Reklama

Kościół

Przewodniczący Episkopatu apeluje o jeszcze intensywniejszą obronę życia

Zdecydowany apel abp. Stanisława Gądeckiego w obronie życia nienarodzonych usłyszeli uczestnicy procesji Bożego Ciała w Poznaniu. „Wynik referendum w Irlandii winien skłonić Polaków do jeszcze intensywniejszej obrony życia, aby ta sytuacja nie powtórzyła się w naszej Ojczyźnie, by życie było bardziej chronione, wspomagane i promowane” – podkreślił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

[ TEMATY ]

abp Stanisław Gądecki

Joanna Adamik

Publikujemy pełny tekst kazania abp. Stanisława Gądeckiego wygłoszonego na koniec procesji Bożego Ciała przed katedrą w Poznaniu:

Wszyscy możemy dziś dostrzec, że w naszym świecie – mimo, iż wraz z rozwojem środków przekazu zdajemy się być coraz bliżej siebie i wydaje się nam, że zanikły dzielące nas odległości przestrzenne - porozumienie między ludźmi staje się często coraz trudniejsze i coraz bardziej powierzchowne. Dialog między pokoleniami staje się utrudniony a niekiedy wręcz niemożliwy. Wydaje się, że ludzie stają się coraz bardziej konfliktowi a nawet agresywni. Że zbyt wiele trudu wymaga wzajemne porozumienie się, bo ludzie wolą pozostawać przy swoim „ja”. Czy rzeczywiście w takiej sytuacji jesteśmy jeszcze w stanie odnaleźć i cieszyć się tak bardzo potrzebną nam jednością? (por. Benedykt XVI, Zesłanie Ducha Świętego jest świętem jedności, porozumienia i ludzkiej komunii, 2012).

Odpowiedź na to pytanie jest pozytywna, jeśli tylko zechcemy przyjąć – dzieło Ducha Świętego – jakim jest tajemnica jedności w Trójcy Świętej, wewnątrz Kościoła i na zewnątrz Kościoła. To są też trzy tematy naszego obecnego rozważania przy czwartym ołtarzu.

Reklama

1. TRÓJCA ŚWIĘTA

Po pierwsze, wypada nam najpierw rozważyć najdoskonalszy i niedościgły wzór wszelkiej jedności, jaką stanowi Trójca Święta. U początku wszelkiej jedności międzyludzkiej znajduje się najpierw jedność Trójcy; Boga Ojca, który jest Miłującym, Syna Bożego, który jest Umiłowanym i Ducha Świętego, który jest Ich osobową Miłością – jak uczył św. Augustyn.

Nigdzie w Trójcy Świętej nie dostrzeżemy „jakiejś rysy, oddzielenia czy rozdzielenia ani takiej różnicy, która jednocześnie nie nosiłaby w sobie zasady połączenia i jedności. Wszystko tu jest jednością, zespoleniem i harmonią w najwyższym i najpiękniejszym tego słowa znaczeniu. Troistość nie tylko nie znosi jedności i prostoty Boga, lecz jedność ta i prostota o wiele bardziej objawia się w pełni swojej mocy i wielkości dopiero przez trójjedyność, przez absolutną zgodę i harmonię, które przenikają i opanowują troistość w Bogu. Tutaj okazuje się Trójca Święta właśnie jako nader bogata i żywotna jedność, zarówno bogata w działaniu, jak i w spoczynku, w udzielaniu się, jak i w samowystarczalności, w różnorodności, jak i w prostocie, we wspólnotowości, jak i w niezależności” (M.J. Scheeben, Der Herrlichkeiten der góttlichen Gnade, w; Gesammelte Schriften, Freiburg i. Br., 1941-51, tom. 2, s. 99).

W tejże Trójcy, z miłości Ojca wszystko się stało, dzięki Synowi zostaliśmy obdarowani łaską, a Duch Święty sprawia, że to obdarowanie osiąga swój cel, jakim jest uświęcenie człowieka i doprowadzenie go do wiecznej wspólnoty z Ojcem. A zatem, pierwszym i ostatecznym celem każdego chrześcijanina jest to, aby najpierw poznał i umiłował Trójjedynego Boga i w ten sposób doszedł do szczęśliwej wspólnoty życia [do komunii] z Nim w wieczności (ks. Janusz Królikowski, Bóg jeden w trzech Osobach). „Poznanie Trójcy w jej jedności jest owocem i celem całego życia chrześcijańskiego” – powie św. Tomasz z Akwinu.

2. KOŚCIÓŁ AD INTRA

a. Po wtóre, gdy idzie o Kościół katolicki ad intra, od wewnątrz, to istnieje podobieństwo między jednością Trójcy a jednością Kościoła. Sobór Watykański II powiedział: „cały Kościół okazuje się jako ‘lud zjednoczony jednością Ojca i Syna i Ducha Świętego’” (Lumen gentium, 4; Gaudium et spes, 24; Unitatis redintegratio, 2).

Promieniowanie jedności Trójcy na naturę Kościoła zostaje podkreślone przez pozdrowienie, będące zarazem życzeniem skierowanym przez apostoła Pawła do Kościoła w Koryncie: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności [komunii] w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi!” (2 Kor 13,13). To życzenie - często powtarzane we wstępie do Mszy świętej - zakłada, iż szczególnym darem Boga Ojca jest miłość, szczególnym darem Syna Bożego jest łaska, a szczególnym darem Ducha Świętego, którego Jezus przekazał uczniom najpierw we Wieczerniku a następnie w dniu Zielonych Świąt - jest jedność.

Duch Święty jednoczy całe ciało Kościoła z Synem Bożym, a przez Syna z Ojcem niebiańskim; On jest złotym węzłem naszej jedności z Bogiem. Jego działanie można przyrównać do funkcji, jaką w ludzkim ciele spełnia dusza. Duch mieszka w Kościele, jednocząc we wspólnocie (in communione) i w posłudze, uposaża go w rozmaite dary hierarchiczne oraz charyzmatyczne i przy ich pomocy kieruje Kościołem i przyozdabia go swoimi owocami (Ef 4,11-12; 1 Kor 12,4; Ga 5,22); (por. Christifideles laici, 20).

Przemiana dokonywana przez Ducha Świętego nie rewolucjonizuje życia wokół nas, ale przemienia nasze serca. Nie wyzwala nas natychmiast od problemów, ale pozwala stawić im czoła, nie daje nam wszystkiego natychmiast, ale sprawia, że idziemy ufnie, nie zmęczeni życiem. Duch Święty – mówił papież Franciszek – podtrzymuje młodość serca. Nie zwijajmy żagli przed wiatrem Ducha Świętego (por. Homilia na Mszy Zesłania Ducha Świętego, Bazylika Watykańska – 20.05.2018).

Chrześcijanin nie może nigdy zamknąć się w sobie, odizolować się duchowo od wspólnoty, lecz musi żyć w nieustannym kontakcie z innymi, z mocnym poczuciem braterskich więzi, przepełniony radością płynącą z jednakowej godności oraz świadomy wspólnej odpowiedzialności za to, by wielki skarb otrzymany w dziedzictwie wydał swoje owoce. Duch Pański obdarza przecież każdego ochrzczonego licznymi charyzmatami, zachęca go do różnych posług i zadań, przypomina mu że wszystko to, co go wyróżnia, nie oznacza większej godności, lecz specyficzną dla niego, komplementarną, czyli uzupełniającą i dopełniającą zdolność służenia. Tak więc charyzmaty, urzędy, funkcje i posługi chrześcijanina istnieją we wspólnocie i dla wspólnoty. Są bogactwem, mającym służyć dobru wszystkich pod mądrym kierownictwem pasterzy (por. Christifideles laici, 20). Gdyby zaś jakaś osoba, lub wspólnota, zamykała się w swoim sposobie myślenia i działania i separowała się od wspólnoty, byłby to znak, że oddaliła się ona od Ducha Świętego.

b. Aby autentycznie budować jedność – na miarę natchnień Ducha Świętego - trzeba wystrzegać się dwóch pokus. Pierwszą z nich jest dążenie do różnorodności bez jedności. Dzieje się tak wtedy, gdy - być może uważając siebie za lepszych, lub tych, którzy zawsze mają rację - pragniemy się wyróżniać, tworzyć koalicje i partie, gdzie dochodzi do usztywnienia stanowisk wzajemnie się wykluczających, do zamknięcia się w swoich partykularyzmach. Wówczas wybiera się część a nie całość, przynależność do tego czy innego kręgu bardziej niż przynależność do Kościoła.

Wówczas stajemy się zwolennikami danej części, zamiast być braćmi i siostrami w tym samym Duchu; bardziej chrześcijanami „prawicowymi lub lewicowymi”, niż ludźmi Chrystusa; bardziej nieugiętymi stróżami przeszłości lub awangardą przyszłości, aniżeli pokornymi i wdzięcznymi dziećmi Kościoła. Drugą pokusą jest dążenie do jedności bez różnorodności. W ten sposób popadamy w fundamentalizm; jedność staje się jednolitością, obowiązkiem czynienia wszystkiego razem i na ten sam sposób, myśląc zawsze tak samo. W ten sposób jedność przeobraża się w uniformizacją i nie ma już w niej miejsca na wolność. Tymczasem apostoł Paweł mówi: „gdzie jest Duch Pański - tam wolność” (2 Kor 3,17).

Jedność pochodząca od Ducha Świętego nie jest ujednoliceniem. Duch tworzy najpierw różnorodność, bo w każdym czasie sprawia rozkwit nowych i różnych charyzmatów. Następnie ten sam Duch sprawia jedności, bo łączy, zbiera, bo na nowo tworzy harmonię: „Swoją obecnością i swoim działaniem łączy między sobą w jedności duchy różne i odrębne” (Cyryl Aleksandryjski, Komentarz do Ewangelii świętego Jana XI,11). W ten sposób powstaje autentyczna jedność, która nie oznacza jednolitości, ale - jedność w różnicy.

Kościół jest ze swej natury jeden i różnorodny, bo przeznaczony na to, aby żyć pośród wszystkich ludów i narodów, w najróżniejszych kontekstach społecznych. Już od początku, od dnia Pięćdziesiątnicy, Kościół mówi różnymi językami. Pozostaje autonomiczny w stosunku do każdego państwa i każdej kultury. Nie pozostaje więźniem granic politycznych, rasowych i kulturalnych. Nie można go utożsamiać z państwami, ani z federacjami państw, ponieważ jego jedność jest innego rodzaju i dąży do przekroczenia wszystkich ludzkich granic. Zawsze i w każdym miejscu Kościół musi być prawdziwie katolickim i powszechnym, domem dla wszystkich, w którym każdy może się odnaleźć (por. Benedykt XVI, Homilia podczas Mszy św. w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, 23.05.2010).

c. Duch umacnia naszą jedność z Trójcą i braćmi poprzez Eucharystię. Jeden Chleb eucharystyczny czyni nas jednym ciałem – jak mów apostoł Paweł. „Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba” (1 Kor 10,17). W tajemnicy Eucharystii Jezus – przy pomocy Ducha Świętego - dalej buduje Kościół jako komunię zgodnie ze wzorem przywołanym w modlitwie arcykapłańskiej: „Jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17,21); (por. Mane nobiscum Domine, 16). Pod działaniem Ducha Świętego - za pośrednictwem Eucharystii - osoby i wspólnoty uczą się odnajdywać boski sens swego ludzkiego życia. Uczestnicząc w Ofierze Chrystusa, uczą się stawać się darem z siebie (por. Dominum et vivificantem, 62).

d. Wśród ludzi, potomków Adama i Ewy jedność jest ustawicznie zagrożona. Człowiek od chwili popełnienia grzechu nosi w sobie coś, co jest antytezą jedności, co jest jej zaprzeczeniem. Dlatego jedność, której źródłem i sprawcą jest Duch Święty jest rzeczywistością przez człowieka upragnioną, stale poszukiwaną i z trudem tworzoną (por. Jedność w Duchu Świętym. Konferencja wygłoszona przez ks. prof. F. Blachnickiego podczas Oazy Rekolekcyjnej Animatorów Modlitwy w Dursztynie - 8.02.1979).

Oczywistym dowodem trudności w osiągnięciu jedności między ludźmi są wyniki ostatniego referendum w Irlandii, w który Irlandczycy - większością głosów - opowiedzieli się za zniesieniem konstytucyjnej ochrony życia nienarodzonych. A chociaż zło nie staje się dobrem tylko dlatego, że popiera je większość obywateli, to wynik referendum dowodzi, że w Irlandii – w dyskursie politycznym – zdobywa przewagę efekt kultury skrajnego indywidualizmu, czyli egoizm, w którym nie liczy się drugi człowiek, liczy się tylko własna pomyślność, własny dobrobyt, kosztem praw innych ludzi.. Wynik tego referendum winien skłonić Polaków do jeszcze intensywniejszej obrony życia, aby ta sytuacja nie powtórzyła się w naszej Ojczyźnie, by życie było bardziej chronione, wspomagane i promowane.

e. Nie sprzyja tej ochronie dziecka poczętego w Polsce opinia Biura Analiz Sejmowych do projektu „Zatrzymaj aborcję”. Sejmowi prawnicy wyliczają, że państwu nie opłaca się leczyć i utrzymywać chore dzieci, bo wprowadzenie ustawy w życie spowodowałoby zwiększenie nakładów finansowych na osoby niepełnosprawne i chore.

Jest to retoryka żywcem wyjęta z haniebnej nazistowskiej akcji T-4, gdzie przeliczano koszty utrzymania jednego niepełnosprawnego i w ten sposób udowadniano konieczność fizycznej likwidacji osób ułomnych. Nie mówiąc już o tym, że w analizie Biura Analiz pominięto istotny artykuł 38 Konstytucji RP, który brzmi: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia” oraz artykuł 2 „Ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka” z 2000 r., który stanowi, że „dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności” (Paulina Gajkowska, Manifest eugeniki, ND 5.05.2018).

f. Zabijanie dzieci poczętych – poza trzema wyjątkami - jest w Polsce zakazane. Tymczasem w Poznaniu słyszymy dziwne zapowiedzi: „Ginekolog 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i bez klauzuli sumienia”. Projektodawca oświadcza, że w tym przypadku kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Problem w tym, że zabijanie dzieci w łonie matki nie jest kwestią światopoglądową, aborcja odnosi się do konkretnego człowieka. Przerwanie ciąży kończy się śmiercią konkretnego organizmu. Żeby temu zaprzeczyć, trzeba by najpierw odmówić człowieczeństwa dziecku znajdującemu się w łonie matki. Tymczasem współczesne nauki biologiczne wskazują na jednoznaczny moment zapłodnienia jako jedyny akt właściwy dla tworzenia nowego organizmu. Od początku istnieje w nim ściśle określony program genetyczny, a powstała odrębna jednostka ludzka posiada już swoją własną, w pełni sprecyzowaną pulę genową. Współczesna nauka nie dostarcza więc jakichkolwiek argumentów zwolennikom aborcji.

Ginekolog 24 godziny na dobę to nie jedyna inicjatywa w Poznaniu, bo w 2017 roku wystartował tu projekt „Miejski Program In Vitro”. Wszystko z pieniędzy podatników.

W poznańskiej Galerii Miejskiej Arsenał z kolei miały miejsce tzw. „Warsztaty z rewolucji”, które w praktyce okazały się być warsztatami z aborcji. W ramach „Warsztatów przedstawiano prezentacje oraz wyświetlano filmy promujące zabijanie nienarodzonych. Zaproszeni przez władze miasta lewicowi aktywiści z Hiszpanii, zaprezentowali m.in. narzędzia medyczne i domowe sposoby przeprowadzania aborcji.

Dyrekcja tłumaczy się, że w jej przestrzeni nie organizuje żadnych wydarzeń niezgodnych z obowiązującym w Polsce prawem, że odbyły się tylko warsztaty z nawiązujące do tradycji performansu spod znaku „Akcjonizmu Wiedeńskiego”. Warto zwrócić uwagę na to, że „Akcjonizm Wiedeński” stawiał sobie za cel osiągnięcie całkowitej swobody cielesnej, kulturowej i seksualnej oraz przełamanie mentalnych przyzwyczajeń społeczeństwa, czyli nic innego jak akcję obierania cebuli aż do skutku.

3. KOŚCIÓŁ AD EXTRA

Ale - po tej dygresji – czas wrócić do trzeciego tematy, czyli obecności Ducha Świętego w Kościele ad extra. W tym przypadku Duch pragnie ni tylko jedności wewnątrz Kościoła katolickiego, ale także jedności między wszystkimi chrześcijanami. W przeddzień ofiary krzyżowej Jezus modlił się do Ojca nie tylko za swoich uczniów, ale za wszystkich chrześcijan wierzących w Niego, aby byli jedno. Czyż jest możliwe, byśmy pozostawali podzieleni między sobą, jeśli przez Chrzest zostaliśmy „zanurzeni” w śmierć Chrystusa, to znaczy w to, przez co Bóg za sprawą Syna obalił mury podziałów? Podział między chrześcijanami „jawnie sprzeciwia się woli Chrystusa, jest zgorszeniem dla świata, i przy tym szkodzi najświętszej sprawie przepowiadania Ewangelii wszelkiemu stworzeniu” (Ut unum sint, 5).

Ponieważ zaś, zakończone tysiąclecie było okresem wielkich podziałów między chrześcijanami, dlatego obecnie wszyscy wierzący w Chrystusa winni dołożyć wszelkich starań, aby myśli i działanie podporządkować woli Ducha Świętego, który jest „zasadą jedności Kościoła”, tak aby wszyscy ochrzczeni w jednym Duchu dla utworzenia jednego ciała poczuli się braćmi zjednoczonymi w sprawowaniu tej samej Eucharystii, która jest „sakramentem miłosierdzia, znakiem jedności i węzłem miłości” (por. Dominum et vivificantem, 62).

Ale Duch Święty działa także poza widzialnym ciałem Kościoła, poza chrześcijanami. We „wszystkich ludziach dobrej woli, w których sercu działa w sposób niewidzialny łaska. Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus i skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy” (Dominum et vivificantem, 53).

Chrześcijanie - jako świadkowie prawdziwej godności człowieka, posłuszni Duchowi Świętemu – mogą współdziałać z innymi ludźmi dobrej woli w dowartościowaniu tego wszystkiego, co we współczesnym postępie cywilizacji, kultury, nauki, techniki innych dziedzin ludzkiej myśli i działalności jest dobre, szlachetne i piękne, przyczyniają się do wielorakiej „odnowy oblicza ziemi”. Mogą oczyszczać i umacniać szlachetne pragnienia, dzięki którym rodzina ludzka zabiega o uczynienie własnego życia bardziej ludzkim. Wsparci mocą Ducha Świętego chrześcijanie mogą ulepszyć świat, aby był godnym mieszkaniem dla człowieka.

Duch Święty rozlewa przecież w Kościele samego siebie jako Miłość, zbawczą energię, po to, aby dotarła ona do wszystkich ludzi, do całego stworzenia. Ostatecznie siła Miłości przezwycięża wszystkie przeszkody, nawet jeśli - jak wiemy z doświadczenia – musi nieustannie walczyć z grzechem i z tym wszystkim, co w ludzkiej istocie sprzeciwia się Miłości, a więc z egoizmem, nienawiścią, zawistną rywalizacją,. Od Miłości zależy ostatecznie budowanie nowej i zawsze tej samej jedności (por. św. Jan Paweł II, Duch Święty źródłem jedności Kościoła).

ZAKOŃCZENIE

Aby tę jedność budować w prawdzie i dobru prośmy Ducha Świętego:

„Duchu świętości, Boskie tchnienie, które porusza wszechświat, przyjdź i odnów oblicze ziemi. Wzbudź w sercach chrześcijan pragnienie pełnej jedności, aby byli dla świata skutecznym znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego. Duchu komunii, duszo i podporo Kościoła, spraw, aby bogactwo charyzmatów i posług umacniało jedność Ciała Chrystusowego; spraw, aby wierni świeccy, osoby konsekrowane i wyświęceni szafarze sakramentów wspólnie dążyli do budowania Królestwa Bożego (z modlitwy Jana Pawła II).

2018-05-31 14:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przewodniczący Episkopatu dziękuje papieżowi Franciszkowi za adhortację o Amazonii

2020-02-18 15:49

[ TEMATY ]

synod

Franciszek

abp Stanisław Gądecki

Synod dla Amazonii

BP KEP

Abp Stanisław Gądecki

Dziękuję Waszej Świątobliwości za ten potrzebny, ważny i wrażliwy głos, który staje się donośnym wołaniem Kościoła, „o prawa najuboższych, rdzennych ludów, ostatnich, gdzie ich głos byłby wysłuchany, a ich godność była promowana” – podkreślił w liście do Ojca Świętego Franciszka Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki.

Przewodniczący Episkopatu napisał: „W imieniu wiernych i pasterzy Kościoła w Polsce pragnę jak najserdeczniej podziękować Ojcu Świętemu za kolejną adhortację apostolską Querida Amazonia, która powstała w sercu Waszej Świątobliwości, jako owoc dialogu i rozeznania, dokonanych podczas ostatniego synodu generalnego biskupów na temat Amazonii”.

Abp Gądecki zaznaczył: „Moja wdzięczność jest tym głębsza, im bardziej odkrywam z jaką troską i miłością Ojciec Święty, jako Pater Patrum, otacza dzieci naszej umiłowanej Matki – Kościoła, rozproszone po wszystkich kontynentach i zamieszkujące miejsca nawet najbardziej odległe, przez wielu często nie tylko zapominane i pomijane, ale wprost wykorzystywane i niszczone”.

W liście do papieża abp Stanisław Gądecki stwierdził też, że zgodnie ze słowami Ojca Świętego adhortacja ta jest: wołaniem o to, by Amazonia „zachowała to bogactwo kulturowe, które ją wyróżnia, gdzie jaśnieje w bardzo różnorodny sposób człowiecze piękno” oraz „zazdrośnie strzegła zdobiącego ją przemożnego piękna przyrody, obfitującego życia, napełniającego jej rzeki i puszcze”.

Podkreślił, że adhortacja ta jest przejawem pamięci i troski całego Kościoła o naszych braci zamieszkujących Amazonię, o miejsce, które jest domem dla milionów ludzi i przyrodę niszczoną przez nieodpowiedzialną gospodarkę.

Przewodniczący Episkopatu Polski, zapewniając o modlitwie w intencji Ojca Świętego, napisał: „Wraz z całym Kościołem, który jest w Polsce, za wstawiennictwem Niepokalanej, Matki naszego Pana Jezusa Chrystusa i Matki danej pod krzyżem przez Niego samego wszystkim dzieciom świata, w tym ludom ukochanej Amazonii, modlimy się, aby marzenia Ojca Świętego, dzięki Bożej łasce i zaangażowaniu nas wszystkich, inspirowały ludzi dobrej woli do jeszcze większej troski o Amazonię i ludy ją zamieszkujące”.

CZYTAJ DALEJ

Ks. Piotr Pawlukiewicz: Temat Pana Boga jest dzisiaj w Polsce tematem niewygodnym

2020-02-13 09:34

[ TEMATY ]

duchowość

ks. Pawlukiewicz

ks. Piotr Pawlukiewicz

youtube

Temat Pana Boga jest dzisiaj w Polsce tematem niewygodnym, a czasem nawet zabronionym. O wszystkim się w domu czy w pracy mówi: o papieżu, o proboszczu, o Kościele, a o Bogu jakoś niezręcznie. Nie umiem tego zrozumieć. Dlaczego tak łatwo jest rozmawiać o aktorach, piosenkarzach, politykach, a tak trudno o Jezusie?

Kiedy się mówi o Jezusie, trzeba się otworzyć, a ludzie boją się otwarcia. Księży też to dotyczy, co szczególnie widać podczas kazań. Tak bardzo boją się pokazania swojego wnętrza, że choć mówią na temat Jezusa, to nie wspominają ani słowem o tym, jak oni sami przeżywają relację z Bogiem.

Klerycy pytają mnie nieraz, jak napisać dobre kazanie. Mówię im wtedy tak: „Napisz to, co przed wykładem mówiłeś mi o swoim komputerze, ale zamiast słowa: »komputer«, wpisz słowo: »Jezus«”. Co by to były za kazania, wyobrażacie sobie?

„Jezus mi się zawiesił, stukam, nie ma odzewu. O szóstej rano sukces, jest! Okazało się, że jeden program był źle wpisany, już rozumiem! Ale wszystko mi się wykasowało, Jezus Maria, praca dyplomowa mi się skasowała… Tak się z tym męczyłem, a teraz odkryłem, jaki jest skrót. Odkryłem skrót do Pana Jezusa…”

Chodzi o to, żebyśmy nauczyli się mówić o Jezusie z fascynacją, jak o kimś, kto jest mój, jest mi drogi, bliski. A jak wyglądają nasze kazania? „Dzisiaj, w dwudziestą szóstą niedzielę czasu zwykłego Jezus mówi do nas w Ewangelii o uzdrowieniu chromego…”

Kiedyś jedna pani powiedziała, że dostanie choroby nerwowej w kościele. Bo we wstępie do mszy świętej ksiądz powiedział: „Zaraz zobaczymy, jak Jezus uzdrowi chromego”, w Ewangelii słuchała właśnie o tym, a kazanie ksiądz zaczął: „Przed chwilą usłyszeliśmy, jak Jezus uzdrowił chromego”. Toż ludzie to rozumieją! Nie trzeba mi tego bez przerwy powtarzać!

Brakuje nam wszystkim spontaniczności. Ale z drugiej strony nie wolno księdzu zamieniać mszy świętej w swój show. Zawsze Jezus ma być w centrum.

Ksiądz, podobnie jak każdy świecki, powinien być przezroczysty. Albo inne porównanie: być jak pudło rezonansowe w gitarze. Nadawać słowom Jezusa brzmienie we współczesnym świecie. Tłumaczyć z tego języka, którym posługiwał się Jezus, i wyjaśniać pewne sprawy językiem zrozumiałym dla słuchaczy.

Trzeba pokazywać ludziom Jezusa jako fascynującego człowieka. Człowieka, który miał człowieczeństwo piękne, rozwinięte na maksa. Ludzie, którzy widzieli Go po raz pierwszy, zostawiali wszystko i szli za nim! Kiedyś Jan Budziaszek wyszedł przed dom w kapciach, żeby pożegnać pielgrzymkę, bo akurat przechodziła pod jego domem. Wyszedł w kapciach i… w tych samych kapciach zaszedł na Jasną Górę. Więc są i dzisiaj takie przypadki.

Jezus jest fascynujący. Wręcz nieprawdopodobnie interesujący jako człowiek, tylko trzeba Go dobrze oświetlić. Cztery Ewangelie są trochę jak cztery kamery, z których możemy oglądać Pana Jezusa.

To, co jedna pominie, to druga uchwyci, uzupełni. Czasem kiedy czytam Ewangelię, czuję się jak śledczy. Gdzieś w tekście zawsze jest haczyk, coś ukrytego między wersami, pod obrazem. Ta książka nigdy się nie znudzi. Nigdy się nie wyczerpie. Tysiące kazań można napisać i ledwo kropelkę uszczkniemy z tego źródła.

Dzisiaj w Polsce żyje jakiś odsetek ludzi deklarujących się jako osoby wierzące. Z tego grona niektórzy chodzą regularnie do kościoła, inni nie chodzą. Jedni przystępują regularnie do sakramentów, inni nie. Różnie to bywa, zatem ciężko jest obliczyć, ile tak naprawdę procent Polaków można by określić mianem chrześcijan świadomych swojej marki.

Kiedyś mówiło się, że Polska jest w stu procentach katolicka. Wystarczyło ludzi uczyć zasad wiary i wszystko wyglądało okej, wszyscy byli zadowoleni. Pamiętam, jak niektórzy starsi księża z dumą mówili: „U mnie na katechezie było pięćdziesięciu uczniów w jednej sali katechetycznej, wszyscy znali przykazania, wszyscy znali prawdy wiary”. Dzisiaj wiemy już, że wykucie prawd wiary na pamięć to za mało. Potrzebna jest postawa miłosierdzia, umiejętność przebaczenia sobie nawzajem… Bo po tym poznaje się chrześcijanina.

I żebym był dobrze zrozumiany. Mamy wielkie szczęście, że katolicyzm jest mocno zakorzeniony w polskich sercach.

Niektórzy krytykują, że dawnej była bezmyślność w Kościele, że chodziło tylko o to, by nauczyć się przykazań, tekstów pieśni i już jesteś katolik, że to była płycizna. Kiedyś podczas takiej rozmowy nie wytrzymałem, wstałem i powiedziałem: „Proszę pana, tylko że ci płytcy, jak pan to ujął, katolicy zorganizowali Powstanie Warszawskie. Nie wiem, czy przedstawiciele współczesnych grup religijnych, gdyby w tej chwili trzeba było iść na barykady, poszliby i walczyli…”.

To prawda, że wyuczenie się katechizmu nie czyni jeszcze z nikogo chrześcijanina, bo prawdziwe chrześcijaństwo to prawdziwa relacja z Bogiem i jeśli jej zabraknie, trudno mówić o wierze. Chrześcijaństwo to religia miłości. A miarą miłości jest nie liczba pobożnie wyśpiewanych zwrotek, tylko to, czy człowiek jest gotowy oddać życie za swoich przyjaciół.

_______________________________________

Artykuł zawiera treści pochodzące z książki ks. Piotra Pawlukiewicza „Ty jesteś marką” wyd. RTCK. Zobacz więcej: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Miopatia jest podstępna i nie chce zostawić mnie w spokoju

2020-02-19 12:50

[ TEMATY ]

Caritas

pomoc

Archiwum Caritas Polska

„Nie poddam się łatwo. Będę walczyć do końca. Choroba nie będzie mi dyktować jak mam żyć, nie dam sobie zabrać wolności i radości życia. Miopatia jest podstępna i nie chce zostawić mnie w spokoju.” - mówi Edyta, podopieczna serwisu www.uratujecie.pl prowadzonego przez Caritas Polska.

Miopatia jest bardzo rzadką chorobą, prowadzącą do osłabienia, a w konsekwencji do zaniku mięśni. Jej skala i rozwój zależą od typu, może być genetyczna, hormonalna lub powstawać w wyniku infekcji. Niewielka liczba osób dotkniętych miopatią oznacza długą drogę do prawidłowej diagnozy i ograniczone możliwości leczenia. Leków na miopatię nie ma, nie prowadzi się nawet badań w tym kierunku. Jedyne co można zrobić to ograniczać postępy choroby. Edyta zbiera pieniądze na serię podań komórek macierzystych. To jedyna nadzieja na zatrzymanie postępów nieuleczalnej choroby.

„Jak się żyje z miopatią? Bardzo trudno. Mięśnie działają coraz bardziej opornie, proste czynności np. rozwieszenie prania, wejście na schody, utrzymanie równowagi w autobusie, są problemem. Narasta ogólne osłabienie, poczucie ciągłego zmęczenia, coraz więcej ruchów ulega ograniczeniu.” - opowiada o sobie Edyta.

Edyta pochodzi z niewielkiej miejscowości pod Limanową w Małopolsce, ale na wycieczce w górach była tylko raz. Weszła na Miejską Górę, symbol Limanowej z monumentalnym krzyżem, poświęconym papieżowi Janowi Pawłowi II. Krzyż powstał w odpowiedzi na papieskie słowa: ”Przenieście Krzyż w nowe Tysiąclecie”, wypowiedziane podczas pielgrzymki do Polski.

W domu było ich siedmioro. Tatę, zajętego ciągle pracą, niewiele widywali. Mama zajmowała się domem i gospodarstwem oraz pracowała jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. Edyta często jej pomagała. Zobaczyła z bliska ludzkie cierpienie, bezradność i zależność od innych. W domu się nie przelewało. W czasie wakacji całe rodzeństwo ruszało do prac zarobkowych. Zbierali owoce, grzyby, pomagali w pracach polowych. Za te pieniądze kupowali książki i przybory szkolne. Edyta jako najstarsza z rodzeństwa miała zawsze najwięcej obowiązków, ale nigdy nie zaniedbywała nauki. Bardzo chciała iść na studia, jednak na przeszkodzie stał ciągły brak pieniędzy. Postanowiła na studia zarobić sama i wyjechała na rok do pracy we Włoszech. Miała szczęście. Rodzina, do której trafiła, otoczyła ją przyjaźnią i opieką. Do dziś utrzymują kontakty, dzwonią do siebie.

Po powrocie z Włoch ukończyła Policealne Studium Prawa i Administracji w Nowym Sączu. W odpowiedzi na ofertę pracy wyjechała do Legionowa, gdzie w zamian za opiekę nad starszym panem mogła mieszkać za darmo. Jednocześnie podjęła pracę i planowała rozpoczęcie studiów magisterskich. Przyszłość wyglądała różowo. I nagle zaczęło dziać się coś złego.

O chorobie Edycie trudno jest rozmawiać. „No, nie wygląda Pani na chorą” - słyszy często od osób, które jej nie znają. Żadna z nich nie wie, jak to jest żyć z bólem, słabością, ciągłym zmęczeniem. Płakać z bezsilności w poduszkę. Czuć wściekłość i niezgodę, na przemian z rozpaczą i brakiem nadziei. Codziennie wstawać z łóżka, ustawiać do pionu i z uśmiechem na ustach żyć „normalnie”, mimo że wszystko boli. „Codziennie są momenty, kiedy rozsypujesz się na tysiąc kawałków” – wyznaje Edyta.

Zaczęło się niepozornie. Edyta była ciągle zmęczona, słaba, bolały ją mięśnie. Objawy nasilały się tak, że nie dało się ich zignorować. Zaczęła wędrówkę po lekarzach, ale przez dziesięć lat nikt nie potrafił wydać trafnej diagnozy. Była odsyłana od specjalisty, do specjalisty. Lekarze nie chcieli kierować jej na badania. Niektórzy sugerowali nawet zaburzenia psychiczne. W końcu trafiła do spostrzegawczej lekarki, która zwróciła uwagę na to jak Edyta podpiera się wstając z krzesła. Nie zostawiła tego i przepisała szczegółowe testy EMG mięśni, które reszcie pozwoliły postawić prawidłową diagnozę.

Miopatia – tak brzmiał wyrok, z którym nawet lekarze nie umieli sobie poradzić. Rozkładali ręce nie mając pomysłu na leczenie i nie umiejąc określić jakie są rokowania. Edyta miała wrażenie, że chcą jak najszybciej zobaczyć jak wychodzi z gabinetu. Na szczęście na jej drodze pojawili się także dobrzy lekarze, którzy chcieli znaleźć przyczyny jej cierpienia. Dzięki nim wie, że jedyne co można robić to ćwiczyć i zażywać leki przeciwbólowe. I z żadnym nie przesadzać.

Archiwum Caritas Polska

„Codziennie rano wstaję 2-3 godziny przed wyjściem. Przygotowanie się do pracy zajmuje coraz dłużej. Czasem myślę, że nie dam rady, nie mam już siły, ale jednak wstaję, myję się, ubieram, wychodzę do ludzi, do świata. To mnie trzyma przy życiu. I jeszcze jest rodzina. Wiem, że mam jej wsparcie i miłość. Wiem, że w razie czego mam gdzie wrócić, ale bardzo tego nie chcę. To byłaby ostateczność.” - mówi Edyta.

Podczas jednego z pobytów w szpitalu tomografia komputerowa pokazała, że Edyta ma w głowie dwa tętniaki. Dodatkowo kolejne testy wykazały zmiany świadczące że jej miopatia nie ma pochodzenia zapalnego, a genetyczne. Od tamtej pory Edyta dużo czasu poświęca poszukiwaniom informacji. Chce być pewna, że zrobiła wszystko, dotarła do najbardziej dokładnych źródeł o chorobie i możliwościach jej zatrzymania. Zastanawia się czy dziedziczna choroba nie ujawni się u dzieci jej sióstr.

Życie Edyty toczy się wokół pracy zawodowej, rehabilitacji, pisania próśb i podań, kolejnych badań i wizyt lekarskich. Godziny w poradniach, szpitalach, klinikach, stosy papierów i dokumentów. Edyta śmieje się, że to drugi etat. W Warszawie wynajmuje niewielkie mieszkanie. Pracuje właściwie tylko na czynsz i leczenie. Wyjazd do domu, na Podhale, wymaga dłuższego planowania i odkładania pieniędzy.

„Trudne jest utrzymanie przyjaźni i bliskich relacji, gdy moje dni wypełnione są po brzegi. Nie lubię pytań o chorobę, unikam rozmów na ten temat. Nie chcę być postrzegana tylko przez jej pryzmat, jako ofiara. Bo ja z nią codziennie walczę, nie pozwalam, żeby całkowicie mnie pochłonęła.” - opowiada Edyta

O terapii komórkami macierzystymi Edyta dowiedziała się kilka lat temu z programu Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera”. W programie wystąpiła Ania, młoda dziewczyna z podobnym schorzeniem. Pod wpływem rozmów z Anią Edyta skontaktowała się z dyrektorem Centralnego Banku Komórek Macierzystych w Warszawie. Empatyczny doktor, prekursor przeszczepów komórek macierzystych u dzieci chorych na białaczkę w Polsce, długo i szczegółowo odpowiadał na pytania Edyty. Zachęcił do podjęcia terapii komórkami w połączeniu z rehabilitacją neurologiczną. Tak Edyta trafiła na klinikę w Częstochowie. Nie każdy dostaje pozwolenie na terapię komórkami macierzystymi. Potrzebna jest zgoda Komisji Bioetycznej. Edyta taką zgodę już ma. Brakuje tylko pieniędzy. Koszt terapii to 240 tysięcy złotych – astronomiczna kwota, zupełnie nieosiągalna dla Edyty.

Codzienne życie osób w sytuacji Edyty to tor z przeszkodami. Osoby zdrowe nie mają pojęcia jak wiele jest utrudnień w przestrzeni publicznej. A Edycie coraz ciężej wchodzi się po schodach. Jazda autobusem oznacza nieustanny ból i zesztywnienie. Edyta boi się, że jeśli odpuści i położy się na dłużej, może już nie wstać. Ostatnie badania w Poradni Chorób Mięśni pokazały duże zmiany w mięśniach kręgosłupa i klatki piersiowej. Bez terapii komórkami będzie coraz gorzej.

„Co lubię? Trudne pytanie, tak rzadko mam okazję robić coś bez związku z leczeniem. Oglądam filmy, dokumentalne i historyczne, a szczególnie te, które czyta Krystyna Czubówna. Mogłabym słuchać jej głosu godzinami. - uśmiecha się - jest taki spokojny, kojący.”

Edyta wyznaje, że zawsze lubiła gotować. „To powoli robi się coraz trudniejsze z powodu rosnącego osłabienia mięśni. Dużo kulinarnych umiejętności przywiozłam z Włoch. Nauczyłam się przyrządzać makarony i prawdziwą włoską pizzę. Moje spaghetti carbonara na początku wywołało protesty, ale z czasem cała rodzina polubiła włoskie dania. - mówi Edyta

Edyta wie, że na rodzinę może zawsze liczyć. Ostatnio mama i siostry upiekły 40 ciast na kiermasz dobroczynny w kościele wspierający zbiórkę pieniędzy na leczenie. Trochę się bały, czy ciasta zostaną sprzedane, ale nie zostało ani jedno.

Edyta łatwo się wzrusza. Ma w sobie wrażliwość, która powoduje, że wszystko przeżywa jakby mocniej. Mimo ograniczeń finansowych, nie może powstrzymać się by nie wpłacić chociaż kilku złotych, gdy widzi ludzkie cierpienie, szczególnie bezbronnych dzieci.

„Inni mają jeszcze gorzej, chcę im pomagać. Do kogo mam mieć pretensje, że dotknęła mnie ta choroba? Nie chcę obciążać innych moimi problemami. Nie chcę być ciężarem dla mamy i rodzeństwa.” Niestety czas działa przeciwko Edycie i ten moment może nastąpić, jeżeli nie uda się zebrać pieniędzy na podanie komórek macierzystych.

„Nie tracę nadziei, nie pozwalam sobie na zbyt długie rozczulanie się nad sobą. Moja siła - bo wiem, że jestem silna - pochodzi od Boga i mojej rodziny. To dwa filary, na których mogę się oprzeć. Wierzę, że są wokół mnie ludzie dobrej woli, dzięki którym te pieniądze na terapię uda się zebrać.

Każdy może pomóc Edycie. Wystarczy wejść na www.uratujecie.pli wpłacić na jej zbiórkę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję