Reklama

Łódź: abp Marek Jędraszewski na ostatnich "Dialogach w katedrze"

2016-12-10 15:05

xpk / Łódź / KAI

Piotr Drzewiecki

W piątek, 9 grudnia, już po raz czterdziesty i ostatni, zastępca Episkopatu Polski, arcybiskup Marek Jędraszewski, spotkał się z wiernymi swojej diecezji, w łódzkiej katedrze, by odpowiedzieć na nurtujące ich pytania. Temat spotkania brzmiał: „Być dobrym obywatelem”. W czwartek, 8 grudnia, abp. Marek Jędraszewski został mianowany przez papieża Franciszka metropolitą krakowskim.

Publikujemy treść pytań do abp. Marka Jędraszewskiego i odpowiedzi, jakich udzielił Metropolita Łódzki...

1. Spotkałem się kiedyś z twierdzeniem pewnego duszpasterza, że człowiek nie powinien w ogóle zwracać uwagę na kraj w którym żyje, bo jest to jedynie przypadkowe rozmieszczenie ludzi przez Boga, a wszyscy powinni być jedną kochającą się wspólnotą. Ja jestem harcerzem i ta kwestia jest dla mnie ważna: służę Bogu i Ojczyźnie. Proszę o wytłumaczenie. Ojcze, dziękuję za te Dialogi (mężczyzna lat 19)

Zgadzamy się z tym, że wszyscy powinniśmy być jedną, kochającą się rodziną. Wynika to z naszej wiary, że Bóg, Stwórca świata, jest Stwórcą wszystkich ludzi. Jest Ojcem nas wszystkich i tej prawdy, uczy nas Pan Jezus i On chce, byśmy w modlitwie, której nas nauczył mówili: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie…”. Jest Ojcem nas wszystkich, ale wcale to nie znaczy, że wszystkie Jego dzieci między sobą się nie różnią! Różnią się! Na tym polega bogactwo rodziny.

Reklama

Tak samo trzeba spojrzeć na tę wielką rodzinę ludzką, która my jesteśmy. Na tę rodzinę ludzką, która jest złożona z narodów różnych cywilizacji i kultur, i trudno tego nie zauważać, brać w nawias czy lekceważyć. To nie jest zgodne z zamysłem Bożym. Bóg tak chciał, że mimo, że jesteśmy Jego dziećmi, różnimy się jako osoby, ale różnimy się także tworząc pewne wspólnoty narodowe, powiązane przez język, kulturę czy historię. Taka jest prawda o nas. Wszystko inne jest abstrakcją, a przez to pewnym zafałszowaniem w patrzeniu na człowieka, na przynależność do pewnych wspólnot większych niż rodzina, czy społeczność lokalna. Myślę tu o wspólnocie narodowej i państwowej. Jak w każdej rodzinie, każdy ma swoje miejsce, prawa i obowiązki. Także bardzo ostrożnie trzeba patrzeć na to stwierdzenie, że nie powinno się w ogóle zwracać uwagi na kraj, z którego się pochodzi. To jest jakaś daleko idąca nieprawda czy uproszczenie. Dla potwierdzenia tego odwołałbym się do poematu Karola Wojtyły z 1974 roku, napisanego na cztery lata przed wyjazdem z Polski do Rzymu, na Stolicę Piotrową. Poemat: „Myśląc Ojczyzna”.

2. Czy dobry obywatel powinien kierować się w swoim postępowaniu i w wyborach publicznych; racją stanu, interesem narodowym, dobrem wspólnym, miłosierdziem wobec bliźniego czy własnym sumieniem? (mężczyzna lat 48)

W tym ważnym pytaniu, mamy wiele kryteriów i wcale się one wzajemnie nie muszą wykluczać. Podstawą zasadą działania każdego człowieka jest to, by postępował zgodnie z własnym sumieniem. Tutaj trzeba dodać: właściwie ukształtowanym, dojrzałym, prawym sumieniem. Dalej, gdy chodzi o wspólnotę narodową i państwowa najistotniejszym punktem jest dobro wspólne. Jest wspólnota państwowa i narodowa, złożona z bardzo wielu osób, które to osoby oddają siebie, swoje życie na służbę, nie tylko własnych interesów i potrzeb, które rozumieją, że jest coś ważnego, bardzo ważnego co nas łączy i czemu powinniśmy służyć, to dobro wspólne. To rzeczpospolita, res publika, rzecz publiczna, rzecz nas wszystkich, dla której żyć i umierać niekiedy trzeba.

Równolegle do dobra wspólnego jest bardzo ważne, byśmy mieli właściwe odniesienie do drugiego człowieka i wspólnot. Tutaj dochodzi do głosu kryterium miłosierdzia, a także to, co możemy nazwać interesem narodowym. Interesem dobrze pojętym, nie egoistycznie, nie myśląc o sobie, a lekceważąc innych. To wszystko musi przenikać duch solidarności międzynarodowej i międzypaństwowej.

Gdzieś dalej jest coś takiego, jak racja stanu - wymóg postępowania, które ma na celu dobro państwa. Z tym że częstokroć bywało w polityce, że racja stanu, o którą się walczy, walczy się w sposób cyniczny, podstępny, wyrachowany. Gdzie zanika duch solidarności międzyludzkiej, międzynarodowej, i międzypaństwowej. Tutaj zaczyna się nieraz bardzo przemyślna i niekiedy w skutkach tragiczna gra interesów państwowych. Ta cyniczna gra interesów ekonomicznych, militarnych oraz imperialnych, prowadziła i prowadzi do wojen.

Dodałbym do wymogów bycia dobrym obywatelem, jeszcze jedną rzecz, w moim przekonaniu ważną - pamięć. Pamięć o tym, kim jesteśmy. Pamięć o tym, co składa się na naszą historię. Wiemy, jak wszystkich nas bardzo boleśnie dotyka to sformułowanie, które pojawia się w prasie światowej i na ustach niekiedy bardzo znaczących polityków w wymiarze światowym, gdy słyszy się o polskich obozach koncentracyjnych. Nie ma większej krzywdy, jaką można wyrządzić narodowi polskiemu jak właśnie takie sformułowania. Trzeba za wszelką cenę dążyć do prawdy! Ale to dążenie do prawdy i sprawiedliwości rozpoczyna się od tego, że się pamięta niekiedy o bardzo trudnych bolesnych karatach naszej historii. Trzeba wiedzieć jak było. Trzeba tego z męstwem bronić i prostować.

Wiemy, że analogiczna historia wystąpiła w Polsce, w ostatnich dniach, kiedy jeden człowiek zaczyna, jak to się dziś modnie mówi, snuć narrację, jakim to dobrem dla narodu polskiego było wprowadzenie stanu wojennego. A górnicy w „Wujku”, a internowani – kilkanaście tysięcy ludzi, a stracona nadzieja, a wielka emigracja, która miała potem miejsce, a mordowani skrytobójczo ludzie, wraz z księdzem Popiełuszką? - czy to wszystko było dobre? Jeśli się nie pamięta i lekceważy prawdę historyczną, wszystko się staje wówczas możliwe. Białe staje się czarnym. Czarne białym, lub szarym. (…) Od naszego dzisiaj zależy bardzo wiele, gdy chodzi o jutro Polski.

3. Według społecznej nauki Kościoła dobry obywatel to kto? (mężczyzna lat 60) Jakie są kryteria bycia dobrym obywatelem? Jak mają się do tego prawo Boże i przykazania? (kobieta lat 23

Dwa pytania dwojga osób różnych pokoleń, ale bardzo bliskie, gdy chodzi o to zagadnienie, które nam stawiają. By na nie odpowiedzieć trzeba zapytać się: co to jest dobre państwo? Z pomocą przychodzi Katechizm Kościoła Katolickiego w numerze 1902. Państwo funkcjonuje na fundamencie prawa, ale katechizm wskazuje na to, że nie państwo daje fundamenty moralności, nie każde prawo, nawet stanowione demokratycznie, zgodnie ze wszystkimi regułami demokracji jest słuszne. Bo jeśli to prawo pozwala na aborcję i eutanazję, czy inne niegodziwości, to czy to jest państwo dobrego prawa? Czy to jest dobre państwo? Dopowiedzeniem jest adhortacja apostolska Jana Pawła II - Christifideles laici w numerze 42. – Mamy tutaj wyraźnie powiedziane, czemu powinno służyć państwo – dobru wspólnemu, a napiętnowaniu tego, co ma miejsce w państwach demokratycznych, przy używaniu różnych procedur, że jedni się bogacą, a inni stają się co raz bardziej biedni, a nieuczciwość i kłamstwo stają się jakby narzędziem sprawowania władzy.

I drugie pytanie o postawę obywateli: jacy oni powinni być wobec państwa? Odpowiedź znajdujemy w katechizmie Kościoła katolickiego numerze 1915 oraz w Gaudium est spes, 2239 – gdzie przeczytamy o obowiązkach obywateli.

Polityka jest często przedstawiana jako coś złego, brudnego, niedobrego naznaczonego układami, rządzą władzy, ale tym bardziej potrzebna jest obecność chrześcijan, którzy swoją postawą czerpaną z Ewangelii, będą starali się zmienić tę sytuację. Najgorzej jest oddać tak zwanym politykom ich brudne zajęcia, wówczas mamy odczynienia z tym, co pisał Erich Fromm to jest "ucieczką od wolności".

4. Księże Arcybiskupie, jak być dobrym obywatelem w państwie, które łamie sumienia poprzez stanowienie praw niezgodnych z Dekalogiem? (kobieta lat 54)

Istotnie może być tak, że znajdujemy się w państwie, które odchodzi od najbardziej fundamentalnych zasad, związanych z człowieczeństwem, z sumieniem, z dekalogiem. Jak się w tym państwie odnaleźć? Kardynał Karol Wojtyła w swoim dziele filozoficznym „Osoba i czyn” pewien fragment poświęcił autentycznym postawom społecznym, a jedną z tych postaw – jak to nazwał autentycznych, jest sprzeciw, w odróżnieniu od konformizmu i uniku. Właśnie dlatego, że jest dobro wspólne, dobro, które jest warunkiem tego, aby obywatele realizując je, sami mogli się właściwie rozwijać. W sytuacji zagrożeń i zła konieczny jest sprzeciw, niekiedy sprzeciw solidarny. Solidarność, to inna z zasad, o których pisał Karol Wojtyła. Według mnie, ta książka Wojtyły, dała przykład jak solidarnie sprzeciwić się panującemu wówczas złu. To postawa prawdziwie dobrego obywatela, który nie boi narazić siebie, niekiedy swojej rodziny, właśnie po to, by coś się zmieniło we wspólnocie narodowej lub państwowej.

To każe nam wracać do sprawy najbardziej fundamentalnej – wierności dobrze ukształtowanemu sumieniu. Być człowiekiem prawego sumienia. W swoim nauczaniu papieskim, Jan Paweł II, często do tego nawiązywał. Czy historia może płynąć przeciw prądowi sumień? Może, jeśli płynie w stronę konformizmu i uniku. Wtedy bierze się jakby w nawias własne sumienie i dla wygody osobistej, przyjmuje się takie postawy, które prowadzą do katastrofy całych społeczeństw, narodów i państw. Tak było w Polsce XVIII-wiecznej, targanej słabościami, przemarszem wojsk rosyjskich, pruskich i szwedzkich. Ludzie wówczas udawali, że nie ma problemu i to wówczas ukuto powiedzenie: „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa”. Z tej fatalnej postawy wynikły kolejne zabory i unicestwienie Polski na mapach Europy. Nie można działać przeciwko sumieniu! Jeśli trzeba, trzeba protestować!

To jest coś, co jest wpisane w DNA naszej polskiej kultury. Polacy są ze swej natury ludźmi, którzy kochają wolność, aż niekiedy po granice anarchii. Ale z drugiej strony, nasza historia naznaczona jest historią św. Stanisława ze Szczepanowa. On nie wahał się powiedzieć „nie” polskiemu królowi, który łamał sprawiedliwość. Biskup nie wahał się upomnieć o życie zagrożonych ludzi, ze strony króla, który chciał się mścić. On wiedział czym ryzykuje, ale pozostał do końca niezłomny. Jest w naszym DNA kulturowym to przywiązanie do wolności, ale i jest poczucie sprawiedliwości, które to poczucie każe nam się narażać i oddawać swoje życie za Polskę. Cała nasza historia narodowa jest tą postawą naznaczona. To pokazuje co znaczy być dobrym obywatelem. To wymaga wrażliwości na Boże prawo, na prawa wynikające z natury człowieka, na otwarcie się na Boga, bo On ostatecznie jest fundamentem człowieczego ładu.

Po odczytaniu pytań internautów i odpowiedziach udzielonych przez arcybiskupa Marka, uczestnicy dialogów podchodzili i zadawali pytania.

„Zazwyczaj podczas grudniowych dialogów, zapowiadałem tematykę naszych spotkań, które odbywać się miały od stycznia i zapraszałem na Dialogi po Nowym Roku” – mówił na zakończenie metropolita łódzki. „Tym razem, muszę to powiedzieć z wielką przykrością, tak nie będzie. Chciałbym wszystkim podziękować za wspólne 40 spotkań, które tutaj miały miejsce i na zakończenie poprosić o wspólną modlitwę dziesiątkiem różańca, w intencji naszej Ojczyzny” – zakończył arcybiskup Jędraszewski.

Po modlitwie różańcowej metropolita łódzki udzielił zebranym błogosławieństwa, a następnie pospisywał książki z zapisem Dialogów odbywających się w katedrze w 2014 roku.

Tagi:
dialogi w katedrze

Reklama

Kraków: abp Jędraszewski rozmawiał z wiernymi o spowiedzi

2018-03-16 10:24

luk / Kraków (KAI)

W czwartek wieczorem odbyło się kolejne spotkanie z cyklu „Dialogi z arcybiskupem Markiem Jędraszewskim”. Metropolita krakowski mówił wiernym m.in. o tym, jak powinna wyglądać spowiedź generalna, kogo dotyczy tajemnica spowiedzi czy o różnicach między kierownikiem duchowym a psychoanalitykiem.

Jaonna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Tym razem metropolita krakowski spotkał się z diecezjanami w kościele św. Brata Alberta w Nowej Hucie. Zgodnie z nową formą wydarzenia, najpierw zebrani zapoznali się z sondą uliczną na temat spowiedzi, do której wyników odniósł się abp Jędraszewski.

Zaznaczył on, że z przedstawionego materiału najpierw bardzo wyraźnie przebijał się szum miasta. – Można to potraktować symbolicznie – przez szum tego świata, masę fejków i przekłamań, nie łatwo się przebić z prawdą o tym, czym jest w rzeczywistości sakrament pokuty i pojednania – mówił.

Odnosząc się do odpowiedzi respondentów zauważył, że uczucia nie są najważniejsze podczas sakramentu pokuty i pojednania. – Pozostając na płaszczyźnie emocji, gubi się istotę tego spotkania: żałującego człowieka, który otrzymuje rozgrzeszenie od miłosiernego Boga za pośrednictwem Kościoła – opisał.

Następnie metropolita odpowiadał na pytania wiernych, w tym wątpliwości odnośnie spowiedzi generalnej. Tłumaczył, że jest ona próbą spojrzenia z refleksją i wsparciem Ducha św. na własne życie z dłuższej perspektywy.

- Bardzo często podejmuje się taką spowiedź w ważnym momentach życia, np. przed ślubem. Dzieje się tak wtedy, kiedy człowiek chce zrobić rachunek sumienia z dotychczasowego życia, aby rozpocząć jakiś jego nowy etap z Bogiem i pełni łaski uświęcającej – stwierdził, dodając, że przy takiej formie spowiedzi bardzo potrzebne byłoby kierownictwo duchowe.

Wierni spytali hierarchę również czy kierownik duchowy powinien brać pod uwagę konstrukcję psychiczną penitenta. Jak wskazał abp Jędraszewski w seminarium kapłani otrzymują odpowiednie wykształcenie filozoficzne, teologiczne, ale również w jakimś zakresie psychologiczne.

– Tak więc każdy spowiednik powinien mieć jakieś wyczucie odnośnie zasad psychologii. Przestrzegałbym jednak przed tym, aby ksiądz był w konfesjonale przede wszystkim psychologiem i interpretował to, co usłyszał. Oczywiście, dzięki zasadom psychologii spowiednik ma szansę ocenić na ile czyn był wolny i świadomy, jednak w gruncie rzeczy chodzi tu o wydarzenie duchowe. Spotkanie grzesznego człowieka z wybaczającym Bogiem – powiedział.

Padło również pytanie o to, jak duchowni wytrzymują kilka godzin słuchania trudnych historii penitentów. Metropolita krakowski odwołał się do swoich doświadczeń w tym zakresie i przyznał, że spowiedzi bożonarodzeniowe i wielkanocne to bardzo trudny okres dla księdza.

– Pamiętam jednak, że kiedy wychodziłem wtedy z konfesjonału to zawsze krótko się modliłem i przychodził do mnie wielki pokój wraz z zapomnieniem tego wszystkiego, co usłyszałem i radością, że Bóg dał mi łaskę, by pomóc tylu ludziom się z Nim pojednać. I cały trud spowiedzi przestawał istnieć – myślę, że jest tak w przypadku wszystkich duchownych i jest to wielka Boża łaska - wyjaśnił.

Jedna z osób obecnych na spotkaniu zapytała abp. Jędraszewskiego również o to, jak powinien się zachować człowiek wierzący względem wystawy prezentującej szczątki ludzkie i często promującej się naukowymi względami.

– Nie sądzę, aby takie wydarzenia miały pogłębiać wiedzę człowieka o anatomii. Można to zrobić na wiele innych sposobów. Trzeba pamiętać, że poprzez zmartwychwstanie Jezusa chrześcijaństwo uczy szacunku do ciała człowieka, które jest przeznaczone do wieczności. Tego rodzaju wystawy pomniejszają znaczenie świętości ludzkiego ciała, o której mówi chrześcijaństwo. To jest raczej przejaw ducha pogaństwa – odpowiedział metropolita krakowski.

W czasie spotkania wierni zadali również pytania o odpust zupełny, tajemnicę spowiedzi, żal za grzechy czy też wątpliwości odnośnie możliwości przerwania spowiednikowi momentu rozgrzeszenia, jeśli przypomni się sobie jeszcze jakiś niewypowiedziany wcześniej grzech.

"Dialogi z arcybiskupem Markiem Jędraszewskim" to nowa nazwa „Dialogów u św. Anny”, które odbywały się w ubiegłym roku i nawiązywały do "Dialogów w Katedrze", zainicjowanych przez abp. Jędraszewskiego w Łodzi w związku z Rokiem Wiary.

Co ważne, każdy może nadesłać swoje pytanie do krakowskiego metropolity. Odpowiedni formularz oraz informacje na temat czasu, miejsca i tematyki kolejnych spotkań dostępne są pod adresem www.dialogi.pl. Następne rozmowy z abp. Jędraszewskim odbędą się 19 kwietnia w kolegiacie św. Anny – ich temat to: „Powołanie. Jak rozeznać?".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pytania o stan wiary

2019-10-16 12:28

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 10-11

Sceptycy twierdzą, że stajemy się krajem, w którym jego mieszkańcom trzeba mówić o Jezusie Chrystusie tak, jak czyni się to w dalekiej Amazonii. A niektórzy dodają nawet, że w Polsce misjonarzom byłoby znacznie trudniej niż wśród dzikich plemion. Że spora część Polaków, mimo trwającej niemal trzecią dekadę katechizacji w szkole, wierzy naskórkowo, a praktykuje okazjonalnie. Ktoś trafnie napisał, że to religijność bez wiary i pobożność bez modlitwy.

Bożena Sztajner/Niedziela

To u nas opowiadana jest anegdota, jak to ksiądz przy załatwianiu formalności przedślubnych zapytał narzeczonego, czy przystąpił do sakramentu bierzmowania. Gdy ten nie wiedział zupełnie, o czym mowa, zdenerwowana narzeczona syknęła: – To było wtedy, jak ci ksiądz w Wielki Piątek sypał popiół na język!

A zupełnie poważnie – czy Polska powinna znów zostać krajem misyjnym? Może warto właśnie to pytanie zadać w Światowym Dniu Misyjnym, 20 października. A jeśli tak jest, to jakie są objawy tego zjawiska i jego przyczyny? I czy Kościół ma jakąś receptę, by ten proces zatrzymać...

Zadaliśmy to niełatwe pytanie trzem kapłanom z trzech regionów Polski. Dodajmy – z trzech nie tylko terytorialnie oddalonych od siebie regionów. Coraz częściej mówi się bowiem, że polska religijność nie jest już jednorodna. Do tradycji bardziej przywiązana jest ponoć wschodnia niż zachodnia część kraju. Inaczej wierzą ludzie w wielkich miastach, a inaczej na wsi. Najwyraźniejszą granicę stanowi jednak wiek – młodzi inaczej niż starsi traktują Kościół, inne miejsce w ich wartościowaniu zajmuje wyznawana wiara.

Ks. Piotr Bączek, południe Polski:

– Jestem księdzem diecezji bielsko-żywieckiej. Nasz diecezjalny Kościół w statystykach dotyczących liczby kapłanów, powołań czy też religijności wiernych prezentuje się nieźle. W porównaniu z miejscami prawdziwie misyjnymi jest wręcz bardzo dobrze. Kiedy odwiedziłem Boliwię – a to stricte misyjny kraj – tamtejszy biskup zaproponował mi „na dzień dobry” parafię liczącą 50 tys. wiernych, w której nie ma duszpasterza. A takich placówek jest tam znacznie, znacznie więcej. W mojej parafii – to największa w diecezji – na dwadzieścia kilka tysięcy wiernych przypada sześciu duchownych. Czy to misyjne wskaźniki? Nie sądzę.

Zdaję sobie sprawę z tendencji, które odczuwamy w całym polskim Kościele. One dotykają także naszą diecezjalną wspólnotę. Niepokoją nas spadek liczby powołań – u nas może nie drastyczny, ale od dłuższego czasu ciągły, słabnąca religijność młodego pokolenia etc., etc. Tego nie da się przemilczeć.

Daleki jednak jestem od kreślenia czarnych scenariuszy. Dlaczego? Bo wierzę w Boga, wierzę w Kościół i wierzę w ludzi. Z braku miejsca podam jeden przykład. W związku z Rokiem Świętym Miłosierdzia wprowadzono w dziesięciu miejscach naszej diecezji tzw. „stały konfesjonał”. Prawie każdy kapłan w ramach tej duszpasterskiej inicjatywy pełni swój dyżur spowiednika. Chętni do spowiedzi są zawsze; nie wspomnę już, że często są to bardzo dojrzałe i głębokie wyznania. Moje doświadczenie posługi w konfesjonale wcale nie wskazuje na kryzys wiary wśród ludzi.

Zmierzając do odpowiedzi na postawione pytanie – nie ma jakiegoś idealnego Kościoła w ziemskim wydaniu, do którego musimy strukturalnie, instytucjonalnie, statystycznie aspirować. I czuć się zadowoleni/niezadowoleni, gdy przejrzymy wspomniane statystyki. Te bowiem mówią wiele, ale nie mówią wszystkiego. Dwunastu Apostołów statystycznie wypadało bardzo słabo wobec całych narodów pogańskich.

Odpowiedź nie jest więc przesądzona. Nasz Kościół przyszłości będzie taki, jakie będą nasze wiara, odwaga, radość z tego, że jesteśmy uczniami Chrystusa. Polska nie stanie się pogańska sama z siebie, nie będzie też bardziej chrześcijańska. Będzie taka, jaką ją uczynimy. Naszej wiary nie uratuje ktoś z zewnątrz, tylko my sami.

Na koniec – czy Kościół ma na kryzys receptę? Oczywiście, że ma. Miał ją zawsze. Receptą jest głoszenie Chrystusa. Niezależnie od statystyk, w każdym czasie, w każdej sytuacji.

Ks. Adrian Put, ziemie zachodnie:

– Powiem trochę przekornie, że nie możemy sobie pozwolić na to, by krajem misyjnym nie być. Kościół jest przecież posłany, tzn. misyjny ze swej natury. Jeśliby nie był misyjny, to nie byłby Kościołem.

Jest jednak w tym pytaniu także drugi znak zapytania, odnoszący nas do postępującej laicyzacji i desakralizacji naszej ojczyzny. Gdy obserwujemy nasze współczesne życie społeczne, polityczne czy kulturalne, szczególnie po śmierci Jana Pawła II, nie sposób nie dostrzec postępującego poganienia Polski. Przez stulecia spotykaliśmy się w kraju z ukrytym lub jawnym antyklerykalizmem, odrzucaniem skrycie lub powszechnie pewnych norm wiary, a także ze zmienianiem się postaw religijnych Polaków. Dziś jednak ten proces jakby przyspieszył. Medialnie stał się bardziej nośny. Czy zatem możemy nadal mówić, że jesteśmy krajem katolickim, czy może jednak zjawisko zeświecczenia tak postąpiło, że powinniśmy się sytuować raczej w gronie krajów misyjnych? Nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno zabrakło nam myślenia o nas w kategoriach misji.

Posługuję jako proboszcz w niewielkiej parafii obejmującej część śródmieścia i budujące się osiedle w Zielonej Górze. Systematycznie, co niedzielę, w Mszach św. uczestniczy 15 proc. mieszkańców. Niewiele jest tutaj tradycyjnych rodzin, w których wiara przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Zresztą na tzw. ziemiach zachodnich tradycja wiary to raptem trzy lub cztery pokolenia. Pierwsi powojenni mieszkańcy Pomorza Zachodniego, ziemi lubuskiej czy Dolnego Śląska, wyrwani przed 75 laty z własnych domów i przewiezieni do obcych miejscowości, musieli organizować życie od początku. Często to właśnie wiara pozwalała im się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości, ale równie często ta nowa rzeczywistość stawała się okazją do odejścia od wiary. Brak zakorzenienia, porozrywane więzi społeczne oraz niepewność jutra powodowały, że Kościół miał tutaj trudniej. A dzisiaj bliskość granicy, przejmowanie wzorców życia z Zachodu, a także znacznie większa ciekawość nowinek obyczajowych powodują, że związki z wiarą stają się tutaj coraz słabsze. Co zatem zrobić w tej sytuacji? Na nowo podjąć misję. Kościół nigdy nie może sobie pozwolić na okres bez misji. Nawet gdy ochrzczone są całe pokolenia, to misja musi być podstawowym zadaniem Kościoła, szczególnie na zachodzie Polski.

Ks. Marcin Gołębiewski, Podlasie:

– Polska nie powinna nigdy przestać być krajem misyjnym. Niezależnie od tego, czy ktoś jest osobą, która z jakichś względów nie słyszała u nas o Chrystusie, czy na skutek różnych doświadczeń o Nim zapomniała. A nawet jeśli żywo doświadcza relacji do Boga, to potrzebuje ciągle orędzia Ewangelii. Nakaz jej głoszenia, pozostawiony przez Jezusa, jest przecież nakazem misyjnym.

Niestety, obserwujemy wiele zjawisk, które wskazują na to, że poganiejemy, że wiara staje się tylko zwyczajem, piękną tradycją. Zdarza się nader często, że chrześcijaństwo, katolicyzm zostają zredukowane do zwyczajów wyniesionych z domu rodzinnego: Wigilii, opłatka, choinki, kolorowej palmy czy wielkanocnej święconki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie liczne przypadki zaniedbywania życia sakramentalnego czy rozluźnienie obyczajów oraz życia moralnego. Ochrzcić dziecko wypada, Pierwsza Komunia św. to małe wesele, bierzmowanie przyda się do ślubu, sakrament małżeństwa to wzruszający moment dla całej rodziny, spowiedź to moja prywatna sprawa, a do kościoła na Mszę św. wystarczy pójść w okresie wielkanocnym. Tak się będzie działo, jeśli nasze chrześcijaństwo zostanie pozbawione nieustannego głoszenia Ewangelii.

Odkrycie misyjnej tożsamości Kościoła, również w Polsce, jest bezpiecznikiem, który chroni przed swoistą pychą: że oto my, katolicy z tradycjami, będziemy ewangelizować resztę świata. Zakorzeniony w polskiej tradycji katolicyzm jest wielką wartością i potencjałem, których mogą nam pozazdrościć inne kraje Europy, i bez wątpienia jest to powód do dumy. Musi on być jednak ożywiany duchem misyjnym, ewangelizacyjnym. Trzeba na nasze wspólnoty patrzeć okiem misjonarza, bo one potrzebują misyjnego odnowienia. W dobie pluralizmu kulturowego i religijnego, rozluźnienia obyczajów również wśród katolików potrzeba budowania i umacniania tożsamości chrześcijańskiej, promowania wartości ewangelicznych w przestrzeni publicznej. Realizacja nakazu misyjnego Chrystusa: „Idźcie i głoście”, ma jednak przede wszystkim przynosić owoce w życiu konkretnej osoby i umacniać w niej wiarę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowa: Miejsce zwycięstwa

2019-10-20 15:19

Beata Pieczykura

– Ta parafia jest symbolem zwycięstwa wiary, nadziei i miłości, wierności Bogu, krzyżowi, Kościołowi i Ojczyźnie. Krzyż stał się bramą powstania parafii. Dzisiaj chcemy złożyć nasze dziękczynienie za dar świątyni oraz trud miniowych lat, a jednocześnie powiedzieć, Boże, przebacz tym, którzy tak utrudniali powstanie tej wspólnoty – mówił proboszcz ks. prał. Stanisław Iłczyk 20 października br. w parafii św. Wojciecha BM w Częstochowie, w roku jubileuszu 50-lecia jej istnienia

Beata Pieczykura/Niedziela

Świadectwo wiary, która góry przenosi i angażuje się w Boże sprawy, oraz trud minionych pokoleń przyczyniły się do powstania wspólnoty parafialnej. W tym roku społeczność parafii św. Wojciecha BM w Częstochowie z wdzięcznością przeżywa jubileusz 50-lecia powstania parafii, wysławia Boga i dziękuje za ofiarę pierwszego proboszcza i budowniczego kościoła ks. Józefa Słomiana, bp. Stefana Bareły i biskupów, kapłanów, sióstr zakonnych, szczególnie sióstr nazaretanek, i niezłomnych wiernych dzielnicy Tysiąclecie. Kolejnym radosnym akcentem świętowania jubileuszu była Msza św. celebrowana 20 października br. pod przewodnictwem abp. Wacława Depo, wśród koncelebransów był abp Stanisław Nowak, świadek konsekracji świątyni dokonanej w 1985 r. przez abp. Luigiego Poggiego, bp. Stanisława Nowaka i bp. Franciszka Musiela. Do świętujących abp Wacław Depo powiedział: – Jubileusz to czas szczególnej łaski, wdzięcznej modlitwy, a jednocześnie czas nowych zobowiązań, nowego zapału, nowej nadziei; nadziei, która opiera się na wierze w obecność Boga w tym miejscu i wyraża się w niestrudzonej modlitwie. Na ten czas pozostawił zebranym zadania jubileuszowe, którymi są odkrycie siebie w Bogu i odkrycie Bożej obecności w codzienności.

Zobacz zdjęcia: Częstochowa: Jubileusz 50-lecia parafii św. Wojciecha BM

Więcej w wydaniu papierowym „Niedzieli Częstochowskiej”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem