Reklama

Widziane z Brukseli

Zawód

2014-07-22 12:47

Mirosław Piotrkowski
Niedziela Ogólnopolska 30/2014, str. 35

Iwona Sztajner

Znany ze świetnego poczucia humoru kompozytor, pisarz i polityk Stefan Kisielewski, zapytany, czy to, co robi, to powołanie czy zawód, bez wahania odparł, że „zawód”..., „w sensie, że się zawiodłem”. Podobne odczucie, ale bez mrugnięcia powieką, towarzyszyć musiało ostatnio premierowi Donaldowi Tuskowi w trakcie obrad Rady Europejskiej w Brukseli. Nie został on wybrany na przewodniczącego Rady. Teoretycznie nadzieję taką mógł mieć, o czym informowały polskie media. Ostatni szczyt Rady zakończył się fiaskiem, gdyż nie tylko nie wybrano jej nowego przewodniczącego, ale i szefa unijnej dyplomacji. Do drugiego stanowiska przymierzany był polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, ale i on także musiał poczuć się zawiedziony.

Winę za niepowodzenie brukselskiego szczytu zrzucono na odchodzącego przewodniczącego Rady – Hermana Van Rompuya, który miał nie przeprowadzić wcześniejszych koniecznych konsultacji z przywódcami 28 krajów członkowskich UE. Nie do końca ukontentowana mogła być też kanclerz Niemiec Angela Merkel, która obchodziła w trakcie szczytu w Brukseli swoje 60. urodziny. Wprawdzie był szampan i prezent, ale zaintonowane podczas konferencji prasowej przez jednego z dziennikarzy „Happy Birthday to You”, czyli nasze „100 lat”, nie zostało podchwycone. Mało kto był skory do śpiewania. Agencje informacyjne nic nie napisały o śpiewie naszego premiera Tuska, co mogło być sporym zawodem dla pani kanclerz. To ona bowiem jest kreatorką nadziei na lukratywne stanowiska w Unii, zarówno dla polskiego premiera, jak i szefa MSZ. Ostatnio obaj pochłonięci byli bardziej słuchaniem niż śpiewaniem, szczególnie nagrań z warszawskiej restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Na dalszy plan siłą rzeczy zepchnięte zostały problemy polskiego społeczeństwa, na rzecz którego powinni więcej się angażować.

Reklama

Chwilowo oddalona została także perspektywa pozyskania unijnych stanowisk, ale jeszcze nie wszystko stracone. Następny szczyt Rady Europejskiej planowany jest na wrzesień. Politycy i politykierzy, także ci zaprzeczający, że uganiają się za unijnymi stołkami, mogą nadal pozostawać przy nadziei. Być może uważają, że wypełniają niezwykłą misję, że świetnie wykonują swój zawód. Co jednak ze społeczeństwem, które reprezentują? Czy dostrzeże ono ich szczególne powołanie, czy raczej odczuje... zawód?

* * *

Mirosław Piotrowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego, profesor WSKSiM i KUL, kierownik Katedry Historii Najnowszej KUL, założyciel i kierownik Europejskiego Instytutu Studiów i Analiz

Tagi:
polityka Unia Europejska

Polska jako znak sprzeciwu

2019-07-31 10:15

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 31/2019, str. 30-31

Czy dobra zmiana w Unii Europejskiej jest możliwa? – pyta prof. Pawła Bromskiego Wiesława Lewandowska

Grzegorz Boguszewski
Prof. Paweł Bromski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Święty Jan Paweł II miał marzenie – po raz pierwszy wyraził je w Gnieźnie w 1979 r. – o „duchowej jedności chrześcijańskiej Europy”. W 1997 r. mówił już o misji, jaką Polacy oraz narody środkowej Europy mogą spełnić w zjednoczonej Europie, a jeszcze później – że wejście tych państw do Unii Europejskiej „może stanowić ubogacenie Europy”. Dlaczego, Panie Profesorze, te papieskie marzenia okazały się niespełnialne?

PROF. PAWEŁ BROMSKI: – Dlatego, że – jak sam Jan Paweł II przestrzegał w encyklice „Centesimus annus” – demokracja bez wartości przemienia się „w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. I moim zdaniem, właśnie taką sytuację mamy w Unii Europejskiej, gdzie demokracji jest jak na lekarstwo, gdzie bezwzględnie rządzą najsilniejsi. Wprawdzie Parlament Europejski (PE) pochodzi z wyboru, ale to jedyna instytucja demokratyczna w Unii i być może właśnie dlatego ma niewiele do powiedzenia. Naprawdę najważniejszą instytucją UE jest Europejski Bank Centralny, który zarządza finansami wspólnej Europy. I dlatego po ostatnich wyborach między Francją a Niemcami stoczyła się ostra walka o stanowisko szefa tego banku; zwyciężyli Francuzi. Wszystkie pozostałe instytucje unijne – przede wszystkim Komisja Europejska – są podobnie na wskroś niedemokratyczne i zdominowane przez najsilniejsze państwa. I to z całą pewnością się nie zmieni. Niewątpliwie UE z roku na rok zmienia się na gorsze.

– I coraz wyraźniej zmierzamy w kierunku utworzenia jednego wielkiego państwa europejskiego zarządzanego przez najsilniejszych?

– Utworzenie jednego wspólnego państwa jest celem dzisiejszych przywódców Unii. Nowa szefowa KE Ursula von der Leyen ma poglądy tak samo socjalistyczne jak reszta głównych przywódców Unii i z pewnością będzie popierała narzucane przez nich cele, czyli toczące się już procesy federalizacyjne.

– Przed ostatnimi wyborami europejskimi pojawiły się jednakże pewne nadzieje na odwrót od obecnego kursu, jako że w wielu państwach do głosu zaczęły dochodzić siły prawicowe, konserwatywne...

– Okazało się jednak, że w PE absolutną dominację mają nadal siły lewicowe. Mimo że największym beneficjentem tych wyborów jest chadecja, to musimy pamiętać, że dzisiejsza europejska chadecja jest chadecją tylko z nazwy, a w istocie jest to ugrupowanie socjalistyczne. Dlatego trudno liczyć na zawrócenie lewicowego nurtu Unii, na jakąkolwiek – w naszym rozumieniu – dobrą zmianę.

– Chyba że przeforsujemy ją własnymi siłami, np. przez realizację projektu Trójmorza?

– Trójmorze to nie jest jeszcze projekt polityczny; polega na zacieśnieniu gospodarczo-ekonomicznych więzi między krajami środkowej Europy przez budowę połączeń drogowych, kolejowych i – co najważniejsze – gazowych, które zapewnią uniezależnienie się tych krajów od rosyjskich dostaw gazu. Dopiero na tym gruncie można będzie kiedyś zbudować jakiś silniejszy układ polityczny wewnątrz Unii Europejskiej. Jest to, oczywiście, projekt bardzo niewygodny dla dzisiejszych przywódców Unii, zwłaszcza dla Niemców, którzy budują Nord Stream 2 i bez skrupułów zacieśniają swe odwieczne związki z Rosją, która jest dla nich bezcennym zapleczem surowcowym.

– To znaczy, że Niemcy, wspierając uzależnienie energetyczne Europy od Rosji, skazują ją w jakiś sposób także na humory i wpływy polityczne Kremla?

– Można tak powiedzieć. Bardzo przy tym krytykują Polskę, która stara się od tej niebezpiecznej zależności uwolnić przez coraz większe zakupy gazu amerykańskiego i zamiar przesyłania go do krajów Trójmorza. Ale nie martwmy się na zapas tym niemiecko-rosyjskim sojuszem, bo – paradoksalnie – im będzie on mocniejszy, tym lepiej dla nas.

– Jak to?

– W takiej sytuacji Polska staje się niemal jedynym pewnym przyczółkiem dla obecności Stanów Zjednoczonych w Europie, z czego przecież nie mogą one zrezygnować, chcąc zachować swój status globalnego przywództwa. Zwłaszcza że także stosunki USA z Wielką Brytanią okazały się dalekie od doskonałości... Mamy więc szansę stać się głównym partnerem Amerykanów w Europie, a tym samym zyskać większe poczucie bezpieczeństwa.

– Opozycja już ostrzega, że to zacieśnianie polsko-amerykańskiego partnerstwa może grozić marginalizacją Polski w Unii Europejskiej, wymiernymi stratami finansowymi. Nie powinniśmy się tego obawiać?

– Tak czy inaczej znajdujemy się dziś na marginesie Europy... Ale w żadnym razie nie musimy się obawiać, że za karę ktoś zechce nas wyrzucić z Unii, bo pozostałe kraje, głównie Niemcy, mają z Polski wciąż wielkie korzyści gospodarcze. Trzeba by tu przypomnieć, że już w tzw. okresie przedakcesyjnym, w ciągu pięciu lat – jak wynika z naszych obliczeń – bilans wymiany handlowej wynosił ok. 50 mld dol. na naszą niekorzyść. Otworzyliśmy szeroko granice, import do Polski, głównie niemiecki, był tak olbrzymi, że w gruncie rzeczy finansowaliśmy wówczas niemieckie fabryki i miejsca pracy w Niemczech. Nadal w pewnym sensie tak właśnie jest...

– ...a wszelkie wysiłki polskiego rządu, by tak nie było – np. wyraźny rozwój gospodarczy, reformy państwa – spotykają się z nieprzejednaną krytyką ze strony unijnych przywódców...

– ...oraz polskiej opozycji, która już nawet nie ukrywa, że jest wyraźnie proniemiecka. Zresztą, jak przyznał publicznie jeden ze współtwórców głównego członu partii opozycyjnej – jednej z partii liberalno-demokratycznej – jej założyciele przyjęli walizkę pieniędzy od niemieckiej Fundacji Konrada Adenauera na założenie tej partii.

– Niewątpliwie o randze Polski w Unii Europejskiej będzie stanowić pomyślna realizacja wielkiego geopolitycznego projektu Trójmorza jako ważnego składnika europejskiej wspólnoty. Czy, zdaniem Pana Profesora, jesteśmy już blisko tego celu? Czy to raczej nadal tylko kolejne marzenie?

– Wydaje się, że już chyba nic nie stoi na przeszkodzie, bo, co najważniejsze, zyskaliśmy finansowanie UE na budowę odpowiedniej infrastruktury, państwa Trójmorza już zabrały się do budowy poszczególnych jej odcinków, rozbudowujemy terminal gazowy w Świnoujściu, będziemy budować nowy w Gdańsku. Szkoda tylko, że nie przyjęliśmy chińskiej propozycji tzw. szlaku jedwabnego, prawdopodobnie skorzystają z tego Niemcy...

– To ze względu na nasze związki ze Stanami Zjednoczonymi?

– Niewątpliwie tak. Chiny są dziś największym konkurentem Stanów Zjednoczonych, Polska musiała więc dokonać wyboru; wybraliśmy solidarność z Ameryką.

– Chęć udziału w projekcie Trójmorza wyraziły także Niemcy. Czy Polska – jako główny projektodawca – powinna się na to zgodzić?

– Na szczęście Niemcy nie zostały zaproszone jako pełnoprawny członek projektu, uczestniczą w tym tylko w charakterze obserwatora. Wiadomo, że są bardzo pilnym obserwatorem, jako że ten projekt zagraża ich hegemonii w Unii Europejskiej. Uważam, że w żadnym razie nie można dopuścić do udziału Niemiec – a nawet do udziału Austrii, która się o to bardzo stara – w tym przedsięwzięciu, bo wówczas Niemcy bezwzględnie przejmą nad nim rządy i zrobią, co zechcą dla własnej korzyści. Trzeba brać pod uwagę także to, że państwa bałkańskie, które aspirują do wejścia do UE, są bardzo łatwe do przekupienia przez Niemcy. Także państwa – poza Rumunią – tworzące obecnie projekt Trójmorza mają doskonałe kontakty z Niemcami... Tak więc wszystko jest możliwe.

– Nie ma zatem pewności co do tego, że Trójmorze okaże się geopolitycznym sukcesem Polski?

– W geopolityce w ogóle nie można mówić o jakiejkolwiek pewności. Jak widzimy na przykładzie Unii Europejskiej, która przecież działa pod bardzo szczytnymi hasłami solidarności, równości itd., przecież nie ma w niej ani równości, ani solidarności.

– Podobnie zwodnicze jest hasło stworzenia jednego wielkiego, szczęśliwego państwa europejskiego?

– Proces federalizacji Europy postępuje bez większego rozgłosu, ale objawia się istnieniem w UE konkretnych instytucji, jak np. Rada Regionów. Wiele wskazuje na to, że obecnie rządzący Unią chcą za wszelką cenę rozbić państwa narodowe na regiony, licząc na ogromne korzyści dla siebie. Dla większości europejskich krajów to wielkie zagrożenie. Federalizacja oznacza np. wspólne pisanie historii europejskiej. Nie ma żadnego powodu, by Polska rezygnowała ze swej tysiącletniej historii, by pozwalała na jej zakłamywanie, co już dziś ma miejsce, bo np. mówi się o współwinie Polaków za Holokaust, wymazuje się z historii winę Niemców i mówi się o jakichś bliżej niezidentyfikowanych nazistach...

– W Polsce obecna partia opozycyjna od dawna całkiem konkretnie – lecz nie nazywając rzeczy po imieniu – stara się wspierać ideę federalizmu; ostatnio zaproponowano np. likwidację województw... To byłby początek zwijania państwa polskiego?

– Rzeczywiście, Platforma Obywatelska najwyraźniej wspiera europejski plan, według którego samodzielne regiony Europy miałyby być związane z wielkimi miastami jako silnymi ośrodkami gospodarczymi i cywilizacyjnymi. Tym bardziej to niebezpieczne, że samorządy większości dużych polskich miast są dziś w rękach właśnie tej partii. Gdyby powiódł się plan rugowania terenowych przedstawicielstw państwa, jakimi są urzędy wojewódzkie i wojewodowie, mogłoby to doprowadzić do poważnego osłabienia władzy centralnej, a w konsekwencji – do rozbicia państwa.

– Mielibyśmy w Polsce już nie jedno – jak przed wojną – ale wiele wolnych miast, w których żyją „prawdziwi Europejczycy”...

– Takie miasta-państwa i ich okolice zagarniałyby dosłownie wszystko, od podatków poczynając, na mediach kończąc. Ten projekt obejmuje rozbijanie i likwidowanie wszystkiego, co centralne, ogólnopolskie i państwowe. Jednym z widocznych sygnałów zdradzających dążenie w tym kierunku są, głoszone przez Platformę, np. zapowiedzi likwidacji ogólnopolskiej telewizji publicznej.

– A z drugiej strony każda próba ulepszania władzy państwowej – czego domaga się większość Polaków – jest napiętnowana przez UE jako zamach na demokrację; polski patriotyzm jest uznawany za faszyzm, a determinacja polskiego rządu – za totalitaryzm. I nie jesteśmy w stanie, Panie Profesorze, obronić się przed tego rodzaju pomówieniami!

– Mimo wszystko trzeba robić swoje, we własnym interesie. Za wszelką cenę nie można dopuścić do przerwania „kapilarności” władzy, czyli sprawnego współdziałania rządu z samorządami dla dobra całej Polski. A ponadto nie zapominajmy o marzeniu Papieża Polaka, choćby na przekór całej Europie, w której wciąż wzmaga się walka z religią, wiarą, a w szczególności z Kościołem katolickim. Mamy obowiązek być znakiem sprzeciwu.

* * *

Prof. Paweł Bromski
Historyk filozofii politycznej, rektor Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki. Autor kilkudziesięciu publikacji naukowych i artykułów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

2019-08-21 18:46

it / Jasna Góra (KAI)

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

BPJG

Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. - Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze - podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

- Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi - wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

- To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

- Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek - wyznała Emma Morosini.

Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

- To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. - Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

- Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. - Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. - Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik Episkopatu: Maryja z Jasnej Góry łączy Polaków

2019-08-26 07:59

BP KEP / Warszawa (KAI)

Nie ma drugiego takiego miejsca, które łączy Polaków tak bardzo, jak Jasna Góra. Nie ma drugiego takiego obrazu, który tak bardzo kojarzy się z Polską, jak obraz Matki Bożej Jasnogórskiej – powiedział ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski z okazji przypadającej 26 sierpnia uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej.

Graziako/Niedziela
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik Episkopatu zauważył, że obraz Matki Bożej Jasnogórskiej jest znakiem rozpoznawczym Polaków na całym świecie. „Kiedy widzimy ten obraz, od razu kojarzymy go z Polską i Polakami. To właśnie przed jasnogórskim obrazem śpiewamy apel: Maryjo, Królowo Polski!” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Zwrócił też uwagę na większą liczbę pielgrzymów przybywających do jasnogórskiego sanktuarium. „Według najnowszych danych w tym roku było o ponad 4 tys. więcej pieszych pielgrzymów niż w roku minionym. W sumie w 182 pielgrzymkach pieszych wzięło udział 86 tysięcy osób. A rocznie Jasną Górę odwiedza ponad 4 miliony pielgrzymów” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Dodał, że przed jasnogórską ikoną ludzie podejmują ważne życiowe decyzje.

Rzecznik Episkopatu zachęcił, by jak najczęściej odwiedzać Jasną Górę. „Obchodzona 26 sierpnia uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej to kolejna okazja do tego, by być razem u naszej Matki. Księża biskupi zachęcają byśmy spotykali się u Niej jak najczęściej. Jeśli zaś nie możemy być na Jasnej Górze, pójdźmy tego dnia do kościoła pod Jej wezwaniem. Warto podkreślić, że w Polsce co czwarta parafia jest pod wezwaniem Matki Bożej” – powiedział ks. Rytel-Andrianik.

Głównym punktem uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej będzie Msza święta 26 sierpnia o godz. 11.00 z udziałem Episkopatu Polski. Przewodniczyć jej będzie i homilię wygłosi abp Wojciech Polak, Prymas Polski. Podczas uroczystości zostanie dokonany Akt Odnowienia Ślubów Jasnogórskich. Dzień później na Jasnej Górze będzie miało miejsce zebranie Rady Biskupów Diecezjalnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem