Reklama

Trudny spadek

2017-07-26 09:41

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 31/2017, str. 36-37

O rodzinnej tradycji pracy u podstaw i uczeniu historii w Muzeum Powstania Warszawskiego z Anną Cywińską rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Muzeum Powstania Warszawskiego powstawało z wielkim trudem i licznymi przeszkodami – niejako dzieląc zawiłe losy pamięci historycznej w III RP – za to od chwili otwarcia ekspozycji w przeddzień 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przez ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego z roku na rok coraz bardziej tętni życiem. To dzięki tej instytucji, dzięki jej twórcom i współtwórcom, żyjącym jeszcze nielicznym powstańcom warszawskim, dzięki jej pracownikom i rzeszy młodych współpracowników pamięć o warszawskich bohaterach 1944 r. powoli zaczęła docierać do świata...

ANNA CYWIŃSKA: – Rzeczywiście, to nasze muzeum jest nie tylko – choć przede wszystkim – miejscem lekcji wychowania patriotycznego i obywatelskiego dla młodego pokolenia Polaków, które przez całe lata było raczej oduczane niż uczone historii Polski, ale jest także po prostu przypomnieniem tego zapomnianego i lekceważonego przez międzynarodową opinię faktu z historii II wojny światowej, którym było Powstanie Warszawskie. Cieszymy się więc, że odwiedza nas coraz więcej cudzoziemców. Jednak oprócz naszej żmudnej codziennej pracy u podstaw wielkie znaczenie mają takie zdarzenia, które odbijają się tak szerokim echem, jak przemówienie prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa na placu Krasińskich, który opowiedział całemu światu o Powstaniu Warszawskim... Podobne znaczenie miała niedawna wizyta brytyjskiej pary książęcej w naszym muzeum.

– Okazała się równie pożyteczna dla odkłamywania polskiej historii przed światem, jak wizyta prezydenta Trumpa?

– Zapewne tak, bo relacje z tej niezwykłej wizyty też poszły w świat. Tym razem dotarły przede wszystkim do młodych ludzi, dla których Kate i William są wzorem.

– Wróćmy do pracowitej codzienności. Dlaczego podjęła Pani pracę akurat w Muzeum Powstania Warszawskiego? To chyba nie jest praca jak każda inna?

– To prawda, ale nie chciałabym tu używać górnolotnych słów. Do Muzeum Powstania Warszawskiego doprowadziło mnie harcerstwo; mam za sobą dwadzieścia kilka lat pracy instruktorskiej, w której historia zawsze była obecna, a rocznica Powstania Warszawskiego zawsze uroczyście obchodzona. Czy to na Mazurach, czy w górach, na naszych obozach w dniu 1 sierpnia zawsze były ognisko, gawęda, no i, oczywiście, piosenki powstańcze. Niestety, z przykrością stwierdzam, że dzisiejsza młodzież bardzo słabo je zna, do czego się przyznaje choćby w czasie zwiedzania muzeum. Dlatego też 1 sierpnia wychodzimy poza nasze mury z tzw. śpiewankami pod hasłem „Warszawiacy śpiewają nie(zakazane) piosenki”. Od kilku już lat na placu Piłsudskiego w Warszawie gromadzą się młodzi i starzy ludzie, by razem śpiewać, a w ubiegłym roku swoją obecnością zaszczycił nas prezydent Andrzej Duda. Wydaje mi się, że Warszawa w rocznicę powstania staje się jakaś inna...

– Lepsza?

– Tak mi się zdaje... I chodzi tu chyba nie tylko o kwestię uroczystego uhonorowania poległych powstańców, ale też o to, że obchody rocznicy zmuszają do refleksji, dostarczają wiedzy tym, którzy o Powstaniu Warszawskim niewiele wiedzą. 1 sierpnia to środek wakacji, w stolicy jest wielu turystów, wielu z nich odkrywa Powstanie Warszawskie, gdy o godz. 17 na ulicach Warszawy zatrzymuje się ruch... Za tego rodzaju symbolami zazwyczaj postępuje bardziej konkretna wiedza.

– Jak Pani ocenia postęp tej wiedzy?

– Niewątpliwie wiedza o Powstaniu Warszawskim jest w polskim społeczeństwie coraz większa. Ostatecznie trudno przecież uznać za niebyłe zdarzenie historyczne, w wyniku którego zginęło ok. 150 tys. osób... Dzięki uporowi śp. Lecha Kaczyńskiego i powołanego przez niego zespołu tworzącego Muzeum Powstania Warszawskiego, mimo mnożących się przeszkód, w końcu mamy to miejsce, gdzie naprawdę możemy uczyć historii. Myślę nawet, że to nasze muzeum jest jednym z pierwszych miejsc, w którym pokazujemy polską historię taką, jaka była naprawdę. Cieszy więc to, że od samego początku, przez 13 lat, mamy niezmiennie dużą liczbę zwiedzających.

– I od samego też początku sukces muzeum budził zdziwienie, a nawet szokował przeciwników polityki historycznej Lecha Kaczyńskiego... Jak Pani sądzi, w czym tkwi tajemnica tego sukcesu? Czy to tylko efekt nowoczesnej, multimedialnej formuły ekspozycji?

– Nowoczesność Muzeum Powstania Warszawskiego, oczywiście, ma znaczenie; multimedialny przekaz z pewnością lepiej trafia zarówno do młodych, jak i starszych osób. Jednak, moim zdaniem, liczą się przede wszystkim atmosfera i żywe słowo przewodników docierające do słuchaczy, czyli duch tego miejsca... To np., że młodzi ludzie mogą tu spotkać prawdziwych powstańców warszawskich, którzy swoimi wspomnieniami, swoim świadectwem i obecnością od początku wspierają nasze muzeum. Z satysfakcją patrzę, jak młodzi ludzie z zapartym tchem słuchają powstańczych opowieści, jak dotykają historii, której do tej pory nikt im nie opowiadał, ani w szkole, ani w domu... Zdarza się, że jakiś młody człowiek powie mi na koniec zwiedzania, że teraz wreszcie sam zacznie się uczyć historii.

– Tymczasem Pani mogła uczyć się historii Polski na przykładzie dziejów własnej rodziny...

– Szczerze powiedziawszy, to dopiero wtedy, gdy rozpoczęłam pracę tu, w muzeum, zaczęły mi się otwierać oczy także na historię mojej własnej rodziny. Wcześniej – mimo że ta historia zawsze była gdzieś w tle – nie było czasu, wszyscy wokół byli zapracowani... Zresztą chyba większość moich rówieśników była niejako skazana na niemówienie o historii własnych rodzin; w tamtych czasach często obawiano się zbyt głośno mówić o trudnych rodzinnych historiach, aby nie narażać bliskich na represje ze strony władzy. Dopiero więc tu, w muzeum, gdy opowiadałam historię Polski na przykładach dziejów polskich rodzin, przekonałam się, jak bardzo ta historia polskich rodzin, także mojej, jest bogata i ciekawa. Zaczęłam sobie przypominać opowiadania babci, cioci...

– Pani śp. Tata – Czesław Cywiński, prezes Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy AK, do ostatniej chwili życia, do tragicznej śmierci w katastrofie smoleńskiej, niezwykle aktywnie działał na rzecz upamiętniania i przekazywania młodemu pokoleniu zapomnianej historii. Bardzo Panią motywował, przygotowywał do podobnej aktywności?

– Z ogromu aktywności społecznej mojego Taty zdałam sobie sprawę, gdy po jego śmierci zaczęłam liczyć same tylko instytucje, w których działał. Wtedy zrozumiałam, dlaczego tak trudno było mu znaleźć czas, żeby choćby raz w tygodniu przyjść do mnie na obiad... Dziś wiem jedno – zawsze miał bardzo dobry kontakt z młodymi ludźmi, rozumiał młode pokolenie, a to po prostu wynika z rodzinnych tradycji. Dziadek był nauczycielem akademickim bardzo lubianym przez studentów. Pomyślałam, że chyba tę aktywność społeczną ukierunkowaną zwłaszcza na przekazywanie wiedzy młodszym pokoleniom oraz tę skłonność do wszelkich działań patriotycznych mamy po prostu w genach. Nieprzypadkowo działałam w harcerstwie – w 79. Warszawskiej Żeglarskiej Drużynie Harcerskiej – mimo że nikt mnie do tego nie namawiał.

– Nawet Tata?

– Tata zawsze mówił, że najważniejsza jest nauka, ale tak naprawdę dawał mnie i bratu bardzo dużą przestrzeń do podejmowania samodzielnych i odpowiedzialnych decyzji. Wiele czasu poświęcałam harcerstwu i to ono także mnie ukształtowało, nauczyło prawdziwego patriotyzmu. Jak mówił mój Tata, zawsze, bez względu na okoliczności, trzeba pracować dla Polaków, dla Polski, nie dla tej czy innej władzy...

– Mimo wszystko taka postawa – jeśli nie liczyć np. bohaterskiego pokolenia powstańców warszawskich – nigdy nie była zbyt często spotykana, a dziś raczej tylko nieliczni mają ten dominujący „gen patriotyczny”...

– Myślę, że bardzo wiele osób ma ten gen, a dzieje wielu zwykłych polskich rodzin są naprawdę ciekawe i warte uwagi, naprawdę mogą być wzorem patriotyzmu. Ważne, żeby każdy z nas umiał czerpać z tej rodzinnej skarbnicy. Ja swojej odmiany patriotyzmu – który rozumiem jako niełatwą, codzienną pracę u podstaw – nauczyłam się, czytając pamiętnik pradziadka, który żmudnie odbudowywał rodzinny majątek na Litwie Kowieńskiej, stracony w czasie zaborów. Nieustannie przy tym demonstrował swą polskość, choćby walcząc z przeniesioną z Niemiec tradycją ubierania choinki na Boże Narodzenie. Pamiętniki pradziadka pokazały mi, jak trudne było utrzymywanie polskiego domu pod zaborami...

– Dodały Pani siły?

– Na pewno. Bo przecież także ten nasz dzisiejszy patriotyzm nie jest łatwy.

– Dla młodego pokolenia bywa bytem abstrakcyjnym.

– Dlatego w Muzeum Powstania Warszawskiego pokazujemy ten najbardziej heroiczny patriotyzm przez dzieje konkretnych osób, przez świadectwa jeszcze żyjących powstańców. Pokazujemy, że poświęcenie dla Ojczyzny to nie propagandowe frazesy, lecz los wielu zwykłych ludzi. Oczywiście, niektóre rodziny są naznaczone tym losem w większym stopniu niż inne. Niektóre w ogóle nie rozpamiętują swych rodzinnych dziejów, a szkoda. Ja dopiero po latach dowiedziałam się, że cała moja rodzina, od dziadków począwszy, walczyła w Armii Krajowej... Zrozumiałam też przesłanie-misję mojego Taty, który podjął w praktyce próbę przypominania i uczenia historii, a przede wszystkim starał się wychowywać młodszych do kontynuacji tych działań patriotycznych, które sam wymyślił. Do dziś w całej Polsce powstają Kluby Historyczne im. gen. Stefana Roweckiego „Grota”, których celem jest spotkanie pokolenia pamiętającego i tworzącego Armię Krajową z pokoleniami najmłodszymi. Z tego, co wiem, w tych klubach dzieją się naprawdę fantastyczne rzeczy – np. konkursy dotyczące nie tylko książkowej historii Polski, ale właśnie odtwarzania historii rodzin – a więc rosną kontynuatorzy pamięci... Tata by się bardzo cieszył.

– Katastrofa smoleńska jest chyba najsmutniejszym symbolem w długich patriotycznych dziejach rodziny Cywińskich...?

– To prawda. Wtedy też miałam polecieć do Katynia, jako osoba towarzysząca... W 2010 r. Tata miał już wprawdzie 84 lata, ale wciąż był człowiekiem niezwykle sprawnym, zarówno fizycznie – jeszcze jeździł na nartach, które były jego pasją – jak i intelektualnie, nie zgodził się więc, abym jako jego opiekunka blokowała cenne miejsce w samolocie, bo przecież jest wielu – tłumaczył – którzy chcą i powinni tam polecieć. Następnego dnia miał mi opowiedzieć, jak było w Katyniu, jeśliby oczywiście znalazł dość czasu, bo przecież kolejne zadania, spotkania i projekty już czekały.

– Pani, oczywiście, w jakiś sposób przejęła ten trudny rodzinny testament...

– Na poprzednią rocznicę napisałam wiersz: „zostawiłeś mi spadek, ale wartość jego nie mierzy się złotówką, zostawiłeś mi zdania niedokończone (...) zadania do wykonania, teraz wiem, że czekały na mnie (...) spotykam się z tymi (...) w których życiu byłeś drogowskazem, drogowskazem, który nazywa się Polska”. To trudny spadek. Na swój mniej doskonały sposób staram się kontynuować dzieło mojego Taty... Gdy dziś zastanawiamy się, gdzie i jakie pomniki postawić dla uczczenia ofiar tej strasznej katastrofy, nie zapominajmy też o tym, że wspaniałym pomnikiem będzie kontynuacja ich niezwykłej pracy, ich myślenia o Polsce.

* * *

Anna Cywińska
Córka śp. Czesława Cywińskiego – prezesa Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy AK, przewodnik Muzeum Powstania Warszawskiego, instruktor harcerski

Zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conv, który uratował 150 sierot

2019-10-12 19:32

Dr Małgorzata Brykczyńska

W piątek rano 11 pażdziernika 2019, w Enfield, CT (USA) zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conf, autor książki Skradzione Dziecinstwo i Pamiętnik Sybiraka i Tułacza. Odznaczony najwyższymi orderami Polski, (ostatnio z okazji 100 rocznicy urodzin Prezydent RP przyznał mu order Orła Białego), Harcmistrz, i wielki franciszkanin, który przed miesiącem obchodził 100 urodziny w Chicopee, MA. Na uroczystość zjechali się ludzie z całego świata, włącznie z sierotami z Tengeru których uratował, ich rodzinami i inni “Afrykańczycy”.

Marie Romanagno

Ks Łucjan był seniorem franciszkanów (najstarszy żyjący franciszkanin) i ostatni który jeszcze odbył nowicjat u Św Maksymiliana Kolbe. Ojciec Łucjan zmarł w powszechnej opinii świętości. Wielki człowiek, polak, kapłan.

Łucjan Królikowski urodził się 7 września 1919 r. Do zakonu franciszkanów wstąpił w Niepokalanowie. W 1939 r. udał się na studia do Lwowa, ale już rok później został aresztowany przez NKWD i wywieziony na Syberię. Wolność przyniósł mu układ Sikorski-Majski z 1941 r., który gwarantował „amnestię” dla Polaków. Ojciec Łucjan z trudem przedostał się do Buzułuku, gdzie stacjonował sztab Armii Andersa. Wraz z nią przemierzył Kazachstan, Uzbekistan i Kirgizję. Później ukończył szkołę podchorążych i dotarł do Persji i Iraku.

Nadal jednak chciał być zakonnikiem, nie żołnierzem. Wiosną 1943 r. dotarł do Bejrutu, gdzie rozpoczął studia teologiczne. Ukończył je i otrzymał święcenia kapłańskie. W czerwcu 1947 r. wypłynął do Afryki Równikowej, gdzie podjął pracę wśród polskich dzieci w Tengerze (przebywały tam dzieci z matkami oraz sieroty, które NKWD wywiozło na Sybir – te, które ocalały, zostały uratowane przez Armię Andersa). Po okropieństwach Syberii małym tułaczom osiedle położone niedaleko równika wydawało się rajem.

Szczęście nie trwało jednak długo. Kiedy w 1949 r. Międzynarodowa Organizacja Uchodźców postanowiła zlikwidować polskie obozy w Afryce, a dzieci odesłać do komunistycznej Polski, o. Łucjan zdecydował, by wraz z nimi wyemigrować do Kanady. Na początku czerwca 1949 r. prawie 150 polskich sierot wyruszyło z Afryki.

W Kanadzie o. Łucjan był prawnym opiekunem dzieci, zajmował się także ich edukacją i wychowaniem. Tymczasem w Polsce komuniści wpadli w szał. Do próby odzyskania sierot chciano wykorzystać nawet ONZ. Na próżno – dzieci o. Łucjana były już wolne.

Można zadać sobie pytanie: Skąd ta chęć bezinteresownej pomocy? Sam o. Łucjan udzielał najlepszej odpowiedzi: „Życie człowieka jest grą, sztuką, realizacją Boskiego utworu, który nosi tytuł: miłość. Ona jest tak wpleciona w życie, że stanowi pobudkę ludzkich myśli, słów, czynów i działań. Miłość, która nie skrzywdzi biednego, bezbronnego jak dziecko, nie zerwie kwiatka, by go za chwilę podeptać, ani nie zgładzi psa czy kota”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Synod dla Amazonii - drugi tydzień obrad

2019-10-20 16:46

tom, vaticannews, pb, st (KAI) / Watykan

Inkulturacja Ewangelii i dialog międzykulturowy w perspektywie misji, brak powołań kapłańskich, konieczności prowadzenia dzieł edukacyjnych oraz formacji, rola świeckich we wspólnocie, posługa kobiet nie związanych ze święceniami, znaczenie duszpasterstwa powołaniowego, ekologia integralna i gospodarka - to główne tematy drugiego tygodnia obrad Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Amazonii, które odbywa się w dniach 6-27 października br. w Watykanie. Jego hasło brzmi: „Amazonia: nowe drogi dla Kościoła i ekologii integralnej”. Dyskusje prowadzono podczas kongregacji generalnych i w grupach językowych.

sinodoamazonico.va

Inkulturacja Ewangelii

W czasie dziewiątej kongregacji generalnej, która odbyła się 14 października przed południem, mówiono wiele o konieczności prowadzenia formacji stałej i katechumenatu z położeniem nacisku na inkulturację Ewangelii. Podkreślono zarazem, że Kościół musi pozostać głosem i obrońcą wyzyskiwanych ludów Amazonii i pomóc im odpowiedzialnie wziąć przyszłość w swoje ręce. Nie można jednak ulec pokusie opierania ewangelizacji jedynie na programach pomocowych i walce o prawa człowieka. Zastanawiano się, jak dać odpór coraz większemu rozprzestrzenianiu się sekt pentakostalnych, a zarazem kulturze relatywizmu eksportowanej do Amazonii z krajów uprzemysłowionych.

Abp Rino Fisichella zauważył, że w Kościele powszechnym każdy naród, każda kultura i każda tradycja ma coś do powiedzenia i do wniesienia we wspólne dziedzictwo. Stąd też, jak podkreślił przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji, włoska grupa robocza zaproponowała wprowadzenie specjalnego obrządku amazońskiego. Podkreślił przy tym, że Amazonia już jest otwarta na wiarę, istnieją tam wspólnoty kościelne i chodzi o to, by dać im większą możliwość życia zgodnie z własnymi tradycjami. „Postuluje się, by synod przyjął propozycję zgodnie, z którą ludy Amazonii mogą podjąć nową drogę własnego rytu amazońskiego, wyrażającego dziedzictwo liturgiczne, teologiczne, dyscyplinarne i duchowe, które do nich należy" – powiedział abp Fisichella.

Dialog międzykulturowy

Ewangelia sprawia, że kultura tubylcza zachowuje całe dobro, które posiada, a jednocześnie spotyka nowość, która sprawia, że może ona wzrastać. Aby nieść skutecznie Jezusa, musimy być blisko ludzi, do których wychodzimy. Wskazał na to misyjny biskup José Ángel Divassón Cilveti. Od ponad pół wieku pracuje on w Amazonii z ludami tubylczymi mieszkającymi na pograniczu wenezuelsko-brazylijskim. Po raz pierwszy przybył tam jako 16-latek na salezjańską formację. Wtedy działalność misyjna polegała głównie na sakramentalizacji. „Chrzciło się kolejne wioski, a księża przez wiele lat tam nie wracali. Potrzeba było wiele czasu byśmy zrozumieli, że mieszkańcom Amazonii trzeba przede wszystkim towarzyszyć” – wskazał hiszpański salezjanin. Podkreślił, że ta świadomość zrewolucjonizowała pracę misyjną. Zaczęły powstawać wędrowne grupy ewangelizacyjne złożone z kapłana i katechistów, a także tłumaczy i ludzi znających lokalną kulturę. Postawiono na stały katechumenat. Misjonarze coraz częściej zaczęli dzielić życie z powierzonymi im ludźmi. „Poznanie ich życia, wierzeń, codziennej kultury i wartości otworzyło nas wzajemnie na siebie. Ta bliskość potrzebna jest także dzisiaj” – mówił bp Divassón Cilveti. Wskazał, że na synodzie przypominano, iż także dziś Kościół wciąż musi oczyszczać się z postawy kolonizatorów eksportujących jedynie zachodnią kulturę i ją narzucających, zapominając zupełnie o inkulturacji.

Powołania kapłańskie

Wychodząc od stwierdzenia, że brak powołań kapłańskich jest problemem nie tylko amazońskim, w czasie 10 kongregacji generalnej pytano, dlaczego kwestię „viri probati” rozważa się właśnie teraz. Wskazano, że zanim zacznie się wytyczać nowe drogi dostępu do święceń kapłańskich, należy z uwagą podjąć refleksję nad wartością i znaczeniem celibatu. Padła sugestia zwołania w tej sprawie osobnego synodu.

Jak zauważył amerykański kardynał Sean P. O'Malley, który należy do Rady Kardynałów pomagającej Franciszkowi w reformie Kurii Rzymskiej, Synod Biskupów dla Amazonii nie jest „referendum” w sprawie kapłańskiego celibatu. Jest czasem szukania sposobów większej troski duszpasterskiej o mieszkańców tego regionu, a także możliwości zapewnienia im regularnego życia sakramentalnego. Kard. O'Malley wskazał, że troska o zapewnienie kapłanów mieszkańcom Amazonii będzie wymagała poświęcenia ze strony całego Kościoła. Wskazał, że warto się m.in. zastanowić nad redystrybucją księży na świecie. Podkreślił też, że istnieje konieczność rozpalenia na nowo ducha misyjnego i wzięcia większej odpowiedzialności, także finansowej, za Kościół w Amazonii. Hierarcha wskazał zarazem na konieczność promowania miejscowych powołań i zatroszczenia się, by mogły odbywać formację w swoim środowisku, we własnym języku i kontekście kulturowym.

Z kolei brazylijski biskup Wellington Tadeu de Queiroz Vieira podkreślił, że nie ma przeszkód doktrynalnych, by święcić żonatych mężczyzn, wskazał jednak, że to nie celibat jest głównym problemem, by mieć więcej księży, także w Europie. Problemem jest brak wiarygodnego świadectwa.

Diakonat stały

Zanim zdecydujemy o udzieleniu święceń kapłańskich żonatym mężczyznom postawmy na rozwój diakonatu stałego. To może być konkretna odpowiedź na wyzwania duszpasterskie z jakimi na co dzień boryka się Kościół w Amazonii. To jedna z propozycji, która padła na 10 kongregacji generalnej synodu. Temat święcenia żonatych mężczyzn, co rusz, wraca w wypowiedziach ojców synodalnych, którzy dzielą się swym duszpasterskim doświadczeniem. Stąd właśnie wskazanie niedocenionej wciąż w Amazonii drogi wykorzystania stałych diakonów w codziennej pracy ewangelizacyjnej. Jeden z biskupów wskazał, że zanim Kościół wejdzie na drogę święcenia „viri probati” kapłanów, powinien przejść przez doświadczenie „viri probati” diakonów. Hierarcha zauważył, że diakonat stały może stanowić wspaniałe laboratorium wprowadzenia żonatych mężczyzn w sakrament święceń.

Rola kobiet

Wiele mówiono też o konieczności docenienia zaangażowania kobiet w codzienności duszpasterskiej. Podkreślano, że ich misja wcale nie musi być związana z sakramentem święceń. Mogą odgrywać zasadniczą rolę w głoszeniu Słowa Bożego, prowadzeniu celebracji liturgicznych, towarzyszeniu chorym oraz dziełach społeczno-charytatywnych. Wskazano zarazem na konieczność lepszej formacji młodzieży i objęcia jej większą troską Kościoła, co jest pierwszym krokiem ożywiania duszpasterstwa powołaniowego w Amazonii.

Edukacja i fundusz wsparcia

Kościół w Amazonii potrzebuje wsparcia w swej pracy formacyjnej i ewangelizacyjnej, także pod względem finansowym. Stąd pojawił się postulat stworzenia międzynarodowego funduszu kościelnego, który finansowałby takie działania. Mówiono o tym 15 października na 11 kongregacji generalnej. Ojcowie synodalni wiele mówili o konieczności pogłębionej formacji zarówno kapłanów, jak i świeckich. Tu pojawiła się propozycja stworzenia wręcz integralnej sieci edukacyjnej dla Amazonii. Zauważono, że ubogi w środki i struktury Kościół pod względem kadry profesorskiej mógłby zostać wsparty np. przez katolickie uniwersytety z całego świata, które organizowałyby kursy akademickie w różnych miejscach tego regionu. Wskazano na konieczność prowadzenia takiej edukacji, która chroniłaby i promowała tożsamość kulturową ludów tubylczych, tak by przekazać ją przyszłym pokoleniom. Jedną z propozycji, jaka się pojawiła jest promowanie dwujęzycznych projektów edukacyjnych, które doceniałyby miejscowe języki i przekazywały w nich wartości. Byłaby to ewangelizacja przez edukację.

Przywołując świadectwa wielu misjonarzy, którzy oddali swe życie głosząc w tym regionie Ewangelię przypomniano, że dalsza praca misyjna i ewangelizacyjna wymaga również poważnych nakładów materialnych, którymi amazońskie wspólnoty nie dysponują. Stąd postulat wsparcia ich funduszem finansowanym przez wszystkie episkopaty świata. Pojawiła się również propozycja utworzenia stałego forum biskupów Amazonii, współpracującego ściśle z Kościelną Siecią Panamazońską, które koordynowałoby posługę duszpasterską i misyjną w dziewięciu krajach, na terenie których leży Amazonia.

Kreatywne duszpasterstwo

Amazonia nie potrzebuje duszpasterstwa zachowawczego, ale kreatywnego. Nie można kurczowo trzymać się przestarzałych metod, tylko z misyjną odwagą należy stawiać czoło nowym wyzwaniom. Mówiono o tym 16 października na 12. kongregacji Synodu Biskupów. Wskazano zarazem, że wychodząc od przesłania Ewangelii, Kościół musi zatroszczyć się o swe miłosierne i misyjne oblicze, będąc głosem wyzyskiwanych i prześladowanych ludów Amazonii, nawet za cenę męczeństwa.

Poruszając na synodzie kwestie duszpasterskie, zauważono, że nie można pozostać obojętnym na głos wspólnot, które chronicznie pozbawione są kapłanów. Przypomniano, że ta rzeczywistość dotyczy 70 proc. Amazonii, a katolicy nie mogą korzystać z sakramentów nie tylko w niedziele, ale nawet na Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Ojcowie synodalni zauważyli, że brak księży powoduje odchodzenie wiernych do sekt, w których pastorzy są bardziej bliscy i pozostają na miejscu. Odnotowano też znaczące osłabnięcie zapału misyjnego szczególnie w najbardziej oddalonych wspólnotach, w których panują trudne warunki życia. „Amazonia potrzebuje misjonarzy, tylko im ludność tubylcza wciąż w pełni ufa” – mówiono na forum synodu. Kolejny raz pojawiała się propozycja tworzenia wędrownych grup misyjnych, co odzwierciedla styl życia i głoszenia Jezusa. W tym kontekście podkreślono, że bez zbędnej nostalgii trzeba zrezygnować z przestarzałych i niesprawdzających się już metod duszpasterskich, by z kreatywnością wypracować nowe, bardziej skuteczne na dzisiejsze czasy. Zwrócono tu uwagę na znaczenie ściślejszej współpracy ze świeckimi i docenienie ich zaangażowania. Ojcowie synodalni przypomnieli zarazem, że wielkim wyzwaniem dla Kościoła w regionie Amazonii wciąż pozostaje duszpasterstwo w dużych metropoliach i dotarcie w nich m.in. do tubylców, którzy zostali wykorzenieni ze swej ziemi i zmuszeni do jej opuszczenia, co generuje nowe formy wykluczenia.

Ekologia integralna i gospodarka

Podczas kongregacji przypomniano, że wspierając ludność tubylczą, należy prowadzić takie działania, które będą motywować ją do współodpowiedzialności za przyszłość Amazonii i wzmacniać przekonanie, iż tubylcy nie są jedynie ofiarami systemu, ale prawdziwymi protagonistami swej przyszłości. Wskazano zarazem, że zachowanie tego regionu przed zniszczeniem jest obowiązkiem całej ludzkości. Zaproponowano m.in. zacieśnienie współpracy między naukowcami z całego świata zajmującymi się ochroną stworzenia i skutkami zmian klimatycznych oraz włączenie do tych działań Papieskiej Akademii Nauk.

Zgłoszono także propozycję utworzenia Międzynarodowego Obserwatorium Kościelnego ds. Przestrzegania Praw Człowieka w tym regionie. Wskazano, że papieskie przedstawicielstwa obecne w Amazonii mogłyby odgrywać większą rolę wobec lokalnych władz i międzynarodowych koncernów, gdy chodzi o ochronę ziemi, wody i puszczy. Przypomniano też zasadę suwerenności żywnościowej, mówiącą o tym, że każdy lud ma prawo wyboru tego, co chce uprawiać i jeść, i decydowania o tym, jak zapewnić wszystkim wystarczający dostęp do wyżywienia przy poszanowaniu miejscowego ekosystemu.

"Podejmujemy tematy bardzo konkretne w czasie prac w małych grupach. W kontekście ekologii integralnej mówiliśmy o dramatycznych skutkach, jakie ma dla Amazonii nielegalna wycinka drzew i coraz większe pustynnienie tego obszaru, a także o szkodach, jakie powoduje powstawanie ogromnych elektrowni wodnych i kolejnych kopalni odkrywkowych. Nie myślę tu tylko o szkodach środowiskowych, ale także społecznych, o ludziach zmuszonych do migracji w poszukiwaniu źródła utrzymania, bo zaczyna np. brakować ryb. Tymi, którzy płacą najwyższą cenę, jak zwykle są najbardziej bezbronni i najubożsi" – mówił brazylijski biskup Neri Josè Tondello.

Handel ludźmi i narkomania

Na synodzie pojawił się też postulat zacieśnienia współpracy wszystkich episkopatów obejmujących Amazonię w walce z procederem handlu ludźmi, a także konieczności większego zaangażowania Kościoła w wypracowanie polityki społecznej chroniącej kobiety i dążącej do uszczelnienia granic. O tym, aby młodzież przyjeżdżająca do wielkich miast choć trochę przygotowana na to, co tam zastanie mówił bp Stanisław Dowlaszewicz, franciszkanin od 33 lat pracujący w Boliwii. Zwrócił uwagę, że w pogoni za łatwiejszym życiem, tysiące młodych ludzi ucieka z wnętrza Amazonii do wielkich miast na jej obrzeżach. Żeby przeżyć często angażują się w transport narkotyków, a kiedy przestają być potrzebni, giną z rąk sicarios, płatnych morderców. Jego zdaniem młodymi powinni zająć ci, którzy mieszkają z nimi w ich wioskach, czyli rodzice, wspólnoty kościelne, wszyscy muszą mówić im o konkretnych niebezpieczeństwach, które na nich czyhają.

Komisja przygotowująca dokument

Na półmetku synodalnych obrad, 15 października, podano nazwiska 12 członków komisji, której powierzono przygotowanie dokumentu Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów dla Regionu Amazonii. Przewodniczącym został kard. Cláudio Hummes, OFM, emerytowany arcybiskup São Paulo, przewodniczący Episkopalnej Komisji ds. Amazonii Narodowej Konferencji Biskupów Brazylii (C.N.B.B.) i prezydent Panamazońskiej Sieci Kościelnej (REPAM) (Brazylia).

Spotkanie i Droga Krzyżowa

W ramach wydarzeń towarzyszących synodowi 17 października papież spotkał się z grupą około 40 Indian amazońskich. Część z nich jest uczestnikami zgromadzenia synodu, a pozostali biorą udział w innych inicjatywach, jakie odbywają się w Rzymie. Z kolei 19 października rano odprawiono Panamazońską Drogę Krzyżową, która przeszła spod Zamku św. Anioła na plac św. Piotra.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem