Reklama

Niedziela Sosnowiecka

Z miłości do bliźniego

Niedziela sosnowiecka 1/2018, str. IV

[ TEMATY ]

wspomnienia

Archiwum M. T. Kierocińskiej w Sosnowcu

Dzieci z sierocińca i dziewczęta ukrywające się podczas okupacji w klasztorze, Sosnowiec 1943 r.

Piotr Lorenc: – Zwykłemu człowiekowi czcigodna sł. Boża Matka Teresa Kierocińska kojarzy się przede wszystkim z założeniem nowego zgromadzenia. To bardzo mgliste wyobrażenie i nie oddające zupełnie tego, jakim była człowiekiem. Spróbujmy przedstawić ją taką, jaka była naprawdę…

S. Bogdana Batog: – To, jakim człowiekiem była nasza Matka, najlepiej widać na przykładzie jej służby dzieciom. Janina Kierocińska od wczesnej młodości miała kontakt z dziećmi. W domu rodzinnym opiekowała się dziećmi starszego rodzeństwa. Już wtedy można było zauważyć uzdolnienia pedagogiczne Janiny, która potrafiła cierpliwością, wyrozumiałością i dobrocią zjednać sobie sympatię bratanków, którzy kochali ją całym sercem i byli jej posłuszni. Bratanica napisała o Janinie: „Starała się być zawsze jak najlepszą dla otoczenia, a myśmy wszyscy bardzo ją kochali, była taka inna, taka dobroć i słodycz płynęła od niej. Ja osobiście najwięcej ją zawsze kochałam, gdyż straciłam matkę w dzieciństwie, a Ciocia Janinka bardzo się o mnie i o moje rodzeństwo troszczyła”. Janina miała dobry przykład w osobach swojej mamy i babci. Widziała, jak dawały jałmużnę ubogim. Od nich uczyła się takiej postawy miłosierdzia wobec potrzebujących.

– Te relacje z bliskimi, rodziną nie zmieniły się u Matki Teresy nigdy i zawsze z równie dużą uwagą, czułością i poświęceniem obchodziła się ze wszystkimi napotkanymi osobami. Jak to się przełożyło na działalność wychowawczą tuż po założeniu Zgromadzenia w okresie międzywojennym?

– Po zamieszkaniu sióstr w domu przy ul. Wiejskiej Matka Teresa szybko zdała sobie sprawę z potrzeb dzieci i młodzieży w Sosnowcu. W pracy wychowawczej dostrzegała możliwość formowania dusz dziecięcych. Dlatego podejmowała liczne inicjatywy apostolskie. Widziała w dzieciach „fundament pod budowę Ojczyzny naszej”. „Nie ma kto zająć się tymi dziećmi – ubolewała – Matki poszły do pracy. Trzeba, by siostry nimi się zajęły. Nie pozwólmy, by po ulicach wałęsały się dzieci, by w rynsztokach i kałużach brudziły się, by w bagnach kąpały się. Trzeba dać dzieciom – mówiła do Sióstr – zdrowy pokarm, by zdrowe były na duszy i na ciele”. „Jakże bardzo zależy mi na dobrym wychowaniu”. Właśnie w tym celu obok pracowni dla dziewcząt Matka Teresa, uzyskawszy zgodę na koncesję, otworzyła w grudniu 1925 r. ochronkę dla dzieci, zwłaszcza zaniedbanych i ubogich, w wieku od 3 do 7 lat. Posyłała też siostry do domów ubogich matek z zachętą, by przyprowadzały do ochronki swoje dzieci.

– Doszło nawet do tego, że Kuratorium Okręgu Szkolnego Krakowskiego 8 lipca 1933 r. udzieliło Zgromadzeniu pozwolenia na otwarcie Przedszkola im. św. Teresy do Dzieciątka Jezus...

– Według statutu przedszkole miało za zadanie roztaczanie troskliwej i umiejętnej opieki nad zdrowiem oraz rozwojem fizycznym, moralnym i umysłowym dzieci w wieku przedszkolnym. Przyjmowano dzieci, które ukończyły trzeci rok życia. Gdy dzieci były chore i nie przychodziły na zajęcia do przedszkola, Matka Teresa zachęcała siostry do odwiedzania ich w domach. Matka Teresa kładła duży nacisk w wychowaniu na wyrobienie sumień dzieci. Gdy któreś z nich w czymś zawiniło, brała je na rozmowę i pouczała: „Pan Jezus jest smutny, gdy jesteś niegrzeczna, a ty masz być pociechą Pana Jezusa”. W dowód zaś swego przebaczenia tuliła żałującego winowajcę do serca. Matka nieraz zastępowała siostrę wychowawczynię, wówczas umiała także wesoło bawić się z dziećmi. Była przez dzieci bardzo kochana i jak najmilej widziana. Pozyskała sobie serca dziecięce. Mówiły do niej po prostu „mamo”, a gdy pojawiła się na podwórzu zaraz zbiegały się do niej, by tuląc się, wyrazić swą wdzięczność za troskliwą opiekę i miłość.

– Opieka, nauka, wyżywienie – to chyba nie wszystko. Jak Matka dbała o sprawy religijne?

– Wdrażała dzieci do codziennej modlitwy, ale także sama za nie modliła się, by wyrosły na wielką pociechę Bogu i dobre dzieci naszej ojczyzny. Często mówiła o Bogu, uczyła pacierza i pieśni religijnych. Razem z siostrami przygotowywała dzieci, jak również dorosłych do sakramentów świętych. Z okazji uroczystości Pierwszej Komunii św. urządzano w klasztorze odświętne śniadanie, które dzieci spożywały w obecności ks. Prefekta i Matki Teresy.

– Po otwarciu przedszkola zrodziła się myśl założenia szkoły?

– W 1931 r. po przeprowadzeniu koniecznego remontu domu, Matka zwróciła się do inspektora szkolnego w Sosnowcu o pozwolenie na otwarcie przy klasztorze Prywatnej 4-klasowej Szkoły Powszechnej Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Naukę rozpoczęto we wrześniu 1931 r. Działalność sióstr w dziedzinie wychowania i nauczania nabierała coraz większego rozmachu. Przejawiała się ona w podejmowaniu wielu inicjatyw, jak chociażby przygotowywaniu z dziećmi i młodzieżą przedstawień teatralnych o charakterze religijnym i patriotycznym dla mieszkańców dzielnicy. Siostry organizowały wycieczki do pobliskich miast i okolic, jak np. do Krakowa, Polanki, gdzie znajdował się dom sióstr, pięknie położony wśród lasów i pól. Matka Teresa bardzo chętnie uczestniczyła w tych wycieczkach, bowiem w towarzystwie dzieci i młodzieży czuła się zawsze dobrze.

– Jak wyglądało życie sióstr i Matki Kierocińskiej podczas II wojny światowej?

– Podczas okupacji, gdy naród polski doświadczał prawdziwego męczeństwa, Matka Teresa swą niezachwianą wiarą i odwagą dodawała otuchy siostrom i ludziom przychodzącym do furty zakonnej. Szukała też sposobów i środków, aby wyjść naprzeciw potrzebom ludzi głodnych, bezdomnych, zrozpaczonych. W celu wybłagania miłosierdzia Bożego dla świata Matka pościła, umartwiała się, nocami adorowała Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Od listopada 1940 r. prowadzone były tajne zajęcia dla dzieci w zakresie szkoły podstawowej. Matka Teresa, w trosce o bezpieczeństwo dzieci, podczas lekcji, z różańcem w ręku obchodziła dom i modliła się, by Przenajświętsze Oblicze zasłoniło dom od „nieproszonych gości”. Świadek życia Matki Teresy, Bogumił Grajewski, we wspomnieniach napisał: „Wiele dzieci przybyłych do ochronki było niedożywionych, schorowanych i duchowo okaleczonych. Matka Teresa nie szczędziła im czasu i miłości. Często nocą przychodziła do płaczących dzieci, przemawiając do nich czule, potrafiła przytulić i rozweselić je. Robiła to tak, jak robi to czuła, dobra matka”. Siostra, która również w tym czasie pracowała w ochronce, wyznała: „Byłam zbudowana miłością, z jaką odnosiła się do dzieci”.

– Nie możemy pominąć faktu ratowania przez Matkę żydowskich dzieci. Ile ich było?

– Nie potrafimy dokładnie określić, ilu osobom pochodzenia żydowskiego siostry karmelitanki udzieliły schronienia, a więc uratowały życie. Na pewno ukryły czworo dzieci i jedną osobę dorosłą. Wiadomo jednak, że do Matki Teresy kierował „swoich znajomych” – Żydów – ks. Mieczysław Zawadzki, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Będzinie. Podobnie jak Matka Teresa, został on odznaczony po wojnie Medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Ona zdawała sobie sprawę, że przygarniając dzieci pochodzenia żydowskiego ryzykowała życie nie tylko swoje, ale i całego Zgromadzenia. A jednak w swym zawierzeniu Bogu była pewna. Jak sama mówiła: „Pan Bóg czuwa nad nami, nie sądzę, żeby miało nam coś grozić”. Jedna z uratowanych osób pochodzenia żydowskiego napisała w Księdze Pamiątkowej: „Żyję dzięki Matce Teresie i jej duchowym córkom. Podczas okupacji, narażając życie swoje i sióstr, ukrywała mnie przed okupantem. Jakież słowa mogą oddać moją wdzięczność? Jak można podziękować za życie? Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek w Sosnowcu uważam za swój rodzinny dom, a Matkę Teresę za przybraną Matkę”.

– Pomagała także dzieciom...

– Dzieci, które trafiały w czasie wojny do naszego sierocińca były bardzo zaniedbane, zawszone i cierpiały z powodu różnych schorzeń. Jedna z sióstr zajmujących się nimi opisała we wspomnieniach przykład miłości, jaki dała jej pewnego razu Przełożona: „W naszym zakładzie wśród dzieci, które wówczas przebywały, zachorowało jedno. Rany po całej głowie i ciele rozlewały się, a ja nie mogłam sobie z tym poradzić. Nasza Matka dowiedziawszy się o tym, sama z macierzyńską miłością – chociaż już dochodziła 11.00 godzina – opatrywała rany i miała pieczę nad nią, aż wyzdrowiała”. Niejednokrotnie do późnych godzin nocnych, przezwyciężając zmęczenie, czuwała nad dziećmi. Myła je, karmiła, czesała, przewijała niemowlęta. Wszystko czyniła jak prawdziwa i najlepsza matka. Ile miłości wkładała w to co czyniła, może coś o tym powiedzieć tylko ten, kto tego doświadczył lub widział jej codzienny trud. Trzeba jednak zaznaczyć, że Matka Teresa nie ograniczała się do służby dzieciom. Rozdawała potrzebującym odzież, żywność, lekarstwa, wysyłała paczki dla więźniów KL Auschwitz i obozów pracy, udzielała schronienia dziewczętom, którym groziła wywózka na roboty do Niemiec oraz żołnierzom Armii Krajowej.

2018-01-03 12:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kelner Pana Boga

Czego Krzysia w szeregach Liturgicznej Służby Ołtarza nauczono, Krzysztof wykonuje do dziś, niestrudzenie... Krzysztof Widawski służy przy ołtarzu od 36 lat

Piętnastego marca 1983 r. władze PRL oficjalnie zaprosiły Papieża do złożenia wizyty w ojczyźnie, a we wrocławskiej parafii św. Antoniego przy ul. Kasprowicza trwały próby przed przyjęciem 70 chłopców do grona ministrantów. – Pamiętam, to była sobota, uroczystość św. Józefa. Po półrocznym kursie zostałem ministrantem. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że wraz z datami ślubu i narodzin moich dzieci był to najszczęśliwszy dzień mojego życia – opowiada Krzysztof.

W męskim gronie

Zaczęło się zwyczajnie. Po I Komunii św. służbę przy ołtarzu zaproponował Krzysiowi tata. Odmówił. Potrzeba było czasu i kolegi. – Jeździłem sobie na rowerze i spotkałem kumpla z klasy. Zapytałem go dokąd idzie, a on mi odpowiedział, że na zbiórkę ministrancką. Poszedłem z nim. I zostałem. Chłopców było 200! Prócz służby przy ołtarzu, łączyło ich latem boisko, zimą stół do ping-ponga. – Każdy marzył, żeby w rozgrywkach trafić na mnie, bo to był pewny awans! – śmieje się Krzysztof. – Po meczach chodziliśmy z zaprzyjaźnionym zakonnikiem na lody. To środowisko kształtowało nasze wartości, naszą męską tożsamość.

Służba nie drużba

A cóż począć, gdy chętnych dwa razy więcej, niż strojów? Wcześniej wstawać! Zdarzyło się, że aby służyć na Roratach, Krzyś czekał na mrozie od 4.43. Jednak wzorowa frekwencja upoważniała do chodzenia po kolędzie, a to była szansa na odwiedziny u koleżanek… Ministranckie życie to małe zwycięstwa i porażki. Nasz bohater dość szybko został lektorem, ale za tempem awansu nie nadążył głos. Kiedyś stwierdził, że zaśpiewa Alleluja. Po aklamacji Kościół zamarł. Wierni nie mogli dostroić się do kantora. Podszedł do niego kapłan i pouczył: „Jak się nie umie śpiewać, to się nie śpiewa”. Od tamtego zdarzenia minęły 33 lata i choć pan Krzysztof w Eucharystii stara się uczestniczyć każdego dnia, psalm ośmielił się zaśpiewać dopiero w tym roku.

– Będąc chłopcem uwielbiałem Adwent. My do Boga lgniemy duszą i zmysłami. Odpowiednie nastrojenie zmysłów podprowadza nas do ducha, a Roraty to nastrój i wysiłek zwieńczony nagrodą. Człowiek jest cudnie zmęczony po Pasterce i zasypia z radością, że Jezus przyszedł na świat i można świętować – mówi Krzysztof. – Teraz lubię bogate liturgicznie Triduum Paschalne. Intrygujący dźwięk kołatek, oczekiwanie na modlitwę o jedność Kościoła z Żydami (wtedy trzeba wyjść po krzyż) i przejmujący śpiew „Ludu mój, ludu” w czasie jego adoracji. Potem wielkosobotnie poranne czuwanie przy Bożym Grobie i wreszcie cudna Msza rezurekcyjna.

Jest jeszcze jedno nabożeństwo, za którym przepada – Transitus, czyli pamiątka przejścia św. Franciszka do wieczności. Urzeka go klimat tej modlitwy: ciemny kościół, mnisi ze świecami. Kilka lat temu Krzysztof spełnił swe marzenie, by przeżyć wspomnienie świętego w Porcjunkuli. Pojechał z przyjacielem i trochę się rozczarował, bo tamtejsze obchody są bardzo huczne. Jednak październikowe wyjazdy do Asyżu stały się męską tradycją.

Bliżej się nie da

Warto zaznaczyć, że w życiu Krzysztofa służba do Mszy św. nigdy nie konkurowała ze służbą rodzinie – jeśli do kościoła idzie z żoną, zawsze trwa przy niej w ławce (wyjątkiem jest Triduum Paschalne).

– Dlaczego od 36 lat służę? Jako geograf mam podejście przestrzenne: im bliżej, tym lepiej. Odnoszę wrażenie, że przy ołtarzu Pan Bóg lepiej słyszy mnie, a ja Jego. Radością dla mnie jest fakt, że od kilku lat służą także nasi synowie, a żona jest z nas wszystkich dumna. Ministrantura to niezasłużony i nieuświadomiony dar. Ministrantem jest się do końca.

CZYTAJ DALEJ

Seminarium nt. demografii w Polsce: wyznawane wartości mają wpływ na dzietność

2020-02-21 18:08

[ TEMATY ]

Polska

Polska

demografia

religijność

dzietność

Bożena Sztajner

Postawy prokreacyjne są wypadkową bardzo wielu bardzo różnych czynników. Należą do nich również czynniki związane z postawą życiową i wyznawanymi wartościami – podkreślali uczestnicy seminarium badawczego pt. „Aksjologiczne uwarunkowania procesów demograficznych w Polsce”, które odbyło się dziś w Sekretariacie KEP w Warszawie.

Uczestnicy spotkania zwracali uwagę na rolę religijności w podejmowaniu decyzji o większej liczbie dzieci. Postulowali też podjęcie szczegółowych badań, które umożliwiłyby wyodrębnienie konkretnych zjawisk wpływających na decyzje prokreacyjne.

W seminarium zorganizowanym przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC oraz Krajowy Ośrodek duszpasterstwa Rodzin Konferencji Episkopatu Polski wzięli udział m.in. abp Henryk Hoser, prof. Józefina Hrynkiewicz, socjolog z UW, przewodnicząca Rządowej Rady Ludnościowej oraz. prof. Józef Oleński, ekonomista, były prezes GUS

Abp Henryk Hoser mówił m.in. o różnicy między płodnością a dzietnością. Zwrócił uwagę, że podczas gdy na płodność wpływ mają zwłaszcza czynniki środowiskowe, jak np. chemizacja środowiska, dzietność uzależniona jest przede wszystkim od czynników behawioralnych, wśród których ważna jest postawa i wartości życiowe. Zaznaczył, że społeczeństwo pierwotne to społeczeństwo o priorytecie relacji międzyosobowych. Tymczasem społeczeństwa rozwinięte są społeczeństwami o priorytecie produkcji, gdzie realizacja życia zawodowego odbywa się kosztem rodziny.

Mówiąc o wartościach, które mają wpływ na zjawiska demograficzne zwrócił uwagę na cele życiowe, które przyświecają ludziom. Zaznaczył, że w wielu przypadkach obecnie są to cele doraźne, pozbawione dłuższej perspektywy a taką właśnie dłuższa perspektywę zakładają decyzje o posiadaniu dzieci. Mówił również o problemie godzenia życia zawodowego z zżyciem rodzinnym, narastającym problemie braku poczucia sensu życia, co wiąże się z wzrastającym wskaźnikiem samobójstw oraz o wpływie wyznawanej antropologii na postawy życiowe.

Abp Hoser podkreślił ,że ważnym czynnikiem powstrzymującym ludzi od decyzji o posiadaniu potomstwa jest lęk przed przyszłością. Jego zdaniem czynnik religijny, związany z wiarą w Bożą Opatrzność, ma wpływ na łagodzenie tego lęku. Zaznaczył też że brak religijności często łączy się z łatwiejszą akceptacją decyzji o antykoncepcji czy aborcji.

Krótką historię przemian demograficznych w Polsce w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przedstawiła prof. Józefina Hrynkiewicz. Zwróciła uwagę, że bardzo negatywny wpływ na postawy prokreacyjne Polaków miała ustawa aborcyjna z 1956 r. Przez lata jednak dzietność utrzymywała się na wysokim poziomie, gwałtowny spadek nastąpił po 1989 r. Do zmian społecznych skutkujących spadkiem dzietności dodać należy również gigantyczną wyrwę w postaci emigracji w ostatnich latach ok. 3 mln. osób, głownie w wieku 20 – 34 lat. Jak podkreśliła prof. Hrynkiewicz odrobienie demograficznych strat wojennych zajęło Polsce ok. 40 lat. Strat po 1989 r. nie odrobimy przez kilka pokoleń.

Prof. Hrynkiewicz podkreśliła, że począwszy od lat 90 – tych następuje pewna zmiana narracji w odniesieniu do rodziny i dzietności, dopiero jednak w 2016 r. podjęto bardziej konkretne działania na rzecz polityki rodzinnej, czego symbolem jest program 500 +.

Czy 500+ ma wpływ na dzietność? – prelegentka podkreśliła, że nikt tak nie może powiedzieć, gdyż czynniki wpływające na dzietność są bardzo skomplikowane i bynajmniej nie wiążą się jedynie z uwarunkowaniami ekonomicznymi. – Na dzietność nie mamy wpływu lub mamy wpływ bardzo ograniczony. Możemy tylko tworzyć warunki dobrej prokreacji - powiedziała. Zwróciła jednak uwagę, że pesymistyczne prognozy, w myśl których w latach 2017 – 2018 miało się rodzić od320 do 340 tys. dzieci nie do końca się sprawdziły. W latach tych urodziło się odpowiednio 402 tys. i 388 tys. dzieci.

Prelegentka podkreśliła, że w Polsce udało się zatrzymać gwałtowny spadek liczby ludności – straciliśmy zaledwie 0,5 proc. populacji, podczas gdy dla porównania Rumunia straciła 9 proc. a Litwa 16 proc. - Stan, który mamy obecnie, jest groźny ale jeszcze nie beznadziejny; przy zwiększonym wysiłku możemy go zmienić – podsumowała.

Postulat konkretnych badań nad czynnikami wpływającymi na dzietność wysunął prof. Józef Oleński. Zwrócił uwagę, że w tym kontekście posługujemy się bardziej intuicją niż konkretnymi danymi. Jego zdaniem istotnym czynnikiem wpływu na decyzję o posiadaniu dzieci jest poczucie bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa ekonomicznego. Wspomniał jednak również o czynnikach takich, jak spadek liczby zawieranych małżeństw, naruszenie więzi społecznej, spowodowane m.in. migracją oraz ciekawej korelacji między liczbą dzieci a poziomem wykształcenia kobiet.

Zdaniem prof. Oleńskiego należałoby zdefiniować pewne typy behawioralne i rozpocząć konkretne badania socjologiczne, które pozwoliłyby wyodrębnić istotne zjawiska wpływające na decyzje prokreacyjne.

Prelegenci podkreślali rolę Kościoła katolickiego w umacnianiu postaw prorodzinnych, podejmowaniu decyzji o rodzicielstwie i akceptacji dla większej liczby dzieci. „Nie bójcie się nauczać tego, co głosi Kościół, bo to wszystko jest już zapisane w sercu człowieka” – podsumował abp. Henryk Hoser nawiązując do słów św. Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Watykan: Polak nuncjuszem w ojczyźnie papieża

2020-02-22 12:40

[ TEMATY ]

nuncjusz

Argentyna

Nuncjusz Apostolski

papież Franciszek

Polak

Krzysztof Tadej

Abp Mirosław Adamczyk, nuncjusz apostolski w Panamie, z numerem „Niedzieli” zapowiadającym Światowe Dni Młodzieży

Ojciec Święty mianował nuncjuszem apostolskim w swej ojczyźnie- Argentynie abp Mirosława Adamczyka, który dotychczas był jego przedstawicielem w Panamie – poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej.

Abp Mirosław Adamczyk urodził się 16 lipca 1962 w Gdańsku. Święcenia kapłańskie przyjął 16 maja 1987 z rąk abp Tadeusza Gocłowskiego. Jest kapłan diecezji gdańskiej. Po dwóch latach pracy wikariuszowskiej w parafii św. Ignacego w Gdańsku – Starych Szkotach został skierowany na studia na Papieskiej Akademii Kościelnej. Po ich ukończeniu 1 lipca 1993 rozpoczął pracę w służbie dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej, pełniąc posługę w nuncjaturach na Madagaskarze, w Indiach, na Węgrzech, w Belgii, Republice Południowej Afryki i w Wenezueli. Po powrocie do Watykanu pracował m.in. w Sekcji ds. Stosunków z Państwami Stolicy Apostolskiej.

22 lutego 2013 roku Benedykt XVI mianował go nuncjuszem apostolskim w Liberii. 8 czerwca tego roku Franciszek mianował go swoim przedstawicielem w Gambii, a 21 września 2013 w Sierra Leone. 12 sierpnia 2017 roku został nuncjuszem w Panamie.

W tym charakterze gościł Ojca Świętego w budynku nuncjatury podczas odbywających się w tym kraju w styczniu 2019 roku Światowych Dni Młodzieży.

Abp Adamczyk przyjął sakrę biskupią 27 kwietnia 2013 roku w katedrze oliwskiej z rąk kard. Kazimierza Nycza. Oprócz polskiego zna języki: włoski, angielski, francuski i hiszpański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję