Reklama

Father

20 lat temu 17 marca 1988 r. odszedł do Stwórcy ks. Józef Zdanowicz. Był on nie tylko moim stryjem, ale również opiekunem, nauczycielem i przyjacielem. Najdroższym z drogich. Takim był, jest i pozostanie w mojej pamięci

Niedziela podlaska 13/2008

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W lipcu 1969 r. zmarł mój ojciec Antoni Zdanowicz. Tuż po pogrzebie (akurat tej chwili nie pamiętam, ale znam ją z opowieści) stryjek poprosił nas, tzn. mnie i dwóch moich starszych braci, do swego pokoju. Powiedział wówczas, że odtąd będzie się nami opiekował i że możemy nazywać go Father, co po angielsku znaczy ojciec. Stryjek miał wtedy 72 lata, ja miałem 4.
Ilekroć chorowałem i leżałem w łóżku, już w godzinach rannych Father pojawiał się z naręczem książek, siadał przy mnie i czytał. Do obiadu słuchałem angielskich bajek i opowiadań. Dlaczego angielskich? Stryjek znał w mowie i piśmie m.in. właśnie jęz. angielski, jęz. niemiecki i jęz. francuski. Udzielał z tych języków licznych korepetycji i stąd w naszym wspólnym domu obok klasyki polskiej czy rosyjskiej było pełno książek zachodniojęzycznych.
Mieszkańcom Sokółki (obecna archidiecezja białostocka) i okolic znany był doskonale jako tłumacz z tychże języków. W każdy dzień tygodnia odwiedzało go od kilku do kilkunastu osób. A to po to, by zamówić Mszę św., a to, by na przykład coś przetłumaczyć, napisać list, pismo urzędowe, a to, by porozmawiać i poradzić się w jakiejś ważnej sprawie. Father nie potrafił nikomu odmówić i ludzie to czuli. Przychodzili zarówno katolicy, prawosławni, muzułmanie, jak i niewierzący.
Nie do przecenienia jest dla mnie fakt, że Father był przy mnie codziennie przez 20 lat. Każdego dnia o każdej porze mogłem liczyć na jego dobroć, mądrość, wiedzę, uśmiech czy żart. Po prostu tak było. A przecież lat mu nie ubywało, wręcz przeciwnie. Niemal do końca swych dni był w znakomitej formie fizycznej i umysłowej. Dbał o to. Odkąd sięgam pamięcią, prowadził iście spartański tryb życia. Wstawał o godz. 2 nad ranem, modlił się, gimnastykował, słuchał radia. Ok. godz. 5 wychodził do kościoła, by jako pierwszy w świątyni pw. św. Antoniego Padewskiego w Sokółce odprawić Mszę św.; później było to ok. godz. 6. Mszę św. celebrował nieodmiennie przy bocznym ołtarzu św. Michała Archanioła. W niedziele i święta przez ponad 20 lat stryjek spieszył do Sióstr Eucharystek, gdzie w tamtejszej kaplicy o godz. 8 wierni mogli liczyć na ofiarę Eucharystii.
Po powrocie ze świątyni Father spożywał śniadanie, zawsze bardzo skromne; zresztą nigdy nie jadł za wiele, były to wręcz głodowe racje. Moja mama, która przygotowywała posiłki, toczyła o to nieustającą wojnę. Podstawą pożywienia stryjka był chleb razowy, innego nie jadł; unikał potraw tłustych, cukru i słodyczy. Nie pił kawy, jedynie słabą herbatę. Preferował czosnek, cebulę, miód, żurawiny, zsiadłe mleko. Mawiał, że jeśli ktoś przeżył rewolucję w Rosji, to nigdy nie będzie na jedzenie narzekać.
Po śniadaniu był czas na przegląd prasy: mnóstwa dzienników, tygodników, miesięczników, kwartalników, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Następnie do obiadu stryjek spacerował przy domu, zawsze z książką. Na spacer poświęcał parę godzin. Pod koniec życia jeździł także na rowerze stacjonarnym. Kładł się spać ok. godz. 21. Telewizji nie oglądał wcale, jego podstawowym źródłem informacji było radio, nastawione na Londyn czy Wolną Europę. Pamiętam, jak w telewizji usłyszałem informację o wyborze kard. Karola Wojtyły na Papieża i z tą radosną wiadomością pobiegłem na piętro do stryjka. Father już wiedział, oczywiście z radia. Kard. Wojtyłę znał z jego licznych artykułów i prac naukowych.
Osobisty pokój stryjka był bardzo skromny: tapczan, oszklony regalik z książkami (na którym stała fotografia jego mamy, a mojej babki Stefanii Zdanowicz), mała szafka przy łóżku, również z książkami i różnego rodzaju podręcznymi przyborami, jedno krzesło. I to było praktycznie wszystko. Jako siedlisk kurzu w pokoju nie mogło być żadnych dywanów ani zasłon. Lufcik w oknie musiał być przez cały rok otwarty. Father miał kilka jednakowych par butów i trzy sutanny. Jednej z nich nigdy nie zakładał. Była uszyta jeszcze w Wilnie i stryjek miał nadzieję być w niej pochowany, co też się stało.
Tak gdzieś do połowy lat 70. Father wyjeżdżał raz w roku do Warszawy na konsultacje lekarskie do prof. Stefana Wesołowskiego, światowej sławy urologa. Na te jednodniowe wypady do stolicy zabierał moich braci i mnie, gdy już trochę podrosłem. W tamtych latach podróż pociągiem z Sokółki do Warszawy trwała 5 godzin. Tym samym wyjeżdżaliśmy bardzo wcześnie i wracaliśmy nocą. Na miejscu obowiązkowo odwiedzaliśmy zoo, bazar Różyckiego, liczne księgarnie i antykwariaty oraz cukiernię Bliklego. Co do prof. Wesołowskiego, to pamiętam go jako starszego, miłego pana, który na czas rozmowy ze stryjkiem proponował nam do obejrzenia oprawione roczniki starych czasopism. W 2007 r. ukazała się autobiografia profesora „Od kabaretu do skalpela i lazaretu”, a w tym roku kończy on 100 lat!
W ciągu swego długiego życia Father wiele doświadczył, przeżył i widział. Nie chwalił się tym, a w jakichkolwiek osądach był nadzwyczaj powściągliwy. Był daleki od tego, by kogokolwiek potępić. U innych wysoko cenił wykształcenie i wiedzę, ale najwięcej wymagał od siebie samego. Jego dewizą było ciągłe samodoskonalenie się i nieczynienie zła bliźniemu.
Mieszkając w Moskwie, widział Lenina, którego zapamiętał jako osobę mającą kłopoty z wymówieniem „r”, był przesłuchiwany przez Feliksa Dzierżyńskiego; w Wilnie podczas Mszy św. dane mu było oglądać Józefa Piłsudskiego, a w Berlinie mógł się przyjrzeć Adolfowi Hitlerowi.
Przed II wojną światową Father przyjaźnił się ze swoim krajanem Józefem Marcinkiewiczem, wielce obiecującym matematykiem. Niestety, Marcinkiewicz został zamordowany w Katyniu. Wspominał go jako bardzo inteligentnego, młodego człowieka, z dużym poczuciem humoru, lubiącego jazdę na nartach.
Chociaż z dużym sentymentem opowiadał o Moskwie czy Wilnie, stryjek był mocno przywiązany do Sokółki. Jak mówił - za każdym razem, gdy gościł gdzieś w Europie - zawsze ciągnęło go do Sokółki, tu czuł się najlepiej. W 1945 r., po powrocie z Wilna, Father dostał nominację na asystenta Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Zrezygnował z tego.
Nie pamiętam, aby stryjek na cokolwiek się skarżył. Bodajże zimą 1986 r. jak zwykle towarzyszyłem mu w kościele w jego porannej Mszy św. Pod jej koniec zauważyłem, że Father ma coraz większe kłopoty nie tylko z mówieniem. Było widać, że jedynie jakimś nadludzkim wysiłkiem robi znak krzyża, błogosławiąc na zakończenie Eucharystii. W tej samej chwili zaczął tracić równowagę. Złapałem stryjka w ostatnim momencie i nieprzytomnego wyniosłem do zakrystii. Lekarz z wezwanego błyskawicznie pogotowia ratunkowego zrobił zastrzyk prosto w serce. Parę godzin później, już w domu, okazało się, że Father ma obustronne zapalenie płuc. Po kilku tygodniach choroba ustąpiła, ale serce było bardzo osłabione...
Father miał ogromne poczucie humoru. A co byś zrobił - pytał mnie - gdyby w czasie odprawiania Mszy św. spadły ci spodnie? Jak byś się zachował? Była to prawdziwa anegdota. Taka niecodzienna historia przytrafiła się jednemu z wileńskich księży. Ów pechowiec udał wtedy omdlenie i jak gdyby nigdy nic został wyniesiony przez ministrantów do zakrystii.
Na koniec tych krótkich wspomnień pragnę wyrazić wdzięczność Opatrzności za to, że na mojej drodze życia postawiła Fathera. Wierzę, że spogląda on teraz z troską na mnie tam, z góry, i się uśmiecha.

Ks. Józef Zdanowicz urodził się 17 września 1897 r. w Sokółce z małżonków Józefa, syna Jana, oraz Stefanii z Tarasiewiczów. Ochrzczony został w miejscowym kościele pw. św. Antoniego z Padwy. W Sokółce ukończył czteroletnie państwowe progimnazjum rosyjskie. W 1915 r. wyjechał z rodzicami i bratem Antonim (ur.1903) do Moskwy. Tam uzyskał świadectwo dojrzałości i wstąpił na Wydział Medyczny Uniwersytetu Moskiewskiego. Po wybuchu wojny polsko-bolszewickiej wrócił do Polski, do Sokółki. W 1922 r. rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Wilnie i jednocześnie został studentem na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego. Pod koniec 1924 r. biskup wileński bł. Jerzy Matulewicz udzielił mu święceń subdiakonatu, a w kilka miesięcy później święceń diakonatu. Święcenia kapłańskie otrzymał 24 kwietnia 1927 r. z rąk metropolity wileńskiego abp. Romualda Jałbrzykowskiego. Do 1930 r. był wikariuszem przy kościele pobernardyńskim w Wilnie, a następnie, do 1932 r., przy kościele Świętego Ducha w centrum miasta. Był wtedy katechetą w trzech szkołach powszechnych i jednej zawodowej. W czerwcu 1928 r., jako dowód zakończenia studiów uniwersyteckich, uzyskał stopień magistra teologii na podstawie pracy „Psychologia religijna i jej historia”. Od 1929 r. pełnił obowiązki starszego asystenta seminariów teologicznych przy Wydziale Teologicznym USB. W latach 1926-30 przesłuchał całkowity kurs Wydziału Humanistycznego USB w zakresie filologii polskiej i uzyskał absolutorium. W 1932 r. obronił pracę doktorską z teologii pt. „Sarbiewski na tle kontrowersji teologicznych swojego wieku”. W latach 1932-33 odbywał podróże naukowe do Anglii, Niemiec, Francji, Szwajcarii, Włoch, Belgii i Austrii. W ostatnich miesiącach przed wybuchem II wojny światowej uzyskał stypendium na roczny pobyt w Rzymie w celu ukończenia pracy habilitacyjnej. Wybuch wojny pokrzyżował te plany.
Poza pracą w szkołach i Sodalicjach Mariańskich prowadził Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej - męskie i żeńskie, na rok przed wojną był instruktorem wszystkich kół Krucjaty Eucharystycznej istniejących przy szkołach Wilna, od 1938 do 1945 r. był obrońcą węzła małżeńskiego, od chwili zakazu nauczania religii w szkołach, 23 czerwca 1940 r., przygotowywał dzieci do I Komunii św.
Do Sokółki wrócił w sierpniu 1945 r. Na własną prośbę objął obowiązki wikariusza i prefekta. M.in. w latach 1957-58 był prefektem miejscowych liceów - ogólnokształcącego i pedagogicznego.
W 1977 r. obchodził 50-lecie święceń kapłańskich. Na tę uroczystość przybył bp dr Edward Kisiel, administrator apostolski archidiecezji w Białymstoku.
Ks. Józef Zdanowicz zmarł 17 marca 1988 r. w Sokółce, w domu rodzinnym. Pogrzeb odbył się 19 marca, w dzień jego patrona św. Józefa. Był ostatnim kapłanem archidiecezji wileńskiej związanym czynnie przed II wojną światową z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.
Źródło: ks. Tadeusz Paprocki, „Ks. dr Józef Zdanowicz”, „Wiadomości Kościelne Archidiecezji w Białymstoku”, styczeń - marzec 1989

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2008-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

List KEP z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej

2026-03-21 18:26

[ TEMATY ]

KEP

św. Jan Paweł II

judaizm

Vatican Media

Wizyta Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej 13 kwietnia 1986 r.

Wizyta Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej 13 kwietnia 1986 r.

13 kwietnia br. minie czterdzieści lat od dnia, gdy biskup Rzymu, następca św. Piotra, po raz pierwszy od czasów apostolskich przekroczył próg żydowskiego domu modlitwy – przypominają biskupi w Liście Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej.

Biskupi zaznaczyli w Liście, że wizyta w rzymskiej Synagodze nie byłaby możliwa, gdyby nie przyjęcie przez Sobór Watykański II, 8 października 1965 roku, deklaracji „Nostra aetate” („W naszych czasach”), mówiącej o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. „Znalazły się w niej słowa, które stały się punktem zwrotnym w stosunkach między Kościołem katolickim a Żydami i judaizmem. Do nich właśnie odniósł się św. Jan Paweł II w swoim przemówieniu w rzymskiej synagodze” – przypominają biskupi i cytują je: „Po pierwsze, Kościół Chrystusowy odkrywa swoją więź z judaizmem, wgłębiając się we własną tajemnicę. Religia żydowska nie jest dla naszej religii zewnętrzna, lecz w pewien sposób wewnętrzna. Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”.
CZYTAJ DALEJ

Zabił go bezdomny, któremu pomagał. Jest zgoda na proces beatyfikacyjny włoskiego księdza

2026-03-23 17:10

[ TEMATY ]

proces beatyfikacyjny

osoba bezdomna

włoski kapłan

BP Archidiecezji Krakowskiej

Stolica Apostolska wyraziła zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego 51-letni ks. Roberto Malgesiniego. Został on zamordowany 15 września 2020 roku w Como przez osobę bezdomną, której niósł codzienne wsparcie. Do zdarzenia doszło nieopodal kościoła św. Rocha, przy którym ten włoski kapłan pomagał licznym w tej dzielnicy migrantom, bezdomnym i osobom z marginesu. W czasie pogrzebu nazwano go „męczennikiem miłosierdzia” i „duszpasterzem ostatnich”. Tunezyjski imigrant, który dokonał zbrodni, został skazany na 25 lat więzienia.

Wiadomość o tym, że Stolica Apostolska wyraziła zgodę na otwarcie procesu beatyfikacyjnego ks. Malgesiniego, przekazał ordynariusz diecezji Como, podczas wielkopostnych rekolekcji dla młodzieży. W ich ramach ulicami miasta przeszła modlitewna procesja z pochodniami, podczas której wspominano tych, którzy oddali swe życie za Chrystusa. Szła w niej również Caterina Malgesini, siostra zamordowanego kapłana. Po ogłoszeniu decyzji Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych wśród młodzieży rozległy się długie brawa.
CZYTAJ DALEJ

Czy sztuczna inteligencja będzie czczona jak fałszywe bóstwo?

Przed idolatrią sztucznej inteligencji (AI) przestrzegł bp Antonio Staglianò, prezes Papieskiej Akademii Teologicznej. „Być może AI nie potrzebuje ograniczeń, tylko duszy. A duszę może dać tylko antropologia zdolna do myślenia o nieskończoności człowieka bez popadnięcia w bałwochwalstwo techniki” - uważa włoski hierarcha.

Według niego prawdziwa stawka w grze w debacie na temat sztucznej inteligencji „nie ma charakteru technicznego ani prawnego: jest ona antropologiczna”. Wstępne pytanie, na które należy odpowiedzieć, brzmi: „Jakim człowiekiem chcemy, żeby się stał?”. Obok „roztropnych”, którzy odwołują się do zasad i „prometejczyków”, którzy odrzucają jakikolwiek hamulec, teolog proponuje trzecią drogę, wychodzącą od antropologii chrześcijańskiej: „Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga i nosi w sobie zapisane powołanie do nieskończoności”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję