Reklama

Historia objawień

2019-03-27 10:20

Witold Dudziński
Niedziela Ogólnopolska 13/2019, str. 9

Materiały prasowe
Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”

Najnowszy film Michała Kondrata opowiada niesamowitą historię objawień, które miała s. Faustyna Kowalska, a potem przybliża początek i rozwój kultu Bożego Miłosierdzia

O Bożym Miłosierdziu mówi każda strona Pisma Świętego. Wątek o wielkiej łaskawości Boga, który szuka i zbawia człowieka, pojawia się prawie we wszystkich psalmach. Miłosierną miłość Boga wychwala Pieśń Zachariasza, miłosiernej miłości uczy św. Paweł w Hymnie o miłości z Pierwszego Listu do Koryntian.

Wszystkie cztery Ewangelie mówią nam o delikatności i łagodności Jezusa, który trzciny nadłamanej nie złamie. A jednak wciąż potrzebujemy powtarzania prawdy o Miłosierdziu, przypominania orędzia Jezusa Chrystusa przekazanego światu przez s. Faustynę Kowalską.

Wybrana przez Pana

Taki właśnie – popularyzatorski – charakter ma fabularyzowany dokument „Miłość i Miłosierdzie” uznanego dokumentalisty Michała Kondrata, twórcy m.in. filmu „Dwie korony” o ojcu Maksymilianie Kolbem. – Boża miłość i miłosierdzie obecne są od stworzenia świata i wciąż towarzyszą człowiekowi. Jezus objawił się Faustynie, żeby nam o tym miłosierdziu Boga przypomnieć – powiedział Kondrat dziennikarzom po polskiej premierze filmu.

Reklama

Niektórzy – zagonieni, zajęci kłopotami codzienności – mogą zapomnieć, że Boże Miłosierdzie nie jest wynalazkiem naszych czasów, że s. Faustyna jest pośrednikiem do przekazania światu wielkiego orędzia. Jak sama mówiła, jest wybraną przez Jezusa sekretarką i apostołką Jego miłosierdzia, wysłaną do całej ludzkości z Jego miłosierdziem. – Nie chcę karać zbolałej ludzkości, ale pragnę ją uleczyć, przytulając ją do swego miłosiernego Serca – usłyszała s. Faustyna od Jezusa.

Życie s. Faustyny Kowalskiej w jednej chwili zmienia się nieodwracalnie. Otrzymuje misję głoszenia prawdy o Miłosierdziu i przygotowania świata na ostateczne przyjście Pana. Zadanie wydaje się niemożliwe do zrealizowania, ale Faustyna zrobi wszystko, aby je wypełnić.

Przygotowana do roli

Film dzieli się wyraźnie na dwie części. Pierwsza opowiada o s. Faustynie Kowalskiej – polskiej zakonnicy, mistyczce i wizjonerce, ogłoszonej później świętą przez papieża Jana Pawła II – i niesamowitej historii jej objawień; druga – o początku i rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia. Tu mocną stroną są świadectwa duchownych, związanych z licznymi ośrodkami kultu miłosierdzia na świecie.

W pierwszej – reżyser częściej korzysta ze scen fabularnych, w których wyróżniają się Kamila Kamińska, wcielająca się w rolę Faustyny, i Maciej Małysa – odtwórca roli ks. Michała Sopoćki, kierownika duchowego i kontynuatora dzieła późniejszej świętej.

Ciekawie i brawurowo zagrał Janusz Chabior, odtwarzający rolę tajemniczego (choć dzięki temu filmowi już mniej) malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, spod którego pędzla, na zamówienie ks. Sopoćki, wyszedł w 1934 r. pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego według wskazówek s. Faustyny.

Kamila Kamińska, gdy przygotowywała się do roli, dużo myślała o tym, jaka s. Faustyna była, chciała się o niej jak najwięcej dowiedzieć; sporo czasu spędziła z siostrami z warszawskiego domu, w którym mieszkała Faustyna Kowalska. Chciała poznać życie zakonne i to się udało: wyraźnie widać to na ekranie.

Jak na Całunie

Popularyzatorski charakter filmu nie oznacza, że omija nieznane dotychczas fakty związane z narodzinami i rozwojem kultu Bożego Miłosierdzia, który w naszych czasach zyskał popularność na całym świecie. Pokazywane są kolejne dowody na to, że zakonnica naprawdę widywała Jezusa.

Niezwykłe spotkanie s. Faustyny i Jezusa zostało potwierdzone przez wielu papieży, w tym Jana Pawła II, który w kwietniu 2000 r. oficjalnie uznał ją za świętą i ustanowił święto Bożego Miłosierdzia (w wizjach s. Faustyny domagał się tego sam Chrystus).

Wrażenie robią wyniki badań naukowych, w których zestawiono wizerunek z Całunu Turyńskiego, Chusty z Oviedo (według tradycji, otarto nią twarz Jezusa w godzinę po śmierci, a po złożeniu do grobu miała przykrywać Jego twarz) i obrazu namalowanego według wskazówek Pana Jezusa przekazanych siostrze Faustynie. Wizerunek Chrystusa widoczny na obrazie „Jezu, ufam Tobie” jest identyczny z rysami twarzy i sylwetką uwiecznionymi na Całunie Turyńskim i Chuście z Oviedo.

Film pokazuje też mało znane lub nieznane fakty z życia ks. Sopoćki, osoby szczególnie zasłużonej dla początków kultu Bożego Miłosierdzia, wspomnianego malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, którego ogromna część obrazów zaginęła po jego śmierci w 1939 r., i ks. Józefa Jarzębowskiego, marianina, który z narażeniem życia zaniósł orędzie o Bożym Miłosierdziu do Japonii, USA i Meksyku.

Tagi:
film

Premiera filmu „Duchowe świadectwo”

2019-04-30 09:22

Zofia Białas

Premiera filmu „Duchowe świadectwo”

Zofia Białas

W niedzielę 28 kwietnia, w Święto Miłosierdzia Bożego, w Zgromadzeniu Sióstr Opieki Społecznej p.w. Świętego Antoniego z Padwy (popularnie „Siostry Antoninki”) w Wieluniu odbyła się premiera filmu dokumentalnego pt. „Duchowe świadectwo” poświęconego Matce Innocencie Katarzynie Rzadkiej (1894 – 1962), Założycielce Zgromadzenia i Zgromadzeniu, którym kierowała aż do śmierci. Nazwę swą zgromadzenie zawdzięcza I Biskupowi Częstochowskiemu Teodorowi Kubinie, który erygował je w 1946 roku, jako Zgromadzenie Kanoniczne oparte na Regule św. Franciszka z Asyżu. W 1960 roku Zgromadzenie zostało agregowane do I Zakonu Braci Mniejszych.

Film został zrealizowany przez Zgromadzenie Sióstr Opieki Społecznej z racji 85 lat istnienia (powołane 8 grudnia 1933 w Piekarach Śląskich w święto Niepokalanego Poczęcia N.M.P.) i 80 lat pobytu w Wieluniu, do którego przybyły z Mirkowa w 1935 roku i gdzie tak naprawdę rozpoczęła się ich konkretna działalność.

Film, jak mówiła Maria Blajer – Matka Generalna Zgromadzenia – powstał dzięki pomocy i wsparciu Wieluńskiej Firmy „Ania”, Fundacji na Rzecz Rozwoju Powiatu Wieluńskiego, rodziny siostry Antoniny Mamzer, darczyńców z Belgii, Francji, rodzin wieluńskich. Reżyserami filmu są Jakub i Alicja Jarzyńscy.

Na premierze pojawili się znamienici goście, (choć nie wszyscy zaproszeni dotarli) będący jednocześnie bohaterami filmu. Przybyli: ks. abp Grzegorz Ryś z Łodzi, ks. kanclerz Zbigniew Tracz, ks. bp Stanisław Napierała, ks. prałat Henryk Orszulak, ks. prałat Marian Stochniałek, O. Syrach Janicki, ks. kapelan Jan Bednarek, ks. kapelan Paweł Otręba, ks. prałat Jacek Zieliński, ks. dziekan Marian Mermer, ks. kanonik Jarosław Boral, ks. Andrzej Kornacki, ks. Andrzej Walaszczyk, ks. Rafał Zawisza, ks. Henryk Sikora, reżyserzy Jakub i Alicja Jarzyńscy, Andrzej Chowis – prezes Fundacji na Rzecz Rozwoju Powiatu Wieluńskiego, Jacek Bogucki – prezes Firmy „Ania”, Tomasz Akulicz – przewodniczący Rady Miejskiej, Paweł Rychlik – Poseł na Sejm RP, Krzysztof Dziuba – wicestarosta wieluński, Jan Książek – dyrektor Muzeum Ziemi Wieluńskiej, Zdzisław Włodarczyk – prezes Wieluńskiego Towarzystwa Naukowego, siostry Antoninki z Wielunia, Mirkowa i Częstochowy, siostry Bernardynki, rodzina, Elżbieta Muszyńska z mężem, Anna i Krzysztof Bury w zastępstwie świadków Genowefy Czarnuch i Heleny Torchały.

Film, który zaprezentowano, jest filmem zrealizowanym dla sióstr.

Trwają rozmowy, żeby film miał swoją emisję w jednej z telewizji o zasięgu ogólnopolskim.

Film będzie wówczas bardziej zwarty i zsyntezowany, tym samym nieco krótszy, ale oddający wszystko to, co biorący udział w filmie chcieli powiedzieć na temat duchowości Matki Innocenty. A mówili o tym, że Matka Założycielka odznaczała się żywą wiarą, duchem modlitwy, umartwieniami, zdaniem się całkowicie na wolę Bożą, zaufaniem Opatrzności, umiłowaniem ubóstwa, oddaniem Kościołowi i niezwykłym szacunkiem do kapłanów (jej brat Antoni Rzadki został rozstrzelany przez Niemców w 1939 roku). Matka Innocenta promieniowała na otoczenie swoja dobrocią i szlachetnością. Wszystkim okazywała swoje macierzyńskie serce. Miejscowa ludność nazywała ja matką ubogich i chorych, których otaczała swoją opieką. Swoim życiem i działaniem, mówiły siostry, położyła fundament pod rozwój zgromadzenia. Od początku formacji uczyła siostry miłości Boga i bliźniego, ducha modlitwy, i poświęcenia oraz wytrwałej pracy dla bliźnich, w myśl hasła „ Z miłości do Boga, w służbie bliźniemu, nieść pomoc w potrzebie”.

Od roku 1991 Zgromadzenie Sióstr Opieki Społecznej jest Instytutem na prawie papieskim.

Film kończy się sekwencją na cmentarzu, przy grobie Matki Innocenty, gdzie oprócz sióstr pojawił się mężczyzna, który tak sam z siebie dał świadectwo o Matce Założycielce i odczytaną modlitwą ułożoną przez śp. Księdza Ryszarda Frysiaka:

Wszechmogący i miłosierny BOŻE,
który napełniłeś serce


Twojej Służebnicy Siostry Innocenty
miłością kapłanów, ubogich i chorych
i obdarzyłeś Ja heroiczną mocą
i ufnością w trudach życia,
przez Jej czynną,
służebną miłość BOGA i człowieka
udziel nam łaski…
o którą Ciebie BOŻE
przez Jej przyczynę pokornie prosimy.
Maryjo Niepokalanie Poczęta
i święty Antoni Padewski,
szczególnie przez Nią czczeni,
wyproście nam łaskę,
abyśmy mogli ujrzeć Ją
w chwale niebieskiej.
Matko Innocento, wstawiaj się za nami
przed obliczem BOGA w niebie.
Przez Chrystusa Pana naszego.
Amen

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas: Film „Tylko nie mów nikomu” dowodzi jak wiele Kościół powinien się nauczyć i zmienić

2019-05-18 10:10

Marek Zając, Marcin Przeciszewski / Gniezno (KAI)

- Nie mam wątpliwości, że trzeba przyjrzeć się odpowiedzialności hierarchów w poszczególnych przypadkach pokazanych w filmie, ale wymaga to gruntownego zbadania – mówi abp Wojciech Polak w wywiadzie dla KAI. Dodaje, że „w każdej z tych diecezji należałoby powołać komisję, która przeanalizuje konkretne przypadki”. Delegat episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży tłumaczy, że w „w centrum zawsze muszą być osoby pokrzywdzone i ich dobro”, a na każdym etapie towarzyszyć im winna empatia i pomoc. Dlatego dziękuje pokrzywdzonym przez księży „za odwagę, że zdołali publicznie o tym opowiedzieć”.

Mazur/Episkopat.pl

Marcin Przeciszewski, Marek Zając: Jakie były pierwsze wrażenia Księdza Prymasa po obejrzeniu filmu Tomasza Sekielskiego?

Abp Wojciech Polak: Szczególnie poruszyły mnie konfrontacje osób zranionych ze sprawcami. Widziałem głębokie zranienie i straszliwy ból skrzywdzonych patrzących w oczy krzywdzicielom. Bardzo przejmujące było to, jak wraca dramat z dzieciństwa; jak się z tym próbują mierzyć jako dorośli i jak nie mogą sobie z tym poradzić.

- Jaką prawdę o Kościele pokazuje ten film?

- Jako film dokumentalny pokazuje prawdę o konkretnych osobach i sytuacjach. Można dyskutować, na ile jest to opis pełny. Nie da się jednak zaprzeczyć, że do tego doszło, że wydarzyło się coś, co nigdy nie powinno się wydarzyć.
Wstrząsnęły mną zachowania w relacji do osób skrzywdzonych, które odważyły się zgłosić przestępstwa księży. Jak pokazuje film, w delegatach Kościoła brakło empatii i szacunku dla człowieka cierpiącego. To pokazuje, jak wiele powinniśmy się jeszcze nauczyć i zmienić. Po obejrzeniu filmu jestem jeszcze mocniej przekonany, że w Kościele najbardziej potrzeba głębokiej zmiany mentalności.

- W jakim konkretnie kierunku powinna iść ta zmiana?

- W centrum zawsze muszą być osoby pokrzywdzone i ich dobro. Musimy okazać im empatię, wysłuchać i nie odkładać decyzji o postępowaniu. I jeszcze jedna bardzo ważna kwestia: osoba zraniona ma prawo do informacji, na jakim etapie znajduje się karna procedura kościelna, a także jaki znalazła finał. Chociaż te sprawy są objęte tzw. sekretem papieskim, pokrzywdzeni mają prawo wiedzieć, czy sprawca został uznany winnym, a jeśli tak, jakie kary zostały mu wymierzone. Tymczasem, film ujawnił przypadki, gdy sprawa dawno się zakończyła, na sprawcę nałożono kary, a osoba pokrzywdzona nie otrzymała na ten temat żadnych informacji. Tego nie sposób sobie wyobrazić, nie ma na to zgody.

- Szokujące są też przypadki, gdy to konfesjonał i spowiedź służyły łowieniu ofiar.

- To tym bardziej smutne i bolesne, że narusza najintymniejszą i najdelikatniejszą sferę życia sakramentalnego, gdzie człowiek przez posługę kapłana pozostaje sam na sam z Bogiem. To przestępstwo – nazywane solicytacją – było przez wieki opisywane jako „crimen pessimum”, najgorsza zbrodnia. Jeśli jakiemuś księdzu zostanie udowodnione takie przestępstwo, to grożą mu najcięższe kary kanoniczne, włącznie z wydaleniem ze stanu duchownego.

- Co by Ksiądz Prymas powiedział, gdyby spotkał się z pokrzywdzonymi bohaterami filmu Sekielskiego?

- Jeszcze raz przeprosiłbym za to, czego doznali od ludzi Kościoła. Za to, że zostali tak potwornie skrzywdzeni. Podziękowałbym za odwagę, że zdołali publicznie o tym opowiedzieć. A wiedząc, że niektórzy zostali niewłaściwie potraktowani także przez kościelnych urzędników podczas przyjmowania zgłoszenia – obiecuję, że zrobię wszystko, aby to zmienić. Musimy szkolić naszych delegatów diecezjalnych, uwrażliwiając ich na dobro zranionych. Oczywiście zapytałbym też, czy nie potrzebują pomocy: terapeutycznej bądź prawnej. Nie wykluczyłbym także wsparcia materialnego, jeżeli byłoby potrzebne.

- Dlaczego Ksiądz Prymas nie zgodził się na udział w filmie?

- Nie widziałem możliwości wypowiadania się o przypadkach, których nie znam i których mi nie przedstawiono. Nie przesłano mi żadnych zagadnień ani scenariusza, więc trudno było się wypowiadać. A sprawa jest niezwykle delikatna, tu może zranić nawet jedno słowo.

- Czy uważa Ksiądz Prymas, że film okazał się nierzetelny?

- Takich ocen po obejrzeniu filmu nie da się podtrzymać. Film jest autentyczny poprzez świadectwa osób pokrzywdzonych pełne bólu i łez. Oczywiście można dyskutować nad tym, czego tam brakuje. Choćby w przypadku ks. Kani nie ma informacji, że został wydalony z kapłaństwa albo na pewnym etapie został uniewinniony przez państwowy sąd powszechny, co było przyczyną przywrócenia do pracy duszpasterskiej. Ale to nie zmienia generalnego wydźwięku i oceny filmu.

- Abp Stanisław Gądecki w oświadczeniu wydanym po filmie zaznaczył, że sprawy wcześniej znane powinny być raz jeszcze przeanalizowane. Weźmy konkretny przykład: w dokumencie znalazła się sugestia, że jeden ze sprawców mógł doprowadzić do samobójstwa ministranta. Należy to teraz zbadać?

- Biskup powinien tak postąpić. W każdej z tych diecezji należałoby powołać komisję, która przeanalizuje konkretne przypadki.

- A co z odpowiedzialnością hierarchów – biorąc tu dodatkowo pod uwagę najnowsze motu proprio papieża Franciszka?

- Nie mam wątpliwości, że trzeba przyjrzeć się odpowiedzialności hierarchów w poszczególnych przypadkach pokazanych w filmie, ale wymaga to gruntownego zbadania. Jedynie na podstawie dokumentu Tomasza Sekielskiego nie jestem w stanie odpowiedzialnie ocenić tej sytuacji. Trzeba wszystko rozpoznawać w świetle dokumentów, przeprowadzić szczegółowe postępowanie.
W świetle papieskiego dokumentu obowiązek przebadania tych spraw spoczywa na metropolitach wobec biskupów z diecezji im podlegających. Opisano procedury postępowania metropolity, który – będzie prowadził dochodzenie w odniesieniu do biskupa oskarżonego zarówno o konkretne wykroczenia, jak i zaniedbanie, bądź zaniechanie wymaganych działań. To działanie metropolity będzie wymagało współdziałania i wskazówek ze strony Stolicy Apostolskiej.

- A co w przypadku, jeśli wątpliwości wzbudzi postępowanie urzędującego metropolity?

- W świetle motu proprio osobą, która powinna taką sprawę podjąć z urzędu, jest najstarszy biskup diecezji sufraganalnej z danej metropolii. Jeżeli jednak i on nie czułby się na siłach bądź istniejące relacje nie pozwalałyby na swobodne i rzetelne zbadanie sprawy, do działania bezpośrednio wkracza Stolica Apostolska. Podsumowując: skoro sprawy przedstawione w filmie siłą rzeczy stały się oskarżeniami o charakterze publicznym – sądzę, że trzeba wyjść z inicjatywą ich przeanalizowania, nawet ponownego.

- Czy to prawda, że Kościół nakazuje ofiarom milczenie? W filmie pojawia się tekst przysięgi, którą muszą złożyć pokrzywdzeni zgłaszający sprawę.

- W świetle mojej wiedzy taka przysięga nie może być wymagana w momencie składania zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. W archidiecezji gnieźnieńskiej, kiedy osoba pokrzywdzona zgłasza się do delegata, nie składa żadnej przysięgi. To nie ten etap. Zobowiązanie do zachowania dyskrecji wymagane jest – analogicznie jak w prawie świeckim – dopiero w momencie składania zeznań, w czasie procesu kanonicznego, administracyjnego bądź sądowego. Chodzi tutaj o nieinformowanie pozostałych świadków o pytaniach i zeznaniach, aby nie wpływać na kształt dochodzenia. Takie zobowiązanie nie musi być przyjęte pod przysięgą, wystarczy zwykłe przyrzeczenie lub obietnica, aby nie odnosić się do treści procesowych. Ale nawet fakt złożenia przysięgi nie może być odbierany jako zakaz informowania o tym, że ktoś został wykorzystany seksualnie przez duchownego. Tajemnica dotyczy wyłącznie szczegółów postępowania procesowego.

- Jednak w filmie delegat przyjmuje przysięgę.

- Powtarzam: u mnie w diecezji nic takiego nie ma miejsca. To byłaby aberracja. Taka praktyka jest też wprost zakazana w najnowszym motu proprio papieża Franciszka: „Osobie składającej zawiadomienie nie można narzucać żadnego obowiązku milczenia w stosunku do treści tegoż zawiadomienia (Franciszek, „Vos estis lux mundi”, art. 4 § 3)”. Warto też wyjaśnić inną kwestię: pokrzywdzonemu może towarzyszyć ktoś bliski, osoba z rodziny, psycholog albo prawnik. O tym mówią wytyczne Episkopatu. Tymczasem w filmie wyproszono mężczyznę, którego pokrzywdzona kobieta przedstawiła jako męża.

- Mówiąc krótko: realizacja wytycznych szwankuje?

- Niestety tak. Widzę, że potrzeba jeszcze wielu szkoleń w ramach Kościoła, zwłaszcza jeśli chodzi o etap przyjęcia zgłoszenia od pokrzywdzonych bądź jej bliskich. O tym będzie też zapewne mówić abp Charles Scicluna, gdy w czerwcu spotka się z polskimi biskupami, a potem kościelnymi delegatami ds. ochrony dzieci młodzieży. Dołożę wszelkich starań, aby te procedury były dla osób pokrzywdzonych jak najmniej trudne do przejścia.

- A może z filmu wynika, że powinniśmy bezwzględnie stosować zasadę zero tolerancji? To znaczy: zgłoszenie oznacza natychmiastowe zawieszenie i pozbawienie kontaktu księdza z dziećmi i młodzieżą aż do wyjaśnienia sprawy. Z kolei udowodnienie winy oznacza prośbę do Watykanu o wydalenie z kapłaństwa.

- O ile ten pierwszy etap jest jednoznacznie opisany w Wytycznych, a także potwierdzony przez papieskie motu proprio, o tyle drugi jest bardziej skomplikowany. Bo o wymiarze kary wobec księdza nie decyduje wyłącznie biskup prowadzący postępowanie, ale także Stolica Apostolska.

- Bp Piotr Libera z Płocka przywoływał dramatyczny przykład, że dwukrotnie zwracał się do Stolicy Apostolskiej o wydalenie duchownego ze stanu kapłańskiego i otrzymał odmowę.

- To kwestia rozeznania Stolicy Apostolskiej, która bazuje na dokumentacji przesłanej przez prowadzących dochodzenie w diecezji. Może miała jakieś argumenty za taką decyzją, których my nie znamy.

- Ale jaki jest sens, aby człowiek dopuszczający się molestowania dzieci po stwierdzeniu winy kiedykolwiek wracał do posługi kapłańskiej? Przecież nie każdy musi być księdzem.

- Czy możemy nie różnicować poszczególnych przypadków? Czym innym jest przestępstwo, za które człowiek idzie do więzienia, a czym innym, kiedy sąd wymierza np. łagodną karę w zawieszeniu. Moim zdaniem należy w pierwszym rzędzie zmienić coś innego. W filmie pokazany jest Andrzej Srebrzyński, ksiądz już zlaicyzowany, który jednak udawał, że wciąż jest kapłanem. „Grasował” po parafiach w innej diecezji. Widać, że w Kościele mamy za dużo zaufania, nie sprawdzamy aktualnych dokumentów duchownych. To trzeba zmienić, bo za granicą obowiązują w takich sprawach klarowne procedury. Nawet jako prymas, wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii, muszę wypełnić formularz, poświadczony przez prawnika z mojej diecezji, że nie ciąży na mnie żadne oskarżenie w tej sferze. I tylko pod tym warunkiem mogę w Anglii odprawiać Mszę św. W Polsce musimy wymagać takich samych standardów.

- Wielu ludzi po obejrzeniu filmu przeżyło szok. Rodzice się zastanawiają, czy mogą bezpiecznie oddawać dzieci pod opiekę Kościoła np. jako ministrantów. Co by im Ksiądz Prymas powiedział?

- Rozumiem lęki rodziców i musimy zrobić wszystko, aby odbudować ich zachwiane zaufanie. Od pewnego czasu wszystkie metropolie wdrażają programy prewencyjne. We wszystkich diecezjach odbędą się także szkolenia tych wszystkich, którzy z ramienia Kościoła mają kontakt z dziećmi lub młodzieżą. Wprowadzamy dokumenty, które jasno określają standardy prowadzenia kolonii, rekolekcji itp. Także ksiądz prowadzący grupę ministrantów musi przejść przez specjalistyczne szkolenia z zakresu ochrony dzieci i młodzieży. Rodzice mogą sprawdzić, że takie rozwiązania są stosowane. Konieczna jest też pełna przejrzystość z naszej strony. Tylko tak można odbudować zaufanie.
Szkolenia są dziś zresztą prowadzone już na etapie seminaryjnym. A każdy kandydat do kapłaństwa musi przejść specjalistyczne badania psychologiczne będące sitem dla ludzi o niebezpiecznych preferencjach. To już obowiązujący standard.
Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby już nigdy nie doszło do żadnego przestępstwa. A na wszelkie zgłoszenia reagować błyskawicznie i dogłębnie wyjaśniać.

- Z cierpieniem ofiar nie sposób dyskutować. Ale w filmie padają także oceny publicystyczne. Co ksiądz Prymas czuł, kiedy słyszał, że biskupi są sitwą, w której „każdy na każdego ma haka”?

- To oceny pokrzywdzonych. Trzeba brać pod uwagę, że powodowane są emocjami, gniewem i bólem. Szanuję skrzywdzonych oraz ich uczucia, nie chce z nimi dyskutować. W wielu przypadkach to jednak słowa krzywdzące.

- A sprawa odpowiedzialności Jana Pawła II?

- Chodzi zapewne o instrukcję Świętego Oficjum „Crimen sollicitationis” – odwołaną w 2001 r. Zobowiązywała ona osoby zaangażowane w proces do zachowania tajemnicy, której naruszenie pociągało za sobą automatyczne zaciągnięcie ekskomuniki. Należy pamiętać, że dokument jedynie pośrednio dotyczył molestowania nieletnich. Wprost był on poświęcony dochodzeniu kanonicznemu w sprawach karnych związanych z ciężkim przestępstwem solicytacji, czyli nakłanianiem do grzechu nieczystego przy okazji sakramentu pokuty. Ponieważ ta materia ściśle wiąże się z tajemnicą spowiedzi, kładziono nacisk na utajnienie postępowania. Chciano w ten sposób chronić także dobre imię zarówno samych ofiar, jak i oskarżonych, którzy nie zawsze okazywali się winnymi zarzucanych im czynów. Celem było, aby strony i świadkowie mogli składać swoje zeznania bez obaw, że szczegóły delikatnej natury wyciekną na zewnątrz. Instrukcja nie zawierała zakazu donoszenia o przestępstwie władzom cywilnym. W praktyce jednak interpretowano ją dość powszechnie jako nakaz nakładany na ofiary, aby na zewnątrz nie ujawniały faktu przemocy seksualnej ze strony duchownych.
Ale to właśnie Jan Paweł II postanowił w 2001 r. zastąpić instrukcję „Crimen sollicitationis”, znowelizowanymi rozwiązaniami w formie listu apostolskiego „Sacramentorum sanctitatis tutela”, który klauzuli o ekskomunice już nie zawierał. Potwierdzał natomiast, że wykorzystywanie seksualne małoletnich należy do katalogu najcięższych przestępstw znanych prawu kościelnemu, których rozpatrywanie, łącznie z nakładaniem sankcji karnych, leży w wyłącznej gestii Kongregacji Nauki Wiary. To także on zareagował jednoznacznie w 2002 roku na kryzys amerykański.
Trzeba też powiedzieć, że Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który podejmował zdecydowane działania w tej sferze. Natomiast działał w takiej mierze, w jakiej miał rozeznanie. Po latach możemy dostrzec wagę decyzji podejmowanych pod koniec pontyfikatu, które nadały Kościołowi właściwy kierunek sprzyjający ochronie dzieci i zwalczaniu przestępstw. W tym kierunku nadal zmierzamy, z coraz większą determinacją.

- O ile Benedykt XVI podkreśla głównie kulturowe przyczyny tych przestępstw, związane z seksualizacją dzisiejszego życia – o tyle Franciszek mówi, że główną przyczyną jest klerykalizm. Jakie jest zdanie Księdza Prymasa?

- I jedno i drugie stanowisko jest słuszne. Franciszek wskazuje, że klerykalizm jest pokusą tych kapłanów, którzy interpretują otrzymaną posługę jako władzę, a nie jako bezinteresowną służbę. To z kolei prowadzi do przekonania, że należymy do grupy, która nie musi nikogo słuchać i niczego się uczyć. Wynikiem tego – jak podkreśla Franciszek – jest „utrata szacunku dla świętej i niezbywalnej godności każdej osoby i jej wolności”. Papież klerykalizm traktuje jako odwrócenie rzeczywistości w Kościele. Zamiast służby na pierwszym miejscu stawia się władzę, wykorzystywanie urzędu dla własnych celów, jakże często opacznie pojmowanych.

- Jeśli Licheń znajdowałby się w jurysdykcji Księdza Prymasa, czy usunąłby Ksiądz Prymas figurę ks. Eugeniusza Makulskiego ze wspólnego pomnika z Janem Pawłem II? A także freski z jego osobą namalowane wewnątrz kościoła?

- Jeśli kapłan został osądzony i skazany, to jest to trudna sytuacja dla zgromadzenia. Ale także dla nas wszystkich. Widać na tym przykładzie, jak niewłaściwe jest stawianie pomników za życia i malowanie fresków, na których występują żyjący budowniczowie świątyni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: Bóg nas miłuje bardziej niż miłujemy samych siebie

2019-05-19 13:26

tł. st (KAI) / Watykan

Bóg nas miłuje znacznie bardziej niż my miłujemy samych siebie - zapewnił papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę "Regina caeli", jaką odmówił w południe z wiernymi zgromadzonymi na placu św. Piotra w Watykanie. Ojciec Święty pozdrowił też polskich harcerzy, którzy przybyli w towarzystwie Ordynariusza Polowego w 75. rocznicę bitwy pod Monte Cassino.

Grzegorz Gałązka

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas do Wieczernika, abyśmy modli usłyszeć pewne słowa, które Jezus skierował do uczniów w „mowie pożegnalnej” przed swoją męką. Po obmyciu stóp dwunastu Apostołom mówi do nich: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13,34). W jakim sensie Jezus nazywa to przykazanie „nowym”? Wiemy, że już w Starym Testamencie Bóg nakazał członkom swego ludu, by kochali bliźniego jak siebie samego (por. Kpł 19, 18). Sam Jezus, tym, którzy pytali Go, jakie jest największe przykazanie Prawa, odpowiedział, że pierwszym jest miłować Boga całym sercem, a drugim miłować bliźniego jak siebie samego (por. Mt 22, 38-39).

Co jest zatem nowością tego przykazania, które Jezus powierza swoim uczniom zanim opuścił ten świat? Dawne przykazanie miłości stało się nowym, ponieważ zostało uzupełnione następującym dodatkiem: „jak Ja was umiłowałem”. Cała nowość polega na miłości Jezusa Chrystusa, tej, z jaką oddał za nas swe życie. Chodzi o miłość Boga, powszechną, bezwarunkową i bez granic, która znajduje swój szczyt na krzyżu. W tym momencie najbardziej radykalnego uniżenia i powierzenia się Ojcu, Syn Boży ukazał i dał światu pełnię miłości. Zastanawiając się ponownie nad męką i agonią Chrystusa, uczniowie zrozumieli znaczenie Jego słów: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”.

Jezus umiłował nas jako pierwszy, umiłował nas pomimo naszych kruchości, naszych ograniczeń i ludzkich słabości. To On uczynił nas godnymi Jego miłości, która nie zna granic i nigdy się nie kończy. Dając nam nowe przykazanie, prosi nas, abyśmy się wzajemnie miłowali nie tylko i nie tyle naszą miłością, ile Jego miłością, którą Duch Święty wlewa do naszych serc, jeśli błagamy Go z wiarą. W ten sposób - i jedynie w ten sposób - możemy miłować się wzajemnie nie tylko tak, jak sami miłujemy, ale jak On nas umiłował, to jest o wiele więcej. Bóg nas bowiem miłuje znacznie bardziej niż my miłujemy samych siebie. W ten sposób możemy wszędzie upowszechniać ziarno miłości, które odnawia relacje między ludźmi i otwiera perspektywy nadziei. Ta miłość sprawia, że stajemy się nowymi ludźmi, braćmi i siostrami w Panu, i czyni nas nowym Ludem Bożym, Kościołem, w którym wszyscy są powołani, by kochać Chrystusa i w Nim miłować się wzajemnie.

Miłość, która objawia się w krzyżu Chrystusa i do której przeżywania On nas wzywa, jest jedyną siłą, która przemienia nasze serce kamienne w serce z ciała; która czyni nas zdolnymi do miłowania naszych nieprzyjaciół i przebaczania tym, którzy nas skrzywdzili; która sprawia, że postrzegamy drugiego jako obecnego lub przyszłego członka wspólnoty przyjaciół Jezusa; która pobudza nas do dialogu i pomaga nam siebie wysłuchiwać i poznawać się nawzajem. Miłość otwiera nas na innych, stając się podstawą ludzkich relacji. Uzdalnia do przezwyciężania barier naszych własnych słabości i uprzedzeń, tworzy mosty, uczy nowych dróg, wyzwala dynamizm braterstwa. Niech Maryja Dziewica pomaga nam swoim macierzyńskim wstawiennictwem, przyjmować od jej Syna Jezusa dar Jego przykazania, a od Ducha Świętego moc, by realizować je w życiu codziennym.

[po modlitwie:] Drodzy bracia i siostry!

Wczoraj w Madrycie beatyfikowano Marię Guadalupe Ortiz de Landázuri, wierną świecką z Opus Dei, która z radością służyła swoim braciom, łącząc nauczanie i głoszenie Ewangelii. Jej świadectwo jest wzorem dla kobiet chrześcijańskich zaangażowanych w działania społeczne i badania naukowe. Brawa dla nowej błogosławionej!

Serdecznie pozdrawiam was, pielgrzymów z Włoch i z różnych krajów. W szczególności przybyłych z Meksyku, Kalifornii, Haiti; wiernych z Kordoby (Hiszpania) i Viseu (Portugalia); studentów z Pampeluny i Lizbony.

Pozdrawiam Kanoniczki św. Krzyża w stulecie ich założenia; odpowiedzialnych Wspólnoty Sant'Egidio przybyłych z różnych krajów; pielgrzymów polskich, w szczególności harcerzy, w towarzystwie Ordynariusza Polowego, którzy przybyli w 75. rocznicę bitwy pod Monte Cassino.

Pozdrawiam wiernych Biancavilli i Cosenzy; z Pallagorio z chórem; młodzież, która przyjęła bierzmowanie z Senigallii i Campi Bisenzio; chór z San Marzano sul Sarno i San Michele w Bolzano; Szkołę Córek św. Anny w Bolonii i rowerzystów ze szpitala Bambino Gesù.

Wszystkim życzę dobrej niedzieli. Pamiętajcie o mnie w modlitwie. Smacznego obiadu i do widzenia!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem