Reklama

Niedziela Kielecka

Umiłowany naśladowca Jezusa zakochany w Niepokalanej

Krótka, ale bardzo ciekawa jest historia parafii w Rykoszynie. Pragnienie posiadania własnego kościoła wśród jego mieszkańców pod koniec ubiegłego wieku była ogromne. W trudnych czasach komunistycznych, kiedy to znowu nasilała się walka z Kościołem, uzyskano zgodę na budowę kaplicy. Radość, entuzjazm i zapał był olbrzymi. Dość powiedzieć, że dużą kaplicę mieszczącą kilkaset osób mieszkańcy wybudowali w ciągu miesiąca. Być może sił dodawał im Patron parafii, heroiczny święty, który wiedział, że jedynym celem człowieka jest miłosierny Bóg, a za bliźniego trzeba nawet oddać swoje życie. Nosił obozowy numer 16 670.

Niedziela kielecka 11/2017, str. 4-5

[ TEMATY ]

parafia

patron

św. Maksymilian Kolbe

Patron św. Maksymilian Maria Kolbe – obraz jeszcze do niedawna znajdował się w ołtarzu głównym

Ceramiczna rzeźba św. Maksymiliana Marii Kolbego znajduje się w ołtarzu głównym kościoła w Rykoszynie. Zastąpiła obraz, który przedstawia Świętego w zakonnym habicie. Obraz ten został powieszony na ścianie zakrystii. Św. Maksymilian przedstawiony jest w zakonnym habicie, po prawej stronie za nim widać zarysy obozu koncentracyjnego, a po lewej jedno z jego dzieł, klasztor w Niepokalanowie.

Płaskorzeźba w głównym ołtarzu jest nietypowa. Artysta przedstawił Świętego unoszącego się w chwale do nieba, do którego dążył prze całe swoje życie. Jego otoczenie nie przygnębia, nie ma obozowych drutów i wieżyczek ze strażnikami, artysta umieścił go na tle połyskującego złota mieniącego się kolorami, które wyraża radość i wdzięczność. Twarz Świętego męczennika jest spokojna i pełna wiary, tak jakby św. Maksymilian chciał powiedzieć patrzącym na niego: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”.

Młoda wspólnota

– W ubiegłym roku nasza parafia obchodziła 25-lecie poświęcenia kościoła – mówi ks. proboszcz Tadeusz Lalewicz. Święty patron jest naszym drogowskazem na trudne czasy. Bo przecież czasy zawsze są trudne, i wtedy, gdy jesteśmy ciemiężeni, biedni, i wtedy, a może nawet najbardziej wtedy, gdy jesteśmy bogaci – zastanawia się. Ku czci św. Maksymiliana 14 dnia każdego miesiąca, w dniu jego śmierci wspólnota modli się nowenną ku jego czci. – 14 sierpnia w odpust swoje modlitwy i myśli w szczególny sposób kierujemy do naszego patrona. Jest uroczysta Msza św., litania do św. Maksymiliana i procesja z Najświętszym Sakramentem. To czas modlitwy do patrona, który pokazał nam, jak kochać Boga i bliźniego – mówi Ksiądz Proboszcz. W kościele nie ma relikwii św. Maksymiliana, jednak w ubiegłym roku do parafii zostały wprowadzone relikwie innego świętego – patrona na trudne czasy – św. Jana Pawła II. Zostały umieszczone w relikwiarzu pod kopią obrazu Matki Bożej Piekoszowskiej w bocznym ołtarzu. 22 dnia każdego miesiąca odprawiana jest Msza św. z katechezą nawiązującą do nauczania św. Jana Pawła II z modlitwą o uświęcenie rodzin.

Reklama

Ożywienie w Rykoszynie

– Nigdy nie myślałem, że ubiegłoroczne Światowe Dni Młodzieży dadzą naszej wspólnocie tyle radości i zachęcą nas wszystkich do odnowienia naszej wiary i spojrzenia na drugiego człowieka z miłością – mówi Ksiądz Proboszcz. Chętnych, którzy chcieli przyjąć pielgrzymów z Rumunii, było więcej niż osób nas odwiedzających. – To było dla naszej wspólnoty wspaniałe doświadczenie – podkreśla. Oczywiście były obawy, brakowało podobnego doświadczenia, praktycznie nikt w parafii nie znał języka rumuńskiego, ale mimo tego zechcieli „podróżnego w dom przyjąć”. – Te wydarzenia ubiegłego roku owocują. Podczas ostatniej wizyty duszpasterskiej rozmawiałem z moimi parafianami i wielu z nich dzieliło się wspomnieniami, opowiadali o wspólnych spotkaniach, modlitwach, wspominali dzień powitania i pożegnania. Widać, że Duch Święty mocno poruszył nasze serca. Przez lata będziemy zbierać tego owoce – mówi Ksiądz Proboszcz. Nie chce, by energia, szczególnie młodych ludzi, była zmarnowana, chciałby, aby ich zaangażowanie w życie parafii nadal się rozwijało.

Chcemy kościoła

Już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku dostrzegano potrzebę utworzenia w Rykoszynie parafii. Plany te przyjęły realne kształty w 1981 r. Wydawało się jednak, że zostaną zniweczone. 13 grudnia 1981 r. rozpoczął się w Polsce stan wojenny. O dziwo mieszkańcy Gałęzic, Rykoszyna, Skałki i Osiedla Skałka otrzymali pozwolenie na wybudowanie kaplicy. Ich zapał był tak duży, że 24 kwietnia rozpoczęli budowę kaplicy, a zakończyli ją miesiąc później 25 maja. Trzy dni później poświęcił ją bp Stanisław Szymecki. Budowniczym był ks. Józef Budziosz, ówczesny proboszcz parafii Piekoszów, do której te wioski należały. Pierwszym samodzielnym duszpasterzem nowego ośrodka duszpasterskiego został ks. Jan Iłczyk, było to 14 września 1982 r. Dwa lata później, 23 stycznia 1984 r. w Rykoszynie została erygowana parafia. Kolejne lata to czas budowy kościoła i plebanii. Zakończanie budowy świątyni nastąpiło w 1991 r. 14 sierpnia bp Jan Gurda poświęcił wybudowany kościół. W tym czasie proboszczem był ks. Bogusław Jaroszek, który przybył do parafii w grudniu 1984 r. i przez lata kontynuował budowę kościoła. Aż trudno uwierzyć, że budowa tak okazałej świątyni w niezwykle trudnych czasach stanu wojennego trwała tylko 7 lat. Patronem parafii został w 1983 r. św. Maksymilian, którego kanonizował 10 października 1982 r. Jan Paweł II. Ten sam Papież podczas pielgrzymki do Polski w 1983 r., w Częstochowie pobłogosławił kamień węgielny pod budowę kościoła. Po ks. Jaroszku parafię obejmuje ks. Jan Cabaj, który kontynuuje pracę poprzedników. Kolejnym proboszczem był ks. Antoni Bialik – objął parafię w 2006 r. – Każdy proboszcz włożył w budowę kościoła i budowę wspólnoty parafialnej swoje siły i serce, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni – mówi ks. Lalewicz – ja posługuję w parafii od 18 sierpnia 2015 r.

Miłosierny patron

Patron kościoła w Rykoszynie urodził się 8 stycznia 1894 r. w Zduńskiej Woli jako drugi syn Juliusza i Marianny z domu Dąbrowskiej. Na chrzcie otrzymał imię Rajmund. W czerwcu 1902 r. przyjął Pierwszą Komunię Świętą. Na jego przyszłe losy istotne znaczenie miało widzenie, jakie miał w kościele św. Mateusza w Pabianicach. Jak wspominał po latach? „Matka Boża pokazała mi się, trzymając dwie korony: jedną białą, a drugą czerwoną. Spytała, czy chcę tych koron; biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę dwie”.

Reklama

Wstępując do zakonu franciszkanów, przyjął imię Maksymilian. Studiował w Rzymie. W 1919 r. wrócił do Polski i podjął wykłady. Przez całe życie towarzyszyło mu wezwanie „wszystko dla Maryi”. Założył gazetę „Rycerz Niepokalanej”, pod Warszawą założył klasztor Niepokalanów, wydawał tam również „Mały Dziennik”. W latach 1931-1935 prowadził działalność misyjną w Japonii. Tam założył Niepokalanów Japoński, podobne ośrodki założył w Chinach i Indiach. Wrócił do Polski, by kierować Niepokalanowem, który stał się największym klasztorem katolickim na świecie – we wrześniu 1939 r. przebywało w nim ok. 700 zakonników i kandydatów. W czasie wojny był dwukrotnie aresztowany przez Niemców, przesłuchiwany i więziony na Pawiaku. 28 maja 1941 r. trafił do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Podczas apelu w obozie 29 lipca 1941 r. dobrowolnie wybrał śmierć głodową w zamian za skazanego na śmierć Franciszka Gajowniczka. Ojciec Kolbe zmarł 14 sierpnia 1941 r. dobity zastrzykiem trucizny przez obozowego funkcjonariusza. Jego ciało zostało spalone w obozowym krematorium. Uratowany przez niego Franciszek Gajowniczek doczekał wyzwolenia w obozie koncentracyjnym KL Sachsenhausen.

Św. Maksymilian i św. Jan Paweł II wzorem

– Te dwie wielkie postaci przynaglają nas do czynienia dobra – mówi Ksiądz Proboszcz, w ubiegłym roku przeżywaliśmy Rok Miłosierdzia, Światowe Dni Młodzieży i 25-lecie poświęcenia naszego kościoła. Ten czas na trwałe zapadł w nasze serca – dodaje. Cieszymy się z naszego kościoła, ale zajmuje nas troska o ten żywy Kościół, młodzież, dzieci i rodziny – podsumowuje. W budynku, w którym mieściła się stara kaplica, powstanie ośrodek duszpasterski jako miejsce spotkań różnych grup i wspólnot, które istnieją w parafii. 10 października wspólnota będzie uroczyście obchodzić 35-lecie kanonizacji patrona parafii, trwają przygotowania do tego ważnego wydarzenia.

Wierni patronowi

Ksiądz Proboszcz pracuje w parafii od niedawna i jest ujęty życzliwością parafian. Wie, że może na nich liczyć, co udowodniły Światowe Dni Młodzieży i przyjęcie pielgrzymów z Rumunii. Jednak pielgrzymi zaglądają do Rykoszyna co roku. Mieszkańcy parafii od lat goszczą dwie pielgrzymki: kielecką i sandomierską. Wspierają swojego proboszcza w pracach przy kościele. W parafii posługuje czterech Nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. Prężnie działa Apostolat Maryjny, a także Rycerstwo Niepokalanej. W życie parafii angażuje się wiele osób, panie z Koła Gospodyń Wiejskich i Strażacy, którzy zawsze uczestniczą we wszystkich uroczystościach i wydarzeniach religijnych. – W głębszym przeżywaniu Liturgii wspiera nas liczna grupa ministrantów, a także schola dziecięco-młodzieżowa pod opieką katechetki Iwony Wijas, Zbigniewa Wojtasińskiego i Krzysztofa Wijasa. Swoją modlitwą wiele łask wypraszają nam wspólnoty Żywego Różańca, w tym jedna wspólnota mężczyzn – mówi ks. Tadeusz – nasz święty patron pociąga wszystkich swoim przykładem i przypomina nam: „ Pamiętajcie o miłości” – dodaje.

2017-03-08 12:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prorocy wielkiego zawierzenia. Sesja online

[ TEMATY ]

Auschwitz

św. Maksymilian Kolbe

kard. Wyszyński

Centrum św. Maksymiliana

„Prorocy wielkiego zawierzenia: św. Maksymilian M. Kolbe i Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński”. – pod takim hasłem odbędzie się w Harmężach 39. Sesja Kolbiańska, która jest organizowana w 79. rocznicę osadzenia św. Maksymiliana Marii Kolbego w KL Auschwitz.

Wydarzenie odbędzie się w czwartek 28 maja w Harmężach. Rozpocznie je Msza św. o godz. 11 w Parafii pw. Matki Bożej Niepokalanej. Następnie o godz. 12 konferencję: „Prorocy wielkiego zawierzenia: św. Maksymilian M. Kolbe i Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński” wygłosi o. prof. Grzegorz Bartosik OFMConv z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Z powodu obowiązujących obostrzeń nie będzie możliwe liczne uczestnictwo w świątyni, stąd też franciszkanie zapraszają do śledzenia sesji na kanale YouTube:

www.youtube.com/centrumharmeze

Wydarzenie organizuje Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana i Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. Przebiega pod patronatem: Starosty Powiatu Oświęcimskiego, Prezydenta Miasta Oświęcim, Rektora Małopolskiej Uczelni Państwowej im. rtm. W. Pileckiego w Oświęcimiu i Związku Gmin Związanych z Życiem św. Maksymiliana Marii Kolbego.

Więcej o św. Maksymilianie w artykule: 79 lat temu Niemcy deportowali do Auschwitz o. Maksymiliana Kolbego.

CZYTAJ DALEJ

Kościół mnie uratował

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

świadectwo

Adobe Stock.pl

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczeło. Pamiętam od zawsze. Pamiętam też, że nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc.

Przykro mi, że moim oprawcą był mój ojciec. Przykro mi, że był tylko wiecznie bezrobotnym murarzem, alkoholikiem. Gdyby to był ktoś inny, być może pan Sekielski by mnie wysłuchał. Gdyby moim oprawcą był ksiądz, każdy by mi współczuł. Ojciec nie wzbudza już żadnej sensacji, nikogo nie obchodzi... Takich jak ja jest wiele i czujemy się gorsze od najgorszych.

Gehenna

Urodziłam się w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie. Byłam dla wszystkich ogromnym rozczarowaniem. Moja mama spodziewała się syna, a urodziły się bliźnięta. Był to stan wojenny, zima. Półtora kilograma nieszczęścia, które każdemu w mojej rodzinie na całe życie pokrzyżowało plany. Ciągle chora i ciągle płacząca. Kula u nogi, jak to zwykle mawiali moi rodzice. Moja mama nigdy mnie nie przytuliła, nie wzięła na ręce. Nie usłyszałam od niej, że mnie kocha. Zwracała się do mnie zawsze bezosobowo – w najlepszym wypadku. Zawsze, kiedy ojciec wracał pijany do domu, brała mojego brata i uciekała.

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczęło. Pamiętam od zawsze. Nie miało znaczenia, czy był pijany czy trzeźwy. Ja ze swoim oprawcą i katem mieszkałam przez 13 lat pod jednym dachem. Wiedziałam, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Raz próbowałam. Moja matka wyciągnęła mnie wtedy za włosy z wanny i skatowała. Wielokrotnie razem z moim ojcem przekonywali znajomych, że jestem kłamczuchą, że wymyślam, że sprawiam kłopoty. Myślę, że każdy wiedział, co się działo w naszym domu – łącznie z matką, ale każdy udawał, że tego nie widzi. Na początku płakałam, później zrozumiałam, że to gorzej, że moje cierpienie wzbudza w moim ojcu jeszcze większą agresję, że wszystko trwa przez to dłużej.

Tak samo było z biciem. Katowali mnie na zmianę, kijem od szczotki, smyczą, kablem od grzałki... Miałam ciągle powyrywane włosy, poprzecinane dłonie, którymi zakrywałam twarz, ponadrywane uszy.

Spadłam na samo dno

Kiedy byłam starsza, liczyłam w myślach od jednego do dziesięciu. To pozwoliło mi przetrwać w ciszy. Było szybciej... Kiedy ojciec miał wrócić do domu, ulgę sprawiało mi wyrywanie włosów z głowy i wykręcanie palców. Wiedziałam, że za chwilę znów „to” będzie. Byłam małą dziewczynką. Kiedy sytuacja stawała się niebezpieczna dla matki, zabierała mojego brata i uciekała. Ja sama musiałam uspokoić ojca. Na Boga, miałam tylko kilka lat!

Kiedy miałam ok. 13 lat, moja matka ostatecznie wyrzuciła ojca z domu. Było to krótko przed moją pierwszą próbą samobójczą. W wieku 14 lat byłam już uzależniona od alkoholu, a gdy miałam 17 lat, zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na depresję. Później doszły narkotyki, leki, kolejne próby samobójcze... Spadłam na samo dno. Zatrudniłam się w nocnym klubie jako telefonistka, czyli ogólnie rzecz biorąc, jako stręczyciel. W tamtym czasie czułam się bardzo dobrze w takim środowisku. Kiedy nie było pracy, siedziałyśmy razem z dziewczynami w moim „biurze” i opowiadałyśmy sobie wzajemnie o swoim tragicznym, parszywym życiu. Prawie każda z nas przeszła to samo. Tatuś, wujek, dziadziuś, prokurator, przyjaciel rodziny... Tabletki gwałtu i gwałty... Chleb powszedni. Znam dziewczynę, która wraz z siostrą rodziła swojemu ojcu dzieci. Każdy się domyślał, cała wieś, wiedziała matka. Nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc. Nikt nie chciał się wtrącać...

Kiedy poznałam tę dziewczynę, jej ojciec był już bardzo chory. Prosiłam ją, żeby mimo wszystko zawiadomiła policję. Odmówiła. Powiedziała, że bardzo kocha ojca. To właśnie robi z głową molestowanie. Znam dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii, z wieloma dziewczynami utrzymuję kontakt, ale nigdy nie słyszałam, żeby którakolwiek z nich była molestowana przez księdza.

Ocalone życie

Rok 2012. Pierwsza Komunia św. mojego syna. Byłam wtedy daleko od Boga, bo to Jego obwiniałam za całe to bagno. Po tej uroczystości mój syn zdecydował, że zostanie ministrantem. Bałam się. Poprosiłam znajomą, żeby prowadzała go do kościoła i pilnowała. Płaciłam jej za to, z czasem jednak musiałam zacząć chodzić z nim sama. Dla mnie nieważne było, czy to ksiądz, kościelny czy nawet organista – każdy był podejrzany, każdy był wrogiem. Zaczęłam jednak się modlić, korzystać z tego, co ofiarowuje Kościół. Przez wcześniejsze lata bezskutecznie szukałam terapii dla ofiar pedofilii.

Swoją pracę rzuciłam w czasie pobytu na Jasnej Górze. Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że więcej tam nie wrócę. Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie Pismo święte i wróciłam do domu.

Dalej jednak nie potrafiłam przebaczyć. Nie chciałam. To mnie rujnowało, ale podejmowałam walkę. Rekolekcje, rekolekcje, rekolekcje... Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wspomnień, relacji rodzice – dzieci, dzieci – rodzice. Wyjechałam do Medjugorie. Przebaczyłam. Korzystałam również z pomocy księży egzorcystów. Wiem, że moje koleżanki znalazły pomoc w Magdalence podczas rekolekcji uzdrowienia wspomnień. Dziś też śmiało mogę powiedzieć, że mojego syna wychował Kościół. Częste rekolekcje, wyjazdy w góry, ogniska, wycieczki, podczas których spał również w seminarium. Dużo rozmawiamy o pedofilii, mój syn nigdy nie był jej ofiarą, świadkiem, nie słyszał wśród swoich kolegów o molestowaniu. Dziś jest prawie dorosłym, zrównoważonym człowiekiem. Nie pije, nie pali, nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Po pierwszym filmie Sekielskiego przestał chodzić w tygodniu do kościoła, bo bał się, że będzie napiętnowany przez rówieśników. W gimnazjum wielokrotnie był prześladowany za wiarę. Brzydzę się kłamstwem i manipulacją, którymi posłużył się pan Sekielski w swoich filmach. Mnie, ofierze pedofilii, i mojej rodzinie Kościół uratował życie! Dzięki niemu dziś, od 7 lat, jestem normalnym człowiekiem. Jestem matką. Pracuję i wychowuję dzieci. Staram się pomagać w wielu fundacjach działających na rzecz obrony życia i pomocy dzieciom. W ten sposób pragnę podziękować Bogu za łaski, które otrzymałam. Zawsze będę chodzić do kościoła. Pedofil to nie ksiądz, pedofil to pedofil! Pójdzie zawsze tam, gdzie są dzieci pozostawione bez opieki. I bez względu na to, jaką pełni funkcję, należy mu się kara.

Przykro mi tylko, że wszyscy ci, którzy obrzucają kamieniami Kościół, słysząc za ścianą krzywdę innego dziecka, mówią, że to nie ich sprawa.

CZYTAJ DALEJ

77 rocznica Rzezi Wołyńskiej uczczona w Legnicy

2020-07-05 22:31

[ TEMATY ]

Legnica

rzeź wołyńska

ks. Piotr Nowosielski

Niedziela 5 lipca, była dniem, w którym w kościele Św. Jana Chrzciciela w Legnicy, została odprawiona Msza św. w intencji pomordowanych na Wołyniu i Kresach Wschodnich, podczas tzw. Rzezi Wołyńskiej. Jej apogeum przypadło na niedzielę 11 lipca 1943 r., stąd mówi się też o tym wydarzeniu, jako „Krwawej niedzieli”, kiedy to oddziały OUN – UPA dokonały ludobójstwa na Polakach.

Modlitwa i wydarzenie, zorganizowane z inicjatywy prezesa Stowarzyszenia "Krajobrazy", Tadeusza Samborskiego, obchodzono pod hasłem: „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”.

Mszy św. przewodniczył O. Jan Janus OFMConv z koncelebransem O. Zbigniewem Kluską OFMConv. Uczestniczyły w niej poczty sztandarowe reprezentujące organizacje kresowe, sybirackie, środowiska harcerzy a także lokalnych kibiców. Wśród uczestniczących w modlitwie parafian i rodzin dotkniętych tragedią Wołyńską, byli też obecni przedstawiciele parlamentarzystów, władz samorządowych, lokalnych, środowisk wiejskich oraz przybyli goście.

- Ta dzisiejsza uroczystość świadczy o tym że Polska nie zapomniała i nie zapomni o swoich rodakach, ofiarach ludobójstwa na Kresach Wschodnich – mówił prezes Stowarzyszenia "Krajobrazy" Tadeusz Samborski. Przypomniał, że w roku 2016, dzień 11 lipca, Sejm ustanowił „Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa” dokonanego przez OUN-UPA na Polakach Wołynia. Witając wszystkich przybyłych, stwierdził że poznał wiele osób, które w jakiś sposób zostały dotknięte tym dramatem: - Ale nigdy nie słyszałem w rozmowach jakiejś nienawiści, czy chęci odwetu czy zemsty. Tak też pisał męczennik Wołynia, poeta-liryk Zygmunt Jan Rumel, na krótko przed śmiercią, w swoim wierszu „Modlitwa”: „I nie wódź nas na pokuszenie, byśmy jutro nie mścili się za to, co cierpieliśmy dzisiaj” - mówił. Zapraszając do modlitwy za dusze wszystkich pomordowanych, prosił także o modlitwę o to, aby przyszedł czas, kiedy wszyscy pomordowani będą mogli mieć swoje mogiły, chrześcijański znak krzyża i godny pogrzeb.

Przewodniczący liturgii proboszcz parafii O. Jan Janus, w sposób bardzo rzeczowy i faktograficzny, przypomniał genezę i przebieg tego wydarzenia, a także jego wpływ na dalsze relacje Polsko-Ukraińskie. Zwrócił też uwagę na odradzający się silny ruch nacjonalistyczny w tym Państwie.

- Nic z tych rzeczy, nigdy nie powinno mieć miejsca – mówił O. Janus – czy w takiej sytuacji wolno nam zapłacić cenę zapomnienia? W takiej sytuacji wracamy do Ewangelii, przypominamy sobie słowa, które nieraz potwierdzał nasza egzystencja: że na tym świecie, trudno o sprawiedliwość. Począwszy od momentu kiedy Kain zabił Abla, trudno o sprawiedliwość. Dlatego Bogu niech będą dzięki, że będzie inny świat, że nie zmierzamy do nicości, ale do Królestwa Miłości, Światłości i Pokoju. A dlaczego ma być pamięć? A choćby dlatego, że krew niewinna woła z ziemi do nieba – ale tak jak to zostało powiedziane na początku – nie ku nienawiści, ale przecierpiana krew, może być ratunkiem ku życiu dla oprawców. Co daj Boże, przecież tak uczył Chrystus – stwierdził O. Jan.

Po Mszy św., tradycyjnie, przez obecnych na uroczystości gości i delegacje, zostały złożone kwiaty, pod pamiątkową tablicą znajdującą się w tym kościele.  


(PS. W fotogalerii, ostatnim kadrem jest obraz dolnośląskiego malarza artysty Andrzeja Boja Wojtowicza pt. "Wołyń", do którego wykonania użył także ziemi przywiezionej z Wołynia)


  

Zobacz zdjęcia: Legnica obchód 77 rocznicy Rzezi Wołyńskiej


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję