Reklama

Droga po jedność

29-letni Australijczyk Samuel Clear postanowił pieszo przejść przez kilka kontynentów i głosić potrzebę modlitwy o jedność chrześcijan. Był już w obu Amerykach, Azji, teraz jest w Europie. Droga, którą przemierza, zaprowadziła go także do granic naszej diecezji

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Przez Andrychów, Międzybrodzie, Żywiec, Węgierską Górkę i Zwardoń na przełomie lutego i marca wędrował niecodzienny pielgrzym. Dla znajdujących się tu chrześcijańskich wspólnot niósł posłanie zjednoczenia. Po drodze zawitał do kilku kościołów, spotykał się z kapłanami i wiernymi.
- Towarzyszyłem Samowi na trasie Andrychów - Żywiec - wspomina Wojciech Solecki z bielskiej wspólnoty charyzmatycznej Miasto na Górze. - Było to 2 marca. Zaraz po wyjściu z Andrychowa w pobliskich Roczynach wzięliśmy udział w Mszy św. Strasznie długo trwało kazanie, pewnie były to nauki rekolekcyjne. Później, już w Międzybrodziu, odwiedziliśmy tamtejszego proboszcza. Zaskoczenie było wielkie. Proboszcz wspominał, że przed chwilą mówił parafianom o Samie. Pani gospodyni trzymała się za głowę i nie mogła uwierzyć, że Samuel trafił do Międzybrodzia.
O tym, że w ogóle ktoś taki jak Sam Clear istnieje i że będzie szedł przez Podbeskidzie, ludzie ze wspólnoty dowiedzieli się od jednego ze swoich członków, mieszkającego obecnie w Australii. Postanowili wtedy, że zrobią coś dla pielgrzyma z Antypodów, tj. znajdą dla niego noclegi. Dzięki ich zapobiegliwości Sam miał gdzie bezpłatnie spać w Lublinie, Krakowie, Cięcinie i dwukrotnie w Bielsku-Białej. W Bielsku-Białej spędził zresztą jeden z nielicznych wolnych od marszu dni. Może nie tak do końca wolnych, bo 1 marca w klubie „Arka” wziął udział w spotkaniu ze studentami z grupy duszpasterskiej „Sens”, a dzień wcześniej z młodzieżą w kościele św. Maksymiliana Kolbego w Aleksandrowicach.
- Z Samem kontaktowaliśmy się za pośrednictwem internetu - kontynuuje towarzysz Sama na podbeskidzkim etapie pielgrzymki. - W ten sposób przekazaliśmy mu numer telefonu kontaktowego i czekaliśmy na odzew. Zadzwonił do nas 29 lutego z Andrychowa. Stamtąd przewieźliśmy go samochodem do Bielska-Białej. Na miejscu zaproponowaliśmy, by powiedział swoje świadectwo podczas czuwania młodych, które organizowali ludzie z naszej wspólnoty. Szczerze mówiąc, organizatorów trochę tym zaskoczyliśmy. Przywieźliśmy im człowieka do wykorzystania, a oni zastanawiali się, czy jego słowa będą korespondowały z przygotowanym przez nich programem. Hasło czuwania brzmiało: „A ja, dokąd ja mam iść?”. Nie mogło więc być mowy, by Sam źle wpisał się w tę formułę - z humorem o całej sytuacji mówi W. Solecki.
To, że w Bielsku-Białej Australijczyk pozwolił sobie na cały dzień odpoczynku, było podyktowane nadrobionymi kilometrami w Stanach Zjednoczonych. W USA okazało się bowiem, że jego rozpiska marszu nie pokrywała się z liczbą dni legalnego pobytu, jakie gwarantowała mu wiza. Musiał więc wytyczyć sobie dłuższe odcinki do pokonania, niż pierwotnie zakładał, żeby tylko zdążyć przed czasem wygaśnięcia wizy. Efektem tego przyśpieszenia był rekord trasy, tj. 81 km pokonanych w ciągu jednego dnia.
- Sam idzie średnim tempem. Wspominał nawet, że wynosi ono ok. 5 km/h. I pewnie tyle było na naszej trasie do Żywca - mówi W. Solecki.
Opuszczając granice administracyjne naszej diecezji, a zarazem granice Polski, Sam stał się bohaterem programu telewizyjnego, który zrealizowała redakcja programów katolickich TVP. Jego emisja planowana jest w ramówce „Znaków czasu”, najprawdopodobniej 12 kwietnia.

Wewnętrzny głos

14 miesięcy w drodze nie wzięło się znikąd. Wpierw była lektura książki, w której eks-pastorzy ze wspólnot zielonoświątkowców i baptystów, a obecnie katolicy, opisywali odrzucenie, z jakim spotkali się ze strony swych dawnych współbraci. Ta lektura wstrząsnęła młodym Australijczykiem na tyle, że postanowił zrobić coś dla idei ekumenizmu. Wtedy, modląc się przed tabernakulum, usłyszał wewnętrzny głos, wzywający go do pielgrzymowania w intencji jedności chrześcijan. Nie zamierzał jednak nic robić na wariata. Postanowił skonsultować tę Bożą propozycję z pięcioma najbliższymi i najbardziej zaufanymi osobami, w tym ze swoim biskupem. Wszyscy zachęcili go do wytrwania w zamiarze podjęcia misji. Z całego grona największym pragmatyzmem wykazał się jego ojciec: - Synu, załatw sobie dobre buty - powiedział. I rzeczywiście, dla człowieka noszącego rozmiar 50 była to dobra rada. Sam wykończył właśnie trzecią parę specjalnie zamówionego dla siebie obuwia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Czas podróży

Reklama

Przed wyruszeniem na pielgrzymkę Sam trenował przez cały rok. Dużo chodził, biegał, pływał. Jako człowiek uprawiający niemal wyczynowo sport, w tym koszykówkę i nader brutalny futbol australijski (nie mylić z piłką nożną), dość dobrze zadbał o kondycję. Żeby zabezpieczyć finansowo realizację misji, Australijczyk sprzedał samochód terenowy i motor. W grudniu 2006 r. wyleciał z Antypodów do Brazylii, skąd rozpoczął pielgrzymkę. Na swej drodze spotykał ludzi dobrych i złych. Przekonał się, że nie tylko podejście do religii dzieli ludzi, ale i kolor skóry.
W Meksyku odbierano go jako Amerykanina i obrzucano wyzwiskami oraz kamieniami. W Amazonii widziano w nim gringo (obcokrajowca) i wypraszano poza teren wioski. Zaś w Wenezueli kilkukrotnie przystawiano mu pistolet do głowy - raz, bo usiadł do lunchu przy hacjendzie bez poinformowania właściciela o swych zamiarach, przez co ten go wziął za potencjalnego złodzieja; a za drugim razem, bo widziano w nim źródło łatwych pieniędzy. W obu tych przypadkach sprzyjało mu szczęście. Właściciel hacjendy dał się przekonać, że ma do czynienia z misjonarzem i później nawet zapraszał go na obiad, a bandyci, którzy go napadli, dali się złapać policji, której patrol dosłownie znikąd pojawił się w miejscu zdarzenia.
Pomimo swych 196 cm wzrostu Sam jeszcze kilkakrotnie znajdował się w opałach. W Ameryce Łacińskiej dwóch zbirów próbowało mu zagrodzić drogę. Przebiegał więc między pojazdami z jednej na drugą stronę jezdni, ale przestępcy nie dawali za wygraną. W końcu postanowili się rozdzielić. Wtedy Sam staranował jednego z nich i uciekł. Podobnie było na Białorusi. Tam dwóch pijaczków też postanowiło wzbogacić się jego kosztem. Atak został odparty, ale kosztowało go to utratę kijków teleskopowych i kontuzję dłoni.

Boże błogosławieństwo

Samuel Clear opiekę Niebios ma chyba wykupioną w specjalnym „pielgrzymim pakiecie”. Nie ucierpiał nawet, gdy w USA nadepnął na grzechotnika, który wygrzewał się na asfalcie. Nie zauważył go, bo był akurat zajęty otwieraniem jogurtu. Kiedy jednak noga trafiła na gada, wykonał unik, dzięki czemu uratował życie. Kły węża jedynie przeszyły powietrze na wysokości kolana. Całe to zajście Australijczyk tak skomentował w swoim internetowym pamiętniku: - „Jackie Chan (mistrz wschodnich walk) byłby ze mnie dumny. Nie dlatego, że dobrze wykonałem unik, ale że nie wylałem ani kropli jogurtu”. Podobne szczęście towarzyszyło mu również przy spotkaniach z pumą i skorpionem, a także z jednym z chrześcijańskich pastorów. Ten, gdy usłyszał, w jakiej intencji Australijczyk pielgrzymuje, powalił go na ziemię i zaczął odprawiać nad nim egzorcyzmy. Jak się okazało, nie poskutkowały. Sam od tamtej pory przemierzył już Kanadę i Rosję (jej azjatycką część pokonał koleją transsyberyjską). Za sobą ma także Białoruś, Polskę, Słowację i Austrię. Teraz kieruje się do Rzymu, mając nadzieję na spotkanie z Benedyktem XVI. Biorąc pod uwagę jego szczęście, pewnie będzie na prywatnej audiencji u Papieża.
Ze stolicy Włoch Sam planuje przewędrować przez Francję do Hiszpanii, gdzie w połowie lipca zakończy swą pielgrzymkę. Meta ma się znajdować w sanktuarium św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela.
Z Hiszpanii młody Australijczyk odleci samolotem na Antypody, by wziąć udział w spotkaniu z Benedyktem XVI podczas Światowego Dnia Młodzieży. Tam ma złożyć świadectwo o swojej wędrówce. Zaprezentuje też materiał filmowy z trasy, którą pokonał.

I po co to?

Sam, jak twierdzi, nie liczy, że jego pielgrzymka zaowocuje natychmiast jednoczącymi się wspólnotami chrześcijańskimi. W Bielsku-Białej w rozmowie ze studentami mówił wyraźnie, że tylko od Boga zależy, kiedy to nastąpi. Nie wykluczał też, że my tego czasu nie doczekamy. - Nawet Abraham nie zobaczył za swego życia, jak Bóg z jego potomstwa czyni wielki naród - podkreślał. Mimo to, zarówno w kościele w Aleksandrowicach, jak i w klubie „Arka” prosił o modlitwę w intencji zespolenia rozdzielonego Kościoła Chrystusa, najlepiej o godz. 16.01 (fonetyczne odczytanie godziny „four one” jest zbieżne ze słowami oznaczającymi w języku angielskim zwrot: dla jedności - „for one”). Na pytanie, jak widzi tę jedność, odpowiadał krótko: - To nie może być jedynie tolerancja, czyli wzajemne znoszenie się. To musi być wzajemna miłość - twierdził z przekonaniem Australijczyk.
Prosta prawda, ale jak ciężko przyswajana. Dlatego, by ją przypomnieć, warto zedrzeć trochę par butów i odmówić tuziny zdrowasiek. W końcu, w myśl Jezusowej przypowieści, zasiane ziarno musi kiedyś wzejść.

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

PILNE. Arcybiskup metropolita częstochowski powołuje Niezależny Zespół Prawno-Historyczny

2026-02-20 13:14

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

archidiecezja częstochowska

Karol Porwich/Niedziela

Abp Wacław Depo

Abp Wacław Depo

W komunikacie z dnia 20 lutego br. arcybiskup metropolita częstochowski powiadomił, iż powołuje Niezależny Zespół Prawno-Historyczny w Archidiecezji Częstochowskiej, którego zadaniem będzie badanie archiwaliów oraz ocena podejmowanych w przeszłości działań wobec informacji o przestępstwach.

Zespół tworzony przez arcybiskupa metropolitę częstochowskiego ma być zespołem ekspertów, którzy w sposób profesjonalny dokonają badania zbiorów archiwalnych, przeanalizują podjęte wcześniej działania oraz przyjmą sygnały o ewentualnych krzywdach lub zaniedbaniach. Nie będzie żadną formą komisji śledczej lub trybunału, ale organem dokonującym kwerendy, obiektywnej oceny podjętych czynności lub ich zaniechania, a także opracowującym wytyczne co do koniecznych działań. Przedmiotem badań będą zarówno zarzuty o przestępstwa wobec nieletnich, ale także wobec dorosłych.
CZYTAJ DALEJ

Post dobrze łączy się z jałmużną i z modlitwą

2026-01-22 11:25

[ TEMATY ]

rozważania

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

Iz 58 należy do części księgi związanej z czasem po powrocie z wygnania. Trwa post i modlitwa, a równocześnie trwa krzywda ubogich. Prorok dostaje polecenie: „Wołaj na całe gardło”. To mowa publiczna, w tonie upomnienia. Lud pości i pyta, czemu Bóg „nie widzi”. Odpowiedź dotyka dnia pracy. W dzień postu załatwia się interesy i „uciska” robotników. Pojawia się spór i przemoc. Zewnętrzne znaki żałoby zostają nazwane: skłanianie głowy „jak sitowie” i leżenie w worze z popiołem. Hebrajskie określenie sitowia oznacza trzcinę bagienną, łatwo uginającą się pod palcami. Prorok pokazuje więc gest, który można wykonać bez przemiany życia. „Post, który wybieram” zostaje opisany czasownikami wyzwolenia. Należy rozwiązać więzy nieprawości, zerwać jarzmo, wypuścić uciśnionych. Potem idą czyny bardzo konkretne. Należy dzielić chleb z głodnym, wprowadzić pod dach biednych tułaczy, okryć nagiego, nie odwracać się od człowieka „z własnego ciała”. Hebrajskie bāśār oznacza także krewnego, więc odpowiedzialność zaczyna się najbliżej. Wers 8 używa obrazu świtu. Światło wschodzi, a „chwała Pana” idzie z tyłu jako osłona. W 9a pada obietnica: „Oto jestem” (hinneni). To słowo pojawia się w Biblii jako odpowiedź gotowości, na przykład u Samuela w noc powołania. Prorok ukazuje post, który otwiera drogę do wysłuchanej modlitwy i do uzdrowienia relacji społecznych. W wersecie 1 pojawia się obraz trąby. Hebrajskie skojarzenie prowadzi do szofaru, rogu używanego do ogłaszania świąt i alarmu. Ten sam dźwięk ma obudzić sumienie wspólnoty. W tle stoją także posty pamięci po katastrofie, o których mówi Za 7-8.
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: „Wierzysz w to?”

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

Wiara nie jest pewnością, że wszystko się ułoży. Jest decyzją zaufania Osobie. Nawet jeśli serce drży, można powiedzieć: wierzę. I to wystarczy na dziś.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję