Reklama

Chcę być przy samych fundamentach

2013-08-07 14:15

Z bp. Janem Wątrobą rozmawiają Katarzyna Kadaj-Kuca i ks. Marek Chorzępa
Edycja rzeszowska 32/2013, str. 4-5

Bożena Sztajner/Niedziela

- Po nominacji na ordynariusza rzeszowskiego powiedział Ksiądz Biskup w „Niedzieli”, że Kościół rzeszowski jest wyjątkowy. Co to oznacza?

BP JAN WĄTROBA: - Mówiłem tak i powtarzam to nadal. Nie tyle z autopsji, bo moje kontakty z Kościołem rzeszowskim były sporadyczne. Mówiłem to w oparciu o świadectwa innych osób. Były one tak przekonujące, że przyjąłem je za swoje i powtarzam. Poszerzyłbym to określenie nie tylko na sam Kościół rzeszowski - ale na tę część Polski, którą nazywamy Podkarpaciem czy nawiązując historycznie, Galicją. W porównaniu z innymi rejonami Polski jest ona najmniej dotknięta chorobami, które tam już niestety bardzo wiele niszczą, skrajnym laicyzmem, wykorzenieniem. Tu jest jeszcze mocne zakorzenienie w tradycji.

- Podkarpacie to Kościół tradycyjny?

- W najlepszym tego słowa znaczeniu. Bardzo bym się cieszył, gdyby mnie ktoś nazywał tradycjonalistą, bo wiem co znaczy łacińskie słowo „tradere”. Jeśli tradycyjny znaczy wierny korzeniom, pryncypiom, zasadom, wierny temu, co sam otrzymał w przekazie i pragnie przekazywać, to ja sięgam do tych korzeni. Tradere właśnie to znaczy. Dlatego niech to będzie w najlepszym tego słowa znaczeniu Kościół tradycyjny. Więcej - fundamentalistyczny. Uśmiecham się, bo to słowo, nie z winy chrześcijan, nabrało bardzo negatywnego znaczenia. Jeśli to ma oznaczać wierny fundamentom, to chcę być przy samych fundamentach. Wiemy kto kładł fundament, kto jest kamieniem węgielnym Kościoła. Jeśli w takim znaczeniu zostanę nazwany fundamentalistą, to chwała Panu.

- Gdyby przyszło Księdzu Biskupowi określić w trzech słowach Rzeszów, jakie byłyby to słowa?

- Rzeszów absolutnie kojarzy mi się z Najświętszym Sercem Pana Jezusa. Gdy już przyszła ta wiadomość, uświadomiłem sobie, że patronem jest św. Józef Sebastian, katedra jest pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa, mało tego - na planie serca zbudowana. Przyszła mi taka refleksja, że właśnie w tych stronach jest silny kult Najświętszego Serca Pana Jezusa. Mam wewnętrzną pewność, że świeżość wiary, zakorzenienie w religijności, pobożności także w tym wymiarze maryjnym, który jest tu bardzo obecny, czyni ten Kościół wyjątkowym na tle innych. Mieszkańcy Częstochowy często lubią mówić, że to miasto maryjne. Czym innym są takie deklaracje, a czym innym jest życie, wiemy jak to jest w praktyce. Natomiast tu mam przeświadczenie, że nie tyle się o tym mówi, co się tym żyje. I w tym utwierdzają mnie życzliwi ludzie, którzy po nominacji mówili: zobaczysz, będziesz się tam czuł dobrze.

- Nam mówiono, że będziemy mieć biskupa maryjnego...

- Pewnie tak mówią, bo jako kapłan prawie cały czas mieszkałem w Częstochowie, tuż pod Jasną Górą. Z mojego pokoju do komnaty Matki Bożej szedłem 10 minut spacerkiem. Ale dla mnie takie określnie jest ogromnym komplementem. Bardzo bym chciał, żeby tak było i liczę na płaszcz Maryi, który jest w herbie biskupim, bo na niebieskim tle umieszczone są złote lilie. To jest zawsze w heraldyce symbol płaszcza królowej, to jest element jasnogórskiej Ikony. Tu nie trzeba już nic więcej dopowiedzieć. Właśnie przez ten sam symbol herb przemawia.

- Ecce venio, te słowa są również w herbie Księdza Biskupa.

- To jest skrót z Listu do Hebrajczyków: oto idę, aby spełnić Twoją wolę. To jest tajemnica słowa wcielonego, tajemnica Jezusa. To do niego się te słowa odnoszą, ale też do każdego, którego On posyła i kto chce się stawać do Niego podobny, czyli pełnić wolę Ojca. To jest zadanie.

- Wielu księży wspomina miło i dobrze Księdza Biskupa jako rektora seminarium. Czy to był trudny okres, kiedy trzeba było wrócić do seminarium już w nowej roli?

- Dla mnie to był bardzo trudny czas. Wiedziałem jakie to niesie za sobą wyzwania, bo seminarium to nie tylko klerycy. To jest cały świat wykładowców, profesorów, byłych przełożonych. To o wiele więcej niż tylko taki młodzieńczy świat ludzi z zapalonymi głowami, idealistów, dążących do świętości przyszłych kapłanów. Zdawałem sobie z tego sprawę. Miałem też zawsze ogromne wsparcie ze strony Biskupa Ordynariusza, który sam był wcześniej rektorem i wiele lat ojcem duchownym. On znał ten świat od podstaw, bardzo szanował jego autonomię, ale też sam szukał nieustannie kontaktu z klerykami. Widziałem jak on się nad nimi pochyla, jak ich dokładnie zna, jak często z nimi rozmawia, ale zawsze z poszanowaniem roli rektora czy innych wychowawców. Dla kapłana nie ma ważniejszej rzeczy jak jego życie wewnętrzne i duchowe, jego więź z Chrystusem. Tego uczyłem się w seminarium. Kiedyś jako kleryk, a później już jako rektor stawialiśmy właśnie na rolę ojców duchownych. Formacja duchowa to jest dusza całej formacji.

- Czy Ksiądz Biskup uważa, że formacja seminaryjna musi się dzisiaj w jakiś sposób zmienić?

- Nie widzę potrzeby jakiejś radyklanej zmiany modelu seminarium. Jako rektor uczestniczyłem w międzynarodowym spotkaniu wyższych przełożonych seminariów z całej Europy w Rzymie. Zaproszeni tam byli fachowcy najwyższej miary, psychologowie, socjolodzy. Wszyscy dyskutowali na temat kształtu seminarium i formacji. Pamiętam ostatnią sesję, kiedy sekretarz kongregacji ds. wychowania katolickiego podsumował w podniosłym tonie, że musimy wychowywać kapłanów według Serca Jezusowego. Z jednej strony my, Polacy, odczuliśmy ulgę, z drugiej mówiliśmy, a cóż to za wyważanie otwartych drzwi.
My nic innego nie robimy. To jest ten najpiękniejszy model dla kapłana, najpiękniejszy wzorzec.

- Czy są potrzebne nowe metody działania?

- Owszem, metod możemy szukać. Jedną z konstatacji spotkania w Rzymie było, że może jednak trzeba przywrócić w seminariach większą dyscyplinę. Tak mówili przedstawiciele świata zachodniego, gdzie od tego modelu odchodzono, w imię szukania jakiś nowoczesnych, bardziej dostosowanych do dzisiejszych warunków metod. Było dla nas budujące, że droga nie prowadzi przez odrzucenie dotychczasowego modelu. Owszem, trzeba go udoskonalać, trzeba liczyć się z nowymi możliwościami człowieka, także z jego słabością. Oczywiście otwierać się na świat, ale nie w tym znaczeniu, żeby brać z niego wszystko, co świat proponuje. Trzeba pomóc zrozumieć świat, w nim się obracać, świat chrystianizować a nie odwrotnie. To jest wielkie wyzwanie dla wychowawców, przełożonych, dla biskupa jak w tych warunkach pomóc realizować powołanie. Ale ideał jest ciągle ten sam. Wydaje mi się, że w Polsce nie musimy się tego uczyć od tych z kultury euroatlantyckiej. Powinno być odwrotnie. Tak myślę, nie przez próżność, że my jesteśmy lepsi. Ale po owocach ich poznacie. Czegóż my się możemy od nich uczyć, jak owoców nie przynoszą?

- Objęcie posługi biskupa rzeszowskiego zbiega się z pierwszymi miesiącami pontyfikatu Papieża Franciszka. Czy Ksiądz Biskup czerpie jakieś wzorce, naukę ze słów, postawy Papieża Franciszka?

- Największy wpływ na mnie jako na księdza i biskupa wywarł bł. Jan Paweł II. Dotychczasowe moje kapłaństwo prawie w całości było jakby u jego boku. Każdy ksiądz, który w tym czasie żył, ma prawo tak powiedzieć. To był nasz przewodnik, to była widzialna głowa Kościoła, z którym się utożsamiam, który mnie przyjął, którego chcę być sługą. Ten wzór, który nam zostawił, piętno, które wywarł na mnie jest absolutnie pierwszorzędne i nie mam wewnętrznej potrzeby, żeby teraz przesuwać akcenty.
Podobnie mógłbym powiedzieć o Benedykcie XVI, który wszystkim nam z pewnością imponował precyzją myśli, a jednocześnie wielką pokorą. To o nim mówiono, że to umysł kilku profesorów uniwersyteckich, a ma serce dziecka od Pierwszej Komunii Świętej. Teraz Papież Franciszek przesuwa nieco akcent, ale to nie znaczy, że tego, co on teraz akcentuje nie było w wydaniu Jana Pawła II czy Benedykta XVI. To jest tylko pewna zmiana akcentu. Najbardziej bliski jest mi ten jego stały wysiłek, żeby czynić Kościół bardziej ewangelicznym. Ale to szukanie skrótów dojścia do ludzi, bycie blisko, mówienie językiem klarownym, to też dla mnie jest i wyzwanie. Mam świadomość, że my w ogóle jako kaznodzieje mówimy często językiem hermetycznym. Zwłaszcza młody człowiek już w drugim zdaniu się wyłącza, bo to nie jego język i obrazy, którymi on operuje. Franciszkowi udaje się wrócić do takiego bardzo prostego odwoływania się do własnych przeżyć rodzinnych. Ten styl prosty i obrazowy sprawia, że człowiek jest to w stanie zapamiętać. Jak długo tym żyje to inna rzecz, ale chociaż jeden dzień chodzi za nim to jedno zdanie, ta myśl i to mi się bardzo podoba. To jest właśnie pewne wyzwanie, wzór, uproszczenie, prostota życia.
My wiemy, co to znaczy ubodzy duchem, co znaczyło ubodzy ewangeliczni i w tym kierunku trzeba iść. Co nie znaczy lekceważenia form wypracowanych przez historię i tradycję. Jestem za największym poszanowaniem ciągłości, zwłaszcza w liturgii. Liturgia kocha ciągłość. Można udoskonalać, ale nie tylko w liturgii. Pod tym względem Papież Franciszek mnie inspiruje.
Miałem szczęście być 1 maja w Rzymie, byłem na audiencji generalnej, miałem bezpośrednie, bardzo osobiste spotkanie z Ojcem Świętym. On natychmiast wchodzi w bardzo bliską relację, słucha choćby tych kilku słów zapewnienia o modlitwie, o miejscu, gdzie się modlimy i zaraz dopowiada. I tak mi wtedy wprost powiedział: powiedz tam Matce Bożej na Jasnej Górze, że tu jeden papież bardzo potrzebuje Jej pomocy. On przyłożył ucho do tego, co ja mówię, mimo że tam było kilkudziesięciu biskupów i innych osób, które podchodziły. To jest bardzo pouczające.

Tagi:
wywiad Rzeszów bp Jan Wątroba

Reklama

Wotum wdzięczności za 50-lecie istnienia archidiecezji

2019-06-20 10:11

pk / Szczecin (KAI)

Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska chce zbudować kościół i szkołę na Madagaskarze. Ma to być wotum wdzięczności na zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Zbiórka funduszy na ten cel już trwa, a konsekracja kościoła ma nastąpić w 2022 r. W Szczecinie w ostatnich dniach przebywał misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak z Madagaskaru, który opowiadał o całym projekcie. O szczegółach pomysłu i o chrześcijaństwie na Madagaskarze mówi KAI ks. dr. Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej.

Archiwum
Ks. dr Paweł Płaczek

KAI: – Skąd pomysł na kościół na Madagaskarze?

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej: – Wybudujemy szkołę i kościół na Madagaskarze jako wotum wdzięczności za zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Wspomożemy tym projektem ojców oblatów, którzy już od 30 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Będzie to dar naszego serca, a jednocześnie przywrócenie godności dzieciom, które żyją w Kościele pierwszej ewangelizacji. Tytuł kościoła będzie związany z główną patronką naszej Archidiecezji – Matką Kościoła i Jej ten dar dedykujemy. Konsekracja kościoła i otwarcie budynku szkoły planowane są w 2022 r.
Projekt kościoła i szkoły oraz kosztorys przedstawił misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak posługujący 24 lata na Madagaskarze. Budynek kościoła ma mieć wymiary 20 na 10 metrów. Będzie pełnił również funkcję szkoły. Poza tym budynkiem chcemy też wybudować przynajmniej dwie dodatkowe klasy, żeby grupa dziecięca, podstawowa i starsze dzieci mogły się uczyć. Kościół i szkoła kosztowałyby około 15 tys. euro. Taki kościół czy szkołę można wybudować w 4 miesiące, jeśli wszystko idzie według planów. Gdybyśmy wybudowali nowy kościół, który byłby też szkołą, to byłby to prawdziwy cud dla wioski. Budowa takich budynków jest bardzo droga, gdyż wszystko trzeba przywieźć z dużego miasta, którego odległość wynosi od 60 do 100 kilometrów i do tego trzeba przebyć wyschniętą rzekę. W porze suchej jest piaszczysta, a w porze deszczowej ma 7 m głębokości. Oczywiście nie ma mostu. Czasem nawet do 4 miesięcy miejscowi są odcięci od świata. Transporty mogą być tylko od czerwca do grudnia. Te warunki podrażają budowę. Na Madagaskarze są półpustynne warunki.

– Skąd Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej znalazło się na Madagaskarze?

– Przed 1980 r. biskup z Tamatave - największego miasta portowego na Madagaskarze - pojechał do Rzymu szukać misjonarzy, ponieważ przebywający tam monfortani się starzeli i była potrzeba poszukiwania nowych misjonarzy. Pierwsza piątka oblatów na wniosek Generała Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, który jest w Rzymie wyjechała z Polski 3 grudnia 1980 r. Na początku tylko do diecezji Tamatave, potem trafili również do stolicy Antananarywy, dziś są w 4 na 18 diecezji. W sumie jest 90 misjonarzy Zgromadzenia (miejscowych i polskich). Oblaci rozpoczęli misję na Madagaskarze właściwie od zera. Trzydzieści lat temu był mały kościół, który właściwie był ruiną. Najpierw zaadoptowali zdewastowany budynek, aby mieć gdzie mieszkać, na początku spali na workach po cemencie. Do misji przynależy 5 wiosek, w tym 3 duże wioski, czyli z 200 chat. Jedna z wiosek, której chcemy pomóc to Misokitsy. W tym roku zakonnicy rozpoczęli nauczać dzieci w baraku. Jest prawie 70 dzieci. W całej wiosce jest prawie 300 dzieci.
Gdybyśmy jednak chcieli podsumować liczbę misjonarzy na całym Madagaskarze, to jak podaje o. Marek Ochlak, jest około 70 misjonarzy z Polski. To księża, siostry i bracia zakonni. Jest też kilku Polaków misjonarzy świeckich. Ważną rolę w historii Madagaskaru odgrywają jezuici i tu szczególnie należy podkreślić rolę o. Jana Beyzyma, który posługiwał wśród trędowatych. Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Vincentego a Paolo, franciszkanie, kapucyni i salezjanie też zostawili swój ślad na Madagaskarze.
W sumie, patrząc na religijny przekrój społeczeństwa, 40 proc. to chrześcijanie, w tym 20 proc. to katolicy. Potem luteranie, kalwiniści i anglikanie, którzy, jak dodaje o. Marek Ochlak, stworzyli pierwszy przekład Biblii tłumaczony na oficjalny język malgaski. Najmniej wśród chrześcijan jest prawosławnych. 50 proc. społeczeństwa jednak stanowią animiści, dla których podstawa to oparcie się na wierzeniach plemiennych. Chrześcijaństwo na Madagaskarze to około 150 lat historii i Malgasi są otwarci na wiarę w Jezusa Chrystusa. Przy chorobach i pogrzebie jednak wciąż jeszcze udają się do miejscowych czarowników, by złożyć ofiary.
Na początku września z wizytą do stolicy Madagaskaru udaje się papież Franciszek i jak podkreśla o. Marek, to ma być okazja dla miejscowych, aby ludzie na świecie odkryli, że Madagaskar liczy się w Kościele Katolickim.
KAIŁ Jakie inne inicjatywy podejmują Papieskie Dzieła Misyjne Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej?

– To wsparcie duchowe – modlitwa za misje i o powołania misyjne, budzenie i pogłębianie świadomości odpowiedzialności za misje katolickie w świecie wśród katechetów, a poprzez nich wśród dzieci, młodzieży i rodziców.

– Inne formy pomocy to trzy wyjazdy do Kenii katechetów zaangażowanych w działalność misyjną w parafiach i szkołach posługi (2017, 2018 i 2019), warsztaty metodyczne dla katechetów Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej poświęcone zagadnieniom misyjnym, włączenie się w „Program adopcji ucznia” w Kenii. Obecnie pomocą stypendialną objętych jest 447 dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych, średnich i z Niższego Seminarium Duchownego w Isiolo w Kenii, dwie animacje misyjne w szkołach i parafiach przeprowadzone przez ks. Jeremy Kabuga Murithi – proboszcza parafii w Kipsing i s. Mary Casty Kanyaki Kiraithe ze zgromadzenia sióstr felicjanek. Przeprowadziliśmy także akcję pt. „Piórnik i lizak dla ucznia z Kipsing”. W trakcie trwania akcji zebrano około sześciu tysięcy piórników wraz z lizakami. Finansowo wspieramy przedszkole w Kipsing w wysokości 2 tys. dol. rocznie, w ramach akcji „Okulary dla Kenii” zebraliśmy już ok. 28 tys. par okularów.
Kupiliśmy 25 materacy dla internatu przy szkole podstawowej w Kipsing, pompę wodną dla Kipsing oraz sfinansowaliśmy przeszkolenie miejscowego pracownika do jej obsługi. Dzięki funduszom jest też 40 ławek w szkole podstawowej w Kipsing, 15 stołów i 30 ławek do jadalni szkoły podstawowej w Kipsing. Kupiliśmy ok. 1500 kg kukurydzy i 1500 kg fasoli (podczas każdego z 3 wyjazdów do Kenii - dla dzieci ze szkoły w Kipsing), a także wózek inwalidzki. Wspieramy działalność misyjną placówek prowadzonych przez siostry felicjanki (Zgromadzenie Sióstr Św. Feliksa z Kantalicjo), szczególnie misję w Kipsing - najbardziej ubogi z ośrodków. Wsparliśmy misję Missiones w Argentynie – o. Bernardynów; wspieramy obecnie projektem ojców Oblatów z Madagaskaru. Wszystkie dzieła są owocem zbiórek w zachodniopomorskich szkołach, ale także hojności przedsiębiorców i indywidualnych darczyńców.

– To wszystko wpisuje się szczególnie w miesiąc misyjny...

– Niebawem rozpocznie się ogłoszony przez Ojca Świętego Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w całym Kościele. Będzie to październik. Ufam, że ten czas pozwoli nam wszystkim zrozumieć, że misje są dla nas wszystkich zadaniem. Kościół ze swojej natury jest misyjny. Jednym z sześciu zadań katechezy jest wprowadzenie do misji. Misje są sprawą całego Ludu Bożego. Każdy kapłan musi mieć w sobie choć małą cząstkę zapału misyjnego. To jest również wyznacznik jego codziennego powołania. Jestem przekonany, że to nasze wotum na Madagaskarze będzie z jednej strony potwierdzeniem serca, że rozumiemy naturę Kościoła, a z drugiem strony pokazaniem wdzięczności, bo przecież i my 50 lat temu dostaliśmy finansowe wsparcie na budowę struktur pastoralnych w naszej Archidiecezji. I nie było to przecież z Polski. Dlatego czas i teraz na nas, by w ten symboliczny sposób uruchomić pomost materialnej pomocy dla Kościoła na misjach.

– Skąd ta pasja i miłość do misji?

– Z jednej strony z usłyszanego słowa, a z drugiej z doświadczenia Kościoła pierwszej ewangelizacji. Pamiętam jak św. Matka Teresa z Kalkuty apelowała do ludzi: „Jeśli nie potrafisz nakarmić głodnych całego świata, nakarm choć jedno dziecko”. Słowo plus nasze doświadczenie mobilizują nas do działania na rzecz misji. Wszystkie nasze spotkania, zarówno w Kenii, jak i tutaj – to wzajemne ubogacanie się poprzez poznawanie innej kultury, innego sposobu życia, wyznawania wiary i chwalenia Pana Boga. To działa w obie strony: my poznajemy ich, a oni nas. My im dajemy coś materialnego, a oni modlą się za nas. Siostra Casty, felicjanka posługująca w Kipsing powiedziała, żegnając w Kipsing szczecińskich katechetów: „Chociaż Rok Miłosierdzia już się skończył, jesteście dla nas jednym z jego owoców. Dziękujemy za wiarę i nadzieję, którą się z nami podzieliliście. Dziękujemy za wszystko, co przywieźliście, ale jeszcze bardziej dziękujemy za waszą obecność wśród nas”. Grono ludzi zainteresowanych projektami misyjnymi w naszej Archidiecezji stale rośnie. Widać wyraźne ożywienie w tej dziedzinie. Katecheci promują Papieskie Dzieła Misyjne, biorą czynny udział w Orszaku Trzech Króli, uczniowie naszych szkół uczestniczą w konkursach misyjnych i olimpiadzie misyjnej. Zawsze brali udział w akcjach misyjnych, ale były to zadania wyznaczane odgórnie, a więc nie wzbudzały takiego entuzjazmu. Może nie do końca katecheci rozumieli te inicjatywy misyjne. W tej chwili wszelkie inicjatywy dotyczące misji przyjmowane są z pełnym zrozumieniem, wielkim entuzjazmem i chęcią działania.

– Dziękuję za rozmowę.

– Rozmawiał Piotr Kołodziejski
Część pieniędzy jest już zebrane podczas zbiórek szkolnych, parafialnych. Każdy może wesprzeć nowe dzieło ofiarą na specjalne konto misyjne diecezjalnej Fundacji “Szczecińska”:

18 1750 0012 0000 0000 2691 4078 z dopiskiem: budowa szkoły i kościoła na Madagaskarze Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Fundacja SZCZECIŃSKA ul. Królowej Korony Polskiej 28E, 70-485 Szczecin

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowy Sącz: jezuita popełnił samobójstwo

2019-06-25 11:02

jezuici.pl/dg / Nowy Sącz (KAI)

Wczoraj po południu w Nowym Sączu o. Piotr Matejski, jezuita, odebrał sobie życie. Miał 51 lat. W 1987 roku wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, gdzie w 2000 roku przyjął święcenia kapłańskie. Był cenionym historykiem i duszpasterzem. "Wiemy, że jeśli ktokolwiek decyduje się na taki krok, robi to w rozpaczy, nie mogąc poradzić sobie z wewnętrznym bólem lub lękiem. Tymczasem nikt z nas, którzy znaliśmy o. Piotra i którzy z Nim się przyjaźniliśmy, nie podejrzewał, że przeżywa tego typu dramat wewnętrzny" - napisał w oświadczeniu prowincjał jezuitów, o. Jakub Kołacz SJ.

nowysacz.jezuici.pl

Publikujemy oświadczenie prowincjała Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego:

Drodzy Współbracia,

Współpracownicy w Misji i Przyjaciele Towarzystwa Jezusowego.

Wczoraj wczesnym popołudniem odebrał sobie życie o. Piotr Matejski SJ, na stałe pracujący w szkole i parafii w Nowym Sączu przy ul. Ks. Skargi. Ta tragiczna wiadomość jest dla nas wszystkich zaskoczeniem. Przyjęliśmy ją z niedowierzaniem, a nawet z przerażeniem. Wiemy, że jeśli ktokolwiek decyduje się na taki krok, robi to w rozpaczy, nie mogąc poradzić sobie z wewnętrznym bólem lub lękiem. Tymczasem nikt z nas, którzy znaliśmy o. Piotra i którzy z Nim się przyjaźniliśmy, nie podejrzewał, że przeżywa tego typu dramat wewnętrzny.

Na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic na temat powodów i motywów Jego czynu. Trwa postępowanie wyjaśniające prowadzone przez policję, a my musimy poczekać na jego rezultaty.

Ten dramat jest udziałem nas wszystkich, dlatego proszę, wspierajmy się nawzajem życzliwością i modlitwą, oddając Bogu wszystko to, co dla nas jest niezrozumiałe i co nas zasmuca. Prośmy też, aby miłosierny Pan, który zna ludzkie serca, przyjął do siebie o. Piotra.

AMDG Jakub Kołacz SJ Prowincjał

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trwają zapisy na Wakacyjną Ewangelizację Bieszczadów

2019-06-25 15:59

pab / Polańczyk (KAI)

Do 30 czerwca trwają zapisy chętnych, którzy chcą podjąć posługę na Wakacyjnej Ewangelizacji Bieszczadów „Bieszczady dla Jezusa 2019”. Akcja odbędzie się od 15 do 22 lipca na Jeziorem Solińskim.

Archiwum ks. Adama Stachowicza

– Będziemy w miejscu bardzo ciekawym, malowniczym i turystycznie ważnym. Nasza baza będzie w pobliskich miejscowościach: w Myczkowie i Polańczyku, a główne działania ewangelizacyjne podejmiemy na Zaporze Solińskiej oraz w Polańczyku na Cyplu i w amfiteatrze. Natomiast w miejscowym Sanktuarium Matki Bożej Pięknej Miłości będą codzienne celebracje Mszy świętej i nabożeństwa – zapowiada ks. Mateusz Rutkowski, moderator Szkoły Nowej Ewangelizacji Archidiecezji Przemyskiej.

Zapisywać się można poprzez stronę bieszczadydlajezusa.pl oraz sne.przemyska.pl. Można na nich również zobaczyć relacje filmowe z poprzednich edycji.

– To jest dzieło dla każdego, kto kocha Boga, kto sam jest zewangelizowany i kto należy do jakiejś wspólnoty kościelnej. Osoby, które są spoza diecezji lub należą do wspólnoty, której nie znamy, muszą przedstawić opinię od duszpasterza, abyśmy mieli pewność, że jest to osoba godna zaufania. To nie są wakacje, ale ciężka praca. Połączona z odpoczynkiem nad wodą i dobrą zabawą, ale skupiamy się na głoszeniu Dobrej Nowiny – zaznacza ks. Mateusz Rutkowski.

Do ewangelizacji zaproszone są osoby od 17. roku życia. Mile widziane są rodziny z dziećmi. Szczegółowe informacje można znaleźć na wspomnianych stronach. Zapisy kończą się 30 czerwca o godz. 23.59. Za tygodniowy pobyt, ewangelizatorzy ponoszą jedynie koszt 100 zł.

Wakacyjną Ewangelizację Bieszczadów koordynuje Szkoła Nowej Ewangelizacji Św. Jakuba Apostoła Archidiecezji Przemyskiej i Katolickie Stowarzyszenie „Unum”. Włączają się w nią inne ruchy i stowarzyszenia katolickie działające na terenie archidiecezji przemyskiej.

Bieszczadzkiemu spotkaniu patronuje metropolita przemyski abp Adam Szal.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem