Reklama

„Sapere aude”!*

Niedziela Ogólnopolska 13/2008, str. 27

Ewa Polak-Pałkiewicz
Publicystka, autorka wywiadu rzeki z Janem Olszewskim pt. „Prosto w oczy” oraz tomu publicystyki „Kobieta z twarzą”

Ewa Polak-Pałkiewicz<br>Publicystka, autorka wywiadu rzeki z Janem Olszewskim pt. „Prosto w oczy” oraz tomu publicystyki „Kobieta z twarzą”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z niewiadomych powodów innowacje językowe, w duchu języka więźniów, przyjmowane są u nas z niezmąconym entuzjazmem. Już przedszkolaki, przy pełnej rozczulenia aprobacie rodziców, mówią o dziewczynkach ze starszaków „laski”, a „spoko” oznacza, że nie należy się denerwować. Przemiana języka literackiego w język świata przestępczego - bo tzw. gwara młodzieżowa, która co miesiąc wzbogaca się o nowe, krótkie a soczyste hasła, to nic innego jak zaadaptowany do wyrażania całej złożoności świata slang kryminalnych - wywołuje uśmiech, jest uznawana za dobry żart, zabawną stylizację. I jak wszystko, co nowe, z definicji, traktowana jest jako bardziej wartościowa od „starego” języka. Ale to nie tylko stylizacja. Za słowami idą czyny. Mądrość ludowa przestrzega: z kim poprzestajesz, takim się stajesz. Słowa przyjęte do naszego słownika powoli, lecz nieuchronnie, nas zmieniają. Rodzice potrafią zaśmiewać się do łez, gdy słyszą, jak ich ośmioletnia córka oświadcza, że nigdy w życiu nie nałoży spódnicy, bo tylko „zboki” (zboczeńcy) nie noszą spodni. Z wyrozumiałością przyjmują oczekiwania nastolatków w zakresie „kasy”. Tymczasem wyrażenia gwary więziennej nacechowane są konkretną treścią. Ten język nie służy opisywaniu świata jako takiego, ale odzwierciedla prawa subkultury. Wraz z językiem przenoszą się one w rejon odczuwania i wartościowania, z przestępczego podziemia trafiają do rodzin, szkół, ośrodków akademickich, kół biznesu. Pojęcie „kasa” to nie tylko pieniądze, ale roszczenia do pieniędzy. Jeżeli „zbokiem” jest dziewczynka, która wygląda na dziewczynkę, to kim jest młoda osoba, która swoją kobiecość podkreśla spodniami na każdą okazję? To jasne, ona wyznacza normę. Język, o którym mówimy, wciąż się rozwija, ma wiele zapożyczeń z innych subkultur. Generalnie ma narzucić pewne standardy myślowe, wtłoczyć do świadomości i wyobraźni pojęcia-klucze, a wyeliminować inne. Bo język to nie tylko komunikacja, ale myślenie. Brak w naszym języku pewnych pojęć spowoduje, że nie zrozumiemy rzeczywistości. Św. Benedykt pojmował bezbłędnie, że Europa chrześcijańska potrzebuje łaciny i greki, by przyswoić dorobek myśli filozoficznej starożytności, by udoskonalić myślenie, które każdemu człowiekowi jest niezbędne w drodze do Boga. Słowo ma pochwycić w locie myśl. Potrzebujemy znajomości wielu słów, by precyzyjnie wyrażać nasze wnętrze i nasze prawdziwe potrzeby, a wśród nich tę największą - pragnienie Boga. „Qui distinguit, intelligit” - kto rozróżnia, ten rozumie, mawiali Rzymianie. Dziś obserwujemy proces odwrotny. Rozumowanie zostawia się anonimowym gremiom decydującym o losach świata. Człowiek dzisiejszy - nawet z cenzusem akademickim - nader często uważa, że nie musi niczego rozumieć. Po co się zagłębiać, by pojąć istotę rzeczy - np. dokąd prowadzi polityka we współczesnym wydaniu. Kilka prymitywnych słów, „parę pojęć jak cepy” - to ma wystarczyć, by przyjąć łopatologiczne slogany o „integracji” jako warunku wszelkiej pomyślności człowieka w świecie jutra. Jutra wymarzonego przez rewolucjonistów, dziś nazywających się socjaldemokratami lub chadekami. Dyskusja wokół przyjęcia przez Sejm traktatu lizbońskiego, gdy problem ograniczenia suwerenności Polski jest powszechnie, w gremiach politycznych, bagatelizowany lub - w najlepszym wypadku - stawiany na równi z czysto dyplomatycznymi grami, pokazuje najlepiej, w jakim znaleźliśmy się jako naród miejscu. Za zglajszachtowanym, prymitywnym słownictwem idzie nieuchronnie spłycenie wszelkiej refleksji, w rezultacie - odrzucenie prawdy. Można się naśmiewać z mody szlachty polskiej na łacinę, którą posługiwano się w XVI i XVII wieku z upodobaniem, nieraz znając pobieżnie i kalecząc. Była ona jednak wyrazem prawdziwych aspiracji - podobnie zresztą jak późniejsza, nieraz nieco snobistyczna, ale ze wszech miar cenna moda na język francuski - dążenia do głębszego uczestniczenia w kulturze humanistycznej, obecności w świecie myśli, w sztuce posługiwania się słowem, które ma oddać bogactwo naszego wnętrza. Języki romańskie, niezmiernie wartościowe, z uwagi na ich zakorzenienie w kulturze antycznej, wyeliminowano dziś w oświacie na rzecz ubogiego, technicznego języka transakcji handlowych „business english”, dzięki swojej specyficznej strukturze, idealnego do gwarantowania poprawności politycznej w myśleniu i retoryce, co odkrył już dawno George Orwell, mówiąc o „socangielskim”.
Nowoczesna szkoła traktuje pleniącą się wśród najmłodszych „łacinę” z wyrozumiałością, jakby chodziło o nieszkodliwe dziwactwo czy folklor. Ale to nie folklor. W istocie chodzi o wyprowadzenie potomków Sarmatów, szczycących się swoją kulturową tożsamością i wiarą rzymskokatolicką, z obszaru kultury śródziemnomorskiej - naszej kultury - ku rejonom poruszającego się wśród instynktów barbarzyństwa.

* Ośmiel się być mądrym!

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Chrystus jest Tym, który „wziął na siebie nasze słabości i dźwigał nasze winy”

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Adobe Stock

Rozważania do Ewangelii Mt 9, 14-15.

Piątek, 20 lutego. Piątek po Popielcu.
CZYTAJ DALEJ

Najstarsza Polska Misja Katolicka prosi o wsparcie. Jednym z jej założycieli był Adam Mickiewicz

Niech Bóg wynagrodzi każdą ofiarę złożoną dziś w ramach akcji: „Wpieram Polską Misję Katolicką we Francji”. Niech wyrazem tej troski będzie także modlitwa o to, by również w tym roku nie zabrakło sióstr i kapłanów do posługi w duszpasterstwie emigracyjnym - napisał Rektor PMK we Francji ks. Bogusław Brzyś w komunikacie z okazji wielkopostnej akcji.

Ks. Brzyś przypomniał, że od prawie 200 lat Polska Misja Katolicka we Francji towarzyszy Polakom na emigracyjnych drogach.
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: „Wierzysz w to?”

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

Wiara nie jest pewnością, że wszystko się ułoży. Jest decyzją zaufania Osobie. Nawet jeśli serce drży, można powiedzieć: wierzę. I to wystarczy na dziś.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję