Reklama

Notatki z Pielgrzymki

Białe skarpety dla Mamy

2018-08-01 10:33

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 31/2018, str. V

Kamil Szyszka

– Dorota, jeśli nie będziesz dawała rady, to powiedz, przepakujemy twój plecak i ja poniosę część rzeczy. Wysoki chłopak o blond włosach i opalonych policzkach tłumaczy coś jeszcze dziewczynie. Chyba idą razem, ale jeszcze nic o nich nie wiem. Żółta spódnica Doroty kołysze się nad gorącym asfaltem drogi. Jeszcze nie ma południa, a słońce już mocno dało się we znaki

Wielki sprawdzian

To drugi dzień. Idę po raz pierwszy, wszystkiego się uczę. Powtarzam sobie, że „tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”, ale też: „wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was”. Staram się sprawdzać siebie i przerzucać troski. Mam dobre, rozchodzone stare buty, koleżankę z dzieciństwa, która namówiła mnie na pielgrzymkę, i wiarę w to, że przecież intencja, którą Maryi niosę, jest tak ważna, że sama chcę ją powiedzieć, prosto do Jej ucha. I w związku z tym ze wszystkim dam sobie radę.

Pole nomadów

Miejsce na rozbicie namiotów wielkie jak okiem sięgnąć. Tropik przy tropiku. Małe domki wyrastają jeden obok drugiego. – Schowaj ten ręcznik, bo jak w nocy lunie, to wszystko sobie zmoczysz. – Nie będzie padać, zobacz, jakie jest niebo, nie ma ani chmury. Wyjmuję małą miskę i ruszam po wodę. Umycie stóp jest moim największym pragnieniem, ale kolejka jest długa. Każdy z miską w dłoni marzy o tym samym. Czekamy. Moja przyjaciółka z werwą tłumaczy coś innej siostrze. Wreszcie po półgodzinnych pogawędkach wędrujemy ostrożnie do naszego namiotu. Woda na wagę złota kołysze się w miskach. Siadamy. Będzie kąpiel.

– Ewuś, zobacz, takich stóp nie miałam nigdy w życiu! – zdejmuję sandały i podnoszę do góry stopy w paski. – E tam, dziś są tylko brudne, ale uważnie patrz na otarcia. Bo jak się będą powiększały, zedrzesz aż do krwi, a wtedy ciężko będzie iść. Wymocz dobrze i obłożymy sobie stopy maścią mojej mamy. A jutro pójdziesz w skarpetkach, żeby pięt nie odbić od asfaltu. Pogawędki nad miską, smarowanie stóp, kanapki z dżemem. W tle muzyka pielgrzymkowych zespołów. – Skończyłaś? To idziemy potańczyć.

Reklama

Zaskoczyć siebie

Gdyby ktoś mi powiedział, że po 28 km marszu będę miała ochotę na tańce, to popukałabym się w czoło. Tylko kąpiel i sen. Ale miałam! I nieźle mi szło!”Będę tańczyć przed Twoim tronem” – rozbrzmiewało po całej okolicy, a my wywijaliśmy na tych zmęczonych nogach wciąż i wciąż... Dorota od żółtej spódnicy, chłopak od opalonych policzków, który okazał się być Pawłem i całe rzesze ludzi, których trud wędrowania łączył jakoś dziwnie łatwo i od razu.

Ktoś kiedyś powiedział, że Kościół w tym najpełniej objawia swą moc, że ludzie, którzy wcześniej nigdy się nie znali, nagle stają się sobie bliscy. Tutaj to właśnie się działo. I ja tego doświadczałam.

Pędzel Wojtyły

Zwijanie namiotu nie jest moją najmocniejszą stroną, ale dziś moja kolej. Zwijam nasz „dom”, wciskam do wąskiego pokrowca. Uff, wszedł. Ludzie dookoła mnie wykonują takie same czynności. Zwijają śpiwory, polary, namioty... Na drzewie zawieszone małe lusterko, a przed nim starszy pan z pędzlem do golenia. Obrazek taki sam jak na słynnym papieskim zdjęciu drukowanym w tylu wydawnictwach: Wojtyła z twarzą w białym kremie. Kobiety czasem jednak mają lepiej, myślę.

Modlitwa palców

Modlitwa w drodze oplata mi palce. Palce, nie serce, bo idziemy w rytm różańcowych tajemnic. Drewniane paciorki między kciukiem a wskazującym palcem. „Zdrowaś, Maryjo” – pasek od sportowych sandałków obciera mi miejsce pod kostką. „Łaski pełna” – boli coraz bardziej. „Pan z Tobą...” – a Ewa mówiła, żeby założyć skarpetki. „Błogosławionaś Ty między niewiastami...”. – Nic się nie martw – słyszę głos przyjaciółki – założysz skarpetki na postoju. Dźwigamy po dwie butelki wody, bo słońce praży niemiłosiernie. Nakrycia głów we wszystkich kolorach przepływają mi przed oczami. Musimy pięknie wyglądać z góry.

Pytanie nieretoryczne

– A jeśli nie dojdę? Minęły zaledwie trzy dni, przed nami jeszcze sześć. Jeśli nie dam rady? Żółta spódnica Doroty dziś kołysze się nad wyschniętą trawą i żółtym piaskiem. Idziemy polnymi drogami, to taki odcinek, który podobno wspomina się najmocniej. Bezmiar pól zmusza człowieka do wędrowania w ciszy. Cały chce się w niej schować, jakby podejrzewał, że to właśnie tam jest komnata spotkania z Bogiem. Dziś zaprosił nas do kontemplacji, myślę. Przez głośnik dochodzi głos księdza. Konferencja o miłości. O spotkaniu, o poznaniu. Jesteś, żyjesz – wiesz, co to znaczy? Twoje bijące serce to wyznanie Miłości Boga. Najpiękniejsze. Jedyne. Nie zepsuj tego, żyj tak, jak On chce, byś żył.

Dylematy i skarpety

Ląduję w punkcie służby medycznej dzisiaj już po raz drugi. – To TCHP – pada diagnoza. – A co to takiego? – moje przerażenie rośnie, bo widzę tylko stopy z czerwonymi plamami, które lekko swędzą, a najbardziej wtedy, gdy idę. – Typowa choroba pielgrzymkowa – wyjaśnia siostra sanitariuszka. – Asfaltówka, coś jak uczulenie na asfalt, poradzimy.

– Ale czytałam, że alergia na asfalt nie istnieje – mądrzę się, nie wiadomo po co. Dziewczyny patrzą na siebie, a potem jedna z nich tłumaczy mi długo, że na pielgrzymce istnieją czasem rzeczy, które wykraczają poza podręczniki, a asfaltówka na odkrytych powierzchniach nóg rzeczywiście nie występuje, pojawia się tam, gdzie skóra ma albo miała kontakt ze skarpetami, pończochami, spodniami lub spódniczką, i może się pojawić także przez słabe spłukanie ze skóry resztek płynów do kąpieli. – Aby zapobiec asfaltówce, nie należy używać płynów ani płynnych mydeł do kąpieli, tylko normalnego mydła szarego albo oliwkowego – mówi spokojnie drobna szatynka. – Po kąpieli skórę należy bardzo dokładnie spłukać.

Teraz już wiem. Wszystko przez skarpety. Ale bez nich są otarcia. Co wybrać? Asfaltówkę w skarpetach czy otarcia bez skarpet? Stopy pielgrzyma – na szczęście tylko dwie. Stonogi, pielgrzymowanie nie dla was!

Święto dnia

Skulona siedzę pod drzewem. Nie wiem, może przesiąść się tam, gdzie świeci słońce, a zaprosić kogoś innego, żeby usiadł w cieniu? Cichy śpiew scholi, ludzie rozkładają karimaty. Teresa, starsza pani z siwym kokiem, sączy wodę z butelki. Ostatnie przygotowania. Ktoś jeszcze pyta o spowiedź. Czekamy na Eucharystię, świąteczny moment każdego dnia. – Jeśli nie dajesz rady iść, schowaj się w Eucharystii, wtul się w Nią – mówi moja przyjaciółka. Myślę, że na Golgotę wchodziło się trudniej.

Dojrzewanie serca

Znów ranek. Znów dżem. Znów zęby czyszczone w pośpiechu z kubkiem wody. I czesanie włosów, które są trochę obce, bo nieświeże. Już po półmetku, a ja dojrzewam w sercu do ważnej spowiedzi. Takiej porządkującej. Życie na wzór nomady oderwało mnie ode mnie. Błąd? Nie, ale chcę wrócić inna. Nieopalona, dumna z pokonanej trasy, z nowymi znajomościami – inna w środku. Chcę takiej spowiedzi dzisiaj. Czy starczy mi odwagi?

Uwaga, porządkowanie!

Biało-czerwona taśma od drzewa do drzewa. Pośrodku krzesło, a na nim skulony człowiek w brązowym habicie i białej czapce. Rozmawiałam z nim już, teraz czekam. Na taśmie kartka, którą wiatr kołysze, jak chce: Spowiedź. Widziałam to już na poprzednich postojach. Konfesjonał otoczony taką taśmą, jaką policja oznacza teren wypadku: Uważaj, tu coś się wydarzyło. W życiu są wypadki przy pracy. Czy grzech jest wypadkiem przy pracy?

All for pielgrzym

„Będę śpiewał Tobie, Mocy moja” – płynie ponad łąką. Kontemplujemy tajemnicę krzyża, tajemnicę umierania. Dżem, krzyż, miska z wodą. Asfaltówka, otarte do krwi pięty. Ustawiam sobie w głowie hasła – skróty. Przedzieram się do przodu. Patrzę, jak przedziera się Ewa. Dziś obydwu nam trudno i mało rozmawiamy. Kryzys przechodzą też chyba Ania z Tomkiem, młodzi rodzice. Pchają wózek z dwuletnią Anielką i dokonują cudów, aby mała była najedzona, z suchą pieluchą, wyspana i nieutrudzona tym wszystkim.

Kim bym była, gdybym nie poszła, gdybym nie dała się namówić? Coraz wyraźniej widzę, że to kluczowe doświadczenie i że za rok chcę pójść znowu. Stoimy w długiej kolejce po chleb. Jak oni to wszystko organizują, że tak dobrze działa? Wszystko na czas. Czy ludzie ze służby porządkowej i z zaopatrzenia w ogóle śpią? Przy ich pracy nasza wędrówka jest luksusem pielgrzymowania.

Deszcz i pasztet

Lunął deszcz. Nie, nie spadł – lunął. W butach chlupie mi woda. Plecaki schowałyśmy do worków na śmieci, na wszelki wypadek zawiązując je od dołu. Mamy parasole, ale po kilku godzinach marszu ręka drętwieje od trzymania. Przenośny głośnik też w niebieskim worku. Dziwne, bo mimo pogody w grupie radośnie. Anielka śpi słodkim snem nieświadomego dziecka. Dziś znów przydał się wózek, łatwiej w nim schować małą przed deszczem. W słoneczne dni Tomek niósł małą w specjalnym nosidełku na plecach.

Asia z Michałem trzymają się za ręce. Już wiem, że wzięli ślub dwa tygodnie temu, a ta pielgrzymka to ich podróż poślubna. W Częstochowie mają zamiar ubrać się w swoje ślubne stroje i w białej sukni i garniturze wejść pod Jasnogórski Szczyt. Czy zrozumieliby to szaleństwo ludzie odwiedzający strony: www.modnyslub.pl? – Czy ma ktoś kawę w termosie? – Wojtek rozmarzył się na postoju. Ktoś wyciąga rękę z kubkiem. Muzyczni grają rzewnie do bułek z pasztetem. Nie leje, nie pada, nawet nie kropi. Ale nie wyrzucamy worków. Podsuszamy na słońcu i przypinamy zwinięte do plecaków. Oby nie były potrzebne.

Eliksir z wiadra

Idę, idę, idę. Mam na głowie wianek z kłosów żyta i chabrów. Ewa uwiła na postoju dwa: dla mnie i dla siebie. Jesteśmy siostry owsianki i robimy sobie zdjęcia w nowych nakryciach. Dopojone kompotem z jeżyn, uśmiechamy się obie. Szliśmy przez wioskę, w której miejscowi ludzie ustawili przy drodze stoliki z wiadrami kompotu. Wtykali nam kubki do rąk, niektóre z pań ocierały łzy i kazały pamiętać o sobie u Maryi. Intencje od jeżyn – myślę o tych ludziach i o ich sercach. Co musi być w człowieku, że kłuje się najpierw w jeżynowych zaroślach, gotuje potem hektolitry kompotu, żeby wynieść przed dom, bo przyjdą pielgrzymi? Wzruszenie to zbyt mało pojemne słowo, by pomieścić to wszystko.

Smak finiszu

Czujemy już smak finiszu, jeden dzień to mało, ale dla owiniętych bandażem nóg to cała wieczność. Idę w adidasach. Ewa też. Każdy z naszej grupy choć przez krótki czas niósł dziś na plecach Anielkę w nosidełku. Chcieliśmy pomóc rodzicom, to taki pomysł grupy. A po cichu chyba trochę rodzaj pokuty. Bo wtedy jest trudniej, ciężej. Przypomniała mi się historia, znana, zasłyszana nie wiem gdzie, jak ktoś miał pretensje do Jezusa, że obiecał, iż zawsze będzie szedł obok, krok w krok, a na piachu były ślady tylko jednych stóp. – Gdzie wtedy byłeś, Panie? Zostawiłeś mnie? Miałeś być zawsze! – Wtedy niosłem cię na moich ramionach – odpowiedział Jezus. Być choć trochę jak On, aby spłacić dług. Niosę Anielkę. Na początku nieźle, ale potem z każdym metrem jakby ważyła tonę. Czy ja też ważę tonę, gdy zwlekam ze spowiedzią?

Już niczego nie chcę

Majaczy. Majaczy na horyzoncie. Jak fatamorgana. Jest tumult bębnów, gitar, ludzkich głosów. Machają do nas ludzie – z okien i chodników. Wchodzimy. Wchodzimy. Wchodzimy! Nie dociera do mnie. Jeszcze nie rozumiem. Widzę smukłą wieżę w pełnym słońcu, między dwoma pasami zielonego parku. Mocniej ściskam rękę Ewy. Ona prawie zgniata mi palce! Nie umiem wykrztusić słowa. Nie wierzę. Po dziewięciu dniach wędrówki jest Jasna Góra. Wszystkie moje zmagania, bandaże, plastry, zmoczone buty, namiot, miska, Eucharystie, Apele, Różańce, nawiedzone po drodze kaplice są za mną. Przede mną tylko Ona! Podchodzimy pod Szczyt, nasza kolej. Cichnie tumult, trzymamy się za ręce. Wszyscy jak porażeni klękają, niektórzy kładą się twarzą na ziemi. Plecami Teresy targa szloch. Już nic nie widzę. Już niczego nie chcę. Już wszystko mam. Jest Mama. I nagle poraża mnie myśl, że Ona tu na nas czekała, że robiła wszystko przez te dni, abyśmy doszli! Że szliśmy do Niej, ale z Nią. Powiewają flagi. Zdejmuję buty i siadam na wytartej trawie. Ewa robi to samo i uderza nas znany dobrze zapach schodzonych skarpetek i maści. Zakładamy czyste, białe jak śnieg.

Wiążemy buty i ruszamy do Kaplicy. – Nie wypada witać się z Mamą w brudnych – tłumaczyła mi wiele dni temu Ewa. – Zachowaj jedne, wyjątkowe, na tę szczególną chwilę. Zachowałam. Mam białe skarpety, serce po spowiedzi. Mogę się witać. Idziemy.

Tagi:
Jasna Góra pielgrzymka

Męska Modlitwa na Jasnej Górze

2019-06-22 17:01

o. Stanisław Tomoń/BPJG

„Męskie Oblężenie Jasnej Góry” czyli 3. Narodowa Pielgrzymka Mężczyzn trwa na jasnogórskim Szczycie w sobotę, 22 czerwca z udziałem ponad 2 tys. mężczyzn. Tematem tegorocznego spotkania są słowa: „Powołani do męskości”. Pielgrzymka odbywa się przed przypadającym jutro Dniem Ojca.

Biuro Prasowe Jasnej Góry

„Męskie Oblężenie Jasnej Góry” zorganizowali liderzy różnych męskich środowisk katolickich. Jej celem jest umocnienie mężczyzn w ich powołaniu oraz wzbudzenie pragnienia zaangażowania w życie wiarą.

W pielgrzymce biorą udział m.in. takie bractwa i wspólnoty jak: Bractwo św. Pawła, Mężczyźni Boga, Mężczyźni Pustelni, Rycerze Jana Pawła II, Wojownicy Maryi, Droga Odważnych, Lew Judy, Rycerze Kolumba, Bracia Zmartwychwstania, Mężczyźni św. Józefa, Żołnierze Chrystusa, Katolickie Bractwo Motocyklowe św. Krzysztofa.

„Pan Bóg się nie myli. Skoro stworzył nas jako mężczyzn, to ma dla nas męskie role i zadania, które możemy wypełnić – mówi Andrzej Lewek, koordynator spotkania, należący do wspólnoty Mężczyźni św. Józefa – I możemy to odkrywać, stając przed Bogiem i pytając Go o to. Także patrząc na innych mężczyzn, w jaki sposób realizują swoje męskie powołanie. ‘Oblężenie Jasnej Góry’ jest takim czasem, kiedy stajemy razem u tronu Królowej po to, by modlić się do Boga o to, byśmy mogli męskie powołanie w naszym życiu odkryć i wypełnić, byśmy mogli wypełnić te role i te zadania, które Pan Bóg przewidział dla nas. A żeby je odkryć, potrzebujemy stanąć razem i się pomodlić, i spojrzeć w głąb naszego męskiego serca”.

„Dla mężczyzn, którzy poszukują bliskości z Bogiem, jest to fundamentalne spotkanie – mówi uczestnik Michał Snarski – Tutaj szukamy tej siły, którą czerpiemy od Pana Boga, tej siły, którą Pan Bóg w nas złożył, ale często jest ona przykryta czy to przykrymi doświadczeniami, czy innymi niefortunnymi wydarzeniami. To jest bardzo cenne spotykanie dla każdego mężczyzny, szukającego relacji z Bogiem”.

Jak podkreśla Andrzej Lewek, po dwóch jasnogórskich spotkaniach są już owoce: „Ludzie wyjeżdżają z pragnieniem czegoś więcej, czegoś dalej. Wiemy już o kilku, jak nie kilkunastu grupach, które powstały w wyniku ‘Oblężeń’. Bo model jest bardzo prosty – jeżeli parafia zorganizuje wspólny wyjazd, zbiorą się mężczyźni z danej parafii i przyjadą tutaj, po drodze mają czas, żeby się poznać, tutaj mają czas, w którym Pan Bóg dotyka serca, porusza, przemienia, i kiedy wracamy stąd napełnieni, naładowani Panem Bogiem, to wtedy jedyne, co nam zostaje, to umówić się na kolejne spotykanie, żeby to jasnogórskie pielgrzymowanie przerodziło się w stałą pracę, stałą formację. I to się dzieje w wielu miejscach w Polsce, to się dzieje w wielu grupach, które w ten sposób zaczęły się spotykać i mówić o Panu Bogu”.

Mężczyźni biorą udział w licznych prelekcjach, słuchają świadectw i biorą udział w modlitwach uwielbienia. Na początku spotkania z koncertem wystąpiła grupa muzyczna 'St. Joseph Band' z Libiąża. Zebrani wysłuchali także konferencji Jacka Pulikowskiego, wykładowcy akademickiego, mówcy i gościa wielu spotkań rekolekcyjnych, autora licznych publikacji o tematyce rodzinnej. W programie o godz. 18.30 zaplanowano Mszę św. pod przewodnictwem abpa Grzegorza Rysia, metropolity łódzkiego.

Jak podkreśla Andrzej Lewek, chciałby, aby w każdej parafii w Polsce działała męska grupa. Na razie jest kilkaset takich grup w całej Polsce. „Mam mocne przekonanie, że mężczyźni potrzebują stawać razem, potrzebujemy tego, by poddać się Bożemu formowaniu, Bożemu prowadzeniu. Bo tacy jesteśmy, jak nas uformują. Jeżeli tym formowaniem jest tylko to, co nam proponują media, czy radio czy telewizja, to, z całym szacunkiem dla mediów, nie zawsze jest to to, czego od nas oczekuje Pan Bóg. Boży plan odkrywamy na modlitwie i na wspólnym stawaniu jako mężczyźni”.

Spotkanie swoim patronatem objęli: abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański i przewodniczący KEP, abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski i wiceprzewodniczący KEP, abp Wojciech Polak, Prymas Polski, kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wiedeń: skandaliczne zachowanie austriackich piłkarek powodem odwołania meczu z reprezentacją Watykanu

2019-06-22 21:27

ts (KAI) / Wiedeń

W Wiedniu miał się odbyć dziś mecz piłki nożnej kobiet, w którym po raz pierwszy za granicą miała zagrać reprezentacja Watykanu. Niestety, mecz nie doszedł do skutku ze względu na skandaliczne zachowanie zawodniczek austriackich, poinformowała telewizja ORF.

AnnRos/pixabay.com

Według tej informacji, na wiedeńskim stadionie miały się zmierzyć zawodniczki nowo utworzonej reprezentacji FC Watykan i wiedeńskiego klubu FC Mariahilf. Przeszkodziła w tym postawa zwolenniczek aborcji wśród zawodniczek austriackich w czasie, gdy odgrywano hymn Państwa Watykańskiego.

Obecny na stadionie nuncjusz apostolski w Austrii, Pedro Lopez Quintana, zadecydował o wycofaniu reprezentacji watykańskiej.

Towarzyski mecz, który miał zostać rozegrany wczesnym popołudniem, poprzedziła wspólna Msza św. i poświęcenie boiska. „Jednak od hymnu sprawy potoczyły się gwałtownie” - poinformowała ORF.

Podczas hymnu watykańskiego kilka zawodniczek austriackich podniosło koszulki „pokazując wymalowane na brzuchach jajniki oraz hasła wzywające do legalizacji aborcji”.

W reakcji nuncjusz apostolski wraz z towarzyszącymi mu osobami natychmiast opuścili stadion. Mimo, iż po hymnach zawodniczki zwyczajowo uścisnęły sobie ręce, nie odezwał się gwizdek rozpoczynający grę, a watykański trener wezwał swoje zawodniczki na ławkę. Publiczność natomiast poinformowano w krótkim komunikacie, że piłkarska reprezentacja kobieca z Watykanu nie wystąpi.

Przedstawicielka austriackich zawodniczek uczestniczących w akcji Luise H. powiedziała w rozmowie z ORF, że grupa zupełnie nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji ich akcji i chętnie rozegrałaby mecz.

Dziennikarzom organizatorki akcji rozdały ulotki mówiące o tym, że aktywistki nie utożsamiają się z negatywnym stanowiskiem Kościoła wobec aborcji oraz „małżeństw” osób tej samej płci.

Według ORF, tłumaczyły, że nie były świadome tego, iż „ich akcja podczas odgrywania hymnu Watykanu i w obecności nuncjusza apostolskiego jest szkodliwa dla idei sportu i może zniszczyć wielotygodniowe przygotowania”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: obraduje Rada Kardynałów

2019-06-25 12:45

st (KAI) / Watykan

Pod przewodnictwem Ojca Świętego obraduje na swoim 30. posiedzeniu Rada Kardynałów - poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Jednocześnie przypomniano, że w związku z tym wydarzeniem 27 czerwca o godz. 13.00 zaplanowano briefing, który poprowadzi tymczasowy dyrektor watykańskiej Sala Stampa, Alessandro Gisotti.

Grzegorz Gałązka

Jak zauważają dziennikarze specjalizujący się w tematyce watykańskiej, obecne posiedzenie Rady Kardynałów dokona zapewne podsumowania procesu konsultacji projektu nowej konstytucji apostolskiej o Kurii Rzymskiej, która będzie najprawdopodobniej nosiła tytuł „Predicate Evangelium”. Pomimo, że większość konsultowanych wyraziła opinię pozytywną, nie oznacza to zakończenia prac. Ponadto należy pamiętać, że organ ten ma także pomagać Ojcu Świętemu w zarządzaniu Kościołem powszechnym, a zatem funkcja Rady Kardynałów nie skończy się wraz z opublikowaniem konstytucji apostolskiej.

Do ustanowionej 13 kwietnia 2013 roku Rady Kardynałów należy obecnie 6 purpuratów (kardynałowie Óscar Andrés Rodríguez Maradiaga (Honduras); Giuseppe Bertello (Watykan/Włochy), Oswald Gracias (Indie); Reinhard Marx (Niemcy); Sean O’Malley (USA); Pietro Parolin (Watykan/Włochy). Ponadto sekretarzem Rady, nie będącym jednak jej członkiem, jest bp Marcello Semeraro (Włochy), a jego zastępcą bp Marco Mellino (Włochy).

Pod koniec ubiegłego Radę Kardynałów roku opuściło trzech kardynałów: George Pell (Australia), Francisco Javier Errázuriz (Chile) i Laurent Monsengwo Pasinya (Demokratyczna Republika Konga).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem