Reklama

echa ŚDM

Jezus nas potrzebuje

2019-02-06 11:47


Niedziela Ogólnopolska 6/2019, str. 52-55

Za dużo się działo, żeby tak po prostu wrócić do codzienności. Nie tylko w Panamie, ale i w Polsce. Poszczególne diecezje w łączności z 34. Światowymi Dniami Młodzieży dla tych, którzy zostali w Polsce, przygotowały wyjątkowe spotkania. Poniżej prezentujemy jedynie wybrane. I przedstawiamy ludzi, którzy doświadczyli czegoś ważnego

WARSZAWA

Młodzi w stolicy spotkali się w Świątyni Opatrzności Bożej. Podczas „Panamy w Warszawie” wspólnie modlili się, uwielbiali Boga, przystępowali do sakramentów oraz wysłuchali konferencji metropolity łódzkiego abp. Grzegorza Rysia na temat tego, jak usłyszeć głos Boga.

Przez pierwsze pół godziny było mi bardzo zimno, bolało mnie lewe kolano, ale po konferencji abp. Grzegorza Rysia, która bardzo przemówiła do mojego serca, postanowiłem uczestniczyć w spotkaniu w Świątyni Opatrzności Bożej. Odbyłem owocną spowiedź, a na Mszę św. czekałem z wielkim utęsknieniem. Zostałem również na wieczorze uwielbienia.
Janek Krześniak

W „Panamie w Warszawie” z chęcią uczestniczyłam jako wolontariuszka po to, żeby łączyć się z uczestnikami Światowych Dni Młodzieży. Bardzo poruszyły mnie słowa papieża Franciszka, które wypowiadał na temat miłości. Ojciec Święty ma dar mówienia o oczywistych sprawach w sposób, który trafia do młodych osób. Podoba mi się również niesamowity kontakt, który ma z młodzieżą.
Paulina Obłuska

Reklama

Najbardziej podobała mi się panująca podczas tego wydarzenia atmosfera oraz osoby pełne pasji i wiary. Większość z nas nie mogła uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży w Panamie, ale dzięki spotkaniu w Świątyni Opatrzności Bożej mogliśmy świętować ten czas w stolicy. To niesamowite, że mimo iż każdy z nas jest inny i pochodzi z różnych zakątków świata, byliśmy w stanie w jedności budować wspaniałą wspólnotę.
Małgorzata Menza

CZĘSTOCHOWA

W Częstochowie Światowe Dni Młodzieży obchodzono w kościele akademickim pw. św. Ireneusza. Program rozciągał się na trzy wieczory, które rozpoczynały się Eucharystią. 24 stycznia Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył abp Wacław Depo, następnie uczestnicy wysłuchali przepięknego Koncertu Kolęd w wykonaniu Rodziny Pospieszalskich; 25 stycznia, w łączności z Papieżem odbyła się Droga Krzyżowa, 16 stacji w formie pantomimy były szansą na osobiste spotkanie się uczestników z Panem Jezusem; 26 stycznia częstochowski biskup pomocniczy Andrzej Przybylski przewodniczył Eucharystii, po której był czas świadectw. Trzydniowe obchody ŚDM zakończyły się adoracją Najświętszego Sakramentu.

ŚDM to święto nas, młodych. Choć tęsknię za fiestą, jaka była w Krakowie w 2016 r., najważniejsze, że jesteśmy razem. W czasie ŚDM-ów lepiej rozumiem słowa Jezusa o tym, że gdzie dwóch lub trzech modli się razem, jest z nimi Chrystus. On daje radość, siłę do zmian na lepsze, aby wytrwać w głoszeniu Ewangelii. Czuwanie podczas ŚDM było wyjątkowe. Taki most do Nieba z przystankiem w Panamie. Jestem świadoma, że na co dzień zapewne nie będzie fajerwerków, ale wystarczy mi łaski, aby donieść moje postanowienia do Lizbony.
Maks

Nie lękajcie się! Kiedy usłyszałem te słowa, pomyślałem, że Ojciec Święty dobrze zna realia, w których żyjemy. Kiedy się boję, szczególnie potrzebuję być we wspólnocie. Teraz, kiedy jesteśmy razem, razem się radujemy i modlimy, chcę załadować swoje baterie, aby rozwijać się, iść w świat z nową energią do działania. Wierzę mocno, że Maryja nam pomaga w drodze do Jezusa. Dlatego patronuje spotkaniu młodych w Panamie. Tu jest dziś stolica wiary. I tę wiarę chcę zanieść do mojego domu, do mojej rodziny, na uczelnię i wszędzie tam, gdzie Bóg mnie pośle.
Benek

KIELCE

Młodzi ludzie z diecezji kieleckiej spotkali się w przeddzień zakończenia ŚDM w jednej z hal Targów Kielce, by modlić się, by być razem, by przeżywać to, co czuli trzy lata temu, będąc w Krakowie. Pół tysiąca młodych w zimny styczniowy wieczór spotkało się, by wielbić Boga i swoją radością i entuzjazmem zarażać innych.

Przyjechałem tutaj dlatego, że czuję potrzebę tworzenia wspólnoty z młodzieżą, uwielbiania Chrystusa razem, dlatego że – jak mówił Pan Jezus – gdzie dwóch albo trzech spotyka się w moje imię, tam i Ja jestem. I właśnie tworzymy taką jedną wspólnotę, w której uwielbiamy Pana i pragniemy się do Niego przybliżyć przez nauczanie, modlitwę.
Olaf Rabiej

Jestem tutaj, aby poczuć to, co czułam kilka lat temu w Krakowie, tę samą wspólnotę. Nieważne jest to, czy jesteśmy tutaj, czy w Panamie, ponieważ Pan Bóg jest ten sam w każdym miejscu na ziemi. Bardzo dobrze, że tutaj jesteśmy, żeby jeszcze raz zbudować tę wspólnotę, chwalić Boga i przypomnieć sobie te wszystkie wrażenia z Krakowa.
Dominika Krzemińska

KRAKÓW

„Panama w Krakowie” to „24h z Panamą” – od sobotniego do niedzielnego wieczora. Około 300 młodych spędziło ten czas w Sanktuarium św. Jana Pawła II. Uczestniczyli w wieczorze uwielbienia, konferencjach, Mszy św., wspólnym świętowaniu, porannej zumbie, tańcach lednickich... Młodzież oglądała czuwanie oraz Mszę Posłania z Panamy, wysłuchała również inspirujących świadectw dotyczących Heleny Kmieć.

Panama w Krakowie była dla mnie cudowną okazją, żeby poczuć łączność z tym wszystkim, co działo się na „Panamie w Panamie”. Najprawdopodobniej gdyby nie to wydarzenie, nie oglądałabym transmisji z czuwania ani Mszy Posłania i nie usłyszałabym cudownych słów papieża Franciszka. Najbardziej trafiły do mnie te mówiące o tym, że wbrew powtarzanemu schematowi, my – młodzież – nie jesteśmy przyszłością, a Bożym TERAZ. Ten przekaz Ojca Świętego, jak i też wszystkich gości, jest bardzo inspirujący do dążenia ku świętości. Poczułam też wielkie pragnienie uczestnictwa w następnych ŚDM, dlatego, mam nadzieję, do zobaczenia w Portugalii!
A za ten czas – chwała Panu!
Anna Dańda

Panama w Krakowie" była wyjątkowym wydarzeniem. Największe wrażenie zrobili na mnie młodzi ludzie, tak bardzo pragnący czuwać i wspólnie się modlić nawet przez całą noc! Mieliśmy także okazję do wzajemnego poznawania się, rozmów czy zabawy. Zrozumiałam, że Bóg działa nawet w zwykłym uśmiechu drugiego człowieka. W pamięć zapadły mi słowa mówiące o tym, że Chrystus i Jego Kościół potrzebują zaangażowania nas, młodych, do budowania wspólnoty. Do zobaczenia w Lizbonie. Chwała Panu!
Dominika Dudek

Garbów

Oddział Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży przy parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Garbowie (archidiecezja lubelska) w niedzielę 27 stycznia przygotował oglądanie Mszy Posłania. Ok. 50 osób zgromadziło się w domu Sióstr Salezjanek; modlili się w intencji uczestników ŚDM, wspólnie przeżywali Mszę Posłania oraz uczestniczyli w Eucharystii w intencji owoców ŚDM i dobrego przygotowania do kolejnego spotkania w Portugalii. Jak na ŚDM, młodzi mogli skorzystać ze Strefy Powołaniowej i Strefy Pojednania, gdzie była możliwość prywatnej rozmowy z siostrą zakonną lub księdzem. Nad całością czuwał ks. Mateusz Wójcik, wikary z Garbowa i opiekun parafialnej grupy KSM. Planuje stworzyć grupę młodzieży, z którą wybierze się do Portugalii, a wcześniej na Pola Lednickie.

Panama w Garbowie” to moje pierwsze doświadczenie Światowych Dni Młodzieży. Wraz z koleżankami i kolegami z KSM i innych wspólnot chcemy łączyć się z tymi, którzy są na spotkaniu z papieżem Franciszkiem w Panamie; razem z nimi przeżyć ten piękny czas. Na co dzień jestem zaangażowana w KSM, dzięki temu pogłębiam swoją wiarę, poznaję Boga i ludzi, rozwijam się społecznie, pomagając innym. Cennym doświadczeniem dla mnie jest udział w Spotkaniu Młodych Archidiecezji Lubelskiej, jakie od kilku lat odbywa się pod koniec sierpnia w Garbowie.
Ola Wójcik

Pochodzę z okolic Garbowa i chętnie włączam się w różne akcje organizowane przez KSM. Byłem uczestnikiem Spotkania Młodych Archidiecezji Lubelskiej i bardzo spodobała mi się atmosfera sierpniowego zjazdu młodzieży. Nie byłem w Krakowie ani nie mogłem pojechać do Panamy na ŚDM, a bardzo chciałem poczuć klimat spotkania młodych z Ojcem Świętym, stąd moja obecność na „Panamie w Garbowie”. Lubię poznawać nowych ludzi, angażować się w różne akcje. Mam nadzieję, że ta namiastka Panamy zmieni mnie na lepsze.
Michał Brzozowski

Wypowiedzi zebrali:
Warszawa – Magdalena Kowalewska
Częstochowa – Bernard Kociołek
Kielce – Władysław Burzawa
Kraków – Monika Ziółkowska
Garbów – Urszula Bugała

Bł. ks. Michał Sopoćko
Wierzę, że on do mnie mówi

2019-04-10 10:24

Z aktorem Maciejem Małysą rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 20-21

Mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję – mówi „Niedzieli” Maciej Małysa aktor filmowy i teatralny – odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”

Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”
Maciej Małys, Janusz Chabior i Kamila Kamińska – odtwórcy postaci ks. Michała Sopoćki, malarza Eugeniusza Kazimirowskiego i s. Faustyny Kowalskiej

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Proszę powiedzieć, w jaki sposób został Pan zaangażowany do roli ks. Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”?

MACIEJ MAŁYSA: – Mojego bohatera miał zagrać inny aktor, ale z jakiegoś powodu zrezygnował. Okazało się, że trzeba dosyć szybko znaleźć odtwórcę ks. Sopoćki. To zadanie otrzymała moja koleżanka, która zastanawiała się, kogo do tej roli polecić. Przyznała, że szukała aktora, jak to nazwała, z wnętrzem. I jakoś tak się stało, że pomyślała o mnie. Późnym wieczorem napisała na messengerze, że ma dla mnie propozycję. Oddzwoniłem. Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jestem zainteresowany rolą. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. To był dzień imienin Michała – a więc i ks. Sopoćki, i reżysera Michała Kondrata. A na dodatek w tym dniu mijała 10. rocznica ogłoszenia spowiednika s. Faustyny błogosławionym...

– Znał Pan wcześniej historię jego życia?

– Na początku wiedziałem, że był spowiednikiem s. Faustyny. Zresztą odnoszę wrażenie, że większość osób wie na temat ks. Sopoćki niewiele. Znają św. Faustynę, św. Jana Pawła II, ale o bł. ks. Michale Sopoćce wiedzą mniej. Tymczasem to postać niesamowita. Dużo tracimy, nie znając jego życia, w które zostało wpisanych wiele niezwykłych, wręcz cudownych wydarzeń...

– Z Pana słów i gestów łatwo odczytać, że teraz może Pan długo i barwnie mówić o swym bohaterze. Jak się Pan przygotowywał do zagrania tej roli?

– Gdy już wiedziałem, że zagram spowiednika s. Faustyny, to kupiłem „Dziennik” ks. Michała Sopoćki. Zresztą nadal do niego wracam. Tam są takie myśli, których nie sposób przeczytać na raz. Sięgnąłem także po „Dzienniczek” św. Faustyny. Oczywiście, wcześniej o nim wiedziałem, ale znałem tylko fragmenty, zwłaszcza te zasłyszane przy różnych okazjach. W „Dzienniczku” odszukałem wszystkie zapiski odnoszące się do ks. Sopoćki. Poznałem, co pisała o nim św. Faustyna i co mówił jej na temat spowiednika Pan Jezus. Czytałem to wszystko z wypiekami na twarzy. Myślałem: – To o mnie! (śmiech). Wracałem do tych fragmentów i krok po kroku poznawałem niezwykłego człowieka. I powoli budowałem rolę. Pomogły także rozmowy z reżyserem, ale też z moim bratem, dla którego bł. ks. Sopoćko jest osobą bliską. Dziś mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję.

– Jaki obraz człowieka, kapłana wyłania się z „Dziennika” ks. Sopoćki?

– To poważny kapłan – chociaż osoba pracująca przy filmie przekonywała mnie, że był człowiekiem pogodnym, radosnym. Z moich spostrzeżeń wynika, że miał dystans do siebie, że dużo od siebie wymagał. Przykładem mogą być uwagi zapisane, gdy skończył 79 lat i stwierdził: „...drżę na myśl, że mogę stanąć przed sądem Bożym z pustymi rękami...”. A przecież tyle zrobił! Proszę zobaczyć, jaka pokora. My z reguły jesteśmy surowi, ale dla innych, a sobie raczej pobłażamy. U niego było na odwrót – siebie widział w bardzo krytycznym świetle. Poza tym, aby zrealizować zamierzenie, nie ustawał w działaniu. Był niezwykle pracowity. Z notatek wynika, że bardzo mu zależało na ludziach. W tym, co robił, był bardzo uczciwy. Nigdy nie stwarzał wokół siebie jakiejś otoczki niezwykłości, jakiegoś szczególnego powołania. Wiemy np., że s. Faustyna pisała „Dzienniczek” na polecenie ks. Sopoćki. Już po jej śmierci ks. Michał przyznał, że polecił jej robić notatki, ponieważ był bardzo zajęty i nie zawsze miał czas, aby jej słuchać. Łatwiej mu było w wolnej chwili czytać to, co napisała. Ale ks. Sopoćko nigdy nie przypisał sobie szczególnej roli w powstaniu „Dzienniczka”. Warto przypomnieć, że wiedział, iż kult nie od razu zostanie wprowadzony, ale konsekwentnie realizował powierzone mu dzieło. Nie zrażał się przeciwnościami. Miał świadomość, że im jest trudniej, tym bardziej jego misja ma sens. Myślę, że mieć zaprzyjaźnionego takiego świętego – to supersprawa. Zresztą Jan Paweł II mówił, że warto się przyjaźnić ze świętymi, bo to jest przyjaźń na zawsze. Dlatego cieszę się, że się zaprzyjaźniłem z bł. Michałem Sopoćką. Wierzę, że on do mnie mówi.

– Jak?

– Dam przykład. Ks. Sopoćko pyta Faustynę o pewną sprawę i ona zapewnia go, że zapyta o to Pana Jezusa. Ale podczas Eucharystii, którą ks. Sopoćko odprawia, przychodzi odpowiedź. Jednak ks. Michał nie odbiera tego jako słów Jezusa, wraca do tematu w rozmowie z Faustyną, która stwierdza, że przecież Pan Jezus już mu na to pytanie odpowiedział... I stąd refleksja, że my jesteśmy tak blisko Pana Jezusa, przyjmujemy Go w czasie Eucharystii, a wciąż o Nim zapominamy. On jest, a my Go nie widzimy, nie uświadamiamy sobie Jego obecności.

– Uczestniczył Pan w watykańskiej premierze filmu. Jakie wrażenia?

– Była ekscytacja. W Watykanie widziałem film po raz pierwszy. To była wersja angielska z włoskimi napisami. Pokaz zorganizowano w sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. Myślałem, że to będzie większa sala, ale siedzący obok mnie dziennikarz wyjaśnił, iż od pewnego czasu premiery odbywają się właśnie w tym miejscu, które jest bardziej kameralne. Zauważyłem tam wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i od razu pomyślałem, że to zapewne ślad po Janie Pawle II. A w premierze uczestniczyli m.in. dostojnicy Kurii Rzymskiej, a także wikariusz generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Joseph G. Roesch i były arcybiskup Palermo kard. Salvatore De Giorgi, który bardzo starannie przygotował wprowadzenie do filmu – widać było, że włożył w to wystąpienie wiele energii. Niesamowite było to, że watykańska premiera filmu odbyła się w przeddzień 60. rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji s. Faustyny. Był to więc symboliczny moment, takie domknięcie tematu. W każdym razie dla nas, twórców filmu, ta premiera to wielkie szczęście i radość, że odbyła się właśnie w Watykanie. Bardzo chciałem tam być.

– A reakcje?

– Było dużo emocji. Zapamiętałem m.in. reakcję siedzącego obok mnie dziennikarza, który zaśmiał się głośno, gdy zobaczył, jak malarz reaguje na ciągłe uwagi Faustyny na temat powstającego obrazu. Dla mnie to było potwierdzenie, że film pokazuje w sposób naturalny to, co się wydarzyło, że nie ma w nim patosu, że wyeksponowano w nim ludzką naturę.

– Komu poleciłby Pan prawdziwą historię Miłości i Miłosierdzia?

– Jako pierwsze przychodzą mi do głowy osoby, które tej historii nie znają. Marzeniem by było, żeby ten film stał się przyczynkiem do nawrócenia. By Miłosierdzie „zadziałało” w taki sposób, że po obejrzeniu filmu jego poruszony odbiorca zaczyna na własną rękę szukać kolejnych informacji o Miłosierdziu i jego apostołach. Kolejną grupę mogą stanowić osoby, o których wspominaliśmy na początku rozmowy. To ludzie, którzy wiedzą, że ks. Sopoćko był spowiednikiem Faustyny. Być może po obejrzeniu filmu tacy widzowie zechcą bliżej poznać ks. Michała. Myślę, że na pewno ich ubogaci, jeśli wejdą w duchowość błogosławionego kapłana. Film ukazuje wiele wątków, wydarzeń, faktów, które warto poznać. Przykładem może być historia powstania pierwszego obrazu, jego niezwykłe losy. Ale warto pamiętać, co Pan Jezus powiedział na ten temat Faustynie: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). Myślę, że o tym trzeba pamiętać, kiedy modlimy się przed obrazem Jezusa Miłosiernego czy to w Wilnie, czy w Łagiewnikach, czy w wielu innych zakątkach świata. Upowszechnieniu tej prawdy o Bożej łasce służy ten film.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odpowiedź Naczelnego Rabina Polski na oświadczenie Kościoła ws. Pruchnika

2019-04-24 18:45

BP KEP / Warszawa (KAI)

Dziękujemy Konferencji Biskupiej za ich jasną, jednoznaczną oraz błyskawiczną odpowiedź na antysemickie pobicie oraz spalenie podobizny Żyda w miejscowości Pruchnik – napisał Michael Schudrich, Naczelny Rabin Polski, do Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego oraz do Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka w odpowiedzi na oświadczenie bp. Rafała Markowskiego ws. Pruchnika.

pl.wikipedia.org
Michael Schudrich

Publikujemy pełną treść odpowiedzi:

Warszawa, 24 kwietnia 2019 r.

Dziękujemy Konferencji Biskupiej za ich jasną, jednoznaczną oraz błyskawiczną odpowiedź na antysemickie pobicie oraz spalenie podobizny Żyda w miejscowości Pruchnik.

Będziemy nadal ściśle współpracować z naszymi braćmi z Konferencji Biskupów w walce z nienawiścią, czy to na Sri Lance, czy w naszej ukochanej Polsce.

Michael Schudrich

Naczelny Rabin Polski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem