Reklama

W blasku szabel pod Komarowem

Brak perspektyw rozwojowych dla miasta, a w rzeczywistości odwet za udział mieszkańców w powstaniu styczniowym był powodem, dla którego ukaz carski pozbawił w 1868 r. praw miejskich Komarów na Zamojszczyźnie. Od tego czasu miejscowość ta zaczęła stopniowo podupadać i tracić na znaczeniu. Nikt nie przypuszczał, że po pół wieku Komarów powróci na mapy wojskowe świata jako miejsce chwały polskiego oręża i jednej z największych bitew historii.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W 1918 r., po ponadstuletniej niewoli, Polska powróciła na mapę, odzyskując upragnioną niepodległość. Już wkrótce jednak suwerennemu bytowi młodego państwa zagroziła bolszewicka nawała. W patriotycznym porywie stawił jej czoła cały naród, który postanowił za wszelką cenę bronić tak długo oczekiwanej wolności. Za broń chwytali dosłownie wszyscy - od dzieci do posiwiałych we wcześniejszych zrywach niepodległościowych starców. W kwietniu 1920 r. Wojsko Polskie rozpoczęło ofensywę, w wyniku której zajęło Kijów. Ale już na początku lipca tego roku Armia Czerwona przeszła do kontrofensywy i po przełamaniu polskiej obrony dotarła aż pod Warszawę, okrążając miasto swoim prawym skrzydłem. Sytuacja stała się krytyczna. Otoczone przez 12. Armię Radziecką, część 14. Armii oraz 12-tysięczną doborową Armię Konną Siemiona Budionnego oddziały polskie z trudem radziły sobie z obroną miasta, której koniec zdawał się zbliżać nieuchronnie. W stolicy ludność odmawiała Nowennę do św. Andrzeja Boboli... I wówczas, gdy wszyscy już stracili nadzieję, nastąpił przełom. Był 15 sierpnia 1920 r., gdy oddziały radzieckie dowodzone przez gen. Michaiła Tuchaczewskiego zatrzymano pod Radzyminem, przerwano front, a Armię Czerwoną zmuszono do spiesznego odwrotu. Cudem nad Wisłą odtąd pokolenia będą nazywać to zwycięstwo.
Mimo że Armia Czerwona znajdowała się w odwrocie, elitarna 1. Armia Konna Budionnego wciąż nacierała i parła do przodu, aby zdobyć Lublin. Na jej drodze stanęła jednak zamojska twierdza, którą Budionny zaczął oblegać. Manewr ten nie miał celu strategicznego, a miał jedynie podnieść nadszarpnięte kolejnymi klęskami morale żołnierzy radzieckich. Kilkudniowe oblężenie nie przyniosło jednak pożądanego skutku, a doborowa armia zmuszona została do odwrotu. Raz jeszcze Zamość udowodnił, że jest nie do zdobycia i jak niegdyś w 1649 r. oparł się Chmielnickiemu, w 1655 r. Szwedom, tak teraz twierdza pokazała oblegającym zamknięte bramy. Do walki za wycofującą się armią utworzono tzw. „grupę pościgową”, w skład której weszły: 1. Dywizja Jazdy i 13. Dywizja Piechoty. Całością dowodził gen. Stanisław Haller.
Trwającymi 3 dni bez przerwy ulewami kończył się upalny sierpień 1920 r., gdy wchodząca w skład 1. Dywizji Jazdy 7. Brygada Jazdy dowodzona przez płk. Juliusza Rómmla, znalazła się bezpośrednio na tyłach wycofującej się armii Budionnego. Brygada była w niepełnym składzie, ponieważ 9. Pułk Ułanów Małopolskich mjr. Stefana Dembińskiego pozostał pod Warężem dla asekurowania Batalionu Strzelców kpt. Stanisława Maczka, który nie nadążał za dywizją. Wieczorem 30 sierpnia 7. Brygada dotarła pod Komarów, gdzie nazajutrz rozegrała się największa, a zarazem ostatnia bitwa kawaleryjska stoczona na terenie Europy. Opis bitwy, niestety, stosunkowo rzadko można spotkać w historycznych opracowaniach.
Jeden z takich opisów, stworzony prostym, żołnierskim językiem pozostawił gen. Aleksander Pragłowski, który w 1920 r. był szefem sztabu 1. Dywizji Jazdy.
„Bitwa zawiązana wczesnym rankiem była nieubłagana. Szarża po szarży i zawsze walka wręcz. Wycie Kozaków można było słyszeć na kilometr i dalej, konie rżały, a ziemia dudniła pod kopytami kozackich brygad. Rąbano, kłuto i kropiono z naganów - tam nie było pardonu.
To była bitwa, dobra bitwa, warta pomnika sławy”.
Walki rozpoczęły się 31 sierpnia o świcie. Noc z 30 na 31 sierpnia 1. Dywizja Jazdy spędziła w głębokim rozczłonkowaniu, wzdłuż traktu z Tyszowiec do Komarowa. Trwające 3 dni ulewne deszcze spowodowały, że gliniasty trakt rozmoknięty był do tego stopnia, iż konie grzęzły w błocie, a wozy z zaopatrzeniem i działa z ogromnym trudem dawało się z błota wyciągać. Przemoknięci i zziębnięci żołnierze marzyli o choćby jednym dniu odpoczynku i wysuszeniu odzieży. Stało się jednak inaczej.
Bitwę rozpoczęła 7. Brygada Jazdy dowodzona przez płk. Henryka Brzezowskiego i od wczesnego rana do godz. 11.00 walczyła w osamotnieniu. Szarża następowała po szarży i w pewnej chwili nieubłagane widmo klęski zawisło na 7. Brygadą. Walczący w tym dniu wyjątkowo dobrze kozacy niemal roznieśli Polaków na szablach. W tej właśnie chwili na pole bitwy dosłownie wpadł 9. Pułk Ułanów mjr. Dembińskiego.
„Major Dembiński miewał na co dzień nieco kpiącą minę, niekiedy bywał nawet powolny, ale rączka ciężka. Nie daj Boże, jak ruszy - ten nie zawróci. Za nim płyną kolumny 9. Pułku Ułanów. Na polu kurz, z którego wykwitają czapki z otokiem, jak ciemne maki. Pułk rozwija się... blisko 400 szabel - jest na co popatrzeć. Już dojeżdżają... Ułan walczy z dwoma, trzema i czterema Kozakami, walczy też z przeznaczeniem, bo dosięga go ogień haubic 13. Dywizji Piechoty, której pociski nie pytają o to, kogo rażą”.
Po tej wspaniałej szarży następują kolejne, które dosłownie zmiatają wszystko, co napotkają na drodze. Przerażeni siłą uderzenia Kozacy podają tyły i ok. 11.30 jest już po rannej bitwie.
Dowodzący bitwą gen. Haller daje rozkaz odcięcia uciekającym przepraw na Huczwie i pościgu za pierzchająca armią. Niestety, ten ostatni rozkaz nie mógł być spełniony z powodu stających na przeszkodzie bagien i oddziałów 44. radzieckiej Dywizji Piechoty. Pod wieczór do pościgu dołączyła, porządkująca swe szeregi po rannej bitwie, 7. Brygada Jazdy. Wtedy właśnie od strony Cześnik ławą aż po Wolicę Śniatycką na polską grupę pościgową wyjechały szwadrony kozaków liczące ok. 4000 szabel. Do szarży na nich natychmiast ruszyły 9. Pułk Ułanów Małopolskich i 8. Pułk Ułanów im. Księcia Józefa Poniatowskiego, gdy w tym samym czasie 2. Pułk Ułanów Rokitniańskich osłaniał artylerię. Siła ataku była tak straszliwa, że dosłownie zniosła z powierzchni 6. Dywizję Jazdy Budionnego, która w popłochu i rozproszeniu umykała z pola bitwy. Tak zakończył się 31 sierpnia 1920 r. dzień wspaniałej chwały polskiego oręża.
Na łagodnie pofalowanych komarowskich polach miał stanąć pomnik sławy polskiego oręża. Nie stanął... Przez wiele lat z rozmysłem starano się zatrzeć pamięć o komarowskiej wiktorii, ponieważ w komunistycznej Polsce nie było miejsca na takie rocznice. Czasy się w końcu zmieniły i co roku w rocznicę bitwy spotykają się w Komarowie ci, którym umiłowanie polskości i niepodległość Ojczyzny głęboko leży na sercu. Szczególnie uroczysty charakter miały obchody 80. rocznicy bitwy, ale przecież każdego roku warto się na chwilę zadumać nad czasami, które minęły i choćby myślami wrócić na komarowskie pola. Pomyślmy w tym dniu i pochylmy z szacunkiem głowy przed tymi, którzy tam pozostali na zawsze. Wieczny im odpoczynek i wieczna chwała.
Nieoceniony gen. Pragłowski tak kończy swe wspomnienia:
„Jestem szczęśliwy, że po tylu latach mam sposobność powrócić myślą do czasów, kiedy to moje pokolenie, podhartowane I wojną światową, a kipiące młodością i siłą, miało możność wyrąbywać dla Ojczyzny granice z szablą w dłoni.
To była dobra wojenka i lepsze czasy - tam jeszcze znaczył człowiek!
Przyjmijcie, proszę, moje sprawozdanie, które (...) wypełni pobieżnie tło oraz nada nieco szersze ramy dla bohaterskiej roli 9. Pułku Ułanów w bitwie pod Komarowem.
Nade wszystko jednak wiedzcie, że Wam nic nie schlebiam. Pod tym, co napisałem, podpisuję się pełnym nazwiskiem, w imię sprawiedliwości i prawdy, które cenię jako stary i uczciwy żołnierz”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Polscy sportowcy otrzymają tokeny w nagrodę za medale olimpijskie. Co to znaczy?

2026-02-20 07:18

[ TEMATY ]

Igrzyska Olimpijskie

Adobe Stock

PKOl w ramach współpracy z giełdą kryptowalut Zondacrypto część nagrody za medale olimpijskie będzie wypłacać w tokenach. Jak wynika z odpowiedzi MF na pytania PAP, sportowcy, którzy będą chcieli odsprzedać takie tokeny, muszą liczyć się z tym, że zapłacą podatek dochodowy.

W niedzielę kończą się Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026. Polscy sportowcy, którzy w tym roku uzyskają medal podczas odbywających się we Włoszech zawodów otrzymają nagrody, z których część będzie wypłacona w tokenach. Jak wynika z informacji ze strony Polskiego Komitet Olimpijskiego, w zależności od barwy medalu oraz tego, czy konkurencja jest indywidualna, czy też bierze w niej udział więcej osób, wartość wypłacanych w tokenach nagród wyniesie od 150 tys. zł w przypadku brązowego medalu w konkurencji indywidualnej do 1 mln zł w przypadku konkurencji drużynowych. Wartość nagród ma być powiększona w przypadku osób, które zdobyły więcej niż jeden medal, na nagrody mogą liczyć także główni trenerzy. Wypłata nagród w tokenach to efekt współpracy PKOl i firmy Zondacrypto, która została sponsorem generalnym komitetu olimpijskiego i olimpijskiej reprezentacji Polski.
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: „Wierzysz w to?”

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

Wiara nie jest pewnością, że wszystko się ułoży. Jest decyzją zaufania Osobie. Nawet jeśli serce drży, można powiedzieć: wierzę. I to wystarczy na dziś.
CZYTAJ DALEJ

Zawadzkie: Pijany mężczyzna zakłócił Mszę św. w Środę Popielcową

2026-02-20 21:31

[ TEMATY ]

Eucharystia

Msza św.

Adobe Stock

W Środę Popielcową podczas Mszy św. w jednym z kościołów w mieście Zawadzkie (woj. opolskie) 40-letni mężczyzna nagle wszedł na ambonę i zaczął przemawiać do wiernych. Był pod wpływem alkoholu.

Część osób zgromadzonych w świątyni próbowała go uspokoić i nakłonić do zejścia z ambony. Na miejsce wezwano policję.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję