Reklama

Polska jako znak sprzeciwu

2019-07-31 10:15

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 31/2019, str. 30-31

Grzegorz Boguszewski
Prof. Paweł Bromski

Czy dobra zmiana w Unii Europejskiej jest możliwa? – pyta prof. Pawła Bromskiego Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Święty Jan Paweł II miał marzenie – po raz pierwszy wyraził je w Gnieźnie w 1979 r. – o „duchowej jedności chrześcijańskiej Europy”. W 1997 r. mówił już o misji, jaką Polacy oraz narody środkowej Europy mogą spełnić w zjednoczonej Europie, a jeszcze później – że wejście tych państw do Unii Europejskiej „może stanowić ubogacenie Europy”. Dlaczego, Panie Profesorze, te papieskie marzenia okazały się niespełnialne?

PROF. PAWEŁ BROMSKI: – Dlatego, że – jak sam Jan Paweł II przestrzegał w encyklice „Centesimus annus” – demokracja bez wartości przemienia się „w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. I moim zdaniem, właśnie taką sytuację mamy w Unii Europejskiej, gdzie demokracji jest jak na lekarstwo, gdzie bezwzględnie rządzą najsilniejsi. Wprawdzie Parlament Europejski (PE) pochodzi z wyboru, ale to jedyna instytucja demokratyczna w Unii i być może właśnie dlatego ma niewiele do powiedzenia. Naprawdę najważniejszą instytucją UE jest Europejski Bank Centralny, który zarządza finansami wspólnej Europy. I dlatego po ostatnich wyborach między Francją a Niemcami stoczyła się ostra walka o stanowisko szefa tego banku; zwyciężyli Francuzi. Wszystkie pozostałe instytucje unijne – przede wszystkim Komisja Europejska – są podobnie na wskroś niedemokratyczne i zdominowane przez najsilniejsze państwa. I to z całą pewnością się nie zmieni. Niewątpliwie UE z roku na rok zmienia się na gorsze.

– I coraz wyraźniej zmierzamy w kierunku utworzenia jednego wielkiego państwa europejskiego zarządzanego przez najsilniejszych?

– Utworzenie jednego wspólnego państwa jest celem dzisiejszych przywódców Unii. Nowa szefowa KE Ursula von der Leyen ma poglądy tak samo socjalistyczne jak reszta głównych przywódców Unii i z pewnością będzie popierała narzucane przez nich cele, czyli toczące się już procesy federalizacyjne.

– Przed ostatnimi wyborami europejskimi pojawiły się jednakże pewne nadzieje na odwrót od obecnego kursu, jako że w wielu państwach do głosu zaczęły dochodzić siły prawicowe, konserwatywne...

– Okazało się jednak, że w PE absolutną dominację mają nadal siły lewicowe. Mimo że największym beneficjentem tych wyborów jest chadecja, to musimy pamiętać, że dzisiejsza europejska chadecja jest chadecją tylko z nazwy, a w istocie jest to ugrupowanie socjalistyczne. Dlatego trudno liczyć na zawrócenie lewicowego nurtu Unii, na jakąkolwiek – w naszym rozumieniu – dobrą zmianę.

– Chyba że przeforsujemy ją własnymi siłami, np. przez realizację projektu Trójmorza?

– Trójmorze to nie jest jeszcze projekt polityczny; polega na zacieśnieniu gospodarczo-ekonomicznych więzi między krajami środkowej Europy przez budowę połączeń drogowych, kolejowych i – co najważniejsze – gazowych, które zapewnią uniezależnienie się tych krajów od rosyjskich dostaw gazu. Dopiero na tym gruncie można będzie kiedyś zbudować jakiś silniejszy układ polityczny wewnątrz Unii Europejskiej. Jest to, oczywiście, projekt bardzo niewygodny dla dzisiejszych przywódców Unii, zwłaszcza dla Niemców, którzy budują Nord Stream 2 i bez skrupułów zacieśniają swe odwieczne związki z Rosją, która jest dla nich bezcennym zapleczem surowcowym.

– To znaczy, że Niemcy, wspierając uzależnienie energetyczne Europy od Rosji, skazują ją w jakiś sposób także na humory i wpływy polityczne Kremla?

– Można tak powiedzieć. Bardzo przy tym krytykują Polskę, która stara się od tej niebezpiecznej zależności uwolnić przez coraz większe zakupy gazu amerykańskiego i zamiar przesyłania go do krajów Trójmorza. Ale nie martwmy się na zapas tym niemiecko-rosyjskim sojuszem, bo – paradoksalnie – im będzie on mocniejszy, tym lepiej dla nas.

– Jak to?

– W takiej sytuacji Polska staje się niemal jedynym pewnym przyczółkiem dla obecności Stanów Zjednoczonych w Europie, z czego przecież nie mogą one zrezygnować, chcąc zachować swój status globalnego przywództwa. Zwłaszcza że także stosunki USA z Wielką Brytanią okazały się dalekie od doskonałości... Mamy więc szansę stać się głównym partnerem Amerykanów w Europie, a tym samym zyskać większe poczucie bezpieczeństwa.

– Opozycja już ostrzega, że to zacieśnianie polsko-amerykańskiego partnerstwa może grozić marginalizacją Polski w Unii Europejskiej, wymiernymi stratami finansowymi. Nie powinniśmy się tego obawiać?

– Tak czy inaczej znajdujemy się dziś na marginesie Europy... Ale w żadnym razie nie musimy się obawiać, że za karę ktoś zechce nas wyrzucić z Unii, bo pozostałe kraje, głównie Niemcy, mają z Polski wciąż wielkie korzyści gospodarcze. Trzeba by tu przypomnieć, że już w tzw. okresie przedakcesyjnym, w ciągu pięciu lat – jak wynika z naszych obliczeń – bilans wymiany handlowej wynosił ok. 50 mld dol. na naszą niekorzyść. Otworzyliśmy szeroko granice, import do Polski, głównie niemiecki, był tak olbrzymi, że w gruncie rzeczy finansowaliśmy wówczas niemieckie fabryki i miejsca pracy w Niemczech. Nadal w pewnym sensie tak właśnie jest...

– ...a wszelkie wysiłki polskiego rządu, by tak nie było – np. wyraźny rozwój gospodarczy, reformy państwa – spotykają się z nieprzejednaną krytyką ze strony unijnych przywódców...

– ...oraz polskiej opozycji, która już nawet nie ukrywa, że jest wyraźnie proniemiecka. Zresztą, jak przyznał publicznie jeden ze współtwórców głównego członu partii opozycyjnej – jednej z partii liberalno-demokratycznej – jej założyciele przyjęli walizkę pieniędzy od niemieckiej Fundacji Konrada Adenauera na założenie tej partii.

– Niewątpliwie o randze Polski w Unii Europejskiej będzie stanowić pomyślna realizacja wielkiego geopolitycznego projektu Trójmorza jako ważnego składnika europejskiej wspólnoty. Czy, zdaniem Pana Profesora, jesteśmy już blisko tego celu? Czy to raczej nadal tylko kolejne marzenie?

– Wydaje się, że już chyba nic nie stoi na przeszkodzie, bo, co najważniejsze, zyskaliśmy finansowanie UE na budowę odpowiedniej infrastruktury, państwa Trójmorza już zabrały się do budowy poszczególnych jej odcinków, rozbudowujemy terminal gazowy w Świnoujściu, będziemy budować nowy w Gdańsku. Szkoda tylko, że nie przyjęliśmy chińskiej propozycji tzw. szlaku jedwabnego, prawdopodobnie skorzystają z tego Niemcy...

– To ze względu na nasze związki ze Stanami Zjednoczonymi?

– Niewątpliwie tak. Chiny są dziś największym konkurentem Stanów Zjednoczonych, Polska musiała więc dokonać wyboru; wybraliśmy solidarność z Ameryką.

– Chęć udziału w projekcie Trójmorza wyraziły także Niemcy. Czy Polska – jako główny projektodawca – powinna się na to zgodzić?

– Na szczęście Niemcy nie zostały zaproszone jako pełnoprawny członek projektu, uczestniczą w tym tylko w charakterze obserwatora. Wiadomo, że są bardzo pilnym obserwatorem, jako że ten projekt zagraża ich hegemonii w Unii Europejskiej. Uważam, że w żadnym razie nie można dopuścić do udziału Niemiec – a nawet do udziału Austrii, która się o to bardzo stara – w tym przedsięwzięciu, bo wówczas Niemcy bezwzględnie przejmą nad nim rządy i zrobią, co zechcą dla własnej korzyści. Trzeba brać pod uwagę także to, że państwa bałkańskie, które aspirują do wejścia do UE, są bardzo łatwe do przekupienia przez Niemcy. Także państwa – poza Rumunią – tworzące obecnie projekt Trójmorza mają doskonałe kontakty z Niemcami... Tak więc wszystko jest możliwe.

– Nie ma zatem pewności co do tego, że Trójmorze okaże się geopolitycznym sukcesem Polski?

– W geopolityce w ogóle nie można mówić o jakiejkolwiek pewności. Jak widzimy na przykładzie Unii Europejskiej, która przecież działa pod bardzo szczytnymi hasłami solidarności, równości itd., przecież nie ma w niej ani równości, ani solidarności.

– Podobnie zwodnicze jest hasło stworzenia jednego wielkiego, szczęśliwego państwa europejskiego?

– Proces federalizacji Europy postępuje bez większego rozgłosu, ale objawia się istnieniem w UE konkretnych instytucji, jak np. Rada Regionów. Wiele wskazuje na to, że obecnie rządzący Unią chcą za wszelką cenę rozbić państwa narodowe na regiony, licząc na ogromne korzyści dla siebie. Dla większości europejskich krajów to wielkie zagrożenie. Federalizacja oznacza np. wspólne pisanie historii europejskiej. Nie ma żadnego powodu, by Polska rezygnowała ze swej tysiącletniej historii, by pozwalała na jej zakłamywanie, co już dziś ma miejsce, bo np. mówi się o współwinie Polaków za Holokaust, wymazuje się z historii winę Niemców i mówi się o jakichś bliżej niezidentyfikowanych nazistach...

– W Polsce obecna partia opozycyjna od dawna całkiem konkretnie – lecz nie nazywając rzeczy po imieniu – stara się wspierać ideę federalizmu; ostatnio zaproponowano np. likwidację województw... To byłby początek zwijania państwa polskiego?

– Rzeczywiście, Platforma Obywatelska najwyraźniej wspiera europejski plan, według którego samodzielne regiony Europy miałyby być związane z wielkimi miastami jako silnymi ośrodkami gospodarczymi i cywilizacyjnymi. Tym bardziej to niebezpieczne, że samorządy większości dużych polskich miast są dziś w rękach właśnie tej partii. Gdyby powiódł się plan rugowania terenowych przedstawicielstw państwa, jakimi są urzędy wojewódzkie i wojewodowie, mogłoby to doprowadzić do poważnego osłabienia władzy centralnej, a w konsekwencji – do rozbicia państwa.

– Mielibyśmy w Polsce już nie jedno – jak przed wojną – ale wiele wolnych miast, w których żyją „prawdziwi Europejczycy”...

– Takie miasta-państwa i ich okolice zagarniałyby dosłownie wszystko, od podatków poczynając, na mediach kończąc. Ten projekt obejmuje rozbijanie i likwidowanie wszystkiego, co centralne, ogólnopolskie i państwowe. Jednym z widocznych sygnałów zdradzających dążenie w tym kierunku są, głoszone przez Platformę, np. zapowiedzi likwidacji ogólnopolskiej telewizji publicznej.

– A z drugiej strony każda próba ulepszania władzy państwowej – czego domaga się większość Polaków – jest napiętnowana przez UE jako zamach na demokrację; polski patriotyzm jest uznawany za faszyzm, a determinacja polskiego rządu – za totalitaryzm. I nie jesteśmy w stanie, Panie Profesorze, obronić się przed tego rodzaju pomówieniami!

– Mimo wszystko trzeba robić swoje, we własnym interesie. Za wszelką cenę nie można dopuścić do przerwania „kapilarności” władzy, czyli sprawnego współdziałania rządu z samorządami dla dobra całej Polski. A ponadto nie zapominajmy o marzeniu Papieża Polaka, choćby na przekór całej Europie, w której wciąż wzmaga się walka z religią, wiarą, a w szczególności z Kościołem katolickim. Mamy obowiązek być znakiem sprzeciwu.

* * *

Prof. Paweł Bromski
Historyk filozofii politycznej, rektor Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki. Autor kilkudziesięciu publikacji naukowych i artykułów.

Tagi:
Unia Europejska

Reklama

UE będzie chronić tożsamość kulturową i religijną dzieci

2019-06-26 13:22

MS, lk / Warszawa (KAI)

We wszystkich krajach Unii Europejskiej obowiązywać będzie jednolita zasada poszanowania tożsamości kulturowej, religijnej i językowej dziecka, gdy trafi ono do rodziny zastępczej. Rada UE przyjęła 25 czerwca przepis, który realizuje polską inicjatywę. - To wielki sukces starań prowadzonych na forum UE przez ministerstwo sprawiedliwości - uważa wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

pixabay.com

Rada UE opowiedziała się za wprowadzeniem do rozporządzenia Bruksela II BIS, które reguluje współpracę w sprawach rodzinnych i małżeńskich, poprawki zainicjowanej przez polskie ministerstwo sprawiedliwości w grudniu 2017 r. Nowy przepis zwiększa ochronę dzieci i zapewnia praktyczną realizację gwarancji zawartych w Konwencji ONZ o prawach dziecka.

"Przez dwa lata negocjowaliśmy kwestię dotyczącą tożsamości dzieci, rozumianej jako prawo do własnej kultury, tradycji języka i religii. Udało się. To wielki sukces Polski” – zaznaczył sekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości.

Zmienione dzięki polskim staraniom rozporządzenie zobowiązuje państwa członkowskie UE, aby zachowywały prawa dziecka do tożsamości kulturowej, religijnej i językowej w postępowaniach o ustanowienie pieczy zastępczej. Chodzi o to, by dzieci kierowane pod zastępczą opiekę trafiały do rodzin z podobnego kręgu kulturowego, a najlepiej do krewnych z kraju pochodzenia dzieci.

Do tej pory zasada ta nie była w praktyce respektowana, choć wynika z Konwencji ONZ o prawach dziecka. Zdarzały się nawet przypadki oddawania dzieci, których rodzice są chrześcijanami, do rodzin muzułmańskich.

Zdaniem Michała Wójcika, nowelizacja rozporządzenia umożliwi skuteczniejszą ochronę praw dziecka. - Jeśli dziecko będące np. chrześcijaninem trafi do rodziny muzułmańskiej, będzie to złamanie praw tego dziecka i postanowień znowelizowanego rozporządzenia. Jeśli jakieś państwo będzie łamało ten przepis, to będzie można w końcu skutecznie egzekwować prawa dziecka. Ochrona jest tu bardzo daleko idąca – podkreśla wiceminister sprawiedliwości.

W opublikowanym komunikacie resort sprawiedliwości stwierdza, że jest to sprawa niezwykle ważna dla wielu polskich rodzin żyjących w krajach UE. W samych tylko Niemczech mieszka obecnie około 800 tys. Polaków mających wyłącznie obywatelstwo polskie. Osób o podwójnym obywatelstwie (polskim i niemieckim) jest ok. 1,5 mln.

Ministerstwo sprawiedliwości udziela pomocy polskim obywatelom, gdy za granicą są pozbawiani praw do wychowywania własnych dzieci, a dziecko trafia często do rodziny, w której nie mówi się w języku polskim. Pomoc ta była jednak utrudniona, gdyż prośby o interwencję docierały do ministerstwa zazwyczaj dopiero wtedy, gdy dana sprawa była już zaawansowana, a dziecko umieszczone w rodzinie zastępczej.

Rozporządzenie w nowym brzmieniu zapobiega takim sytuacjom. Działania w celu zapewnienia praw dziecka do tożsamości narodowej, kulturowej, religijnej i językowej mają być podejmowane na jak najwcześniejszym etapie postępowań. Służyć temu będzie zaproponowany przez Polskę mechanizm informacyjny.

Państwo, w którym dziecko przebywa, będzie powiadamiać o wszczętej procedurze państwo, z którym dziecko ma istotny związek. Powiadomienie może zostać przekazane kanałami konsularnymi lub w drodze powiadomienia właściwej w takich sprawach instytucji, w przypadku Polski – ministerstwa sprawiedliwości. Szybka informacja ma pozwolić na ustalenie i wskazanie np. krewnych dziecka, którzy są gotowi do podjęcia się opieki nad nim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święty od zadań trudnych

2019-09-17 14:31

Oprac. ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 38/2019, str. 20-21

Biuro prasowe OFMCap – krka

Ojciec Pio często powtarzał, że „modlitwa jest najlepszą bronią, jaką mamy, kluczem, który otwiera Serce Boga”.

Wciąż zadziwia świat. Jest świętym niezwykłym i jak się okazuje, bardzo skutecznym. Kiedy człowiekowi dotkniętemu cierpieniem wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna, to Ojciec Pio – święty od zadań trudnych – interweniuje. O cudach za jego wstawiennictwem napisano już wiele. Ci, którzy ich doświadczyli, dzielą się nimi także na łamach „Głosu Ojca Pio” – czasopisma bliskiego Grupom Modlitwy Ojca Pio.

Młode małżeństwo

„Nasze życie wywróciło się do góry nogami” – wspomina Sylwia Kłysz, która podróżowała po Ameryce ze swoim narzeczonym, gdy okazało się, że mężczyzna ma nowotwór. „Podczas jednej z niedzielnych Mszy św. Piotr zasłabł, więc wyszliśmy na zewnątrz. Wówczas podeszła do nas pewna starsza pani. To od niej po raz pierwszy usłyszałam o Ojcu Pio. Powiedziała nam, abyśmy się do niego modlili, i tak zrobiliśmy. Codziennie wspólnie odmawialiśmy Nowennę do Najświętszego Serca Pana Jezusa zalecaną przez Ojca Pio. Piotr czuł się coraz lepiej, operacja się udała, naświetlania odniosły skutek. Niestety, rok później pojawił się drugi, zupełnie inny nowotwór. (...) Podczas długiego, uciążliwego leczenia zawierzyliśmy wszystko Bogu i prosiliśmy Ojca Pio o wstawiennictwo. Do naszej modlitwy przyłączyły się mama Piotra i moja siostra”. Modlitwy zostały wysłuchane. „(...) Wróciliśmy do Polski, wzięliśmy ślub. Ojciec Pio jest patronem naszego małżeństwa” – napisała Sylwia.

Przypadek Urszuli

Urszula Bremer nie należała do praktykujących katolików. Księdza znała z odwiedzin po kolędzie, do kościoła chodziła okazjonalnie. Jej ojciec był niepraktykujący, a mama studiowała Pismo Święte ze świadkami Jehowy. „Wychowywana byłam w oparciu o ich wiarę. Tylko u dziadka w Torzymiu na starym radiu stał obrazek z Ojcem Pio. Nie miałam pojęcia, kim była ta postać trzymająca biały krążek w podniesionych dłoniach, osłoniętych rękawiczkami bez palców. Przypuszczałam, że to ktoś ważny, gdyż inaczej wizerunek nie stałby na tak eksponowanym miejscu. Dopiero od babci się dowiedziałam, kim był ów kapłan, chociaż wtedy niewiele z tego zrozumiałam” – wspomina Urszula. Życie jej nie oszczędzało. Wcześnie owdowiała, została sama z trójką dzieci. „Stale szukałam sensu życia, błądziłam. Najmłodszy syn jeszcze nie umiał chodzić, a na dodatek zachorował na zapalenie opon mózgowych. Tego samego roku, w Wigilię, umarł mój ojciec. W niedługim czasie zmarły też dwie kuzynki, a po nich dwaj wujkowie i ciocia. Pogrzeby następowały jeden po drugim, a ja zaczęłam przejawiać pierwsze oznaki depresji. Pewnego razu sąsiadka mojej mamy przyniosła do przeczytania książeczkę. Na okładce dostrzegłam znajome zdjęcie sprzed lat – człowieka z uniesionymi dłońmi w wytartych rękawiczkach. Lektura miała pomóc mojej mamie powrócić do Kościoła, jednak ja pochwyciłam ową książeczkę, jakby to był skarb, na który tyle lat czekałam. W drodze powrotnej do domu czytałam ją z zapałem” – kontynuuje. Jej życie zdawało się uspokajać, zamieszkała z matką, która pomagała w opiece nad dziećmi. „Spokojne, harmonijne życie skończyło się niecałe pięć miesięcy później. Mama odbierała mojego syna ze szkoły. Kiedy przechodzili przez ulicę na zielonym świetle, zza zakrętu wyjechała ciężarówka. Mama zachowała przytomność umysłu i zdążyła odepchnąć dziecko, sama jednak zginęła pod kołami samochodu. (...)Dziesięć miesięcy po wypadku syn został ponownie potrącony przez samochód. Tego, co przechodziłam, nie da się opisać” – opowiada. Wtedy przypomniała sobie o książeczce. „Miałam ją przez cały ten czas. Zaczęłam czytać – jednym tchem, jakby od tego zależało moje życie, każdą linijkę po kilka razy. Nagle poczułam przedziwny, cudowny zapach, jakiego nie znałam, wprost anielski. Nie wiadomo, skąd pochodził. W domu poza mną i synem nie było nikogo. Zaczęłam się rozglądać, szukając źródła tej woni, gdy w końcu dotarło do mnie: to on, Ojciec Pio! Nie zostawił mnie samej. Wskazał mi drogę” – podkreśla.

Grupy Modlitwy

Szczególnym fenomenem są wciąż powstające w Polsce Grupy Modlitwy Ojca Pio. Pierwsze takie grupy powstały we Włoszech z inicjatywy samego Ojca Pio i w odpowiedzi na wezwanie Piusa XII do modlitwy. Z czasem zaczęto je zakładać także za granicą – w Polsce pierwsza powstała w Krakowie, w 1983 r., potem w Chełmie Lubelskim i Wrocławiu. Powstawaniu kolejnych grup sprzyjał rosnący kult Ojca Pio, zwłaszcza po jego beatyfikacji w 1999 r. i kanonizacji w 2002. W Polsce szczególnym miejscem kultu świętego z San Giovanni Rotondo są sanktuaria, m.in. na Przeprośnej Górce w Siedlcu k. Częstochowy i w Terliczce.

Z Maryją i Ojcem Pio czyścimy czyściec

Pod takim hasłem odbędzie się w jasnogórskim sanktuarium w nocy z 28 na 29 września br. czuwanie modlitewne Grup Modlitwy Ojca Pio.

Sam Ojciec Pio często zachęcał do żarliwej modlitwy za tych, którzy cierpią męki czyśćcowe: „Polecajmy tej drogiej Matce święte dusze w czyśćcu. Któż z nas nie ma tam swoich bliskich i kto wie, jak wielu z nich cierpi tam może – a nawet z pewnością – także przez nas... Prośmy Mamę, aby przyszła im z pomocą, łagodząc ich cierpienia i chłodząc dręczący ich płomień” – przypomina słowa świętego stygmatyka br. Mateusz Magiera, kapucyn.

Wszystkie świadectwa pochodzą z „Głosu Ojca Pio”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Leon: Mogę jeszcze lepiej serwować. Dziś ćwierćfinał z Niemcami

2019-09-23 19:22

wpolityce.pl

youtube.com
Wilfredo Leon był pierwszoplanową postacią w meczu 1/8 finału mistrzostw Europy, w którym polscy siatkarze pokonali Hiszpanów 3:0, a zaimponował przede wszystkim dużą liczbą bardzo trudnych i skutecznych zagrywek. - Mogę jeszcze lepiej serwować - zapewnił. Pochodzący z Kuby przyjmujący, który pierwszy raz występuje w reprezentacji Polski w imprezie rangi mistrzowskiej, wcześniej w tym turnieju miał lepsze i gorsze momenty. W sobotę był największą zmorą Hiszpanów - posłał siedem asów, a łącznie zagrywał aż 23 razy. Nigdy nie liczę, ile asów mam w meczu. Po prostu idę serwować. Zazwyczaj z meczu na mecz i z treningu na trening coraz lepiej mi idzie jeśli chodzi o zagrywkę. Nie jest to jeszcze moja najwyższa forma, ale z Hiszpanią było ok — podsumował. Tego wieczora zdobył łącznie 19 punktów, z czego dziewięć atakiem i trzy blokiem. Leon uznawany jest za jednego z najlepszych, a nawet przez niektórych za najlepszego siatkarza świata. Potwierdzeniem jego statusu gwiazdy było zachowanie hiszpańskich zawodników, którzy w korytarzu po zejściu z boiska poprosili gwiazdora Sir Safety Perugii o … wspólne zdjęcie. Spośród ok. sześciu tysięcy widzów, którzy z trybun hali w Apeldoorn oglądali to spotkanie, przygniatającą większość stanowili polscy kibice. Żywiołowo reagowali oni na popis siatkarzy Vitala Heynena. Było bardzo głośno, ale z moimi uszami wszystko ok. Komunikacja na boisku była jednak utrudniona, trzeba było podchodzić do siebie bliżej albo dotykać kolegę obok i wtedy mu coś mówić — wspominał Leon. Za sprawą swojej dobrej gry mógł on liczyć także na skandowanie przez licznie zgromadzonych fanów jego nazwiska. W przeszłości mówił, że bardzo lubi takie momenty. Dzięki temu byłem naładowany. Jestem bardzo zadowolony, że wreszcie kibice mieli powód, by skandować moje nazwisko. To dodaje mi dużo adrenaliny — zaznaczył. Biało-czerwoni zostają w Apeldoorn, gdzie w dzisiejszym ćwierćfinale (godz. 20) zmierzą się z Niemcami - transmisja meczu w TVP1. To prawda, że będzie to dla nas pierwszy poważny sprawdzian. Jesteśmy na niego gotowi, a także na dalszą fazę turnieju. Czekam już na to spotkanie — zapewnił.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem