Reklama

Kościół

O narodowych cudach zupełnie inaczej

W jakich narodowych zwycięstwach Maryja, Królowa Polski, ma swój szczególny udział? O czym wciąż powinniśmy pamiętać?

Niedziela Ogólnopolska 18/2025, str. 16-18

[ TEMATY ]

cuda

Maryja

Królowa Polski

Grzegorz Gałązka

Castel Gandolfo, Włochy. Obraz Jana Rosena Bitwa Warszawska 1920 r. w kaplicy papieskiej Matki Bożej Częstochowskiej

Castel Gandolfo, Włochy. Obraz Jana Rosena Bitwa Warszawska 1920 r. w kaplicy papieskiej
Matki Bożej Częstochowskiej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

A może tak spróbować przyjrzeć się narodowym cudom, którymi były wielkie zwycięstwa Polaków, odniesione dzięki pomocy nieba, od nieco innej niż zwykle strony? Może zamiast opisywać je z perspektywy historycznej, politycznej czy społecznej, warto przyjrzeć się im od strony ich Autora, czyli zapytać o ich Boski sens i Boży cel? Gdy się głębiej zastanowić, może się okazać, że był on inny, niż nam się wydaje. Może jest jeszcze niezrealizowany?

Tyle tu zdań ze znakami zapytania. Trzeba je stawiać, nawet jeśli nie wszystkie znajdą właściwą odpowiedź. Każda z nich może skrywać w sobie nieocenioną dla nas lekcję. Jaką? Może powiedzieć coś o naszym dniu jutrzejszym! A nie łudźmy się: polskie jutro będzie potrzebowało cudów. Albo będzie ich wiele, albo staniemy się narodem bez przyszłości.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Trzeba więc stawiać pytania i poszukiwać na nie odpowiedzi. Winniśmy zresztą nie tylko zastanawiać się nad tym, w jaki sposób możemy „przywołać cuda”, jakie są warunki ich skuteczności i czy istnieje coś takiego jak „reguła cudu”. Przede wszystkim musimy pytać o ich autorski, Boży cel. Gdy zrozumiemy ich niebieską funkcję, wtedy będą one mówiły także o nas samych. Dadzą nam wskazówki na dzisiejsze czasy i będą nas uczyć o jutrze.

Jubileusz jak kołysanka

Reklama

Zacznijmy od uwagi metodologicznej. Zazwyczaj badanie cudów przeprowadzamy niewłaściwymi narzędziami. A gdy nawet są one odpowiednie, to nie są wyskalowane na tego rodzaju nadzwyczajne wydarzenia. Tym samym nie pokażą nam nic więcej poza skalą naszych własnych oczekiwań, a to sprawia, że wielkie zwycięstwa nasączone interwencją nieba opisujemy za pomocą naszych wielkich słów, nie dostrzegając, że tylko pozornie są one właściwe.

Zilustrujmy to, odwołując się do objawień fatimskich. W 2017 r. obchodziliśmy 100. rocznicę ukazania się Matki Najświętszej trojgu pastuszkom z Aljustrel. W całym Kościele katolickim, począwszy od sanktuarium w Fatimie, hucznie obchodziliśmy ten okrągły jubileusz. Zwróćmy uwagę na to, że słowo „jubileusz” pochodzi od łacińskiego iubilare i oznacza radosne świętowanie. Zaproszono nas zatem do cieszenia się, że przed 100 laty Maryja przyszła do Fatimy... Nawet wypowiedziane kilka lat wcześniej przez Benedykta XVI słowa, że misja Fatimy jest wciąż aktualna, nie wzbudziły właściwej refleksji. Setna rocznica objawień fatimskich wcale nie była powodem do radości. To wstyd, że minął cały wiek, a orędzie z Fatimy wciąż pozostaje niewypełnione. Zamiast bić się w piersi, ogłosić post i wynagradzać za to, że nie podjęliśmy tego orędzia, zamiast zacząć wcielać je w życie, myśmy tańczyli i śpiewali...

Nie tylko Fatima

Reklama

Obawiam się, że rzecz ma się podobnie z naszym spojrzeniem na narodowe cuda. Czy właśnie nie „jubileuszowo” celebrowaliśmy niedawno 100. rocznicę Cudu nad Wisłą? Dziwne, że nie wzięliśmy sobie do serca słów Jana Pawła II, gdy próbował ukazać nam głębszy sens zwycięstw, w których otrzymaliśmy decydującą pomoc z nieba. Czy znowu chwyciliśmy za niewłaściwe narzędzia? Po raz kolejny nie dostrzegliśmy, że tylko wtedy, gdy cuda będą bardziej zadaniem niż darem, przyniosą te owoce, które związał z nimi Bóg.

Zatrzymujemy się na pierwszym owocu. Czy najważniejszym? – pytanie pozostawmy otwarte. Mam obawy, że w przypadku „koncepcji jubileuszowej” celebrowane przez nas wielkie zwycięstwa rozświetlają tylko historię jak meteor niebo. Pojawiają się, by zniknąć.

Zwycięstwa mają swoją datę – konkretny dzień, swoją lokalizację – miejsce historycznej bitwy. Ale nawet cud, który przywróciłby na niebo trzecią część gwiazd zrzuconą przez zło i który by sprawił, że wśród nich nie będzie już miejsca na panowanie smoka barwy ognia, też nie gwarantuje niczego.

Cud nas uratował, ale tak naprawdę nie zmieniło się nic. Pojawiło się tylko nowe święto w kalendarzu, które jest wspomnieniem, zamiast wezwaniem.

Zawsze z Maryją

Mamy wiele polskich zadaniowych cudów, a wszystkie są Maryjne. Może to najważniejsza lekcja historii: maryjność to gwarant polskości.

Jak długo rys maryjny będzie naszą narodową cechą, dokąd Mickiewiczowskie „vivat Polonus, unus defensor Mariae” nie utraci swej świeżości – tak długo będziemy mieli szansę na kolejne cuda. I na odkrycie ich prawdziwego znaczenia. A gdy zrozumiemy ich zadaniowość, może ocalimy narodową tożsamość. I naszą niebieską misję.

Reklama

Cud ocalenia naszej tożsamości narodowej i religijnej zawsze zasadzał się na naszej maryjności. Mamy zapewnienia, że kolejne zwycięstwa też przyjdą przez Nią. Dla mnie osobiście bardzo symboliczne jest zakończenie rozmowy św. Jana Pawła II z Frankiem Duffem, założycielem Legionu Maryi. Przy pożegnaniu papież położył swemu rozmówcy dłoń na ramieniu, spojrzał mu w oczy i powiedział: „Pamiętaj, zwycięstwo przyjdzie. Przez Maryję”.

„Pamiętaj”... Słyszę to także ja. I wiem, że to słowo zadaniowe.

Potrzebna matryca

Ilu zwycięstwami się cieszymy! Są narodowe i historyczne, są rodzinne i zupełnie osobiste. Związane z Maryjnym wizerunkiem, szkaplerzem, Różańcem. Spektakularne i takie, które ukryły się głęboko we wnętrzu człowieka. Każde z nich jest darem i zadaniem. Zapytajcie świętych, a powiedzą wam, że każda łaska, którą otrzymuje człowiek, jest nie tylko dla niego samego. Jest „kościelna” – jest dla innych. Jest zadaniem.

Tym bardziej łaska tak wielka jak narodowy cud. Powinna być ona postrzegana jako wielkie zadanie – scalania narodu, ugruntowywania jego prawdziwych wartości, budowania jego przyszłości, umacniania tożsamości. Wreszcie – spełnienia zleconej przez Boga misji.

Ograniczmy się dziś do wspomnienia tylko dwóch cudownych zwycięstw. Tych, których znaczenie podkreślił swym autorytetem Kościół. Niech będą one dla nas rodzajem „matrycy” pomagającej rozeznać się w znaczeniach każdego cudu i każdego zwycięstwa.

Osuszony potop

Reklama

W Castel Gandolfo, letniej siedzibie papieży, znajdują się dwa duże freski opowiadające o epizodach z dziejów jednego kraju – Polski. Freski przedstawiają obronę Jasnej Góry z 1655 r. i Cud nad Wisłą z 1920 r. Dla papieża Piusa XI, który polecił je namalować w 1933 r., były one czymś więcej niż interwencją Maryi w wydarzenia historyczne. Były lekcją na przyszłość dla kolejnych sterników Kościoła.

Zacznijmy od cudu z XVII wieku. Warstwa historyczna jest nam znana, wspomnijmy więc tylko, że kiedy wojska szwedzkie odeszły spod Jasnej Góry, wieść o zwycięstwie rozniosła się po kraju, bogacona naprędce budowanymi legendami. Historyczny cud zaczyna przynosić owoce. Król przekracza polską granicę, formuje się armia, wszędzie wznieca się bunt. Prawowity władca oddaje Matce Najświętszej pod opiekę swoje ziemie, więcej – obiecuje zaprowadzić w Rzeczypospolitej ewangeliczne reformy. Zaprasza na arenę walk nadprzyrodzoność! Potop się cofa, kraj odzyskuje wolność.

Pozwolili zniszczyć...

Czegoś tu jednak brakuje.

Zajrzyjmy do książki Pamięć i tożsamość. Jan Paweł II wyjaśnił w niej, że „obrona Jasnej Góry w 1655 r. ma nie tylko charakter pewnego cudu historycznego”, ale że „może być interpretowana jako ostrzeżenie na przyszłość”. Papież podważył „koncepcję jubileuszową” tego wydarzenia, jego zdaniem, ten cud był bowiem zadaniowy: miał obudzić naród i wezwać go „do baczności wobec zagrożenia”. Jakiego? Ojciec Święty wyjaśnił, że groziło nam – a w konsekwencji całej Europie – niebezpieczeństwo. „Pochodziło z Zachodu zdominowanego zasadą cuius regio, eius religio, a także ze Wschodu, gdzie coraz bardziej umacniała się wszechwładza carów”.

Reklama

Jan Paweł II uważał, że wartości, które reprezentowała w tym czasie Polska, były nadzieją dla zagubionej i podzielonej Europy. Cud jasnogórski miał nam pomóc spełnić te nadzieje. Obrona „twierdzy maryjnej” była, zdaniem papieża, wezwaniem do obrony wartości.

To miało być coś jak „cud zadaniowy” – wydarzenie z datą początkową, ale otwarte na długą przyszłość.

Papież stwierdził, że ani nie rozpoznaliśmy tego znaku, ani nie skorzystaliśmy z niebieskiej pomocy. Stąd napisał: „Jeżeli Polacy zawinili w czymś wobec Europy (...), to zawinili przez to, że pozwolili zniszczyć wspaniałe dziedzictwo XV i XVI stulecia”.

Polskie dziedzictwo

Co, jego zdaniem, było naszą dziejową szansą, wartością i znakiem misji? Jan Paweł II tłumaczył m.in.: „Nie było w Polsce wojen religijnych. Była natomiast tendencja ku porozumieniom i uniom: z jednej strony, w polityce, unia z Litwą, a z drugiej, w życiu kościelnym, unia brzeska zawarta pod koniec XVI wieku pomiędzy Kościołem katolickim a chrześcijanami wschodniego obrządku”.

Niestety, „Polacy pozwolili zniszczyć dziedzictwo Jagiellonów, Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego. (...) Wiadomo, że powierzenie narodu królom z dynastii saskiej dokonało się pod presją zewnętrzną, zwłaszcza Rosji, która dążyła do zniszczenia nie tylko Rzeczypospolitej, ale także tych wartości, których była ona wyrazem”. „Polacy – dodaje Jan Paweł II – w ciągu XVIII wieku nie zdobyli się na to, aby ten proces rozkładowy zahamować”.

Papieskie memento jest bolesne. Już nie tylko dla Polski. Za sprawą Piusa XI jest to „ostrzeżenie” dla całego Kościoła.

Cud constans nad Wisłą

Reklama

Drugi fresk z papieskiej kaplicy opowiada o bitwie pod Radzyminem. Znowu mamy tu coś więcej niż historię wpisaną w konkretne daty. Także ten cud miał zaowocować czymś więcej niż spektakularnym militarnym zwycięstwem.

Rzeczywiście miał... Kiedy 27 lipca 1920 r. kard. Edmund Dalbor błagał na Jasnej Górze Maryję, by „w ciężkiej kraju naszego potrzebie przyszła nam w pomoc”, by „odrzuciła wroga od granic naszej ojczyzny i wróciła krajowi upragniony pokój”, wspominał o czymś jeszcze. W jego publicznej modlitwie jest mowa o historycznym ciągu dalszym: o pragnieniu, by w Polsce zapanowały „ład i porządek”, by Maryja pomogła „wyplenić z serc naszych ziarno niezgody (...), oczyścić dusze nasze z grzechów i wad naszych”. Kardynał odwoływał się do świata wartości, które nasza ojczyzna miała przechować dla Europy.

To był kolejny cud, który był szansą na budowanie Polski na wspomnianym przez papieża dziedzictwie.

Znowu to zadanie nie zostało podjęte. Podobnie jak zadania Wielkiej Nowenny, nowej Pięćdziesiątnicy przywoływanej przez Jana Pawła II, cudu Solidarności. Żadne z tych zwycięstw nie stało się „cudem otwartym”.

Tym razem będzie inaczej?

Już czas, by znowu przywoływać pomocy Maryi. Nie sposób jednak nie zapytać: czy i tym razem, gdy przyjdzie zwycięstwo, tylko odnotujemy w polskim narodowym kalendarzu kolejny cud?

Może tym razem będzie inaczej? Może – pomni na pamięć Jana Pawła II – wielki cud pchnie nas do wielkiej pracy nad przywróceniem wielkiego dziedzictwa, któremu na imię Polska?

Nie wiem, co takiego musiałoby się wydarzyć, by to zadanie podjęło nasze pokolenie. Może potrzebny tu cud z nieba? I może będziemy jego świadkami? Tego nie wie nikt. Ale jedno jest pewne: coś za zakrętem historii na nas czeka...

Więc ruszajmy.

2025-04-29 08:01

Oceń: +12 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Pustelników i Matki Zakonu

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Paulini

Maryja

BPJG

- Maryjo wyproś każdemu z nas łaskę odwagi i wierności Chrystusowi podczas naszych pustynnych zmagań, kiedy stajemy się „widowiskiem dla świata” abyśmy u kresu swojego życia mogli powiedzieć wiary ustrzegłem – modlił się o. Rafał Wilk podprzeor Jasnej Góry podczas Mszy św. wspólnotowej. Dziś biali mnisi przeżywają święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Pustelników i Matki Zakonu.

O. Wilk w kazaniu podkreślił, że Maryja zrodziła Chrystusa a Kościół nieustannie rodzi Go światu. Pustynia, której także i Matka Boża doświadczyła jest miejscem i czasem próby wierności Bogu. Jak mówił, Niewiasta, Kościół zawsze będzie uczestniczyć w dramacie wyboru pomiędzy ludźmi miłujący Boga ponad własne życie i takimi, którzy ulękną się spustoszenia jakie od zarania ludzkich dziejów na świecie sieje „wielki smok barwy ognia mający siedem głów i dziesięć rogów, a na głowie jego siedem diademów”.
CZYTAJ DALEJ

„Perełki” z nauczania św. Józefa Sebastiana Pelczara

Św. Józef Sebastian Pelczar pozostawił po sobie wiele dzieł będących niezwykłą spuścizną literatury religijnej. W roku poświęconym temu Świętemu warto pochylić się nad jego myślami i wyłowić „perełki” z Jego nauczania, czyli piękne fragmenty, które można potraktować jako swoistego rodzaju komentarz do czytań poszczególnych niedziel roku liturgicznego.

I niedziela Adwentu, rok „C” - Jr 33,14-16; 1 Tes 3,12 - 4,2; Łk 21,25 - 28. 34 - 36 „Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 27-28). Zbawiciel przypominał nieraz ludziom śmierć i wieczność, już to wskrzeszając zmarłych, jak Łazarza, młodzieńca z Naim i córkę Jaira, już to opowiadając w przypowieściach, że śmierć jest pewną i bliską, ale jej godzina jest niepewną. Mianowicie przyrównał Siebie do gospodarza, który odjeżdża w dalekie strony i nie wie kiedy wróci, człowieka zaś każdego do sługi, któremu straż domu została powierzona; z czego wysnuł naukę: Czuwajcie tedy, bo nie wiecie, kiedy Pan domu przyjdzie, czy z wieczora, albo w północy, albo gdy kury pieją, albo z poranku, by z prędka przyszedłszy, nie znalazł was śpiących (Mar. XIII, 34-37). Tę samą prawdę wypowiedział Pan Jezus w przypowieści o dziesięciu pannach. Wszystkie miały lampy, to jest, wiarę, i wszystkie zasnęły, oczekując przyjścia oblubieńca, to jest, śmierci i sądu; ale pięć mądrych przechowało w lampach oliwę utrzymującą światło, to jest, miłość Bożą, podczas gdy pięciu głupim oliwy i światła zabrakło, bo nieszczęsne popadły w grzech śmiertelny i nie zgładziły go pokutą. Wtedy właśnie i to niespodzianie przyszedł Oblubieniec; za Nim też panny mądre weszły na gody do Jego pałacu, którego drzwi tylko miłość otwiera; natomiast panny głupie odtrącone zostały od bram nieba. I tę przypowieść zakończył Pan słowy: „Czuwajcież tedy, bo nie znacie dnia ani godziny” (Mt 25, 13); co i kiedy indziej powtórzył: „A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie (Mt 24, 43-44). (...) Zbawiciel daje ludziom ostrzeżenie w przypowieściach. Mianowicie, w przypowieści o włodarzu uczy, że On, jako Gospodarz i Pan wszechświata, będzie żądał od każdego człowieka, który jest tylko chwilowym włodarzem dóbr Bożych, ścisłego rachunku z użycia tych dóbr. Biada człowiekowi, który tego rachunku nie złoży i nie uczyni sobie przyjaciół z mamony niesprawiedliwości, mianowicie przez chętną jałmużnę, bo go nie przyjmą do przybytków wiecznych (Łk 16, 1-9) (...) Sąd ten nie nastąpi jednak, dopóki się nie spełnią przepowiednie Boże. I tak, Ewangelia będzie głoszona po całym świecie (Mt 24, 14), tak że wszystkie ludy będą mogły poznać naukę Chrystusową. (...) Ci którzy uwierzą, utworzą jedną owczarnię pod jednym pasterzem (J 10, 16); ale wielu będzie niewierzących, i rozmnoży się nieprawość. (Łk 18, 8; Mt 24, 12; 2 Tes 2, 13). (...) Powstaną fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy, i czynić będą znaki wielkie (Mt 24, 24); wystąpi nawet na widownię świata antychryst, który się poda za Chrystusa i z pomocą czarta dokonywać będzie pozornych cudów (2 Tes 2, 9; Ap 20, 3-9); ale Chrystus Pan zabije go duchem ust swoich, to jest, wyrokiem potępienia (2 Tes 2, 8). (...) Nim przyjdzie dzień Pański, wrócą na ziemię Henoch i Eliasz, by nawoływać ludzi, a w szczególności Żydów do wiary i pokuty (Mal 4, 5-6; Mt 17, 11; Ap 11, 3-11). A na ostatku dni także i Żydzi uwierzą w Chrystusa Pana (Oz 3, 4-5). Wreszcie przyjdą ciężkie klęski na ziemię, tak jak przy zburzeniu Jerozolimy, której koniec w opowiadaniu Chrystusowym jest obrazem końca świata. Mianowicie, powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciwko królestwu i będą mory i głody i drżenia ziemi po miejscach. Ukażą się też znaki straszne na niebie, tak że słońce się zaćmi i księżyc nie da światłości swojej, a gwiazdy będą padać z nieba i mocy niebieskie poruszone będą (Mt 24, 7 i 29). Sąd ostateczny przyjdzie niespodziewanie, jak błyskawica i jak złodziej i jak potop za czasów Noego (Mt 24, Łk 18). Najprzód powstaną z martwych wszyscy umarli, dobrzy czy źli, i to prędko we mgnieniu oka (1 Kor 15, 52), na głos trąby anielskiej, tak atoli, że ciała jednych będą jaśniejące, drugich odrażające. A gdy się wszyscy zgromadzą, ukaże się na niebie znak Syna człowieczego, to jest, krzyż otoczony jasnością; a następnie sam Sędzia Chrystus zstąpi z nieba, pełen mocy i majestatu, w orszaku wszystkich Aniołów. (...) U stóp Sędziego staną wszystkie narody, a On je odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów i postawi owce po prawicy swojej, a kozły po lewicy (Mt 25, 32-33). Rozdział ten zapowiedział Chrystus Pan w przypowieści o pszenicy i kąkolu, a widzialną tegoż figurą są dwaj łotrzy na Kalwarii. (...) Nastąpi wyjawienie czynów ludzkich, dobrych i złych. Pismo Święte mówi, że otworzone będą księgi, w których zapisano te czyny; ale jest to tylko obrazowym wyrażeniem tej myśli, że w świetle Bożym okaże się wszystko, co ludzie dobrego lub złego dobrowolnie pomyśleli, wymówili lub uczynili (Łk 8,17) stąd sprawiedliwi będą mieli chwałę, a potępieni hańbę (...) Po tym błyskawicznym wykryciu najskrytszych nawet spraw ludzkich wyda Sędzia wyrok (Mt 25, 34, 41).
CZYTAJ DALEJ

Tragiczna powódź w Mozambiku. Abp Carlos apeluje o pomoc poszkodowanym

2026-01-20 09:53

[ TEMATY ]

Mozambik

ofiary powodzi

Abp João Carlos

ulewne deszcze

PAP

Powódź w Mozambiku

Powódź w Mozambiku

Ulewne deszcze i powodzie dotknęły w ostatnich tygodniach południe Mozambiku, powodując zniszczenia domów i dramat tysięcy rodzin. W obliczu tej tragedii arcybiskup Maputo João Carlos Hatoa Nunes skierował do wiernych i wszystkich ludzi dobrej woli przesłanie solidarności, bliskości i nadziei wobec osób dotkniętych kataklizmem

Arcybiskup podkreślił, że liczne rodziny zostały pozbawione dachu nad głową, wiele osób straciło swój dobytek, źródła utrzymania, a w niektórych przypadkach także bliskich. Hierarcha zawierzył wszystkich dotkniętych tragedią wstawiennictwu Maryi, „Matki nadziei i pocieszenia”, prosząc, aby „umacniała tych, którzy stracili wszystko, i wspierała osoby niosące pomoc ofiarom”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję