Reklama

Niedziela Sandomierska

Odpoczywali z Podkarpackiego i z Lubelszczyzny

Zakończył się dwutygodniowy wypoczynek feryjny dla uczniów ze szkół w województwach podkarpackim i lubelskim. Najpopularniejszy w te ferie kierunek wyjazdów zmierzał w stronę gór, a szczególnie w Pieniny i okolice. Popularny był aktywny ruch na stokach narciarskich i wypoczynek w termach. Oto kilka miejsc w które udało się zajrzeć

Niedziela sandomierska 9/2019, str. I

[ TEMATY ]

ferie zimowe

Ks. Adam Stachowicz

Grupa z parafi i Gawłuszowice podczas pobytu w centrum oazowym na Kopiej Górce w Krościenku nad Dunajcem

Z Gawłuszowic w Pieniny

Z wypoczynku feryjnego w Pieninach mogły skorzystać dzieci i młodzież z parafii Gawłuszowice. W wyjeździe pod opieką nauczycieli uczestniczyło 40 uczniów. W drodze do miejsca docelowego, jakim była Szczawnica, uczestnicy zimowiska wstąpili do Centrum Ruchu Światło-Życie w Krościenku nad Dunajcem. Wizyta w tym ważnym dla oazowiczów miejscu rozpoczęła się od Mszy św. w kaplicy Chrystusa Sługi na Kopiej Górce, której przewodniczył i homilię wygłosił opiekun duchowy ks. Piotr Klocek. Następnie była możliwość zwiedzenia całego kompleksu oazowego.

W dniach od 18 do 22 lutego uczniowie nie tylko biernie wypoczywali, ale czas intensywnie spędzali na stoku narciarskim oraz zwiedzali okolicę. Odwiedzili m.in.: Nidzicę, Czorsztyn oraz miejscową zaporę, a także okoliczne miejscowości w Słowacji. Niewątpliwie wielką atrakcją było szusowanie na stoku. Młodzi w czasie wyjazdu uczestniczyli również w codziennej Mszy św. W drodze powrotnej odwiedzili Karpacką Troję w Trzcinicy.

– Mieliśmy okazję uczestniczyć w dwóch rodzajach warsztatów: „Słowiańskim ornamentem zdobione” i „Grot-promień-pióro”. Uczestnicy mogli ozdobić płócienną torbę słowiańskim ornamentem oraz własnoręcznie wykonać strzałę do łuku. Zapoznali się również z materiałami i narzędziami używanymi na przestrzeni wieków – relacjonuje ks. Piotr Klocek. Całość wypoczynku zakończyła się udziałem we Mszy św. w Sanktuarium Dzieciątka Jezus w Jodłowej.

Reklama

Harcerze z Zaklikowa

Odpowiedzialni w 5. Szczepie Harcerskim „Brzask” z Zaklikowa dla swoich podopiecznych zorganizowali feryjny wypoczynek w Pieninach i Gorcach. Akcja trwała w dniach od 11 do 16 lutego. Opiekę duchową sprawował ks. Kamil Dziurdź. Wyjazd rozpoczął się od wizyty w Tarnowie i w Starym Sączu.

– W Tarnowie zobaczyliśmy ratusz z największym w Polsce ręcznie nakręcanym zegarem, katedrę z najwyższymi w Europie 13-metrowymi nagrobkami Tarnowskich – założycieli miasta, Bimę – pozostałość po synagodze żydowskiej, spalonej w 1939 r. przez Niemców, oraz grający pomnik kataryniarza. Nie zabrakło także akcentów harcerskich. Zobaczyliśmy dom, w którym w listopadzie 1918 r. Jerzy Braun napisał pieśń „Płonie ognisko i szumią knieje” oraz pomnik Andrzeja Małkowskiego, który uczył się w miejscowej szkole – informują organizatorzy przedsięwzięcia.

I dodają: – W Starym Sączu zobaczyliśmy zabytkowy klasztor Klarysek, gdzie mieszkała i zmarła św. Kinga, oraz nie mogło zabraknąć odwiedzin ołtarza papieskiego. Na koniec odwiedziliśmy zabytkowy rynek. Po dotarciu do Ochotnicy Dolnej rozpoczęło się „świeczkowisko” wprowadzające w temat tegorocznego zimowiska, a było nim wydarzenie z 1905 r., kiedy to nastąpiło oderwanie się norweskiego klifu Preikestolen, co wywołało 40-metrowa falę.

Kolejne dni zimowiska to wędrówki górskie, szusowanie na stokach, dyskoteka, maraton gier planszowych oraz terenowych, kulig, grill, śpiewanki i otwarcie „kapsuły czasu”. Jak na harcerzy przystało, nie mogło zabraknąć doskonalenia się w korzystaniu z krótkofalówek, wiązaniu węzłów ratowniczych i zaciskowych, kodowaniu wiadomości, udzielaniu pierwszej pomocy oraz korzystaniu z map i busoli. Uczestnicy zimowiska zwiedzili ruiny zamku czorsztyńskiego oraz sanktuarium maryjne w Ludźmierzu. Regeneracja sił miała miejsce podczas wizyty w termach. Po ostatnim apelu harcerze napisali list do siebie z przyszłości i zamknęli go w „kapsule czasu”, którą otworzą dopiero na następnym zimowisku. W drodze powrotnej uczestnicy zimowiska wstąpili do Gorczańskiego Parku Narodowego.

2019-02-27 11:01

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Twórczy wypoczynek

2020-01-21 12:48

Niedziela lubelska 4/2020, str. IV

[ TEMATY ]

Caritas

ferie zimowe

wypoczynek

Paweł Wysoki

O feriach z Caritas długo jeszcze będzie przypominać wspaniała arka Noego

Ferie w domu? Za nic w świecie! Dzieci z Krasnegostawu na długo przed zimową przerwą w nauce zapisały się na zajęcia organizowane w Centrum Charytatywnym Caritas.

Ośrodek Caritas, w ramach którego prowadzone są różne formy pomocy osobom chorym, niepełnosprawnym, starszym i dzieciom, od początku swojej działalności prowadzi świetlicę „Arka” dla uczniów najmłodszych klas szkoły podstawowej. Codzienne zajęcia, prowadzone przez wychowawcę Weronikę Pazynę i wolontariuszy, pozwalają dzieciom na aktywne i twórcze spędzanie wolnego czasu, ale też na budowanie relacji opartych na szacunku i życzliwości. Z popołudniowymi spotkaniami, organizowanymi w ciągu roku szkolnego, dzieciom trudno jest rozstać się w czasie ferii czy wakacji. Wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom, świetlica Caritas prowadzi więc zajęcia bez przerwy.

CZYTAJ DALEJ

Cud z Auschwitz

2020-01-21 09:37

Niedziela Ogólnopolska 4/2020, str. 62-63

[ TEMATY ]

Auschwitz

obóz

Adobe.stock.pl

Stefania i Jan Wernikowie mieszkają w Osieku k. Olkusza. Ich dzieciństwo to tematy na dwa osobne filmy o tragedii Polaków w czasie II wojny światowej

Na czarno-białej fotografii z 1962 r. piękna dziewczyna. Delikatne rysy twarzy, mocne kreski brwi, wyraźne usta. Uroda modelki, twarz z żurnala. I tylko oczy patrzą daleko poza ściany atelier fotografa. To Stefania Piekarz. Ma 18 lat i robi zdjęcie do pierwszego dowodu. Urodziła się w Auschwitz.

Nazywam się Stefania Wernik, po mężu, bo z domu Piekarz. Urodziłam się w piekle, tzn. w Auschwitz. Bóg uczynił cud i przeżyłam. Wiem, że to On mnie ocalił, bo po ludzku nie da się wytłumaczyć tego, co tam się stało. Mama trafiła do obozu, gdy była w drugim miesiącu ciąży. Na początku to ukrywała, ale gdy w sierpniu Niemcy chcieli ją wywieźć do Ravensbrück, współwięźniarka namówiła ją, żeby się przyznała. I mama, już w ciężarówce do transportu, powiedziała. Niemka kazała jej zejść na dół i wrócić do obozu. Wtedy przenieśli ją z baraku 11. do 15., dostawała tam nawet zupę z zabielanej wody, a nie wywar z cuchnącej, zgniłej brukwi – wspomina pani Stefania, która cztery miesiące później przyjdzie na świat. Siedzimy przy rodzinnym stole w domu państwa Werników. Ściany pełne fotografii uśmiechniętych dzieci, wnuków i prawnuków. – Razem jest nas trzydzieścioro czworo – mówi pan Jan, a jego niebieskie oczy, pełne łagodnego spokoju, spotykają mój wzrok.

– Żona zaraz wszystko opowie, ale niech Pani spróbuje babki, to wnuczka upiekła. U nas wszystko robi się razem i dla innych. Jak jednemu dzieje się bieda, to robimy rodzinną naradę i zastanawiamy się, jak pomóc. Rodzina jest najważniejsza. My z żoną już 57 lat jesteśmy razem, a łatwo nie było...

Stukamy talerzykami, brzęczą łyżeczki. Wybieram sypaną kawę z mlekiem, ale słucham i zapominam, że przede mną stoi filiżanka, i beżowy płyn szybko stygnie. Historia, która słowo po słowie kapie z ust pani Stefanii, paraliżuje mnie i tracę smak. Po chwili próbuję ukryć płynące po policzkach łzy. Niepotrzebnie. Pan Jan też ma mokre oczy.

Wyjdziesz przez komin

Był maj 1944 r., Anna Piekarz oczekiwała na narodziny pierwszego dziecka. W wojennej biedzie co rusz czegoś brakowało i – ulegając ciążowej zachciance – wybrała się do rodziców, którzy mieszkali w Osieku k. Olkusza. Z Czubrowic, gdzie mieszkała z mężem, do rodzinnego domu było prawie 10 km, ale pokonywała tę trasę wielokrotnie, więc wyruszyła bez obaw. Tyle że Osiek należał do Rzeszy, a Czubrowice do Generalnej Guberni. By odwiedzić rodziców, Anna musiała przekroczyć granicę. – Złapali ją w czasie obławy na szmuglerki i razem z nimi aresztowano. Mama nic przy sobie nie miała, ale dla Niemców to było bez znaczenia – opowiada pani Stefania. Złapane kobiety zawieźli do Olkusza, stamtąd, po jednodniowym uwięzieniu, pojechały do Auschwitz. Nikt w ciężarówce nie wiedział, że Anna boi się za dwie osoby i drżą w niej ze strachu dwa serca. Kiedy dojechały, na rampie czekała Niemka: „Wiecie, gdzie trafiłyście, zugangi?! Tu jest obóz śmierci! Stąd możecie wyjść tylko przez komin!”. Potem wzięli je do łaźni, ogolili i kazali włożyć pasiaki. – Woda cuchnęła, ubranie było sztywne od brudu, drewniane chodaki raniły gołe stopy i były ciężkie – mówiła mi mama. Ale przecież to był dopiero początek... – pani Stefania zawiesza głos. W dokumentach obozu zapisano: Piekarz Anna, numer 79414, urodzona 13 lipca 1918 r. Do KL Auschwitz przybyła 14 maja 1944 r.

A właściwie: przybyły, bo przecież obie. Maleńka Stefcia, ukryta pod serem mamy, przekroczyła koszmarną bramę z napisem: „Arbeit macht frei” razem z nią.

Nie pytaj, żyj

Zaczęła się dramatyczna walka o przetrwanie. Najpierw szok, potem próba ratowania resztek nadziei. I ciągły lęk o dziecko. – Mama nie chciała mówić o obozie. Byłyśmy tam razem dwa razy, ale niewiele opowiadała. Dopiero niedługo przed śmiercią, gdy traciła kontakt z rzeczywistością, często krzyczała przez sen: że stoi po kolana w wodzie, że oni idą, że strasznie bolą ją nogi, że jest zimno, że on zabierze jej Stefcię... – mówi pani Stefania. – Kto? Kto miał panią zabrać? – ośmielam się zapytać.

– Mengele. Po urodzeniu zabierał mnie na swoje eksperymenty, ale na szczęście niczego nie pamiętam. Mama mówiła, że gdy mnie stamtąd przynosili, to płakałam przez wiele godzin i nikt nie mógł mnie uspokoić – szepcze. Pani Anna miała do końca życia numer wytatuowany na lewej ręce, poniżej łokcia. Stefci wytatuowano numer na udzie, ale teraz pozostał tylko siniak. – Mama bardzo płakała, gdy mnie przynieśli z tym numerem – dodaje. Stefania Piekarz, numer obozowy 89136. Cała dokumentacja dotycząca jej narodzin i pobytu w obozie spłonęła.

Narodziny w piekle

Poród trwał 3 dni. Anna była tak słaba, że nie miała siły rodzić. Żeby przeć i wydać dziecko na świat, trzeba mieć siłę oddychać, napinać mięśnie i walczyć z bólem. A ona nie miała! Trawiona głodem od wielu miesięcy, wychudzona i zziębnięta leżała w obozowym szpitalu. Nie pamiętała, by ktoś przy niej był. Nie pamiętała ani tego, co myślała, ani tego, co czuła. Panicznie bała się, jak każda matka, o los dziecka. Czy się modliła? Co czuła w jednej z najważniejszych chwil w życiu kobiety? Urodzić dziecko w obozie koncentracyjnym i nie oszaleć, nie stracić nadziei, nie rzucić się na druty z bezsilności... „Do maja 1943 r. dzieci urodzone w obozie były w okrutny sposób mordowane: topiono je w beczułce. Po każdym porodzie (...) dochodził do uszu położnic głośny bulgot i długo się niekiedy utrzymujący plusk wody. Wkrótce po tym matka mogła ujrzeć ciało swojego dziecka rzucone przed blok i szarpane przez szczury” – zanotowała w Raporcie położnej z Oświęcimia obozowa położna Stanisława Leszczyńska. Nie było pieluch, środków opatrunkowych, przeciwbólowych ani dezynfekujących. Nie było nawet wody. Stanisława Leszczyńska podaje, że zbierała z kubków niewypite przez więźniarki resztki gorzkich ziół i w tych resztkach obmywała noworodki, a pępowinę odcinała zardzewiałymi nożyczkami.

Z dostępnych dokumentów wiemy, że w obozie Auschwitz-Birkenau urodziło się co najmniej 700 dzieci.

„Zamiast opatrunków miałam brudny koc, który aż trząsł się od wszy. Kobiety suszyły pieluszki na brzuchu lub udach – wieszanie ich w baraku karane było śmiercią”. Co zrobiła po porodzie Anna? – Mama chorowała 2 tygodnie, miała dużo mleka, choć nie wiadomo dlaczego, bo ważyła tylko 28 kg – mówi pani Stefania. – Więźniarki uszyły dla mnie jakieś ubranka z pasiaków. Gdy przyszło wyzwolenie obozu, mama wyniosła mnie, ukrytą w taborecie, który ciągnęła po śniegu, aż do Libiąża, a tam jacyś dobrzy ludzie udzielili nam schronienia. Potem ktoś zawiadomił tatę, ale on nie uwierzył! Wreszcie przyjechał i zabrał nas do domu. Zlecieli się wszyscy z okolicy, jakby jakiś cud się wydarzył... – mówi pani Stefania, a w jej oczach zapala się światło i rozjaśnia mroczne wspomnienia duszy, których nie sposób słuchać, a co dopiero nosić wdrukowane w ciało, serce i duszę. Patrzę na nią – żywy cud z Auschwitz. Leciutko drżą jej usta, a ja już nie wstydzę się płakać.

CZYTAJ DALEJ

Kościoły i religie na rzecz integracji europejskiej – dyskusja w Kolegium Europejskim w Warszawie

2020-01-29 09:41

[ TEMATY ]

religia

wikipedia.org

Kościoły i wyznania chrześcijańskie oraz religie niechrześcijańskie w Europie mogą i powinny wnosić duży wkład do integracji naszego kontynentu, zachowując przy tym swoją tożsamość i własne oblicze. Taki pogląd wyrazili uczestnicy międzynarodowego i międzyreligijnego spotkania panelowego, które odbyło się 28 stycznia w Kolegium Europejskim w Warszawie-Natolinie. Dyskusji przysłuchiwał się m.in. biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej Piotr Jarecki.

Wszystkich przybyłych powitał prorektor uczelni amb. Thomas Mayr-Harting. Przypomniał, że Europa była i jest ojczyzną wspaniałej cywilizacji oraz powszechnie uznawanych dzisiaj wartości i zasad, ale była też widownią wielkich i strasznych konfliktów i wojen światowych. W tym kontekście wspomniał o obchodzonej dzień wcześniej 75. rocznicy wyzwolenia hitlerowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Podsumowując swe krótkie wprowadzenie do tematu zachęcił do refleksji dyskusji na temat roli i miejsca religii w procesie jednoczenia się narodów naszego kontynentu.

Jako pierwszy zabrał głos biskup irlandzkiej diecezji Down i Connor, wiceprzewodniczący Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE) Noël Treanor. Na wstępie przywołał główne wydarzenia, które złożyły się na pokojowe uregulowanie wieloletniego konfliktu protestancko-katolickiego w Irlandii Północnej, podkreślając zwłaszcza rolę Kościołów w tym procesie.

Zwrócił uwagę, że diecezja, którą kieruje jako biskup od 2008, leży na pograniczu irlandzko-brytyjskim, na którym zderzają się z sobą zwyczaje, przepisy i tradycji zarówno angielskie, jak i irlandzkie, i to te z Północy i Południa.

Mówca odwołał się również do swej ponad 20-letniej pracy w COMECE, której w latach 1993-2008 był sekretarzem generalny. Wskazał na rolę tej organizacji nie tylko w integracji naszego kontynentu na płaszczyźnie duchowej, ale także na jej rozszerzanie się w miarę przyjmowania do Unii Europejskiej nowych państwa. Komisja stanowi więc swego rodzaju lustrzane odbicie w sferze kościelnej tych procesów, które zachodzą na szczeblu politycznym – zauważył 69-letni obecnie hierarcha irlandzki.

Z nieco innej perspektywy spojrzał na tematykę spotkania Razim ef. Čolić – dyrektor Wydziału Spraw Zagranicznych i ds. Diaspory Wspólnoty Islamskiej w Bośni i Hercegowinie, były ambasador swego kraju w Arabii Saudyjskiej. Na wstępie przedstawił on niektóre cechy Wspólnoty, obejmującej – jak zaznaczył – muzułmanów bośniackich nie tylko w ich kraju rodzinnym, ale też w Chorwacji, Serbii i Słowenii oraz za granicą, np. w Austrii, Stanach Zjednoczonych i Australii. Następnie podkreślił regularne i bliskie kontakty i współpracę swej organizacji z Kościołami katolickim, prawosławnym i innymi chrześcijańskim oraz ze społecznością żydowską w swym kraju. Zwrócił uwagę na codzienne współżycie obok siebie członków różnych wyznań i religii.

O bliskiej współpracy międzywyznaniowej i ekumenicznej, tym razem w Niemczech, opowiedziała z kolei Katrin Hatzinger – dyrektorka brukselskiego biura Kościoła Ewangelickiego w swym kraju (EKD). Przypomniała, że w jej kraju żyje ponad 21 mln luteran i nieco ponad 23 mln katolików, nie licząc mniejszych wspólnot chrześcijan i wyznawców innych religii. Te dwa główne wyznania na co dzień współpracują ze sobą na wielu polach, m.in. właśnie w dziedzinie integracji europejskiej, dając razem świadectwo na różnych płaszczyznach, wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Na podstawie swej długoletniej pracy w Brukseli niemiecka luteranka zwróciła uwagę, że to wspólne świadectwo jest ważnym wkładem chrześcijan jej kraju do jednoczenia się naszego kontynentu w wymiarze duchowym, ale tez społecznym, charytatywnym i innym.

Dla odmiany filozof, prof. Stanisław Krajewski, współprzewodniczący ze strony żydowskiej Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, rozpoczął swą wypowiedź od uwag nt. trudności w pogłębianiu integracji Europy, gdyż – jak zauważył – zbyt mało jej mieszkańców naprawdę czuje tę tematykę. Jednocześnie zwrócił uwagę, że idea ta jest stosunkowo nowa, a nowoczesność jest zasadniczo obca duchowi judaizmu. Wskazał przy tym na ostre zderzanie się niekiedy wartości i zasad religijnych i świeckich, prowadzące do różnych napięć, np. w przypadku obrzezania, będącego ważnym elementem religii żydowskiej, które jednak bywa podważane czy wręcz odrzucane prawnie przez niektóre państwa naszego kontynentu.

Na zakończenie swego wystąpienia nawiązał do obchodzonej 27 bm. 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz i przytoczył zasłyszane niegdyś zdanie pewnego Południowokoreańczyka. Zapytany o to, dlaczego w ramach krótkiej, kilkudniowej podróży do Europy, obejmującej kilka krajów, zapragnął odwiedzić to miejsce zagłady, przybysz z Dalekiego Wschodu odpowiedział, że chciał w ten sposób poznać naszą część świata.

Jak ostatni przemawiał o. dr Oleh Kindij – duchowny greckokatolicki, prodziekan Wydziału Filozofii i Teologii Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie. On także przedstawił ogólnie sytuację wyznaniową na Ukrainie, skupiając się zwłaszcza na wydarzeniach ostatnich kilku lat z tzw. „rewolucją godności” na kijowskim Majdanie na czele. Mówiąc o pluralizmie wyznaniowym w swym kraju podkreślił ważną rolę, jaką w zapewnieniu pokoju religijnego odgrywa Wszechukraińska Rada Kościołów i Organizacji Religijnych. Jest ona także jednym z miejsc współdziałania wspólnot konfesyjnych z władzami państwowymi.

Po wypowiedziach zaproszonych gości studenci Kolegium zadali im szereg pytań, dotyczących bardziej szczegółowych aspektów omawianych zagadnień.

Na pytanie o rozróżnienie między antysemityzmem a antyizraelizmem odpowiedzieli prof. Stanisław Krajewski i R. Čolić. Pierwszy panelista przyznał, że oczywiście nie jest to to samo, ale – dodał – u podłoża obu tych zjawisk leży niechęć czy wręcz wrogość do Żydów. Odniósł się też do problemów z adaptacją przybywających do Europy uchodźców z krajów islamskich. Zauważył, że pochodzą oni w większości z państw, w których stanowili większość, podczas gdy w nowym miejscu są w mniejszości i to stanowi trudny i bolesny problem.

Gość z Bośni i Hercegowiny zapewnił, że jego Wspólnota nie żywi żadnej wrogości ani do Żydów, ani do jakiejkolwiek innej grupy religijnej. Oświadczył również, odpowiadając na inne pytanie, że w Bośni i Hercegowinie władze państwowe i Wspólnota Islamska starają się maksymalnie ograniczyć obce wpływy religijne, zwłaszcza różnych skrajnych nurtów islamskich. Jednocześnie zauważył, że podczas pobytu w Brukseli widział więcej kobiet chodzących w chustach islamskich niż w Sarajewie.

Kolegium Europejskie w Warszawie-Natolinie powstało w 1992 jako druga taka instytucja po pierwszej na świecie placówce akademickiej, proponującej studia podyplomowe w zakresie spraw europejskich, założonej w 1949 w belgijskiej Brugii. Rok wcześniej na Kongresie Europejskim w Hadze, przed utworzeniem Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – poprzedniczki dzisiejszej Unii Europejskiej – hiszpański mąż stanu, myśliciel i pisarz emigracyjny Salvador de Madariaga zaproponował powołanie Kolegium, w którym absolwenci uniwersytetów z różnych krajów mogliby razem studiować i mieszkać.

Obecnie placówka działa jako „Jedno Kolegium – Dwa Kampusy” (Warszawa i Bruksela). W Warszawie kształci się dziś 130 słuchaczy zarówno z krajów członkowskich UE, jak i z Ukrainy, Białorusi, Armenii, Gruzji, Turcji i śródziemnomorskich krajów Afryki Północnej. Nauka w Kolegium trwa jeden rok.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję