Reklama

Recepta na długie życie

2016-12-21 09:59

Adam Łazar
Edycja zamojsko-lubaczowska 52/2016, str. 6-7

Archiwum Urzędu Miasta w Lubaczowie
Burtmistrz Krzysztof Szpyt wręczył Jadzwidze Żdan kwiaty

Ze stuletnią mieszkanką Lubaczowa Jadwigą Żdan rozmawia Adam Łazar

ADAM ŁAZAR: – Obchodziła Pani w listopadzie 100. rocznicę urodzin. Jak przeżyła Pani ten jubileusz?

JADWIGA ŻDAN: – Było bardzo uroczyście. O moim jubileuszu pamiętali najbliżsi – rodzina i przyjaciele, kapłani i władze miejskie. 11 listopada o godz. 13 w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej odprawiona została dziękczynna Eucharystia, którą sprawował wicedziekan i proboszcz ks. Roman Karpowicz. Dziekan lubaczowski ks. Andrzej Stopyra mimo choroby przybył, by złożyć mi gratulacje i życzenia. Od nich otrzymałam miły sercu prezent – obraz Matki Bożej Łaskawej, przed którym śluby składał król Jan Kazimierz w czasie szwedzkiego potopu w katedrze lwowskiej w 1656 r. Wizerunek ten koronował dziś już święty Jan Paweł II w Częstochowie w 1983 r. Pod obrazem piękna dedykacja: „Na pamiątkę dziękczynnej Eucharystii, w 100. rocznicę urodzin Pani Jadwigi Żdan z darem modlitwy i kapłańskiego błogosławieństwa oraz życzeniami zdrowia i wielu łask od Boga na dalsze lata życia” i podpisy obu proboszczów. W lokalu „Pod Orłami” było przyjęcie na ponad 30 osób. Siedziałam w dużym brązowym fotelu otoczona koszami kwiatów, wśród nich z 100 czerwonymi różami od wnuków i ich rodzin oraz 100 róż różowych od rodziny z Lublina. Pani Ziętkowa przygotowała prezentację z moich zdjęć, gdy byłam małą dziewczynką, grałam w tenisa, chodziłam do Seminarium Nauczycielskiego i z innych jeszcze zdjęć rodzinnych, a wszystko to na podkładzie muzycznym, granym walcu „Nad modrym Dunajem”. Kwiaty trafiły do obu kościołów. 14 listopada jubileusz przygotował mi w Ratuszu burmistrz Krzysztof Szpyt wraz z kierowniczkami ZUS, Urzędu Stanu Cywilnego. To chyba pierwszy taki jubileusz w tym urzędzie. Zazwyczaj burmistrz udawał się do domu jubilatów, ja przyszłam sama do Ratusza. Byli na tej uroczystości znajomi i przyjaciele. Był tort jubileuszowy, lampka szampana, kwiaty i dyplomy gratulacyjne oraz inne upominki.

– Skoro jesteśmy w takim jubileuszowym nastroju, powspominajmy o świętach Bożego Narodzenia z lat przedwojennych.

– Nastrój i emocje udzielały się już w Adwencie. Chodziliśmy rano na pierwszą Mszę św. roratnią, na godz. 6 z latarkami – takimi, z jakimi chodziło się w gospodarstwie do stajni czy stodoły. W kościele też nie było światła elektrycznego, a był oświetlany świecami. Taki półmrok stwarzał nastrój. W domu robiło się ze słomy i bibułek kolorowych łańcuszek na choinkę. Przebierało się jabłka, by te ładne i małe przeznaczyć na ozdobę choinki. Na niej też zawieszano włoskie orzechy, cukierki, aniołki, grzybki i inne ozdoby z kolorowych papierów oraz kolorowe, cienkie, kręcone świeczki. Dekorowały choinkę dzieci, gdyż mama zajmowała się gotowaniem i pieczeniem. Wigilię rozpoczynało się modlitwą, łamaniem opłatka i składaniem życzeń. Tylko u Polaków był opłatek, a u Rusinów nie. Była podawana kutia, potrwa z pszenicy, maku, miodu. Gospodarz, jak składał życzenia, łyżkę tej kutii rzucał do sufitu domu i patrzono, ile ziaren przykleiło się. Wierzono, że jeżeli dużo, to będzie urodzaj w nadchodzącym roku. Podawano też do stołu barszcz w garnuszkach, pierogi z ziemniakami i z kapustą, gołąbki. Nie we wszystkich domach była ryba. Sprzedawali ją studenci, by zarobić sobie na studia. Z pieczonych rzeczy była strucla, drożdżowa bułka, zawijaniec z makiem, piernik, ciasteczka pieczone na blasze wycinane foremkami w kształcie gwiazdeczek, serduszek, nie było ciast przekładanych masą. Do popicia był kompot z suszonych owoców. Rodzice pod choinkę wkładali prezent dzieciom, przeważnie szalik lub rękawiczki, czapeczkę. Oprócz Polaków w naszym mieście Drohobyczu mieszkali Rusini. Oni święta Bożego Narodzenia obchodzą dwa tygodnie później. W rodzinach mieszanych były zatem drugie święta. Narodowości te żyły w zgodzie, dopiero przed wybuchem wojny zaczęło się kotłować, szerzyć nienawiść. Po wieczerzy kolędowało się aż do Pasterki, która była o północy. Od Wigilii do Trzech Króli dzieci, dobierając się w dwójki, trójki, chodziły pod okna domów kolędować. Otrzymywały ciasteczka, czasem pieniądze. 10 groszy tu już była duża suma. Dwa razy w okresie świąt wystawialiśmy jasełka w sali widowiskowej „Sokoła”. Przed Dzieciątkiem Jezus tańczyły cztery pary w strojach ludowych krakowiaka. Ja byłam w jednej z tych par, tańczyłam z chłopcem, który później, jak się okazało, był ważną figurą polityczną. Dochód z jasełek przeznaczany był na ochronkę, którą prowadziły siostry zakonne dla sierot.

– Jak to się stało, że z Drohobycza znalazła się Pani w Lubaczowie? Proszę coś powiedzieć o swojej rodzinie.

– Rodzice Seredyńscy mieszkali w Drohobyczu. Jak wybuchła I wojna światowa, tatuś służył w wojsku austriackim, był sierżantem. Gdy urodził się im syn, nadali mu na imię Ferdynand. Tak nazywał się arcyksiążę, następca na tronie austro-węgierskim, który został zabity w 1914 r. w Sarajewie. Gdy tatuś był na wojnie, mamusia w ciąży ze mną wyjechała do rodziców ojca do Birczy. Tam ja się urodziłam 14 listopada 1916 r. Do szkoły powszechnej noszącej imię św. Królowej Jadwigi chodziłam w Drohobyczu. Potem do Seminarium Nauczycielskiego w Jaworowie. Ukończyłam je w 1935 r. Jak umarł Józef Piłsudski wieczorem, to rano pisaliśmy w seminarium egzaminacyjne zadanie z języka polskiego. Nie było pracy. Wybuchła II wojna światowa. Kazano nam młodym uciekać na Wschód. Uciekaliśmy. Z drugiej strony weszli Ruscy, zajęli tamte tereny, musieliśmy wracać z powrotem. Znalazłam się pod Leskiem, gdzie Rosjanie kazali mnie uczyć w szkole po rusku. Byłam krótko nauczycielką. W 1940 r. wyszłam za mąż za Włodzimierza Żdana. Ślub wzięliśmy w Krakowcu, gdzie mąż był lekarzem weterynarii. Tam urodziłam córkę Anię i syna Andrzeja. Gdy grasowały bandy UPA, musieliśmy uciekać za San. Znaleźliśmy się w Rożwienicy. We wrześniu 1944 r. przyjechaliśmy do Lubaczowa. Lekarz weterynarii Ukrainiec wyjechał na Ukrainę, brakowało lekarza w Lubaczowie. Został nim mój mąż, który pochodził z pobliskiego Cieszanowa. Podczas tak zwanej repatriacji rodzice i brat wyjechali do Opola. Jaki był to dla nich powrót do ojczyzny, gdy dom rodzinny pozostał w ukraińskiej republice. Myśmy też wyrobili sobie kartę repatrianta, by zamieszkać w jeszcze niewykończonym domu, który budował sędzia ukraiński. Gdy Niemcy się wycofali, wyjechał z nimi. Mieszkaliśmy w kuchni i pokoju, pozostałą część zajęło wojsko. Nie poszłam do pracy w szkolnictwie. Zajęłam się wychowaniem dzieci. Ponadto mieliśmy krowę, świnie, kury, pole, sadziliśmy ziemniaki, a nawet uprawiali konopie. Potem, gdy mąż zachorował na cukrzycę, musiałam specjalnie gotować dla niego. Pracy nie brakowało. Po śmierci męża w 1972 r. otrzymałam rentę i z niej żyję. Mieszkam z córką, która była nauczycielką i dyrektorką w Szkole Podstawowej nr 2, a teraz jest na emeryturze.

– Ma Pani jakąś pasję?

– Bardzo lubię czytać. Słabo słyszę. Nie oglądam telewizora, a w wolnych chwilach czytam. Mam okulary, ale czytam i bez nich. Bardzo lubię dawnych autorów. Obojętnie czy polskich, czy zagranicznych. Chodzi o treść. Nie czytam tych współczesnych tłumaczeń amerykańskich. Mąż też czytał książki o wojnach, ale wybierał te, w których Polacy wygrywali, odnosili zwycięstwa.

– Ma Pani swoją receptę na długie życie?

– Wszystko jest w rękach Opatrzności Bożej. Osobiście radziłabym dużo pracować fizycznie. I modlić się. Ta benedyktyńska reguła z VI wieku: „Módl się i pracuj” jest ciągle aktualna i warto się do niej stosować. Każdy dzień rozpoczynam Mszą św. Jak mogłam, chodziłam sama. Teraz muszę się kogoś trzymać. Wstaję po godz. 5. Ubieramy się z córką i idziemy do parafialnego kościoła, tego nowego pw. św. Karola Boromeusza, patrona św. Jana Pawła II, na Mszę na godz. 7. Jak nie było tego kościoła, to chodziłam do tego głównego w pobliżu Rynku, pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika. To taka potrzeba duchowa, zaczynać dzień z Panem Bogiem. Trzeba być życzliwym ludziom, pomagać im. Świadczone dobro powraca do nas, a wtedy żyje się łatwiej.

Tagi:
wywiad

Zadbajmy o swoją płodność

2019-11-26 12:50

Rozmawia Magdalena Wojtak
Edycja warszawska 48/2019, str. 6

Z Anną Koźlik, nauczycielką Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny oraz założycielką strony www.plodna.pl, rozmawia Magdalena Wojtak

Archiwum prywatne
Anna Koźlik

MAGDALENA WOJTAK: – Dlaczego ważna jest wiedza na temat płodności?

ANNA KOŹLIK: – Tak jak staramy się zdobywać wiedzę na temat tego, jaki wpływ na nasze zdrowie ma odżywianie i aktywność fizyczna, podobnie każde małżeństwo czy narzeczeni przygotowujący się do tego sakramentu prędzej czy później muszą zmierzyć się z zagadnieniami dotyczącymi swojej płodności dla ich prawdziwego szczęścia. Ważne jest, aby zdobywana wiedza była przekazywana w sposób profesjonalny, rzetelny i motywujący. Metody rozpoznawania płodności pełnią ważną rolę w profilaktyce zdrowia kobiety.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Beatyfikacja arcybiskupa Sheena przesunięta na czas nieokreślony

2019-12-04 08:20

abpsheen.pl/www.catholicnewsagency.com/

Wprowadzona dopiero w listopadzie br. do kalendarza wydarzeń kościelnych beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena, zapowiedziana na 21 grudnia, nie odbędzie się w tym terminie. Oznajmił o tym 3 grudnia „z wielkim ubolewaniem” bp Daniel Jenky CSC – pasterz amerykańskiej diecezji Peorii, której ordynariuszem był przez wiele lat sługa Boży i gdzie miał zostać ogłoszony błogosławionym. Na razie nie podano nowego terminu przyszłego obrzędu.

Youtube.com

Poniżej podajemy pełne tłumaczenie komunikatu przekazanego w tej sprawie przez diecezję Peoria.

Beatyfikacja arcybiskupa Sheena miała się odbyć 21 grudnia.

Biskup Daniel Jenky C.S.C., ordynariusz diecezji Peoria, z głębokim żalem zawiadamia, że został poinformowany przez Stolicę Apostolską o przełożeniu beatyfikacji Fultona Sheena.

18 listopada 2019 r. diecezja Peoria otrzymała formalne powiadomienie o tym, że papież Franciszek zaaprobował beatyfikację Fultona Sheena, która miała się odbyć 21 grudnia tego roku. Jednakże 2 grudnia Stolica Apostolska zadecydowała o przełożeniu daty beatyfikacji na wniosek kilku członków Konferencji Biskupów, którzy poprosili o dalsze zbadanie [sprawy]. W naszej obecnej sytuacji istotne jest, aby wierni wiedzieli, że nigdy nie został sformułowany, ani w przeszłości, ani obecnie, żaden zarzut przeciwko Sheenowi dotyczący ewentualnego molestowania nieletnich.

Diecezja Peoria zauważa, że życie Fultona Sheena zostało dokładnie i pieczołowicie zbadane. Na każdym etapie zostało dowiedzione, że stanowił on przykładny wzór chrześcijańskiego życia; był wzorem przewodnictwa w Kościele. Nigdy jego życie w cnocie nie zostało zakwestionowane.

Arcybiskup Sheen znany był ze swojego osobistego przywiązania do codziennego nabożeństwa Godziny Świętej w obecności Najświętszego Sakramentu. Czerpiąc siłę ze swego osobistego życia modlitewnego, Fulton Sheen konsekwentnie demonstrował olbrzymią odwagę w stawianiu czoła wyzwaniom naszego społeczeństwa. Był bardzo znany ze swej śmiałości w głoszeniu Ewangelii w radiu i telewizji, w obliczu naszej zsekularyzowanej kultury. Ten sam duch odwagi i śmiałości towarzyszył mu jako biskupowi w głoszeniu prawdy, w obronie wiary i Kościoła.

Ponieważ kilku członków Konferencji Biskupw poprosiło o opóźnienie [beatyfikacji], diecezja Peoria jest pewna, że cnotliwe życie arcybiskupa Sheena zostanie raz jeszcze udowodnione. Biskup Jenky nie ma wątpliwości, że każde dodatkowe badanie jeszcze dobitniej dowiedzie tego, iż Fulton Sheen jest godzien beatyfikacji i kanonizacji. Diecezja Peoria nie wątpi w to, że Fulton Sheen, który za życia doprowadził tak wiele dusz do Jezusa Chrystusa, zostanie uznany za wzór świętości i cnoty.

Ten rozwój sytuacji jest szczególnie niefortunny z uwagi na fakt, że wciąż spływają informacje o wielu cudach, jakie dokonały się za wstawiennictwem Sheena. Kilka cudów zostało zgłoszonych już po ogłoszeniu daty beatyfikacji dwa tygodnie temu. Jest to bez wątpienia dodatkowy dowód dla osób szczerze wierzących w proces [beatyfikacyjny], że cuda te zostaną w przyszłości przypisane wstawiennictwu czcigodnego Sługi Bożego Fultona Sheena.

Biskup Jenky jest głęboko zasmucony tą decyzją. W szczególności martwi się tym, że wiadomość ta przygnębi wielu wiernych, którzy mają nabożeństwo do Sheena. Ordynariusz Peorii jest głęboko przekonany o wielkiej świętości czcigodnego Sługi Bożego Fultona i żywi pewność, że arcybiskup Sheen zostanie beatyfikowany. Biskup Jenky jest zdeterminowany kontynuować proces beatyfikacyjny, lecz nie została podana żadna nowa data beatyfikacji.

Diecezja Peoria powstrzyma się na razie od dalszych komentarzy na ten temat.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Duka: to Jan Paweł II położył kres fałszywej tolerancji

2019-12-05 18:22

Krzysztof Bronk /vaticannews / Praga (KAI)

Jedną z przyczyn skandali seksualnych w Kościele jest osłabienie prawa kanonicznego, które w przeszłości funkcjonowało bardziej precyzyjnie i bezwzględnie – uważa kard. Dominik Duka, prymas Czech. Podkreśla on, że w przeszłości biskup nie miał trudności z rozwiązywaniem takich problemów. Kiedy na przykład okazywało się, że ktoś jest homoseksualistą – mówi kard. Duka - to natychmiast trzeba go było wydalić. Potem jednak w czasach rewolucji seksualnej i soboru wszystko to stało się bardziej dyskusyjne. Twierdzono, że nie można karać człowieka za to, na co nie ma wpływu. Było większe otwarcie, pozostawała tylko spowiedź i nikt sobie z tym nie radził – wspomina 77-letni kard. Duka. Podkreśla on, że przełom wprowadził dopiero Jan Paweł II, który w pewnym momencie jasno powiedział „dość”, położył kres tej fałszywej tolerancji i wskazał na potrzebę współpracy z policją i sądownictwem.

Vatican News / ANSA
kard. Dominik Duka, prymas Czech

Skandale seksualne to jeden z tematów obszernej rozmowy pomiędzy kard. Duką i czołowym czeskim reżyserem filmowym Jiřím Strachem, opublikowanej w miesięczniu Xantypa. Arcybiskup Pragi przypomina, że jeśli chodzi o wykorzystywanie nieletnich, to w czeskim Kościele wciąż są to przypadki marginalne. Od 1990 r. tylko w dziesięciu sprawach zapadły wyroki. Jiří Strach pyta się również o uwidaczniające się coraz bardziej rozbicie czeskiego Kościoła. Kluczową rolę odgrywa tu postać praskiego kapłana Tomáša Halíka, który publicznie krytykuje kard. Dukę i skupia wokół własnej osoby jego przeciwników. „Gdyby ktoś na planie filmowym przez cały czas mówił mi, że wszystko, co robię jest złe i nieustannie rzucał mi kłody pod nogi, to moim świętym prawem reżysera byłoby go wyrzucić. Czy arcybiskup Pragi nie może tego zrobić?” – pyta czeski reżyser. „Nie mogę sobie na to pozwolić i nawet nie chcę – odpowiada kard. Duka. Jeśli łączy cię z kimś kawał wspólnego życia, dużo z nim przeżyjesz, współpracujesz, to potem nie jest tak łatwo powiedzieć: zejdź mi z oczu!”.

Zdaniem arcybiskupa Pragi dzielenie Kościoła na dwa obozy świadczy o nieumiejętności prowadzenia dialogu, o brakach w postawie demokratycznej. Problemem dzisiejszego społeczeństwa jest straszna nienawiść. Jeśli ktoś mi nie pasuje, to wszystko będę robił przeciwko niemu. Jeśli nie wybraliście mojego kandydata, to nie będę z wami współpracował. Pod tym względem, zauważa kard. Duka, doszło do strasznego upolitycznienia życia społecznego, kulturalnego i religijnego.

Arcybiskup Pragi odniósł się również do stawianego mu często zarzutu, że za bardzo przyjaźni się czeskimi prezydentami. Przyznał, że z Milošem Zemanem zna się od dawna, wie dużo o jego życiu osobistym i problemach. „Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie utrzymujemy przyjacielskich relacji, choć niekiedy się nie zgadzamy” – powiedział Prymas Czech. Z Václavem Klausem odbył wiele dyskusji, również na tematy religijne. „Wzajemnie się szanujemy i w wielu sprawach się rozumiemy” – potwierdza kard. Duka. Sięgając natomiast do przyjaźni z Václavem Havlem, przypomina, że zawiązała się ona w komunistycznym więzieniu. Przywołuje też swe ostatnie spotkanie z byłym prezydentem, kiedy to w słowach na pożegnanie, Havel, który przez całe życie deklarował się jako agnostyk, przyznał się jednak do wiary w Boga. „Jaroslavie – mówił Vaclav Havel, zwracając się do kard. Duki, jego cywilnym, więziennym, a nie zakonnym imieniem – przecież to wiemy, On istnieje!”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem