowany na ok. 800 tys. realów (ok. 770 tys. złotych). Połowa sumy na budowę już została przekazana przez Stolicę Apostolską.

ARCHIWUM PROF. ZDZISŁAWA J. RYNA
Indiańska aptek w Chivay, Peru

Twórcami świątyni pod wezwaniem Matki Bożej z Lourdes, która cieszy się nadzwyczajnym kultem wśród Indian, są architekci z Kurytyby: Teresa Cristina Cavaco Gomes i Tobias Bonk Machado. Katedra ma mieć formę "shabonos" - typowego wielorodzinnego domu z drewna i słomy. Konstrukcja w formie ośmioboku o średnicy 32 metrów ma ilustrować "równość i jedność indiańskiej rodziny z Jezusem w centrum", którego figura ma sięgać 25 metrów wysokości.

Projekt świątyni został przedstawiony na krajowym spotkaniu zespołu ds. architektury kościelnej, które odbywa się w dniach od 17 do 21 września w Castanhal w stanie Para.

Idea budowy "katedry" wyszyła od samych członków szczepu Yanomami, którzy zwrócili się do miejscowego ordynariusza Edsona Damiana. Uzasadnili swą prośbę tym, że pragnęliby posiadać własną świątynię, która będzie widzialnym znakiem obecności Boga w ich wspólnocie. Świątynia ma powstać do 2022 r.

Ziemie należące do szczepu Yanomami to największe obszarowo terytorium Indian w Brazylii (9,6 mln hektarów) i są położone są w północno-wschodnim regionie tego kraju. Świątynia powstanie u stóp szczytu Pico de Neblina (Mglisty Szczyt), który ma symboliczne i religijne znaczenie dla tamtejszych Indian.

„Staraliśmy się, aby projekt świątyni oddawał oblicze wspólnoty. Zależało nam również na zrównoważonym koszcie budowy i tym, by świątynia nie wymagała w przyszłości wysokich nakładów w utrzymaniu” – zauważa ks. Thiago Faccini z komisji duszpasterstwa liturgii brazylijskiego episkopatu.

Świątynia powstanie w pobliżu misji salezjańskiej, prowadzącej posługę wśród tubylców już ponad 50 lat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem