Reklama

Łomża wspiera polskich piłkarzy

Artur Piasecki
Edycja łomżyńska 41/2003

Ważne, piękne, interesujące i emocjonujące wydarzenia można śledzić na różne sposoby. Dzięki najnowszym zdobyczom techniki i środkom masowego przekazu, nie ruszając się z fotela, możemy być świadkami uroczystości religijnych, państwowych, koncertów, wystaw czy imprez sportowych. Jednak chyba wszyscy są zgodni, że obserwowanie ich za pośrednictwem telewizji, Internetu czy radia to jedynie namiastka tego, co można zobaczyć i przeżyć, gdy w nich sami uczestniczymy.
Do podobnego wniosku doszli również niektórzy sympatycy futbolu z Łomży. Piętnastoosobowa grupa kibiców postanowiła trzymać kciuki za reprezentację narodową nie przed telewizorem, ale wesprzeć naszych piłkarzy głośnym dopingiem na stadionie. Naszych kibiców nie zraził nawet fakt, iż mecz Polski ze Szwecją odbywał się w Chorzowie - prawie 600 kilometrów od Łomży. Niektórzy mieli spore problemy ze zwolnieniem się z pracy czy szkoły, ale się udało.
Uczniowie, harcerze, studenci, dziennikarze i nawet... urzędnik zadbali znacznie wcześniej o wejściówki na stadion. Dużą pomoc przy zdobyciu biletów okazał im Witold Dawidowski, prezes Podlaskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Łomżyńscy fani dokładnie przygotowali się na tę wyprawę. Każdy z nich wyposażony był, jak na prawdziwego kibica przystało, w koszulki, szaliki, czapeczki, kapelusze i farbę do malowania twarzy. Oczywiście wszystko w narodowych barwach. Nie zabrakło również wielkiej biało-czerwonej flagi z napisem - Łomża.
- Do Chorzowa wyruszyliśmy rano. Czekała nas bardzo długa droga. Dla mnie było to spore przeżycie. Pierwszy raz byłem na stadionie śląskim i na tak ważnym spotkaniu reprezentacji. Przez cały czas staraliśmy się dopingować polskich zawodników. Wzruszające było także, gdy cały stadion na stojąco z flagami i szalikami wzniesionymi do góry śpiewał Mazurka Dąbrowskiego. Szkoda tylko, że piłkarze nie osiągnęli dobrego wyniku. Jednak nasza wycieczka i tak była bardzo udana, mimo nieprzespanej nocy - powiedział Łukasz Czech.
Łomżyńska grupa nie mogła też narzekać na słabe miejsca na stadionie. Siedzieli oni tuż obok loży honorowej na zadaszonym balkonie obok bramki, na którą padły gole. Niestety, jak dobrze pamiętamy, były to gole dla drużyny gości. - Zupełnie inaczej ogląda się mecz reprezentacji na żywo niż w telewizji. Byliśmy na pięknym stadionie, w dodatku mieliśmy znakomite miejsca. Na stadionie panowała fantastyczna atmosfera. To coś wyjątkowego. Byliśmy dumni, że mogliśmy tam być. Mieliśmy swoją flagę i poczuliśmy, że nie tylko my w piętnastu, ale cała Łomża wspiera reprezentację. Na koniec nawet się ucieszyliśmy, gdy poznaliśmy wynik z Rygi, który daje nam jeszcze nadzieję na awans - mówił Marcin Kamiński.
Nasi kibice wrócili do domu dopiero o szóstej rano następnego dnia. Zmęczeni, niewyspani, ale zadowoleni i pełni wrażeń. Żałowali jedynie, że nie będą mogli pomóc naszym piłkarzom w Budapeszcie w decydującym meczu z Węgrami. Pozostanie im tylko zaciskanie kciuków przed telewizorami w... Łomży.

Reklama

Pogrzeb śp. Marka Tarnowskiego – zamordowanego na plebanii kościoła św. Augustyna

2019-04-25 10:07

mag / Warszawa (KAI)

- Nagła śmierć naszego współbrata pokazuje nam jak ważne jest przygotowanie do spotkania z Chrystusem – podkreślił kard. Kazimierz Nycz w czasie pogrzebu śp. Marka Tarnowskiego, zamordowanego na plebanii kościoła św. Augustyna na stołecznym Muranowie.

Anna Druś/Archidiecezja Warszawska

Uroczystości odbyły się w kościele św. Feliksa z Kantalicjo na stołecznym Marysinie, gdzie zmarły należał do wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej. Liturgię, której przewodniczył metropolita warszawski koncelebrowało wielu kapłanów związanych ze wspólnotą.

– Nagła śmierć waszego współbrata pokazuje nam jak ważne jest przygotowanie na spotkanie z Chrystusem – powiedział kard. Kazimierz Nycz. - Ta spowiedź tuż przed śmiercią. Spowiedź na końcu Drogi Neokatechumenalnej, która szedł – to jest nauka dla nas wszystkich, byśmy nie tyle bali się śmierci nagłej, ile bali się śmierci nieprzygotowanej - podkreślił.

Kard. Nycz przestrzegł jednocześnie członków wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej przed sakralizacją zła i grzechu, nawet, gdy patrzymy na to, co się stało z perspektywy Zmartwychwstania. - Zło pozostaje złem. Gdybyśmy tą drogą poszli za daleko, bylibyśmy o krok od powiedzenia, że Pan Bóg tak chciał. A to przecież nie byłoby prawdą Po liturgii ciało zmarłego spoczęło na pobliskim cmentarzu.

W czwartek 11 kwietnia br. na plebanii kościoła pw. św. Augustyna na warszawskiej Woli napastnik zaatakował 64- letniego p. Marka Tarnowskiego, ojca jednego kapłanów archidiecezji warszawskiej, katechistę Drogi Neokatechumenalnej. Mężczyzna wychodził z plebanii, gdzie przystępował do sakramentu pokuty. W jego obronie stanął jeden z dyżurujących kapłanów. On również został zaatakowany przez napastnika.

Ciężko pobity Marek Tarnowski mimo reanimacji nie przeżył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: w świecie naznaczonym lękiem i śmiercią mamy nieść pokój i radość

2019-04-25 18:29

bgk / Gniezno (KAI)

„Jesteśmy wezwani, aby w tym świecie, takim, jakim on jest, naznaczonym lękiem i śmiercią, pozbawionym nadziei, sparaliżowanym tak wieloma dramatami, nieśli pokój i radość Chrystusa” – mówił dziś w Mielżynie abp Wojciech Polak, odnosząc się do niedzielnych tragicznych wydarzeń na Sri Lance.

Piotr Drzewiecki

Prymas Polski wziął udział w obchodach 100-lecia obecności i posługi w Mielżynie sióstr dominikanek. Zgromadzenie od początku prowadzi tam działalność dobroczynną, opiekując się w sposób szczególny młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie i ruchowo.

W homilii Mszy św. stanowiącej centralny punkt jubileuszowych obchodów abp Wojciech Polak postawił pytanie o nasze świadectwo wiary, a konkretnie o radość wiary, której brak papież Franciszek nazwał cechą, a nawet wręcz chorobą wielu chrześcijan.

- Dlaczego boimy się radości? Co nie pozwala nam prawdziwie ucieszyć się bliskością Zmartwychwstałego Pana? – pytał Prymas. – Wolimy się smucić, niż cieszyć może dlatego, że łatwiej jest poruszać się w ciemnościach niż w blasku. Łatwiej jest żyć w lęku, niż otworzyć się na nowość życia. Często brakuje nam radości, bo się po prostu boimy. Czujemy się wciąż przytłoczeni tragedią krzyża, naszymi trudnymi doświadczeniami, naszą przeszłością. Jesteśmy więc, jak mówił swoim uczniom Jezus, zmieszani i różne wątpliwości budzą się w naszych sercach – mówił abp Polak, przypominając, że przecież nie do tego jesteśmy powołani.

„Zmartwychwstały wzywa nas, abyśmy w tym świecie, takim, jakim on jest, tak często naznaczonym lękiem i smutkiem, tak mocno doświadczonym ludzkim cierpieniem i śmiercią, w świecie owładniętym niepewnością i jakże często wręcz sparaliżowanym tak wieloma tragicznymi wydarzeniami, jak choćby w tych ostatnich dniach męczeńską śmiercią tylu chrześcijan na Sri Lance, w świecie przenikniętym samotnością i ostatecznie pozbawionym nadziei, nieśli Jego pokój i radość” – podkreślił Prymas.

Metropolita gnieźnieński nawiązał też do świętowanego jubileuszu zaznaczając, że wezwanie to od stulecia wiernie wypełniają w Mielżynie siostry dominikanki, dla których radość i nadzieja zmartwychwstania jest motywem miłości i służby drugiemu.

„Poczynając od klasztoru i domu dla sierot, poprzez prowadzoną do wybuchu II wojny światowej Szkołę Gospodarstwa Domowego, aż po prowadzony nieprzerwanie od 1956 roku zakład dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością ruchową i intelektualną, były i są dla tej witkowskiej ziemi zwiastunami nadziei i radości w Panu” – mówił abp Polak.

Na koniec przypomniał słowa pierwszego Prymasa odrodzonej Polski kard. Edmunda Dalbora, który nawołując do troski i miłości o drugich, zwłaszcza o potrzebujących pomocy, zwykł mówić, że „zadaniem naszym jest rany zabliźniać, kolce goryczy bliźnim ostrożnie i miłościwie wyciągać, by im ułatwić przyjście do równowagi i do powrotu do lepszego sposobu życia i do zajęć odważniejszych (…) Dlatego też jako chrześcijanie – dodawał – powinniśmy mieć zawsze współczucie dla naszych bliźnich”.

Mielżyn jest jedną z większych placówek zgromadzenia sióstr dominikanek w Polsce. W klasztorze znajdującym się przy Domu Pomocy Społecznej mieszka i pracuje 18 sióstr. W chwili obecnej 13 sióstr bezpośrednio służy osobom niepełnosprawnym, pozostałe zaś z klasztoru wspierają ich posługę swoimi modlitwami i cierpieniami. Jako wolontariusze w Domu Pomocy Społecznej służą także klerycy Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem