Reklama

Puszczański patriota

2019-01-30 11:36

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 5/2019, str. IV

TD
W tym miejscu stała wojenna leśniczówka Bronisława Bonikowskiego, w której stacjonował Hubal i gdzie podjął decyzję o walce w kraju

Bolesław Bonikowski – syn powstańca styczniowego, strażnik Puszczy Jodłowej, opoka dla leśnych ludzi – partyzantów, człowiek honoru w dawnym, przedwojennym wydaniu. Zapomniana, bohaterska postać wrośnięta mentalnie i historycznie w tzw. Czarny Las k. Bodzentyna. Duch Puszczy – leśniczy Bolesław Bonikowski

W jego leśniczówce na Podgórzu gościli mali i wielcy tego świata. Leśniczówka zawsze była otwarta dla ludzi, którzy potrzebowali pomocy i którym na sercu leżało dobro Polski. Po wojnie do Podgórza przyjeżdżali studenci i pracownicy naukowi szkół leśnych oraz profesorowie, aby prowadzić badania i uczyć się kultury leśnej. Kto zadba o pamięć o leśniczym Bonikowskim, gdy świadkowie jego życia odchodzą?

Syn powstańca

Bolesław urodził się 31 marca 1895 r. w Kadłubskiej Woli w powiecie radomskim. Jego ojciec Władysław był powstańcem styczniowym 1863 r. Jego historia nie mogła nie wpłynąć na linię życia Bolesława. Władysław z gimnazjum pińczowskiego razem z Szymonem Tadeuszem Włoszkiem zbiegł do powstania styczniowego. Walczył pod Langiewiczem na św. Krzyżu, pod Staszowem, Małogoszczem, Ojcowem, Skałą, Grochowiskami. W prowadzonym przez niego sklepie artykułów kolonialnych przy ul. Niskiej 1 w Kielcach w 1916 r. spotykali się powstańcy 1863 r. Wcześniej był dzierżawcą wsi Dębska Wola. Zmarł w przededniu wolnej Polski, w 1917 r. Matka Bolesława Bonikowskiego Jadwiga, z herbowej rodziny Różyckich, zmarła w 1932 r. w Kielcach. Oboje spoczywają na Cmentarzu Starym w Kielcach.

Bolesław miał dwie siostry: Stefanię Bonikowską (znaną fotografkę) i Zofię Zagorowską oraz brata Henryka (aptekarza, żołnierza AK, który zginął w obozie niemieckim Gross-Rosen w 1943 r.).

Reklama

Bolesław w 1920 r. został zatrudniony w Nadleśnictwie św. Katarzyna jako praktykant. Egzamin na leśniczego składał w byłej Dyrekcji Lasów Państwowych w Radomiu. Od 1935 r. do chwili śmierci, tj. 1962 r. był nieprzerwanie przez 27 lat leśniczym na Podgórzu. W sumie przepracował 40 lat w leśnictwie. Zanim włożył mundur leśnika, nosił inny – żołnierza. Od 6 sierpnia 1917 r. do 30 lipca 1918 r. służył w I Pułku Ułanów Kawalerii dowodzonym przez gen. Władysława Belinę Prażmowskiego, w stopniu wachmistrza kawalerii. W 1920 r. walczył z 13 Pułkiem Ułanów w Wojnie Obronnej. Ciężko ranny lancą w brzuch, nie odzyskał zdrowia. Przez długie lata musiał leczyć się i rehabilitować.

I tak w 1920 r. zalazł się w Puszczy Jodłowej, w Podgórzu, z rekomendacji przyjaciela z Legionów inż. Ludomira Kosińskiego, który był jego zwierzchnikiem w wojsku, a następnie w pracy w leśnictwie. Leśniczówka w Pogórzu była Bronisławowi przyznana jako nagroda, za udział w ważnych operacjach wojskowych.

Zakochany w Czarnym Lesie

Leśniczy kochał Puszczę Jodłową, która wręcz zastępowała mu rodzinę (nigdy się nie ożenił). Szczególnym sentymentem darzył Czarny Las i nic dziwnego, że do niego na czasową kwaterę skierował żołnierzy Hubala, którzy odwiedzili leśniczówkę w Podgórzu w październiku 1939 r.

Żołnierze obozowali nad stawami w Czarnym Lesie, korzystali z map leśnych przekazanych dowódcy. Hubal – „Szalony Major” w Górach Świętokrzyskich spotkał wielu ofiarnych ludzi gotowych do podjęcia razem z nim dalszej walki zbrojnej. Nawiązał bliższe kontakty m. in. z ks. Hamerskim z Bielin i Józefem Dąbkiem z Kakonina. Tutaj Hubal zaniechał dalszego marszu na Węgry – na odprawie w leśniczówce poinformował podwładnych o swoich planach. Z uwagi na zachowanie bezpieczeństwa zalecił żołnierzom przyjęcie pseudonimów. Sam przyjął pseudonim Hubal…

Bonikowski stosował wiele zabiegów, aby uchronić Puszczę przed unicestwieniem podczas II wojny światowej. Zniechęcał skutecznie Niemców do urządzania w tym miejscu polowań. Przed każdym planowanym polowaniem leśniczy werbował miejscową młodzież, która krzykami oraz biciem kijami w pnie drzew skutecznie przepędzała wszystko, co żyło na pewien czas do innych partii lasu.

Leśniczego odwiedzali w Podgórzu stacjonujący w pobliżu partyzanci. Zawsze mogli liczyć na pomoc w postaci prowiantu i pieniędzy, które dowoziła do leśniczówki jego siostra Stefania Bonikowska z Kielc. Dochody uzyskiwane przez Stefanię z zakładu fotograficznego sprawnie funkcjonującego w pobliżu kieleckiej katedry nie raz i nie dwa wspierały partyzantów, a po wojnie pomagały rodzeństwu w należytym przyjmowaniu wielu szacownych osób, w skromnych progach leśniczówki Podgórze, przyjeżdżających tu w celach naukowych.

Jak zwykle szarmancko

O leśniczym pisał Edward Jędrzejczyk w czasopiśmie „Las”. Przypominał Bonikowskiego m.in. w artykule pt. „Świadek tamtych wydarzeń” (1996 r.).

„Bolesław Bonikowski, leśnik – legenda «Duch Puszczy», jak zwykle szarmancko zaprosił nas w swoje skromne progi. Pracował tu od lat dwudziestych ubiegłego stulecia, kawalerzysta z wojny bolszewickiej 1919-20. Przywiązanie do koni i munduru pozostały mu do śmierci i bardzo pasowało do zawodu leśnika terenowca. Zawsze chodził w bryczesach i butach z wysokimi do kolan cholewami (…). W stajni hodował niedużego konika «Karusia», który był na specjalnych prawach, nie pracując nigdy jako siła pociągowa, ani nośna, a tylko swym wyglądem cieszył oko gospodarza. Miał także na leśniczówce przeważnie po dwa psy różnych ras, które mu wiernie służyły i towarzyszyły w domu i pracy. B. Bonikowski był niekwestionowanym przykładem prawdziwego leśnika, oczytany w literaturze fachowej i pięknej, człowiek o dużej kulturze osobistej i wysokiej etyce ogólnej i zawodowej, swego rodzaju oryginał. Kawaler. Starsi mieszkańcy okolicznych miejscowości pamiętają go i wspominają z szacunkiem. Sprawy lasu zajmowały go bez reszty (…). Wyjeżdżając autobusem do Kielc, nigdy nie wsiadał na przystanku we wsi Podgórze, ale odjeżdżał z drugiego w lesie przy kolejce, by ludzie miejscowi nie wiedzieli, że nie ma go w domu i można by próbować uszczuplać nielegalnie dobra puszczańskie. Zwyczaj ten okazał się bardzo praktyczny w pracy leśnika. Od czasu do czasu p. Bolesława odwiedzała i wspomagała życzliwym słowem i «zaopatrzeniem» jego siostra p. Stefania Bonikowska właścicielka zakładu fotograficznego przy ul. Małej pod katedrą. W czasie okupacji w zakładzie tym była skrzynka kontaktowa Armii Krajowej. Dziś tego budynku już nie ma”.

Z „Duchem” przy herbacie z samowara

– Leśniczy Bolesław Bonikowski lubił ludzi, chociaż uważano, że był dziwakiem i samotnikiem. Kiedyś w Świętej Katarzynie zwierzyła mi się siostra bernardynka, która rozmawiała ze mną przez kratę (bo to klasztor zamknięty, klauzurowy), że wujek należał do absolutnych wyjątków mających wstęp do klasztoru. Siostry bardzo go lubiły i wspominają go do dzisiaj – opowiada kuzynka leśniczego, Maria Spława-Neyman.

Bali się leśniczówki jedynie kłusownicy i amatorzy drzewa jodłowego. Leśniczy pojawiał się nagle, znikąd. Mówili o nim „Duch Puszczy”, wyobrażenie wzmagał okazały wzrost i surowa twarz…

Do lat 60. XX w. Bonikowski mieszkał w zwykłej świętokrzyskiej drewnianej chacie, oskrzydlonej gruszą rodzącą rokrocznie wspaniałe słodkie owoce, a herbatę parzył gościom w oryginalnym tulskim samowarze na węgiel drzewny. – Podarowała mu go moja babcia. Samowar przywiozła do Polski z Moskwy, gdy w 1917 r. musiała uciekać wraz z rodziną z Rosji – dodaje Spława-Neyman.

Z początkiem 1960 r. wybudowano nową murowaną leśniczówkę. Leśniczy nie cieszył się nią długo. Zmarł nagle na serce 12 grudnia 1962 r., po incydencie w lesie, gdy miejscowy chłop ze Świętej Katarzyny ściął najdorodniejszą jodłę w Czarnym Lesie. Spoczął na Cmentarzu Starym w Kielcach obok rodziny. Na tabliczce umieszczono napis: „Ukochana przez Ciebie Puszcza Jodłowa szumieć Ci będzie do snu wiecznego”.

Jeszcze dzisiaj starsi mieszkańcy Bodzentyna wspominają leśniczego w stroju legionisty z szabelką u boku, maszerującego wojskowym krokiem z leśniczówki w Podgórzu do Bodzentyna. Za długoletnią pracę i ochronę zasobów Puszczy Jodłowej został odznaczony dwukrotnie Srebrnym, a następnie Złotym Krzyżem Zasługi.

Nad skromnymi mogiłami rodziny Bonikowskich na Cmentarzu Starym w Kielcach stoi samotna jodła.

Tagi:
historia

Nauka bezwarunkowej miłości

2019-10-08 14:19

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 41/2019, str. 4-5

Na cmentarzu wojennym w Banachach – w związku z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej oraz bitwą pod Banachami – miały miejsce uroczystości w dniu 22 września

Joanna Ferens
Poświęcenie i odsłonięcie pomnika

W okresie działań wojennych we wrześniu 1939 r. Banachy należały do powiatu biłgorajskiego. Tutaj osiemdziesiąt lat temu toczyły się walki związane z bitwą o Biłgoraj i osłanianiem wycofywania się Armii „Kraków” i Armii „Lublin” w kierunku wschodnim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Znamy laureatów nagrody TOTUS TUUS 2019

2019-10-12 21:32

lk / Warszawa (KAI)

Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym „Misericordia” w Lublinie, kompozytor i śpiewak Piotr Pałka, Wydawnictwo Diecezji Tarnowskiej „Promyczek” oraz Naczelna Redakcja Programów Katolickich Polskiego Radia i ks. prof. Michał Heller - to tegoroczni laureaci nagrody TOTUS TUUS, której uroczysta gala odbyła się w sobotę na Zamku Królewskim w Warszawie w ramach centralnych obchodów XIX Dnia Papieskiego.

episkopat.pl

Nagrody TOTUS TUUS przyznawane są przez Fundację "Dzieło Nowego Tysiąclecia" w czterech kategoriach tematycznych i kategorii specjalnej co roku w ramach Dnia Papieskiego. Wyróżnienia te otrzymują osoby i instytucje, które w szczególny sposób przyczyniają się do promocji nauczania św. Jana Pawła II lub poprzez swoje działania realizują wezwanie Papieża Polaka do obrony godności człowieka.

Jednym z pomysłodawców Nagrody był biskup radomski Jan Chrapek. Po jego tragicznej śmierci w październiku 2001 r., podczas trzeciej edycji przyznawania Nagród, wręczono również „TOTUS-a Medialnego”, którym honorowane są osiągnięcia w dziedzinie mediów.

Nagroda przyznawana jest w postaci statuetki anioła, której autorem jest rzeźbiarz Wincenty Kućma.

Tegoroczni laureaci to: Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym „Misericordia” w Lublinie, kompozytor i śpiewak Piotr Pałka, Wydawnictwo Diecezji Tarnowskiej „Promyczek”, Naczelna Redakcja Programów Katolickich Polskiego Radia oraz ks. prof. Michał Heller.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świeccy franciszkanie świętowali jubileusz

2019-10-13 23:44

Maciej Orman

Naśladują św. Franciszka, żyjąc jego duchowością. Nie noszą habitów, ale służą Bogu i ludziom przez pracę i modlitwę. Jubileusz 40-lecia świętował 13 października Franciszkański Zakon Świeckich (FZŚ) działający przy parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Częstochowie

Maciej Orman

Z tej okazji Mszy św. w intencji braci i sióstr należących do zakonu, zwanym też III Zakonem Franciszkańskim, przewodniczył o. Gabriel Kudzia OFM.

– Pokój i dobro – powitał wszystkich na początku Eucharystii franciszkańskim pozdrowieniem proboszcz parafii ks. Janusz Wojtyla. – Pragniemy zanieść wdzięczną modlitwę do Boga za to, że duch franciszkański ogarnia naszą lisiniecką ziemię przez posługę świeckich, którzy modlą się, pracują i dają świadectwo życia według reguł św. Franciszka, który chciał być w świecie żywą Ewangelią – powiedział ks. Wojtyla.

W kazaniu o. Gabriel Kudzia podkreślił, że należący do FZŚ zafascynowali się sposobem życia św. Franciszka z Asyżu, który jest wzorem wolności, pokoju, zgody i pojednania między ludźmi. – Ta fascynacja jego świętością sprawiła, że wstąpili do wspólnoty, aby realizować pragnienie dążenia do doskonałości chrześcijańskiej. Doszli do wniosku, że nie wystarcza im coniedzielny udział we Mszy św., odmawianie pacierza i zachowywanie przykazań. Zrozumieli, że Bóg jest taki wielki i wspaniały, że ciągle trzeba Go szukać i głębiej poznawać. Szukali kogoś, kto im w tym pomoże. I znaleźli św. Franciszka, który jest nauczycielem doskonałości, bo sam upodobnił się do Chrystusa na tyle, że nazwano go drugim Chrystusem – powiedział o. Kudzia.

– Jeśli czujesz, że dotychczasowe życie religijne nie zadowala cię, to znak, że Bóg puka do twojego serca, abyś wszedł na drogę doskonałości przez wstąpienie do FZŚ – kontynuował kaznodzieja.

– Dziękujemy, że Bóg dał nam w osobie św. Franciszka z Asyżu wzór radosnej świętości. Prośmy, by pociągnął nas za sobą, byśmy odważnie szli drogą chrześcijańskiej doskonałości i osiągnęli wieczne zbawienie – zakończył o. Kudzia.

Podczas Mszy św. śpiewał chór Cantate Deo pod dyr. Włodzimierza Krawczyńskiego.

Na zakończenie Mszy św. wierni mogli ucałować relikwie św. Franciszka i bł. Anieli Salawy, która patronuje akcji „Makulatura na misje”. W ostatni piątek i sobotę miesiąca FZŚ zbiera makulaturę na parkingu przy kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Dochód z jej sprzedaży jest przeznaczany na budowę studni głębinowych w Afryce. W tej chwili powstaje już siódma.

FZŚ przy parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Częstochowie liczy 17 osób. Jego przełożoną jest Stefania Kreczko, która należy do wspólnoty od 26 lat. – Wstąpiłam do niej za zachętą br. Wacława Rukszy, ówczesnego przełożonego, ale przede wszystkim dlatego, że św. Franciszek jest patronem prawdziwych ekologów, którzy nie tylko szanują inne stworzenia, ale na pierwszym miejscu życie ludzkie, od poczęcia do naturalnej śmierci. Poza tym moja śp. mama też należała do zakonu – przyznała w rozmowie z „Niedzielą” Stefania Kreczko i dodała: – Nie jest nas dużo, ale chodzi o serce, o to, by duch franciszkański przenosił góry. Św. Franciszek był przecież biedaczyną, a czynił cuda.

Asystentem regionu częstochowskiego FZŚ jest o. Natan Kansy OFM, posługujący w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie. – We wspólnocie każdy nawzajem ubogaca siebie. Wspólnota daje poczucie odpowiedzialności i tego, że jesteśmy potrzebni. Przynależność do niej jest wielką radością – powiedział „Niedzieli” o. Kansy.

Podczas niedzielnej uroczystości 5 osób świętowało jubileusz 40-lecia przynależności do FZŚ. Jedną z nich był Antoni Narolski, mistrz do spraw formacji, jedyny mężczyzna we wspólnocie i jeden z jej inicjatorów. – Bardzo zżyłem się ze św. Franciszkiem, a z tego wynikają konkretne obowiązki, np. modlitwa brewiarzowa. Nie można być tylko „z afiszu”. Trzeba zauważać drugiego człowieka, również najbiedniejszego – przyznał w rozmowie z „Niedzielą”. Antoni Narolski był trzykrotnie przełożonym wspólnoty przy parafii na Lisińcu. Pełnił także funkcję zastępcy i skarbnika.

Świeccy franciszkanie spotykają się w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w II niedzielę miesiąca o godz. 7.00 podczas Mszy św., a następnie na spotkaniu formacyjnym. Wspólnota czeka na nowych kandydatów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem