Reklama

Wiadomości

By dorwać księdza

Ten prywatny adres w Modlnicy pod Krakowem był przez pewien czas mijającego roku najbardziej znanym i najłatwiejszym do zdobycia w Polsce

Niedziela Ogólnopolska 50/2013, str. 40-41

[ TEMATY ]

kapłan

nadesłane przez ks. Gila

Każdy, kto tylko chciał, mógł się, dzięki usłużnym dziennikarzom i redaktorom, dowiedzieć, gdzie mieszka ks. Wojciech Gil, którego mainstreamowe media bez wyroku i bez potwierdzonych dowodów okrzyknęły „księdzem pedofilem”.

Do rodzinnego domu ks. Wojciecha po raz pierwszy jadę z michalitą, ks. Romanem Chylińskim. Przez otwartą bramę wjeżdżamy na podwórko. Wita nas głośne szczekanie psa. W drzwiach wejściowych stoi wyprostowany człowiek. Gdy podchodzę bliżej, dostrzegam jego uważne spojrzenie. Starszy pan okazuje się być ojcem ks. Wojciecha. Gdy tylko Stanisław Gil rozpoznaje w ciemności ks. Romana, otwiera drzwi na oścież i zaprasza nas do środka.

W domu rodzinnym

To moje pierwsze spotkanie z posądzonym i obrzuconym błotem michalitą, którego bardzo chciałam poznać. Ksiądz Wojciech lustruje mnie uważnie, podobnie jak jego mama, Elżbieta Gil. Na pewno jest mi łatwiej, bo mam rekomendacje ks. Romana. Ale i tak na początku, zanim zaczniemy rozmawiać, a p. Elżbieta przyniesie kawę, herbatę oraz ciastka, wyciągam na ławę mój telefon i dyktafon, pokazując, że nie są włączone. Dodaję, iż nie mam zamiaru niczego nagrywać bez ich zgody. Tego wieczoru słucham m.in. relacji o tym, jak właściciele domu: Stanisław i Elżbieta Gilowie oraz ich drugi syn Grzegorz z żoną i córkami zostali potraktowani przez dziennikarzy, którzy do Modlnicy zjeżdżali nie tylko z Polski. Pytam, czy mogłabym to opisać. Nie wyrażają zgody, ale obiecują, że się zastanowią i dadzą mi odpowiedź.

Reklama

Tydzień później, gdy dowiedziałam się, że mam „zielone światło” na artykuł, znów jadę do Modlnicy. Tam oprócz bliskich ks. Wojciecha spotykam sąsiadów, młodych ludzi z parafii św. Wojciecha oraz sprzedawczynie z tutejszego sklepu. Każdy z moich rozmówców na swój sposób przeżył i doświadczył aktywności ludzi mediów, którzy szukając dowodów winy ks. Wojciecha, potrafili wykorzystywać cały arsenał środków i sposobów, by go osaczyć.

– O tym, co przeżyliśmy w czasie kolejnych fal zainteresowań dziennikarzy Wojtkiem, trudno będzie nam kiedykolwiek zapomnieć – mówi p. Elżbieta Gil. – Najgorzej to było jednak we wrześniu i na początku października. To był najazd: od wczesnych godzin rannych do późnych wieczornych. Nawet po 22.00 ktoś próbował dzwonić domofonem, prosić o rozmowę. Na nic się zdały nasze odpowiedzi, że nie rozmawiamy. Nikogo nie obchodziło, że my w tym domu żyjemy, że mamy prawo spać, bo rano dzieci idą do pracy, a wnuczki do szkoły.

Przed bramą

Mama ks. Wojciecha mówi, że sposoby, w jaki próbowano uzyskać ich wypowiedzi czy informacje o jej synu, były bezwzględne. Jako przykład podaje zachowanie dziennikarki z „Faktu”. – Akurat przyjechałam z synową z Krakowa – opowiada cała wzburzona, pomimo iż od tamtych wydarzeń upłynęło kilka tygodni. – Gdy ta redaktorka przeszła przez bramę i zapytała, czy z nią porozmawiam, powiedziałam, że nie, bo oni i tak piszą, co im się żywnie podoba. Na to ona, że wierzy w niewinność Wojtka. Zapytała równocześnie, czy to prawda, że Wojtek uciekł z Dominikany na fałszywym paszporcie. No to jej powiedziałam, że to nieprawda i przyniosłam ten paszport z wbitymi pieczątkami. Wtedy pani zapytała, czy może zrobić zdjęcie paszportu. Zgodziłam się, a następnego dnia „Fakt” opublikował fotografię z opisem: „Matka księdza pedofila”. Ani słowa o tym, co trzymam w ręku…

Swoje uwagi na temat wspomnianego tekstu ma również p. Stanisław Gil. Trzęsącymi rekami podaje mi gazetę („Fakt” z 9 września 2013 r. – przyp. red.) i drżącym głosem opowiada: – Ci z tego brukowca weszli na podwórko i ten co miał aparat, zrobił mi zdjęcie. No to się go pytam, kto mu pozwolił i domagam się, żeby tę fotografię skasował. On obiecał, że tak zrobi i sobie poszedł. Potem w tym artykule, w którym żonę nazwali „matką pedofila”, przytoczyli moją wypowiedź, a ja o Wojtku nic do nich nie mówiłem. Jakim więc prawem ktoś się powołuje na moją wypowiedź, której nie było? – pyta starszy człowiek i dodaje, że chciałby wiedzieć, czy ci piszący nieprawdę o jego dziecku pomyśleli, co czuje ojciec. Zdenerwowany, rozżalony wyznaje: – Wie pani, ja przez trzy tygodnie do kościoła nie chodziłem, tu, w domu, się modliłem. Po tym, co te gazety pisały, co w telewizji mówili, ciężko mi było tutejszym ludziom w oczy spojrzeć.

Kosztem dzieci

Pogoni za sensacją doświadczył również Grzegorz Gil i jego rodzina; żona i córki – uczennice podstawówki. – To był dla nas bardzo trudny czas – przyznaje brat ks. Wojciecha. – Ciężko było tu normalnie żyć, do pracy wyjechać, koło domu coś zrobić. Nie dało się wyjść, bo cały czas kręcili i fotografowali, co się u nas dzieje. Nawet w nocy dziennikarze czaili się po krzakach, żeby Wojtkowi zdjęcie zrobić. Jeden to nawet był przebrany za księdza. Za nim jakiś chłopak z dziewczyną, ostentacyjnie się na różańcu modlili. Ktoś się przedstawiał, że jest z Telewizji Trwam.

Grzegorz Gil przyznaje, że najtrudniej to jednak było córkom wytłumaczyć całe to zamieszanie. – One bały się same do domu wracać – mówi. – A i w szkole inne dzieci pytały, dlaczego nasz dom w gazetach, w telewizji pokazują, dlaczego o ich wujku tak mówią. Ojciec dziewczynek przyznaje, że bardzo się o nie rodzina bała, wszyscy starali się je chronić przed upowszechnianymi informacjami, ale też ma świadomość, że to właściwie było niemożliwe.

Brat ks. Wojciecha nazywa to, co przeżyła jego rodzina – nagonką na księdza, bezwzględnym szukaniem sensacji i okazji do zarobienia. Wskazując na kolejne relacje: te z konkretnych telewizji i te prasowe, udowadnia, że ich autorzy manipulowali faktami, stwarzając rzeczywistość, zamiast ją rzetelnie opisywać. – Najlepszym przykładem jest sprawa przedstawiona w „Super Expressie” (z 3 października 2013 r. – przyp. red.), jak to rzekomo media, w tym właśnie ten brukowiec, pomogły ustalić miejsce pobytu Wojtka – opowiada. – Prawda wyglądała inaczej. Policja zadzwoniła do nas, aby porozmawiać z Wojtkiem, a ponieważ go akurat nie było, więc to ja z nimi rozmawiałem i to ja przekazałem bratu, że oni chcą go przesłuchać. Wojtek zgłosił się do nich ze swym adwokatem i po złożeniu stosownych zeznań wrócił do domu. To było w sobotę, a w następnym tygodniu, we wtorek przyjechała do nas policja, a za nimi sznur samochodów z dziennikarzami. Natomiast dwa dni później po tym najeździe wspomniany „Super Express” napisał, że ich dziennikarze przyczynili się do ustalenia adresu przebywania Wojtka. Tam jest również zdjęcie rzecznika policji z Komendy Głównej i informacja, jakoby dziękował on gazecie za to, że pomogli ustalić miejsce pobytu Wojtka, którego po raz kolejny nazwano „pedofilem”. A przecież policja dobrze wiedziała, gdzie jest Wojtek.

Wśród sąsiadów

Również sąsiedzi państwa Gilów przeżyli swoje. Kłopoty z dojazdem na swoje posesje, zaczepianie przez dziennikarzy szukających wypowiedzi, które potwierdziłyby już upowszechnione opinie na temat ks. Wojciecha. – To był dla nas bardzo trudny czas – przyznaje sąsiadka, Bożena Bogucka. – Dziennikarze wjeżdżali samochodami na nasze prywatne drogi, nikogo o zgodę nie pytali. Wiem też, że zbierali wypowiedzi wśród dzieci, zwłaszcza tych z gimnazjów. Wśród pytanych był mój młodszy syn, który ks. Wojtka zna dobrze, bo jeździł z nim na kolonie. Jednak wypowiedzi syna nigdzie nie znalazłam. Najwyraźniej dobre, prawdziwe informacje tych żądnych sensacji dziennikarzy nie interesowały.

Również druga sąsiadka, Elżbieta Machlowska, mówi, że to, co się w tym czasie w Modlnicy działo, było i nadal jest trudne do zaakceptowania. – Któregoś dnia wracałam z popołudniowej zmiany, ok. 21.30. I wtedy mnie i moją córkę policja legitymowała. Gdy zapytałam, co tu się dzieje, wymyślili historyjkę o kradzieży. Najgorsze jednak było wścibstwo tych dziennikarzy i fotoreporterów, ich wchodzenie z buciorami do czyjegoś życia.

Pani Elżbieta przyznaje, że jest zszokowana tym, co zaobserwowała. – Wie pani, oni byli strasznie nachalni, a najgorsze, że pisali i mówili, co im się spodobało – stwierdza. – Moja koleżanka się wypowiedziała, a potem w gazecie znalazła tylko część tego, co mówiła i to w taki sposób przedstawione, żeby jej słowa współgrały z przesłaniem artykułu. A córka po tym wszystkim, co tu widziała, to powiedziała, że więcej tych gazet, w których wydaje się wyrok na człowieka, chociaż sąd go nie skazał, a i dowody jakieś takie niepewne, to do ręki nie weźmie.

Przed kościołem i sklepem

Kolejnym miejscem, obok rodzinnego domu ks. Gila i parafialnego kościoła, gdzie chętnie przebywali ludzie mediów, był miejscowy sklep. – Oni byli bardzo natarczywi – mówi o dziennikarzach Anna Karcz, właścicielka sklepu. – Niektórzy nasi klienci to nawet bali się do środka wchodzić, bo nie wiedzieli, jak sobie z całą tą sytuacją poradzić. Do mnie też przychodzili różni redaktorzy, ale nie chciałam się wypowiadać. Bo wie pani, co można mówić, jak oni z góry skazują człowieka i twierdzą, że jest winny? – pyta i podkreśla, że te wizyty dziennikarzy u niektórych klientów nagabywanych przez dziennikarzy, nawet wywoływały agresję.

O fałszowaniu rzeczywistości przez dziennikarzy, o ich szukaniu dowodów na z góry postawioną tezę są przekonani Krzysztof Styrylski i Dominik Krawczyk. Obaj mówią, że przyjaźnią się z ks. Wojciechem i bardzo przeżyli, to, co go spotkało. Po tym, co zaobserwowali podczas kolejnych wizyt mediów w Modlnicy, są pewni, że ich zdecydowana większość nie szukała prawdy.

– To, co robili dziennikarze szukający ks. Wojtka i informacji o nim, było bezprawnym najazdem na ten dom, utrudnianiem życia całej rodzinie, a tak naprawdę wielu mieszkańcom Modlnicy – mówi Krzysztof Styrylski. – Sam dojazd do tutejszego przedszkola: były dni, że właściwie stało się to niemożliwe, bo wozy transmisyjne i dziennikarze tarasowali drogę. Albo przejeżdżam obok, a na dom, na każde okno Gilów, są ustawione kamery. Praktycznie trudno się było dostać na posesję. Kiedy podjeżdżałem pod bramę, to natychmiast pojawiali się dziennikarze, którzy próbowali mi zadawać pytania.

Z kolei Dominik Krawczyk, zajmujący się w parafii w Modlnicy wolontariatem, mówi, że zdecydował się sam wyjść do dziennikarzy: – Gdy usłyszałem, że pod kościół po raz kolejny podjechali dziennikarze z TVN-u, poszedłem do nich, bo pomyślałem, że powiem, jakim człowiekiem jest ks. Wojtek. Dziennikarze pytali, skąd się znamy, dlaczego chcę się wypowiadać na ten temat. Ostatecznie żadne słowo z mojej wypowiedzi nie znalazło się w materiale, najwidoczniej nie spełniłem ich oczekiwań (śmiech).

Przyjaciele ks. Wojciecha dodają, że dziennikarze z różnych mediów starali się pozyskać nawet wypowiedzi osób niepełnoletnich, np. gimnazjalistów. – Nie wiem, jak to dokładnie wyglądało, bo mnie przy tym nie było, ale Bartek z tutejszego gimnazjum opowiadał, że jedna dziennikarka telewizyjna nawet próbowała go przekupić, byle tylko „coś” na temat ks. Wojtka powiedział.

W Internecie

Osobny wątek tworzenia historii ks. Wojciecha Gila na tle Modlnicy i jej mieszkańców stanowi wizyta dominikańskiej dziennikarki Alicii Ortegi z telewizji Noticias SIN. Zapewne niewiele osób w Polsce wie, że pani redaktor wspólnie z dziennikarzami TVN-u i tłumaczem przyjechała pod dom Gilów. – Była tu dwa razy – mówi mama ks. Wojciecha. – Pierwszy raz wieczorem, ale myśmy z nią nie rozmawiali, bo mieliśmy zepsuty domofon i nikt nie wychodził do bramy domu, gdzie wciąż się jacyś redaktorzy zbierali. Od sąsiadów dowiedzieliśmy się, że była dziennikarka, co po hiszpańsku mówiła. Elżbieta Gil dodaje, że następnego dnia pod ich dom podjechała ekipa TVN-u, a z nimi ponownie dominikańska dziennikarka. – Ona podeszła z tłumaczem do bramy i prosiła, abym przekonała Wojtka do rozmowy z nią. Mówiła, że wierzy w jego niewinność i chce go przeprosić w imieniu Dominikany, i wyjaśnić wiele spraw. Wtedy jej odpowiedziałam, że nie będziemy z nikim rozmawiać, bo to nie ma sensu. Pani Elżbieta dodaje, że ekipa, z którą przyjechała dziennikarka, postała jeszcze chwilę, a potem odjechała.

Kilka godzin później Alicia Ortega upubliczniła na krakowskim rynku rzekome dowody winy ks. Wojciecha – filmy, na których miały być dzieci wykorzystywane seksualnie przez polskiego kapłana. Znających język hiszpański odsyłam na jedną z dominikańskich stron internetowych (www.elnacional.com.do), gdzie można się dowiedzieć, że Alicia Ortega i towarzysząca jej ekipa zostali w Modlnicy przed domem Gilów… zaatakowani przez ich sąsiadów. Jeden z nich miał próbować rozwalić (w dosłownym tłumaczeniu) samochód stacji telewizyjnej. Inni mieli uderzać w samochód dziennikarki i zaczepiać ją.

Moi rozmówcy, w tym sąsiedzi, nic o tym nie wiedzą, a Elżbieta Gil powtarza, że po rozmowie z nią dziennikarka odjechała spod ich bramy przez nikogo niezaczepiana.

* * *

Z rosnącym przerażeniem słuchałam kolejnych historii mieszkańców Modlnicy. I chociaż początkowo trudno mi było w nie uwierzyć, to fakty same układały się w logiczną całość. To pozwala mi przypuszczać, że aktywność dziennikarzy była zwyczajnym polowaniem na księdza. Mainstreamowe media już wydały wyrok, a ponieważ dowodów nie było, więc uznały, że potrafią je stworzyć.

Czy uczestniczący w tym procederze dziennikarze mają świadomość, że w cyniczny sposób wykorzystali uczciwość wielu osób, że je skrzywdzili, okłamali? Czy mają świadomość, że w pogoni za sensacją wystawili sobie i mediom, które reprezentują, najgorsze świadectwo? Jak sobie z tym poradzą?

2013-12-10 13:35

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pielgrzymka duchowieństwa do Dachau. Pamiętajmy o męczeństwie polskich księży

2020-02-06 07:14

[ TEMATY ]

pielgrzymka

kapłan

kapłan

kapłani

Kamil Gregorczyk

Tablica poświęcona łódzkim księżom, którzy zginęli w Dachau

Uroczystość 75. rocznicy wyzwolenia obozu w Dachau obchodzona 29 kwietnia, to okazja do modlitwy i oddania czci pomordowanym tam polskim duchownym. W obozie więziono niemal 1800 polskich kapłanów, co drugi złożył ofiarę z życia. Oddali życie za Jezusa i za nas – podkreślił ks. prał. Jarosław Mrówczyński, zastępca sekretarza generalnego Episkopatu Polski.

Ks. Mrówczyński poinformował, że pielgrzymkę duchowieństwa do byłego obozu Dachau organizuje Polska Misja Katolicka w Niemczech przy wsparciu Kościoła katolickiego w Niemczech. „Nasza pielgrzymka i polsko-niemieckie obchody kościelne będą częścią niemieckich obchodów państwowych. Księża z Polski włączą się w obchody w dniu wyzwolenia obozu, czyli 29 kwietnia” – wyjaśnił. Dodał, że właśnie tego dnia obchodzony jest Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego.

„W Dachau będziemy modlić się za pomordowanych duchownych, dziękować za ich niezłomną wiarę i świadectwo życia. Pamięć o pomordowanych jest przestrogą na przyszłość, która skłania do modlitwy o pokój i pojednanie między narodami” – zaznaczył zastępca sekretarza generalnego Episkopatu Polski. Podkreślił, że kapłani są szczególnie powołani do tego, by kultywować pamięć o swoich poprzednikach zamordowanych i nieludzko traktowanych w obozie w Dachau.

Ks. Jarosław Mrówczyński stwierdził też, że zamordowani w Dachau duchowni to wzór do naśladowania dla obecnych i przyszłych kapłanów: „Możemy uczyć się od nich ofiarności, miłości do Jezusa i bliźnich, wierności powołaniu i trwania przy krzyżu Chrystusowym. Są także dowodem na to, jak wielka siła płynie z modlitwy. Więzieni i pomordowani kapłani świadczą, że siła ducha, której źródłem jest sakrament kapłaństwa może pokonać nieludzkie warunki, bicie, poniżanie, tortury, głód i strach przed egzekucją, która mogła nastąpić w każdej chwili” – zauważył.

Zastępca sekretarza generalnego Episkopatu Polski dodał, że kapłani w Dachau potajemnie sprawowali sakramenty i wzajemnie prowadzili dla siebie rekolekcje, w których podkreślali znaczenie drogi krzyżowej Chrystusa. „Tak wiernie przeżywana posługa kapłańska jest źródłem łask dla kolejnych pokoleń księży” – ­­dodał.

Obóz w Dachau jest symbolem męczeństwa polskich kapłanów w czasie II wojny światowej. Niemieccy naziści zesłali tam łącznie 2794 duchownych, w tym 1773 z Polski. W Dachau zamordowano 868 duchownych z naszego kraju. Eksterminacja biskupów, księży i zakonników w Dachau była częścią planu niszczenia Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: w niedzielę rozpocznie się nabożeństwo czterdziestogodzinne przed Wielkim Postem

2020-02-20 18:14

[ TEMATY ]

Częstochowa

Jasna Góra

Wielki Post

nabożeństwo

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Modlitwa o dobre przygotowanie do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego, o powołania zakonne i kapłańskie do Zakonu Paulinów w roku jubileuszowym założyciela bł. Euzebiusza, o trzeźwość narodu wpisze się tegoroczne intencje nabożeństwa czterdziestogodzinnego Adoracji Najświętszego Sakramentu na Jasnej Górze. Stanowi ono tradycyjnie przygotowanie do Wielkiego Postu i rozpocznie się w najbliższa niedzielę.

W modlitewne czuwanie włączają się poszczególne grupy działające i posługujące na Jasnej Górze: Siostry Uczennice Boskiego Mistrza, Sodalicja Mariańska, Asysta Jasnogórska, Jasnogórskie Chóry: Żeński „Kółeczko” oraz Mieszany im. Królowej Polski, Bractwo NMP Królowej Korony Polski, Jasnogórska Rodzina Różańcowa i Bractwo Eucharystyczne, a także wierni Częstochowy i pielgrzymi.

Czterdziestogodzinnemu nabożeństwu towarzyszą specjalne intencje adoracji i modlitw. W tym roku jest to wynagrodzenie za zniewagi Najświętszego Sakramentu, za wszystkie grzechy przeciwko życiu, za rozlew krwi na świecie, wojny i terroryzm.

W roku 100-lecia urodzin św. Jana Pawła II wierni dziękować będą za dar jego pontyfikatu dla Kościoła i świata. To to będzie też czas szczególnego dziękczynienia za dar Eucharystii dla Kościoła i sakramentu święceń i kapłanów. Wśród intencji błagalnych będzie podejmowana modlitwa o dobre przygotowanie do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego i o powołania zakonne i kapłańskie do Zakonu Paulinów w roku jubileuszowym 750. rocznicy śmierci założyciela bł. Euzebiusza z Ostrzyhomia.

- Chciejmy zatrzymać się, rozeznać swoją sytuację życiową, wejść z wiarą w Wielki Post. Nie zmarnujmy tego czasu - zachęca kustosz Jasnej Góry o. Waldemar Pastusiak. – To spotkanie z Bogiem, nawet doświadczenie tych zgiętych kolan, zimnej twardej posadzki będzie kruszyło nasze oporne serca i zbliżało nas do Boga – zwraca uwagę kustosz.

W czasie trwania nabożeństwa w jasnogórskiej bazylice wystawiony jest Najświętszy Sakrament – w niedzielę, 23 lutego, po Mszy św. o 11.00 do godz. 21.00, w poniedziałek od godz. 5.00 do 21.00 i we wtorek od godz. 5.00 do 18.00. W tym czasie pielgrzymi i mieszkańcy Częstochowy mogą włączać się w modlitwę przed Najświętszym Sakramentem. Nabożeństwo zakończy się we wtorek, 25 lutego, o godz. 17.00 nieszporami z kazaniem, które wygłosi bp senior Antoni Długosz.

Czterdziestogodzinne nabożeństwo ma bardzo bogatą i długą tradycję. Już w 1539 r. papież Paweł III pisał, że powstało, aby „ułagodzić gniew Boga, spowodowany występkami chrześcijan, oraz aby udaremnić wysiłki i machinacje Turków, dążących do zniszczenia chrześcijaństwa”.

Nabożeństwo to polega na nieustannej, trwającej czterdzieści godzin modlitwie przed uroczyście wystawionym Najświętszym Sakramentem. Adoracja trwa 40 godzin przede wszystkim dla upamiętnienia czasu, jaki według tradycji ciało Zbawiciela było złożone w grobie. Liczba 40 jest często wymieniana w Biblii i zawsze oznacza święty czas: przed rozpoczęciem nauczania Jezus przebywał na pustyni przez 40 dni, tyle samo czasu padał deszcz w trakcie potopu, Żydzi błąkali się na pustyni przez 40 lat.

Nie ma pewności co do tego, kiedy powstało czterdziestogodzinne nabożeństwo, ani kto je zapoczątkował. Najprawdopodobniej, jego korzenie można odnaleźć już w średniowiecznym (XIII-XIV) zwyczaju przenoszenia Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego właśnie na czterdzieści godzin.

Dzięki ciągłości czterdziestogodzinnego nabożeństwa przerodziło się ono w adorację wieczystą. Od roku 1534 wystawiano Najświętszy Sakrament do adoracji w monstrancji. W roku 1548 Filip Neriusz wprowadził czterdziestogodzinne nabożeństwo w Rzymie, a papież Klemens VIII w 1592 roku nakazał odprawiać je we wszystkich kościołach Wiecznego Miasta. W roku 1553 jezuici - jako główni propagatorzy - zaprowadzili czterdziestogodzinne nabożeństwo także poza Italią. Św. Ignacy Loyola bardzo zachęcał do urządzania w czasie karnawału trwających dwa dni lub czterdzieści godzin wystawień Najświętszego Sakramentu jako przebłagania za grzechy popełnione w tym okresie.

W XVI w. uroczyste wystawienia Najświętszego Sakramentu, trwające najczęściej czterdzieści godzin, organizowane były przeważnie w sytuacjach publicznych katastrof czy niebezpieczeństwa.

Papież Klemens VIII wydał w 1592 r konstytucję , która zaprowadziła w Rzymie nieprzerwany cykl uroczystych wystawień Najświętszego Sakramentu, odbywający się po kolei w różnych kościołach, w każdym po czterdzieści godzin. Wśród intencji Klemens VIII zalecał pokój” „Módlcie się o zgodę wśród chrześcijańskich książąt, módlcie się za Francję [Francja była wówczas szczególnie zagrożona], módlcie się, by wrogowie naszej wiary, straszliwi Turcy, którzy w swej pełnej pychy zaciekłości grożą zniewoleniem i zniszczeniem całego chrześcijańskiego świata, mogli być powaleni prawicą Wszechmogącego Boga”.

W 1731 r. papież Klemens XII wydał chyba najistotniejszą instrukcję regulującą sposób odprawiania czterdziestogodzinnego nabożeństwa, znaną później jako “Instructio Clementina”.

Papież Benedykt XIV, który w wydanej w 1748 r. encyklice „Inter Cetera” zalecał, by odprawiać przed Wielkim Postem czterdziestogodzinne nabożeństwo, które miało ochronić wiernych przed niebezpiecznymi rozrywkami oraz być formą pokuty za popełnione grzechy. Do dziś pozostało związane właśnie z okresem rozpoczęcia Wielkiego Postu.

CZYTAJ DALEJ

Pogarsza się sytuacja dzieci na całym świecie

2020-02-23 17:21

[ TEMATY ]

dzieci

głód

konflikt

UNICEF

źródło: vaticannews.va

Nie tylko konflikty wojenne, głód i brak dostępu do służby zdrowia zagrażają życiu i przyszłości dzieci. Negatywny wpływ na ich zdrowie ma też zanieczyszczenie środowiska oraz agresywna reklama popychająca młodych w kierunku fast foodu, alkoholu i tytoniu.

Najnowszy raport Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci UNICEF jednoznacznie stwierdza, że sytuacja dzieci na całym świecie znacząco się pogarsza. Żaden kraj nie chroni też wystarczająco ich zdrowia i przyszłości. Badania zostały przeprowadzone w 180 krajach, zarówno charakteryzujących się chronicznym ubóstwem, częstymi suszami i niekończącymi wojnami, jak i w najbardziej rozwiniętych i bogatych.

UNICEF bije na alarm, że w krajach ubogich aż 250 mln dzieci poniżej 5. roku życia nie będzie miało szansy na rozwój swego potencjału.

Ich los jest zagrożony przez kryzysy humanitarne, konflikty, klęski żywiołowe i nowe problemy coraz częściej związane ze zmianami klimatycznymi. Raport podkreśla, że w krajach bogatych zanieczyszczenie powietrza i zły styl życia zbierają równie negatywne żniwo. W porównaniu z rokiem 1975 r. otyłość wśród dzieci wzrosła aż 11-krotnie (z 11 mln do 124 mln). Negatywny wpływ na nasz styl życia mają reklamy. Dzieci bombardowane są rocznie 30 tys. różnych reklam, które nie pozostają obojętne na ich styl życia. Dla przykładu policzono, że tylko w Australii, podczas transmisji telewizyjnych meczy piłkarskich, krykieta i rugby, wyemitowano 51 mln reklam produktów alkoholowych. Raport podkreśla też, że styl życia w krajach rozwiniętych jednoznacznie pokazuje, że nie myślimy dalekowzrocznie i nie zastanawiamy się nad tym, jakie konsekwencje przyniesie to dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję