Reklama

Notatki z Pielgrzymki

Białe skarpety dla Mamy

2018-08-01 10:33

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 31/2018, str. V

Kamil Szyszka

– Dorota, jeśli nie będziesz dawała rady, to powiedz, przepakujemy twój plecak i ja poniosę część rzeczy. Wysoki chłopak o blond włosach i opalonych policzkach tłumaczy coś jeszcze dziewczynie. Chyba idą razem, ale jeszcze nic o nich nie wiem. Żółta spódnica Doroty kołysze się nad gorącym asfaltem drogi. Jeszcze nie ma południa, a słońce już mocno dało się we znaki

Wielki sprawdzian

To drugi dzień. Idę po raz pierwszy, wszystkiego się uczę. Powtarzam sobie, że „tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”, ale też: „wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was”. Staram się sprawdzać siebie i przerzucać troski. Mam dobre, rozchodzone stare buty, koleżankę z dzieciństwa, która namówiła mnie na pielgrzymkę, i wiarę w to, że przecież intencja, którą Maryi niosę, jest tak ważna, że sama chcę ją powiedzieć, prosto do Jej ucha. I w związku z tym ze wszystkim dam sobie radę.

Pole nomadów

Miejsce na rozbicie namiotów wielkie jak okiem sięgnąć. Tropik przy tropiku. Małe domki wyrastają jeden obok drugiego. – Schowaj ten ręcznik, bo jak w nocy lunie, to wszystko sobie zmoczysz. – Nie będzie padać, zobacz, jakie jest niebo, nie ma ani chmury. Wyjmuję małą miskę i ruszam po wodę. Umycie stóp jest moim największym pragnieniem, ale kolejka jest długa. Każdy z miską w dłoni marzy o tym samym. Czekamy. Moja przyjaciółka z werwą tłumaczy coś innej siostrze. Wreszcie po półgodzinnych pogawędkach wędrujemy ostrożnie do naszego namiotu. Woda na wagę złota kołysze się w miskach. Siadamy. Będzie kąpiel.

– Ewuś, zobacz, takich stóp nie miałam nigdy w życiu! – zdejmuję sandały i podnoszę do góry stopy w paski. – E tam, dziś są tylko brudne, ale uważnie patrz na otarcia. Bo jak się będą powiększały, zedrzesz aż do krwi, a wtedy ciężko będzie iść. Wymocz dobrze i obłożymy sobie stopy maścią mojej mamy. A jutro pójdziesz w skarpetkach, żeby pięt nie odbić od asfaltu. Pogawędki nad miską, smarowanie stóp, kanapki z dżemem. W tle muzyka pielgrzymkowych zespołów. – Skończyłaś? To idziemy potańczyć.

Reklama

Zaskoczyć siebie

Gdyby ktoś mi powiedział, że po 28 km marszu będę miała ochotę na tańce, to popukałabym się w czoło. Tylko kąpiel i sen. Ale miałam! I nieźle mi szło!”Będę tańczyć przed Twoim tronem” – rozbrzmiewało po całej okolicy, a my wywijaliśmy na tych zmęczonych nogach wciąż i wciąż... Dorota od żółtej spódnicy, chłopak od opalonych policzków, który okazał się być Pawłem i całe rzesze ludzi, których trud wędrowania łączył jakoś dziwnie łatwo i od razu.

Ktoś kiedyś powiedział, że Kościół w tym najpełniej objawia swą moc, że ludzie, którzy wcześniej nigdy się nie znali, nagle stają się sobie bliscy. Tutaj to właśnie się działo. I ja tego doświadczałam.

Pędzel Wojtyły

Zwijanie namiotu nie jest moją najmocniejszą stroną, ale dziś moja kolej. Zwijam nasz „dom”, wciskam do wąskiego pokrowca. Uff, wszedł. Ludzie dookoła mnie wykonują takie same czynności. Zwijają śpiwory, polary, namioty... Na drzewie zawieszone małe lusterko, a przed nim starszy pan z pędzlem do golenia. Obrazek taki sam jak na słynnym papieskim zdjęciu drukowanym w tylu wydawnictwach: Wojtyła z twarzą w białym kremie. Kobiety czasem jednak mają lepiej, myślę.

Modlitwa palców

Modlitwa w drodze oplata mi palce. Palce, nie serce, bo idziemy w rytm różańcowych tajemnic. Drewniane paciorki między kciukiem a wskazującym palcem. „Zdrowaś, Maryjo” – pasek od sportowych sandałków obciera mi miejsce pod kostką. „Łaski pełna” – boli coraz bardziej. „Pan z Tobą...” – a Ewa mówiła, żeby założyć skarpetki. „Błogosławionaś Ty między niewiastami...”. – Nic się nie martw – słyszę głos przyjaciółki – założysz skarpetki na postoju. Dźwigamy po dwie butelki wody, bo słońce praży niemiłosiernie. Nakrycia głów we wszystkich kolorach przepływają mi przed oczami. Musimy pięknie wyglądać z góry.

Pytanie nieretoryczne

– A jeśli nie dojdę? Minęły zaledwie trzy dni, przed nami jeszcze sześć. Jeśli nie dam rady? Żółta spódnica Doroty dziś kołysze się nad wyschniętą trawą i żółtym piaskiem. Idziemy polnymi drogami, to taki odcinek, który podobno wspomina się najmocniej. Bezmiar pól zmusza człowieka do wędrowania w ciszy. Cały chce się w niej schować, jakby podejrzewał, że to właśnie tam jest komnata spotkania z Bogiem. Dziś zaprosił nas do kontemplacji, myślę. Przez głośnik dochodzi głos księdza. Konferencja o miłości. O spotkaniu, o poznaniu. Jesteś, żyjesz – wiesz, co to znaczy? Twoje bijące serce to wyznanie Miłości Boga. Najpiękniejsze. Jedyne. Nie zepsuj tego, żyj tak, jak On chce, byś żył.

Dylematy i skarpety

Ląduję w punkcie służby medycznej dzisiaj już po raz drugi. – To TCHP – pada diagnoza. – A co to takiego? – moje przerażenie rośnie, bo widzę tylko stopy z czerwonymi plamami, które lekko swędzą, a najbardziej wtedy, gdy idę. – Typowa choroba pielgrzymkowa – wyjaśnia siostra sanitariuszka. – Asfaltówka, coś jak uczulenie na asfalt, poradzimy.

– Ale czytałam, że alergia na asfalt nie istnieje – mądrzę się, nie wiadomo po co. Dziewczyny patrzą na siebie, a potem jedna z nich tłumaczy mi długo, że na pielgrzymce istnieją czasem rzeczy, które wykraczają poza podręczniki, a asfaltówka na odkrytych powierzchniach nóg rzeczywiście nie występuje, pojawia się tam, gdzie skóra ma albo miała kontakt ze skarpetami, pończochami, spodniami lub spódniczką, i może się pojawić także przez słabe spłukanie ze skóry resztek płynów do kąpieli. – Aby zapobiec asfaltówce, nie należy używać płynów ani płynnych mydeł do kąpieli, tylko normalnego mydła szarego albo oliwkowego – mówi spokojnie drobna szatynka. – Po kąpieli skórę należy bardzo dokładnie spłukać.

Teraz już wiem. Wszystko przez skarpety. Ale bez nich są otarcia. Co wybrać? Asfaltówkę w skarpetach czy otarcia bez skarpet? Stopy pielgrzyma – na szczęście tylko dwie. Stonogi, pielgrzymowanie nie dla was!

Święto dnia

Skulona siedzę pod drzewem. Nie wiem, może przesiąść się tam, gdzie świeci słońce, a zaprosić kogoś innego, żeby usiadł w cieniu? Cichy śpiew scholi, ludzie rozkładają karimaty. Teresa, starsza pani z siwym kokiem, sączy wodę z butelki. Ostatnie przygotowania. Ktoś jeszcze pyta o spowiedź. Czekamy na Eucharystię, świąteczny moment każdego dnia. – Jeśli nie dajesz rady iść, schowaj się w Eucharystii, wtul się w Nią – mówi moja przyjaciółka. Myślę, że na Golgotę wchodziło się trudniej.

Dojrzewanie serca

Znów ranek. Znów dżem. Znów zęby czyszczone w pośpiechu z kubkiem wody. I czesanie włosów, które są trochę obce, bo nieświeże. Już po półmetku, a ja dojrzewam w sercu do ważnej spowiedzi. Takiej porządkującej. Życie na wzór nomady oderwało mnie ode mnie. Błąd? Nie, ale chcę wrócić inna. Nieopalona, dumna z pokonanej trasy, z nowymi znajomościami – inna w środku. Chcę takiej spowiedzi dzisiaj. Czy starczy mi odwagi?

Uwaga, porządkowanie!

Biało-czerwona taśma od drzewa do drzewa. Pośrodku krzesło, a na nim skulony człowiek w brązowym habicie i białej czapce. Rozmawiałam z nim już, teraz czekam. Na taśmie kartka, którą wiatr kołysze, jak chce: Spowiedź. Widziałam to już na poprzednich postojach. Konfesjonał otoczony taką taśmą, jaką policja oznacza teren wypadku: Uważaj, tu coś się wydarzyło. W życiu są wypadki przy pracy. Czy grzech jest wypadkiem przy pracy?

All for pielgrzym

„Będę śpiewał Tobie, Mocy moja” – płynie ponad łąką. Kontemplujemy tajemnicę krzyża, tajemnicę umierania. Dżem, krzyż, miska z wodą. Asfaltówka, otarte do krwi pięty. Ustawiam sobie w głowie hasła – skróty. Przedzieram się do przodu. Patrzę, jak przedziera się Ewa. Dziś obydwu nam trudno i mało rozmawiamy. Kryzys przechodzą też chyba Ania z Tomkiem, młodzi rodzice. Pchają wózek z dwuletnią Anielką i dokonują cudów, aby mała była najedzona, z suchą pieluchą, wyspana i nieutrudzona tym wszystkim.

Kim bym była, gdybym nie poszła, gdybym nie dała się namówić? Coraz wyraźniej widzę, że to kluczowe doświadczenie i że za rok chcę pójść znowu. Stoimy w długiej kolejce po chleb. Jak oni to wszystko organizują, że tak dobrze działa? Wszystko na czas. Czy ludzie ze służby porządkowej i z zaopatrzenia w ogóle śpią? Przy ich pracy nasza wędrówka jest luksusem pielgrzymowania.

Deszcz i pasztet

Lunął deszcz. Nie, nie spadł – lunął. W butach chlupie mi woda. Plecaki schowałyśmy do worków na śmieci, na wszelki wypadek zawiązując je od dołu. Mamy parasole, ale po kilku godzinach marszu ręka drętwieje od trzymania. Przenośny głośnik też w niebieskim worku. Dziwne, bo mimo pogody w grupie radośnie. Anielka śpi słodkim snem nieświadomego dziecka. Dziś znów przydał się wózek, łatwiej w nim schować małą przed deszczem. W słoneczne dni Tomek niósł małą w specjalnym nosidełku na plecach.

Asia z Michałem trzymają się za ręce. Już wiem, że wzięli ślub dwa tygodnie temu, a ta pielgrzymka to ich podróż poślubna. W Częstochowie mają zamiar ubrać się w swoje ślubne stroje i w białej sukni i garniturze wejść pod Jasnogórski Szczyt. Czy zrozumieliby to szaleństwo ludzie odwiedzający strony: www.modnyslub.pl? – Czy ma ktoś kawę w termosie? – Wojtek rozmarzył się na postoju. Ktoś wyciąga rękę z kubkiem. Muzyczni grają rzewnie do bułek z pasztetem. Nie leje, nie pada, nawet nie kropi. Ale nie wyrzucamy worków. Podsuszamy na słońcu i przypinamy zwinięte do plecaków. Oby nie były potrzebne.

Eliksir z wiadra

Idę, idę, idę. Mam na głowie wianek z kłosów żyta i chabrów. Ewa uwiła na postoju dwa: dla mnie i dla siebie. Jesteśmy siostry owsianki i robimy sobie zdjęcia w nowych nakryciach. Dopojone kompotem z jeżyn, uśmiechamy się obie. Szliśmy przez wioskę, w której miejscowi ludzie ustawili przy drodze stoliki z wiadrami kompotu. Wtykali nam kubki do rąk, niektóre z pań ocierały łzy i kazały pamiętać o sobie u Maryi. Intencje od jeżyn – myślę o tych ludziach i o ich sercach. Co musi być w człowieku, że kłuje się najpierw w jeżynowych zaroślach, gotuje potem hektolitry kompotu, żeby wynieść przed dom, bo przyjdą pielgrzymi? Wzruszenie to zbyt mało pojemne słowo, by pomieścić to wszystko.

Smak finiszu

Czujemy już smak finiszu, jeden dzień to mało, ale dla owiniętych bandażem nóg to cała wieczność. Idę w adidasach. Ewa też. Każdy z naszej grupy choć przez krótki czas niósł dziś na plecach Anielkę w nosidełku. Chcieliśmy pomóc rodzicom, to taki pomysł grupy. A po cichu chyba trochę rodzaj pokuty. Bo wtedy jest trudniej, ciężej. Przypomniała mi się historia, znana, zasłyszana nie wiem gdzie, jak ktoś miał pretensje do Jezusa, że obiecał, iż zawsze będzie szedł obok, krok w krok, a na piachu były ślady tylko jednych stóp. – Gdzie wtedy byłeś, Panie? Zostawiłeś mnie? Miałeś być zawsze! – Wtedy niosłem cię na moich ramionach – odpowiedział Jezus. Być choć trochę jak On, aby spłacić dług. Niosę Anielkę. Na początku nieźle, ale potem z każdym metrem jakby ważyła tonę. Czy ja też ważę tonę, gdy zwlekam ze spowiedzią?

Już niczego nie chcę

Majaczy. Majaczy na horyzoncie. Jak fatamorgana. Jest tumult bębnów, gitar, ludzkich głosów. Machają do nas ludzie – z okien i chodników. Wchodzimy. Wchodzimy. Wchodzimy! Nie dociera do mnie. Jeszcze nie rozumiem. Widzę smukłą wieżę w pełnym słońcu, między dwoma pasami zielonego parku. Mocniej ściskam rękę Ewy. Ona prawie zgniata mi palce! Nie umiem wykrztusić słowa. Nie wierzę. Po dziewięciu dniach wędrówki jest Jasna Góra. Wszystkie moje zmagania, bandaże, plastry, zmoczone buty, namiot, miska, Eucharystie, Apele, Różańce, nawiedzone po drodze kaplice są za mną. Przede mną tylko Ona! Podchodzimy pod Szczyt, nasza kolej. Cichnie tumult, trzymamy się za ręce. Wszyscy jak porażeni klękają, niektórzy kładą się twarzą na ziemi. Plecami Teresy targa szloch. Już nic nie widzę. Już niczego nie chcę. Już wszystko mam. Jest Mama. I nagle poraża mnie myśl, że Ona tu na nas czekała, że robiła wszystko przez te dni, abyśmy doszli! Że szliśmy do Niej, ale z Nią. Powiewają flagi. Zdejmuję buty i siadam na wytartej trawie. Ewa robi to samo i uderza nas znany dobrze zapach schodzonych skarpetek i maści. Zakładamy czyste, białe jak śnieg.

Wiążemy buty i ruszamy do Kaplicy. – Nie wypada witać się z Mamą w brudnych – tłumaczyła mi wiele dni temu Ewa. – Zachowaj jedne, wyjątkowe, na tę szczególną chwilę. Zachowałam. Mam białe skarpety, serce po spowiedzi. Mogę się witać. Idziemy.

Tagi:
Jasna Góra pielgrzymka

Reklama

I Pielgrzymka Związku Oficerów Rezerwy RP na Jasnej Górze

2019-10-12 10:39

BPJG/jasnagora.com

I Ogólnopolska Pielgrzymka Związku Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej Polskiej odbyła się w dniu 11 października w sanktuarium jasnogórskim. Związek Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej Polskiej jest organizacją patriotyczną skupiającą w swoich szeregach oficerów, podoficerów, kombatantów i osoby cywilne.

BPJG /jasnagora.com

Do ZOR RP należą oficerowie rezerwy i w stanie spoczynku, a także żołnierze służby czynnej Wojska Polskiego, funkcjonariusze innych służb mundurowych oraz osoby cywilne, które ze względu na swoje zainteresowania historią Polski i dziejami Wojska Polskiego oraz zaangażowanie patriotyczne i społeczne są predestynowane do działalności w ZOR RP.

Związek Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej Polskiej został utworzony 1 października 2012 r. i dziedziczy tradycje Związku z lat 1922-1939, kontynuując jego działalność.

„Do tej pielgrzymki przygotowywaliśmy się już od dłuższego czasu – wyjaśnia płk rez. Alfred Kabata, prezes Zarządu Głównego Związku Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej Polskiej, Oddział w Warszawie – Pielgrzymkę rozpoczęliśmy już 10 października Apelem Jasnogórskim. Dzisiaj mamy uroczystość przy Grobie Nieznanego Żołnierza, odsłonięcie tablicy, Mszę św., krótkie obrady podsumowujące naszą działalność i plany na najbliższą przyszłość, jak również zwiedzanie klasztoru”.

„My w swojej działalności z jednej strony integrujemy kombatantów, oficerów rezerwy, żołnierzy rezerwy, nawet osoby cywilne, którym bliska jest historia upamiętniania dzieła naszych przodków. I przede wszystkim ważną rzeczą dla nas jest współpraca ze szkołami, bo uważamy, że kształtowanie patriotyzmu, świadomości historycznej jest bardzo ważne, i stąd ta współpraca ze szkołami” – mówi prezes.

W czasie spotkania upamiętniono obrońców Ojczyzny w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej oraz 80. rocznicę bitwy pod Kockiem, ostatniej bitwy kampanii wrześniowej 1939 r.

Podczas spotkania w Kaplicy Pamięci Narodu odsłonięto tablice w hołdzie gen. Władysławowi Andersowi, zwycięskiemu wodzowi w bitwach 2 Korpusu Polskiego o Monte Cassino, Anconę i Bolonię 1944-1945. Poświęcenia pamiątki dokonał bp Andrzej Przybylski z Częstochowy. Płk rez. Alfred Kabata przypomina: „Gen. Anders jest jednym z bohaterów narodowych, ale jest nam też bliską osobą z racji na jego córkę panią Annę Marię Anders, obecnie ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Rzymie, która jest matką chrzestną naszego sztandaru oraz członkiem honorowym, i bardzo się cieszyła, że tablica jej ojca zostaje w tak ważnym miejscu odsłonięta”.

Eucharystii o godz. o godz. 13.30 w Kaplicy Matki Bożej przewodniczył i homilię wygłosił bp Andrzej Przybylski, bpiskup pomocniczy arch. częstochowskiej. Słowa powitania w imieniu ojców i braci paulinów wypowiedział o. Jan Poteralski, podprzeor Jasnej Góry.

„W Ewangelii Pan Jezus przestrzeże nas: ‘jak wy zapomnicie, to kamienie wołać będą’. Jak wy przestaniecie pamiętać o wielkich dziełach Boga i ludzi, o wielkich patriotach i dobroczyńcach waszej historii, to kamienie wołać będą. Ta pamięć to m.in. zadanie tych, którzy tu przychodzą z pielgrzymką Związku Oficerów Rezerwy Rzeczpospolitej, całego tego środowiska patriotycznego – podkreślał w homilii bp Andrzej Przybylski – Ta pamięć wyraża się w kamieniach, zobaczcie, że ta Jasna Góra pełna jest takich kamiennych, materialnych pamiątek, cała ta Kaplica oblepiona jest wotami, żeby ludzie nie zapomnieli, że Bóg ich uzdrowił, że uzdrowił ich serca, ich wiarę, że uzdrowił ich ciało, nogi, ręce, żeby ludzie nie zapomnieli (…). Po to są również na Jasnej Górze różne tablice i wota, żebyśmy nie zapomnieli, że byli ludzie, którzy za nas życie oddali, dla dobra Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Wśród tych kamieni, które wołać będą, jest dzisiaj odsłonięta i poświęcona tablica ku czci i ku pamięci gen. Władysława Andersa, żebyśmy i o nim, o jego bohaterstwie, odwadze i dziele nigdy nie zapomnieli, ale Bogu bardziej zależy na naszej osobistej, ludzkiej pamięci niż na kamieniach”.

„My dziś żyjący mamy być owocami tamtej pamięci, krwi i bohaterstwa tamtych ludzi, bo nie wystarczy ich podziwiać, bo nie wystarczy wypisywać tylko daty ich bohaterskich wydarzeń, ale trzeba owocować tamtymi wydarzeniami” – przypominał bp Przybylski.

„Kamienie, które wołają na Jasnej Górze, są kamieniami szczególnymi, bo może gdzie indziej zawieszane tablice o bohaterach Ojczyzny, mówią o ich wielkich zasługach dla narodu, mówią o wielkich zasługach dla ludzkości, ale te wszystkie tablice, które są umieszczone tu, na Jasnej Górze, mówią o czymś najbardziej zasadniczym, o tym, że dla tych wszystkich bohaterskich ludzi, w tych wszystkich bohaterskich wydarzeniach najważniejszym fundamentem była ich relacja z Bogiem i z Maryją, taka wzajemna relacja. Dlatego i królowie, i generałowie, i wojska polskie różnych okresów naszej historii, i ludzie prości przychodzili tutaj, aby zawierzać, aby ślubować” - podkreślał bp Andrzej Przybylski.

Słowa na zakończenie Mszy św. wypowiedział o. Eustachy Rakoczy, jasnogórski kapelan Żołnierzy Niepodległości.

Na program pielgrzymki złożyło się również wręczenie medali i odznaczeń, Apel Pamięci przy Grobie Nieznanego Żołnierza w alei Henryka Sienkiewicza pod Jasną Górą, a także podpisanie porozumienia o współpracy pomiędzy Związkiem a Korpusem Kadetów w Częstochowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św Teresa od Jezusa - twierdza wewnętrzna Kościoła

2019-10-15 13:12

DK/wikipedia.org

Święta Teresa z Ávili[a], właściwie Teresa Sánchez de Cepeda y Ahumada (ur. 28 marca 1515 w Gotarrendura (Ávila) w Hiszpanii, zm. 4 października 1582 w Alba de Tormes w Hiszpanii) – hiszpańska mistyczka, karmelitanka, pisarka kontrreformacji i teolog życia kontemplacyjnego. Była również reformatorką zakonu karmelitów i wraz ze świętym Janem od Krzyża jest uważana za założycielkę karmelitów bosych.

François Gérard, "Św. Teresa”
Św. Teresa Wielka z Ávila – piękna kobieta, „teolog życia kontemplacyjnego”

W roku 1622, 40 lat po śmierci, została kanonizowana przez papieża Grzegorza XV. 27 września 1970 roku papież Paweł VI ogłosił ją doktorem Kościoła nadając jej tytuł „doktora mistycznego”. Jej książki, w tym autobiografia, Księga Życia i jej przełomowe dzieło Twierdza wewnętrzna, są podstawową częścią literatury hiszpańskiego Renesansu, jak również mistycyzmu chrześcijańskiego i chrześcijańskiej medytacji, którą opisuje w swym ważnym dziele Droga Doskonałości. Wspomnienie liturgiczne św. Teresy obchodzone jest w dniu 15 października.

Widzenia

Około roku 1556, przyjaciele Teresy zasugerowali, że jej nowe przejścia są dziełem diabła, a nie pochodzące od Boga. Zaczęła więc stosować praktyki pokutnicze i umartwiać się. Jej spowiednik, jezuita święty Franciszek Borgiasz, jednakże zapewniał ją o boskim pochodzeniu jej doświadczeń. W 1559, w dzień świętego Piotra, Teresa doświadczyła wewnętrznego widzenia Jezusa Chrystusa, który w jej przekonaniu ukazał jej się w postaci cielesnej, choć dla oczu niewidzialny. Nie miała wątpliwości co do prawdziwości tej wizji. Takie widzenia Jezusa Chrystusa trwały w sposób nieprzerwany przez okres ponad dwóch lat. W innej wizji, Serafin wielokrotnie wbił w jej serce rozżarzony do czerwoności czubek złotej lancy, powodując niepojęty duchowo-fizyczny ból. Wizja ta jest zbieżna z wizją świętego Franciszka z Asyżu, opisaną w hymnie Walka miłości.

Teresa tak opisuje tę scenę:

„Zobaczyłam, w jego ręce długą złotą dzidę, zaś jej koniec pokryty żelazem rozżarzony był do czerwoności. Wydawało mi się, że wkuwał ją co pewien czas w moje serce i że przebijał moje wnętrzności. Gdy poruszał swą dzidą wydawało mi się, że porusza i moimi wnętrznościami. Pozostawił mnie całą płonąca wielką miłością do Boga. Ból był tak wielki, że aż zaczęłam jęczeć, a słodkość płynąca z jego nadmiaru była tak zaskakującą, że nie chciałam być go pozbawiona...”

Ta wizja była inspiracją dla jednego z najsławniejszych dzieł Berniniego, Ekstaza świętej Teresy znajdującego się w Kościele Matki Bożej Zwycięskiej w Rzymie.

Pamięć o tym wydarzeniu była dla Teresy inspiracją do końca jej życia i motywowała jej całożyciowe oddanie się naśladowaniu życia i cierpienia Jezusa Chrystusa, które streszczała w słowach: „Panie, pozwól mi cierpieć z Tobą albo umrzeć”.

Dzieła świętej Teresy z Ávili, tworzone dla celów dydaktycznych, są jednymi z najwybitniejszych w literaturze mistycznej Kościoła katolickiego. Jej proza jest naznaczona wpływem łaski, ozdobną schludnością i uroczą siłą wyrazu, Teresa jest w czołówce hiszpańskich prozaików. Jej poezja jest natomiast wyróżniana za czułość i poczucie rytmu myśli.

Twierdza wewnętrzna, napisana w roku 1577, w której porównuje rozwój duszy oddanej kontemplacji do zamku z siedmioma kolejnymi wewnętrznymi komnatami, analogicznie do siedmiu niebios, których przebycie prowadzi do zjednoczenia z Chrystusem. Książka uważana jest za duchowy testament św. Teresy i skarb mistyki katolickiej.

Jan Paweł II „W dniu 4 października roku 1582, który we wprowadzonym później Kalendarzu Gregoriańskim wypadł 15 października, w Alba, w granicach diecezji w Salamance, odeszła do Oblubieńca święta Teresa od Jezusa, osłabiona wiekiem i chorobą, lecz wciąż pełna żaru i płomiennej miłości do Boga i Kościoła. Przebyła długą drogę, opromienioną darem łaski prawdziwą „drogę doskonałości”, na której przez modlitwę otwarła się na służbę miłości przeniknęła w głąb „twierdzy duszy” i doświadczyła tej miłości, która im bardziej kogoś łączy z Bogiem, tym bardziej pobudza go do przejęcia się duchem Kościoła i do poświęcenia się Kościołowi”. Podczas podróży apostolskiej do Hiszpanii 1 listopada 1982 polski papież uczestniczył w Ávili w uroczystościach z okazji 400. rocznicy śmierci św. Teresy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Litterae clausae zaprezentowany podczas konferencji Archiwistów Kościelnych w Łodzi

2019-10-16 08:28

Ks. Paweł Kłys

W Łodzi rozpoczęła się trzydniowa konferencja naukowa zatytułowana: Archiwa kościelne w niepodległej Polsce, która jest projektem realizowanym w ramach obchodów Stulecia Archiwów Państwowych.

ks Paweł Kłys

- Obchodzimy w tym roku stulecie Archiwów Państwowych, ale jest to także czas tworzenia się archiwów kościelnych w znaczeniu historycznym. Archiwa kościelne tak naprawdę na ziemiach Polskich sięgają czasów początku chrześcijaństwa i mają już ponad tysiąc lat. Ta konferencja jest elementem współpracy pomiędzy archiwami państwowymi i archiwami kościelnymi. – podkreśla ks. dr hab. Mieczysław Różański- jeden z organizatorów konferencji.

Wśród prelegentów prezentujących swoje referaty znaleźli się między innymi: ks. dr hab. Jan Adamczyk z Radomia, dr Artur Hamryszczak z Lublina, ks. dr Jarosław Wąsowicz oraz metropolita łódzki – ks. dr hab. Grzegorz Ryś.

Arcybiskup Łódzki zaprezentował przedłożenie zatytułowane: ze skarbów archiwalnych prehistorii łódzkiego Kościoła.

- Kiedy przyszedłem do archidiecezji to poszedłem do archiwum, gdzie pokazywano mi wiele dokumentów. Wtedy popełniłem pierwszy błąd – bo nie poszedłem od razu do muzeum diecezjalnego, do którego wybrałem się dopiero pół roku temu. Okazało się, że w muzeum diecezjalnym znajduje się zbiór 50 dokumentów pergaminowych od XV – XVII wieku. Wśród tych 50 dokumentów – 14 ma proweniencję z kancelarii papieskiej. Te dokumenty są skatalogowane. To jest bardzo ciekawy zbiór. – podkreślił prelegent.

Wśród tych 14 dokumentów papieskich – łódzki pasterz odnalazł jeden szczególny, który wyróżnia się na tle wielu dokumentów znanych przez archiwistów i historyków. Tym wyjątkowym dokumentem jest litterae clausae – list zamknięty. – Nazwa bierze się od tego, jak list był doręczany do odbiorcy. Najpierw dokument był składany kilkukrotnie, następnie były robione dwa otwory na zewnątrz – sznurem konopnym, a do tego sznura przywieszano bullę ołowianą. To sprawiało, że dokument był nie do otwarcia. – tłumaczy abp Ryś.

List ten był wystawiony po roku 1523, a dokładnie w 1527 i skierowany jest do Jana Łaskiego – bratanka Jana Łaskiego - Prymasa Polski. W tym czasie – jak dowiadujemy się z bulli papieskiej - Jan Łaski jest pierwszym prepozytem kolegiaty łaskiej. Stąd jak możemy z całą pewnością stwierdzić, w Łasku funkcjonowała już kolegiata.

Należy dodać, że w późniejszym czasie – Jan Łaski – prepozyt kolegiaty – zasłynął jako najsłynniejszy teolog protestancki w dziejach Polskiego Kościoła w XVI wieku. Protestant, który był twórca niektórych struktur Kościołów protestanckich w Anglii, Szwajcarii i we Francji – osobisty przyjaciel Erazma z Rotterdamu.

Łódzka Konferencja, która zakończy się w środę 16 października ma na celu - obok części merytorycznej, wskazanie pewnych rzeczy, które są bardzo ważne, bo opracowanie dokumentów w archiwach tak państwowych jak i kościelnych, są takie same. – mówi ks. Różański. - Wskazania metodyczne archiwistyki nie różnią się, natomiast ta współpraca i pomoc między archiwami jest ważna, aby jak najlepiej służyć tym materiałom, które przekazują nam doświadczenie przeszłości. – zauważa organizator konferencji. [xpk]

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem