Reklama

Św. Józef Rzemieślnik w Ojcowie

2016-07-14 08:55

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 29/2016, str. 4-5

T.D.
Zakopiańsko-ojcowskie klimaty wnętrza Kaplicy na Wodzie

Kto z nas nie był w uroczym Ojcowie, choćby ze szkolną wycieczką? Zbudowany nad wartkim nurtem Prądnika, utrzymany w tzw. szwajcarsko-ojcowskim stylu kościół zwany Kaplicą na Wodzie ma za patrona św. Józefa Rzemieślnika

Czy fakt zbudowania oryginalnej budowli przez okolicznych rzemieślników mógł mieć wpływ na taki wybór patrona? Ku tej opinii przychyla się ks. Stanisław Langner, proboszcz młodej, bo istniejącej dopiero od 2008 r. parafii Ojców-Grodzisko. Wyjaśnia, że dość długo Kaplica na Wodzie nie posiadała osobnego tytułu, choć była konsekrowana już 11 czerwca 1902 r. W aktach Archiwum Diecezjalnego w Kielcach można znaleźć informację, że za patronkę uważano Matkę Bożą Wspomożycielkę Wiernych, choć nie ma żadnych wzmianek o szczególnych przejawach kultu i czci.

Faktem jest wyjątkowość obiektu sakralnego zaadaptowanego z dawnych uzdrowiskowych łazienek. Ojców pod koniec XIX wieku stawał się coraz bardziej znanym uzdrowiskiem, w związku z czym nasilała się potrzeba organizacji duszpasterstwa dla kuracjuszy, a przede wszystkim budowy kościoła czy choćby kaplicy.

Dzieło rzemieślników i ojcowskich stolarzy

Wobec oporu rosyjskich władz (mamy czasy zaborów) oraz carskiego dekretu zakazującego budowy nowych świątyń katolickich, zdecydowano na przystosowanie do celów liturgicznych łazienek zdrojowych, co zasadniczo wpłynęło na architekturę obiektu, znajdujących się bezpośrednio nad nurtem Prądnika. Budowa kościoła nie łamała zakazów i nakazów – nie wzniesiono go na gruncie stałym, tylko na betonowych filarach nad Prądnikiem. Przebudowy dokonali miejscowi stolarze pod kierunkiem Ignacego Chmielowskiego, którzy na patrona kaplicy zaproponowali swego patrona cechowego – św. Józefa Rzemieślnika.

Reklama

Jednak Rzemieślnik

Ks. Marian Cygankiewicz, pierwszy rektor Kaplicy na Wodzie (1967-1968) w liście do bp. Jana Jaroszewicza pisze, że Kaplica nie ma dotąd tytułu i prosi o św. Józefa Rzemieślnika z odpustem na 1 maja. Rektor wyjaśnia, że wybór odpowiada tutejszej ludności, która „zajmuje się chałupnictwem i wyrobem pamiątek z drewna”. Biskup przychylił się do prośby Księdza Rektora i skierował stosowne pismo do Watykanu. Ostatecznie przyznano tytuł św. Józefa Robotnika, co być może wynikało z uwarunkowań politycznych – w czasach PRL i wiodącej roli klasy robotniczej „Robotnik” był bardziej stosowym tytułem niż „Rzemieślnik”. – Św. Józef był jednak zdecydowanie Rzemieślnikiem, miał własny warsztat – podkreśla ks. Langner.

W 2008 r. z chwilą erygowania parafii bp Kazimierz Ryczan stosownym dekretem mianował św. Józefa Rzemieślnika patronem parafii Ojców-Grodzisko.

W obrazie i figurze

Patron parafii i Kaplicy na Wodzie jest wyobrażony w ołtarzu bocznym ufundowanym w 1905 r. Ołtarz zachowuje charakterystyczny szwajcarsko-ojcowski czy może raczej inspirowany zakopiańszczyzną styl. Obraz w ołtarzu przedstawia św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus. Na antepedium, podobnie jak w przypadku pozostałych ołtarzy, namalowano roślinność typową dla okolicznych lasów i łąk.

1 maja 2015 r., w uroczystość odpustową została poświęcona rzeźba patrona św. Józefa, wykonana przez znanego rzeźbiarza ludowego Antoniego Toborowicza. Rzeźba jest noszona podczas uroczystości parafialnych np. na Boże Ciało czy podczas procesji rezurekcyjnej. W tym celu wykonano specjalny podest.

Z okazji 150. rocznicy wybudowania Kaplicy na Wodzie przygotowywana jest monografia, ujmująca historię, strukturę społeczną parafii itd., ale i wątek patrona Kaplicy (i parafii). Jak informuje ks. Langner, publikacja powinna być gotowa na sierpień 2016 r.

Architektura zupełnie wyjątkowa

Kościół na Wodzie został wzniesiony w 1901 r. Jego budowę zlecił ówczesny dyrektor zakładu hydropatycznego – dr Stanisław Niedzielski. Jak pisał ks. Walenty Załuski, kaplica jest „piękna swoją prostotą i swojskością..., swojską w każdym calu z motywów miejscowych. Nie ma w niej nic, czego nie można było odszukać w domostwach miejscowych”.

Ks. Walenty Załuski w l. 1901-1903 opisywał Kaplicę w pierwszych latach jej istnienia. Ołtarz główny w formie szczytu chłopskiej chaty zbudowany został z drewna dębowego. Prace rzeźbiarskie we wnętrzu prowadził uczeń szkoły zakopiańskiej – p. Czepiel, sam ołtarz wykonał artysta miejscowy o nazwisku Wimmer. Szczyt ołtarza zwieńczono krzyżem, z promienistym słońcem i figurami świętych, związanych w większości z ojcowską i podkrakowską okolicą.

W centrum głównego ołtarza umieszczono obraz Matki Bożej Wspomożenia, namalowany przez Stefanię Cichocką z Warszawy, absolwentkę paryskiej uczelni artystycznej i kuracjuszkę uzdrowiska w Ojcowie. Wokół obrazu – rzeźbiona roślinność typowa dla okolicy – dziewięćsiły bezłodygowe, lilie. Antepedium ołtarza głównego, opatrzone datą 1902, namalowane zostało przez p. Rusocką, żonę ówczesnego administratora Ojcowa. Przedstawiono na nim okoliczną florę, m.in. bluszcz, jodłę, paprocie, zawilce, dziewięćsiły. Sam ołtarz zachował się niemal w niezmienionym kształcie, choć nie ma figurek świętych i aniołków (zostały skradzione w 1999 r.).

W 1905 r. ufundowano dwa ołtarze boczne: lewy z obrazem Piusa V i prawy – z obrazem patrona św. Józefa Rzemieślnika. Barwny ołtarz soborowy i pulpit zostały namalowane w 1983 r. przez Urszulę Mosur-Nowak, absolwentkę krakowskiej ASP. Całość niezwykłej atmosfery wnętrza dopełniają okna w formie witraży. Jest jeszcze oryginalny drewniany żyrandol, droga krzyżowa, figury świętych i obrazy, nowy drewniany krzyż. Gipsowa figura św. Antoniego została w 2016 r. zastąpiona drewnianą. Przy wejściu do Kaplicy zwraca uwagę jeszcze jeden ciekawy lokalny element – kropielnica z hubiaka pospolitego, grzyba pasożyta występującego w ojcowskich lasach.

Przez długie lata opiekunami Kaplicy na Wodzie byli bracia albertyni, prowadzący Dom Pomocy Społecznej dla (obecnie) ok. 80 mężczyzn. Funkcję kapelana w DPS pełni proboszcz parafii Ojców-Grodzisko.

Oryginalne zasoby parafialne

Na liczącą zaledwie 120 osób parafię Ojców-Grodzisko składają się Kaplica na Wodzie, Grodzisko – z kościołem Wniebowzięcia NMP i pustelnią bł. Salomei oraz tamtejsze ciekawe obiekty architektoniczne, w tym pozostałości średniowiecza.

Z kolei w połowie drogi między Ojcowem a Pieskową Skałą znajduje się Grodzisko. Zachowały się średniowieczne wały obronne z fosą, fragmenty murów zamku, Pustelnia bł. Salomei Piastówny, kościół z Ogrójcem.

Początki Grodziska sięgają czasów księcia śląskiego Henryka Brodatego. Z myślą o zjednoczeniu Królestwa wzniósł on w połowie XIII wieku gród warowny na jurajskiej skale, ale zniszczył go Konrad Mazowiecki w czasie walk o tron krakowski. W 1257 r. przeniosły się tu z Zawichostu siostry klaryski, chroniąc się przed najazdami tatarskimi i litewskimi. Klasztor stał się świadkiem świętości klaryski i księżny – bł. Salomei Piastówny – siostry Leszka Białego i wdowy po Kolomanie, królu halickim. Tu żyła i umarła w opinii świętości. Klaryski przeniosły się do Krakowa kilkadziesiąt lat po jej śmierci, a Grodzisko na trzy stulecia opustoszało.

W 1642 r. z fundacji sióstr powstała nowa kaplica Najświętszej Maryi Panny. W 1672 r. Salomea ogłoszona została błogosławioną. W drugiej poł. XVII wieku powstał okazały kompleks architektoniczny. Jego twórcą był spowiednik klarysek, profesor i rektor Akademii Krakowskiej ks. Sebastian Piskorski. W obrębie Pustelni bł. Salomei znajduje się: kościół Wniebowzięcia NMP z Ogrójcem, Kolumna bł. Salomei, trzy sztuczne groty kaplice: Jaskinia św. Marii Magdaleny, Pusty grób Marii i Jaskinia św. Jana Chrzciciela – wszystkie usytuowane w jednym budynku. Można zobaczyć także zrekonstruowany budynek Pustelni bł. Salomei. Na otaczającym kompleks murze – rzeźby krakowskiego artysty Kazimierza Kaliskiego, uwieczniające trzy średniowieczne małżeństwa: Bolesława Wstydliwego i św. Kingi, Kolomana i Salomei, Henryka Brodatego i Jadwigi Śląskiej.

Tagi:
parafia św. Józef

Reklama

Toporów uczcił św. Franciszka z Asyżu

2019-10-05 20:38

Marian Banasik

Św. Franciszek z Asyżu był zakochany w krzyżu Chrystusa. To nie tylko patron ekologii i sprawy pokoju na świecie, ale to nade wszystko człowiek krzyża Chrystusowego – mówił w homilii ks. Mariusz Frukacz, redaktor i dziennikarz tygodnika katolickiego „Niedziela”, który wieczorem 4 października br. przewodniczył Mszy św. ku czci św. Franciszka z Asyżu w parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w Toporowie. Uroczystości połączone były z trwającym jubileuszem 30 lat parafii w „Dolinie św. Franciszka”.

Archiwum parafii

– Musimy każdego dnia podążać za Chrystusem na wzór św. Franciszka z Asyżu. Do to zobowiązuje nas jubileusz naszej parafii. Każdego dnia budujemy i odbudowujemy duchowo naszą wspólnotę – mówił na początku Mszy św. ks. Marian Morga, administrator parafii w Toporowie, który również przekazał nowy sztandar z wizerunkiem św. Franciszka Parafialnemu Oddziałowi Akcji Katolickiej.

– Słowa św. Pawła apostoła „nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa”, to bardzo trudne zadanie dla każdego chrześcijanina, bo najpierw trzeba tajemnicę krzyża zaakceptować we własnym życiu – mówił w homilii ks. Frukacz.

Archiwum parafii

– Jest nam bardzo trudno zaakceptować jakąkolwiek formę cierpienia i bólu. Tak wielu z nas idzie za Chrystusem w tajemnicy Betlejem, ale o wiele mniej ludzi chce podążać za Chrystusem z krzyżem, w tajemnicy Golgoty – mówił redaktor „Niedzieli” i przypomniał słowa Tomasza a Kempis z „O naśladowaniu Chrystusa”: „Wielu idzie za Jezusem aż do chwili Ła¬mania Chleba, ale niewielu pozostaje przy Nim do chwili, kiedy trzeba wypić Kielich Męki”

– Jednak kiedy jesteśmy pełni bólu, to nie wołamy to pustki, do nicości, ale do Boga. Kiedy cierpimy idziemy po nadzieję pod krzyż. Każdego dnia również musimy krzyżować siebie, nasze namiętności, nieczyste myśli, to wszystko, co jest grzechem, pychą w naszym życiu. Tymczasem świat nie chce krzyża i mówi: „Nie przejmuj się, żyj tak jakby Boga nie było, idź do przodu, rozpychaj się łokciami” – kontynuował ks. Frukacz.

Redaktor „Niedzieli” wskazał na postać św. Franciszka z Asyżu, który był zjednoczony z Chrystusem ukrzyżowanym. – Chrystus przemówił do św. Franciszka z krzyża. To z wysokości krzyża zawołał do Biedaczyny z Asyżu: „Odbuduj mój Kościół!”. Św. Franciszek uczy nas, abyśmy przylgnęli do krzyża – podkreślił kapłan i zaapelował do wiernych: „Bądźcie ludźmi krzyża Chrystusowego, słuchajcie słowa krzyża. Weźcie krzyż do rąk, a poczujecie w sobie ważne pytania o sens życia, sens cierpienia. Św. Franciszek z Asyżu prowadzi nas pod krzyż”.

– Krzyż przemawia do człowieka. W hałasie świata nie usłyszymy słowa krzyża. Ludzie pokorni potrafią tę tajemnicę przyjąć i zrozumieć. Ludzie, którzy kombinują, aby być trochę dla Boga i trochę dla świata nie zrozumieją krzyża – kontynuował ks. Frukacz i pytał: –Dlaczego ludzie głębokiej wiary i najbardziej pobożni doświadczają krzyża? – Bóg daje takim ludziom krzyż, bo wie, że oni go nie zniweczą, nie zmarnują. Czasem bliźni to inne imię krzyża, jak mówił mój ojciec duchowny w seminarium ks. prał. Grzegorz Ślęzak – zaznaczył ksiądz redaktor.

– W dzisiejszym świecie mogą krzyż zdjąć ze ściany, usunąć z naszych ulic, ale nie wyrwą go z naszego życia, serca i sumienia – podkreślił ks. Frukacz.

Ks. Frukacz wskazał również na św. Jana Pawła II, jako na człowieka krzyża Chrystusowego – Kard. Karol Wojtyła bardzo często pielgrzymował do miejsc związanych z tajemnicą krzyża. Pielgrzymował do Kalwarii Zebrzydowskiej. Z racji rocznicy swoich święceń kapłańskich modlił się w Alwernii, w miejscu gdzie św. Franciszek z Asyżu otrzymał stygmaty. Modlił się także w San Giovanni Rotondo przy grobie świętego stygmatyka o. Pio. To były miejsca bardzo ważne dla niego – kontynuował ks. Frukacz i dodał: „Potem jako papież wołał do nas: „Brońcie krzyża!”. A w ostatni Wielki Piątek swojego życia przytulił krzyż. Tak oto jego życie zatoczyło koło od kaplicy stygmatów św. Franciszka, od grobu św. O. Pio, po przytulenie krzyża w Wielki Piątek, w kaplicy papieskiej”.

Parafię w Toporowie erygował 4 kwietnia 1988 r. bp Stanisław Nowak. Rolę świątyni pełniła tu początkowo murowana kaplica p.w. Przemienienia Pańskiego postawiona po 1870 r. na miejscu drewnianego kościoła z murowaną zakrystią, który spłonął w 1830 r. W 1987 r. przystąpiono do wznoszenia nowego obiektu sakralno-katechetycznego. Kościół został uroczyście poświęcony 16 kwietnia 1990 r. przez bp. Nowaka. Na terenie parafii w oddzielonym od Toporowa przez rzekę Wartę Kamionie jest niewielka kapliczka wystawiona z budulca istniejącego tu w XVI i XVIII w. drewnianego kościoła (który został rozebrany przed r. 1765) pełniącego funkcję filii macierzystej parafii.

Warto podkreślić, że w XVI i XVII wieku na terenie obecnej parafii działała Konfraternia Ubóstwa Chrystusowego, którą w 1638 r. zatwierdził papież Urban VIII. Konfraternię założył pochodzący z Kamiona ks. Adam Maląg wówczas proboszcz kościoła św. Floriana na Kleparzu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conv, który uratował 150 sierot

2019-10-12 19:32

Dr Małgorzata Brykczyńska

W piątek rano 11 pażdziernika 2019, w Enfield, CT (USA) zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conf, autor książki Skradzione Dziecinstwo i Pamiętnik Sybiraka i Tułacza. Odznaczony najwyższymi orderami Polski, (ostatnio z okazji 100 rocznicy urodzin Prezydent RP przyznał mu order Orła Białego), Harcmistrz, i wielki franciszkanin, który przed miesiącem obchodził 100 urodziny w Chicopee, MA. Na uroczystość zjechali się ludzie z całego świata, włącznie z sierotami z Tengeru których uratował, ich rodzinami i inni “Afrykańczycy”.

Marie Romanagno

Ks Łucjan był seniorem franciszkanów (najstarszy żyjący franciszkanin) i ostatni który jeszcze odbył nowicjat u Św Maksymiliana Kolbe. Ojciec Łucjan zmarł w powszechnej opinii świętości. Wielki człowiek, polak, kapłan.

Łucjan Królikowski urodził się 7 września 1919 r. Do zakonu franciszkanów wstąpił w Niepokalanowie. W 1939 r. udał się na studia do Lwowa, ale już rok później został aresztowany przez NKWD i wywieziony na Syberię. Wolność przyniósł mu układ Sikorski-Majski z 1941 r., który gwarantował „amnestię” dla Polaków. Ojciec Łucjan z trudem przedostał się do Buzułuku, gdzie stacjonował sztab Armii Andersa. Wraz z nią przemierzył Kazachstan, Uzbekistan i Kirgizję. Później ukończył szkołę podchorążych i dotarł do Persji i Iraku.

Nadal jednak chciał być zakonnikiem, nie żołnierzem. Wiosną 1943 r. dotarł do Bejrutu, gdzie rozpoczął studia teologiczne. Ukończył je i otrzymał święcenia kapłańskie. W czerwcu 1947 r. wypłynął do Afryki Równikowej, gdzie podjął pracę wśród polskich dzieci w Tengerze (przebywały tam dzieci z matkami oraz sieroty, które NKWD wywiozło na Sybir – te, które ocalały, zostały uratowane przez Armię Andersa). Po okropieństwach Syberii małym tułaczom osiedle położone niedaleko równika wydawało się rajem.

Szczęście nie trwało jednak długo. Kiedy w 1949 r. Międzynarodowa Organizacja Uchodźców postanowiła zlikwidować polskie obozy w Afryce, a dzieci odesłać do komunistycznej Polski, o. Łucjan zdecydował, by wraz z nimi wyemigrować do Kanady. Na początku czerwca 1949 r. prawie 150 polskich sierot wyruszyło z Afryki.

W Kanadzie o. Łucjan był prawnym opiekunem dzieci, zajmował się także ich edukacją i wychowaniem. Tymczasem w Polsce komuniści wpadli w szał. Do próby odzyskania sierot chciano wykorzystać nawet ONZ. Na próżno – dzieci o. Łucjana były już wolne.

Można zadać sobie pytanie: Skąd ta chęć bezinteresownej pomocy? Sam o. Łucjan udzielał najlepszej odpowiedzi: „Życie człowieka jest grą, sztuką, realizacją Boskiego utworu, który nosi tytuł: miłość. Ona jest tak wpleciona w życie, że stanowi pobudkę ludzkich myśli, słów, czynów i działań. Miłość, która nie skrzywdzi biednego, bezbronnego jak dziecko, nie zerwie kwiatka, by go za chwilę podeptać, ani nie zgładzi psa czy kota”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bóg afrykańskich dzieci

2019-10-17 12:57

Agata Pieszko

W Kamerunie mieszka ok. 150 Polaków, a wśród nich pallotynka, s. Hanna Gnatowska, która opowiada o realiach misji i o tym, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci.

Archiwum prywatne s. Hanny

Agata Pieszko: – Siostro, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci?

S. Hanna Gnatowska: – Widzę, że Bóg jest dla nich kimś wielkim, mają do niego wiele szacunku, one Go czują. Chciałabym im przedstawić Boga Ojca, bo im często brakuje własnych, ziemskich ojców, którzy niestety odchodzą szybko z powodu różnych chorób.

– Czy Siostra musi tłumaczyć, kim jest Bóg?

– Ja tego nie tłumaczę, ja po prostu jestem z tymi dziećmi. Kiedy przyjeżdżam do szkoły, widzę je wszystkie w mundurkach szkolnych, głodne, zmęczone i zaspane, ale podnoszą flagę, odśpiewują hymn i dzielnie idą na zajęcia. Kiedy ok. godz. 9 mają przerwę, wówczas wjeżdżam z wielką afrykańską muzyką, a one rzucają nawet ukochaną piłkę, podbiegają i krzyczą: „Ma soeur, la musique!”, co po francusku znaczy: „Siostro, muzyka! Prosimy o muzykę!”. Wtedy razem śpiewamy i tańczymy. Może to pyszne, ale myślę, że one odnajdują w tym Boga.

– Pierwsza myśl, kiedy postawiła Siostra stopę na afrykańskiej ziemi?

– Łzy szczęścia. Nie było słów. Kiedy samolot lądował, widziałam czerwoną ziemię, bananowce, tę egzotykę. Bóg jest wielki. To on ofiarował mi misję w dżungli. O Nim trzeba mówić.

– Czemu akurat Afryka?

– Od zawsze była moim marzeniem. Mama śpiewała mi o niej piosenki, kiedy byłam dziewczynką. Pytanie, które zadałam siostrom pallotynkom jako pierwsze, było takie: czy wyjeżdżają na misje do Afryki. Kiedy polskie misje w Rwandzie zostały otwarte, zgłosiłam się. W przeddzień wieczystej profesji otrzymałam informację, że jestem dopuszczona. Już niczego więcej nie musiałam w życiu szukać. Zresztą już w siódmej klasie mówiłam, że chcę być siostrą i chcę mieć pod moim oknem pomarańcze.

– Co jest największym problemem kameruńskiej codzienności?

– Nie wiem, czy największym, ale jednym z wielu jest tradycja czarowników, tzw. marabu, bardzo mocno zakorzeniona w afrykańskiej kulturze. Ludzie mogą być religijni, chodzić do kościoła, ale kiedy z niego wychodzą, często powracają do dawnych wierzeń. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których choroba mylona jest np. z opętaniem. Wtedy rodzina, szukając pomocy, często zamiast do ośrodka zdrowia udaje się do czarownika. Samo oskarżenie o opętanie bywa niebezpieczne, ponieważ zdarza się, że wtedy osoby chore są wykluczane ze swojej społeczności i zaczynają być zdane wyłącznie na siebie. W całej miłości tych ludzi jest jeszcze, niestety, wiele dawnych wierzeń, dlatego misjonarze mają czasem utrudnione pole działania.

– Kobieta dżungli?

– Nie dałabym sobie takiego przywileju, ponieważ jestem tam za krótko, ale w sercu jestem człowiekiem Afryki, a dżunglą jestem zachwycona. Od młodości pociągało mnie wszystko to, co było poza codziennością. Miałam takie młodzieńcze zrywy. Kochałam jazdę konną, sportowe wyczyny i oryginalne zabawy, dlatego wiadomość o tym, że tak wcześnie poszłam do zgromadzenia była dla bliskich zaskoczeniem. Już w liceum byłam zdecydowana.

– Czy misjonarz miewa wolne?

– W trakcie urlopu również szukamy pomocy. Kiedy przybywamy do Ojczyzny, nadal gromadzimy kontakty, pracujemy, żeby przygotować kolejne lata posługi.

– Jakie są cele na misjach w Afryce?

– W szkole św. Pawła w Nkoum z roku na rok przybywa dzieci. Karmię je dwa razy w tygodniu. Gotujemy wtedy ogromne kotły ryżu, dodając do każdego kilka puszek sardynek i sos pomidorowy. Do tego orzeszki ziemne, które są odżywcze, ale bardzo drogie, mimo że są lokalnym produktem. Pragnę ofiarować dzieciakom trzeci posiłek. Kocham je, dlatego chciałabym im pomóc, jednocześnie nie wyrywając ich z rzeczywistości, którą znają. Konieczne są także odpowiednie filmy i kreskówki ewangelizacyjne, mówiące o Bogu w zrozumiały dla nich sposób. Czekam aż powstanie sala z rzutnikiem, w której będzie można przeprowadzać katechezy. Mamy już głośnik i maszynę do produkowania prądu. Potrzebne są także filtry oczyszczające wodę ze studni. Higiena jest tu na bardzo niskim poziomie. Dzieci są bardziej zakochane w Bogu niż we własnym staraniu się o zdrowie, dlatego trzeba ich tego nauczyć.

– Dlaczego warto pomóc?

– Te dzieci są zdane na pomoc z zewnątrz. Rodziców często nie ma, dziadkowie nie mają pojęcia o szkole, a ona jest dla nich wytchnieniem od tej trudnej rzeczywistości, od tej sklejonej chałupy, w której są głód, choroby i cierpienie. Dzięki zebranym funduszom staramy się podnieść ich stopę życia. Człowiek afrykański jest piękny. On przyjmuje, on daje, dzieli się tym, co ma, także swoją nieporadnością.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem