Reklama

PGNiG profesjonalizuje polską piłkę ręczną

2016-07-13 09:00

Piotr Frankowski
Niedziela Ogólnopolska 29/2016, str. 55

Paweł Stauffer Photography

– Naszym celem jest strategiczny rozwój polskiej piłki ręcznej – mówi Janusz Kowalski, wiceprezes PGNiG SA ds. korporacyjnych. – Angażujemy się w profesjonalizację polskiej piłki ręcznej, aby dać jej nową siłę i jakość – dodaje

Liga zawodowa zarządzana przez profesjonalną spółkę, atrakcyjny system rozgrywek i organizacja meczów na najwyższym poziomie – tak będzie wyglądała Superliga piłkarzy ręcznych od sezonu 2016/17. Za zmianami stoi wieloletni sponsor dyscypliny Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA.

Dołączyli do elit

PGNiG SA jest sponsorem strategicznym polskiej piłki ręcznej od 2010 r. Wspiera seniorskie i młodzieżowe reprezentacje Polski, jest także sponsorem tytularnym rozgrywek ligowych oraz Pucharu Polski. Od nowego sezonu zaangażowanie PGNiG w rozwój tej jednej z najbardziej popularnych dyscyplin w kraju będzie jeszcze większe. Wszystko za sprawą zarejestrowanej właśnie z inicjatywy sponsora spółki Superliga, która przejmie od Związku Piłki Ręcznej w Polsce zarządzanie ligowymi rozgrywkami.

– Piłka ręczna dołączy tym samym do elitarnego grona dyscyplin, w których funkcjonują ligi zawodowe: piłki nożnej, siatkówki i koszykówki. To rewolucyjna zmiana, na którą środowisko czekało przez ponad 10 lat. Postanowiliśmy wziąć na siebie ciężar tych przekształceń, gdyż uważamy się za świadomego i aktywnego sponsora. Naszym celem jest dalszy rozwój polskiej piłki ręcznej. Przez stworzenie ligi zawodowej chcemy dać jej nową siłę i jakość – tłumaczy Janusz Kowalski. – Co bardzo ważne, cały proces odbywa się z pełnym zaangażowaniem klubów, Związku Piłki Ręcznej w Polsce oraz przy wsparciu ministra skarbu Dawida Jackiewicza i ministra sportu i turystyki Witolda Bańki. Dzięki temu proces profesjonalizacji piłki ręcznej jest realizowany sprawnie – dodaje.

Reklama

By dołączyć do nowej PGNiG Superligi, trzeba uzyskać licencję. Przy jej przyznawaniu brane będą pod uwagę kryteria finansowe, prawne i sportowe. Istotne będzie również przedstawienie przez kluby władzom ligi planu spłaty dotychczasowych zobowiązań, z którego realizacji będą potem konsekwentnie rozliczane.

– Raz do roku przeprowadzimy audyt, który wykaże, czy kluby wywiązują się ze swoich obowiązków. W ten sposób będziemy mieć pewność, że stać je na występy w lidze, oraz unikniemy sytuacji, gdy drużyny w trakcie sezonu były wycofywane z rozgrywek z powodu kłopotów finansowych. Jesteśmy świadomi, że dla niektórych klubów ta procedura może być wyzwaniem, dlatego wspieramy je w przygotowaniu dokumentacji – wyjaśnia Łukasz Gontarek, prezes zarządu Superligi sp. z o.o.

W superlidze

Do końca czerwca br. kluby miały czas na zgłoszenie się do rozgrywek oraz na dostarczenie pierwszej transzy dokumentów licencyjnych, dlatego ostateczna liczba drużyn, które będą rywalizować w przyszłym sezonie, jest jeszcze sprawą otwartą. Występami w nowej PGNiG Superlidze zainteresowane są jednak wszystkie ekstraklasowe zespoły. Co ciekawe, kluby, które teraz znajdą się w lidze, przez trzy sezony na pewno z niej nie spadną. – Część klubów potrzebuje czasu, by uporządkować kwestie organizacyjne i zaadaptować się do nowoczesnych metod zarządzania, które będą wymagane w zawodowej PGNiG Superlidze. Widmo spadku często prowadziło kluby do podejmowania złych decyzji finansowych, których konsekwencje ciągnęły się potem bardzo długo. Chcemy więc zapewnić te trzy lata spokoju, by zbudować produkt, przygotować odpowiedni poziom sportowego widowiska i wzajemnie mobilizować się do rozwoju. Nikomu jednak w tym czasie nie odbieramy możliwości awansu do tego grona – mówi Łukasz Gontarek.

Wzorem innych lig zawodowych scentralizowana zostanie część praw marketingowych, dzięki czemu spółka zarządzająca rozgrywkami będzie mogła w imieniu klubów poszukiwać sponsorów dla całej ligi. Rewolucyjne zmiany zajdą także w systemie rozgrywek. Zlikwidowane zostaną remisy, a liga zostanie podzielona na dwie grupy – najlepsze ekipy z każdej z nich rywalizować będą w fazie finałowej zbliżonej do systemu play-off.

Nowa jakość obowiązywać będzie również podczas organizacji meczów. Mają to być widowiska na najwyższym poziomie sportowym i organizacyjnym, które przyciągną kibiców do hal i widzów przed telewizory. Spółce zależy, by liga – a co za tym idzie: kluby – była dla nowego nadawcy profesjonalnym i bardzo dobrze przygotowanym partnerem.

– Te i inne zmiany wprowadzamy po to, by uczynić z PGNiG Superligi jeszcze bardziej atrakcyjny produkt. Cieszymy się, że polska piłka ręczna może pochwalić się taką drużyną, jak Vive Tauron Kielce, które niedawno wygrało Ligę Mistrzów. Liga zawodowa ma sprawić, że do tego poziomu będą równać także pozostałe zespoły – zaznacza Łukasz Gontarek.

– Dotychczasowe wsparcie udzielane przez PGNiG pozwoliło na szybki rozwój piłki ręcznej w Polsce. Powołanie ligi zawodowej to kolejny krok w dobrym kierunku. Dzięki profesjonalizacji podniesie się poziom rozgrywek, co pozwoli na osiągnięcie kolejnych sukcesów przez nasze kluby i reprezentacje. Nowa PGNiG Superliga przyczyni się również do dalszej popularyzacji piłki ręcznej oraz aktywności ruchowej i zdrowego trybu życia – podkreśla Janusz Kowalski.

Start PGNiG Superligi w nowym wydaniu zaplanowano na 16 września 2016 r.

Tagi:
sport piłka ręczna

Piłkarze Vive dziękowali na Mszy św. za zwycięstwo w Lidze Mistrzów

2016-06-01 10:18

dziar / Kielce / KAI

Vive Tauron Kielce, najlepsza drużyna Europy w piłkę ręczną razem z trenerami, władzami klubu i kibicami dziękowała w kieleckiej katedrze za historyczny sukces – pierwsze zwycięstwo polskiej drużyny w Lidze Mistrzów. Po Eucharystii zawodnicy przejechali na kielecki rynek, gdzie przez kilka godzin trwała feta na cześć drużyny.

Tomasz Fąfara/Copyright © KS Vive Tauron Kielce

Na Mszy św. drużyna stawiła się w komplecie, z trenerem Tałantem Dujszebajewem i prezesem Berusem Servaasem. Najpierw został odczytany list od bp. Mariana Florczyka, delegata Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa sportowców który napisał m.in., że piłkarze tym meczem i swoją postawą „nauczyli nas, że trzeba ufać i wierzyć do końca”.

„Każdemu z Was chcę z wielkim szacunkiem wypowiedzieć słowo dziękuję. Dziękuję za zwycięstwo! W tym Waszym zwycięstwie zawarte są łzy dzieci i starszych, nadzieja i rezygnacja, wiara w sukces i przedwczesne pogodzenie się z porażką, smutek i radość, modlitwa i westchnienia do Boga o pomoc. Dziękuję Wam za przykład woli walki dany młodemu pokoleniu i każdemu człowiekowi. Jeszcze raz okazało się prawdziwe powiedzenie: dopóki walczysz jesteś zwycięzcą” – podkreślił bp Florczyk.

Koncelebrowanej Eucharystii przewodniczył diecezjalny duszpasterz sportowców ks. Krzysztof Banasik. W homilii nawiązał do solidarności wśród zawodników, łączących ich więzi przyjaźni i relacji podobnych do wspólnoty rodziny.

„Węgrzy nie docenili inteligencji, mądrości, klasy przeciwnika. To zwycięstwo należało się wam nie tylko dlatego, że jesteście wspaniałymi sportowcami, ale i wspaniałymi ludźmi” – mówił. - Jak to się stało, Sławek, czy jakiś magnes postawiłeś na bramce?” - pytał bramkarza kieleckiej drużyny Sławomira Szmala. Przypomniał, jak wiele osób w krytycznych momentach chwyciło za różaniec, czy pobiegło do kościoła.

- Żyjemy tym zwycięstwem w Kielcach i w całej Polsce. Otrzymałem wiele maili i smsów od księży: „ale wam, kielczanom, zazdrościmy” – piszą – mówił duszpasterz sportowców.

Swoje „Bóg zapłać” wypowiedział także w kieleckiej bazylice prezes Bertus Servaas. Mówił, że czuje się „szczęśliwym ojcem tej rodziny”, przypomniał podobną, choć nie tak dramatyczną sytuację podczas meczu z Zaporożem, gdy wynik wydawał się beznadziejny. „Mówię do żony: idziemy do kościoła pomodlić się. Gdy wyszliśmy, ludzie gratulowali nam zwycięstwa” – opowiadał.

Po Mszy św. piłkarze otoczeni eskortą kibiców przejechali zatłoczonymi ulicami na kielecki rynek, gdzie tysiące mieszkańców już czekało na zwycięzców. Wielka feta z okazji wywalczenia przez piłkarzy ręcznych Vive Tauron mistrzostwa Polski, Pucharu Polski i zwycięstwa w Lidze Mistrzów, rozpoczęła się od gier i zabaw, w tym dla najmłodszych fanów. Na telebimach przypominano fragmenty najciekawszych meczów. Na scenie zaprezentowały się grupy młodzieżowe trenujące w klubie i drugi zespół, który awansował do 1 ligi. Wreszcie na scenie pojawiła się drużyna Vive Tauronu i wspólnie z kibicami rozpoczęła świętowanie tegorocznego sukcesu.

Feta była również okazją do pożegnania zawodników, którzy odchodzą z klubu - Marina Sego, Ivana Cupicia, Denisa Bunticia i Grzegorz Tkaczyka, który kończy karierę.

Zawodnicy Vive Tauron Kielce wygrali 29 maja Ligę Mistrzów. W finale turnieju w Kolonii mistrzowie Polski po dogrywce i rzutach karnych pokonali węgierski MVM Veszprem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Sprawa” tragicznie zmarłego ks. Palimąki

2012-11-23 13:21

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 48/2012, str. 4-5

Ks. Stanisław Palimąka - pierwszy proboszcz Klimontowa, twórca tamtejszej parafii i budowniczy kościoła, należy do grona tych kapłanów, którzy ponieśli śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Tragiczne zdarzenie miało miejsce stosunkowo niedawno - w 1985 r., sprawę badały poważne gremia, m.in. tzw. Komisja Rokity i delegatura krakowska IPN. Postępowanie badawcze nie wniosło zbyt wiele. Faktem jest natomiast, że ks. Palimąka, przejechany ze skutkiem śmiertelnym przez własny samochód, staczający się po pochyłości do garażu, był kaznodzieją i katechetą, który nigdy się komunistom nie kłaniał, a jego kazania i wystąpienia publiczne zaowocowały specjalną teczką w aktach SB

Archiwum
Ks. Stanisław Palimąka

Był 27 lutego 1985 r. Rankiem, tuż po śniadaniu proboszcz ks. Stanisław Palimąka wsiadł w swojego niebieskiego Fiata 125, aby odwieźć katechetę (alumna Stanisława Olesińskiego) do pracy. Prowadząca mu gospodarstwo siostra - Otylia Kaczmarek, nie mogąc doczekać się powrotu brata, wyszła ok. 12.30 przed dom. Ksiądz leżał przy drzwiach garażowych, na których zatrzymał się samochód. Był martwy.

Tragiczne zdarzenie

Jak pisze ks. Daniel Wojciechowski w „Księża niezłomni. Diecezja kielecka” („Print”, Włoszczowa-Kurzelów 2011) „Według oficjalnej wersji auto staczając się do garażu z podjazdu o długości 12 m i o nachyleniu 12 stopni, najechało na ks. Palimąkę, powodując jego śmierć. Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Krakowie musiał się bardzo spieszyć z ustaleniem przyczyny zgonu kapłana, skoro już 30 marca 1985 r. umorzył dochodzenie, nie stwierdzając przestępstwa. Sekcja zwłok wykazała złamanie podstawy czaszki, stłuczenie mózgu, krwiak podpajęczynkowy, rany tłuczone twarzy po stronie prawej i złamanie prawego uda”.

Z Kroniki parafii Klimontów: „Ciało księdza spoczywało wbite w nowe, masywne drzwi garażowe Został przygnieciony przez półtoratonowego fiata. Zszokowana tym widokiem [siostra - przyp. red] najprawdopodobniej wykonała telefony na milicję, do Kurii w Kielcach i do brata Mieczysława do Kielc. Na miejscu tragedii szybko zjawił się tłum ludzi. Plac przed plebanią zapełnili nie tylko zrozpaczeni parafianie, ale także milicja, pogotowie, brat księdza i biskup kielecki. Śledztwo przejęła komenda krakowska. Oględziny wykonywali eksperci z Krakowa i Warszawy”. Sekcja została przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Krakowie.

Pogrzeb ks. Stanisława Palimąki odbył się 2 marca 1985 r. w Klimontowie. Liturgii pogrzebowej przewodniczył bp Stanisław Szymecki, który wygłosił homilię, kończąc ją słowami św. Pawła Apostoła: „Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się. Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości” (1Kor 16, 13-14). Uczestniczyło około 290 kapłanów i tłumy wiernych nie tylko z parafii, ale i z okolicznych miejscowości.

Co na to śledztwo i Komisja?

Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do badania działań MSW, którą kierował poseł Jan Maria Rokita (zwana Komisją Rokity), dopatrzyła się wielu wątpliwości w orzeczeniach Urzędu ds. Wyznań. W raporcie napisano m.in.: „Postępowanie zostało ukierunkowane na niestwierdzenie przestępstwa już w momencie dokonywania pierwszych czynności procesowych. Dopuszczono do utraty (na skutek niezabezpieczenia) wielu istotnych dowodów (m.in. nie dokonano badań, czy na monecie blokującej dźwignię hamulca ręcznego znajdują się odciski palców). Nie przesłuchano wszystkich świadków, wykonane przez biegłych ekspertyzy są obarczone uchybieniami, nie odpowiadają na podstawowe pytania. Wreszcie nie przeprowadzono eksperymentu, który miałby określić wielkość siły uderzenia staczającego się samochodu na przeszkodę umieszczoną bezpośrednio pod drzwiami garażu”. Jaki z tego wniosek?

Ks. Daniel Wojciechowski badający tę sprawę uważa, że przyczyna „wypadku” mogła być złożona: patriotyczne, niewygodne dla aparatu władzy homilie ks. Palimąki i wiedza, jaką nabył podczas budowy kościoła i tzw. załatwiania materiałów budowlanych. Działało to, zdaniem księdza, jak katalizator. - To, że Proboszcz Klimontowa wiedział zbyt wiele, potwierdził słuchacz Radia Maryja, który zadzwonił do mnie, gdy byłem gościem „Rozmów niedokończonych”. Dzwonił z Krakowa, ze szpitala, nie chciał jednak podać danych personalnych - opowiada ks. Wojciechowski. Jako krewny zmarłego był na miejscu wypadku i dotąd ma przed oczami tamten tragiczny widok.

Na wniosek Komisji Rokity w 1991 r. sporządzono dodatkowo raport o działalności „grupy D” (do specjalnych działań dezintegracyjnych w walce z Kościołem), utajniony jednak przez MSW… Z kolei prokurator Aleksander Herzog z Prokuratury Generalnej uznał, że śledztwo było prowadzone nieprawidłowo. W „Gazecie Wyborczej” (nr 237/11 października 1990) ukazał się tekst pt. „MSW się spieszyło”, w którym tenże prokurator opiniuje: „Zbyt wcześnie, często przed wpłynięciem opinii biegłych, umarzano sprawy, nie brano pod uwagę wszystkich możliwych wersji popełnienia przestępstwa”. Obok ks. Palimąki wymienia sprawy: Piotra Bartoszcze, Grzegorza Przemyka, ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Stanisława Zycha.

Z Kroniki parafii Klimontów: „W 2008 r. na polecenie IPN krakowska policja ds. kryminalnych przez dwa dni podejmowała czynności dotyczące miejsca i przebiegu tragicznej śmierci ks. Palimąki w Klimontowie. Istotnych zmian w tej sprawie do dzisiaj nie stwierdzono. Od czasu do czasu ukazują się jakieś artykuły w prasie małopolskiej dotyczące tej śmierci, które powielają uprzednie wersje i opinie, a jest ich tyle, ilu ludzi, a każdy uważa siebie za eksperta. Wydaje się, że tajemnicę okoliczności śmieci zabrał ks. Stanisław ze sobą. Być może, że nadejdzie taki czas, kiedy poznamy prawdę o tej śmierci”. Tak więc sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona.

Zanim został księdzem

Kim był tragicznie zmarły ks. Palimąka i w jaki sposób sprawował kapłańską posługę? Czy styl jego pracy mógł spowodować zabójstwo, jeśli wykluczy się tezę wypadku? Choć „sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona”, warto przyjrzeć się nie tylko okolicznościom „sprawy”, ale również tak tragicznie przerwanemu życiu ks. Stanisława Palimąki.

Urodził się 1 grudnia 1933 r. w Rębiechowie, należącym do parafii Węgleszyn, w rolniczej rodzinie. Gdyby żył, wkrótce świętowałby 79. urodziny. Rodzice - Piotr i Marianna z Dąbrowskich byli autentycznymi świadkami żywej wiary i w tym duchu wychowywali dzieci. Zawsze, pomimo odległości od kościoła, musiała być coniedzielna Msza św., a rano i wieczorem wspólny pacierz. Niewielu pozostało świadków tamtych lat; w Rębiechowie wciąż mieszka siostra śp. ks. Palimąki, w Kielcach żyje brat. - Pamiętamy o nim w wypominkach, w rocznicę tragicznej śmierci jest zawsze zamawiana Msza św. - mówi proboszcz z Węgleszyna, ks. Andrzej Żuber.

Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym w Jędrzejowie (1954 r.) Stanisław Palimąka zdecydował się wstąpić na drogę kapłaństwa, rozpoczynając naukę i formację w WSD w Kielcach. Czas był szczególny - aresztowanie i proces bp. Czesława Kaczmarka musiały zapisać się w pamięci kleryka i odcisnąć ślad na kształcie późniejszej kapłańskiej posługi. Równie mocno utrwaliły się rozmowy w grupie szkolnych kolegów i nauczyciela historii z liceum w Jędrzejowie, gdzie potajemnie poznawano prawdę o Katyniu i innych zdarzeniach, o których milczała wówczas historia. Kleryk Palimąka zainteresowania historią Polski wyniósł także z domu rodzinnego. To był jeden aspekt jego dojrzewania, doroślenia. Poza tym koledzy kursowi z Seminarium zapamiętali go jako radosnego, pełnego optymizmu człowieka. Święcenia kapłańskie ks. Palimąka otrzymał z rąk bp. Czesława Kaczmarka 11 czerwca 1960 r. - Zawsze cechował go niesamowity humor. Był pełen energii, prędki - mówił, co myślał. Tę energię przekładał na duszpasterstwo - wspomina ks. Wojciechowski.

Odważne kazania w parafiach diecezji

Najpierw był wikariat w Łopusznie - trzy lata w rozległej terytorialnie parafii, z katechizacją dzieci w punktach dojazdowych, z głoszeniem odważnych kazań, co skutkowało nachodzeniem księdza przez ludzi w mundurach lub w cywilu i zadawaniem pytań, głównie o stosunek do PRL i jej władz. Potem był (krótko) Słaboszów k. Miechowa.

W Archiwum Diecezjalnym w Kielcach zachował się list do bp. Jana Jaroszewicza, dotyczący tamtego okresu, napisany przez 48-letniego rolnika ze Słaboszowa, który pisze m.in.: „Bardzo a bardzo pragnę podziękować za tak dobrego kaznodzieję, jakim jest ks. Palimąka, wikary parafii Słaboszów (…). Słyszę często, co ludzie mówią o jego kazaniach i co na nich działa i na mnie samego (…). Ksiądz wikary chce naprawdę dużo pracować i dużo może zrobić” (Akta personalne XP -56). W liście była także mowa o obowiązkowości księdza w doprowadzaniu dzieci na religię, szczególnie tych, które unikały katechezy.

W grudniu 1963 r. ks. Palimąka zainstalował się w Pierzchnicy. W związku z wygłoszonym przezeń kazaniem (z 11 kwietnia 1966 r.) Wojewódzki Urząd ds. Wyznań skierował do Kurii w Kielcach pismo o wszczęciu postępowania w sprawie działalności ks. Palimąki „szkodliwej dla państwa ludowego”. Wytoczony zarzut dotyczył „publicznego piętnowania historyków polskich za rzekome zniekształcanie prawdy historycznej narodu i Ojczyzny”. Ks. Palimąka nie zaprzeczał; ponadto nie chciał dopuścić świeckich władz oświatowych do wizytacji katechezy w punktach katechetycznych. SB przyglądała się coraz uważniej młodemu wikariuszowi...

W 1966 r. ks. Palimąka został mianowany wikariuszem w Białogonie k. Kielc. Po trzech latach przeniesiono go do Kazimierzy Wielkiej. Od 1972 r. jest już w Proszowicach, gdzie daje się poznać jako aktywny, zaradny i przedsiębiorczy kapłan.

Na probostwie w Klimontowie

Bp Jan Jaroszewicz w porozumieniu z ks. kan. Janem Kurczabem - proboszczem w Proszowicach zlecił ks. Stanisławowi Palimące organizację parafii i budowę kościoła w Klimontowie. - Do tego dzieła przystąpił z wiarą i entuzjazmem, mając nadzieję, że z pomocą Bożą i ludzi wykona zadanie - uważa ks. Daniel Wojciechowski. Zakupiono plac pod budowę, a 3 lipca 1977 r. została odprawiona pierwsza Msza św. na placu budowy kościoła. Sama budowa świątyni ruszyła wiosną 1978 r., a jesienią bp Jaroszewicz dokonał wmurowania kamienia węgielnego. Tempo pracy było szybkie, ksiądz dwoił się i troił, nie żałował zdrowia, które zaczynało szwankować, tym bardziej że budowa w tamtych czasach to było wyzwanie wymykające się normom, połączone z karkołomnymi zabiegami i tzw. „załatwieniami” wszystkiego, od pozwoleń po materiały.

Proboszcz był lubiany przez swoich parafian w Klimontowie i cieszył się ich szacunkiem. „Przyjaźnie nastawiony do każdego człowieka, wzbudzał zaufanie i łatwo nawiązywał kontakty. Był lubiany przez młodzież i dzieci. Te cechy jego charakteru pomagały mu przy budowie kościoła oraz tworzenia wspólnoty parafialnej. Parafianie podziwiali jego zaangażowanie w budowę i chętnie mu pomagali. Trud budowy kościoła i plebanii bez wytchnienia i wypoczynku przypłacił zawałem serca” - pisze w swej książce ks. Daniel Wojciechowski. Proboszcz dbał też o Kościół duchowy. Katechizacja, przepowiadanie Ewangelii - pozostawały na dobrym, ambitnym, zaangażowanym poziomie.

Od 1978 r. ks. Palimąka został samodzielnym duszpasterzem w Klimontowie. Równolegle z budową kościoła stawiano plebanię. Parafię pw. NMP Królowej Polski erygował bp Stanisław Szymecki 4 stycznia 1983 r. W tym samym roku bp Mieczysław Jaworski poświęcił cmentarz grzebalny. Od maja 1984 r. Proboszcz mieszkał już u siebie, na plebanii.

Życie parafialne potoczyło się wartkim, stabilnym nurtem, umacniały się więzi wspólnoty, parafia powoli krzepła. Proces w miarę spokojnego budowania wspólnoty przerwała nagła, tragiczna śmierć Księdza Proboszcza, 27 lutego 1985.

Ks. Palimąka został pochowany na cmentarzu, ale wkrótce ciało jego złożono w nowym grobie obok kościoła. Napis na nagrobku brzmi: „Oto miejsce mego odpoczynku na wieki” (Ps 131, 14). Bp Jan Gurda w 1990 r. poświęcił w kościele tablicę upamiętniającą postać tragicznie zmarłego kapłana. W czerwcu 2004 r. uporządkowano grób ks. Stanisława Palimąki wykonując nowe podesty granitowe i odkrywając mogiłę z zarośli. Teraz widnieje obok nowo wybudowanej kaplicy przedpogrzebowej. - Pamiętamy o kolejnych rocznicach śmierci, zamawiane są Msze św. 8 maja w dniu jego imienin czy we Wszystkich Świętych. Pozostaje nam obowiązek pamięci o nim - wyjaśnia proboszcz Klimontowa ks. Jan Kukowski. Postać tragicznie zmarłego Proboszcza przypominano m.in. w numerach pisma parafialnego „Klimontowska wspólnota”.

Dziękuję ks. Janowi Kukowskiemu za pomoc w zebraniu materiału do artykułu i udostępnienie zdjęcia.

W następnym numerze sylwetka Jadwigi Stano, wdowy konsekrowanej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wędrowiec do nieba

2019-10-21 05:06

Ewa i Tomasz Kamińscy

Ewa Kamińska
Relikwiarz wykonał Wojciech Koryciński

Św. Stanisław Kostka żył krótko, niecałe 18 lat. Jednak w swoim życiu musiał wytrwale przejść wielkie odległości i pokonać rozmaite trudności. Aby zostać przyjętym do zakonu jezuitów przeszedł w sumie ok. 1500 km – od Wiednia do Augsburga i Dylingi, a potem do Rzymu, gdzie wstąpił do nowicjatu. Jego życie było też wytrwałym pokonywaniem drogi duchowej, czyli dążeniem do osiągnięcia świętości.

Św. Stanisław Kostka nigdy nie był w Lublinie, ale odniesienia do jego postaci znajdziemy w naszym mieście bez trudu. W Kaplicy Krzyża Trybunalskiego archikatedry lubelskiej, która pierwotnie była kościołem jezuitów, są freski przedstawiające najważniejsze momenty z życia świętego. Jest on także patronem Metropolitalnego Seminarium Duchownego, a jego imię nosi XXI Liceum Ogólnokształcące przy ul. ul. Ks. Michała Słowikowskiego.

W 2019 roku św. Stanisław Kostka przebywał jednak w Lublinie, choć jak na wędrowca przystało, dość krótko. Stało się to za sprawą ojców jezuitów, którzy otrzymali relikwie świętego (odłamek żebra) z klasztoru w Starej Wsi. O. Rafał Sztejka SJ z kościoła akademickiego KUL wpadł na pomysł, by zostały one umieszczone w specjalnym relikwiarzu, przypominającym laskę pielgrzyma.

Wykonania relikwiarza podjął się lubelski artysta snycerz Wojciech Koryciński, który już wcześniej, wraz z Krzysztofem Kijewskim, wykonał relikwiarz Krzyża Świętego dla lubelskich dominikanów. Całość była omawiana razem z o. Rafałem i Janem Kamińskim z Instytutu Architektury Krajobrazu KUL. Okucia i tabliczkę z napisem wykonał Jan Maciąg, grawer z Lublina. Relikwiarz „przeszedł” szlak tegorocznej Lubelskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę niesiony przez pątników z grupy nr 9 - akademickiej.

W kościele akademickim KUL została odprawiona Msza św., podczas której wystawione zostały relikwie św. Stanisława Kostki w nowym relikwiarzu. Eucharystii przewodniczył o. Wiesław Faron SJ, przełożony kolegium jezuitów w Starej Wsi. W homilii przypomniał życie św. Stanisława Kostki, który, jak zauważył, w całym świecie rozsławił naszą ojczyznę, a dla młodych stał się wzorem niesłychanego hartu ducha. – To, co uderza w życiu i cechach św. Stanisława Kostki, to chęć wykonywania woli Pana Boga i nieustanne jej rozpoznawanie – powiedział. Dodał, że może nas uczyć cierpliwości i wytrwałości. Nie zniechęcał się przeciwnościami, stopniowo odkrywał drogę do ich pokonywania. Akceptował wszystko, co zdarzało mu się w życiu i szedł w nieznane z odwagą i nadzieją. – Niech więc nam przypomina, że nasze życie jest podróżą – zauważył o. Wiesław. – I kiedy wyruszamy w drogę, potrzebujemy laski, by się wesprzeć. […] Chcemy być święci, tak jak on. Niech więc wspiera nas w dobrych pragnieniach i dążeniu do Domu Ojca.

Kilka dni później relikwiarz przekazany został do powstającej parafii pw. św. Stanisława Kostki w Wasilkowie, niedaleko Białegostoku, którą prowadzą jezuici. Obecny był tam już 21 września 2019 r. podczas uroczystego erygowania parafii przez metropolitę białostockiego abp Tadeusza Wojdę SAC. Jej proboszczem został o. Paweł Bucki SJ, dotychczasowy duszpasterz akademicki KUL.

Warto dzielić się tym co się posiada. Chociaż relikwie św. Stanisława Kostki zostały przekazane do Wasilkowa, to lubelscy jezuici już otrzymali kolejne, również ze Starej Wsi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem