Reklama

Niedziela Małopolska

Kraków

List z przyszłości

Międzynarodowy Kongres dla Małżeństwa i Rodziny pt. „Płodność listu, który dotarł z przyszłości: 50 lat Humanae Vitae” to wydarzenie, w którym można wziąć udział 16-18 listopada w Krakowie. Jest nie tylko kierowane do specjalistów, lecz przede wszystkim do zwykłych „zjadaczy chleba”. – Na nich szczególnie nam zależy – mówi, zapraszając na kongres, ks. Paweł Gałuszka, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Krakowskiej.

[ TEMATY ]

rodzina

małżeństwo

Kraków

kongres

encyklika Humanae vitae

materiały organizatorów

MAŁGORZATA CICHOŃ: – Świętowanie półwiecza encykliki św. Pawła VI „Humanae Vitae” i powołanego w tym czasie przez kard. Karola Wojtyłę Wydziału Duszpasterstwa Rodzin, wchodzi w kolejny etap. Przed nami międzynarodowy kongres. Dla kogo jest organizowany?

KS. DR PAWEŁ GAŁUSZKA: – Małżeństwa i rodziny to najważniejsi adresaci tej propozycji. Abp Marek Jędraszewski, będący głównym organizatorem listopadowego spotkania, zaprasza również osoby zajmujące się problematyką małżeństwa i rodziny w pracy zawodowej i posłudze duszpasterskiej, a więc: profesorów, doradców życia rodzinnego, duszpasterzy rodzin z różnych diecezji. Wydarzenie jest otwarte także dla uczestników z zagranicy. Będzie tłumaczone symultaniczne na język angielski i transmitowane na żywo na stronie: kongres.diecezja.pl. Chcemy wydać po nim materiały, które będzie można szeroko rozpowszechniać.

– Czy przeciętny „zjadacz chleba” odnajdzie się na tym międzynarodowym spotkaniu?

Reklama

– Na takim człowieku zależy nam najbardziej! Profesorowie tak czy inaczej dotrą do teksu pokongresowego, a chodzi o to, by „zwykłym” ludziom dać doświadczenie wspólnej refleksji i debaty. Żebyśmy wiedzieli, iż nauczanie Kościoła to coś, czego się wspólnie uczymy i co ściśle wiąże się z doświadczeniem małżeństw i rodzin. By opracować taki temat, można było zgromadzić się w dużo węższym gronie, natomiast kongres jest otwarty na głos osób z zewnątrz. Wpisuje się w misję Kościoła: „Idźcie i nauczajcie”, w której jest miejsce także na dialog, towarzyszenie, wychowywanie do wartości, trwające przez całe nasze życie.

– Bo encyklika Pawła VI, będąca myślą przewodnią kongresu, nie została napisana dla ludzi idealnych...?

– Powstała dla tych, którzy są w drodze, w tym dla osób przeżywających trudności czy dramaty. Kościół ich nie potępia, tylko proponuje drogę ku pełni miłości. Przygotowując kongres, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że encyklika to list, który dotarł 50 lat temu jakby... z przyszłości. Widzimy jego aktualność w dzisiejszej sytuacji, w jakiej żyją małżeństwa czy narzeczeni, odkrywający m.in. wartość naturalnych metod planowania rodziny. „Humanae Vitae” proponuje je jako „narzędzie” pomocne w odpowiedzialnym przeżywaniu rodzicielstwa. Zadbanie o tę kwestię pomaga żyć w prawdzie także w innych sferach.

Reklama

– Czym kierowano się, zapraszając poszczególnych prelegentów, zwłaszcza z zagranicy?

– To znamienici profesorowie, specjaliści w tematyce małżeńsko-rodzinnej. Bogactwem jest ich różnorodne doświadczenie. Wśród nich są wykładowcy akademiccy, m.in.: Włoch, ks. prof. Livio Melina i Niemiec, prof. Stephan Kampowski (obaj związani z Papieskim Instytutem Teologicznym Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną w Rzymie) oraz prof. Deborah Savage (z Uniwersytetu św. Tomasza w Minnesocie w USA). Zaprosiliśmy też naszych rodzimych badaczy, m.in. o. prof. dra hab. Jarosława Kupczaka (Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie). Są też osoby, które „żyją” duchowością małżeńską, jak ks. prał. Renzo Bonetti (Fundacja Mistero Grande z Werony). Gromadzi on wokół siebie wiele małżeństw i proponuje im bardzo ciekawy program duszpasterski. Kapłanowi będą towarzyszyły świeckie osoby z jego wspólnoty. Wśród prelegentów jest też lekarka, dr Anca-Maria Cernea (Stowarzyszenie Lekarzy Katolickich, Bukareszt), która dała się poznać podczas poprzednich synodów poświęconych małżeństwu i rodzinie. Bardzo cieszymy się, że to znakomite grono spotka się w Krakowie!

– W czasie wydarzania nie obędzie się bez dyskusji...

– Będzie możliwość zabrania głosu i podzielania się uwagami – po poszczególnych sesjach przeznaczyliśmy ponad godzinę na merytoryczną, rzeczową dyskusję pod kierownictwem świetnych moderatorów, m.in. prof. Stanisława Grygiela.

– Dobór tematów i prelegentów pokazuje, że bardzo poważnie myślicie o życiu małżeńskim i rodzinnym.

– Niektórzy trochę się boją uniwersyteckiego charakteru kongresu. Ale chodzi o to, żeby sworzyć bazę, którą później wykorzystamy w codzienności. Wiara i intelekt wzajemnie uzupełniają się i nie ma dobrego i pełnego duszpasterstwa, kiedy brakuje odniesienia do wymiaru nauczania. Mam nadzieję, że krakowskie wydarzenie utoruje drogę kolejnym wyzwaniom, ale i będzie kontynuacją tego, co przed laty zamierzył kard. Karol Wojtyła, także w wymiarze duszpasterskim, w parafiach i poradniach.

– Co więc jest głównym celem kongresu?

– Przede wszystkim chcemy pokazać piękno życia małżeńskiego. Powiedzieć, że Kościołowi zależy na szczęściu rodzin. I być może na nowo odkryć drogi, które proponuje, aby to szczęście osiągnąć.


Zgłoszenia na Kongres: Wydział Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Krakowie,

31-004 Kraków, ul. Franciszkańska 3, tel.: 48 577 517 753, e-mail: kongres@diecezja.pl

2018-10-26 14:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kanclerz krakowskiej kurii: gdy nie możemy wyjść na zewnątrz, zwróćmy się do naszych wnętrz

2020-04-07 08:19

[ TEMATY ]

Łagiewniki

Kraków

B. M. Sztajner/Niedziela

W Niedzielę Miłosierdzia Bożego otwarte są wszystkie możliwe zdroje łask. Warto zrobić krok wiary i przekroczyć bramy miłosierdzia

Jeżeli nie możemy wyjść na zewnątrz, zwróćmy się do naszych wnętrz, aby tam odkryć Tego, za którym tęsknimy. A może się okazać, że On tam na nas już od dawna czeka stęskniony - powiedział w ks. Tomasz Szopa. Kanclerz Kurii Metropolitalnej w Krakowie przewodniczył w Łagiewnikach Mszy św. w kaplicy z relikwiami św. Faustyny Kowalskiej i obrazem Jezusa Miłosiernego.

Na początku Mszy św. podkreślił, że nigdy nie jest ona wydarzeniem prywatnym. - Zwłaszcza teraz, kiedy większość wiernych nie może bezpośrednio uczestniczyć w Eucharystii i przyjmować Komunii świętej, ta prawda mocniej dociera do nas, księży. Wiemy, że kiedy odprawiamy Mszę i przyjmujemy Ciało Chrystusa, to robimy to nie dla siebie, ale dla

wszystkich wiernych, dla całego Kościoła, dla całej ludzkości. Teraz staramy się czynić to szczególnie dla tych i za tych, którzy za Jezusem w Eucharystii tęsknią, bo w sakramentalny, fizyczny sposób nie mogą się z Nim spotkać. Tak właśnie chcę odprawić tę Mszę, obejmując jej duchowymi owocami i modlitwą wszystkich, którzy są teraz w swoich domach, a łączą się z nami przez transmisję telewizyjną – mówił duchowny.

Ks. Szopa zastanawiał się, jak być blisko Jezusa, skoro nie można uczestniczyć w liturgii, kiedy właściwie nie można pójść do kościoła i przyjąć Komunii świętej. - Chciałbym zaproponować podpowiedź, na jaką trafiłem kilka dni temu, czytając zapiski Alicji Lenczewskiej, mistyczki ze Szczecina, która zmarła stosunkowo niedawno, w 2012 roku. Podobnie jak św. s. Faustyna, otrzymała ona łaskę bezpośrednich, mistycznych rozmów z Panem Jezusem – wyjaśniał.

Kaznodzieja przytoczył słowa skierowane przez Pana Jezusa do mistyczki: „Dziecko Moje, gdzie jesteś? Czemu pozostawiasz Mnie samego w duszy twojej, czemu uciekasz ciągle ode Mnie na zewnątrz? Czas nagli i jest go coraz

mniej, i trzeba naprawdę pozostawić wszystko, i zacząć tę jedną jedyną pielgrzymkę, jaką masz odbyć i odbywać codziennie: pielgrzymkę w głąb własnej twojej duszy, by odnaleźć w niej Oblubieńca, do którego przecież od tak dawna i tak bardzo tęsknisz”. I dalej: „Będziesz wpatrywać się we Mnie w twoim sercu, a Ja będę czynił w nim ład. Dzień po dniu – przez wiele, wiele dni. I czas ten będzie najbardziej owocnym czasem twojego życia i życia tych, którym pragniesz służyć, o których się troszczysz”.

- Może właśnie czas zewnętrznych ograniczeń, które Pan Bóg dopuszcza, jest okazją i zaproszeniem do tego, abyśmy odkrywali, że każdy z nas jest świątynią Ducha Świętego, a przez tajemnicę Wcielenia głębia serca każdego z nas przechowuje Chrystusa, jak tabernakulum Najświętszy Sakrament. Jeżeli nie możemy wyjść na zewnątrz, zwróćmy się do naszych wnętrz, aby tam odkryć Tego, za którym tęsknimy. A może się okazać, że On tam na nas już od dawna czeka stęskniony – zakończył ks. Tomasz Szopa.

CZYTAJ DALEJ

Bóg przemawia do mnie w ciszy - rozmowa z reżyserem filmu "Usłyszeć Boga" [premiera 07.04 w TVP2]

2020-04-06 08:52

[ TEMATY ]

O. Pio

spowiedź

Medjugorie

Archiwum Jacka Tarasiuka.

Z Jackiem Tarasiukiem, reżyserem i producentem filmowym o Medjugorje, św. o. Pio i tym, jak Bóg może działać przez Facebooka rozmawia Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka: Już we wtorek w TVP2 premiera Twojego najnowszego filmu pt. „Usłyszeć Boga”, który opowiada o niezwykłej mocy sakramentu spowiedzi. Skąd pomysł na film?

Jacek Tarasiuk: W 2018 r. wybrałem się z rodziną do San Giovanni Rotondo. Gdy stanąłem przed konfesjonałem o. Pio poczułem, że zrobię ten film. Po prostu wiedziałem. To był także czas, kiedy modliłem się o kierownika duchowego. I nagle dowiedziałem się, że kiedy będę przed grobem o. Pio, mogę go poprosić o to, żeby nim został. Poprosiłem.

Więc to św. o. Pio Cię zainspirował?

Tak, wiedziałem, że on "duchowo" będzie grał główną rolę w tym filmie.

Jak wyglądały przygotowania?

Trwały pół roku. Na początku, mając cały czas przed oczami konfesjonał o. Pio, w którym działy się niesamowite cuda myślałem o filmie, o wartości spowiedzi świętej. Dzisiaj wielu ludzi pomija ten sakrament. Co chwilę słyszę: jeśli Bóg jest, to On mnie przecież kocha i nie dopuści do mojej zguby... A przecież to my często sami skazujemy się na zgubę. On cały czas na nas czeka, tak jak ojciec czekał na syna marnotrawnego. Pozwolił mu iść przez życie swoją drogą, ale czekał na jego powrót. Wiem, że Bóg nas bardzo kocha. Pozwala na wiele rzeczy - dobrych i złych, jakie czynimy na świecie - bo dał nam nieograniczoną wolność, ale nadal jeszcze cierpliwie czeka...

Czyli na początku była wizja….

Tak – od tego się zaczęło. Właściwie poprzez o. Pio powierzyłem prace nad całym filmem Duchowi Świętemu. Niejeden z branży, słysząc to, oburzyłby się, że niby co - nie miałem planu? A ja zwyczajnie – po prostu zacząłem słuchać.

Czego doświadczyłeś, pracując nad filmem?

Dawno temu pewien mądry kapłan powiedział mi, że są trzy rodzaje myśli: nasze, te „z góry" i te fałszywe, zdradzieckie, których powinniśmy się wystrzegać. One pochodzą od złego ducha. Na każdym etapie naszego życia, by nie dopuszczać do swego umysłu ostatniego rodzaju myśli, należy pamiętać o sakramentach: spowiedzi świętej i Eucharystii. Ważne jest, by uczyć się rozpoznawać rodzaje myśli, które w sobie mamy. Dalszy etap to kontrola tych myśli. To jest trochę tak, jak na przejściu granicznym, chroniącym kraj przed zarazą. Pewnych myśli się nie dopuszcza. Dalej, gdy wołasz do Niego - w sercu zaczynasz słyszeć. Ja cały czas pytałem i czekałem na odpowiedź. Co mam robić? Kto ma wystąpić w filmie? Gdzie mam pojechać? Odpowiedzi zawsze przychodziły. Jestem przekonany, że od Ducha Świętego.

W filmie zobaczymy m.in. klasztor kapucynów w małopolskim Tenczynie, sanktuarium w Medjugorje i miejsce szczególnie związane ze św. o. Pio – San Giovanni Rotondo. Przypadkowe zestawienie?

Ja nie wybrałem o. Pio, to on wybrał mnie. W końcu to mój kierownik duchowy. Trudno sobie to wyobrazić, ale tak jest. O. Pio wybrał Tenczyn, dokładnie wskazał kapucyna, który ma wystąpić w tym filmie - o . Romana Ruska. Przyznam, że są nawet podobni do siebie. O. Pio wybrał też siostrę Bartłomieję. Pomimo moich wątpliwości, czy wątki poruszane przez bohaterów będą się dobrze uzupełniały, o. Pio wskazał mi właśnie ją.

W jaki sposób?

Gdy kontaktowałem się z s. Bartłomieją przez Facebooka, zobaczyłem na jej profilu zdjęcie o. Pio, wstawione niecałą godzinę wcześniej. To była godzina mojej niewiary, mojego zastanawiania się. Zatem kiedy o niej pomyślałem, ona jakimś dziwnym trafem wstawiała właśnie zdjęcie o. Pio. Takich widzialnych wskazówek dostałem wiele.

A dlaczego Medjugorie?

To kolejna zagadka dla mnie. Zastanawiałem się, czemu mam tam jechać. Wiedziałem, że powinienem, ale nie wiedziałem, co mam w tamtym miejscu nagrać. Bóg miał swój scenariusz. Po kilku miesiącach pracy nad nakręconym materiałem okazało się, że On zaplanował z tego dwa filmy. Prace nad drugim właśnie zamykam. Niebawem będziemy go mogli zobaczyć także na antenie TVP. Film "Grzech", bo o nim mowa, doskonale uzupełnia ten pierwszy film "Usłyszeć Boga".

W jaki sposób człowiek może usłyszeć w sobie to, co mówi do niego Bóg?

W filmie siostra Bartłomieja mówi: "Każdy z nas ma w swoim sercu miejsce, w którym mieszka Bóg". Pytanie: co ty z tym zrobisz – pokochasz Go, czy zaczniesz z Nim walczyć? Możesz próbować Go zagłuszyć. Albo pokładać w Nim nadzieję. Wtedy On wypróbuje twoją miłość. Masz wiele możliwości. Ale pamiętaj - jesteś jego najukochańszym dzieckiem i cokolwiek by ci świat nie mówił, On mieszka w twoim sercu. A gdy Go wyprosisz... zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: kim jesteś. On ci zada to samo pytanie przed twoją śmiercią.

Wielu powie, że w dzisiejszym świecie trudno usłyszeć Boga.

Myślę, że do niedawna było to wręcz niemożliwe. By usłyszeć Boga, musimy wyjść na pustynię. Kiedyś miałem możliwość przebywać na pustyni Wadi Rum w Jordanii, miejscu, które jest uznane za jedno z najcichszych miejsc na świecie. Cisza rzeczywiście przenikała cały umysł i ciało. Po jakimś czasie człowiek czuł się nieswojo.

Żyjemy w czasach, gdzie smakowanie prawdziwej ciszy graniczy z cudem…

To prawda. Gdy tylko zatrzymamy się, świat zewnętrzny natychmiast się o nas upomina. Radio w samochodzie, tłumy na ulicach, telewizor w domu, internet w komórce. A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na rozmowę z Bogiem? Ale tak było do niedawna. Teraz przez pandemię świat nagle się zatrzymał i wszyscy doświadczamy tej ciszy. Co z nią zrobimy? Jak ją wykorzystamy? To od nas zależy, czy usłyszymy w niej Boga.

Premiera filmu dokumentalny „Usłyszeć Boga” we wtorek 7.04.2020 r. w TVP2 o godz. 22:55.

Prezentujemy zwiastun filmu:

CZYTAJ DALEJ

Więzień Jezus i Jego uczeń, Stefan – Wielki Tydzień z kard. Wyszyńskim

2020-04-07 13:07

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja

Prymas Tysiąclecia

z arch. Biura Prasowego Archidiecezji Warszawskiej

W 33 r. zgraja mężczyzn, dowodzona przez Judasza, która chciała aresztować Jezusa, wtargnęła w nocy do ogrodu za potokiem Cedron. Z kijami i mieczami rzucili się na Niego, aby Go pojmać i uwięzić.

W ciemności nocy odwaga tanieje, liczba świadków zdarzenia redukuje się do minimum, a więzień nie ma dość siły, by się bronić. Zło czuje się bezkarne. Oprawcy nie muszą patrzeć ofiarom w oczy.

Późnym wieczorem 25 września 1953r. zgraja mężczyzn w czarnych płaszczach „z ceraty” dobijała się do bramy domu przy ul. Miodowej w Warszawie. Wtargnęli do domu oburzeni faktem, że drzwi nie zostały natychmiast otwarte państwowym urzędnikom. Byli uzbrojeni. Odczytali dokument aresztowania i zabrali kard. Stefana Wyszyńskiego w nieznane.

Rywałd – pierwsza stacja Więźnia

Od północy, po nagłym aresztowaniu, Prymas jechał w nieznane. Po drodze nie mógł odczytać żadnych drogowskazów, orientował się tylko, że wiozą go w kierunku Grudziądza. Czuł, że grozi mu ogromne niebezpieczeństwo, miał prawo spodziewać się wszystkiego. Rankiem, 26 września 1953 r. wprowadzono go do pokoju franciszkańskiego klasztoru w Rywałdzie. Zobaczył miskę z wodą po myciu, niepościelone łóżko, otwartą na pół walizkę i stos książek na podłodze. Władze działały w pośpiechu, wyrzuciły poprzedniego lokatora nie dbając o detale. Dwa okna, które wychodziły na podwórze, zaklejono gazetą. Na ścianie Prymas dostrzegł obraz z podpisem: „Matko Boża Rywałdzka, pociesz strapionych”. „Był to pierwszy głos przyjazny, który wywołał wielką radość. (…) „Sprawa Chrystusowa” trwa blisko dwa tysiące lat i za tę sprawę ludzie siedzą do dziś w więzieniach” – zanotował w „Zapiskach więziennych” pod datą 4 października.

W tym samym dniu „erygował” na ścianie Drogę Krzyżową. Napisał ołówkiem nazwy stacji Męki Pańskiej i każdą oznaczył krzyżykiem. 25 września 1953 r. rozpoczęła się jego droga krzyżowa i od razu włączył ją w Drogę Jezusa. Nie skupił się na niebezpieczeństwie i sytuacji, w której się znalazł. Skupił się na Tym, który pierwszy został pojmany bez procesu i wyroku. Rozpoczęło się Jego „zanurzanie” w Bogu.

W Rywałdzie spędził siedemnaście dni. Dzień i noc pilnowało go około 20 funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Wieczorem 12 października dostał pół godziny na spakowanie rzeczy i znów powieziono go w nieznane. Więzień na Drodze Krzyżowej nie ma żadnych praw.

Stoczek Warmiński – stacja druga

Prymas całą drogę modlił się i próbował odczytywać kierunek podróży. W Stoczku Warmińskim, w opuszczonym klasztorze Księży Marianów, zastał księdza i siostrę zakonną, którzy mieli służyć mu pomocą. W rzeczywistości – jak potwierdziły dokumenty zgromadzone przez IPN – byli tajnymi współpracownikami UB. W trójkę spędzili tu rok z trzyletniego uwięzienia Prymasa. Rok w twierdzy, którą funkcjonariusze MBP zrobili z klasztoru. Pilnowali go wewnątrz i na zewnątrz budynku. Aby zagwarantować brak kontaktu z otoczeniem z sąsiedztwa wysiedlono proboszcza i mieszkańców dwóch domów. Budynek ogrodzono wysoką siatką a w nocy oświetlono reflektorami. Wybudowano 12,7 km płotu uzbrojonego w materiały wybuchowe. W sumie pilnowało Prymasa 90 żołnierzy.

Sygnały świetle w tzw. pokoju techniki meldowały o najmniejszym poruszeniu się Więźnia. Podsłuchy były umieszczone w kaloryferze, lampie i drzewie w ogrodzie.

Zima 1954 r. w Stoczku była dla Kardynała bardzo trudna. W domu panował ziąb. Stare piece zatykały się, dymiły od sadzy, szybko stygły i nie dawały ciepła. Prymas zanotował w „Zapiskach więziennych”, że przez całą zimę w Stoczku miał zmarznięte ręce i nogi, nie mógł pracować przy stole, bo mimo otulenia pledem był zziębnięty do kości. W łazience w piecu w ogóle nie dało się rozpalić, więc mycie odbywało się w całkowitym zimnie. Pokoje na dole nie były w ogóle ogrzewane. Co kilka dni z ich wnętrza wyrąbywano sterty lodu. Ściany korytarzy pokrywała gruba warstwa mrozu. Prymas zanotował, że noce były tak zimne, że nogi nie rozgrzewały się pod kołdrą. Puchły mu ręce i oczy. Bolała głowa, brzuch i plecy w okolicach nerek. Przetrwał zimę wciąż chorując, pozbawiony właściwych leków. W kwietniu komendant wyraził zgodę na komisję lekarską, ale lekarze zjawili się dopiero miesiąc później.

„W końcu alei grabowej, w grupie lip, w większości podpiłowanych i odrutowanych, wznieśliśmy krzyż, złożony z dwóch kijów przewiązanych drutem kolczastym. Powstała w ten sposób „kalwaria”, jako cel naszych wędrówek, ogrodzona kamieniami i cegłami” – pisał Prymas w „Zapiskach więziennych”.

Wielkanoc 1954 r. - przygotowania

Pierwsza Wielkanoc w więzieniu wypadała 19 kwietnia. Dla więźniów, zdanych tylko na swoje towarzystwo i nękania „opiekunów” nie był to jednak czas beznadziei, Prymas dbał o dyscyplinę duchową. „W naszej kapliczce odprawiliśmy sobie we troje rekolekcje przed uroczystością wielkanocną. Rozważania były osnute na tle Tomasza à Kempis „O naśladowaniu”. Myślą przewodnią była ascetyka więzienia jako nadzwyczajnego środka stosowanego przez Opatrzność do uświęcenia ludzi od początków chrześcijaństwa. Chrześcijanie zaczęli „karierę” więźniów bardzo wcześnie, bo od czasów pierwszych kazań świętego Piotra Apostoła w Jerozolimie” – zanotował Prymas. W Stoczku powstały też cztery teksty Drogi Krzyżowej, które ukazały się drukiem pt. „Via crucis. Szkice więzienne” w 2011 r. To tam wołał Więzień – Prymas rozważając pomoc Szymona w niesieniu krzyża: „Wszystkie Szymony Chrystusa to: Ojciec Święty, biskupi i kapłani, zakonnicy, wierni katolicy, wspierający Chrystusa”.

Tęsknota za tymi, których Pan powierzył

Pod datą 15 kwietnia 1954 r., kard. Wyszyński zanotował wzruszające wyznanie tęsknoty pasterza za powierzonymi mu owcami: „Wielki Czwartek. Sercem i myślą jestem w archikatedrze, wśród duchowieństwa i wiernych. Modlę się o to, by mój następca przy ołtarzu, przy konsekracji olejów i przy mandatum, czynił to lepiej niż ja; by obdzielał kapłanów Ciałem Chrystusa, wszczepiając w nich ducha jedności diecezjalnej”. Modlitwa o jedność dość często pojawia się w intencjach Prymasa. On wiedział, na jakie naciski narażeni są jego najbliżsi współpracownicy i hierarchowie Kościoła w Polsce po jego aresztowaniu i uwięzieniu. Rozumiał jak wielkiego wsparcia modlitewnego potrzebują. Przeczuwał, choć nie dostawał żadnych wiadomości. Nie czytał gazet, nikt go nie odwiedzał i nie otrzymywał listów. Modlił się za „opiekunów” więziennych i nieprzyjaciół tak, jak Jego Mistrz przed laty: „Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Prudnik Śląski – stacja trzecia

W październiku 1954 r. samolotem przewieziono Prymasa do Prudnika, gdzie klasztor Franciszkanów zamieniono na nowy „obóz izolacyjny”. Tu Prymas spędził cały rok, zanim, na mocy rządowego rozporządzenia, przeniesiono go do Komańczy. Tu również był strzeżony przez wojsko i UB, inwigilowany i podsłuchiwany. W marcu 1955 r. w grzejniku centralnego ogrzewania sam znalazł podsłuch.

3 kwietnia 1955 r. zapisał: „Niedziela Palmowa. Serce i myśl wyrywają się do archikatedry Świętego Jana, by stanąć na progu i doznać radości wspólnej modlitwy. Trzeba jednak powstrzymać serce i myśl. Niech będzie tu, gdzie Bóg pozwala więzić ciało. Nie chcę, Ojcze, nawet przez to dążenie do najlepszych uczuć być przeciwny woli Twojej. Pozwoliłeś zamknąć mnie wśród tych drutów, pozwoliłeś, by moja Katedra pozostałą i dziś bez mojej służby – Fiat voluntas Tua. Serce, wróć i nie przekraczaj granic murów, pozostań wierne Bogu, jak ciało jest uległe i spogląda tylko ku niebu, gdyż ono nie jest odrutowane”.

W Wielki Czwartek znów, jak rok wcześniej w Stoczku, tęsknił: „Dzień Ostatniej Wieczerzy, dzień ustanowienia Eucharystii, pierwszej Mszy świętej, pierwszej Komunii świętej i pierwszych święceń kapłańskich – najbardziej kapłański dzień, całą duszę kapłańską bierze w soje ramiona i upomina się o czyny, do których jest powołany. Chrystus chciał być dziś z uczniami swoimi. Jak wielką męką dla biskupa jest być z dala od swoich kapłanów, od swojej katedry i diecezji. Żaden z tych dni niewoli nie udręczy tak, jak ten dzień. Jak wielkiego wysiłku pokory i uległości potrzeba, by przeżyć ten dzień w duchu, jakiego ojciec ode mnie ma prawo oczekiwać. Jak bardzo niegodny się czuję tej łaski ołtarza, do którego tak śmiało przystępowałem… Dziś to czuję”. Zanotował też czułe, szczere, a jednak rozdzierające serce wyznanie Chrystusowi:

„Najdroższy Nauczycielu i Wodzu, nie mogę spełnić powinności mojej, gdyż nie mogę na klęczkach omywać nogi tych dzieci moich, które mi dałeś… (…)Pozwól mi przejść na kolanach przez Krakowskie Przedmieście, a uczynię to bez zwłoki”. W zeznaniach księdza – współwięźnia możemy przeczytać, że Prymas walczył ze smutkiem i zgryzotą, nie poddawał się naciskom, dbał o dyscyplinę dnia – wstawał codziennie o godz. 5.00 – kilka godzin modlił się, pracował, ale zdarzało się też, że płakał.

„Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i w Komańczy…” – stacja czwarta

W Komańczy zamieszkał na pierwszym piętrze klasztoru sióstr nazaretanek, na końcu lewej części korytarza. Tu przeżył ostatnie Triduum i Wielkanoc jako więzień. Tu był otoczony życzliwością i troską sióstr, ale jednak wciąż cierpiał. Od momentu aresztowania schudł 20 kg, był blady, wycieńczony i obolały. Nosił w sercu jakąś ranę. Próbował leczyć doświadczenie opuszczenia miłością i modlitwą, ale na jego twarzy wciąż obecny był ten cień smutku, o którym mówiła później jego siostra Julia Wyszyńska. W Wielki Czwartek 1956 r. pisał: „Wieczysty Kapłanie – gorąco pragnąłeś pożywać Twoją Paschę z uczniami. Twoje gorące pragnienie jest tak bardzo kapłańskie, wyrasta ze wspólnoty rodziny kapłaństwa, którego jesteś Początkiem i Źródłem. I ja „pragnę pragnieniem” męki kapłana, któremu też dałeś uczniów. Ale pomimo tak gorącego pragnienia, nie jest dana memu sercu kapłańskiemu ta pociecha, której z woli Ojca doznałeś w wieczerniku. Tyś doznał ulgi, rozdając Eucharystię uczniom swoim. Moja męka kapłańska nie skończy się tak radośnie. Muszę ją przeżyć sam, bez współdziałania moich uczniów”.

***

Więziono go przez trzy lata – bez procesu, śledztwa a nawet aktu oskarżenia. 26 października 1954 r. napisał list do Bieruta z prośbą o zwolnienie go ze względu na stan zdrowia. Nie otrzymał odpowiedzi. Do końca życia modlił się w intencji Bieruta, nosił kartkę z modlitwą w brewiarzu. Kulisy aresztowania Prymasa Tysiąclecia ujawnił na antenie Rozgłośni Polskiej RWE zbiegły na Zachód wysoki funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, ppłk. Józef Światło: „Jak wszystkie decyzje w sprawie polityki kościelnej w Polsce, tak i ta decyzja zapadła w Moskwie. Bierut i Franciszek Mazur odpowiedzialny w Biurze Politycznym za walkę z kościołem pojechali jeszcze za życia Stalina po instrukcje. W rozmowie Bierut nalegał na natychmiastowe aresztowanie kardynała, ale Stalin stwierdził, że czas jeszcze na to nie nadszedł.” – relacjonował Józef Światło.

Kard. Wyszyński „Zanurzony” w Bogu przeszedł swoją trzyletnią Drogę Krzyżową. Czy spotkał na niej Weronikę? Szymona? Płaczące niewiasty? Z całą pewnością wciąż spotykał Matkę. 8 grudnia 1953 r. w Stoczku dokonał Aktu Osobistego Oddania się Matce Bożej i „wszystko postawił na Maryję”.

„Cóż mi pozostaje? Tracić nadzieję w sens mojej ofiary? Raczej przeciwnie: bardziej świadomie oddawać swoje cierpienie Kościołowi, by przez ofiarę wyjednać u Boga miłosierdzie i odrobinę odpocznienia dla utrudzonych ludzi”.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję