Zakończenie 8. serii „Rancza” pokazało, że sporo będzie się działo także w kolejnej odsłonie serialu. Nie może być inaczej, skoro Piotr Kozioł, skromny proboszcz z Wilkowyj, zostaje biskupem
W 103. odcinku ks. Piotr Kozioł jedzie do kurii na spotkanie z biskupem Sądeckim. Po powrocie szczegóły rozmowy ze zwierzchnikiem trzyma w tajemnicy. Nawet Michałowa, gospodyni proboszcza, trzęsąca plebanią i okolicą, nie może niczego się dowiedzieć. A przecież każde pojawienie się w Wilkowyjach i w serialu Sądeckiego, zwiastuje nieoczekiwane zwrot akcji. Pewnie i tym razem jego decyzja wstrząśnie wsią!...
I rzeczywiście, w ostatnim odcinku 8. serii wszystko się wyjaśnia: biskup Sądecki przyjeżdża do Wilkowyj i ogłasza w kościele zaskakującą nowinę. Ich kochany duszpasterz, ich ksiądz Kozioł, będzie musiał odejść z parafii, wszak zostaje biskupem pomocniczym! Zszokowana Michałowa, przygotowująca się z chórem do pierwszego występu przed publicznością, mdleje z wrażenia...
Historia opowiadana w serialu wydaje się banalna. Młoda Amerykanka Lucy osiedla się na wsi, gdzie walkę o rząd dusz toczą bracia-bliźniacy – wójt ateista i proboszcz – których role odtwarza Cezary Żak. A jednak opowieść podbiła serca widzów. Od ośmiu lat, każdy odcinek serialu ogląda i czeka na następne, ładnych parę milionów osób.
Reklama
Artur Barciś, odtwórca roli Czerepacha, jednej z głównych w serialu, fenomen „Rancza” tłumaczy tym, że odnajdujemy w nim samych siebie. A że wszystko podane jest w sympatycznej formie, możemy się sami z siebie śmiać. – W co drugiej gminie jest taki sekretarz jak Czerepach albo proboszcz, który tak aktywnie uczestniczy w życiu społeczności – twierdzi Artur Barciś.
Według Elżbiety Romanowskiej, odgrywającej rolę Joli, fenomen serialu polega na jego uniwersalności. W serialu mamy, przejaskrawione, ale jednak, samo życie. Perypetie bohaterów interesują różne pokolenia i przed telewizorem solidarnie zasiadają dziadkowie, synowie i wnuki. – Tajemnicą tego serialu jest to, że jest o ludziach – zaznacza. – Większość tych sytuacji rzeczywiście mogłaby się wydarzyć.
Na szczytach władzy
W nowej serii, do której zdjęcia zakończono, a którą obejrzymy na wiosnę, nowy biskup pomocniczy zostanie poddany nieoczekiwanym, trudnym wyzwaniom. Sposób, w jaki próbuje wejść w nową rolę, prowadzi do napięć w relacjach z nowym proboszczem. Żaden biskup, nawet ten filmowy, nie ma łatwo.
Ale dziać będzie się nie tylko wokół plebanii i kurii, bo rozszaleje się polityczny żywioł. Ale nic dziwnego, bo w Wilkowyjach rozpocznie się walka o stanowisko wójta. Gra zrobi się bardzo poważna, a większość wsi – z plebanią włącznie – staje przed trudnym wyborem: któremu z kandydatów udzielić poparcia.
Skoro Polska Partia Uczciwości, dowodzona przez byłego wójta, potem senatora Pawła Kozioła, wprowadziła do Sejmu paru mieszkańców Wilkowyj, gra będzie toczyć się też na najwyższym szczeblu. Czerepach pojawi się, jak Nikodem Dyzma, na najwyższych szczytach władzy, co było jednak do przewidzenia, wszak w ósmej serii był kandydatem na wicepremiera.
Reklama
– Do głosu dojdą strach, pycha, zwątpienie, zawiść. Pojawią się przemyślne intrygi, prowokacje, afery na miarę taśmowej – mówi Wojciech Adamczyk, reżyser serialu. –Będzie też wiele wątków miłosnych, bo w tej materii Wilkowyje przeżyją prawdziwe zawirowania. Mam nadzieję, że wszystkie perypetie wywołają dużo śmiechu połączonego ze szczyptą refleksji, bo takie przecież jest zadanie „Rancza”.
Wieści z ławeczki
Gdy latem rozpoczynały się zdjęcia do kolejnej serii „Rancza”, znów na ławeczce obok spożywczaka, w kultowym dla Wilkowyj i serialu miejscu, było słychać ożywioną rozmowę. To miejscowa, już leciwa kawalerka omawiała bieżące wydarzenia, wzmacniając się winem „Mamrot”. Potem akcja przeniosła się m.in. do kurii, czyli w miejsce, gdzie los i awans rzuca proboszcza.
Sama ławeczka, jak i większość innych obiektów – kościół, plebania, czy przystanek stoi w Jeruzalu, wsi koło Mińska Mazowieckiego przerobionej na czas kręcenia serialu, na Wilkowyje.
Kurię, do której trafia były proboszcz z Wilkowyj, odegrała najprawdziwsza kuria, konkretnie warszawsko-praska. Sejm zagrały korytarze Ministerstwa Gospodarki, redakcję tabloidu – wnętrza Ministerstwa Edukacji Narodowej, serialową kawiarnię z Radzynia Podlaskiego – kawiarnia w Mińsku Mazowieckim, a wnętrza „Knajpy u Japycza” zbudowano w hali ATM-u na warszawskim Wale Miedzeszyńskim.
W kurii na Pradze na krótko pojawiło się dwóch nowych biskupów: Kozioł grany przez Cezarego Żaka i Sądecki, odgrywany przez Wiktora Zborowskiego oraz pełny plan filmowy. I choć kurii nie zamknięto w tym czasie na trzy spusty, a niektóre pomieszczenia przearanżowano, zamieszania wielkiego nie było.
Abp Henryk Hoser przebywał właśnie zagranicą i interesantów nie było tylu, co zwykle. Większa frekwencja była natomiast w południe, w czasie modlitwy Anioł Pański, bo do pracowników dołączyli filmowcy, pobłogosławieni przy tej okazji przez księdza kanclerza.
Film „Dekalog” Krzysztofa Kieślowskiego powstał ćwierć wieku temu. Dziś, w obliczu zredukowanych do zera standardów telewizyjnych, lśni jak perła z przeszłości i nie pozwala o sobie zapomnieć. W drugim odcinku tego genialnego cyklu obserwujemy niezwykłe otwarcie filmu: dwoje ludzi pchających wózek to zapowiedź losów filmowej pary: Doroty i Andrzeja Gellerów (Krystyna Janda i Olgierd Łukaszewicz), zmagających się ze swoim silnie obciążonym życiem. Błoto, koleiny, ciężar i trudna do utrzymania równowaga dwukołowego pojazdu oraz fakt, że dwoje go pchających musi albo sobie ufać i ze sobą współpracować, albo wprost przeciwnie – pozostawić cały ciężar w rękach partnera, czynią z inicjalnej sceny filmu zapowiedź całej problematyki dzieła i pozwalają nam spojrzeć na życie ekranowej pary niczym na wycinek nowotworowej tkanki pod laboratoryjnym mikroskopem. Dorota rozważa zabicie własnego, nienarodzonego dziecka. Będąc w ciąży, pali papierosy, ubiera się w czerń wyrażającą jej wewnętrzny stan. Decyduje się wyzwać na pojedynek starego profesora, człowieka obdarzonego męskim i zawodowym autorytetem, lekarza, powstańca warszawskiego obciążonego osobistą tragedią, odgrywającego w szpitalu rolę pana życia i śmierci. Dorota zażąda od profesora jasnej deklaracji co do szans na przeżycie jej chorego onkologicznie męża, gdyż uzależnia od tego przeprowadzenie – lub nie – aborcji.
Profesor jest świadomy, że relacja z Dorotą to konfrontacja dwóch różnych systemów wartości, światopoglądów i sposobów działania. Ulega jednak temu wszetecznemu urokowi, który młoda kobieta roztacza wokół siebie, i podejmuje się pomóc jej w podjęciu decyzji o uratowaniu lub zabiciu dziecka. Znamienna jest jednak scena, w której profesor, przygotowując się do rozmowy z Dorotą, odwraca w kierunku ściany zdjęcia swoich zabitych podczas wojny dzieci i ubóstwianej żony, prawdopodobnie świadom, że rozmowa ta zaprowadzi go w kierunku grzechu: złamania zasady niewypowiadania się co do przyszłości pacjentów, których losy zawsze są tajemnicą. Profesor nie chce, by czyste oczy jego dzieci i żony patrzyły na niego, łamiącego swoje zasady, czy też nie chce, by zobaczyły Dorotę – uosobienie tego, co niemoralne. Przypomina to trochę odwracanie świętych obrazów w kierunku ściany, by oczy świętych nie widziały grzechu. „On umiera” – mówi profesor. „Niech pan przysięgnie” – prosi Dorota. „Przysięgam”. Słowa profesora można by uznać w znaczeniu dosłownym za próbę uratowania zagrożonego życia dziecka, kryje się jednak za nimi kolejny, ważniejszy sens: czy profesor miał prawo przysiąc cokolwiek odnośnie do przyszłości? Tym bardziej że – jak zobaczymy w finale filmu – przysięga jego okazała się jałowa. Drugie przykazanie zostało złamane, gdy profesor odpowiedział „obiecuję” na pytanie o przeżycie Andrzeja – nie tylko dlatego, że uśmiercił w ten sposób męża w nadziejach i planach żony, ale także dlatego, że nadał tym jednym słowem prawo do istnienia nienarodzonemu dziecku, „pozwolił mu żyć”, jakby miał prawo decydować, kto żyć będzie, a kto nie.
Także choroba Andrzeja może być rozumiana metaforycznie, jako wyraz buntu i niepogodzenia się mężczyzny z najbardziej przerażającą stratą w swoim życiu. Mężczyzna, którego nie pokonały góry, dał się złamać brakiem wyłącznej miłości kobiety, a zaistniała w ten sposób sytuacja egzystencjalna jest niczym rak na zdrowym – choć złamanym – organizmie. Takie rozumienie sytuacji Andrzeja tłumaczy także jego nagłe wyzdrowienie, które następuje po tym, jak Dorota wyznaje mu miłość. Przywraca w ten sposób pierwotną harmonię między nimi oraz harmonię ich świata. Pokonanie nowotworu – choć według lekarskich statystyk nie było na nie szansy – dokonuje się w sposób niejako naturalny, skoro odzyskana została pierwotna jedność duchowa: ciało rozbite wewnętrznie także jednoczy się – czy raczej jedna – samo z sobą.
Kamera, która panoramuje pionowo po piętrach bloku na Ursynowie, przechodzi w kolejnym ujęciu w panoramę poziomą od twarzy Andrzeja do niezwykłej sceny zmagania się pszczoły o życie – wbrew wszelkim szansom. W ten sposób pionowa linia panoramowania przecina się z linią poziomą i tworzy niewidoczny – lecz wyraźnie opisany ruchem kamery – krzyż. Taka interpretacja sposobu filmowania nabiera znaczenia, gdy przyjrzymy się owemu zmaganiu – a może nawet misterium – woli życia ze śmiercią, zaobserwowanemu przez Kieślowskiego, przez jego bohatera i w trzeciej kolejności przez nas. To jedna z najbardziej poruszających scen filmu: w szklance ze słodkim, lepkim, truskawkowym kompotem znajduje się owad, który – wydawałoby się bezskutecznie – walczy o życie. Nic nie zapowiada, że mógłby uwolnić się ze śmiertelnej pułapki, kiedy jednak wydamy już na niego wyrok – naśladując w tym przedwczesnym, pochopnym osądzie filmowego ordynatora – pszczoła heroicznym wysiłkiem wydobywa się z cieczy i wychodzi na brzeg szklanki...
Nigdy i nikomu nie wolno decydować o życiu lub śmierci drugiego człowieka. Krzysztof Kieślowski w ćwierć wieku od powstania telewizyjnego „Dekalogu” przypomina nam o tym – na progu 2015 r. – z niespotykaną siłą.
Bp Erik Varden rozpoczął głoszenie rekolekcji wielkopostnych dla Papieża i przełożonych Kurii Rzymskiej. Jest on biskupem Trondheim w Norwegii i przewodniczącym Episkopatu Krajów Nordyckich. W przeszłości był opatem trapistów w Anglii. Jest konwertytą z luteranizmu. Publikujemy skrót jego pierwszego rozważania.
Wielki Post konfrontuje nas z tym, co istotne. Prowadzi nas — materialnie i symbolicznie — w przestrzeń ogołoconą z nadmiaru. I tak rzeczy, które łatwo nas rozpraszają, nawet te same w sobie dobre, zostają na pewien czas odsunięte. Podejmujemy wstrzemięźliwość zmysłów.
Sybirackie, katyńskie i smoleńskie rocznice oraz doroczne upamiętnienia nie powinny zamykać naszej pamięci na XX-wiecznych dziejach naszego Narodu.
Dobrze, że służą one zaniedbanemu w peerelowskiej historiografii tworzeniu opracowań i syntez, które starają się wspomóc kształtowanie świadomości historycznej młodego pokolenia. Otrzymujemy także statystycznie podbudowane analizy badaczy archiwów. Jednak warto podkreślić, że losy polskich Sybiraków sięgają ponad 300 lat.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.